Rozliczono - Avelina Paxton - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Avelina szybko zauważyła, że przynoszenie po ciszy nocnej eliksirów dla Rookwooda weszło jej w nawyk. Szybko zorientowała się, że wręcz stało się to dla niej pewnego rodzaju rutyną, więc starała się ograniczać te spotkania. Czasami prosiła go, aby po prostu przychodził w okolice jej wieży domu, aby mu je szybko podrzucić i nie rozmawiać z nim za często. Nie chciała się angażować, wiedziała, że nie powinno. Powinni zostać wrogami, albo po prostu osobami, które miały ze sobą biznes. Gdy rozpoczęła czwarty rok nauki, a on siódmy wiedziała, że powinna urwać z nim tę znajomość, że nie powinna czuć wobec niego nic ciepłego, że on powinien zająć się swoim życiem i egzaminami, a ona swoim.
Zabrała się na poważnie przemianą w animaga, nawet nie powiedziała mu, że potrzebuje liść mandragory. Nie kontaktowała się z nim, nie chciała robić sobie głupich nadziei. Zdusiła w sobie emocje wobec niego i zastąpiła je obojętnością. Było to do niej bardzo podobne, zawsze tak robiła, gdy zaczynała się bać, że będzie cierpieć. Cały rok czuła frustracje, że nie mogła utrzymać tego liścia w buzi, że nie mogła się przemienić, aż w końcu się jej udało. Było to kilka dni przed zakończeniem roku. Z profesorem transmutacji jeszcze kilka razy powtórzyła przemianę i w końcu dostała pozwolenie na pokazanie umiejętności przyjaciołom.
Nie wiedziała czemu, ale zdecydowała się pokazać to Rookwoodowi. Jakby ta buńczuczność, którą w niej wyzwolił kazała jej się pochwalić. Kazała jej pokazać, że jest super dobra. W końcu rzadko kto przemienia się w animaga tak szybko, prawda? Jej wytrwałość powinna zostać nagrodzona.
Odnalazła go, gdy chodził w opuszczonych korytarzach lochów. Szła pod postacią kota i zaczęła się ocierać jak kot o jego nogę czując jak sprawia jej to ogromną radość, że mogła mu dokuczyć. W końcu usiadła przed nim i miauknęła przeciągle chcąc go zwyzywać, ale nie mogła pod tą postacią mówić. Przekrzywiła ciekawie głowę czekając na jego reakcję.