• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[9.06.1972] Pan Kotek był chory i leżał w łóżeczku

[9.06.1972] Pan Kotek był chory i leżał w łóżeczku
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
12.08.2023, 21:52  ✶  

Victoria przyjęła to wszystko ze spokojem. Głównie dlatego, że nie spodziewała się cudów, nie nastawiała się na szybkie rozwiązanie sprawy, ani na to, że nagle wszyscy magicznie będą mieli na to rozwiązanie – minęło na to zbyt mało czasu, a poza tym, coś tam się znała na magii rozpraszania. Jasne, nie była żadną profesjonalistką od klątwołamania, ale podstawy liznęła. Poza tym od miesiąca większość rzeczy jaka ją spotykała i z jakimi się mierzyła, to było „coś zupełnie nowego” i nikt albo nic nie wiedział, albo nie znał rozwiązania, albo miał niesprawdzone informacje. I tak to się ciągnęło… Tutaj nie spodziewała się niczego innego. A i tak Florence ją pozytywnie zaskoczyła.

Kiwnęła głową – nie było to niebezpieczne, ale nie mogła niczego zagwarantować, póki nie spróbuje, rozumiała to. Skoro to były niezbadane wody, na które powoli się wypuszczali, to na kimś trzeba było popróbować, by znaleźć metodę – to też było oczywiste. A oboje przyszli tutaj… W zasadzie licząc się z tym, tak jej się przynajmniej wydawało. A na pewno Victoria się z tym liczyła. A sądząc po tym, że Sauriel się do niej odwrócił i kiwnął głową – on też się liczył, a przynajmniej nie miał nic przeciwko.

Miała nadzieję, że jednak tych skutków ubocznych nie będzie. Już wystarczająco jej było smutno, kiedy Sauriela nie było obok, albo uśmiechał się do innych kobiet tak, jak nigdy nie uśmiechał się do niej – i choć to nie były momenty, które rozrywały jej serce, to wystarczająco ją dobijało, że wiedziała kiedy to robi, nawet kiedy nie widziała tego na oczy – dokładnie tak, jak pisali w tym artykule, choć nie na taką skalę, jak jedna z kobiet to odczuwała.

Victoria pokiwała jeszcze dla kolejnego uściślenia i też potwierdzenia słów Sauriela: tak, odprawili rytuał. Odczuwali jego skutki, choć nie o wszystkich mówili na głos – tak jak Victoria nie mówiła o niczym innym prócz tego, że odczuwała niebezpieczeństwo Sauriela, bo godziło to w jej dumę bardzo mocno. I przyszli tutaj, bo szukali rozwiązania. Jeśli mieli zostać królikami doświadczalnymi… To tak najwyraźniej musiało być.

- Raczej jesteśmy zdecydowani, żeby spróbować, nawet biorąc pod uwagę, że to niezbadany temat – dopowiedziała jeszcze, by i na tym polu mieli jasność. Ta więź… Tak jak powiedział Sauriel – jest niebezpieczna, a na pewno była w kombinacji, jaką razem tworzyli panna Lestrange, aurorka, i pan Rookwood, wampir. Dość niecodzienna para, która co prawda nie miała się z czego rozwodzić, bo ślubu nie było, ale zaręczyn zrywać nie planowali. Chcieli zerwać jedynie tę więź.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#12
12.08.2023, 22:13  ✶  
Florence nie należała do osób, które lubią marnować czas. Szanowała go: i ten swój, i pacjentów. Za drzwiami na konsultacje czekali kolejni pacjenci, nie widziała więc powodów, aby wdawać się w zbędne pogawędki z osobami, których nie znała. Z natury zresztą była osobą dość rzeczową. Oczywiście, gdyby siedział przed nią przyjaciel albo brat, zachowywałaby się zupełnie inaczej: tak inaczej, że jeżeli zobaczyłby to ktoś z personelu, mógłby uznać, że ktoś podszywa się pod panią Bulstrode.
W tym przypadku była jednak po prostu klątwołamaczką – uzdrowicielką.
– Świece rytualne – powiedziała Florence, sięgając po pergamin i pióro. – Te szpitalne są zarezerwowane na nagłe przypadki. W takiej sytuacji konieczne jest zaopatrzenie się na własną rękę – poinformowała, zapisując na pergaminie, co jej zdaniem będzie potrzebne. A przynajmniej miała nadzieję, że faktycznie dobrze typuje. – Sugeruję dwa komplety. Jeden wypali się wraz z rytuałem, obojętnie udanym czy nie. Jeżeli okazałoby się, że doszło do drobnego błędu, który jednak stosunkowo łatwo naprawić przy drugiej próbie, potrzebny będzie drugi – wyjaśniła jeszcze, po czym podsunęła kartkę Victorii. Zazwyczaj w takich sytuacjach dość odruchowo przyjmowało się, że to mężczyzna był decyzyjny, ale Rookwood na wstępie wizyty spoglądał na Lestrange i to ona wyjaśniała, o co chodzi. Florence jakoś odruchowo więc przyjęła, że to jej powinna wręczyć zapiski…
Wbrew wszelkim stereotypom o uzdrowicielach i ich piśmie, to pismo Florence było czytelne. Ba, prawie eleganckie: na tyle, na ile było to możliwe u kogoś, kto pisał stosunkowo szybko. Równe, krągłe litery, którymi zapisano informacje na temat potrzebnych specyfików.
– Rozumiem. To chwilę potrwa, istnieją więc trzy opcje. Zapisać się kilka dni wcześniej na jeden z moich dyżurów klątwołamania. Oczywiście, w przypadku nagłych wypadków termin może zostać przesunięty. – Jakby nie było, gdyby nagle na oddział przywieziono kogoś, kogo właśnie zabijała jakaś klątwa, to łamanie magii Beltane musiałoby poczekać. – Drugie. Prywatna wizyta. – Była w końcu żywo zainteresowana tym rytuałem i jego przerwaniem. W tym przypadku była gotowa nawet zejść ze swojego zwykłego honorarium. – Trzecie. Znaleźć kogoś innego, przyjmującego zlecenia. Doradzam zweryfikowanie referencji.
Florence nie była ostatecznie aż tak pyszna, aby zakładać, że żaden inny klątwołamacz nie przełamie tej więzi. Uważała się za świetną klątwołamaczkę, ale było parę osób, które jej dorównywały. Niemniej czuła się w obowiązku zastrzec, że konieczne jest upewnienie się, że trafiają naprawdę w ręce specjalisty, nie jakiegoś naciągacza.
W końcu tak, jak wspomniała Victorii: nie, to nie powinno być niebezpieczne… o ile zajmie się tym ekspert.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
12.08.2023, 23:49  ✶  

Podobnie jak Victoria był pozytywnie zaskoczony. Bo tak, nie spodziewał się, że uda się to rozwiązać od razu, w pewnym momencie wydawało mu się, że złamanie tej klątwy może zająć o wiele więcej czasu, że to będzie kilka wizyt, albo badania, próby, nauka od strony samej Florence, bo przecież nie można podejść do tematu po łebkach. Tymczasem wychodziło na to, że cała wiedza już tutaj jest. Czego nie było to chętnych, żeby wypróbować, na ile skutecznie to działa. No, dopóki nie pojawili się oni. A i oni zgłosili się dość szybko i to tylko dlatego, że Victoria znała Florence i wiedziała, że to jest osoba z renomą, a nie pierwsza lepsza wróżka z gazety. Niby można powiedzieć, że sam fakt służenia w Mungu swoje robił, no aaale... Sauriel i tak był pod wrażeniem jej profesjonalizmu. Nawet przez moment się nie skrzywiła do niego ani nie było żadnych dziwnych komentarzy. Na te też był gotów. Nawet trochę zwątpił, czy zgodnie z prośbą Victoria uprzedziła, że Sauriel jest wampirem, czy jego teksty nie wypadły dziwnie w tłoku rozmowy. Ale chyba nie? Chyba wszystko po prostu szło gładko. Aż zbyt gładko. Czarnowłosy miał problem, kiedy coś szło tak dobrze, bo zaczynał się spodziewać bomby za każdym rogiem. Wiemy zaś jak to jest z tymi samospełniającymi się przepowiedniami.

Ach, więc jednak rytuał czegoś będzie wymagał. Rytualne świece... jak się WYBORNIE wręcz składało, że Sauriel doskonale znał kogoś, kto takie świece mógł im wyrobić. I nawet to nie był nikt przywiany z Nocturnu. Dlatego podwędził karteczkę, która została przesunięta do Victorii szybkiem ruchem. Żeby na pewno trafiła w jego paluszki. Przyjrzał się zapiskom, żeby utrwalić je w głowie. Skupił się nawet! I schował je do kieszeni. Wolał zapamiętać, żeby potem nie było przypału, jak zgubi. A znał siebie. Mógł zgubić. Dlatego też tym ważniejsze było, żeby od razu się tym zajął i nie zwlekał. Z drugiej strony musiał się z kuzynem umówić, żeby nie było, że wpada tak na przypale. Kij w dupie Augustusa mógłby na tym ucierpieć.

- Zajmę się tym. - Powiedział to do Victorii, nie do Florence, bo przecież co Florence to obchodziło skąd i jak je załatwi. Miały być. Tyle. - Nie będziemy pani kłopotać prywatnymi wizytami skoro nie ma takiej potrzeby. Załatwienie świec nie będzie problemem, więc proszę podać najbardziej dogodny termin. Od razu się zapiszemy. - Sauriel gładko przejął pałeczkę. I nawet słowo "proszę" nie było takie straszne, kiedy używało się go, żeby załatwić sprawy takie jak ta. Czyli WAŻNE. Z poważnymi ludźmi, które nie zawierały ani grama prywaty. Zresztą naprawdę mu na tym zależało. Bardzo. Pochłonęło to całą jego uwagę, że aż sam się teraz wyprostował, spoważniał, skupił się. - Życzymy dobrej nocy. Do widzenia. - Po załatwieniu resztek formalności wyszli z gabinetu, Sauriel oczywiście puścił Victorię przodem i za nimi zamknął. - Mam kuzyna, który robi takie rzeczy. Niekoniecznie oficjalnie. - Powiedział ciszej do Victorii, kiedy wychodzili. Wiedział, że Augustus tego nie rozpowiada na prawo i lewo, ale też chciał zapewnić Victorię, że nie będzie załatwiał dziwnego, lewego towaru z Nokturna. Bo mogłaby tak pomyśleć, tak mu się wydawało. - Chyba się uda. - I mówiąc to słychać i widać było, że bardzo poprawiało to jego nastrój.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1704), Sauriel Rookwood (2630), Victoria Lestrange (1656)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa