Cisza, wilgotność i słone powietrze. Sprawiało, że przez jej ciało przebiegł dreszcz strachu. Zauważyła, że Danielle była cicha, ale rozumiała ją. Miała ochotę ścisnąć jej dłoń pokrzepiająco. Miała czasami wrażenie, że jej przyjaciółka zamienia się właśnie w Avelinę Paxton, że leci w jej tryb życia i nie jest już tą samą Danielle, ale to nic nie zmieniało. Ave nadal ją kochała i zawsze starała się być dla niej oparciem. Na jej słowa o deszczu tylko się uśmiechnęła. Sama nigdy nie była gadatliwa, wiec dziewczyna powinna to rozumieć jak nikt inny. W głębi duszy nawet czuła się pewniej, że jej przyjaciółka tu była, ale obawy i tak nie znikały. Bała się, że była to jakaś pułapka, coś na kształt klątwy, coś co sprawi, że wszyscy tu zginą i nikogo nie da się uratować.
Gdy przeniosła się na statek i rozejrzała poczuła ukłucie strachu w piersi, wydała z siebie zduszony okrzyk, najpierw ją sparaliżowało, a potem dostrzegła swoją znajomą, po którą tu przyszła. Rozejrzała się po innych, spojrzała na Brenne, aby zobaczyć co robi i myśli, weszła tu pierwsza, może zdążyła dostrzec coś więcej, a potem skierowała wzrok na Danielle. W końcu postanowiła podbiec do znajomej wili, aby sprawdzić, czy żyje, czy jest cała i czy zdoła ją stąd wydostać, a może nawet obudzić. Chciała wspomnieć, że nie ma dzieci, chciała spojrzeć na innych towarzyszy, chciała zobaczyć co myślą i czują, ale wtedy zaczęło się jej kręcić w głowie, ciemnieć przed oczami, zrobiło się nagle duszno, ohydnie i nieprzyjemnie. Chciała powiedzieć Danielle, że coś jest nie tak, że źle się czuje, ale nie zdążyła. Poleciała już na ziemię tracąc przytomność.
Akcja nieudana
Sukces!