Tutaj można się było burzyć. No bo jak to, zaręczony a nie podzielił się nowinami ze Stanleyem? Znaczy - nowinami, że poderwał super dziunię i postanowił się jej oświadczyć. Kto jak kto, ale Stanley najlepiej wiedział, że Sauriel był od lat w związku, ale bynajmniej nie z żadną kobietą. I nawet nie z whiskey. Tylko ze swoją gitarą. Szanse na to, że z kimkolwiek by ją zdradził były poniżej minimum. A tu proszę bardzo! Victoria mu spadła z nieba i tak sobie już została.
- Pod kontrolą? Kontrolujesz? - Stanley bardzo chciał, ze swoją manią, żeby wszystko było idealnie i na miejscu. To wymagało kontrolowania, nie da się ukryć. Natomiast jak to wychodziło było widać przy poprzednim sadzeniu nasion. Stanley zrobił dwa, a Sauriel czternaście w tym czasie. Więc teraz mówił to z pełną powagą, ale robił sobie podśmiechujki z przyjaciela. Bo już widział, jak tego wieczoru WSZYSTKO będzie pod kontrolą. A raczej - nie widział. Ale to nie ważne. Było miło! To było dla niego najważniejsze.
Spojrzał na Victorię z takim "serio?" wymalowanym na twarzy, kiedy powiedziała o tej cytrynie i wódce. Zmrużył oczy, ściągnął brwi. Ewidentnie coś mu tutaj śmierdziało i nie był to alkohol. Ani Stanley. Bo on sobie palnął tak o z tym alkoholem, właściwie to jedyne co go mogło ewentualnie martwić to to, że Stanley je podleje a te sobie zemrą. No tego by mu chyba nie wybaczył. Także gotów był się wycofywać ze swoich słów, żeby nie zamienić tej cudnej przyjaźni w nienawiść aż po grób. Okazało się, że Victoria tutaj wyniosła ogórki do rangi NADwarzyw. No bo come on, warzywa podlewane whiskey? To brzmiało jak... jak..! Jak strata pieniędzy. Tak, to w zasadzie brzmiało jak strata pieniędzy.
- No kurwa. - No ja nie ściągnę? Ja nie dam rady? Co prawda ogórki to był w sumie tylko pretekst. To znaczy... nie to, żeby nie zależało mu na ogóreczkach tak jak Stanleyowi (a nie zależało), ale uznał, że to na tyle świetna zabawa, że musi po prostu podzielić się tym z Victorią. Dobra, macie rację, chciał też pomóc Stanleyowi, no chciał! Chociaż wydawało mu się, że pewnie mężczyzna to przestrzegał tych wszystkich zasad podlewania tych ogórków, w jakiej temperaturze miały przebywać, naświetlenia i wszystkich innych pierdół bardziej niż ksiądz dekalogu. Nic dziwnego, że wyrosły ogórasy (na razie chyba nie ogry). - A to... czymś się podlewa specjalnym ogóraski? - Znaczy - oprócz wody. I oprócz tego, że będą je podlewać whiskey. Podsunął grzecznie swoją szklaneczkę Stanleyowi. To pytanie już, rzeecz jasna, skierował do Victorii. W przeciwieństwie do następnego...
- Czy ogórek to kwiat cięty? - I tutaj już z jakiegoś powodu spojrzał nie na Victorię, tylko na Stanleya, jakby to on miał znać tę odpowiedź. - Teraz ma kwiatki, to jest kwiatem? - Chyba nie, w tamtej wielkiej, magicznej księdze, która była całkowicie normalną księgą, ale dla takich dwóch tłuków, którzy o roślinach wiedzieli tyle, co nic, to nawet była całkiem magiczna.
- Bo bez pracy nie ma pracy, ay. - Zawtórował mądrym powiedzonkiem, stuknął się po wiejsku ze Stanleyem, chlusnął sobie do gardła na raz i odbił się od stołu, żeby podejść do Victorii i zobaczyć, jak tam te oględziny idą. Złapał też łopatę, wyjął ją z ziemi i spojrzał sam na te warzywiska.
- I jak, Pani Inspektor? Bedzie? - Ujdą czy nie ujdą? Bogowie, oby uszły! Bo przecież Stanley by posiwiał... Sauriel uśmiechnął się paskudnie i tylko brakowało mu teraz różków i ogonka. O jakby powiedziała, że wszystko do kosza, ohoho... Tak lekko tyknął Victorię, żeby nawiązać z nią porozumienie wzrokowe. No kto tutaj mógł wkręcić pana Mulcibera Borgina lepiej niż ona?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
![[Obrazek: smart.gif]](https://media.tenor.com/KgXGC608E3wAAAAM/smart.gif)