• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19 maja 1972] Czas najwyższy || Stanley, Sauriel & Victoria

[19 maja 1972] Czas najwyższy || Stanley, Sauriel & Victoria
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
14.08.2023, 20:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:37 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange (Otwarty na nowe doznania).
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

19 maja 1972, godziny popołudniowe, mała wioska nieopodal Londynu
Stanley Andrew Borgin, Sauriel Rookwood & Victoria Rookwood Lestrange
"Czas najwyższy" - część II ogórkowej trylogii


Nie było odwrotu, Stanley musiał coś zrobić z tymi wszystkimi sadzonkami, wszak te zaczęły oblegać cały salon. Jeszcze dzień, może dwa i musiałby przepisać całe mieszkanie na te małe, zielone, przebiegłe istoty zwane ogórkami. Ich codzienne pielęgnowanie i doglądanie - aż do 10 maja kiedy to okazało się, że już nie trzeba tego robić - spowodowało ich znaczący rozrost. Prawdę mówiąc, godzinna dawka ludzkiego wzroku nie miała nic wspólnego z prawdą ale Borgin w to wierzył - w końcu Sauriel mu tak powiedział chwilę po tym jak zaczerpnął wiedzy ze świętej księgi ogrodnictwa. Ów wiedza, musiała mieć przecież przełożenie na zwiększenie efektywności wzrostu nasadzeń. Dodać do tego pieczołowite dbanie o najmniejszy szczegół zgodnie z ich wcześniej założonym planem i bez dwóch zdań można by stwierdzić, że to już... Czas najwyższy.

Starszy z młodego pokolenia ogrodników nie czekał na żadne dodatkowe oklaski czy zaproszenia i wziął sprawy w swoje ręce. Zasięgnął języka od swojej rodziny i tym samym dowiedział się gdzie jego matka znikała na kilka dni w roku. Co ciekawe, okazało się, że ona nie znikała bez śladu, a po prostu odwiedzała jakąś ciotkę, która miała kawałek ziemi pod Londynem. Stanley zrobił to samo, odwiedził ją, ugadał szczegóły i 18 maja stawił się na miejscu aby rozpocząć pracę. Zdawał sobie fakt z jednej rzeczy - bez Rookwooda to jak bez ręki ale musiał i tak spróbować.

Niestety cała praca nie poszła tak jak powinna. Może za mało alkoholu, może za mało rąk do pracy, może za mało specjalistycznej wiedzy... Albo może to wszystko na raz? Nie wiedział. Stanley nie miał niestety pojęcia. Po za tym, że rozkopał całe pole, obudził się na ławce przed domkiem i łupało mu w krzyżu to nie udało mu się zrobić nic więcej. Nie pozostało mu nic więcej jak napisać list do naczelnego szamana, który łączył swoją duszę wraz z biblią roślinności... lub po prostu do człowieka, który potrafił czytać atlas o roślinach bez żadnej ignorancji do informacji w niej zawartych.

Kiedy wiadomość do Rookwooda była gotowa, posłał ją czym prędzej, a następnie udał się szybko do domu, co by się lekko ogarnąć, wszak służba nie drużba i nie mogła czekać. Na całe szczęście nie trwała zbyt długo i tym samym Borgin był wolny po godzinie 17. Nie mając ani sekundy do stracenia, powrócił na plantację ogórasków, gdzie miał oczekiwać konia na białym rycerzu... Czy tam rycerza na białym koniu... Po prostu Sauriela, który miał nadciągnąć z odsieczą na zaistniałą sytuację.

Sama działka nie była jakaś bardzo duża. Zaledwie domek i kilka mniejszych czy większych poletek. Potomek Anne nie próżnował jednak w wyborze - dla ich wyższego celu zaanektował największe dostępne pole, które ówcześnie przekopał. Ustanowił dominację ogórka w tej części działki poprzez ustawienie 16 doniczek z solidnie wyrośniętymi nasadzeniami. Po za poletkami znajdowało się tam również kilka drzewek owocowych. Cała posiadłość była stricte owocowo-warzywna, aniżeli rekreacyjna... No chyba, że ktoś - tak jak młodzi ogrodnicy - bawił się wyśmienicie przy pielęgnowaniu ogródka to wtedy rzeczywiście można było ją uznać za rekreacyjną w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Stanley oparł się o łopatę i czym prędzej zajął honorowe miejsce po środku wszystkich doniczek, zupełnie jakby przewodził jakimś stadem - gangiem zielonych stworków-potworków. Podobnie jak wcześniej, ubrał się w odpowiedni strój. I o ile podczas kwietniowych nasadzeń miał ubranych fartuszek, tak dzisiaj poszedł o poziom dalej. Przywdział koszulę w kratę na którą założył ogrodniczki, a jako dopełnienie swojego odzienia wybrał zielone kalosze, które sięgały mu niemalże do kolan. Tutaj nie było mowy o niepoważnym podchodzeniu do tematu. To była sprawa życia i śmierci. Pełen profesjonalizm, oddanie, zapał... A przynajmniej w takim poziomie na który pozwalało mu najnowsze wydanie miesięcznika "Działkowiec".

Borgin zdawał sobie sprawę, że to już za chwilę. Że to już czas - Sauriel musiał tu być lada moment - Nie dałem rady, nie. Za mocny... - przyznał kiwając głową kiedy wpatrywał się w największy rozsad pośród reszty - To by nic nie dało. Nawet jakbym spróbował drugi raz to zasadzić samemu. To nie dało by nic - zgodził się sam ze sobą, biorąc ciężki oddech.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#2
14.08.2023, 20:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2023, 21:09 przez Sauriel Rookwood.)  

Sprawa była poważna. Jak zawsze, kiedy chodziło o ogórki. I też z bardzo poważną miną Sauriel zjawił się wieczorem pod drzwiami Victorii. To znaczy... była poważna, kiedy się przywitał, bo zaraz kąciki ust mu zaczęły jakoś tak niespokojnie drgać, dopasowując się do tego, jak bardzo NIE MÓGŁ wytrzymać z tym absurdem, że Stanley przeżywał te ogórki jak mrówka okres. Albo i bardziej. Na początku nie chciał nawet zdradzać o co chodzi, ale w końcu zmiękł (czyli bardzo szybko) i nawet jej pokazał list od Stanleya wyjaśniając, że jego przyjaciel (najlepszy jakiego ma, bo Fergusa to już dawno nie widać) wymyślił sobie, że będzie sadzić... ogórki. Ooo, a miał co opowiadać! Opowieści sobie nie szczędził, ale akurat o pomoc Victorii prosił całkowicie szczerze. A skoro już i tak był jej winien drinka (albo dwa) to zaproponował, że może akurat, na łonie natury, poza miastem, będzie idealna okazja do napicia się. Bo to wcale nie tak, że już miał przy sobie whiskey i jeszcze zamachał Victorii przed nosem dobrym miodkiem pitnym. I ciasteczkami. Tak, dzisiaj przyniósł Victorii ciasteczka. Cóż, jednego nie można było odmówić Saurielowi - zabierał na bardzo nietypowe randki.

Takim sposobem po drodze, bo zorganizował normalny przejazd dorożką, a nie latanie czy inne cudowanie, opowiedział jje o tym, jak to Stanley, człowiek mający pierdolca na punkcie tego, żeby wszystko było równe i idealne, będący takim beztalenciem jak oni do transmutacji względem hodowli roślin, zaczął hodowlę ogórków. Opowiedział o cukigórkach, że cukinia i ogórek to jakiś cud i niby piszą, że jedno drugim nie jest, ale chuj wie i że nie wiadomo, jaka drzemie tajemnicza koneksja między ogórem a ogrem. Czy ogry jedzą ogórki, albo czy z ogórka może powstać ogr - tego nie wiedzieli. Natomiast liczyli na to, że jednak będą to po prostu ogórki. Opowiedział jak Stanley odmierzał półtorej centymetra w doniczkach i że jak on zrobił dwie to potem się dziwił, że Sauriel w tym czasie zrobił ich 14. Ale Sauriel nie ujmował zwycięstwa koledze - cała duma z wykonanej roboty przeszła na niego... głównie dlatego, że miał whiskey, a Sauriel... no cóż, Sauriel z whiskey to jak kot z tuńczykiem. Nagle stawał się chętny do robienia niemal wszystkiego i prawie nic mu nie przeszkadzało!

Stanley to sobie postał i poczekał, bo chociaż Sauriel rzeczywiście pojawił się szybciej niż przed zachodem słońca, ubierając w płaszcz z kapturem, to jednak przyjechali już po jego zachodzie.

- Stanleyu. - Sauriel skinął głową przyjacielowi, prowadząc Victorię. Oczywiście mając przy sobie mały koszyczek pełen dobroci, dzięki któremu każdy tutaj będzie miał małe co nieco dla siebie. A zadowolony Sauriel byyył, o raaaju! Już po jego minie widać było, że przyszedł tutaj się świetnie bawić pracować w doborowym towarzystwie. - Ponieważ jesteś debilem jeśli chodzi o rośliny, a ja wcale nie lepiej, przyprowadziłem prawdziwego speca, który nam pomoże! Wspominałem ci o niej, poznaj proszę moją piękną Victorię. - Nie dało się ukryć, że powiedział to z jakąś taką... dumą. Z zadowoleniem. Bo w zasadzie był zadowolony. I dumny. Że to akurat Victoria nosiła ten pierścionek a nie ktokolwiek inny. Chociaż nigdy jej tego nie powiedział.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#3
14.08.2023, 21:42  ✶  

Wiadomość od Sauriela zupełnie ją zaskoczyła. Nie spodziewała się żadnego zaproszenia gdziekolwiek, żadnego wyjścia na „działkę”, żadnego niczego tak naprawdę. No dobrze, coś tam jej napisał, ale mgliście i tajemniczo – dowiedziała się jedynie tyle, że po nią przyjdzie. Więc była… Jakoś tam gotowa, kiedy zjawił się Sauriel, ale zupełnie nie na to, co jej opowiedział. No wspominał już o „ogórczych jajeczkach”, kiedy poprawiała go, że chodzi o nasiona, a nie jajka, ale nie sądziła, że ta historia jest tak rozbudowana. Kazała więc Saurielowi chwilę poczekać, to ona się przebierze odpowiednio, przecież nie będzie w sukience doglądać ogórków na działce. Tym bardziej, że wziął jej ten miód pitny… i ciasteczka. Niektórzy mężczyźni przynosili kobiecie na spotkania kwiaty, Sauriel natomiast przynosił słodycze i czasami alkohol.

