• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[14.06.72, wieczór] Złamane więzi

[14.06.72, wieczór] Złamane więzi
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
07.09.2023, 20:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 22:53 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Florence czekała na Sauriela i Victorię pod swoim gabinetem, tym samym, w którym byli ostatnio, ale po przywitaniu nie zaprosiła ich do środka. Zamiast tego poprowadziła ich szpitalnym korytarzem w głąb budynku, do części skrzydła, gdzie „wychodzący” pacjenci nie mieli wolnego wstępu.
Łamanie bardziej skomplikowanych klątw było delikatnym procesem, podczas którego Bulstrode nie chciała być rozpraszana. A tego dnia miała podjąć się złamania czegoś, co nawet klątwą nie było. Było czymś… nowym. Innym. Na pewno bardzo silnym i bardzo skomplikowanym. Wierzyła, że próba złamania rytuału jest bezpieczna… ale tylko jak długo zostanie przeprowadzona poprawnie i nikt nie zakłóci jej przebiegu.
Być może Florence powinna być tym zdenerwowana, ale zdawała się doskonale spokojna. W istocie pod płaszczykiem tego opanowania kryła się lekka ekscytacja, bo jeżeli szło o klątwołamanie… To Bulstrode naprawdę lubiła uczyć się nowych rzeczy, a to było coś nowego. Nieznana magia. Rytuał powiązany z Beltane i jeśli wierzyć opowieściom kapłanów: z samą mocą bogini.
- Bardzo proszę tutaj – powiedziała, otwierając drzwi jednego z pomieszczeń. Było niemalże puste, jedynie pod jedną ze ścian znajdowała się szafka, a w niej różnego rodzaju zioła i inne akcesoria, potencjalnie przydatne podczas klątwołamania. – Rozumiem, że świece są przygotowane? Proszę ustawić je na środku pomieszczenia w kręgu.
Florence poczekała aż oboje wejdą do środka, po czym uniosła różdżkę, by zablokować drzwi. Zdecydowanie nie chciała, aby ktoś wszedł tutaj podczas procedury. Oczywiście, zwykła alohomora wystarczyłaby, gdyby ktoś upierał się wejść albo wyjść, ale takie drobne zabezpieczenie powinno zagwarantować im spokój.
– Wyjaśniając procedurę. Usiądą państwo w środku. Odpalę świece i przystąpię do próby przełamania więzi. Powinno zająć to od pięciu do maksymalnie dwudziestu minut. W tym czasie mogą się państwo ruszać, ale nie wolno wyjść z kręgu i nie należy odzywać się bez potrzeby. Jeżeli pojawią się jakiekolwiek nieprzyjemne sensacje, jak zawroty głowy, mdłości albo ból, proszę mnie o tym poinformować – wyrecytowała spokojnym, rzeczowym tonem, odwracając się do nich i mierząc uważnym spojrzeniem. Nie pytała, czy są zdecydowani i nie zmienili zdania, bo zakładała, że gdyby tak było, po prostu by się nie pojawili. – Jakieś pytania? Panno Lestrange? Panie Rookwood?
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#2
08.09.2023, 12:55  ✶  

- W końcu... - Odetchnął, uśmiechając się do Victorii w ten sposób, że wyglądał na takiego cwaniaczka, któremu udało się ugrać swoje. Ale to nie było "ugranie jego" i tak o tym nie myślał. Chociaż na pewno by naciskał na Victorię, żeby się tego pozbyli, bo to naprawdę nie było bezpieczne. Szczególnie dla jej zdrowia. I dla zdrowia otoczenia Sauriela też. - Będzie z głowy, będziemy mieli spokój. - Naprawdę go to cieszyło. Ona będzie spała, on się nie będzie tym martwił, nie będzie już czuł tej nieznośnej walki z samym sobą. Trzeba było tylko brać poprawkę na to, że może być dziwnie przez... jakiś czas. Florence przynajmniej tak zapowiadała.

Religia, duchy, bożki, mistyczne moce - to wszystko były rzeczy, które dla Sauriela były jakąś ściemą mającą kontrolować wierzących. To znaczy jasne - duchy istniały to było niezaprzeczalne. Ale cała reszta? Wierzyć w to, że ten rytuał był związany z jakąś boginką, że to wszystko... nah. Nie. Po prostu nie. Dla niego to było upierdliwe zaklęcie, które czepiło się jego i Victorii. Zaklęcie, które należało po prostu złamać. Złam, wyjdź, zapomnij - oto, czego oczekiwał od tego spotkania. Jedyną rzeczą, jaka go kuła to tylko i wyłącznie to, że to Victoria chciała na to wykładać pieniądze. W zasadzie to nie tylko chciała, ale i to zrobiła. Bo Sauriel to mógł chcieć je posiadać, ale fakt był taki, że oszczędności to się nie dorobił nigdy, bo te pieniądze przepływały przez jego ręce i równie szybko się rozchodziły. Na naprawdę różne rzeczy. Nie chodziło nawet o rozrzutność.

Przywitał się z łamaczką klątw i poszedł za nią do pomieszczenia, które miało być do rytuału przygotowane. Jego zaufanie do takich rzeczy było tylko trochę lepiej usytuowane niż niewiara w te wszystkie bzdury pokroju religii czy wróżenia. I jasne, było to interesujące, ale nie to, żeby w to wierzył! Natomiast w to, że skutki tego rytuału można było złamać wierzył całkowicie. Rzadko tutaj bywał. W szpitalu. Nie dlatego, że rzadko miał kłopoty, bo blizny na jego ciele mówiły same za siebie. Rzadko miał kłopoty, których wyjaśnienie w tym miejscu byłoby proste. To i się rozglądał.

- Ay... - Mruknął w odpowiedzi, kiedy kobieta zapytała o świece i wyciągnął je z torby, żeby ułożyć... na środku. I tylko tak spojrzał pytająco, czy to tak? Czy w kwadracie? Czy tak na okrągło mogło być? A może szerzej, a może nie tu? Ale ustawił w kręgu. Natomiast miał bardzo dużo pomysłów, JAK w kręgu je poustawiać. Zdał się na te najbardziej "książkowe" ułożenie.

Cały proces był wyjątkowo niejasny i mglisty, a dodając do tego, że Sauriel w rytuale żadnym nie uczestniczył to powodowało to dyskomfort sam w sobie. Tym nie mniej tak - instrukcja była jasna i klarowna jak słońce. I to niekoniecznie to, które spala na popiół. Sam konkret, bez pierdoletto. Najwyraźniej nie wymagał to całej nocy śleczenia tutaj, czego się obawiał. Nie dlatego, że mu się śpieszyło, ale dlatego, że sobie nie wyobrażał usiedzenia dupskiem w jednym miejscu przez taką ilość czasu. Pierdolca by dostał. Pocieszające też było to, że najwyraźniej nie wymagało to od nich żadnego udziału, żadnego... cholera wie czego. Śpiewania, kurwa, mantr. Jakby tak było to szkoda, że nie wziął gitary. Na szczęście - nie. Pokręcił więc głową na znak, że pytań żadnych nie miał. Skierował się do kręgu i usiadł w nim. Znowu tak pytająco patrząc, czy tutaj jest okej, czy może przesunąć się o dwa milimetry w prawo. Chuj wie? Może to miało znaczenie?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#3
08.09.2023, 21:01  ✶  

Nie czekała na to z taką niecierpliwością jak Sauriel. Owszem, doskwierała jej ta więź, czasami bardziej, czasami mniej, ale tak jak już powiedziała Rookwoodowi: miała na głowie dużo większe problemy niż to. Zresztą… Większość swoich odczuć, jakie to połączenie wytworzyło, zostawiała dla siebie i nie robiła żadnego dramatu. Zazdrość, poczucie niebezpieczeństwa… To ciągle było, bo Sauriel był jaki był. „To przecież nic nie znaczy” powiedział jej któregoś razu – ale nie była to prawda. Dla niego nic to nie znaczyło, ale nie dla niej. Ale nie mówiła nic. Bo jakie miała do tego prawo? Czasami poddawała się tej więzi, kiedy Sauriel był obok niej; pozwalała sobie go przytulić, albo… albo potrzymać za rękę – ale to było tylko raz. Nie czekała na to z niecierpliwością, ale mimo tego miała nadzieję, że skoro już się podjęli tematu, to uda się to ściągnąć – choćby dla spokoju ducha Sauriela. I że obejdzie się bez skutków ubocznych, bo jeśli teraz przez tydzień będzie miała złamane serce przez coś, co nie istniało, to chyba strzeli sobie czymś w łeb żeby przeczekać.

I oczywiście, że to ona wykładała pieniądze. Nawet tego nie odczuła. A Sauriel chyba nawet nie zdawał sobie sprawy jakimi sumami ona w ogóle operuje na swoim koncie w Gringottcie. Tak po prawdzie… To sama nie wiedziałaby tego, gdyby w ostatnim czasie nie zajmowała się zabezpieczaniem tych pieniędzy w kolejnych skrytkach, by maksymalnie utrudnić ich przejęcie przez upartych Rookwoodów, albo z powodu innego wypadku. Więc dzięki temu miała większe pojęcie o liczbach, a i tak wcale do końca pewna ich nie była. Nie musiała. Fortuna była na tyle duża, by nie musiała pracować do końca życia, mogłaby tylko wyglądać i pachnieć, żyć w luksusie i jeszcze zostałoby jej tego mnóstwo – bo sama raczej oszczędnie z pieniędzy korzystała. Wiedziała też, że Sauriel ich wcale wiele nie miał, więc sytuacja wydawała się oczywista, że to ona płaci – nie widziała w tym żadnego problemu.

Weszła do pomieszczenia, do którego zaprowadziła ich Florence. Po korytarzach, w przeciwieństwie do Sauriela, się nie rozglądała – jedyne co, to zauważywszy jak mu się szyja kręci, w którymś momencie uśmiechnęła się do niego krótko. Chęć złapania go za rękę zwalczyła. W pokoju swoją torebkę zostawiła gdzieś w kącie, by coś, co tam trzymała, nie zakłóciło kręgu i rytuału. I to samo zaproponowała też Saurielowi. Oczywiście, że się nie rozmyślili.

Przez moment przyglądała się świecom, jakie wyciągnął Rookwood, jak ustawiał je zgodnie z poleceniem Florence. Później zresztą z uwagą wysłuchała klątwołamaczki.

– Nie, żadnych – odparła, zgodnie zresztą z prawdą, bo do czego tu mieć pytania… O efekty nie było co pytać, bo już wiedzieli, że to metoda eksperymentalna. Usiadła więc zgodnie z poleceniem, po turecku, bo tak było najwygodniej, naprzeciwko Sauriela i ponownie się do niego uśmiechnęła leciutko. Bardziej gotowi już chyba nie będą.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
09.09.2023, 12:13  ✶  
Florence nijak nie skomentowała ustawienia świec przez Sauriela. Poprawiła wprawdzie jedną z nich ruchem różdżki, ale nie dlatego nawet, że takie ustawienie było nieodpowiednie - ot ta była odrobinę nierówno w stosunku do innych, a Florence nie lubiła takich odstępstw od normy. Nie powiedziała też niczego, gdy usiedli w środku, bo nie sądziła, aby ich pozycja miała jakiekolwiek znaczenie. Może gdyby był tu jakiś inny klątwołamacz, stosowałby inną procedurę... Bulstrode zdecydowała się wybrać jednak tę, z którą była najlepiej zaznajomiona, modyfikując ją lekko. W podobny sposób łamała kiedyś klątwę miłosną i liczyła, że podziała i tutaj.
Inaczej byłaby równie rozczarowana, co oni. Nie tylko dlatego, że potrzebowała także złamać moc podobnego rytuału na samej sobie. Nie znosiła porażek. Mogła wybaczyć je innym, ale nie samym sobie.
– W takim razie zaczynamy – poinformowała tylko, po czym machnęła różdżką, wyczarowując maseczkę i nasuwając ją sobie na twarz. – Państwo mają wdychać zapach dymu – dodała jeszcze dla porządku, żeby przypadkiem nie pomyśleli, że chce ich potruć. (Chociaż akurat to Sauriel przyniósł świece i jeżeli był pewien dostawcy, raczej nie musiał spodziewać się jakichś podstępów.) Sama Florence nie mogła tutaj ulec rozproszeniu pod wpływem dymu i zapachu świec rytualnych, skoro jej rolą było przełamanie zaklęcia.
Klątwy Voldemorta? Błogosławieństwa bogini, niechętnie przyjętego przez tak wielu śmiertelnych (i tych nieco mniej śmiertelnych?).
Ustawiła się za plecami Sauriela, a potem zaklęciem odpaliła pierwszą świeczkę. Wyszeptała inkantację i przesunęła się dalej, ruchem przeciwnym w stosunku do wskazówek zegara. Teraz nie tkali nowej magii, a chcieli odwrócić jej skutki, przywrócić wszystko do stanu, w jakim było to dawniej. Poruszała się powoli, odpalając po kolei świece, przy każdej szepcąc cicho słowa zaklęcia. Jakąś minutę później pomieszczenie zaczął wypełniać zapach dymu. Siedząc w kręgu pośród niego zdawało się, że wszystko co jest za granicą świec znika, zamazuje się – i Sauriel widział wyraźnie tylko Victorię, a Victoria tylko Sauriela. Byli trochę odurzeni, ale właśnie: trochę. Nie na tyle, że nie daliby rady wstać i wyjść, gdyby tak postanowili, ale na tyle, by myśli plątały się nieco. Sylwetka Florence traciła kontury i barwy, kiedy klątwołamaczka poruszała się na zewnątrz kręgu. Coś szeptała, chyba jakieś inkantacje, ale robiła to cicho… a może tylko i głosy stawały się mniej wyraźne, pod wpływem dymu kadzideł? Dymów, które w pewnym momencie zaczęły się jakby poruszać, nie unosić już w górę, nie umykać na boki, a owijać wokół Sauriela i Victorii, tańczyć wokół niech.
Przez moment Lestrange mogłaby przysiąc, że widziała Sauriela, wchodzącego na pal.
Przez chwilę Sauriel widział wianek w jej dłoniach.
Ale to mogło być tylko złudzenie.
Świece wygasły. Dym znów stał się tylko dymem.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#5
09.09.2023, 15:39  ✶  

Odpowiedział nawet na uśmiech Victorii, zadowolony z tego, jak jest, że tu są, że będzie ten temat za nimi. Ona przed chwilą zwalczyła chęć złapania go za rękę, a on zwalczył chęć złapania świeczki, którą Florence przestawiła, żeby ją przestawić jeszcze dalej. Żeby w ogóle już było wszystko nierówno, najlepiej tę drugą świeczkę też. By królowała tutaj asymetria. Dzienne? Jeszcze jak! Nawet sobie nie wyobrażacie, jaka to była wielka pokusa, za to na pewno łatwo sobie wyobrazić, jak "nerwowo" i intensywnie się przez moment w tę świeczkę wgapiał. Napisałabym, że miał oczy jak pięciozłotówki, ale zawsze takie miał. Przez to, że były całkowicie czarne. Na szczęście tym razem odpowiedzią na pokusę nie było ulegnięcie jej, tylko odwrócenie swojej uwagi od tej chęci (złośliwej!) i zwrócenie jej na sam przebieg rytuału.

I tak, na sekundę zrobił większe oczy, jak Florence wyczarowała sobie maskę, żeby tego dymu nie wdychać i się naprostował, gotów się wykłócać co tu się dzieje. Wprowadzeni do mniejszego pomieszczenia, pustego, drzwi za nimi zostały zamknięte (a co, jeśli nie tylko "na klucz"? I teraz jeszcze siedzieli w tajemniczym kręgu, żeby wdychać coś jeszcze bardziej tajemniczego... Kuzynowi ufał, ale może zaraz ta wiedźma wyciągnie jakieś magiczne kadzidła?! Może chcą ich tutaj..! Nie, na szczęście nie. Więc znowu się trochę zgarbił. Wkradła się w niego duża niepewność. Nie dlatego, że jednak chciał się wycofać, tylko dlatego, że odkrył, jak bardzo nie ufa tej kobiecie. I w zasadzie to miał ochotę podwinąć ogon i stąd odejść w tempie przyśpieszonym. Kiedy ktoś w ciebie celuje różdżką chociaż wiesz, że możesz mu rozjebać mordę o bruk. Kiedy ktoś zapewnia, że chce ci pomóc i cię wprowadza w jakieś czary-mary, fiku-miku to rzeczy proste być przestają. Najgorsza jest pułapka własnych pragnień - kiedy chcesz czegoś tak mocno, że nawet przestajesz wyczuwać postępu, bo samego siebie nakręcasz na to, że się uda. Czy tak było w tym przypadku? Chyba nie. Chyba zupełnie niepotrzebnie wpadł w jakąś paranoję. Więc i się skrzywił... zastanawiając się przy okazji, jak konkretnie ma wdychać ten dym, kiedy nie oddychał... Czy to było coś, o co powinien zapytać? Pewnie zabrzmiałoby jak kąśliwa uwaga. W każdym razie - starał się... wąchać. Bo tylko to mógł zrobić.

Mimo to kiedy świat się zaczął rozmywać to było całkowicie przyjemnie.

Taka mała klitka, w której nic ci nie grozi, ale nie masz poczucia, że nie możesz z niej wyjść. To nie było więzienie - to było sakrum. Jak uświęcone miejsce, tylko nie było potrzeby maziać go święconą wodą. Niepokój, niepewność, brak zaufania się jakoś rozpływały. Chciało się temu poddać. Sauriel przysiągłby, że mógłby się zwinąć w kłębek i przysnąć. Blisko kolan Victorii, żeby ułożyć głowę na jej udach, albo chociaż obok. Tak bezpiecznie... I nagle nie żałował tego, co się wydarzyło. Tego, że był na Beltane i że przyjął ten wianek, a potem jak małpka wskoczył na to głupie drewno i go tam zawiesił. To było zabawne. Fajne. Tak samo jak to, kiedy mogli chwilę potańczyć do muzyki, jaka była tam grana. Szkoda, że tak nie mogło być codziennie. Bez strachu, bólu. Bez widma ciemności wiszącej nad głowami. To był piękny dzień, bo piękny był wtedy świat - malowały blaskiem słońca i świeżości wiosny...

Uczucie przeminęło, ale spokój pozostał, gdy świece zgasły. Chciał się odezwać, zapytać: to już? Nie zrobił tego. Powstrzymał się, pamiętając prośbę, by jednak nie rozpraszać skupienia Łamaczki Klątw. Oderwał jednak spojrzenie od Victorii, drgnął, by spojrzeć na Florence.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
10.09.2023, 01:50  ✶  

Znała się na rozpraszaniu magii, ale nie na łamaniu klątw, nie komentowała więc tego, w jaki sposób miały być ułożone świece, kiedy która powinna być zapalona, czy było równo, czy nie. Jej wewnętrzne feng-shui nie zostało zaburzone, bo świeczki były równiutko ustawione, a sama odetchnęła – była trochę zdenerwowana całym procesem. Głównie to miała nadzieję, że sprawa się nie pogorszy… Bo to byłaby prawdziwa tragedia. Może gdyby ich relacja to był prawdziwy związek, taki chciany przez obie strony, gdyby to nie było wszystko wymuszone… Może wtedy wcale nie szukaliby sposobu jak się tego pozbyć. Ale stało się. Dzień zaręczyn został dopełniony rytuałem, dla zabawy, dla chwili przyjemności i spędzenia czasu razem – nie było w tym żadnych podtekstów. Victoria do teraz pamiętała kwiaty, których użyła do wianka i ich symbolikę – czyste intencje, ufność… Nie miała złych zamiarów, kiedy wyciągała cięte kwiaty i splatała je w piękny wianek. Nikomu innemu zresztą by go nie zaplotła, nie wypadałoby, zwłaszcza w dniu zaręczyn.

Dym szybko zapełnił pomieszczenie, a Victoria odetchnęła głęboko, zgodnie z poleceniem go wdychając. Teraz to, co było poza kręgiem nie miało znaczenia, było tylko zamazanym mirażem. Jedyne, co widziała jasno i czysto, to Sauriel. Miała wrażenie, że leciutko kręci jej się w głowie, jakby wypiła dwa, trzy piwa, i jeszcze wszystko było dobrze, ale już tak nie do końca. Chciała wyciągnąć do niego ręce. Chciała spleść z nim palce. Uśmiechała się. Co właściwie najlepszego robiła? Przecież tak jak było, było dobrze. Miała wrażenie, że znowu słyszy bębny muzyki sabatu. Że widzi i słyszy trzask płonącego ogniska. Śpiewy, tańce – jaka była wtedy szczęśliwa, przez chwilę. Albo wtedy, gdy Sauriel… Widziała to teraz – jak wchodził na pal z jej pięknym wiankiem. Albo tylko jej się wydawało, że to widzi… To było… tylko wspomnienie. Uśmiechnęła się. To była piękna chwila. Piękny wieczór. Piękne wspomnienie, o którym przypominał pierścionek na serdecznym palcu – od tamtej pory nie ściągany.

Ogień przestał się palić, ale Victoria tego nie zauważyła. Tak jak tego, że obraz poza kręgiem przestał być taki zamazany, a dym po prostu szczypał w oczy i kręcił w nosie. Odetchnęła głębiej, wypuszczając powietrze przez usta, a potem powoli uniosła rękę, żeby przetrzeć sobie oko. Te dziwne sensacje zniknęły… I chyba… Świece już się nie paliły. Wypaliły się… Tak szybko? Ile czasu minęło? Victoria zamrugała zdezorientowana.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
10.09.2023, 02:06  ✶  
Florence poruszyła różdżką, a przez pomieszczenie przeszedł podmuch wiatru, który nieco rozproszył dym. Bulstrode zdjęła maseczkę i odrzuciła ją, a ta rozpłynęła się w powietrzu, efekt nietrwałego zaklęcia, teraz już do niczego niepotrzebna.
- Wydaje się, że wszystko przebiegło poprawnie, a magia, która państwo otaczała, została rozproszona - poinformowała, obserwując ich z pewnym zamyśleniem, kiedy Sauriel posłał jej pytające spojrzenie. Mogłaby przysiąc, że rytuał zadziałał, ale... w takim niezwykłym wypadku nie była pewna. - Tak naprawdę najlepiej pewnie będzie to dodatkowo przetestować, kiedy jedno z was znajdzie się w niebezpieczeństwie, ale może są państwo powiedzieć, czy czują się inaczej? - dodała rzeczowym tonem. Cała jej wiedza i doświadczenie podpowiadały, że wszystko przebiegło jak powinno, że „klątwa” została zdjęta, mieli jednak do czynienia z czymś absolutnie nowym. Tutaj niczego niczego nie mogła być pewna.
Ale choć tego nie wiedziała… to miała rację i wszystko przebiegło, jak trzeba. Sauriel i Victoria zapewne dalej się lubili, ale nie było już tej nienaturalnej potrzeby, aby koniecznie spędzać czas blisko drugiej osoby.
Cokolwiek zostało, należało już tylko do nich.
Czy odczuwali zmianę? Być może. Jakbyś coś zabrano… ale to jak duża ta zmiana była… czy wielka czy tylko lekka… zależało od ich własnych uczuć.
- Proszę dać mi jeszcze moment… – mruknęła, przekraczając granicę kręgu. Poprosiła Victorię, by ta podała jej rękę (zimną, do licha, kolejna Zimna!) i przez chwilę mruczała zaklęcia, szukając śladów magii, którą nauczyła się już znajdować… ale niczego nie zauważyła. Potem całą procedurę powtórzyła z Saurielem, nim wreszcie się podniosła i wycelowała różdżką tym razem w drzwi, odblokowując je. Nie stanęły wprawdzie otworem, ale uchyliły się nieco, wpuszczając do środka… no może nie świeże powietrze, ale też pozwalając dodatkowo pomieszczenie wywietrzyć.
Nie zamknięto ich, nikt nie chciał się pozbyć i wyglądało na to, że wszystko się udało.
– Według mojej oceny, powinni być państwo wolni od efektów rytuału. Muszę jednak nadmienić, że niektóre naprawdę potężne klątwy miewają tendencje do słabych nawrotów po trzech, siedmiu lub trzynastu dniach – wyrecytowała Florence. – Dotąd spotkałam się z takim przypadkiem tylko dwukrotnie w mojej karierze, ale ze względu na to, jak specyficzna to sytuacja, całkowitą pewność zyskamy, jeżeli efekt nie wystąpi ponownie za dwa tygodnie. Gdyby cokolwiek wskazywało na to, że magia wciąż trwa, proszę o ponowny kontakt, a spróbujemy po raz drugi, bezpłatnie oczywiście. W międzyczasie mam umówione kolejne osoby z tym samym problemem, poznam więc całą sprawę lepiej.
Nie sądziła, żeby to był ten przypadek, gdy cokolwiek miałoby wrócić, ale wolała przedstawić pełne informacje. Bo jeżeli byliby tą sytuacją, jedną na tysiąc, mogliby zapragnąć oskarżać Florence o oszustwo, a ostatnią rzeczą, jakiej sobie życzyła, były takie oszczerstwa. Większość klątwołamaczy zapewne ograniczyłaby się do zapewnienia, że wszystko jest w porządku, tajenie czegokolwiek nie leżało jednak w naturze Florence. Nie, kiedy chodziło o pracę.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#8
10.09.2023, 15:06  ✶  

Czy cokolwiek było inaczej? No tak, to było pytanie, które nie powinno być kierowane do Florence. Nikt lepiej od nich nie mógł powiedzieć, czy wszystko się udało i czy przebiegło pomyślnie. Florence robiła to po raz pierwszy i mieli być jej królikami doświadczalnymi. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy było inaczej. Było. Jakaś... mała pustka? Jakby czegoś brakowało, coś zostało zabrane? I... kiedy spojrzał na Victorię... nie było tego. Wampir odetchnął z wielką ulgą, głośno i wyraźnie.

- W końcu. - Na bogów wszelakich i inne bory, kiedy akurat bogowie nie mogli - w końcu! Koniec tego absurdalnego, nienaturalnego przyciągania, koniec z tym nienaturalnym... czymś, co kompletnie psuło jego rytm życia i nie pozwalało być po prostu sobą. W takim chwilach ta dziura mogła rzeczywiście sprawiać ból. Ale mogła też przynosić ulgę. Jak pasożyt, którego z ciebie wyrwali, który namawiał cię do robienia rzeczy, których robić nie chciałeś. Albo chciałeś, tylko nie wiedziałeś, czy to jeszcze ty, czy już to ciało obce próbujące przejąć nad tobą kontrolę. - Dziękujemy Pani bardzo. Kawał dobrej roboty. - Z tym rytuałem. Och, Sauriel wpadł w tak euforyczny nastrój, że mógłby teraz Florecne po rączkach całować i nawet bez żadnego problemu podał jej swoją. Już pomysł na to, że kobieta chciał ich tutaj zwyczajnie wymordować mu wypadł z łba, ze złoczyńcy tej historii w parę minut Florence zamieniła się w bohaterkę! Na szczęście nie potrzeba było wiele, żeby przekonać Sauriela do takiej zmiany. Szczególnie, jak ten złoczyńca został nim w sumie bezpodstawnie, tylko dlatego, że czarnowłosy miał paranoję. - Będziemy dawali znać, jak będzie się coś działo. Nie, Viki? - Rzadko ją tak nazywał. Rzadko chyba w ogóle wypowiadał jej imię.

Wstał z ziemi i odruchowo otrzepał spodnie, chociaż pewnie nie było to wcale konieczne. Tak spojrzał na te świece, nad którymi było tyle roboty... i ot tak, w parę chwil zostały wypalone. Trudno - warto było. Przynajmniej kuzynowi wystarczyło to, że popili przy robieniu tych świec (o czym nie wspomni Victorii, bo jeszcze niesprawiedliwie oskarży go o brak odpowiedzialności i poopowiadali świńskie żarty. Tym nie mniej czas i praca potrzebna do stworzenia ich była śmieszna w propozycji do tego, ile czasu zajęło, żeby te sobie wzięły i spłonęły.

- Kuzyn mnie nastraszył, że ktoś samobójstwo popełnił z powodu tej klątwy. - "Nastraszył" to było bardzo duże przekoloryzowanie, ale zrobił przy tym taką minę, jakby rzeczywiście ta nowina go zszokowała. Ano - bo zszokowała. Ale nie nastraszyła, to była ta różnica. Przekoloryzowanie swojej reakcji na takie rzeczy w jakimś stopniu weszło mu w krew przy obcych. Podszedł do Victorii i złapał ją za rękę, błyskając do niej oczami, przytulił ją do siebie, pogładził po głowie. Jak nie on. Albo właśnie - jak w pełni on. - Jeszcze raz bardzo dziękuję. - A jak! mógłby podziękować i trzeci raz, ale to byłby ostatni. Albo to już był trzeci? Zgubił się w liczeniu. W przeciągu krótkiego czasu drugi na pewno. - Chodź Viki idziemy na randkę. Tym razem nie na cmentarz. Byłaś kiedyś w zagrodzie z gęsiami? - Cóż... jedna randka na cmentarzu, druga na polu ogórków... przynajmniej te randki były oryginalne, i guess?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
10.09.2023, 16:17  ✶  

Nie wstała od razu, po prostu siedziała na podłodze, w kręgu, patrząc na Sauriela. Zastanawiała się nad tym samym co on: czy cokolwiek się zmieniło? Czy wszystko, co robili, zadziałało? Czy pomogło? Czy wystarczyło? Mogło się wydawać, że to przecież takie proste… ale proste wcale nie było, bo wymagało mnóstwa zachodu. Znalezienia kogoś, kto miał w ogóle pomysł co z tym fantem zrobić, jak się do tego zabrać. Później odnalezienia kogoś, kto mógł na zamówienie wykonać specjalne świeczki, których skład był równie niepewny i eksperymentalny jak całe przedsięwzięcie. Następnie ten rytuał… Czy raczej rytualne klątwołamanie, odczynianie tego, co rzucił… kto właściwie? Maclmillanowie? Chyba nie. Bogini? A może oni sami, nie wiedząc w ogóle, jaką magią się posługują…

Florence mówiła, że klątwołamanie przebiegło poprawnie, że magia została rozproszona – pewnie ktoś wprawiony jak ona potrafił to rozpoznać. Ale właśnie: nikt tutaj nie był wcale niczego pewien. I Victoria też nie była. Dlatego spoglądała na Sauriela… I wcale nie czuła już tego dziwnego ciągnięcia. Tego, że koniecznie MUSI go dotknąć, przytulić, a nawet i więcej. Chciała to zrobić, ale to było innego rodzaju chcenie, nieokraszone wcale przymusem, z którym trzeba było walczyć, żeby nie zrobić niczego głupiego, co prowadziłoby tylko do niepotrzebnego bólu. Czuła pewną… pustkę, tak. Co prawda już dawno nie czuła się przy Saurielu tak euforycznie jak na samym początku, że wręcz usychała, kiedy go nie było obok, ale ewidentnie czegoś było brak… A z drugiej strony nie brakowało wcale niczego. Bo wszystko było… No cóż. Niewiele się zmieniło.

– Jest inaczej – Przyznała Victoria znacznie bardziej powściągliwie niż Sauriel, który właśnie tutaj niemal z okrzykami radości wystartował. – Jest… Hm… Nie ma tego dziwnego przymusu – próbowała sprecyzować i nazwać te uczucia najlepiej jak potrafiła. Ale prawda była taka, że pewnie dopiero się przekonają – rzeczywiście tak jak mówiła Florence, gdy któreś z nich znajdzie się w niebezpieczeństwie… Czyli pewnie niedługo, biorąc pod uwagę tryb życia Sauriela, to że głupie słońce mogło mu zrobić krzywdę, a także pracę Victorii.

Zawahała się przez chwilę przed podaniem ręki Florence – nie dlatego, że nie chciała,  po prostu odkąd jej skóra była taka zimna, to wystrzegała się kontaktu z innymi ludźmi dla ich własnego komfortu, i by nie słyszeć później, że jest zimna jak trup. Wiedziała o tym. Jedynie Saurielowi to nie przeszkadzało. Ale to zawahanie choć widoczne, było tylko chwilowe i już za chwilę podała Bulstrode swoją rękę.

– Oczywiście, będziemy obserwować. I damy znać, gdyby się coś działo… Jeśli wszystko będzie dobrze to też damy znać, żeby nie było wątpliwości, że sprawa jest czysta, a metoda skuteczna – zgodziła się z Saurielem, że owszem, będą dawali znać, tylko trochę zdziwiona, że zwrócił się do niej „Viki”. Fakt, rzadko tak do niej mówił, jeszcze rzadziej pełne imię. Zazwyczaj zwracał się do niej bezosobowo.

Sama też wstała, również otrzepując tyłek z niewidzialnego kurzu. Dzisiaj była w spodniach, dla własnej wygody.

– Nie zdziwiłabym się. Podobno kiedy rytuał nie do końca wyszedł, to ludzie zaczęli odczuwać okropne przygnębienie, jakby już nic dobrego nie miało ich spotkać. Więc dobrze, że nie spadłeś z tego pala – tyle zasłyszała w Ministerstwie, kiedy już sytuacja zrobiła się właściwie publiczna, po tym artykule. – Zresztą, jeśli ktoś czuł zazdrość tak wielką… też mogło dojść do tragedii, tylko w drugą stronę. Mam nadzieję, że to naprawdę będzie trwałe i będzie można pomóc ludziom – spojrzała na Florence i uśmiechnęła się do niej lekko. – Tak, ja też dziękuję. Ta druga para świec nam się już chyba nie przyda… Zostawimy je, co? Sauriel? – zwróciła się do mężczyzny, kiedy podnosiła swoją torebkę, by zarzucić ją sobie na ramię. O ile się orientowała, składniki w świecach były dobierane specjalnie pod dany „zabieg”, nie były uniwersalne, więc poza tym klątwołamaniem były dla nich zupełnie bezużyteczne.

I tu ją zaskoczył. Nie była zupełnie przygotowana na to, że Sauriel podejdzie do niej przy Florence (ba, że w ogóle do niej podejdzie, nawet bez świadka), złapie ją za dłoń, przytuli, przygarniając do siebie, przejedzie dłonią po jej ciemnych, prawie czarnych włosach. Na moment zamarła, nim odrobinę rozluźniła mięśnie by pozwolić sobie na krótkie odwzajemnienie gestu – bez głaskania po głowie. Odetchnęła. A potem odchyliła się i zamrugała, zupełnie zbita z tropu. Randka. Chodź idziemy na randkę. Na randkę?

To nie tak, że nie chciała. Bo oczywiście, że chciała. Po prostu… Nie spodziewała się, że Sauriel… Przecież ta więź, ten rytuał, sabat… Tak bardzo mu to przeszkadzało, że… Victoria nie miała zielonego pojęcia co się właśnie dzieje. I dlaczego akurat tutaj. Przy… Przy lekarzu!

I chyba dlatego odpowiedziała całkiem nieinteligentnie:

– Eee… Nie byłam? W zagrodzie z gęsiami? O Merlinie… Czemu akurat gęsi?

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
10.09.2023, 18:31  ✶  
Florence kiwnęła głową, nawet nie kryjąc swojego zadowolenia, gdy Sauriel i Victoria potwierdzili, że nie było tego dziwnego przymusu. To dobrze wróżyło na przyszłość, bo nie byli jedynymi osobami, które skontaktowały się z nią w ostatnich dniach. A Florence wiedziała, że przyjdzie jej wkrótce łamać ten rytuał także w stosunku do samej siebie. Nie chciała zaczynać od tego, bo jeżeli zamierzała złamać magię ciążącą na niej… to było znacznie bardziej skomplikowane niż złamanie czaru na kimś innym.
A potem Sauriel Rookwood dosłownie wybuchł entuzjazmem i miłością do świata. Przed dotąd raczej obojętną twarz Bulstrode przebiegł uśmiech. Jego też nie próbowała kryć, chociaż w pracy zwykle jeżeli się uśmiechała, to wielu pracowników traktowało raczej jako zły znak niż dobry.
– Będę wdzięczna za wiadomość za dwa tygodnie – odparła Victorii, nie komentując jednak nijak tego, co działo się na jej oczach. A dla Florence wyglądało to tak, że ta dwójka nie potrzebowała żadnego rytuału Beltane, aby ich do siebie nawzajem ciągnęło. – Chętnie też odkupię te świece, mogą być przydatne do dalszych eksperymentów – dodała, sięgając po sakiewkę, gotowa odliczyć odpowiednią kwotę. Mijała się odrobinę z prawdą, bo zamierzała użyć ich sama, na własne potrzeby, ale w końcu Victoria oraz Sauriel nie musieli o tym wiedzieć.
Uśmiech jednak dość szybko znikł.
– Obawiam się, że to bardzo prawdopodobne. Rytuał u wielu osób wywołał skrajne przygnębienie. U innych ataki zazdrości. W zeszłym tygodniu pojawił się tutaj mężczyzna, który zaatakował jedną z pacjentek, krzycząc, że go zdradza. Jak sądzę, emocje odczuwane przez więź doprowadziły go do skrajności. W dodatku miałam dwa przypadki przedziwnej choroby, zapewne związanej z tym rytuałem, więc… cieszę się, że nam się udało, bo w kolejnych tygodniach będzie czekało mnie dużo pracy – poinformowała, już z tą samą powagą, jaka objawiała się w jej zachowaniu wcześniej. Mogło się wydawać, że taka miłość to coś pięknego. I Florence podejrzewała, że owszem, tegoroczny rytuał stworzy przynajmniej kilkanaście nowych par.
Tyle że równie wielu zrujnował życie.
– W każdym razie, to wszystko. Życzę miłej zabawy z gęsiami. I uwaga. One boleśnie dziobią – dodała jeszcze, z poważną miną, wskazując im drzwi. Sama musiała tutaj jeszcze posprzątać.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1612), Sauriel Rookwood (2201), Victoria Lestrange (2143)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa