• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, wątek zbiorowy

[25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, wątek zbiorowy
Two-face
dobra już nie cisnę,
bo się robi patetycznie
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
162 cm wzrostu, blond krótkie włosy zaczesane najczęściej w tył. Niebieskie, prawie turkusowe tęczówki oczu. Ubiór luźny, dresy pomieszane z marynarką, bądź na odwrót (szykowne spodnie z bluzą zakładaną przez głowę lub rozpinaną). Lubuje się w beżowych odcieniach, ale nie pogardzi czernią.

Séraphine Anne Leroux
#11
07.11.2022, 14:20  ✶  

Do Theon Yaxley


Tak jak się spodziewała. Wyciągnięcie starszego z domu kilka minut wcześniej, żeby dotrzeć na miejsce było strzalem w dziesiątkę. Zważywszy na to, że mężczyzna zdawał się już przed wyjściem wypić dwie lampki wina. Czy podchodziło to pod alkoholizm? Cóż, ciężko stwierdzić, ale bardzo możliwe, że tak. Szykował się do tego wszystkiego z przymrużeniem oka wiedząc, że większość tej imprezy spędzi z Gerardem rozmawiając o interesach. Ciężko by było ominąć ten aspekt chociażby na chwilkę.

- Och! Faktycznie! Chodźmy, gdzieś w głąb - starszy mężczyzna uśmiechnął się łagodnie, skinął głową i zaśmiał się po chwili - Może być brandy. Dawno nie piłem. Pod naszym dachem to tylko wino się ostatnimi czasy pija. Aż dziwne! - pozwolił sobie zażartować i klepiąc Theona w ramię, chyba trochę za mocno przykleił sobie do twarzy szeroki, serdeczny uśmiech.

- Zapewne tak będzie! Bardziej się o niego martwię... Anne potrafi być... nadwyraz uszczypliwa - klasnął w dłonie - Ale! Koniec z tymi pogaduszkami. Do rzeczy - obrócił się w stronę Theona - Wszystkiego najlepszego chłopcze. I obyś był zadowolony z, no... - skinął głową w stronę swojej córki, jakby miał na myśli to, że to ona jest jakiegoś typu prezentem. Choć wiadome było, że to wszystko było jedynie owiane taką mgiełką. Pod nią była biznesowa prawda, układy i deal'e, które mialy pomóc obu rodzinom. 

Przeczuwając iż zapewne sam Theon nie był do końca wtajemniczony w układ między panami Leroux i Yaxley'em Rene skinął głową na koniec i z poteżnym śmiechem dodał:

- Och...! Wy młodzi macie szczęście, że o was myślimy - no tak, jakby to właśnie o nich chodziło, a nie o zwiększenie udziałowców i zasobów pieniężnych. Stary Leroux złapał pod ramię Gerarda i gestykulując zaczął odchodzić z nim na bok - A wiesz, że podobno w Toskani...- kolejnej części zdania nie dało się już usłyszeć, ponieważ mężczyzna uznał, że lepiej warto ściszyć głos.

Séraphine w tym czasie zdołała złapać dla siebie kieliszek wina. Bycie dzisiaj w zupełności trzeźwym nie pasowało do tego, co szykowało się w ciągu najbliższych kilku godzin. Dostrzegła wiele twarzy, znajomych, bądź mniej, które pojawiały się w posiadłości. Upiła powoli łyk wina i skrzywiła się momentalnie. Nie, to na pewno nie było ich rodzinne wino. Nie smakowało tak. Zerknęła na zegarek, który mieścił się na jej prawym nagdarstku wbrew zdrowemu rozsądkowi. Czas już dawno pokazywał, że uroczystości powinna się rozpocząć, ale chyba nie wszyscy jeszcze się pojawili.

Kątem oka nawet dostrzegła mężczyznę, któremu jakiś czas temu zaszła za skórę. Syknęła pod nosem i postanowiła na razie udawać, że jej tu nie ma. Przecież to jakiś żart był, żeby w takie maliny się pakować! Zaczesała szybko palcami włosy w tył, dokończyła wino i wzrokiem zacżęła szukać ojca. Którego... no tak, nie było nigdzie w pobliżu, albo schował się za filarem. Typowe. Żyłka jej prawie pękła z tych nerwów, aż w końcu niebieskie oczy zatrzymały się na znajomej, wysokiej czupryine. Ten mężczyzna był chyba u niej w sklepie...? Dwa dni temu. Jak on się przedstawił...? Apollo? Jeden, drugi, trzeci krok. Była coraz bliżej wysokiego osobnika, aż w końcu stanęła jakieś dwa metry za nim. Mniej więcej.

- Rozumiem, że to przypadek, że się tu pojawiłes? - nie połączyła przecież faktów, że Yaxleye są wysocy i że to właśnie do tego, do którego się zwraca była zaproszona na urodziny i swoje własne zaręczyny. Nadal gdzieś z tyłu głowy pamiętała jak starała się ze wszystkich sił zbyć go podczas ostatnich chwil działania sklepu.

Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, stając lekko bokiem do Theon'a. Lustrowała go spojrzeniem zastanawiając się jak długo jeszcze będzie to wszystko trwać. Czy będzie mogła sobie darować bycie nieustannie miłą i po prostu wymknąć się, żeby uniknąć zbędnych ceregieli związanych z zaręczynami.



– in a room full of liars –
[Obrazek: 18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif][Obrazek: 036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif]
– all my demons reappear –
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#12
07.11.2022, 15:03  ✶  
Początek zawiera informacja dla wszystkich.
Reszta do Séraphine Anne Leroux.

W tym samym czasie, kiedy Eskel zajmował się kufrem z winem, które w ramach prezentu przyniósł pan Leroux, kolejny skrzat domowy - tym razem był to Jaskier - przemierzał hol z tacą wypełnioną po brzegi lampkami z ciemnoczerwonym alkoholem. To właśnie z tej tacy, pochodziła lampka, która znalazła się w ręku Seraphine. Jeśli ktoś jeszcze miał ochotę sięgnąć o tak wczesnej porze po procenty, te już za chwilę znalazły się w salonie. Skrzat zaczął starannie ustawiać wszystko na długim stole, na którym to w późniejszym czasie na pewno znajdzie się również wiele innych dobroci. Była to tylko kwestia czasu.


Widząc, że ojciec postanowił porwać ojca Séraphine, Theon rusza w kierunku blondynki. Dzięki temu spotkać mogą się już w połowie drogi. Chociaż domyślał się, że tego dnia może zostać mu przestawiona kobieta, którą już wcześniej spotkał w sklepie, chyba do ostatniej chwili... nie do końca był pewien na co liczył. Raz po głowie chodziło mu, że lepiej aby był to ktoś inny. Innym razem wolał uniknąć niespodzianek i zmierzyć się właśnie z tą blondynką. Ostatecznie w końcu... jaka to niby różnica? Z kim by go nie uwiązali, wybrana przez rodziców kobieta, będzie jedynie kolejnym problemem.

- Dziękuje, panie Leroux. - Odpowiada jeszcze na życzenia, które zostają złożone tuż przed tym jak obydwaj mężczyźni znikają w jednym z pomieszczeń. Czyżby padło na bibliotekę? To nawet prawdopodobne. Z reguły można tam zyskać trochę spokoju.

Zachowując odległość mniej więcej na wyciągnięcie ręki, Theon przygląda się Séraphine. Niby już miał okazję to zrobić wcześniej, ale okoliczności były w tamtym czasie inne. Poza tym teraz, na przyjęciu, obydwoje prezentowali się znacznie bardziej... cóż, tutaj jednak obowiązywały inne zasady niż podczas wizyty w galerii handlowej. Albo też pracy w sklepie. Trzeba było choć trochę się postarać.

- Tyle w tym przypadku, co w Twojej obecności na tym przyjęciu, Séraphine Anne. - Odpowiada. Przez myśl mu nawet przechodzi, że teraz w jakimś stopniu role się odwróciły. To on jest tym, który rozdaje karty? Zaczyna z uprzywilejowanej pozycji? Cóż. Byle tylko za bardzo nie dać się temu ponieść, bo upadek z wysokości potrafi być bolesny. - Skoro Twój ojciec postanowił skryć się gdzieś z Gerardem, pozwolisz że zaprowadzę Ciebie do salonu? Lepsze to niż stać w holu.

Po tym jak zadał pytanie, wyciągnął w stronę kobiety ramię. Jeśli tylko taka opcja nie będzie dla niej nazbyt odstręczającą, mogą w ten sposób udać się - razem - do odpowiedniego pomieszczenia.  Oczywiście na nic nie naciska, pozwala jej samej dokonać odpowiedniego wyboru. Choć też pewnie jej uniknięcie fizycznego kontaktu nie umknęłoby uwadze osób, które akurat - w międzyczasie - również przybyły na przyjęcie. Tylko czy dla któregokolwiek z ich dwójki miało to jakieś znaczenie?

- Niezbyt wiele czasu minęło od ostatniego spotkania. - Zauważa. Normalnie pewnie nie traciłby czasu na zabawianie kogoś rozmową, ale dzisiaj nie bardzo miał w tym aspekcie wybór. Wymagania były jasne. Miał się zająć panną Leroux i jej towarzyszyć. Oby tylko nie zakończyło się to wielką katastrofą. - Muszę przyznać, że wybrane przez Ciebie wino okazało się idealnym prezentem urodzinowym dla mojej siostry. - Dodaje po krótkiej chwili, odnosząc się do dokonanego przed kilkoma dniami zakupu. Butelkę z alkoholem jeszcze tego samego wieczora wręczył swojej siostrze. Nie taki był pierwotny plan, ale uznał to za w miarę sensowne rozwiązanie. Skoro już ją kupił, coś zrobić z nią należało. Wręczenie jej Geraldine, miało przynajmniej odrobinę sensu.

Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#13
07.11.2022, 18:29  ✶  
Z Seraphiną, Geraldine i Theseusem

Na ułamek sekundy przymknął powieki i ledwo powstrzymał się od przewrócenia oczami, kiedy zza pleców dotarł do niego jakby znajomy głos, a po chwili przed oczami ukazał się nie kto inny, jak właśnie rzeczony pupilek Geraldine. Fletcher zawsze na czas. Zawsze gotowy wtrącić swoje trzy grosze, o które nikt go nie pytał.

Chociaż tutaj musiał się z nim zgodzić, nawet jeśli tylko we własnych myślach: Logan chętnie by go odizolował od co niektórych członków jego rodziny.

Albo od ludzi w ogólności.

— Co ty nie powiesz — skwitował obojętnie, tonem jawnie sugerującym, że akurat jego opinię Borgin ma w głębokim poważaniu.

Przynajmniej jedna Seraphina zachowywała się tutaj jak należało — może poza tym wyrywaniem mu kieliszka z dłoni, ale uwagę o tym miał zachować na później, kiedy już zostaną sami — z typową dla siebie, pełną gracji kulturą. Choć kiedy Logan przesunął spojrzeniem po jej twarzy i czujnych oczach, zaczął się zastanawiać nad czym teraz pracuje jej lotny umysł hazardzisty. I czy nie przyjdzie mu zapłacić rewanżu przedwcześnie, nawet jeszcze tego wieczora. Mimo to patrzenie na nią było przyjemne; jej włosy w kolorze blond potęgowały efekt całego tego groteskowego przebrania.

Zerknął krzywo na kuzynkę, z wyraźnym powątpiewaniem co do jej kondycji psychicznej, kiedy ta zaczęła dygać, tytułować Sreaphinę panną i używać tych poważnych, grzecznych formułek na powitanie. Dawno się nie widzieli — ale chyba nie aż tyle, żeby Geraldine mogła zmienić się aż tak bardzo, że zamiast polować na jakimś zapomnianym przez bogów zadupiu z butelką whisky w dłoni, bawiła się w salonową lwicę. I to jeszcze przy nim. Grymas zdegustowania na twarzy Logana nawet się pogłębił, kiedy Geraldine pocałowała swojego chłoptasia na ich oczach. Obrzydliwe.

Faktycznie nie znał go osobiście, ale kojarzył z opowieści na tyle, żeby sobie wyrobić o nim opinię, która teraz mogła wreszcie zostać skonfrontowana z rzeczywistością. Zamiast komentować, skinieniem głowy wskazał na elegancki strój Fletchera.

— Bardzo mi  p r z y k r o. — Ton głosu Borgina wskazywał coś zupełnie odmiennego. — Sowa z zaproszeniem pewnie nie dotarła na czas? — zapytał, ale on też nie zamierzał czekać na odpowiedź Fletchera, który według niego trochę za bardzo się szarogęsił jak na jedynego na sali czarodzieja spoza czystokrwistych rodzin. Nawet sympatia, jaką darzył kuzynkę nie mogła go powstrzymać, więc kontynuował swobodnie: — Zdarza się. Mam tylko nadzieję, że jedna zagubiona sowa nie pokrzyżuje twoich planów na udział w polowaniu. W końcu ostatnie opady deszczu nie mogły rozmiękczyć ziemi po zimie na tyle, żeby nie dało się po niej chodzić w płytkich butach.

Fałszywy uśmiech nie miał być nawet próbą pozorowania uprzejmości. Logan chciał zerknąć na swoją towarzyszkę — w końcu ona nie będzie miała wcale łatwiej, ale przecież nie pisała się na to sama — i wtedy kątem oka wychwycił znajomą twarz.

Stop.

Wróć.

Co ona tutaj robi? Mózg przez chwilę odmawiał mu posłuszeństwa, a wszystkie próby powiązania Lestrange z przyjęciem bliźniaków były skazane na porażkę. Nie widzieli się pięć lat, a teraz wpadał na nią drugi raz w tym samym tygodniu? Żałosny zbieg okoliczności. Jedynym względnym pocieszeniem było, że na przyjęciu mogli się minąć bez zamienienia chociaż jednego słowa. Z tą myślą Logan zawiesił spojrzenie na Seraphinie.

— Nalać ci więcej? Przyda się — rzucił, kpiną tuszując swoje chwilowe zawieszenie. Akurat wtedy na salę wszedł skrzat z czerwonym winem, więc Logan położył dłoń na ramieniu Seraphiny i krótkim skinieniem wskazał w tamtą stronę.



some people are such treasures that you really
just wanna bury them
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobnej postury czarownica mierzy niemal metr siedemdziesiąt. Szczupła sylwetka i blada cera są efektem pracy oraz unikania słońca. Pociągłą twarz okalają kręcone, kasztanowe włosy, zazwyczaj związane w gruby warkocz. Orzechowe, otoczone gęstymi rzęsami oczy obserwują świat czujnym wzrokiem. Mimo iż gen wil nie odznacza się u Elaine prawdziwą mocą, jej delikatna uroda przykuwa spojrzenie.

Elaine Delacour
#14
07.11.2022, 18:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2022, 18:45 przez Elaine Delacour.)  

Otrzymane od kuzynki zaproszenie było niemałym zaskoczeniem. Nie dlatego, że uważała ich kontakt za zbyt słaby. Były sobie bliskie już od czasów szkolnych, nawiązując nić porozumienia pomimo kategorycznego sprzeciwu rodziców. Orville i Jacqueline nie należeli do tych zgodnych rodzeństw, które wspierają się na każdym kroku czy chociażby z czystej grzeczności zapraszają się na rodzinne uroczystości. U Delacourów nigdy nie mówiło się o Leroux; o tym, że ma rodzinę inną niż Prewettowie Elaine dowiedziała się dopiero na pierwszym roku Hogwartu, przyjmując tę wieść z pełnym zaskoczeniem, jak i entuzjazmem. Jakież było jej rozczarowanie, gdy dzieląc się tą rewelacją z ojcem, została zrugana, tak czerwonego ze złości papy jeszcze nigdy nie widziała. Późniejsza śmierć seniora podsuwała dziewczynce wyrzuty sumienia. Uważała siebie za winną wypadkowi, utwierdzała w przekonaniu, że powinna była nigdy nie poruszać tego tematu.

- Dziękuję, że zgodziłeś się przyjść - zwróciła się do Atreusa, kiedy krocząc w stronę wejścia do domu, spojrzała na niego z ukosa. Nie lubiła przyznawać się do żadnych słabości, ale jego obecność, nawet jeśli bywała problematyczna, dodawała dziś Delacour otuchy. To nie Yaxleyów się obawiała, a Rene Leroux - męża ciotki, której nigdy nie miała okazji poznać, a której niepochlebnych opinii o Orville Delacour była całkowicie pewna. Odchrząknęła nagle i wyprostowała plecy, a spojrzenie ciemnych oczu stało się nagle bardziej wyniosłe. - To znaczy… Dziś rachunek będzie wyrównany. Koniec przysług. - Bo czy nie tak traktowali towarzyszenie sobie wzajemnie podczas kolejnych przyjęć? Za nic w świecie nie pojawiłaby się w rezydencji Longbottomów, a mimo to zgodziła się dla Atreusa zrobić wyjątek. ”Musimy zachowywać się jak normalna para”, brzęczało jej wciąż w z tyłu głowy, kiedy z niezadowoleniem przeglądała garderobę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Szczęśliwie w przeciwieństwie do balu charytatywnego, tu nie trzeba było stroić się w długie sukienki i drogą biżuterię. Kreację Elaine stanowiły czarne spodnie z wysokim stanem, beżowa koszula z ozdobnym kołnierzem i krótka marynarka. W takim stroju łatwiej jej będzie poruszać się po terenie polowania, nawet jeśli zamierza pełnić wyłącznie funkcję wsparcia i potencjalnego uzdrowiciela dla tych, którym za bardzo będzie zależeć na tym, by się wykazać.

Wchodząc do środka rozejrzała się niepewnie po zebranych, próbując odszukać znanych sobie twarzy, w tym panny Leroux, której nie-wątpliwe szczęście mieli dzisiaj świętować. Nie posiadając krewniaczki w zasięgu wzroku, już miała odwrócić się do Atreusa, kiedy ze zdumieniem spostrzegła Seraphinę Prewett, z trudem powstrzymując się przed opuszczeniem szczęki. Zamrugała kilkakrotnie, nie mogąc uwierzyć, że kuzynka wystroiła się w coś podobnego. Słynęła z zaskakujących pomysłów i szokowania towarzystwa, ale żeby w taki sposób?

- Zaraz zemdleję… - mruknęła tylko do Atreusa, którego naraz ujęła pod ramię, tym razem już nie dla sztucznych uprzejmości, a z powodu prawdziwego braku tchu. Czy naprawdę akurat dzisiaj, kiedy zamierzała wmieszać się w tłum i być przykładną częścią rodzinnej społeczności, kuzynka zdecydowała się odstawić taki numer?! - Czyj to był pomysł? - dopytała zaraz ściszonym tonem, nie chcąc, by błąkająca się w nim złość wskazała bezpośrednio, że zła może być na Bulstrode’a - no bo kto, jeśli nie on, podsunąłby coś takiego Prewettównie?

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#15
07.11.2022, 19:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2022, 19:39 przez Theseus Fletcher.)  
Do: Seraphina Prewett, Logan Borgin, Geraldine Yaxley.

Zajęty słowną szermierką z Loganem, dopiero po chwili, kiedy Geraldine zaczęła ich przedstawiać, zwrócił swoją uwagę na Seraphinę. Patrząc na jej kreację zaczął sobie zdawać sprawę z tego, że on sam popełnił wielką gafę i będzie mu za to szło przypłacić pastowanymi lakierkami.

- Bardzo mi miło. – zwrócił się do kobiety, pozwalając jej wybrać sposób przywitania. Po balu Longbottomów zdecydował, że przez jakiś czas wstrzyma się od niepotrzebnych uścisków. Szczęśliwie, suknia Seraphiny była, zdaje się, lepiej przygotowana na nieszczęśliwe wypadki niż ta Idy. Wypadki sensu stricte. Wolał tego zresztą nie próbować.

- Ach, tak. Logan Borgin. – kiwał głową przez dobre kilka sekund, z tym tytanicznie aktorskim wyrazem twarzy, który przypisać można jedynie aktorzynom drewnianym. Nie ukrywał niechęci, mimo że uśmiech kręcił mu się gdzieś w kącikach obu ust. I skłamałby, gdyby powiedział, że sytuacja go nie bawi. Razem z rozbawieniem był po prostu też zirytowany. – Wiele o tobie słyszałem. – Gówno prawda. A nawet jak słyszał, to nazwisko „Borgin” wypowiedziane przez kogokolwiek, choćby Geraldine, upośledzało jego ośrodek słuchowy niemal natychmiastowo. Nie od dziś wiadomo, że Fletcherowie i Borginowie za sobą nie przepadali. Theseus i Logan byli tego żywymi przykładami. A przecież dopiero co się poznali. Oficjalnie.

- Dziękuję za troskę. – rzucił, jakże uprzejmie. – Rodzinne interesy mnie zatrzymały. – powiedział, a przecież wcale nie skłamał. Był to mały prztyczek w nos dla konkurencji. Fletcher wątpił jednak, że Borin jakkolwiek się tą wstawką przejmie. Postanowił jednak zachowywać swoją twarz przysłowiowego wesołego głupka.

Może nie będzie tak źle jak mu się wydawało, dostarczą sobie trochę komplementów, porozmawiają o tym co w trawie czy biznesach piszczy. O ile obaj w tej trawie nie wylądują, bynajmniej przez przypadek, krzyżując nie tyle różdżki, co potężne, samcze ego.

- Wiem, mam się zachowywać. – powiedział po cichu do Geraldine, już poza zasięgiem Borgina. A niech mu uszy zwiędną!
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#16
08.11.2022, 00:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2022, 00:19 przez Eden Lestrange.)  
Snowdonię odwiedzała nie pierwszy raz, lecz tym razem wizycie towarzyszyły zgoła odmienne pobudki niż zazwyczaj. Albowiem Eden zwykle wpadała do Geraldine w odwiedziny, gdy coś ją niemiłosiernie rozjuszyło i tylko świst miotanych po lesie bełtów był w stanie ten gniew uciszyć.
Tym razem jednak nie chodziło o nieszczególnie umiejętne próby upolowania jelenia dla wyżycia się po kolejnej niezbyt owocnej kłótni z mężem, bo dosyć niedawno para wreszcie zakopała topór wojenny (aczkolwiek była święcie przekonana, że obydwoje doskonale zapamiętali gdzie). Dzisiaj humor miała raczej przyjemny, w końcu na zaproszenie Gerry przyjechała się bawić; choć musiała przyznać, że zwykle nie obracała się w tym towarzystwie i nie wiedziała, czego się po pozostałych gościach spodziewać.
Lestrange nie była typem osoby, której zależało na tym, by jej przybycie zostało zaanonsowane całemu towarzystwu. Oczywiście w wielu wypadkach i tak zwracała na siebie uwagę mimowolnie, ale nie lubiła robić wokół siebie szumu wtedy, gdy było to niekonieczne - zwłaszcza że dzisiejsza okazja wołała o nieco innych głównych bohaterów, mianowicie bliźnięta Yaxley. Dlatego weszła do środka wpuszczona przez jednego ze skrzatów (ich imion nie zapamiętałaby, nawet gdyby chciała, wszystkie w jej mniemaniu wyglądały tak samo), któremu wręczyła dużą skórzaną torbę zawierającą ubrania na zmianę i najpotrzebniejsze rzeczy. Uprzejmie przywitała się z gospodarzami, którzy zdążyli poznać Eden już jakiś czas temu, po czym nonszalancko wmanewrowała pomiędzy gości, by wreszcie przywitać się z tą, dla której w ogóle tutaj zdecydowała się pojawić.
Nie mogła ukryć konsternacji, widząc ubiór co poniektórych gości. Może nie doczytali dokładnie zaproszenia? Zobaczyli tylko przyjęcie urodzinowe i od razu pobiegli kupić fikuśne suknie balowe, jeszcze zanim do ich głowy dotarła jakakolwiek myśl? Miała dziwne uczucie deja vu, jednak nie mogła się zdecydować, czy chodzi o bal Longbottomów z zeszłego tygodnia, czy tę jedną wizytę w cyrku z ojcem, który zabrał ją tam wraz z Elliottem, by pokazać dzieciom, że jeśli nie będą się go słuchać i dobrze uczyć, to skończą jako jedni z występujących klaunów.
- Gerry, mogłaś wspomnieć, że jednym z punktów programu będzie walc z garborogami - powiedziała na głos, zbliżając się do jubilatki. - Wtedy też wystroiłabym się jak wszetecznica na Beltane. - Kończąc zdanie przejechała wzrokiem po różowym tiulu kobiety stojącej nieopodal, po czym uśmiechnęła się serdecznie do Geraldine, łapiąc jej dłoń i ściskając ją w ciepłym geście powitania. Eden wiedziała, co oznacza polowanie, więc nawet nie zabrała ze sobą żadnej sukienki czy butów na obcasie. Miała na sobie ciemnobrązowe, ściśle przylegające do nóg spodnie z wysokim stanem, w które wpuściła białą koszulę z zawiązaną w luźną kokardę czarną wstążką pod kołnierzykiem. Nogawki wciśnięte były w wysokie myśliwskie obuwie, które Gerry powinna doskonale znać, gdyż Eden uważała je za najlepszy wybór, jeśli chodziło o wspólne szlajanie się po okolicznych lasach tej dwójki. Tym razem jednak przybyła w nowej marynarce, nie chcąc zupełnie powtarzać ubioru, bo przecież urodziny nakazywały ubrać się chociaż trochę odświętnie; połyskiwała ciemnozieloną, szmaragdową zielenią, a we wewnętrznej kieszeni skrywała różdżkę. - Wszystkiego najlepszego, moja droga. - Złożywszy życzenia Geraldine, wręczyła jej podłużne, schludnie zapakowane pudełko. Gdyby je otworzyła, odnalazłaby ozdobny sztylet z rękojeścią przypominającą ogon czerwonego smoka.
- Przedstawisz mnie towarzystwu? - zagadnęła dziewczynę, mając na myśli otaczające ją grono osób. O ile zrobiła to głównie z grzeczności, bo nie przewidywała, że podczas tego przyjęcia odnajdzie przyjaciół na lata, to była również ciekawa, z kim właściwie ma do czynienia. Słyszała o Theseusie i kojarzyła Borgina; choć ten drugi pewnie wolałby, gdyby było inaczej.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#17
08.11.2022, 01:46  ✶  
Chłodna stal spojrzenia błądziła po jej sylwetce, po licu przypominającym ukryte pod gmachami muzeów posągi greckich muz; zastygłych pomiędzy dwoma uderzeniami serca, zawieszone w czasoprzestrzeni niczym krople deszczu na moment przed rozbiciem się o ziemię, z pustymi oczyma zwróconymi ku wieczności. Ty też mogłabyś być tak piękna — pomyślał, gdy zaprowadziła jego dłoń na swą szyję. Przyśpieszone tętno wyczuwalne pod palcami zamieniło iskrę gniewu w pożogę pożądania — gdybyś tylko była martwa.
Przez chwilę walczył z pragnieniem uśmiercenia jej tak samo, jak swej pierwszej ofiary; słodkiego puchatego króliczka należącego do Geraldine. Zamiast tego postanowił zmienić taktykę; ujął podbródek Loretty i przesunął kciukiem po jej pełnych ustach. Zatrzymał się na moment i odchylił dolną wargę kobiety, jakby planował wsunąć palec do środka, jednak w ostatniej chwili zmienił zdanie i odsunął się od panny Lestrange. Kosztowało go to zaangażowania wszystkich drzemiących w nim pokładów samokontroli, lecz nie zamierzał dawać jej satysfakcji. Mogła wygrać tę potyczkę, ale to on tego wieczora będzie triumfował.
Jego imię oznaczało lwa, a lwy z kolei były stworzone do zwycięstwa.
— No już, już... Nie dąsaj się... — odparł już nieco łagodniej, w ten sam sposób, w jaki uspokaja się owieczkę prowadzoną w Beltane na ofiarny ołtarz — Przecież wiesz, że robię to dla twojego dobra. Może gdybyś czasem spojrzała na świat bardziej pragmatycznie, dostrzegłabyś czyhające zagrożenia, najdroższa.
Zszedł więc z Lorettą na dół, spóźniony nieco bardziej niż wypada bratu gospodarzy, jednak niedostatecznie długo, by solenizanci uznać mogli to za celowy afront. Nie lubił grać w otwarte karty; nie dlatego, że był tchórzem, lecz dzięki możliwości niepozostawiania wyraźnych śladów na swą uszczypliwość. Wszakże drobne faux pas nie było powodem do ciskania w niego iskrami wrogich spojrzeń, a oponenci dający się ponieść emocjom z tak błahych powodów stawali się przegranymi w prowadzonej przez niego grze.
Omiótł wzrokiem wszystkich zebranych gości; dreszcz obrzydzenia pokropił jego kark, gdy jego spojrzenie natrafiło dla Theseusa (obrzydliwe hańbić naszą rodową posiadłość obecnością tego mieszańca, pomyślał wówczas), zawiesił zimne spojrzenie na Loganie, przyciągając przy okazji do siebie Lorettę i choć nie odezwał się przy tym ani słowem, całe jego ciało krzyczało "MOJA". Zauważył też brata, któremu jako jedynemu posłał uśmiech. Na końcu zwrócił uwagę na kobiety; na śliczną uzdrowicielkę z Munga (nie był pewien, czy kojarzył jej twarz ze szkolnych murów, czy to ona, na Séraphine, której trunki umilały mu niejeden wieczór oraz panią Lestrange, od której wynajmował mieszkanie.
— Zachowuj się — wyszeptał do ucha Loretty, zwalniając uścisk oplatającego ją ramienia, aż w końcu całkowicie wyswobodził ją ze swego objęcia.  Wreszcie, gdy towarzystwo już nieco odstąpiło solenizantki, podszedł do Geraldine oraz Eden.
— Geraldine — zwrócił się do siostry z uśmiechem godnym cheruba, choć nie wolnym od pewnego rodzaju fałszu kryjącego się za fasadą miłego młodzieńca; wszak i Lucyfer był jednym z aniołów, nim stał się symbolem zła — Wyglądasz oszałamiająco. Z każdym rokiem coraz bliżej ci do świętej pamięci prababci... Ach, cóż za wspaniała i niezwykle piękna z niej kobieta była... — rzucił mimochodem, składając pocałunek na policzku czarownicy. Och, chyba się nie pogniewa za to nawiązanie do nieżyjącej już nestorki rodu Yaxley — przecież Leander nie miał nic złego! Nawiązywał jedynie do portretu zawieszonego nad kominkiem w gabinecie ojca, na którym trzydziestokulkuletnia kobieta spoglądała w dal z psidwakiem siedzącym u jej stóp oraz strzelbą myśliwską w dłoniach. Był tez drugi obraz przedstawiający prababcię; siwą, z twarzą przeoraną zmarszczkami, ale on był znacznie mniejszy i wisiał w holu; któż by zatem pamiętał o jego istnieniu?
— Eden — zwrócił się do drugiej z kobiet — Przyznać muszę, że zapierasz dech w piersiach, gdziekolwiek się nie pojawisz.
A szczególnie, gdy zjawiasz się u mnie, żeby znów podnieść czynsz, ty chciwa sekutnico, dodał w myślach.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#18
08.11.2022, 03:33  ✶  
Jeśli Elaine była zaskoczona otrzymaniem zaproszenia, to tym bardziej był on, kiedy poprosiła go o przysługę, by tym razem to on jej towarzyszył. Zwyczajnie nie sądził by tak prędko nadarzyła się okazja, by odbiła piłeczkę. Jakkolwiek jednak mogło jej się wydawać, że w tym wszystkim chodziło tylko o potrzebę zachowywania się jak normalna para, Bulstrode czerpał z całej tej sytuacji swoistą satysfakcję. Za każdym razem gdy mógł ją ze sobą pokazać, czuł słodki posmak tego samego zadowolenia, gdy pojawiło się kiedy z nią wygrał.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział jej, przybierając grzeczny, wyuczony uśmieszek, w którym jednak kryła się satysfakcja. To, co ją zdawało się co i rusz uwierać w ich związku, jego tylko upewniało w przeświadczeniu, że była to jedna z lepszych decyzji jego życia. - Koniec? - zacmokał z rozczarowaniem. - Łamiesz moje serce. Chociaż... czy powinienem przez to rozumieć, że wracamy do grania o swoje towarzystwo lub jego brak?
On sam nie miał nic przeciwko. Towarzystwo Seraphiny, która chętnie i często się z nim zakładała i siadała do gry, wypaczyło w znaczący sposób to, jak podchodził do innych ludzi i relacji z nimi. Trochę przez to żałował, że rodzeństwo Yaxley nie woleli spędzić tego cudownego święta chociażby w kasynie panny Prewett, która z tego co wiedział, była na imprezę zaproszona. Polowanie bowiem, nawet jeśli samo w sobie jak najbardziej będące ekscytującą i ciekawą czynnością, przynajmniej dla większości ludzi, jemu wydawało się nieco mdłe. Jeśli chciał za kimś pobiegać, to wystarczyło żeby zgarnął z biurka pierwszą lepszą sprawę i teleportował się do wskazanego miejsca, by rzucać się zaklęciami z czarnoksiężnikami. Jego skromnym zdaniem to dopiero była zabawa, do której nie umywało się gonienie za zwierzyną, którą kierował zaledwie instynkt. Ale cóż... niektórzy lubowali się w prostych i łatwych rozrywkach.
Czując, jak Elaine wspiera się mocniej na jego ramieniu, mimowolnie nakrył jej dłoń swoją własną. Jakby chcąc upewnić się, że faktycznie go nie puści i nie omdleje. Był to odruch, niewymuszony gest, który zaraz skorygował, rozluźniając dłoń i wkładając ją do kieszeni bryczesów, które założył chyba tylko po to, żeby stwarzać pozory. Wpuszczone w oficerki, miały ciemnobrązowy kolor stanowił bazowy kolor również dla marynarki, którą przecinała ceglana krata.
- Wiesz, jak bardzo lubię z tobą pogrywać, ale niestety, nie tym razem - odpowiedział jej, dopasowując ton głosu do jej własnego, jednak nie patrząc na nią. Spojrzenie utkwione miał w Seraphinie, która faktycznie prezentowała się tak, że zapierało dech w piersiach. Nie zwlekając dłużej, pociągnął Elaine właśnie w stronę kuzynki i wszystkich innych zgromadzonych wokół osób. Taksował ich przez moment spojrzeniem, które na chwilę dłużej zatrzymał na Eden.
- Seraphino, wyglądasz wręcz nie z tej ziemi - oznajmił, zatrzymując się przy grupce, uśmiechając się do panny Prewett zaczepnie. Nie musiał nawet pytać, żeby wiedzieć że jej dzisiejsza kreacja jest najprawdopodobniej wynikiem przegranego zakładu. Może i bywała ekscentryczna, przynajmniej zdaniem niektórych, ale przecież nie aż tak.
- Ależ, gdzież moje maniery. Mimo, że z niektórymi z państwa się znam, pozwolę sobie reszcie przedstawić zarówno siebie, jak i swoją towarzyszkę. Atreus Bulstrode, a to moja urocza narzeczona, Elaine Delacour - wyuczony uśmiech wykwitł na jego wargach, gdy wystudiowanym gestem znowu nakrył jej dłoń, na moment też zaglądając w jej ciemne oczy, jakby wyraźnie z siebie zadowolony.
Two-face
dobra już nie cisnę,
bo się robi patetycznie
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
162 cm wzrostu, blond krótkie włosy zaczesane najczęściej w tył. Niebieskie, prawie turkusowe tęczówki oczu. Ubiór luźny, dresy pomieszane z marynarką, bądź na odwrót (szykowne spodnie z bluzą zakładaną przez głowę lub rozpinaną). Lubuje się w beżowych odcieniach, ale nie pogardzi czernią.

Séraphine Anne Leroux
#19
08.11.2022, 10:05  ✶  

Do Theon Yaxley, z wzmianką o Elaine Delacour


Szczęście w nieszczęściu osoba, z którą tu przybyła, tj. jej ojciec, postanowił zniknąć z pola widzenia i pozostawić Annę na pożarcie lwom. Nie obawiała się tego, miała swoją dumę, ego, wypiętą pierś do przodu i podniesiony podbródek zerkając przy tym z ukosa na wszystkich, którzy zjawili się na przyjęciu. Dostrzegając swoją kuzynkę rozpromieniała, ale na krótko. Ktoś ją porwał. Tym ktosiem był Apollo Theon.

- Tyle w tym przypadku, co w Twojej obecności na tym przyjęciu, Séraphine Anne.

Zajęło jej chwilę połapanie się w tym wypowiedzianym zdaniu i sytuacji. Przez pierwsze kilka chwil wyglądała jak oburzony chomik, który przecież został tu siłą, podstępem, z okrucieństwem porwany i wręcz wciśnięty w jakieś nareczeństwo. Czerwony kolor wpłynął powoli na jej policzki, ale czy to na pewno z gniewu? Wydała z siebie kilka dźwięków, bliskich fuknięciom i prychnięciom, gdy ten wziął ją pod rękę i zaprowadził w stronę salonu. Nie oponowała, ale też nie cieszyła się z tego jak nastolatka na pierwszy seks.

- C-chciałabym zauważyć - urwała na moment próbując zebrać swoje myśli - Że przy pierwszym spotkaniu postanowiłeś udawać kogoś innego, więc dla m-mnie to zaskoczenie- choć nie ukrywała, że cała ta sytuacja zdawała się być dla niej podejrzana. Zarówno ten podpis. Ale już nie komentowała i pozwoliła mężczyźnie po prostu brnąc dalej w swoją zabawę. Nawet jeśli teraz to Anne się troszkę wygłupia niewiedza.

Dotknęła opuszkami palców czoła, coś dziwnie się wyjątkowo czuła. Za szybko wino wypiła? Niemożliwe, skoro nigdy nie szkodziło jej picie alkoholu. Co w takim razie było nie tak? Twardo, hardo, podnosiła nogi idąc o woli do przodu, a gdy trafili do salonu Leroux zmierzyła jeszcze raz giganta spojrzeniem niebieskich oczu. Nie wyglądał źle, nawet można by powiedzieć, że w jej typie, ale nie miała zamiaru mówić tego na głos... prawda?

- Huh... Nie wyglądasz źle... - palnęła, choć chwilę wcześniej upominała siebie w myślach, żeby właśnie TEGO nie mówić. Ugryzła się w język, ale starając się szybko zmienić temat złapała się jego ostatniej wypowiedzi. Najmocniej jak tylko mogła!...

- Cieszę się. Czasem ciężko zadowolić klienta, który niekoniecznie chce zdradzać powód zakupu wina oraz swoje imię - mruknęła zaczesując zagubiony kędziorek na czole w tył, coby dołączył do reszty fryzury. Dobra, pora przejść do konkretów, bo Leroux tak jak zaczynała czuć, że język jej drętwieje tak dziwnie obraz powoli jej zaczynał się chybać.

- Przejdę do konkretów - powiedziała w miarę zrozumiale, jedną z rąk wsadzając do przedniej kieszeni spodni. Druga swobodnie zwisała wzdłuż ciała - Nie interesujom mnie układy bisznesowe ojca. Jakkolwiek miauaby wyglądać ta relacja wolałabym się najpierf porządnie zapoznać - co się z nią działo? Aż wstyd było cokolwiek mówić. Złapała za nasadę nosa zamykając na moment oczy. To wino... smakowało dziwnie. Było zbyt mocne?

Westchnęła ciężko biegając wzrokiem po salonie, aż w końcu udało jej się zatrzymać na Theonie. Te blond włosy... Gdzieś je już widziała? Nie mogła skojarzyć tylko gdzie, a zawroty głowy i biegające oczka nie pomagały jej w sięgnięciu do pamięci. Przeklęty alkohol. Przeklęci Yaxley.



– in a room full of liars –
[Obrazek: 18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif][Obrazek: 036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif]
– all my demons reappear –
Gambit Królowej
I'm not calling you a liar, just don't lie to me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancka i wysublimowana panna, która zręcznie przemyka przez ulice, ubrana w biel, która stała się niemal jej symbolem (ewentualnie okraszona czerwonymi dodatkami). Czasami znajduje się w miejscach, gdzie przebywać kobietom z dobrego domu nie wypada, ale Prewettci nigdy nie mieli zbyt wielu poszanowania dla zasad i konwenansów. Przeciętnego wzrostu (160 cm) pachnąca drzewem sandałowym i lawendą. Długie, rude włosy chętnie spina w kunsztowne fryzury.

Seraphina Prewett
#20
08.11.2022, 12:06  ✶  
Gdyby wiedziała, że ubranie warstw różowego tiulu sprawi, że nagle zgromadzi się dookoła nich cała gromada osób ze spojrzeniem godnym smoków z problemami żołądkowymi ubrałaby różową suknię już dawno temu. Ba, pomalowałaby abraksana na różowo dla jeszcze mocniejszego spotęgowania efektu różu, albo wykorzystała jeszcze dodatkowy brokat. Musiała następny wypad zaplanować z Loganem już na poważnie, tak aby jednak bardziej się wyróżnić – widać było, że budziła za mało sensacji w momencie gdy cięty język Eden z subtelnością twarzy uderzającej o kamienną ścianę był największym zwróceniem uwagi.
- Mnie również miło poznać. Słyszałam o panu. – Wyciągnęła dłoń do uściśnięcia dłoni Theseusa, widząc, że mężczyzna dość skrzętnie ukrywał operowanie mimiką, stawiając na prostotę w przywitaniu. Mało kiedy potrzebowała wszystkich uroczych zasad które konfundowały głównie zgromadzonych, co jednak nie oznaczało, że nie potrafiła się zachować. W tym wypadku jednak wszyscy udawali tak mocno, że chyba nikomu to nie wychodziło.
- Oh, moja kuzynka Eden proszę państwa, zawsze gotowa zabawić nas najnowszymi żartami ze swojego kabaretu. – Zaklaskała lekko, z zupełnym rozbawieniem obserwując, czy ktoś jeszcze się do nich nie zbliża. Zaczynali tworzyć pewnego rodzaju hordę dookoła Geraldine i nie zdziwiłaby się, gdyby jeszcze ktoś do nich dołączył. Nie pomyliła się, bo tuż przy nich pojawili się zaraz Leander Yaxley oraz Loretta Lestrange. Mrugnęła jeszcze do panny Lestrange, gestem pokazując aprobatę dla jej stroju, zaraz też przechylając się lekko aby móc dostrzec Atreusa wraz z Elaine.
- Drogi kuzynie, ty jak zawsze dorównujesz mi w tych kwestiach. – No, może nie miał różowego tiulu, ale wyglądał, jak zawsze, dość przystojnie. Uśmiechnęła się jeszcze, składając lekki całus na policzkach Elaine, ciesząc się, że przynajmniej ktoś porządny znalazł tu miejsce…a jednocześnie martwiąc się z tego, co jej obecność miała tu oznaczać, myśląc bardziej w kwestii polowania. No cóż, z jakiegoś powodu tu przyszła.
Skoro zaś Logan chciał jeszcze podejść do swojego kuzyna, aby złożyć mu życzenia, złapała go pod ramię, uśmiechając się do reszty i puszczając im oko.
- Wybaczcie, skoro jednak walc jest zajęty przez garborogi, poćwiczymy jeszcze foxtrota. – Oddalili się od towarzystwa, kierując się w stronę Seraphine oraz Theona. Spoglądając jeszcze na kieliszek, wróciła spojrzeniem do niego, zwracając się na nowo bezpośrednio do swojego partnera skoro byli już poza zasięgiem słuchu innych. – O ile nie zamierzasz tego wlać do gardła wszystkim, aby się rozluźnili to chyba nie ma takiej ilości alkoholu, która by na to pomogła. Może po polowaniu, w zależności od zabawy. - Nie oglądała się już na towarzystwo za plecami, zmierzając w kierunku nowych znajomości.
- Przedstawisz mnie?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1004), Bard Beedle (5087), Eden Lestrange (1814), Elaine Delacour (914), Geraldine Greengrass-Yaxley (2629), Logan Borgin (3191), Loretta Lestrange (2477), Seraphina Prewett (2007), Séraphine Anne Leroux (3323), Theon Travers (4220), Theseus Fletcher (1359), Trevor Yaxley (722)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa