• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[4 maja 1972] Hilary zgubił swoje okulary, a Sauriel zgubił Fergusa

[4 maja 1972] Hilary zgubił swoje okulary, a Sauriel zgubił Fergusa
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#1
23.07.2023, 10:40  ✶  
How can I sleep if I don't have dreams?
I just have nightmares
How can it be?

Fergus był dobrym chłopakiem. Podobno nie było niczego gorszego do powiedzenia o kimś ponad to, że był "dobrą osobą". To było nijakie - tak większość ludzi uważała. Było pełno określeń, którymi można naprawdę opisać człowieka, z którym spedziłeś tyle godzin swojego życia. Albo cennych godzin, albo cennego życia. Sauriel nie cenił ani swojego żywota marnego, ani tym bardziej nie cenił swoich godzin. Miał ich aż za dużo. Mógł je przepierdolić na największe głupoty tego świata, zupełnie nie przejmując się konsekwencjami. Przynajmniej tak ładnie brzmiało to w teorii. W rzeczywistości, koniec końców, nie miało znaczenia, ile czasu miałeś ty sam. Znaczenie miało to, ile czasu mieli ludzie dookoła ciebie samego. Czy dobry chłopak pozwalałby sobie na zwlekanie z odpowiedzią, która była tak ważna? Trafił do szpitala - taka była pierwsza myśl. Znowu trafił do szpitala, to też było ważne. Magiczne słowo "znowu". Myśl o tym, że tego chudzielca miałoby na stałe zabraknąć istniała w jego głowie, ale była ostatnią z opcji, którą chciał wybierać. Przecież do tej pory się trzymał. Zawsze pakował w kłopoty, ale trzymał. Bo znając jego - nie mogło go zabraknąć na Beltane, żeby wyrwać się od rodziny, która tak go uciskała.

Unikał domu Ollivanderów. Nigdy się tu za bardzo nie pchał, wiedząc, jakie to miejsce i rodzina miały wpływ na jego przyjaciela. Przyjaciela... kiedyś na pewno przyjaciela. Dziś? Pozostał sentyment i myśl, że mogłoby być lepiej i że "nigdy nie będzie jak dawniej". Miał małe pojęcie o tym, jak jest to wszystko urządzone i jak wyglądają tu codzienne interakcje. Zwrotnie było podobnie - Fergus nigdy nie pchał się do jego domów. Może właśnie tym dla siebie byli i mieli być zawsze - ucieczką. Nie działali na siebie dobrze, tak teraz o tym myślał. A jednak pośród całego rozpadu, jaki miał miejsce w jego duszy, powolnej degradacji ludzkości do roli zimnego ostrza, tęsknił za tym. Za oczami Fergusa, jego niepokornymi włosami, jego głupimi tekstami i reakcjami. Inspirował go. Fergus go inspirował. Z tego i z wielu więcej powodów stanął przed drzwiami domu, przed którymi nie powinien mieć prawa się pojawiać. Przecież to tacy jak on sprowadzili nieszczęście na Ollivanderów parę lat temu. Wstyd i poczucie winy nie istniały w jego wnętrzu - istniało za to niezadowolenie, że będzie musiał obcować z osobami, którym nie raz miał ochotę zbić mordę za to, że tworzą dla Fergusa więzienie, na jakie nie zasługiwał.

Zapukał. Ubrany jak zawsze - skóra, czarna koszula, przetarte spodnie, nieład na głowie spływających na szyję czarnych włosów. Tylko ratunek Potterów sprawiał, że nie był istnym straszydłem wieczorów - a postarał się, żeby przyjść w miarę wcześnie. To nie było dla niego wielką tajemnicą - fakt, że był wampirem. Fergus wiedział. Ale jednocześnie nie było to coś, czym by się obnosił mocno przed wszystkimi.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#2
23.07.2023, 13:22  ✶  

Byłem po pracy, więc odpoczywałem w pustym domu. Wujek był w szpitalu u chorej ciotki, Fergus na wyjeździe. Bell spał spokojnie w najcieplejszym miejscu w mieszkaniu. Nie potrzebowałem go w poruszaniu się po tym miejscu. Znałem każdy zakamarek pomieszczeń, chociaż nie powiem – Ferg czasami robił mi psikusy, ale lubiłem to. Teraz czułem się dziwnie samotny. Nigdy nie było tu aż takiej pustki. Ciotka zawsze gotowała jakieś dobre jedzenie, a wujek strofował Fergusa, aby przyłożył się do rodzinnego biznesu. Współczułem mu i pewnie, gdybym nie stracił wzroku sam zająłbym się rodzinnym biznesem, aby Fergus mógł spełniać swoje marzenia. Klątwołamanie, którym się zająłem było dla mnie prostym rozwiązaniem. Nikt jak ja nie wyczuwał obecności magii. Moja percepcja była zdecydowanie lepiej rozwinięta niż u innych czarodziejów w moim wieku.

Zaskoczyło mnie pukanie do drzwi, nawet Bell poruszył się niespokojnie na swoim miejscu. Podniosłem się z fotela i podszedłem do drzwi, które tylko uchyliłem nie ściągając zasuwki z łańcuchem. Było to specjalnie dla mnie zrobione, abym mógł najpierw upewnić się kto przybył, a potem otwierać drzwi na szerokość. Pokazałem swoja twarz w szparze.

– Kto tam? – zapytałem i czekałem na odpowiedzieć.

Nie za bardzo wiedziałem, co miałem więcej zrobić. Wujek na pewno jeszcze nie wróciłby ze szpitala, żona była dla niego bardzo ważna. Trzymałem w dłoni różdżkę, po sytuacji na Beltane stałem się trochę bardziej ostrożny, ponieważ bałem się, że ktoś może robić nawet ataki na jakieś domy. Nie byłem paranoikiem, ale ostrożności nigdy za wiele.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#3
23.07.2023, 15:12  ✶  

Strzeżonego Pan Bóg strzeże - czy nie tak? Albo ten, co się pilnuje, zawsze ma różdżkę w pogotowiu. Powiedzonka z różnych światów i różnych zakamarków pięknej Ziemi mieszały się ze sobą, by dać jedną podpowiedź: jeśli będziesz nieuważny, stanie ci się krzywda. Jeśli zaś będziesz uważał, możesz zapobiec katastrofie. Sauriel spoglądał na dom Ollivanderów, w którym paliło się światło za zasłoniętymi firankami - nie miał więc wątpliwości, że KTOŚ w domu jest. Oby ten pierdolony Fergus, bo zasłużył na wpierdol. Sauriela zaś całkiem nosiło ostatnimi dniami. Był rozdrażniony, za mocno zapracowany, zabiegany i poddany czynnikowi, którego jeszcze dobrze nie rozumiał - rytuałowi wianków. Składało się to na tłamszenie wolności. A przecież koty bardzo nie lubiły, kiedy skradało się ich niezależność. Parę słów Fergusa pewnie by wystarczyło, żeby oberwał. Ale hej - to przecież po przyjacielsku! ... po przyjacielsku, prawda? W każdym razie - kiedy zapadał zmrok świat stawał się jakoś bardziej niebezpieczny. Człowiek ograniczony był widocznością i nawet alejki, które się znało, stawały się bardziej nieprzyjazne. Przecież na Beltane umarli czarodzieje. Przecież zostana dokonana masakra, płonęły drzewa, płonęły stoiska. Paliły się ludzkie włosy. Ollivanderów już też napadnięto. A jednak czarnowłosy w ogóle nie myślał o tym, że przez te fakty i kilka innych, o których głośno było jeśli o agresję Śmierciożerców chodzi, ktoś mógł być o wiele bardziej ostrożny niż zazwyczaj.

- GGóoo-mmmmnn... - Sauriel zaczął z głośniejszego tonu, ewidentnie zaczął jakieś słowo, kiedy drzwi się otworzyły, jego mięśnie się napięły - chciał atakować. Słownie, nie czynowo! Ale chciał. Gotów na to, że to Fergus otworzy i go zaraz zwyzywa od gówniarzy, ale... to nie głos Fergusa. I nie twarz Fergusa gdzieś tam kryjąca się między cieniami korytarza, w której sylwetka była schowana. Sauriel skrzywił się trochę, wyprostował, jakby to miało wielkie znaczenie, przememłał przekleństwa w głowie i postanowił unieść się szczytem swojego bycia miłym i kurtuazją. Nie rozpoznał głosu Delliana po tych dwóch króciutkich słowach. - Dzie...dobry wieczór. - No kurwa brawo Sauriel. Jak to było? Szczyt pierdolonej kurtuazji! Co tylko sprawiło, że skrzywił się na moment jeszcze mocniej z niezadowolenia. - Sauriel. Rookwood Sauriel, bestie Fergusa i te inne... czy jest ten sympatyczny młodzieniec w domu? - Czarnowłosy naprawdę starał się nie być cyniczny i sarkastyczny, aleee najwyraźniej starał się za mało. Albo było to silniejsze od niego. Tak czy siak szczególnie słowo 'sympatyczny' było posmarowane grubą warstewką sarkazmu, jak pyszne masełko na bułeczce.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#4
23.07.2023, 15:34  ✶  

Uśmiechnąłem się niepewnie, a gdy usłyszałem w miarę znajomy głos, który przewijał się kiedyś wokół Fergusa dosyć często odetchnąłem z ulgą. Otworzyłem drzwi szerzej ściągając z nich zasuwę. teraz Sauriel mógł zobaczyć mnie w pełnej okazałości. Miałem na sobie t-shirt ubrany na lewą stronę w kolorze miętowej zieleni i czarne spodnie. Do tego kapcie w puchate króliki – o czym totalnie nie wiedziałem. Dostałem je od Fergusa na święta i nosiłem z ufnością, że są mega męskie z jakąś czachą czy coś w tym stylu. Głowę miałem lekko pochylone, a kręcone włosy delikatnie opadały mi na czoło nachodząc na niewidzące oczy.

– Dobry wieczór – odpowiedziałem słuchając jego słów z uwagą. Zastanawiałem się przez chwilę, czy powinienem mu ufać tak po prostu, ale wiedziałem, że Fergus się z nim przyjaźnił bardzo mocno. Nie wiedziałem jakie były ich relacje teraz, ale chyba nie powinno być, aż tak źle prawda? – Nie ma go w domu. Ojciec go wysłał na zjazd różdżkarzy gdzieś za granicą, wujek musiał zostać z ciocią, bo jest w szpitalu – odpowiedziałem zgodnie z prawdą i delikatnym smutkiem. – Ciocia jest w szpitalu, a wujek z nią został – dodałem jeszcze sprostowanie. Obok moich nóg zakręcił się Bell i niespokojnie przeszedł mi między nogami.

– Na razie nie mam z nim zbyt dużego kontaktu, ale myślę, że cię powiadomi jak wróci – odpowiedziałem trzymając dłoń na klamce drzwi. Nie lubiłem za bardzo mówić o tym, co działo się w moim domu, ale nie były to jakieś tajne informacje. Sposób w jaki mówił Sauriel był dla mnie dziwny, ale nie skomentowałem tego. Sam nie należałem do normalnych osób, więc nie powinienem go oceniać po sposobie mówienia, nie?

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#5
23.07.2023, 15:51  ✶  

Kiedy drzwi się otworzyły, rozpoznał chłopaczka, który przy nich stał. W zasadzie - w nich. Jakby jego mizerne ciało miało stanowić jakąkolwiek przeszkodę, żeby wtargnąć do środka. Nie stanowiło - stanowić ją miały drzwi, które teraz zostały ufnie otworzone. Klątwa tego świata - zaufanie. Poznajesz czyjś głos i nagle jakaś ulga - bo znasz, bo rozpoznajesz, bo ktoś z rodziny się z nim koleguje, to przecież musi być "swój gość", prawda? Oczywiście. Sauriel nie zamierzał jednak tu wtargnąć ani nie planował żadnych krzywd. Choć przygotowywał się na to, że może tu nastąpić awantura, jeśli spotka rodziców Fergusa. Lecz to nie jego rodzice, więc i nawet awantura jakoś całkowicie uleciała z jego gorącej głowy. Z jakiegoś powodu jego się tu nie spodziewał, jak on... D... Dellian? Tak i Dellian stał się rozpraszaczem. Zwłaszcza, kiedy czarne oczy zaczęły się wpatrywać w szycia t-shirtu pokazujące jawnie, że jest on założony na opak. Aż podniósł ręce i zrobił taki gest, jakby chciał go... obrócić. Chłopaka. Nie, t-shirt! Ach, moment, właściwie to już mężczyzna, nie chłopak! Ale o bardzo łagodnej urodzie. Przypominał Fergusa w pewnym sensie - przynajmniej Saurielowi, który miał słabość do blondynek i do... do takich gości. Byli dla niego dobrymi muzami. A tu i teraz tchnął taką niewinnością (jakże fałszywą i złudną!), że naprawdę skutecznie wytrącił Sauriela z jego bojowego nastawienia. Nie to, żeby frustracja wszystkim, co się działo, magicznie wyparowała, ale... skutecznie została odsunięta. Na razie.

- Że gdzie go kurwa wysłał? - Właśnie, frustracja. Na moment przeminęła, a potem przyszło wyjaśnienie, że Fergusa nie ma, BO... - Kurwa jego mać... - ..."powinienem dawno mu wyjebać" - ale tego ostatniego już na głos nie powiedział i pozwolił sobie to tylko zmemłać między zębami. ALE... - ...szpitalu? - Moment... czekaj, kto był w szpitalu? - Matka Fergusa jest w szpitalu? - Ciocia... albo matka Fergusa, albo jakaś krewna, nie był pewien. Nie bardzo orientował się, jakie bliskie było pokrewieństwo Delliana i Fergusa oprócz tego, że nie była to totalna piąta woda po kisielu. - Gówno, nie powiadomi, egoistyczny chujek... - Mruknął Sauriel bardziej do siebie tak na dobrą sprawę, niż do Ollivandera, chociaż była to też odpowiedź. - Jasne, dzięki Del...oooooOoo..! - Cokolwiek chciał powiedziec i dokończyć ton Sauriela, mrukliwy, napięty, niezadowolony - słychać było, że trochę przepalony - zmienił się na zachwycone "ooo" kiedy kot pojawił się pomiędzy nogami właściwiela. Saurielowi aż oczy błysnęły i kucnął - ale nie wyciągnął do kota dłoni. Jedynie delikatnie ją wystawił, umożliwiając, gdyby zwierzę chciało, obeznanie się z jego zapachem. Kochał koty. A to nawet niedomówienie - miał pierdolca na punkcie kotów, a ta włochata kulka była hufehfugigerg. Nic jednak na siłę, kto jak kto, ale Sauriel miał więcej poszanowania do kocich zwyczajów, rytuałów i ich przestrzeni niż do, bądźmy szczerzy, ludzi. - Co za oszałamiająca piękność... - Można by było pomyśleć, że ten zmieniony, nagle zachwycony i niemalże pełen MIŁOŚCI głos był skierowany do Delliana. A to "tylko" do kota!



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#6
23.07.2023, 23:02  ✶  

Ja zwracałem uwagę głównie na zapach, który otaczał ludzi i głos, którym do mnie mówili. Sauriel mówił dosyć chaotycznie, dziwnie, ale ton miał przyjemny. Chciałem go słuchać, ale jednocześnie czułem pewnego rodzaju obawę, bo wyczuwałem jak zmiennie zachowywał się w swoich wypowiedziach. Raz był wzbudzony, raz zmieszany, raz spokojny, a za chwilę znowu wzburzony. Gdy zapytał ponownie o miejsce pobytu Fergusa lekko się cofnąłem.

– Tak – odpowiedziałem krótko czekając na jakąkolwiek inną reakcje. Brzmiał tak jakby był wkurzony, że Fergus wyjechał, ale w sumie się nie dziwiłem. Doskonale wiedziałem, że Ferg nie przepadał za robieniem różdżek, ale nic na to nie mogliśmy poradzić. Ja nie miałem głosu w tej sprawie, bo byłem kaleką i nic ze mnie pożytecznego nie było. Tak, czułem rodzinną miłość od tych wszystkich osób, z którymi się wychowałem, ale zdawałem sobie sprawę, że nie mogłem decydować w żadnej sprawie związanej z rodzinnym biznesem, więc milczałem.

Czułem się winny z tego powodu, ale naprawdę nic nie mogłem zrobić. Mógłbym ukryć Fergusa, ale gdzie? Jak nie znałem kryjówek? Byłem kiepski w chowanego. Ani nie potrafiłem się chować, ani szukać.

– Mówiłeś, że jesteś jego przyjacielem. Powiem mu, że byłeś to na pewno się skontaktuje – zapewniłem, aby mężczyzna nie był bardziej wściekły.

Gdy usłyszałem zachwycone "ooo" od razu domyśliłem się, że chodziło o Bella. Niewiele osób reaguje w ten sposób na ślepców, więc to była najbardziej logiczna opcja w tym spotkaniu.

– Nim go dotkniesz zapytaj, czy możesz! – ostrzegłem szybciej, bo nie chciałem, aby ten się jeszcze bardziej wściekać.

– Dellianie, psujesz kaażde spotkanie miau – zamruczał kot i popatrzył na Sauriela uważnie. Przyglądał mu się z uwagą, aż w końcu otarł pyszczek o jego rękę. Dobrego miziania nie odmawiał, ale zaraz potem zostawił nas w samych wbiegając w głąb mieszkania.

– Jeśli chcesz mogę zrobić herbatę... – zaproponowałem ustępując mu przejścia.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#7
24.07.2023, 00:01  ✶  

Zmieszanie. Osoba przed nim była zmieszana. Czym? Słownictwem? Późną porą? Faktem, że w ogóle szukał Fergusa? Dla Sauriela to był instynkt - cofnięcie się, jak zaproszenie do baletu. Jedna noga w tył, żebyś ty mógł postawić nogę w przód, idealnie zrobione miejsce, idealnie przygotowana rama. Krok nie został postawiony, było tylko cofnięcie. Dawało to do myślenia i stawiało człowieka pod wątpliwością: to przeze mnie... Skoro przez ciebie znaczyło, że coś zrobiłeś nie tak. Wampir nie pomyślał jednak tą kategorią. Nie pojawiło się poczucie winy, że jego zachowanie prowadziło do złego samopoczucia rozmówcy - zamiast tego było to słodkie drgnięcie. Chęć złapania za framugę, wślizgnięcia się do środka. Lub po prostu bez finezji - złożenie naprawdę bolesnego pocałunku na szyi Deliana. Nie było jednak drgnięcia od strony Sauriela. Nawet pomimo tego, że jego głód, Bestia, nastawiła uszy, prawie się uśmiechnęła, czując słodką formę słabości pokazanej przed nią. Łatwa kolacja. Pozory potrafiły mylić, och, jak pięknie pozory wpędzały w kłopoty..!

- Mmm... jasne. Dzięki. - Spuścił trochę z tonu. W niemalże swojej wspaniałomyślności, bo w zasadzie bogom winny ślepiec nie musiał chyba być narażony na humorki wkurwionego wampira... no prawda, że nie musiał? Wystarczyłoby w sumie powiedzieć, że żelazko jest na gazie (jaki odpowiednik mieli na to czarodzieje?) i zamknąć drzwi, albo po prostu trzasnąć nimi przed nosem. Do niczego Dellian nie był zobowiązany. A jednak tkwił we framudze, chłód wieczora wpadał do środka. Był maj - lato jeszcze na dobra nie rozgościło się w Londynie. Nawet jakby się rozgościło, to wystarczyła niepogoda, o którą tutaj nietrudno i... tada! Pomijając zbiorowisko komarów, a takiego dwunogiego i całkiem ludzkiego miał przed sobą. I jego też ciągnęło do światła i ciepła, tylko w zupełnie innej skali.

Już chciał powiedzieć, że jasne, że wie, że przecież traktuje koty z należytym szacunkiem, ale nie powiedział nic. Tylko uniósł zdziwione brwi na moment, bo kot sam się odezwał. Sauriel się uśmiechnął - to nie był pierwszy gadający kot. Poznał już dobrze Salema. Ostatnio miał do kociaków szczęście. Avelina, Salem, teraz ta wojownicza piękność. Bo wyglądał na wojownika. Zdecydowanie nie był tak wymuskany jak Salem, ale to tylko sprawiało, że Sauriel patrzył na tego kota z szacunkiem i podziwem. Przecież skoro te rany nosił znaczyło tyle, że tyle przetrwał. I to był powód do dumy.

- To w trosce o ciebie, nie każdy rozumie kocie zwyczaje. - Zamruczał do kocura Sauriel w odpowiedzi i podrapał go za uchem, przy wibrysach i pod bródką - tam, gdzie chyba każdy kot lubił i które to miejsca były najbardziej zarazem neutralne. I tak - to było drobne mizianie, bo ani myślał wystawiać za nim ręki, kiedy ten się odsunął! Sauriel podniósł się z kucek. - Spokojnie, nie odgryzł mi ręki. - Już wrócił się do właściciela majestatycznej bestii.

Byłoby kłamstwem powiedzenie, że Sauriel czuł się w pełni swobodnie przed Dellianem. Wzbudzał on przynajmniej dwie skrajne emocje: pierwszą było to, że Sauriel był kiedyś niepoprawnym bohaterem, który miał skłonności do dbania o każdego, kto jest słabszy i pomocy potrzebował. A kto inny wzbudzał taką emocję jak nie ślepiec? Oczywiście za tamtych światłych czasów nie mieli okazji w zasadzie się z Dellianem poznać, a potem już... cóż, życie Sauriela zweryfikowało. Że nie warto bohaterem być. Tym nie mniej czasem ta cecha jego charakteru się pokazywała. Drugie było całkowicie skrajne - bo budziło bardzo dużo jego głodu. I dlatego Dellian skojarzył mu się z Fergusem, mimo tego, że po tej koślawej wymianie zdań między nimi już zauważył, że charakter mieli całkowicie inny. Jednak w kwestii swobody była jedna rzecz, która ratowała sytuację z zestawu cech charakteru Sauriela. Była to cecha pod tytułem: mam wyjebane.

- Eee... na pewno chcesz? - Okej, TEGO się nie spodziewał. Ale to zaproszenie uświadomiło mu, że w zasadzie trzyma biednego Delliana w drzwiach. - Zapraszać na herbatę gościa, którego się boisz? - Sauriel zapytał o to całkowicie normalnie i swobodnie, a w jego głosie słyszalne było lekkie rozbawienie tą propozycją. - Sorry, że trzymam cię tak w drzwiach, młody... Dellian, dobrze pamiętam?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#8
24.07.2023, 00:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2023, 00:29 przez Eutierria.)  
Bell prychnął głośno. Następnie po pomieszczeniu poniosło się miauknięcie, jedno z tych nieprzyjemnych, które słyszy się za oknem w ciepłą, majową noc, podczas potyczki lokalnych dachowców.

- CHYBA W TROSCE O CIEBIE - odparł, odpychając go od siebie - GDZIE PCHASZ TE ŁAPSKA... Taki jesteś zimny, że...!

Poruszył noskiem, zastanowił się nad czymś.

- Cooo, ty jesteś jednym z tych, których wciągnęło do Limba? Słuchaj, może za pierwszym razem nie umarłeś, ale jak cię drapnę, to gwarantuję, że wejdzie tężec i tym razem będą musieli cię przyjąć.

Kot odsunął się od Sauriela i cofnął się w kierunku młodego Ollivandera, o którego nogi otarł się w charakterystyczny sposób. Dotknął go też ogonkiem, którym poruszał nerwowo, sygnalizując, że ten cały jegomość niezbyt mu się podobał. Zdecydowanie będzie miał go na oku... Zwłaszcza że Dellian sam nie mógł tego zrobić. Może to i dobrze? Gdyby zobaczył tę twarz modela, to pewnie od razu chciałby się z nim całować. Ludzie byli strasznie dziwni i uwielbiali pchać się w paszczę lwa.
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#9
24.07.2023, 11:58  ✶  

Sam chciałem wspomnieć, że to raczej w trosce o niego, ale kot się odezwał. Mimowolnie uśmiechnąłem się kącikiem ust. Lubiłem jak Bell pokazywał swoje pazury i wole. Lubiłem, że stawał w mojej obronie. Moja pewność siebie dzięki niemu naprawdę mocno rosła. Gdy Bell wspomniał o chłodzie automatycznie przesunąłem drzwi, aby się nimi odgrodzić od Sauriela. Skoro Bell nie był zadowolony z obecności mężczyzny sam nie powinienem był go tu zapraszać. Czasami byłem idiotą.

Zmarszczyłem brwi próbując zrozumieć, co się właściwie dzieje, ale może powinienem go wyprosić? Może powinienem powiedzieć, aby przyszedł innego dnia jak Fergus będzie w domu? W sumie Sauriel nie wiedział, że wujka teraz nie było w domu. Może powinienem mu powiedzieć, że sprowadzę wujka to poda mu dokładny adres pobytu Ferga? Może wtedy chłopak sam się ulotni? Ale nie potrafiłem za dobrze kłamać.

– Tak, Dellian – odpowiedziałem. – W sumie masz rację. Przyjdź może jak Fergus będzie w domu. Nie musisz ze mną rozmawiać i nie boję się ciebie, ale zdenerwowałeś Bella, więc to dobry powód, abyś przyszedł jak będzie Ferg. – dodałem, czułem się pewniej, gdy Bel wił mi się między nogami, ale jednocześnie jego podenerwowanie udzielało mi się w podobnym stopniu. Nie miałem zamiaru pytać o Limbo, ani o jego status życia. Chyba wolałem zakończyć to spotkanie. Bell czytał mi o zimnych, ale nie byłem pewny, czy on też nim był. Mógł być kimkolwiek innym. – Do zobaczenia? – zacząłem przymykać drzwi nie wiedząc do końca, czy mu czasem nosa nie przytrzasnę.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#10
24.07.2023, 13:20  ✶  

Koty są dziwne, każdy to wie. I koty są zmienne. To też każdy wie. Tak jak gadający nie był szokiem, tak kot, który przed jego dotykiem umykał, szokiem też nie był. A jednak w obu przypadkach najpierw przychodziło zdziwienie - tuż przed zrozumieniem, a potem akceptacją. Syndrom wyparcia się nie pojawiał. Sauriel nie pchał rąk do kota - i nie wędrował za nim dłonią, kiedy ten się odsunął. Mimo to było mu przykro - jak zawsze. Zawsze tak samo żal i szkoda, bo tak kochał koty, a nawet jeśli one szybko się do niego przekonywały to potem równie szybko uciekały. Mógł ogrzewać trochę swoją skórę i ciało, ale zazwyczaj takie przypadki były nagłe i niespodziewane. A on nie był jebanym geniuszem, żeby być gotowym na każde wydarzenie, każdą ewentualność. Tutaj również nie był.

- Raczej kto mi się pcha pod łapę. - Sprostował Bella, podnosząc się i patrząc na niego z góry. Na tyle skupiony na kocie, że nie widział zmiany w nastawieniu kuzyna Fergusa, która była dość szybka i bardzo wymowna. Jasne - w końcu chłopak był ślepy. Skoro nie mógł ufać swoim oczom, ufał czemuś niemal niezawodnemu - instynktowi zwierzęcia. Mimo to cicho prychnął na ten tężec, rozbawiony gwałtowną reakcją. Jakże kocią! W końcu kot musiał bronić swojego terytorium, był tu drapieżnikiem. Więc nie wypadało wpuszczać na swój teren jakiegoś niewiadomego osobnika. Który, o czym Bell nie wiedział, był drapieżnikiem z rzędu tych na szczycie łańcucha pokarmowego. Ponad człowiekiem.

- Nie sądzę. - Odparł cierpko, bo krytycznie nastawiony do słów, które tu padły. I nie wierzył w to, że mężczyzna się nie bał. Ale nie wierzyć sobie mógł, jaka była prawda to tylko Bogu przyjdzie nas z tego rozliczyć. Stał na tyle daleko, że zamykanie drzwi problemem nie było - zwłaszcza, że kiedy te zaczęły się zamykać to wycofał się. Zszedł po schodkach i chociaż Dellian nie mógł tego zobaczyć to automatycznie wyciągnął dłoń, żeby na pożegnanie nią zamachać, kiedy już się obrócił na chodniku. A kiedy się zreflektował to było za późno - drzwi były zamknięte. Trudno. Tak jak powiedział - nie sądził, żeby było jakiekolwiek "do zobaczenia". Sauriel nie zamierzał już przychodzić i nie zamierzał Fergusa szukać. W końcu ta przyjaźń i tak... została zrujnowana do pewnego stopnia - przez niego samego. Bo się odciął. A Fergus sądził, że jego najlepszy przyjaciel zmarł. I niby miały być drugie szanse, kolejne możliwości, ale Sauriel nawet już nie był zdziwiony. Takie było jego pierdolone szczęście na tym świecie.

Szczęście, że nie sypiał, bo nie miał żadnych snów. A życie było jednym wielkim koszmarem.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dellian Ollivander (1076), Eutierria (166), Sauriel Rookwood (2443)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa