• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[lato 1972] Na dnie morza groza śni

[lato 1972] Na dnie morza groza śni
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#21
19.08.2023, 18:10  ✶  

Cisza, wilgotność i słone powietrze. Sprawiało, że przez jej ciało przebiegł dreszcz strachu. Zauważyła, że Danielle była cicha, ale rozumiała ją. Miała ochotę ścisnąć jej dłoń pokrzepiająco. Miała czasami wrażenie, że jej przyjaciółka zamienia się właśnie w Avelinę Paxton, że leci w jej tryb życia i nie jest już tą samą Danielle, ale to nic nie zmieniało. Ave nadal ją kochała i zawsze starała się być dla niej oparciem. Na jej słowa o deszczu tylko się uśmiechnęła. Sama nigdy nie była gadatliwa, wiec dziewczyna powinna to rozumieć jak nikt inny. W głębi duszy nawet czuła się pewniej, że jej przyjaciółka tu była, ale obawy i tak nie znikały. Bała się, że była to jakaś pułapka, coś na kształt klątwy, coś co sprawi, że wszyscy tu zginą i nikogo nie da się uratować.

Gdy przeniosła się na statek i rozejrzała poczuła ukłucie strachu w piersi, wydała z siebie zduszony okrzyk, najpierw ją sparaliżowało, a potem dostrzegła swoją znajomą, po którą tu przyszła. Rozejrzała się po innych, spojrzała na Brenne, aby zobaczyć co robi i myśli, weszła tu pierwsza, może zdążyła dostrzec coś więcej, a potem skierowała wzrok na Danielle. W końcu postanowiła podbiec do znajomej wili, aby sprawdzić, czy żyje, czy jest cała i czy zdoła ją stąd wydostać, a może nawet obudzić. Chciała wspomnieć,  że nie ma dzieci, chciała spojrzeć na innych towarzyszy, chciała zobaczyć co myślą i czują, ale wtedy zaczęło się jej kręcić w głowie, ciemnieć przed oczami, zrobiło się nagle duszno, ohydnie i nieprzyjemnie. Chciała powiedzieć Danielle, że coś jest nie tak, że źle się czuje, ale nie zdążyła. Poleciała już na ziemię tracąc przytomność.


Rzut O 1d100 - 15
Akcja nieudana

Rzut O 1d100 - 91
Sukces!
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#22
19.08.2023, 19:00  ✶  

W powietrzu coś wisiało ale Stanley nie wiedział jeszcze co. Może fakt, że na tej łajbie znajdował się zarówno Anthony jak i Brenna, a Borgin wiedział jak jego kuzynowi potrafi odstrzelić na jej punkcie. Prawde mówiąc to już mu dawno odstrzeliło i niestety nie potrafiło wrócić na prawidłowy kurs pomimo wielu starań.

Całe szczęście, pobyt z jego ulubioną Longbottom, umilał papieros podarowany przez brata, chociaż tego łokcia mógł już sobie darować - nic złego nie zrobił, a nawet nie klnął w myślach na panią detektyw, która z nimi tutaj płynęła. Słysząc jego odpowiedź na słowa Erika, myślał, że go skręci z zażenowania, dlatego tylko pokręcił głową z dezaprobatą. Co ja zrobiłem źle w Twoim wychowaniu? Zastanawiał się kiedy nikotyna wpadała do jego płuc.

Nie miał sobie nic do zarzucenia w kwestii nazwania kuzyna "dziedzicem", wszak pełnił taką rolę - on, nikt inny. Młody może i nie lubił jak tak się do niego zwracał ale to była kara za akt, którego dokonał jeszcze w szkolnych czasach. Nie skomentował nic więcej, a jedynie zaciągnął się po raz ostatni i wyrzucił papierosa, dogaszając go. Kiwnął porozumiewawczo do Atreusa i Anthony'ego, jakby chciał im powiedzieć "do zobaczenia na pokładzie" i sekundę później zniknął. Poof i był na statku.


I wszystko stało się jasne. Kiedy tylko rozejrzał się po pokładzie i ujrzał to co tutaj miało miejsce, zrozumiał skąd to przeświadczenie. Stanley wiedział, że jego poprzedni trop był na rzeczy ale nie sądził, że zostanie tak szybko wyparty przez tragedię, która się tutaj rozegrała. I prawdę mówiąc wolał swoją pierwszą myśl od tej. Co tu się stało Zdziwił się, próbując ogarnąć to wszystko wzrokiem. Sam statek nie wyglądał najlepiej, a te wszystkie ciała nie napawały dodatkowym optymizmem do tejże łajby.

Wyczuł wzrok kuzyna na sobie, więc spojrzał się na niego, wzruszając ramionami na jego pytające spojrzenie. Nie miał pojęcia. Pierwszy raz widział coś takiego i nie bardzo wiedział jak powinien to interpretować. Nie było mu jednak dane długo się nad tym zastanowić, ponieważ zaraz poczuł jak wiruje mu w głowie. Coś ty dodał do tych papierosów... Przeleciał wzrokiem po całej reszcie zgromadzenia ale nie zdążył nic powiedzieć, wszak runął jak długi. Jakby coś go odcięło w tym momencie.


Rzut O 1d100 - 58
Sukces!

Rzut O 1d100 - 72
Sukces!


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#23
19.08.2023, 19:41  ✶  
Czegokolwiek spodziewał się na pokładzie statku, chyba nie było to morze nieprzytomnych ciał. W pierwszym odruchu wzdrygnął się, upewniając że przy aportacji nie wylądował na jakimś nieszczęśniku. Pochylił się i złapał za pierwszy nadgarstek z brzegu, żeby sprawdzić puls, ale na pokład aportowała się ostatnia osoba i zaraz po tym padła na pokład, więc stan już wylegujących się na ziemi, stał się dla niego mniejszym priorytetem.
Zmieszany podniósł spojrzenie za dźwiękiem, spoglądając na Longbottoma, a w naturalnym tego następstwie na Brennę, która wystrzeliła do brata. Zaraz jednak uderzył go ból, wdzierając się do głowy niczym fala i obmywając go starannie. Skrzywił się, ale sam nie był pewien czy na nieprzyjemne uczucie, czy na to co wykwitło dookoła i kiedy zdał sobie sprawę z tego, że była to aura tego miejsca. Czarna i kłębiąca się, która mimo wszystko sprawiła, że poczuł ukłócie lęku. Chyba nigdy w swoim życiu nie widział miejsca tak przesiąkniętego na wskroś ciemną energią i niczym więcej. Przez moment wodził spojrzeniem po pokładzie, rozpaczliwie wręcz szukając czegoś w sferze aur, co nie byłoby tylko czernią. W końcu jednak ponownie przeniósł wzrok na Brennę, pierwszy raz bezpośrednio i szukając jej spojrzenia od kiedy znaleźli się na wodzie, z wyraźnym niepokojem, niezrozumieniem, ale też i... ulgą, kiedy tylko doszło do niego, że wciąż była przytomna.
- Nic ci...? - zdał sobie sprawę, że Bones też trzymała się na nogach. - Nic wam nie jest? - zapytał, podnosząc się znad przypadkowej osoby i robiąc parę kroków w ich stronę, po drodze pochylając się nad Laurentem, Anthonym i Stanleyem, żeby sprawdzić ich puls. Potem jednak zrobił to samo z innymi, chcą mieć pewność, że wszyscy tylko śpią.
- To miejsce jest całe skąpane w czarnej aurze. Pokład, ludzie. - rzucił w odpowiedzi na słowa Brenny, nie wiedząc co innego mogłaby mieć na myśli. - Pulsuje w ich rytm... - wskazał na ludzi, wyraźnie skonsternowany. Bezradny. - To niemożliwe żeby wszyscy ci ludzie mieli takie same aury, tak jakby zestrajali się ze statkiem. Nie jestem pewien czy powinniśmy ich ruszać, póki nie wiemy co im jest.

Percepcja
Rzut N 1d100 - 9
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 47
Slaby sukces...
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#24
19.08.2023, 22:03  ✶  

- Myślisz, że da się zatopić statek kilka razy? - Spojrzała na Erika zaskoczona. Nie sądziła, żeby to było możliwe, chociaż z magią przecież różnie bywało. Może jego sugestia faktycznie miała sens? Statek nie wyglądał na szczególnie stabilny, nie przeszkadzało jej to jednak w niczym. Nie powinni się tutaj potopić, nie w takim wybornym towarzystwie. Uśmiechnęła się jeszcze do Longbottoma bo docenił jej ubiór i to, jak przygotowała się do tej wyprawy. - Oczywiście, na safari, na lodowiec, gdziekolwiek byście mnie nie zabrali, to znajdę odpowiedni strój w swojej szafie. - Dodała jeszcze, skoro już rzucił takie pytanie. Yaxley podróżowała po różnych miejscach, w poszukiwaniu magicznych stworzeń także faktycznie była gotowa na wszelkie warunki atmosferyczne. Nie ma zmiłuj.

Poczuła ramię zaciskające się na jej ramieniu nim zdążyła się aportować. Był to Tony. Spojrzała na niego troskliwie, to miłe, że się o nią martwi, chociaż nie było to zasadne. Ona sobie radziła, zawsze. Lepiej, lub gorzej. Ryzyko miała we krwi i penetrowanie jakiegoś statku widmo nie było jej straszne. - Oczywiście, zresztą powinieneś wiedzieć, że nie tak łatwo mnie zabić i Ty też, też na siebie uważaj, uważajcie. - Dodała, bo przecież Stanley też z nim szedł. Mrugnęła jeszcze do Anthony'ego porozumiewawczo nim teleportowała się na pokład statku.

Udało jej się znaleźć na statku. Wylądowała całkiem zgrabnie. Rozejrzała się od razu uważnie. Wszędzie były ciała. Nie tego się spodziewała, ale też nie zrobiło to na niej aż takiego wrażenia. Widziała już w swoim życiu gorsze rzeczy. Zdziwiło ją jedynie to, że te ciała wyglądały, jakby znalazły się tutaj przed chwilą, co było zastanawiające zważając na to, że łajba wyglądała na taką, która swoje przeszła. Może to byli tacy ludzie jak oni? Ciekawscy, którzy chcieli odkryć tajemnice Perły morza.

Nie zdążyła zbyt dokładnie rozejrzeć się po okolicy. Nagle ją zamroczyło, nim jednak to się stało miała wrażenie, że coś zobaczyła. Próbowała się odwrócić, tyle, że nie zdążyła. Na pewno był tutaj jakiś stwór, zaraz ich zeżre. Ostry ból głowy ją zaatakował. Nie miała pojęcia, co się dzieje. - Poooooo - Starała się jeszcze z siebie wydusić, ale nie udało jej się dokończyć. Czuła, że spada, że nie panuje nad swoim ciałem, a później była tylko ciemność.



Rzut PO 1d100 - 72
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 39
Slaby sukces...
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#25
19.08.2023, 23:40  ✶  

Spodziewała się wielu rzeczy, jakie można zobaczyć na pokładzie statku-widmo, który jakiś czas temu wynurzył się spod wody. Spodziewała się martwych ryb, smrodu zgnilizny, lepiących się do wszystkiego oślizgłych wodorostów, charakterystycznego zapachu stali i zbutwiałego drewna. Cholera, spodziewała się nawet ciągnącego się smrodu czarnej magii, bo jakież to inne diabelstwo mogło wpłynąć na pojawianie się i znikanie statku, albo też na to, że niektórych ludzi tutaj ciągnęło. Ale na pewno nie spodziewała się pokładu wyściełanego ciałami. Ludźmi w różnym wieku, różnej płci. Victoria rozglądała się, ale nie widziała żadnej cechy wspólnej, prócz tego, że po prostu tam leżeli. Nie cuchnęło śmiercią, zresztą… oddychali. Spali? Wyglądali, jakby byli na granicy śmierci. Czy ona też tak wyglądała, gdy padła w rozpalony ogień Beltane?

Poszukiwanych dzieci jednak nigdzie nie widziała. Biorąc zaś pod uwagę liczbę ciał – pomoc i tak im się przyda.

Victoria w pierwszej chwili poczuła ostry ból głowy.

- Nie, nie teraz… – jęknęła, nieco przerażona i przekonana, że to kolejny atak wspomnień, które nie należą do niej. Wtedy potrafiły się dziać naprawdę różne rzeczy – z urojeniami na czele. To nie był dobry moment. To nie był dobry moment! Złapała się oburącz za głowę. I wtedy zobaczyła jak Erik upadł na pokład. Victorii też zakręciło się w głowie, obraz pociemniał, zafalował. Próbowała z tym walczyć. Zawsze próbowała z tym walczyć, a wtedy ten nieznośny ból głowy się powiększał. Dzisiaj miało być jednak inaczej. Dzisiaj zrobiło jej się po prostu słabo. Widziała jak upadają kolejne osoby – i nic nie mogła na to poradzić, nie mogła nikomu pomóc. Sama… też uderzyła kolanami o pokład.

Sama też straciła przytomność.


Rzut O 1d100 - 23
Akcja nieudana

Rzut O 1d100 - 79
Sukces!
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#26
20.08.2023, 00:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2023, 14:30 przez Erik Longbottom.)  

Pokiwał głową na pytanie Geraldine. Interesował się ostatnimi czasy łódkami, ale nie tak dużymi, jak ta którą mieli odwiedzić. Wpadło mu jednak w ręce kilka ciekawych informacji... Niektóre okręty można było zakląć do tego stopnia, że mogły służyć jako prywatne łodzie podwodne. Niektórzy mogliby powiedzieć, że był to doskonały przykład tego, że bogaci mogli sobie pozwolić na ekstrawagancje, jednak Longbottom widział to z nieco innej strony. Mobilna baza Brygady Uderzeniowej. To brzmiało dobrze, prawda? Zmarszczył lekko brwi. Czy ten statek był zaklęty w podobny sposób, ale niezbyt dokładnie?

— Lato ledwie się zaczęło — zapowiedział z niemrawym wyrazem twarzy, kierując swe słowa do Anthony'ego. — A kto wie, może okazja trafi się szybciej, niż się wszystkim wydaje.

Chciał być miły. Czy była to jednak zapowiedź wielkiego letniego bankietu na terenie posiadłości Longbottomów? Raczej nie. Raz, że w związku z wydarzeniami na Beltane atmosfera w rezydencji nie należała do najlepszych, zwłaszcza po kameralnym pogrzebie krewniaka, a dwa... Brenna angażowała się w organizowanie tego typu przyjęć.

A z tego, co zauważył Erik, jej kalendarz zdawał się być wypchany po brzegi. Może pod koniec sierpnia lub na początku września? A może inna rodzina weźmie na siebie to brzemię, pomyślał przelotnie. Może i Longbottomowie byli w ostatnim czasie najbardziej otwarci, jednak nikt nie bronił Blackom, Bagshotom czy Potterom zorganizować podobnego wieczorku dla wybranych, czyż nie?

Erik cierpliwie czekał, aż reszta pasażerów teleportuje się na większą łódkę. Zaowocowało to tym, że w przeciwieństwie do reszty tej zbieraniny nie zobaczył jako pierwszy grupy nieprzytomnych ludzi na pokładzie... Za to usłyszał wołania Brenny. Te jednak – stłumione przez lekki wiatr i odległość – zasugerowały mu, że mogą bezpiecznie iść dalej. Więc co zrobił Erik? Oczywiście teleportował się na pokład.

— Co się... — zaczął, gdy zdał sobie sprawę, że tuż obok jego stopy znajduje się czyjaś twarz. Po chwili pociemniało w oczach i zatoczył się na ziemię, a w jego głowie zapanowała... Pustka.


Aktywność fizyczna: Rzut obowiązkowy x2
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#27
20.08.2023, 21:11  ✶  
Cisza i spokój. Tyle że tak naprawdę było zbyt cicho i zbyt spokojnie, żeby się spodziewać, iż na statku znajdowało się jedno wielkie nic. Taka cisza wieszczyła jedynie kłopoty i naprawdę, gdyby Brenna po prostu się nie aportowała, to Mavelle z ostrożności wolałaby obrać bardziej konwencjonalną drogę – choćby po to, żeby nie wpierdzielić się znienacka w jakąś dziurę. Albo…
  … ciało.
  Wzdrygnęła się w duchu – na dobrą sprawę niewiele brakowało, żeby teleportowano się na kogoś, a skutki tego… wyobraźnia podsunęła nazbyt żywy obraz. Brr. Ale tak, nie stała jak kołek, tylko natychmiast podbiegła do mar-, nie, jednak tylko nieprzytomnych, jak mogła się przekonać, gdy kucnęła obok najbliższego ciała i odkryła, że zdecydowanie dusza jeszcze nie uciekła do Limbo.
  Kolejne aportacje. Narastający niepokój, bo przecież – patrząc po tych wszystkich nieprzytomnych – to wyglądało jakby… szlag, to się znowu działo. Na ich oczach. Nie, nie, nie… nawet nie biegła, po prostu ponownie się teleportowała, na krótki dystans, dopadając wręcz rozpaczliwie do Danielle. Nie. Nie mogła się magicznie rozmnożyć, dopaść do każdego w jednej chwili, ale… wyglądało na to, że Dani żyła. Tylko… spała? Tak jak i ci, których dostrzegła natychmiast po przybyciu. W morzu strachu pojawiła się iskra ulgi.
  Kolejna iskra – nie, fala wręcz - pojawiła się, gdy uniósłszy głowę odkryła, że jakimś cudem nie tylko ona utrzymała się na nogach. Brenna też. I Atreus.
  - Nic – zapewniła krótko, łapiąc na krótko pewną myśl. Dlaczego tylko ich nie dosięgnęła ich ta… klątwa? Zaklęcie? Aura tego miejsca? Cokolwiek? Pytanie pojawiło się w myślach równie szybko, jak zniknęło, rozmywając się w tępym bólu głowy.
  - Brennie, to się chyba znowu dzieje... – prawie szepnęła, unosząc dłoń do skroni. Cholerny ból. Czy zaraz miało uderzyć wspomnienie? Czy znowu miała zemdleć? Nie wiedziała, ale to była tak bardzo nieodpowiednia chwila, a już minęło tyle czasu od ostatniego razu, że zaczynała mieć nadzieję, iż nie stanowi już zagrożenia dla nikogo.
  A tu jednak…?
  Dlatego nie wstała, jeszcze nie – jak już upadać (czego właśnie się spodziewała), to jednak lepiej z mniejszej wysokości.
  - … co? – i trudno orzec, czy to był „komentarz” do czarnej aury czy też pytanie, co niby miała zobaczyć...

Percepcja
Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#28
23.08.2023, 22:16  ✶  
Aurowidzenie mogło być jednocześnie przekleństwem (o czym dobitnie przekonała się w szpitalu, tuż po ataku na sabat) jak i darem. Dziś chyba śmiało mogłaby uznać go za dar - nie dosyć, że z zainteresowaniem obserwowała nici powiązań swojej kuzynki (swoją drogą, czemu tak bardzo nie lubiła jednego z Borginów?), tak za pomocą trzeciego oka zorientowała się, że statek, niczym uderzenia serca, tętnił ciemną, jeżącą włos na głowie aurą. Mimowolnie wzdrygnięła się od tego, a ból głowy sprawił, że wykrzywiła twarz w grymasie. Już miała otworzyć usta, by wszystkich poinformować o tym, co  spostrzegła, w końcu każda informacja, nawet pozornie błaha, w połączeniu z innymi drobiazgami mogła okazać się istotna, wręcz przełomowa. Nie zdążyła niestety - bezwładnie i zupełnie niespodziewanie osunęła się na pokład.

Aktywność fizyczna
Rzut O 1d100 - 36
Akcja nieudana

Rzut O 1d100 - 8
Akcja nieudana


let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#29
25.10.2023, 00:58  ✶  
Zaledwie kilka sekund wcześniej na pokładzie statku znajdowało się trzynaście przytomnych osób i kilkanaście nieprzytomnych. Teraz pozostała jedynie trójka przytomnych, ale przybyło aż jedenaście kolejnych nieprzytomnyc. Stanley i Anthony Borginowie, Victoria Lestrange, Erik Longbottom czy Geraldine Yaxley nie byli byle mugolami, a jednak również ich sięgnęła nieprzyjemna magia tego miejsca. Laurent Prewett i Danielle Longbottom coś dostrzegli, ale chociaż widzieli więcej, polegli tak samo szybko jak Avelina Paxton lub wspinający się na końcu Augustus Rookwood. Tak jakby umiejętności nie miały żadnego znaczenia w starciu z siłą, która tu panowała. A przy tym wszystkim, przy tych ułamkach milisekund, gdy Brenna, Atreus i Mavelle jeszcze nie zdążyli zareagować, a Brenna jeszcze nie zdążyła rzucić się ku bratu, w uszy mogła ich uderzyć złowróżbna cisza. Kompletna, straszna, zupełnie nienaturalna. Martwa?
Podobno marynarze najbardziej obawiali się martwej ciszy. Ten statek właśnie w takiej tonął. Otulała go z każdej strony i kryło się w niej o wiele więcej niebezpieczeństwa, niż można by było pomyśleć na pierwszy rzut oka. Brak wiatru sprawiał, że statek wydawał się stać nieruchomo w jednym miejscu. A jednak przecież płynął. Za każdym razem, gdy wynurzał się z wody płynął dokładnie tą samą trasą i tonął w wodzie, najprawdopodobniej, w dokładnie tym samym miejscu. Ale brak mew, brak uderzających o burtę fal, brak odgłosów życia… To miejsce przypominało ponury cmentarz.
Również nieprzytomni leżący na pokładzie byli niepokojący. Kompletnie się nie poruszali. Mieli odwodnione ciała i pobladłe, wycieńczone ze zmęczenia ciała. Niektórzy zdołali już dorobić się bolesnych odleżyn. Oddychali słabo, w nienaturalnie miarowym, powolnym tempie, który dla mniej wprawionego oka wydawał się, po prostu niedostrzegalny. Byli jakby zawieszeni na granicy życia i śmierci, w tym szczególnym momencie, z którego jedynie krok do przodu lub do tyłu sprawiał, że dusza pozostawała w swojej ziemskiej skorupie albo odchodziła w zaświaty. Dotykając Erika, Brenna poczuła, że zrobił się gliniasty, kompletnie przelewający się jej przez ręce. Każdy z leżących na pokładzie dokładnie taki był, jakby statek odbierał im nie tylko przytomność umysłu, ale też wiotkość mięśni lub – choćby szczątkową – wolną wolę. Pochłonięci w osobliwym śnie, czekali albo na śmierć, albo na ratunek.
Koniec końców, wszyscy tu obecni, przytomni czy też nieprzytomni, mieli limit czasu na to, by wyrwać się z zesłanego im na głowy snu i przerwać klątwę. Ten limit czasu wynosił kilka godzin.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (1111), Atreus Bulstrode (733), Augustus Rookwood (678), Avelina Paxton (764), Brenna Longbottom (1077), Danielle Longbottom (446), Erik Longbottom (706), Geraldine Greengrass-Yaxley (832), Laurent Prewett (849), Mavelle Bones (633), Norvel Twonk (1798), Sebastian Travers (473), Stanley Andrew Borgin (763), Victoria Lestrange (707)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa