12.07.2023, 21:53 ✶
Listopad wydawał się bardziej ponury niż zwykle. Ciężkie i zimne krople uderzały o szyby, zalewały ulice, a w akompaniamencie północnego, wzbudzającego dreszcz wiatru, były po prostu nieznośne. W powietrzu coś wisiało, atmosfera była gęsta, a coraz więcej szeptów roznosiło się echem po Ministerskich korytarzach. Siedziała w prosektorium, metalowe wskazówki zegara zbliżały się już do siedemnastej, więc niedługo kończyła się zmiana, ale Cynthii Flint nie w głowie była podróż do domu. Ostatnimi czasy starała się spędzać w kostnicy jak najwięcej czasu, więc tkwiła przy jednym z biurek, wypełniając raport z sekcji zwłok jakiegoś młodego czarodzieja, ofiary nieszczęśliwego wypadku, jak powszechnie wierzono. Nic specjalnego, dwa zaklęcia i serce nieszczęśnika nie poradziło sobie ze stresem oraz atakującymi je bodźcami. Pióro skrobało po pergaminie, chociaż spojrzenie błękitnych, nienaturalnie jasnych tęczówek, wędrowało wciąż w stronę leżącej na blacie gazety. Wytłuszczony nagłówek przykuwał uwagę imieniem Voldemorta — samozwańczego Lorda, czarnoksiężnika, który zyskał miano potężnego i zbierał popleczników, aby zmienić bieg wydarzeń. Chciał cofnąć uwspółcześnienie, które przejmowało kontrolę nad światem nie tylko mugoli, ale i Czarodziejów, wracając do poglądów konserwatywnych, gdzie liczyła się czystość krwi oraz nazwisko. Jasne pasmo włosów spłynęło do przodu, łaskocząc ją po odkrytej skórze na szyi i westchnęła bezgłośnie, prostując się w celu wyprostowania głowy i zgarnięcia go wprawionym ruchem za ucho. Wtedy też dostrzegła znajomą sylwetkę, która należała do pracownika względnie świeżego, o znanym nazwisku — takim, na którego temat po Ministerstwie krążyły plotki, nawet jeśli pojawił się w nim stosunkowo niedawno. Cynthia przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, pozwalając się na wyuczony, okraszony nutą niewinności oraz słodyczy uśmiech, którego efekt dodatkowo podkręciła poprzez przekręcenie głowy, zupełnie, jakby była zaskoczona. Może trochę tak było? Zwykle stażyści i najmłodsi stażem prędko opuszczali ten departament, zwłaszcza że Lycoris i Williama już nie było.
- Czyżbyś planował dziś nadgodziny, Augustusie? Nie zapomnij parasola, chyba wciąż leje. - rzuciła pogodnie, tonem tak odmiennym od jej naturalnego. Aktoreczka poprawiła pióro w dłoni, wracając wzrokiem nad swój raport, poszukując rubryczki, którą wypełniała. Starała się w stronę gazety już nie patrzeć, szkoda było gdybać nad tym, na co i tak wpływu żadnego nie miała. Usadowiła się wygodniej na krześle, zakładając nogę na nogę i wolną dłonią wygładziła materiał sięgającej za kolano, plisowanej spódnicy, bo nie była w stanie znieść żadnego zagniecenia. W kilka chwil później postawiła kropkę, papier wylądował na boku, odrobinę tylko przysłaniając oblicze czarnowłosego mężczyzny z okładki, który zdawał się drzeć we wniebogłosy i patrzeć na wszystkich góry, poruszając się niespokojnie, a jednocześnie pewnie i z jakąś nieuzasadnioną gracją. Echo uderzających o posadzkę obcasów rozniosło się, zlewając z ruchomym wciąż zegarem, a Panna Flint otworzyła drzwi do niewielkiej kanciapy, gdzie mieli kanapę oraz kilka szafek, gdzie można było się przespać i nastawiła wodę w czajniku, widocznie mając ochotę na herbatę lub kolejną kawę. Stuknęła czerwonymi paznokciami w nieco pstrokaty czajnik, a potem podeszła do półki, sięgając filiżankę. Wychyliła się jednak zza drzwi, sprawdzając, czy mężczyzna wciąż znajdował się w pomieszczeniu głównym w prosektorium. - Napijesz się czegoś? - zaproponowała, jak na dobrego współpracownika przystając. Oczywiście, jak to pracownicy Ministerstwa, mieli zakamuflowane i procentowe trunki, ale o nich akurat jasnowłosa czarownica nie pomyślała. Deszczowy listopad nastrajał na gorący napar, być może w towarzystwie kruchych ciastek?
- Czyżbyś planował dziś nadgodziny, Augustusie? Nie zapomnij parasola, chyba wciąż leje. - rzuciła pogodnie, tonem tak odmiennym od jej naturalnego. Aktoreczka poprawiła pióro w dłoni, wracając wzrokiem nad swój raport, poszukując rubryczki, którą wypełniała. Starała się w stronę gazety już nie patrzeć, szkoda było gdybać nad tym, na co i tak wpływu żadnego nie miała. Usadowiła się wygodniej na krześle, zakładając nogę na nogę i wolną dłonią wygładziła materiał sięgającej za kolano, plisowanej spódnicy, bo nie była w stanie znieść żadnego zagniecenia. W kilka chwil później postawiła kropkę, papier wylądował na boku, odrobinę tylko przysłaniając oblicze czarnowłosego mężczyzny z okładki, który zdawał się drzeć we wniebogłosy i patrzeć na wszystkich góry, poruszając się niespokojnie, a jednocześnie pewnie i z jakąś nieuzasadnioną gracją. Echo uderzających o posadzkę obcasów rozniosło się, zlewając z ruchomym wciąż zegarem, a Panna Flint otworzyła drzwi do niewielkiej kanciapy, gdzie mieli kanapę oraz kilka szafek, gdzie można było się przespać i nastawiła wodę w czajniku, widocznie mając ochotę na herbatę lub kolejną kawę. Stuknęła czerwonymi paznokciami w nieco pstrokaty czajnik, a potem podeszła do półki, sięgając filiżankę. Wychyliła się jednak zza drzwi, sprawdzając, czy mężczyzna wciąż znajdował się w pomieszczeniu głównym w prosektorium. - Napijesz się czegoś? - zaproponowała, jak na dobrego współpracownika przystając. Oczywiście, jak to pracownicy Ministerstwa, mieli zakamuflowane i procentowe trunki, ale o nich akurat jasnowłosa czarownica nie pomyślała. Deszczowy listopad nastrajał na gorący napar, być może w towarzystwie kruchych ciastek?