Mało się za głowę nie złapała, kiedy Sauriel tak jej opowiadał… Co to razem ze Stanleyem nie wyczyniali przy tych ogórkach. Stalneya oczywiście znała… Tylko nie wiedziała, że to ten sam Stanley Borgin, a nie żaden inny jego imiennik. Więc tylko się uśmiechała z niedowierzaniem. W byciu dokładnym nie było nic złego – sama lubiła, jeśli wszystko miało swoje miejsce i było poukładane, nie śmiała więc tego krytykować. Ale już brać się za coś, czego zupełnie się nie rozumie samemu, bez pomocy kogoś, kto chociaż zna podstawy – musiała tutaj wyglądać bardzo sceptycznie. No i przede wszystkim nie rozumiała jednego: dlaczego, u jasnej cholery, akurat O G Ó R K I? Było tyle innych warzyw… Przy cebuli na przykład nie trzeba się było tyle narobić, a miała równie szerokie zastosowanie. I tyleż samo odmian. Pamiętała też o szesnastu łopatkach, o których już jej gadał Sauriel, a teraz jak powiedział o tym jak we dwoje zasadzali szesnaście doniczek ogórkami… Och, Morgano i Merlinie.

Jedno było faktem: Sauriel był nadzwyczaj szczęśliwy tego dnia i Victoria analizowała to na swój sposób, chciała też zrozumieć. I za nic nie chciała, żeby mu się ten humor popsuł – tak rzadko go takim widziała. Prawdę mówiąc, to chyba nigdy wcześniej.

- Cześć, Borgin – przywitała się ze Stanleyem, którego rzecz jasna znała. I z BUMu i… I ze szkolenia na aurora. Którego nie zdał, bo nie przyszedł na egzamin. - Powiedziałabym, że kopę lat, ale w sumie to nie. Więc to robisz zamiast przychodzić na egzaminy… Sadzisz ogóry – prawie powiedziała „ogry”, jakby ciągnąc ten cały żart, ale wolała na własną rękę wybadać jak bardzo Borgin był łatwowierny i wierzył we wszystko co przeczyta… Tym niemniej aż spojrzała na Sauriela zaskoczona, kiedy przedstawił ją jako „jego piękną Victorię”. Zrobiło jej się miło – to na pewno.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#4
15.08.2023, 16:20  ✶  

To, że Sauriel miał w zwyczaju sobie grabić, aby później przesadzić to bardzo dobrze wiedział. Nie spodziewał się jednak, że na księżniczkę Rookwoodów trzeba czekać niczym jak na jakiegoś Ministra Magii. Dobrze, że jeszcze nie życzył sobie czerwonego dywanu i płatków róż na drodze po której miał stąpać - tego by już nie otrzymał.

Na całe szczęście czas w akompaniamencie ogórków nie mijał tak źle. Co by nie mówić, Borgin i zielone stworki zaczęli się trochę dogadywać na przestrzeni ostatniego miesiąca. Nie było chyba nikogo innego z kim tak często się widywał jak z tymi rozsadami. Wstawał - ogórki. Jadł obiad - ogórki. Szedł spać - ogórki. Nie robił nic - ogórki. Bardzo prosta i przejrzysta zależność. Nic więc dziwnego, że kiedy usłyszał głoś swojego wspólnika to aż klasnął w ręce z zadowolenia. Chwilę później rozłożył je dosyć szeroko jakby co najmniej chciał przywitać jakiegoś wuja z Ameryki... A tu szok. Pani Lestrange... Wróć, państwo Rookwood we własnej osobie. No tego to się nie spodziewał raczej nigdy.

- Ty to jednak mi słodzisz jak nikt inny - zauważył zgodnie z prawdą, unosząc kącik ust w zadowoleniu na tak piękne słowa skierowane w jego stronę - Wierz mi lub nie... Ale z panną... Przepraszam, gdzie moje maniery - poprawił się dosyć szybko - Z panią Rookwood znamy się nie od dziś - dodał, podpierając się pod boki - Cóż... Gratuluję Wam serdecznie. Szkoda tylko, że Sauriel nie raczył powiadomić mnie o ślubie, ani nawet nie zaprosić na wesele. Mam chociaż nadzieję, że dobrze będziecie je wspominać - pokiwał przecząco głową w kierunku swojego przyjaciela - Współczuję Ci, że na miesiąc poślubny ciąga Cię po jakichś działkach ale doceniam, że zgodziłaś się tu przyjść. Każdy ekspert jest w naszym przypadku na wagę złota - przyznał, ruszając w ich kierunku. Tym samym zostawił rozsady na pastwę losu - liczył, że żaden z nich nie spróbuję swoich sił w ucieczce, zwłaszcza, że przybyły posiłki z samego Ministerstwa.

- To też nie tak, że tylko tym się zajmuje. Po prostu każdy mężczyzna powinien zrobić pewne rzeczy w swoim życiu - stwierdził, zdejmując lekko starte rękawice do grzebania w ziemi - Napijecie się czegoś? Trochę mamy do zrobienia... Ale w tak doborowym towarzystwie to nie powinno nam pójść, aż tak źle. Ostatnio z Saurielem poszło nam całkiem sprawnie. Zanim się odwróciłem to wszystko było już gotowe - przyznał, wskazując dłonią na stolik, który stał na zadaszonym ganku. Tym gestem chciał ich zaprosić aby usiedli na chwilę, może przegadali plan działania... ewentualnie skoczyli na jednego czy dwa, wszak robota na trzeźwo to nie praca i o tym bardzo dobrze z Rookwoodem wiedzieli. Borgin jak na fachowca przystało, nie omieszkał zabrać ze sobą encyklopedii ogrodnictwa i kilku numerów "Działkowca" czy "Ogród od A do Z" - wszelkich pomocy dydaktycznych jakie tylko natrafił.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#5
15.08.2023, 18:07  ✶  

Właściwie to... tak. Był szczęśliwy. Och bogowie, że co? Załatwił sprawę, która mu jeżyła włoski na karku, co prawda jeszcze sporo pozostało do ugłaskania, ale najważniejszy kłopot pokonany. Dostał zaproszenie na działaczkę, a to prawie jak wakacje. Właśnie miał przed sobą wizję spędzenia czasu z dwiema osobami, za którymi bardzo przepadał. U boku jego żona (czyli whiskey, nie Victoria), piękny, wiosenny dzionek i... w zasadzie to Sauriel nie oczekiwał od życia niczego więcej. Podobała mu się ta wycieczka za Londyn, bo w zasadzie rzadko poza niego wychodził. Nie, nie to, że całkowicie rzadko z Londynu wychodził, bo jego dom nawet w Londynie nie stał. Mam nadzieję, że rozumiecie, o co chodzi. Ciągle te same miejsca, ciągle te same uliczki, niby można zwiedzać dla zabawy, ale miasto i własny dom to trochę co innego niż takie, ee... wyjście na łono natury! Tylko nie zrozumcie mnie źle, Sauriel to był mieszczuch. Za nic by nie zamienił tego na wiejskie bajdurzenie. I nie, dziwna wyprawa karocą, po której wylądowali w nawiedzonym domu nie liczyła się do takich wypraw, bo była organizowana w ramach pracy. Więc humor mu wybitnie dopisywał.

- I nawet to mu nie wychodzi. - Prychnął, kiedy Victoria skomentowała nieudane kotwiczenie się w robocie Stanleya. Pewnie Robercik złoił go pasem. Chociaż znając Robercika - wymyślił bardziej subtelny sposób na ukaranie swojego dzieciątka. - Te małe ogry to wynik nieobecności jego ojca. Jest szurnięty. - Sauriel pokręcił palcem przy skroni. - Ojciec, nie Stanley. - Sprecyzował, bo to mogło być kompletnie niejasne. Już jedną taką niejasnością błysnął przed Victorią dotyczącą jego przyjaciela i po dziś dzień nie zdawał sobie z tego sprawy... a, właśnie, apropo tego... czarnowłosy zmrużył oczy na chwilę, napiął się, jak to miał w zwyczaju, kiedy coś mu nie podpasowało (jak kot stroszący ogon) i spojrzał na Victorię. - Znacie się? Nie podrywał cię? - Bo nie podrywał? Spojrzał na Stanleya. - Połamię ci ręce, jeśli podrywałeś. - Hihi, haha, śmieszki, heheszki... ale chyba wszyscy tu dobrze wiedzieli, że jakby Saurielowi odjebało to byłby do tego zdolny. Niestety. Na szczęście tutaj się zaraz rozluźnił. Głównie dlatego, że... - Z panią... co? - Potrzasnął lekko głową, patrząc na Stanleya z miną cielęcia nieskażonego inteligencją. Czy to były jakieś jego przekomarzania? Borgin chyba nie był do tego zdolny, co? Nie do takich żarcików... - C-c-cooooo? Kurwa, jakim ślubie? Ciebie bym nie zaprosił? - No Sauriel poczuł się wręcz urażony, co to były za insynuacje! - Kto by mi muchę zawiązał, chyba nie myślisz, że sam bym to zrobił. - Stanley to naprawdę miał pomysły... - Co ci strzeliło do głowy? Victoria to moja narzeczona. NA-RZE-CZONA. - Bo Sauriel, tak się składało, był totalnie nieświadom tego, co palnął tamtej nocy na polanie, kiedy spierdalali przed aurorami i jakimiś czartami, żeby... wpaść prosto w ręce brygadzistów. - EJ! Uważaj sobie! - Obruszył się na tą insynuację... nie, w zasadzie to nie była insynuacja - na to STWIERDZENIE, że Victorii współczuje... i spojrzał znowu na Victorię marszcząc brwi, chcąc sprawdzić, czy faktycznie jest czego współczuć i jej się nie podobało.

- Przynajmniej ogórki się już z ziemi nie wygrzebią... - Mruknął i poszedł w kierunku stolika, żeby położyć zapakowane dobroci. - Widzę, że też dobrze zaopatrzony. - Pokiwał głową z uznaniem patrząc na to, jak uzbrojony był Stanley do pracy. Znaczy się - patrzył na alkohol, rzecz jasna. Obrócił się potem w kierunku rozkopanej działki i ogórków. - No... praca na trzeźwo to żadna praca. - Powtórzył na głos przemyślenia Stanleya.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
15.08.2023, 21:59  ✶  

Rozglądała się nieznacznie, chcąc zapoznać się z otoczeniem, choć jego szczegóły nie były dlań aż tak dobrze widoczne, jakby to było w świetle dnia. Dostrzegła jednak jakiś stolik czy stół, coś tam na nim stało, widziała też chyba jakieś grube tomiszcze i cieniutkie wydania jakichś magazynów. Widziała też grządkę, przy której Stanley kontemplował coś, nim z Saurielem tutaj przyszli.

Najpierw Sauriel coś na głos o tych ograch, potem coś o ojcu. Potem nagle przyszło mu do głowy, że się mogli… nie wiem. Spotykać? Jeszcze nie widziała u Rookwooda takich reakcji, nie widziała, żeby był taki terytorialny – ale też nie dawała mu w ogóle do tego powodu.

- Znamy się z pracy, nie z żadnych randek – wyjaśniła wampirowi grzecznie, nie miał się o co martwić, ani co napinać, zresztą była oznakowana pierścionkiem, co już na start odstraszało połowę chętnych. Drugą połowę odstraszał zapewne jej zwyczajowy chłód.

I wtedy nastąpiło zwarcie. W pierwszej chwili to nawet do niej nie dotarło co tam Borgin do niej powiedział, że się zatrzymał, poprawił, że nie panna a pani i to w dodatku Rookwood. Mózg jej to przetwarzał w zwolnionym tempie i kiedy Stanley był przy gratulacjach, Victoria dopiero zaskoczyła co powiedział. Stąd jej reakcja była… Była zdecydowanie opóźniona. Brwi podjechały do góry, ale to energiczna odpowiedź i niezrozumienie Sauriela wybiło się tutaj na pierwszy plan.

- Hm, dziękuję? – zdołała tylko wydukać, nim jej na-rze-czony zrobił tutaj wielkie wyjaśnienie ich stanu zamążpójścia, czy raczej jego braku. Na brodę Merlina… Dopiero co się zaręczyli, chociaż Lestrange przyznałaby, że tyle się ostatnio działo wszystkiego, że przysięgłaby, że to miało miejsce całe miesiące temu, a nie… trzy tygodnie temu. - Do miesiąca miodowego jeszcze trochę brakuje – mruknęła i w takim odrobinkę nerwowym ruchu zgięła rękę w łokciu i palcami potarła miejsce na karku. Tym niemniej – chyba nie było czego współczuć. Względnie tego, że była w dotyku zimna jak trup i ciągle było jej chłodno. Ale nie wyglądała na niezadowoloną, że tutaj jest. Raczej na zaciekawioną i odrobinę… skołowaną, o.

- Nie wygrzebią? – przez to wszystko zupełnie zapomniała o tej farsie i o tym, że Stan to w zasadzie wierzył we wszystko, co Sauriel mu wciskał odnośnie ogórków. Teraz już w ogóle z niezrozumieniem patrzyła na Sauriela, a potem na poletko za plecami Borgina. Można to było zrozumieć pewnie dwojako: po pierwsze, że o czym on pierdoli, co to za durnoty, a po drugie jako, że co ty pierdolisz, oczywiście, że się wygrzebią. - Ale ten cały… arsenał… to rozumiem, że do podziału dla nas, a nie dla ogórków? – upewniła się jeszcze, bo tu stało tyle butelek, że można by tym podlać wszystkie grządki z ogórkami. I byłaby skłonna uwierzyć, że oni mają właśnie takie pomysły. Niemalże widziała, jak Saurielowi wyrastają różki na czole i ogon zakończony serduszkiem – złośliwy diablik. - Co to są za rzeczy, które mężczyzna powinien w swoim życiu zrobić? – zapytała, kiedy stali już przy stoliku i któryś z panów rozlewał trunek.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
16.08.2023, 13:31  ✶  

O ile Stanley zgodziłby się na stwierdzenie, że Robercik jest szurnięty, tak to samo tyczyło się jego samego. W końcu najrówniej pod sufitem też nie miał, co bez dwóch zdań plasowało go w rodzinie Mulciberów jako jeden "z nich" tyle, że z innym nazwiskiem. Niestety Roberto nie miał jak zdzielić Borgina kiedykolwiek pasem, ponieważ go nigdy nie było, a jak już się pojawił to zaraz zniknął we Francji, ot takie złożenie losu.

- Spokojnie księżniczko - zwrócił się oczywiście do Sauriela - Nie podrywałem. Znamy się z kursu Aurorskiego, który zacząłem z dwa lata wcześniej od Victorii i jak widać dalej nie skończyłem - uśmiechnął się pod nosem. Bez dwóch zdań mógł się już określić jako swego rodzaju "wieczny student". Przez ułamek sekundy nawet przebrnęła mu myśl o to, że mógłby zostać Aurorem z faktu na zbyt długą ilość czasu spędzoną na podchodzeniu do egzaminów. Taki auror honoris causa za swoje próby.

Że z Rookwoodem było źle to wiedział nie od dzisiaj. Ale że było z nim, aż tak źle to właśnie się przekonał. Jak to z jaką panią? Stanley mówił po francuski z chińskim akcentem, że ten nie rozumiał? Może powinien mu przeliterować? - No jak to jakim? Waszym - przejechał dłonią pomiędzy panem Rookwood, a - jak się okazało - nie panią Rookwood - Narzeczona? Hmm... Gadałeś co innego... Nie wnikam - uniósł ręce do góry jakby miał się poddać. Coś tutaj się ewidentnie nie zgadzało. Stanley nie wiedział kto się pomylił w zeznaniach - Trochę mi co prawda ulżyło jak żadnego ślubu nie było bo już się bałem, że będę musiał Ci wypowiedzieć przyjaźń lub coś ten deseń - oznajmił. Czy by to zrobił? Raczej nie. Pewnie poszliby na piwo, ewentualnie rudą i wszystko sobie wyjaśnili, ot tak już mieli. W końcu alkohol łagodzi obyczaje...

- Nie napinaj się tak bo Ci żyłka pęknie Rookwood i do tego ślubu nie dotrwasz. Zgrywam się. Nie tylko Ty się możesz zgrywać w tym gronie - zauważył - Po prostu zazdroszczę Victorii. Gdybym był piękna niewiastą to też bym chciał aby Sauriel został moim mężem. Niestety nie jestem, więc jedyne co mi zostało to sadzenie z nim ogórków i picie alkoholu - wzruszył ramionami, gdzieś tam wyobrażając sobie jak Stacey Borgin tworzy piękne i oddane małżeństwo z Saurielem. Stop. Przestań Stanley, za daleko Przekręcił głową bo aż go przeszły ciarki na swoje myśli.

- Mucha nie siada. Nie wygrzebią się. To wiedza poradnikowa - wtórował mistrzowi ogórkowej ceremonii, a następnie chwycił za butelkę rudego trunku. Rozlał kulturalnie po szklaneczkach jakby co najmniej pili jakiś samo(z)gon z piwniczanej bimbrowni - Oczywiście, że tak. Chyba w to nie wątpiłeś? - zwrócił się do Sauriela, mrużąc lekko oczy jakby badał to co przed chwilą powiedział - No co... Przede wszystkim to jakiś dom zbudować. Mieć syna... No i najważniejsze posadzić coś, nie? Nie zawsze można drzewo, więc ogórki mogą być dobrą alternatywą - odpowiedział Victorii jakby to była najjaśniejsza i najprostsza rzecz w życiu. Stanley jako osoba, która mieszkała całe życie w Londynie, nie widział możliwości do posadzenia drzewa, więc poszedł w bardziej przyziemne metody jak sadzenie roślin.

- No to, chluśniem bo uśniem - zaprosił państwa (nie) Rookwoodów do toastu za ich wieczorną robotę i opróżnił szklankę do dna. Kac dawał się lekko we znaki i trzeba było go zniszczyć w zarodku - Łoooj, dobre - przetarł usta wierzchem dłoni, a następnie odwrócił się w stronę poletka - Wielkie te rozsady nam wyrosły. Nigdy się nie spodziewałem, że to cholerstwo może być takie duże - przyznał sięgając po paczkę papierosów - Komuś? - skierował otworzoną paczkę w kierunku Sauriela i Victorii, chcąc ich poczęstować i sam chwilę później wyjął jednego nikotynowego truciciela aby go spalić przed harówką.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#8
16.08.2023, 14:31  ✶  

Zapewnienie Victorii go rozluźniło całkowicie. Jak pstryknięcie palców, jakby w ogóle nie było tematu. Sauriel nawet nie zauważył tego, co zauważyła Victoria, chociaż tak na dobrą sprawę już nie pierwszy raz się tak zachował. Niektórych rzeczy wygodnie się nie zauważało, inne po prostu jakoś zakrywał szereg innych spraw. A takie jak te po prostu się działy i w swoich gwałtownych reakcjach na różne rzeczy czarnowłosy to zwyczajnie przegapiał.

- No jakoś mnie to nie dziwi. - Pocieszył kolegę, kiedy palnął, że dwa lata wcześniej zaczął kursy i... no jak było każdy widzi. Nie trzeba było nawet pokazywać palcem. Chociaż w zasadzie to wcale tak nie myślał. Owszem, nie dziwił się na zasadzie, że go to nie zaskakiwało, ale dziwił natomiast, że Stanley nie potrafił spiąć dupy i przysiąść do roboty jak należy. Bo jego zdaniem - potrafił. Był bardzo uporządkowany i rzeczowy, więc co było nie tak? Czy zawalał przez swoje głupie pomysły, albo dziwne interpretacje jakichś punktów? Bo chyba do tego był zdolny. Bez chyba. Po prostu był do tego zdolny. Tak jak i do wielu innych rzeczy. - Trudne są te testy? - Tutaj spojrzał bardziej na Victorie w zasadzie niż na drugą osobę z tej trójcy świętej. Od jednego spodziewał się usłyszeć "tak". Od niej zaś "to zależy". No, zależy. Od tego na przykład jak się ktoś przygotuje, prawda? Victoria już pokazała nie raz i nie dwa, że ona dba o odpowiednie przygotowania i nie pozostawia rzeczy, nad którymi może mieć kontrolę, losowości. Nie w takich ważnych sprawach. Bo co do ich spotkań to tylko zarzekła się, że nie da się wciągnąć na Big Bena przez lęk wysokości. A szkoda, zabrałby ją tam.

- Ja gadałem? Dobra, Stanley, odgrywasz się za te ogórasy czy co. - Już tak na serio pomyślał, że mu po prostu Borgin pranka tutaj robi jakiegoś skomplikowanego, którego ni chuja Sauriel nie był w stanie wyłapać. I że to może faktycznie zemsta za to, że musiał się gapić po godzinę dziennie na ogórki. Rookwood nie byłby sobą, gdyby dalej nie myślał, jakby tu wkręcić Stanleya. Jego stopień oddania ogrodnictwu był tak przesłodki, że no po prostu musiał! Żeby to jeszcze chociaż były takie dowcipy, które bawiły obie strony. A czarnowłosy nawet nie pytał, jaką Stanley miał minę, kiedy mu Sauriel oznajmił, że to był żart. Choć, tak po prawdzie, sądził, że to Stanley ogarnie... Prankowanie Sauriela czasami bywało ryzykowne i należało się liczyć z tymi konsekwencjami, że naprawdę mogłaby mu żyłka pęknąć. Szczególnie, że często było nieprzewidywalnym, jaki akurat będzie miał nastrój, czy się obrazi, czy się pośmieje, czy pójdzie siedzieć gdzieś do kąta i nie wyjdzie przez następnych kilka dni. - I przy tej wersji zostańmy. - Zgodził się polubownie, uśmiechając, kiedy palnął o zazdrości. Na szczęście wyobraźnia Sauriela nie była tak bujna jak ta Stanleya. Nie bardzo wiedział co prawda, co znaczył ten Gest Victorii. Jest zażenowana? Poziomem tutaj prezentowanym? Dlatego chciał ją uprzedzić, że tutaj nie ma wzrostu intelektualnego, opowiadając, jak to apes together strong zabrały się za to ogrodnictwo. Saurielowi się podobało, bo... mógł sobie pierdolić głupoty bezkarnie. Bo nie musiał się napinać, bo był wśród osób, którym ufał. I które naprawdę lubił.

- To mi pozostaje tylko sadzenie ogórków. - Prychnął, mając dzisiaj za dobry nastrój, żeby go dopadła bolączka faktu bycia trupem. - Bo po nocach budować dom to też mogłoby wyjść... ciekawie. - Zwłaszcza przy jego transmutacyjnych zdolnościach, które nadawały się tylko do kosza. - Ale to... - pokazał palcami na butelki - ... Viki dobrze mówi, trzeba trochę zostawić. Dla ogórasków. Chyba nie dasz im tak podrastać o suchym pysku? - Spojrzał na Stanleya z wyrazem twarzy pełnego rozczarowania, że Stanley w ogóle mógłby tak pomyśleć. - Ogórki potrzebują łyczka whiskey, nie? Wtedy lepiej smakują. - Zwrócił się tu do Victorii. - Za ogóraski. - Wzniósł toast zgodnie i sam obrócił się w kierunku tego pola. - W chuj roboty. - Chyba już to mówił. Mówił? Sięgnął po papierosa od Stanleya, który sam się rozżarzył, kiedy tylko przystawił go do ust. - Nadają się w ogóle do czegoś te wypieszczone ogórki? - Zapytał Victorię, rzecz jasna.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
16.08.2023, 19:29  ✶  

Student jak student. Bycie na stażu w Biurze Aurorów dalekie było od uczenia się w Hogwarcie, a i teraz zdaje się, że Borgin zaniechał i to, i wrócił do BUMu – zresztą wielkiego wyboru chyba nie miał, skoro egzaminy pozostawały niezdane. Za wytrwałość awansu raczej nie dawali, to była zbyt niebezpieczna robota – zresztą jak widać po Victorii i po tym co wyniosła z sabatu.

- Na tyle, że jak się nie bierze ich na serio, to można oblać – wyjaśniła dość pokrętnie, bo nie powinna się w to zagłębiać jak dokładnie wyglądały i jaki materiał obowiązywał na egzaminach po trzyletnim stażu. Więc tak, w skrócie „to zależy”. Na własny urok osobisty nie było tam co liczyć.

- Zaręczyny były na początku miesiąca – byle nie powiedzieć słowa-klucza „Beltane”, które było jak pułapka popsucia atmosfery. - Gdzie tu miejsce na ślub jakiś… - może to da Stanleyowi do myślenia, o ile w głowie miał jeszcze jakieś miejsce poza ogórkami. Warta uwagi była też forma, jakiej Victoria użyła; „zaręczyny były”, a nie „zaręczyliśmy się”, bo choć to Sauriel pytał, ona odpowiadała, on wręczał jej pierścionek, to nie on go wybrał. I do tej pory, pomimo tego, że się polubili, uważała raczej, że to wszystko to Saurielowi nie w smak – stąd była zdziwiona sposobem, jakim przedstawił ją swojemu kumplowi, przyjacielowi, czy kimkolwiek dla siebie byli, i zdziwiona była tym nagłym nakreśleniem granic i „terenu”. To było coś, co na pewno będzie musiała sobie przeanalizować.

Ale póki co… Po prostu jeszcze wyżej uniosła brwi i niemal oczy wybałuszyła na paplaninę Stanleya o tym, że jej zazdrości bo gdyby był babą, to by chciał wyjść za Sauriela. Chyba nie była do końca na to wszystko gotowa, więc tylko zamrugała. Nie znała się ze Stanleyem na tyle dobrze, by teraz odpowiednio wyczuwać wszystkie żarty i… i w ogóle.

- Co to za odmiana ogórków, że miałyby się wygrzebać – ni to zapytała się, ni to stwierdziła w końcu, przekopując głowę w poszukiwaniu… jakiejś krzyżówki ogórka z mandragorą. Nie znalazła takiej. - Dom zbudować, aha – w jej kręgach nikt domów nie budował. One już stały i tylko przechodziły z ojca na syna, albo na córkę – i dalej w rodzinie. Jak się ma pieniądze, to nie trzeba nic budować, wystarczyło sobie kupić. Nic nie powiedziała na uwagę Sauriela. To głupie powiedzenie, jakie krążyło po ludziach, akurat bezpośrednio uderzało tak w Rookwooda jak i w nią, no bo dzieci to z tego nie będzie, a co tu w ogóle mówić o synu. Rzeczywiście… zostawały ogórki. Chociaż tak po prawdzie Victoria nie zrezygnowałaby z żadnego ogrodu, więc jeśli Sauriel miał fantazję, to mógł zasadzić tam drzewo, żaden problem.

- Właściwie… To roślinom trochę alkoholu nie szkodzi. Na przykład przy kwiatach ciętych, żeby dłużej były świeże, to warto dodać do wody wódkę i cukier – żarty żartami, ale akurat tutaj wcale się Sauriel nie pomylił. - Pomaga też we wzroście kwiatów, by miały krótsze łodygi – mówiła to z kamienną twarzą, znaczy, że nie mogła kłamać, nie? Bo nie kłamała. - Więc jak bardzo chcecie to można je podlać alkoholem, ale nie za dużo, żeby ich nie uszkodzić – więc taki właśnie żarcik-kosmonaucik Sauriela okazał się być prawdą. - Ale nie sądzę, że będą lepiej smakować – aj, popsute marzenia. Wzniosła ten toast, ale nie wypiła całego kieliszka – no bo jak to tak, nie przyszła się tu upijać, tylko ocenić i pomóc z ogórkami. Papierosa odmówiła, przynajmniej w tej chwili. Ostatnio i tak za często popalała. - Hmm, muszę zobaczyć – przyznała i wyciągnęła różdżkę, by podejść tam ze światełkiem i sobie kucnąć. Ocenić spokój przesadzenia ogórków z doniczek na grządkę.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#10
18.08.2023, 11:27  ✶  

I tutaj pojawiał się mały problem. Stanley nie miał pojęcia czy te testy były trudne czy też nie bo po prostu nigdy do niego nie podszedł. Pierwszy i jak na razie jedyny termin o który się ubiegał miał miejsce prawie 2 lata temu. Pech, a może los, chciał że nie udało mu się tam wtedy pojawić i jakoś tak temat się ciągnie od tego czasu, a sam zainteresowany nie wygląda jakby miał w najbliższym czasie coś z tą kwestią zmienić.

Niby wszystko się wyjaśniło ze ślubem Victorii i Sauriela, ale Stanley miał nieodparte wrażenie, że coś tu nie gra. Rookwood strasznie się burzył o wszelkie domniemane zaślubiny, Lestrange mówiła "były". To nie brzmiało jak ich własna decyzja, a nawet nie "nasza wspólna decyzja". Jednak dla własnego bezpieczeństwa i swoich jedynek, postanowił tematu nie rozgrzebywać bo jaki jego przyjaciel był to każdy wiedział - jak pole minowe na którym trzeba było uważać. Jedno ze słowo, gest czy ruch, a następowała eksplozja, która była tragiczna w skutkach - Zgadzam się - powtórzył za Saurielem aby przy tej wersji zostali.

Jak to jaka odmiana? Każda... Dziwił się na słowa tutejszej ekspertki. To było przecież jasne jak słońce, że tak prędzej czy później się stanie jeżeli tych się nie przypilnuje - Ale za to w jakim doborowym towarzystwie! - od razu odniósł się do tego zacnego grona, które zostało tutaj zgromadzone w dniu dzisiejszym. Co by nie mówić, Rookwood nie wyglądał, aż tak martwo jakby mógł wyglądać. Borgin w swoim życiu widział więcej martwych rzeczy, ludzi i tamci jako truposze byli mniej rozmowni niż Sauriel, więc ten nie powinien był aż tak na to marudzić - Ogóreczkom zostawimy trochę. Nie bój żaby. Wszystko pod kontrolą - zapewnił wspólnika w niedoli. Ze Stanleya nie był przecież żaden Lord Voldemort aby znęcać się nad ogórkami. On w przeciwieństwie do Tomeczka, był całkiem wyrozumiałym i dobrym gospodarzem, chcącym dla swojego towarzystwa jak najlepiej - zielone stworki też wliczał do tej grupy.

- No, Sauriel! - wykrzyczał z radości - Ja zawsze wiedziałem, że Ty masz łeb kurwa jak sklep. Prawdziwego fachowca tutaj ściągnąłeś! - dodał rozradowany - Do ogórków można się napić, jak najbardziej. Do tego właśnie dążyliśmy - odparł w zadowoleniu, co by nie mówić Victoria zyskała wiele w oczach Stanleya po takich słowach. Pojawiał się tylko jeden problem - Borgin miał słuch wybiórczy i słyszał co chciał albo tak jak chciał - Oczywiście, że tak. My zresztą też - wtórował Saurielowi. Zaakceptował wiadomość o możliwości spożycia procentowego trunku ale wyparł tą drugą część odnośnie roślin. Wypili po szklaneczce i teraz rozkoszowali się tym rakotwórczym dymem kiedy fachowiec w robocie poszedł na inspekcję.

Stanley nie zamierzał przecież czekać na rozwój wydarzeń i od razu przy atakował przyjaciela - To co panie dobrodzieju, na drugą nóżkę? - zaoferował, podnosząc butelkę aby im troszkę nalać do szklanek - Musi być równowaga inaczej będzie nas znosił na którąś ze stron - zauważył zaciągając się papierosem. Tylko tego by im brakowało aby jakiś wiatr ich znosił na bok. Strach pomyśleć co innego mogłoby się stać! Nie powinni podejmować, aż tak dużego ryzyka - Jak to się mawia... Po szklanie i na rusztowanie, tylko my idziemy na pole - dodał, podsuwając wampirkowi rudawy trunek. Moment później uniósł swój alkohol, kiwnął głową do towarzysza, że to należy zrobić i był gotów do toastu.

Jeden, dodatkowy drineczek i będą mogli pójść na pole aby wziąć się do roboty. Prawdę mówiąc teraz, kiedy nie mieli już ekipy Rogala, a drużynę z prawdziwego zdarzenia, mogli podbić cały świat... albo chociaż dokończyć to co zaczął Stanley zanim strasznie zachlał ale koniec końców wykazał się odpowiedzialnością.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (4214), Stanley Andrew Borgin (4079), Victoria Lestrange (3320)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa