13.07.2023, 21:02 ✶
Nie zamierzał dawać jej wskazówek, przynajmniej nie świadomie. Na każde lustro, przynajmniej do tej pory, patrzył w podobny sposób, każde podobnie przedstawiał - o ile w ogóle o nim wspominał.
- Wtedy zawsze będziemy mieli do czego dążyć. Ale być może masz rację, bo człowiek, który chce wszystkiego, zapewne przez większość życia będzie gorzko rozczarowany.
Dłoń Cathala była spora, silna, pokryta tu i ówdzie zgrubieniami, świadczącymi o tym, że praca fizyczna nie jest mu całkowicie obca. Zbyt wiele czasu spędził w miejscach z dala od cywilizacji, za często włóczył się po jaskiniach, górach czy grobowcach, aby jego dłonie pozostały nietknięte, jak u kogoś, kto większość życia spędził za biurkiem. Trzymał jej chłodną rękę pewnym, choć nie nazbyt mocnym chwytem, by nie nabić przypadkiem siniaków na jasnej skórze.
To nie tak, że niczego się nie bał ani że nic nie mogło go wzruszyć - choć nie był ani do strachu ani do wzruszeń specjalnie skory. Był przy tym człowiekiem pewnym swego, wiedział, jakie lustra znajdują się w Gabinecie, a znając siebie całkiem nieźle, spodziewał się, co może w nich zobaczyć. Jego umysł i pamięć nie działały jak u innych, żaden z wydobytych przez magię zwierciadeł widoków nie zdawał się mu więc szokujący - nie przypominał zapomnianych szczegółów, nie budził dawno pogrzebanych emocji, bo to wszystko stale mieszkało w głowie Cathala.
- Miałem jakieś piętnaście lat - wyjaśnił, może i tym trochę rozbawiony, kiedy cicho skomentowała jego reakcje, a może brak reakcji. - Widoki się zmieniły.
Ale owszem, wiedział, czego się spodziewać, zdecydowanie lepiej od niej, skoro kiedyś już tu był. To pewnie także grało swoją rolę w spokoju, z jakim przyjmował kolejne widoki. Nie krył zresztą tego - wskazywał niektóre co ciekawsze lustra, a niekiedy informował, co mogli w nich zobaczyć. Po alejkach poruszał się bez wahania, pewnie, jakby doskonale znał drogę, choć tworzyły prawdziwy labirynt i goście często potrzebowali magii, aby znaleźć stąd drogę powrotną.
I faktem było, choć tego nie mówił głośno, że bardziej od tego, co ujrzy w lustrach interesowało go, jak zareaguje Cynthia na widoki. Ani razu nie spytał jednak, co widzi - obserwował jedynie jej twarz, gesty, w tonie wypowiadanych zdań, w chwilach ciszy, słuchał słów, które nie zostały wymówione.
- Zdaje mi się, że wielu ludzi wątpi w teraźniejszość. Nie każdy miał luksus wyboru, a czasem nawet jeżeli go ktoś podejmuje, ten jest niemożliwie trudny. Można powiedzieć, że ja miałem szczęście.
Było tego w jego życiu całkiem sporo. Choćby przysługa, jaką zrobił mu ojczym, umierając odpowiednio wcześnie. Albo pewne wsparcie rodziny ojca, które umożliwiło mu podążenie dokładnie tą drogą, której pragną – archeologa i historyka. Gdyby nie oni, musiałby przyjąć jakąś nudną posadę w Ministerstwie, może nie na zawsze, ale na dość długo, aby zaoszczędzić, zdobyć doświadczenie i móc walczyć o robienie tego, co chciał. Dar magii Shafiqów, płynącej w jego żyłach, umożliwiającej odnalezienie się w niemal każdym miejscu na ziemi.
Charakter robił tu swoje, ale Cathal nie miał złudzeń: to nie tak, że wszystko zawdzięczał jedynie sobie. Szczęście też odegrało w jego życiu sporą rolę.
– Nie nazwałbym tego harmonią – stwierdził w zamyśleniu, gdy przeniósł wzrok z walącego się korytarza na Flintównę, która również zdecydowała się spojrzeć w lustro mimo jego ostrzeżeń. Gdyby wiedział, że na jej oczach zginęła matka, pewnie odgadłby wcześniej, co pokaże lustro – może nawet w ogóle by przed nim Cynthii nie postawił. I może dlatego, że dostrzegł to lekkie zaciśnięcie szczęki – a nie wątpił, że kobieta bardzo nie chciała pokazywać jakiejkolwiek relacji – nie powiedział, czym by to nazwał. Zamiast tego nieco mocniej ścisnął jej rękę i pociągnął lekko, chcąc by minęli to zwierciadło, by oderwać ją od widoku wspomnienia, które uważała za najgorsze.
Uważała, bo w lustrze zawsze widziałeś po prostu siebie, i zdaniem Cathala każde z tych zwierciadeł pokazywało fragment ich samych, nawet jeżeli tym fragmentem nie była twarz.
– Na lewo stąd jest Monitor Wrogów. Na prawo lustro, pokazujące dość… intrygujące miejsce – stwierdził po prostu, pozwalając, by sama wybrała kierunek ich marszu. Oba wybory i tak ostatecznie prowadziły do serca lustrzanego labiryntu, ku słynnemu Lustru Pragień.
- Wtedy zawsze będziemy mieli do czego dążyć. Ale być może masz rację, bo człowiek, który chce wszystkiego, zapewne przez większość życia będzie gorzko rozczarowany.
Dłoń Cathala była spora, silna, pokryta tu i ówdzie zgrubieniami, świadczącymi o tym, że praca fizyczna nie jest mu całkowicie obca. Zbyt wiele czasu spędził w miejscach z dala od cywilizacji, za często włóczył się po jaskiniach, górach czy grobowcach, aby jego dłonie pozostały nietknięte, jak u kogoś, kto większość życia spędził za biurkiem. Trzymał jej chłodną rękę pewnym, choć nie nazbyt mocnym chwytem, by nie nabić przypadkiem siniaków na jasnej skórze.
To nie tak, że niczego się nie bał ani że nic nie mogło go wzruszyć - choć nie był ani do strachu ani do wzruszeń specjalnie skory. Był przy tym człowiekiem pewnym swego, wiedział, jakie lustra znajdują się w Gabinecie, a znając siebie całkiem nieźle, spodziewał się, co może w nich zobaczyć. Jego umysł i pamięć nie działały jak u innych, żaden z wydobytych przez magię zwierciadeł widoków nie zdawał się mu więc szokujący - nie przypominał zapomnianych szczegółów, nie budził dawno pogrzebanych emocji, bo to wszystko stale mieszkało w głowie Cathala.
- Miałem jakieś piętnaście lat - wyjaśnił, może i tym trochę rozbawiony, kiedy cicho skomentowała jego reakcje, a może brak reakcji. - Widoki się zmieniły.
Ale owszem, wiedział, czego się spodziewać, zdecydowanie lepiej od niej, skoro kiedyś już tu był. To pewnie także grało swoją rolę w spokoju, z jakim przyjmował kolejne widoki. Nie krył zresztą tego - wskazywał niektóre co ciekawsze lustra, a niekiedy informował, co mogli w nich zobaczyć. Po alejkach poruszał się bez wahania, pewnie, jakby doskonale znał drogę, choć tworzyły prawdziwy labirynt i goście często potrzebowali magii, aby znaleźć stąd drogę powrotną.
I faktem było, choć tego nie mówił głośno, że bardziej od tego, co ujrzy w lustrach interesowało go, jak zareaguje Cynthia na widoki. Ani razu nie spytał jednak, co widzi - obserwował jedynie jej twarz, gesty, w tonie wypowiadanych zdań, w chwilach ciszy, słuchał słów, które nie zostały wymówione.
- Zdaje mi się, że wielu ludzi wątpi w teraźniejszość. Nie każdy miał luksus wyboru, a czasem nawet jeżeli go ktoś podejmuje, ten jest niemożliwie trudny. Można powiedzieć, że ja miałem szczęście.
Było tego w jego życiu całkiem sporo. Choćby przysługa, jaką zrobił mu ojczym, umierając odpowiednio wcześnie. Albo pewne wsparcie rodziny ojca, które umożliwiło mu podążenie dokładnie tą drogą, której pragną – archeologa i historyka. Gdyby nie oni, musiałby przyjąć jakąś nudną posadę w Ministerstwie, może nie na zawsze, ale na dość długo, aby zaoszczędzić, zdobyć doświadczenie i móc walczyć o robienie tego, co chciał. Dar magii Shafiqów, płynącej w jego żyłach, umożliwiającej odnalezienie się w niemal każdym miejscu na ziemi.
Charakter robił tu swoje, ale Cathal nie miał złudzeń: to nie tak, że wszystko zawdzięczał jedynie sobie. Szczęście też odegrało w jego życiu sporą rolę.
– Nie nazwałbym tego harmonią – stwierdził w zamyśleniu, gdy przeniósł wzrok z walącego się korytarza na Flintównę, która również zdecydowała się spojrzeć w lustro mimo jego ostrzeżeń. Gdyby wiedział, że na jej oczach zginęła matka, pewnie odgadłby wcześniej, co pokaże lustro – może nawet w ogóle by przed nim Cynthii nie postawił. I może dlatego, że dostrzegł to lekkie zaciśnięcie szczęki – a nie wątpił, że kobieta bardzo nie chciała pokazywać jakiejkolwiek relacji – nie powiedział, czym by to nazwał. Zamiast tego nieco mocniej ścisnął jej rękę i pociągnął lekko, chcąc by minęli to zwierciadło, by oderwać ją od widoku wspomnienia, które uważała za najgorsze.
Uważała, bo w lustrze zawsze widziałeś po prostu siebie, i zdaniem Cathala każde z tych zwierciadeł pokazywało fragment ich samych, nawet jeżeli tym fragmentem nie była twarz.
– Na lewo stąd jest Monitor Wrogów. Na prawo lustro, pokazujące dość… intrygujące miejsce – stwierdził po prostu, pozwalając, by sama wybrała kierunek ich marszu. Oba wybory i tak ostatecznie prowadziły do serca lustrzanego labiryntu, ku słynnemu Lustru Pragień.