• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[ Listopad 1970] Nastał czas ciemności | Augustus x Cynthia

[ Listopad 1970] Nastał czas ciemności | Augustus x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#1
12.07.2023, 21:53  ✶  
Listopad wydawał się bardziej ponury niż zwykle. Ciężkie i zimne krople uderzały o szyby, zalewały ulice, a w akompaniamencie północnego, wzbudzającego dreszcz wiatru, były po prostu nieznośne. W powietrzu coś wisiało, atmosfera była gęsta, a coraz więcej szeptów roznosiło się echem po Ministerskich korytarzach. Siedziała w prosektorium, metalowe wskazówki zegara zbliżały się już do siedemnastej, więc niedługo kończyła się zmiana, ale Cynthii Flint nie w głowie była podróż do domu. Ostatnimi czasy starała się spędzać w kostnicy jak najwięcej czasu, więc tkwiła przy jednym z biurek, wypełniając raport z sekcji zwłok jakiegoś młodego czarodzieja, ofiary nieszczęśliwego wypadku, jak powszechnie wierzono. Nic specjalnego, dwa zaklęcia i serce nieszczęśnika nie poradziło sobie ze stresem oraz atakującymi je bodźcami. Pióro skrobało po pergaminie, chociaż spojrzenie błękitnych, nienaturalnie jasnych tęczówek, wędrowało wciąż w stronę leżącej na blacie gazety. Wytłuszczony nagłówek przykuwał uwagę imieniem Voldemorta — samozwańczego Lorda, czarnoksiężnika, który zyskał miano potężnego i zbierał popleczników, aby zmienić bieg wydarzeń. Chciał cofnąć uwspółcześnienie, które przejmowało kontrolę nad światem nie tylko mugoli, ale i Czarodziejów, wracając do poglądów konserwatywnych, gdzie liczyła się czystość krwi oraz nazwisko. Jasne pasmo włosów spłynęło do przodu, łaskocząc ją po odkrytej skórze na szyi i westchnęła bezgłośnie, prostując się w celu wyprostowania głowy i zgarnięcia go wprawionym ruchem za ucho. Wtedy też dostrzegła znajomą sylwetkę, która należała do pracownika względnie świeżego, o znanym nazwisku — takim, na którego temat po Ministerstwie krążyły plotki, nawet jeśli pojawił się w nim stosunkowo niedawno. Cynthia przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, pozwalając się na wyuczony, okraszony nutą niewinności oraz słodyczy uśmiech, którego efekt dodatkowo podkręciła poprzez przekręcenie głowy, zupełnie, jakby była zaskoczona. Może trochę tak było? Zwykle stażyści i najmłodsi stażem prędko opuszczali ten departament, zwłaszcza że Lycoris i Williama już nie było.
- Czyżbyś planował dziś nadgodziny, Augustusie? Nie zapomnij parasola, chyba wciąż leje. - rzuciła pogodnie, tonem tak odmiennym od jej naturalnego. Aktoreczka poprawiła pióro w dłoni, wracając wzrokiem nad swój raport, poszukując rubryczki, którą wypełniała. Starała się w stronę gazety już nie patrzeć, szkoda było gdybać nad tym, na co i tak wpływu żadnego nie miała. Usadowiła się wygodniej na krześle, zakładając nogę na nogę i wolną dłonią wygładziła materiał sięgającej za kolano, plisowanej spódnicy, bo nie była w stanie znieść żadnego zagniecenia. W kilka chwil później postawiła kropkę, papier wylądował na boku, odrobinę tylko przysłaniając oblicze czarnowłosego mężczyzny z okładki, który zdawał się drzeć we wniebogłosy i patrzeć na wszystkich góry, poruszając się niespokojnie, a jednocześnie pewnie i z jakąś nieuzasadnioną gracją. Echo uderzających o posadzkę obcasów rozniosło się, zlewając z ruchomym wciąż zegarem, a Panna Flint otworzyła drzwi do niewielkiej kanciapy, gdzie mieli kanapę oraz kilka szafek, gdzie można było się przespać i nastawiła wodę w czajniku, widocznie mając ochotę na herbatę lub kolejną kawę. Stuknęła czerwonymi paznokciami w nieco pstrokaty czajnik, a potem podeszła do półki, sięgając filiżankę. Wychyliła się jednak zza drzwi, sprawdzając, czy mężczyzna wciąż znajdował się w pomieszczeniu głównym w prosektorium. - Napijesz się czegoś? - zaproponowała, jak na dobrego współpracownika przystając. Oczywiście, jak to pracownicy Ministerstwa, mieli zakamuflowane i procentowe trunki, ale o nich akurat jasnowłosa czarownica nie pomyślała. Deszczowy listopad nastrajał na gorący napar, być może w towarzystwie kruchych ciastek?
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#2
15.07.2023, 21:37  ✶  
To naturalne, że nie zmykałem do domu przed czasem, nie krętaczyłem, a za to byłem nad wyraz zaangażowany w swoją pracę. Nie dziwić się. Nie ukrywałem przed nikim, że miałem okazję być czarodziejem ambitnym, który nie zamierzał spędzić w towarzystwie zwłok w prosektorium całego życia, niezależnie od tego jak bardzo zafascynowany bym nie był tym tematem. Śmierć, zwłoki, badania - norma w moim życiu, która z pewnością nie miała ulec zmianie, aczkolwiek zakres obowiązków jak najbardziej preferowałem by uległ zmianie. Im wyższe stanowisko, tym większe poważanie, a ja chciałem być poważany pod korek, stąd też pracowałem jak ta mrówka, miałem względnie dobre relacje ze współpracownikami oraz wianuszek znajomości, które zamierzałem wykorzystywać, gdyby zaszła taka potrzeba. Zresztą, mój wianuszek również mógł liczyć na pomoc. Oczywiście w granicach rozsądku.
Nie ukrywałem, że słowa panny Flint wybiły mnie z rytmu. Zamrugałem kilka razy by przyzwyczaić wzrok do innych warunków aniżeli ciągi kaligraficznych liter. Wbrew swoim zapędom, nie zdawałem sobie sprawy, że jest już tak późno. Trzeba było się niebawem zwijać, by zachować granice przyzwoitości w należytym miejscu.
- Dziękuję za troskę, aczkolwiek użyję kominka - odparłem z delikatnym grymasem uśmiechy. Znalazł się tam ledwie widoczny, ale istniał. Głos też miałem przyjazny. Nie mogłem nie, skoro Cynthia była delikatną, młodą damą. Właściwie, podobna mi wiekiem, aczkolwiek niezamężna, niedzieciata. Tak się nie godziło, ale nie miałem na to wpływu. Podobnie jak moja bliźniacza siostra Vespera, obrała pokrętną drogę kobiecej niezależności. Nie myślały o tym, że warto by pomyśleć o przedłużeniu rodu.
- Zresztą, tobie również to doradzam. Lepiej byś nie spacerowała ulicami przy tak paskudnej pogodzie... i w równie paskudnych czasach - odparłem, wskazując na gazetę. Dostrzegłem jak spoglądała na nią kątem oka, a może mi to się wydawało? Bądź co bądź, służbowo nie byłem poplecznikiem Voldemorta i niezależnie od tego, kto jakie zasady wyznawał, to była moja paskudna tajemnica. Nie przepadałem za tych jakże głośnym wydźwiękiem działalności Śmierciożerców, ale za wiele nie miałem do gadania. Musiałem się dostosować, jak zresztą do wszystkiego innego.
- A poproszę, jakbyś była tak dobra... Napiję się chętnie. Jeszcze potrzebuję coś dokończyć - mruknąłem, kreśląc linię obrażenia u jednego z delikwentów. Może artystą nie byłem, ale swoje potrafiłem oddać, narysować czy opisać. A wizerunki martwych ofiar miały swój urok.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#3
18.07.2023, 22:12  ✶  
Praca była dla niej formą ucieczki, podróżą do nieznanego świata, gdzie z każdym dniem coraz bardziej oswajała się z widmem śmierci. Ta nie była już taka straszna, krew i gnicie w żaden sposób Cynthii już nie odrzucało, nawet swoim specyficznym swądem. Lubiła to pogrążone w ciszy oraz chłodzie miejsce, gdzie po godzinach mogła do woli zapoznawać się z zawiłym sposobem działania ludzkiego ciała, przyglądać się sprawą, które niekoniecznie akceptowane były przez społeczeństwo. Dlatego też trzymała w sobie wiele sekretów, nosząc maskę kogoś powszechnie lubianego, grzecznego, doprawionego nutą słodyczy oraz niewinności, kogoś, kto był nieco głupszy, niż było w rzeczywistości. Tak było rozsądniej, nawet jeśli bywało to czasem męczące. Owszem, była ambitna, ale zdawała sobie sprawę, że miała przed sobą wiele do zrobienia, jeśli chciała w przyszłości zostać głową Ministerskiej kostnicy dzięki temu, co miała w głowie, a nie dzięki wpływom lub pieniądzom, była zbyt dumna, aby obrać drogę na skróty.
- Rozsądnie. - odparła dość łagodnie, pozornie ciepło na jego słowa o kominku, nieświadoma zupełnie — może to jednak lepiej? - jego przemyśleń na temat jej stanu matrymonialnego oraz braku dzieci. Maleńka myśl na temat jej parszywego, potencjalnego przyszłego męża sprawiała, że przechodził ją dreszcz odrazy i niechęci. Oh, gdyby tylko urodziła się chłopcem, świat byłby znacznie łatwiejszy do zdobycia, a wszystkie jej ambicje oraz cele tkwiłyby praktycznie na wyciągnięcie dłoni, a tak? Bieg ku nim zdawał się nie mieć końca.
Kolejne słowa sprawiły, że zerknęła na gazetę i lico widniejącego na okładce mężczyzny, którego spojrzenie było zarówno hipnotyzujące, jak i niebezpieczne. Oto i on, zwiastun burzy i pogromca mugoli, których krew tak rozrzedzała te srebrną, magiczną. Większość zgonów próbowano zrzucić na niego lub jego popleczników, nawet jeśli te nijak związane były z ingerencją osób trzecich. Cyna miała jednak wrażenie, że właśnie chodziło o plotki i szepty, aby kontrowersyjne, ale jednocześnie tak konserwatywne poglądy Voldemorta dotarły do jak największej ilości osób. Rozprzestrzeniały się, niczym smocza ospa, a Ci wszyscy głupcy nie mieli pojęcia, jak silną broń dają mu, stawiając go w centrum uwagi magicznego społeczeństwa. - Mówią, że jego działania skupiają się głównie na osobach pozbawionych magicznych korzeni, jako część dążenia do w pełni magicznego społeczeństwa. Dziękuje za troskę oraz radę, kominek brzmi jak dobry pomysł.
Zacytowała w odpowiedzi fragment proroka, podnosząc na niego na chwilę spojrzenie nienaturalnie błękitnych tęczówek. Nie gdybała nad tym wszystkim zbyt dużo, nie miała czasu i nie widziała sensu na rozmyślanie nad tym, na co nie miała wpływu i co mogło rozejść się, niczym poranna mgła, gdy szum opadnie. Nie czuła strachu przed samozwańczym Lordem, ale też dlatego, że odczuwanie tej emocji miała w pełni upośledzone.
Dopytała Augustusa, czy woli kawę, czy może herbatę z dodatkiem miodu bądź kropelką rumu na rozgrzanie, kręcąc się po pomieszczeniu w oczekiwaniu na naparzenie uprzednio przygotowanych naparów. Duże filiżanki z porcelany dzięki obszernym talerzykom, były wygodne w trzymaniu i podstawka nie łapała szybko temperatury. Postawiła ostrożnie napój przed Augustusem, a swój zaniosła do swojego biurka, zajmując następnie za nim miejsce. Wyprostowała plecy, założyła nogę na nogę i westchnęła, czując intensywny aromat przygotowanej przez nią herbaty, a następnie spojrzeniem omiotła tkwiącą na blacie dokumentację, ignorując przynajmniej na chwilę oblicze czarnoksiężnika. - Panna Black prosiła, aby przejrzeć raport dotyczący zwłok z komory ósmej, który robił ten stażysta po sekcji z nią. Zdaje się, że nie ufa jego zdolnością, jak stwierdził, że przyczyną jego zgonu był atak wyznawców Czarnej Magii, a nie pęknięta aorta. Zajmujesz się tym? - zapytała swojego jedynego w prosektorium towarzysza, łapiąc za różdżkę, aby przywołać z pokoiku puszkę z ciastkami, która leniwie zaczęła unosić się w powietrzu i płynąć w ich kierunku. Udało się jej dorwać korzenne ciasteczka oraz cytrynowe muffinki przed pracą, które idealnie dopełnią herbatę.
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#4
20.07.2023, 20:51  ✶  
Westchnąłem ciężko na ten cytat odczytany przez Cynthię. Najlepiej było wymordować cały świat i udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jak najbardziej byłem za czystością krwi, ale przecież potrzebne były jednostki do brudnej roboty. Kto będzie sprzątał ulice? Szlachetnie urodzona dama? Nie wyobrażałem sobie Cynthii przy podobnym zadaniu.
Poprosiłem o herbatkę z odrobiną rumu i podziękowałem grzecznie, kiedy stanęła przede mną filiżanka. Nie sądziłem, że tego potrzebowałem, póki nie poczułem tego zapachu i zaraz nie poczułem smaku na języku. Ups. Gorąca.
- Przyznam szczerze, że tylko przelotnie spojrzałem. Od razu nie pokryło mi się z werdyktem Młodego - przyznałem, nie podnosząc głowy z tworzonego przeze mnie raportu. Coś tam niespiesznie dopisywałem, ale też nie chciałem wyjść na nadgorliwego, więc uniosłem twarz znad kartki i obdarzyłem uśmiechem Cynthię. Nieco taki zamyślony, ale wracający ponownie do rzeczywistości. - Sam byłem stażystą, ale... - pokręciłem tylko głową i postanowiłem jeszcze raz zamoczyć usta w herbatce, mimo że parzyła usta. Podmuchałem nieco.
- Dziś nie zdążę zrobić szczegółowej sekcji, ale mogę się tym zająć jutro z samego rana - zaproponowałem, bo nie miałem nic przeciwko tej sprawie. Co prawda nuda, ale zajmie mi chwilę. Potraktuję ją jako rozgrzewkę dla umysłu przed nowym dniem. - Swoją drogą, to żenujące by swoje lenistwo łatać atakiem wyznawców Czarnej Magii. W taki sposób wystarczyłaby jedna osoba w prosektorium, a nie cały sztab personelu wraz ze STAŻYSTAMI.
Pokręciłem głową. Młodzi podchodzili do spraw poważny w lekki, leniwy i skrajnie nieodpowiedzialny sposób. Wszystko było winą mody mugolskiej, tych hipisów całych oraz tego, że krew się mieszała. Gdyby krew się nie mieszała, zachowywaliby poziom i klasę.
- Wyznawcy zrobiliby z nim porządek, heh. Z pewnością wieczory spędza, pijąc po mugolskich barach - oceniłem, wchodząc właściwie na teren ploteczek. Teorii! To były teorie naukowe na temat obycia młodzieńca, który zawitał u nas niedawno. Przynajmniej dzięki niemu uświadomiłem sobie, że powoli stawałem się dinozaurem w szeregach koronerów.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
23.07.2023, 22:32  ✶  
Było w tym trochę sensu, Cynthia nie wyobrażała sobie ani siebie, ani Victorii, ani jakiejkolwiek innej damy szlachetnie urodzonej, która miałaby wykonywać te najgorsze rodzaje prac. Dlatego też wielka czystka, którą mężczyzna z gazety zapowiadał, wcale nie była tak dobrym pomysłem — no, chyba że kryło się za tym coś więcej. Jeśli złamałaby barierę, mugole zobaczyliby świat Czarodziejów, a on byłby w stanie ich zdominować.. Czy jego słowa nie sugerowały, że zrobiłby z nich potencjalnych niewolników? Bo jakie mieli szansę przeciwko magicznemu światu? Fantazjowali o nim, marzyli naiwnie, mając go na wyciągnięcie ręki, a jednak nie zdawali sobie zupełnie sprawy, jak niebezpieczny może dla nich być.
Herbata z dodatkiem rumu rozgrzewała najlepiej, czego większość osób pracująca w kostnicy krótko, mocno potrzebowała. No i aromat był naprawdę przyjemny. Przytaknęła mu, że nie ma żadnego problemu, pozwalając sobie znów na okraszony urokiem i słodyczą, wyuczony uśmiech. Zajęła miejsce, wzrokiem przesuwając po tkwiących na blacie biurka papierach. - Czasem są niebywale kreatywni, Ci nasi stażyści. Dobrze, że zauważyłeś, wspomnij o tym Pannie Black lub Panu Lestrange. - podpowiedziała mu uprzejmie, na chwilę jakby ściszając głos do konspiracyjnego szeptu. Nie powinna przecież podpowiadać. Warto na samym początku — jeśli chciało się tu robić karierę, wiedzieć, że diabeł tkwił w szczegółach. Minęło kilka chwil, a Flintówna ujęła porcelanową filiżankę w dłonie, ostrożnie unosząc do góry i dmuchnęła kilkukrotnie, chcąc się napić. Jednocześnie spojrzenie jasnych oczu powędrowało w kierunku mężczyzny. - Nie ma problemu, ciało odbierają dopiero pojutrze.
Wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, doskonale pamiętając harmonogram wywozu poszczególnych zwłok, wielu z nich poświęcała wiele uwagi. Zwilżyła wargi, pozbywając się posmaku rumu, a jej wzrok mimowolnie znów powędrował w stronę gazety z twarzą Voldemorta, gdy wspomniał o lenistwie i ataku wyznawców czarnej magii. Błędem ich kraju było to, że robili z niej, jak i z nekromancji takie tabu. Ludzie nie mieli wiedzy i doświadczenia, nie wiedzieli, jak reagować w przypadku zetknięcia się z nimi w rzeczywistości. Czarnoksiężnik wyglądał na takiego, który każdy rodzaj magii użytkował i w jakiś sposób szanował, co akurat można było chwalić. - Wedy byłoby zbyt łatwo. Czarna Magia, o ile nie są to rytuały, jest dość łatwa do zauważenia przy sekcji.
Z wiedźmami i ich magicznymi obrzędami, składaniem ofiar lub laleczkami vodoo — z którymi miała styczność podczas pobytu w Nowym Orleanie, było znacznie trudniej. Zostawiały mniej nienaturalnych śladów. Lenistwo w młodym pokoleniu zdawało się wszechobecne, wszystko załatwiali koneksjami lub po prostu byle jak, co takiej perfekcjonistce, jak Cyna, bardzo przeszkadzało. Nie znała się jednak na hipisach, wiec tu nie mogłaby dyskutować.
Jego komentarz spowodował, że błysk przemknął w jej ślepiach, przez ułamek sekundy jej twarz nabrała tego chłodnego, lodowego wyrazu, idealnego dla Królowej Śniegu. Upiła znów herbaty, przymykając powieki. Odchyliła się nieco na krześle, opierając wygodnie, a potem przekręciła głowę na bok, wbijając wzrok w swojego współpracownika. - Zgadzasz się z tym, o czym mówi ten Czarodziej? - zapytała z nutą zaskoczenia, idealnie wyważoną iskierką, która sprawiała, że bardzo trudno było dostrzec to, o czym myślała kobieta wypowiadająca te słowa. Wiele lat doskonaliła swoją sztukę, mieszankę aktorstwa, charyzmy oraz kokieterii, dzięki której tak łatwo mogła lawirować wśród ludzi. Ryzykownie było mówić tak wprost na terenie Ministerstwa, wszak nawet ściany miały tu uszy.
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#6
26.07.2023, 18:16  ✶  
- Nie omieszkam złożyć raportu przełożonemu - odparłem do Cynthii w ramach oceny pracy stażysty. Nie mogło być tak, że będzie odwalał mazaninę, a my będziemy za nim biegać i wszystko poprawiać. Praca miała być wykonana poprawnie, a jeśli czegoś nie wiedział bądź nie widział, to mógł któreś z nas poprosić o pomoc, a nie pisać pierdoły. Myślę, że nie byłem odpowiednią osobą, która powinna tę rozmowę przeprowadzić ze stażystą, więc uznałem za stosowne, po oględzinach zwłok, napomknąć o sytuacji przełożonemu. Warto pamiętać, że za poleceniem służbowym, jak najbardziej byłem gotów na nieprzyjemne rozmowy z nowymi.
- Nie musisz mi tłumaczyć skutków czarnej magii, widocznych na ciele - zaśmiałem się, popijając herbatkę. Tyle, co ksiąg połknąłem o tej tematyce, nie policzyłby na palcach rąk i stóp. Było ich znacznie więcej. Swoją drogą, zastanawiałem się, skąd taka Cynthia Flint brała tę wiedzę. Nie wyglądała na kogoś, kto mógłby się parać czarną magią, ale kto wie? Może miała więcej na sumieniu, aniżeli mógłbym się spodziewać. Dosłownie na każdego należało uważać, ale też... trzymać ich przy sobie.
Dlatego też na chwilę odstawiłem herbatkę. Wstałem i niby to leniwie poprawiłem odzienie, po czym wziąwszy ze sobą filiżankę, podszedłem do Cynthii Flint. Zerknąłem przelotnie, co tam ciekawego piętrzyło się na jej biurku.
- Myślę, że to ryzykowne głośno popierać terrorystę - odparłem ze stoickim spokojem, zastanawiając się, czy próbowała coś ode mnie wyciągnąć na ten temat. Może coś podejrzewała? Tylko jakim cudem mogłaby? Nie wnosiłem tej dziedziny życia do swojej pracy. Raczej pracę do tej dziedziny życia. - Ale nie, nie zgadzam się - odpowiedziałem jej krótko. To, co robił ów Czarodziej było zagrywką niebezpieczną. Ja, zgodnie ze szlachetnym wychowaniem, uciekałbym się do intryg. Do rzeczy wielkich docierało się powoli i po cichu, z subtelnością.
- A ty? Co sądzisz o Lordzie Voldemorcie i jego ogłoszeniem? Nie oceniam - zapytałem z ciekawością, unosząc delikatnie ręce, na tyle, na ile pozwalała mi herbatka. By jej przypadkiem nie ulać. Popijałem ją. Taka niewinna rozmowa. Nikt nikogo nie oskarży o bycie Śmierciożercą. Można powiedzieć, że skoro spędzaliśmy ze sobą tyle czasu w pracy, to byliśmy przyjaciółmi, a przynajmniej dobrymi znajomymi.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
30.07.2023, 00:53  ✶  
Wiedziała, że zarówno William, jak i Lycoris ucieszy lub raczej zaintryguje fakt, że względnie nowa osoba w ich chłodnych prograch zwracała na takie rzeczy uwagę, nie szła na łatwiznę. Niewiele osób było tak zafascynowanych śmiercią, aby to doceniać. Wszak raport o nieboszczyku nie bardzo zmieni już jego los, więc po się starać? Wielu stażystów myślało w tak okropny, płytki sposób. Przytaknęła więc już bez słowa, pozwalając sobie na posłanie mu krótkiego uśmiechu, lub raczej na uniesienie delikatnie kącików ust ku górze. Zupełnie, jakby chwaliła go w ten swój specyficzny, mało wylewny sposób. Wszak Cynthia była, jest odrobinę upośledzona emocjonalnie, co z drugiej strony sprawiało, że była doskonała w roli, którą w Ministerstwie i w życiu sobie obrała. Ze słabości zawsze należało wyciągać coś, co można było przekształcić w siłę.
- Nie chciałam Cię urazić, to tak z przyzwyczajenia. - wyjaśniła od razu, nie chcąc nieporozumień lub tego, aby poczuł się w jakikolwiek sposób źle. Lycoris zawsze wymagała od niej uzasadnień swoich słów, teorii, ciekawostek — ucząc się pod jej okiem, musiała dawać z siebie więcej, niż wszystko. I zupełnie kobiecie to nie przeszkadzało. - Panna Black zawsze wszystko dokładnie tłumaczy, gdy z nią pracuję. - dodała mimowolnie, nie chcąc rzucić nawet cienia podejrzeń na swoją osobę. Wszak była słodką, niewinną i uroczą blondynką, która z każdym dzieliła się kawą lub ciastkami, zawsze oddawała raporty przed czasem, brała nad godziny i nawet tutejsza recepcjonistka miała do niej słabość. Niczym pająk, stworzyła sobie skutecznie działającą na terenie Ministerstwa sieć, po której mogła przemieszczać się zgodnie z potrzebą. Należało jednak pamiętać o tym, aby jasnych nitek nie naciągać lub nie zostawiać zbyt słabo splątanych, wówczas nie działały prawidłowo. Nie okłamała go też wcale, bo przypadki ofiar czarnej magii zdarzały się naprawdę często — ba, na tyle, że sporo autopsji zrobiona była przez to powierzchownie, bo wszystko zrzucali na nią.
Podążyła za nim wzrokiem, wciąż mając dość pogodny, uroczy wyraz twarzy. Zupełnie, jakby gestem tym nagłym i zainteresowaniem jej schlebiał. Na biurku nie było niczego, poza pracą biurową i książką na temat ziół występujących na terenie Europy i ich zastosowania. Zadarła nieco głowę, uważniej lustrując twarz młodego Rookwooda. Był zupełnie inny od Sauriela, nie przypominał też swojego ojca. Blondynka zawsze dużo obserwowała, a obracając się w tak różnorodnym towarzystwie, wiele plotek słyszała. Odkąd dowiedziała się o swoim przyjacielu i jego zaangażowaniu w sprawę niesioną przez Voldemorta, wiele się jej rozjaśniło. Nie snuła jednak podejrzeń otwarcie, nie była to jej sprawa, kto, w co wierzył i co niósł w sercu. Nie dotoczyło to Cynthii w żaden sposób, więc nawet jeśli był poplecznikiem, trudno. Przytaknęła więc, a twarz jej spoważniała. - To niepokojące, te głoszone przez niego monologi. Rozumiem chęć zachowania czystej krwi, aby skuteczność magicznych umiejętności i potencjału była jak najlepsza, ale posługiwać się takimi metodami oraz słowami.. - westchnęła nawet, dodając nutę dramatyzmu i smutku do swojego krótkiego słowotoku, który musiała wymownie popić naparem, jakby zaschło jej w gardle. Zwilżyła wargi, pozbywając się z nich resztek przyjemnego, rozgrzewającego posmaku i przez chwilę milczała, wsłuchując się w krople deszczu. - Wielu było takich skandalistów, którzy z czasem znikali, zapomniani przez społeczeństwo, gdy prasa milkła na ich temat. Może ciemne chmury, które przyniósł, rozpłyną się równie szybko? - odpowiedziała w końcu, uwieńczając wszystko retorycznym pytaniem. Trudno było stwierdzić, w jakim stopniu poważnie jego oraz jego poczynania należało traktować. Wszak wielu było mugoli, a jeszcze więcej mieszańców, którzy władali różdżkami w ten sam sposób, co oni. No, może z mniejszą klasą. - Jeśli chcesz, możemy zrobić sobie przerwę w pokoju, usiądziesz wygodnie. - zaproponowała, wstając i łapiąc za naczynie, a potem za ciastka. Skierowała się do pomieszczenia przynależącego do prosektorium, gdzie była kanapa, stolik, niewielkie biurko oraz regał — coś, co bardziej przypominało mały i przytulny gabinet, a nie kostnice. Odłożyła rzeczy na stolik, a następnie usiadła, opierając się wygodnie. Plecy miała prosto, wsunęła się więc głęboko, zakładając nogę na nogę i poprawiła materiał ubrania, prostując go na nogach. Chwila przerwy dobrze im zrobi, wszak mnóstwo pergaminów dziś wypisali.
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#8
01.08.2023, 23:03  ✶  
Pokiwałem głową, jakby zgadzając się z Cynthią odnośnie jej słów na temat Voldemorta oraz tego, że wielu było jemu podobnych również wcześniej. Sam osobiście miałem okazję przeczytać wiele ksiąg na temat niesławnego Gellerta Grindewalda, który gnił w więzieniu, a był niezwykle inteligentny oraz utalentowany. Jedna z najwybitniejszych postaci, jeśli chodziło o pojedynki magiczne... i nie tylko. Szkoda tylko że poszedł taką drogą i skończył jak skończył. Chętnie nauczyłbym się od niego tego i owego.
- Chętnie - zaoponowałem, idąc za nią ze swoją filiżanką. Przysiadłem naprzeciw panny Flint i upiłem nieco herbaty. Rozgrzewała doskonale. Upomniałem się aby, żeby nie przesiadywać tu za długo, bo czas było się zbierać do domu... Szkoda tylko, że ta herbatka tak kusiła pozostaniem, póki kompletnie nie zniknie, odsłaniając dno porcelanowej filiżanki. Kto wie? Może fusy przepowiedzą mi coś ciekawego, coś, co mnie mile zaskoczy?
- Myślę, że Voldemort może namieszać... Brzmi mi na kogoś pokroju Grindewalda, aczkolwiek po jednym wystąpieniu i kilku atakach, za którymi nie stał wyłącznie on... Wiesz, do czego zmierzam, prawda? Ciężko w pełni określić poziom jego umiejętności - przyznałem, wzruszając ramionami. Szczerze? Kiedy tak tylko siedział w u nas w piwnicy, sam prywatnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, na jak dużym poziomie powinienem na niego uważać. Bądź co bądź, Ojciec nas przed nim przestrzegał, przed jego złem i potrzebą wzniecania strachu, czego nie miałem okazji zasmakować na własnej skórze i chyba nawet nie chciałem. Wzdrygnąłem się lekko na tę myśl, więc upiłem jeszcze łyk herbatki i odstawiłem filiżankę na stolik. Poczęstowałem się jednym z ciasteczek.
- Choć to niepowołane, przyznać trzeba, że im więcej trupów, tym więcej pracy dla nas - zaśmiałem się i rozejrzałem wokół z ciekawością. Chyba tylko kilka razy byłem w tym pomieszczeniu przelotem i nie miałem okazji zasmakować jego aury. Dosyć przytulnie jak na standardy kostnicy.
- Panna Black to służbistka, skoto nakazuje tak sobie wszystko szczegółowo tłumaczyć... - zauważyłem, biorąc na warsztat słowa, które jakiś czas temu usłyszałem z ust Cynthii. Chciałem co nieco poznać jej punkt widzenia oraz stosunek, relację do pozostałych pracowników. Wszystkiego nie dało się ujrzeć poprzez samą obserwację. Były rzeczy niewidoczne gołym okiem - nasze skrywane myśli.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#9
07.08.2023, 21:56  ✶  
Świat w gruncie rzeczy działał bardzo prosto, dobro zawsze musiało być balansowanie złem, aby jedno można było docenić, a przed drugim czuć obawę. Nie było więc okresu w dziejach ludzkości, gdzie panowała sielanka i pokój, zawsze znajdował się jakiś czarny charakter, który jednoczył ludzi w walce przeciwko niemu, a jednocześnie chciał zdobyć władzę. Ewentualnie nieśmiertelność, bogactwo lub inną głupotę, która często okazywała się niewarta swojej ceny. Cyna zawsze chciała okiełznać kostuchę, ale nie w taki przykuwający uwagę i tworzący wrogów sposób. Grindewald był z pewnością czarodziejem wybitnym i sprytnym, sama chętnie zamieniłaby z nim kilka słów, gdyby była ku temu okazja.
Przejście do kanciapy wydało się jej odpowiedniejsze do spożytkowania czasu z herbatą i ciastkiem, swoistej przerwy po normalnych godzinach. Wciąż miała dużo pracy, nie mogła przesadzić z zakraplanym rumem naparem, chociaż głowę i tak miała dość mocną. Wszystkie te raporty dla Lycoris nie zrobią się same, należało też przejrzeć dokumenty wypełnione przez świeży narybek prosektorium, który niezbyt radził sobie z papirologia, używając skrótów myślowych lub nie podając właściwych danych uzyskanych z sekcji. Jeśli o pracę chodziło, Cynthię można było nazwać pedantyczną, wszystko musiało być odpowiednio uporządkowane, podkreślone i zanotowane. Codziennie też sprzątała swoje biurko, a papiery układała alfabetycznie.
Podniosła na niego spojrzenie nienaturalnie jasnych, błękitnych oczu, zaciskając palce na porcelanowej filiżance, delektując się dobiegającym z jej wnętrza zapachem. Przytaknęła na jego pytanie — Voldemortowi trzeba było przyznać, że unikał bezpośrednich starć z aurorami i napaści. Zlecał je, ale ręce chciał mieć czyste, jakby w przyszłości — jeśli kiedyś go złapią, to miałoby to działać na jego korzyść.
- Zasiał ziarno niepewności, ludzie są ostrożniejsi, zwłaszcza ci, których rodziny nie znajdują się w szlachetnej dwudziestce ósemce. - dodała z delikatnym wzruszeniem ramion, wykorzystując małą nutę niepokoju, która rozbrzmiała gdzieś w wypowiadanych przez nią słowach. Augustus zdecydowanie nie wyglądał na takiego, który mógłby trzymać Czarnoksiężnika w piwnicy, nawet jego ojca by o to nie podejrzewała, chociaż Chester miał w sobie jakąś niepokojącą nutę. Poszła jego śladem, sięgając po ciastko, które ostrożnie zanurzyła w herbacie, a potem ugryzła, zwilżeniem warg pozbywając się z nich ewentualnych okruszków.
- Trudno nie przyznać Ci racji Augustusie, ale zauważyłeś, że obecnie docierające do nas zwłoki są bardzo schematyczne? Jeśli nie zabijają tych ludzi wyznawcy — tak ich nazywają? - przerwała na chwilę, przekręcając głowę i unosząc brew w trakcie posyłania mu równie pytającego spojrzenia, nim kontynuowała. - To niezrzeszeni mordercy lub doświadczający afektu próbują to na nich zrzucić.
Zwłoki były ostatnio nudne. Niewiele przypadków wzbudzało jej większe zainteresowania, bo dotyczyły głównie czarnej magii, tortur lub potencjalnie otrucia, chociaż to ostatnie zrobiło się jakoś mniej modne. Na jego kolejne słowa pokręciła głową, pozwalając sobie na krótkie uniesienie kącików ust ku górze.
- Jest doskonała w swoim fachu, oddała temu serce. Powtórzenie i tłumaczenie ma na celu upewnienie jej, że rozumiemy i wiemy, gdzie szukać, chociaż miejsca te nie przychodzą wcale na pierwszą myśl do głowy.
Współpraca z nią była trudna, niewiele osób brała pod swoje skrzydła bezpośrednio, jednak Cynthia miała to szczęście, że od samego początku była jej ulubienicą. Oznaczało to znacznie więcej pracy, ale jednocześnie szybciej mogła zdobyć doświadczenie i nauczyć się czegoś nowego, bo Panna Black brała ją często ze sobą na sekcje trudniejsze, niż te, które tu dostawali. Te nużące ochłapy. - Miałeś okazję pracować już z nią bezpośrednio?
Dopytała z nutą zainteresowania w głosie, pozwalając sobie na dojedzenie ciastka, jak i zrobienie kolejnego łyka herbaty. Trzeba było przyznać, że przyjemnie rozgrzewała. Im dłużej spoglądała na mężczyznę, tym bardziej zdawał się jej odstawać od pozostałych Rookwoodów, których miała okazję spotkać.
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#10
13.08.2023, 13:17  ✶  
Miło się rozmawiało z Cynthią, choć miałem nieodparte wrażenie, że to tylko pozory. Wszystko, co działo się pomiędzy - jak to określiła sama panna Cynthia Flint - szlachetną dwudziestką ósemką było tylko pozorami, wymuszoną mniej lub bardziej grzecznością, delikatną bądź bardziej agresywną grą. Byliśmy wszyscy zakłamani - przynajmniej tak sądziłem, biorąc na poprawkę doświadczenia płynące z mojej własnej rodziny, szlachetnego, dumnego rodu Rookwoodów. I kto wie? Może byliśmy największymi kłamcami wśród kłamców? Nie, nie chełpiłem się tym i właściwie bardziej preferowałem szczerość, ale ze wszystkim nie można było być szczerym i wylewnym, czyż nie?
Choć to byłoby zaskakujące, gdybym nagle podniósł spojrzenie na Cynthię, patrzył jej prosto w oczy i przyznał, że Voldemort mi jest trochę jak Ojciec Chrzestny, bo zadomowił się u nas w posiadłości na stałe. Bynajmniej tak mi sie wydaje, że na stałe.
Ech, ale nie mogę być aż tak szczery przed Cynthią, bo to byłoby zgubne, więc zachowuję pozory spokoju z nutką smutku, bo myślę o swojej rodzinie. Małżonka, dwójka synów i trzecie dziecko w drodze... Siostra, brat... No, Ojciec również na tej karuzeli niebezpieczeństwa, choć on jest aurorem. Od zawsze lawirował na granicy życia i śmierci, podobnie jak moja matka ze swą chorobą.
- Przyznam ci, aczkolwiek proszę o dyskrecję, bo nie chciałbym by to się rozeszło po Ministerstwie, że czegoś mi może brak, że może jestem zbyt niepewny własnych umiejętności, ale... Może ty również to czujesz, bo to, tak myślę, że jest jak najbardziej naturalne... Cóż, mimo czystości krwi obawiam się o swoją rodzinę. Kto wie, co wariatowi uderzy do głowy? - wyznają przez Cynthią i unoszę czym prędzej filiżankę do ust by ukryć własne zestresowanie, zmieszanie, niepewność. Nie bywam taki. Przynajmniej nie zawsze, szczególnie w murach Ministerstwa Magii, ale coś w pannie Flint spowodowało, że postanowiłem się wynurzyć. Możę pragnąłem by ujrzała we mnie czarodzieja, a nie maszynę do pracy. Choć oboje byliśmy jak te maszyny... Zastanawiałem się, czy nie pozostać w godzinach nadliczbowych i nie dokończyć tej pracy, nie sprawdzić wszystkiego po stażyście, bo bardzo mi zależało na pracy, na poważaniu, na sumienności.
- Jeszcze nie miałem okazji... Bywa niepocieszona. Mam nadzieję, że się nie uskarżała na moją pracę? - zagadałem do Cynthii. Może Lycoris coś jej podszepnęła. Wydawały się być ze sobą zgrane i choć radziłem sobie lepiej niż inni, to kto wie? Może też w ich oczach byłem stażystą, który się motał. Może tak naprawdę Cynthia nie mówiła o nim, tylko o mnie? Może chciała mi dać podtekstowy znak bym się ogarnął?
Ale nie wiem, skąd we mnie te myśli. Jestem perfekcjonistą. Wolałbym nie przespać nocy, ale ujrzeć wszystkie defekty na ciele ofiary i doczytać sprawy, których nie byłem pewien.
- Ciało jest złożone w swojej strukturze, a czary, zaklęcia, klątwy, eliksiry komplikują je jeszcze bardziej... Ale wszystko widać, kiedy tylko dokładnie się patrzy i wie się, czego szukać - przyznałem, obserwując pannę Flint. Nie bacznym spojrzeniem, nieco zmęczonym, nieco łagodnym. Nie bywałem furiatem. Raczej flegmatykiem, kiedy oczywiście w grę nie wchodziły imprezy z siostrą albo pojedynki magiczne. Wtedy powracałem do życia. - I faktycznie ostatnie przypadki to schematy... Przyznam, że czekam na ciała, które uruchomią nasze wyobraźnię. Fajnie byłoby połączyć umysły, łącząc siły w skomplikowanej sprawie. Ale to schematy. Czasami łapię się na tym, że zbyt uparcie szukam wyjątku od reguły... Ale to dobrze, bo przynajmniej nic mi nie umknie przez ignorancję - przyznałem na jej uwagi, po czym się uśmiechnąłem leniwie. - Też tak miewasz? Pracujesz tu znacznie dłużej. Od dawna? - zapytałem z ciekawością, łapiąc za kolejne ciastko. Obejrzałem je z nieskrywaną uwagą, jak gdyby mogło mi wyznać coś o mordowaniu, o akcie umierania, o samej śmierci jakieś tajemnice. Po czym ugryzłem je, ale nie wydało z siebie nawet tchnienia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Augustus Rookwood (2407), Cynthia Flint (4443)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa