• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[7.07.1972] Rejs Rodziny Crouch, Atlantyk

[7.07.1972] Rejs Rodziny Crouch, Atlantyk
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#21
09.09.2023, 19:12  ✶  

Niektórzy ludzie byli stworzeni do tego, by znikać w tłumie. Martin Crouch, który powinien błyszczeć z koroną na głowie, należał właśnie do tych osób. Czy był zupełnie niewidzialny? Lauretn nie wiedział. Im jesteś bardziej charyzmatyczny, im bardziej cię zauważają tym lepiej... tak długo, jak długo nie masz czego ukryć. Przecież nikt się nie oszukiwał, czym się zajmowała rodzina Crouch. Tak jak niby wszyscy wiedzieli, że Prewett to była jedna wielka mafia, ale wszystko przykrywały śliczne uśmiechy i konie. Hodowcy koni - tak, tak, z tego w końcu słynęli. W chwilach spokoju na takich okazjach Laurent lubił czasem spoglądać nie na tych, których widać od razu, gołym okiem, a właśnie na tych, którzy w towarzystwie całkowicie ginęli.

Podziękował za wspólny posiłek po pozwoleniu na to, żeby dać się zachwycić deserem i zostawił na razie Pandorę i Notta w swoim towarzystwie. Jedna obiecała tatusiowi, że będzie grzeczna, jeśli jej nie wyda za mąż, drugi... nad drugim rodzina chyba nie miała już żadnej kontroli. To pewnie dlatego brat Philipa tak wylewał nad nim łzy - był straconym przypadkiem. Choć - kto wie? Może ten rytuał naprawdę coś miał zmienić..? Przyglądał im się, kiedy siedzieli razem. Nie, nie wyobrażał sobie tego, że cokolwiek miałoby ich połączyć - to byłoby śmieszne. Musiałby znać sto razy mnie Pandorę i jakieś dwadzieścia razy mnie Philipa. Zresztą z tego co się orientował to jego piękna siostrzyczka już miała swój malutki zryw serca... tylko chyba jeszcze niekoniecznie chciała się do tego przyznać. Nic dziwnego. Z uśmiechem na wargach Laurent wyobrażał sobie płacz Edwarda, gdy Pandora oświadczy, że musi jej dłoń powierzyć innemu.

- Zastanawiam się dlaczego główny realizator tego wydarzenia ginie w jej cieniu. - Odezwał się cicho w kierunku Martina Croucha, gdy ten, chyba jak przez cały ten czas po przywitaniu gości, snuł się od jednej burty do drugiej. Nie było to złe, w żadnym wypadku. Ludzie byli różni i mieli różne potrzeby. Laurent tego nie oceniał, a w jego głosie nie brzmiał wyrzut. Był taki sam w intonacji jak jego uśmiech - ciepły, sympatyczny. Takim też spojrzeniem obdarzył mężczyznę. Różne oprawy spotkań dyktowały różne zachowanie. Przynajmniej dla Laurenta tak była. Wąż o tęczowych łuskach dopasowywał się do towarzystwa i otoczenia - tak chyba działał niesławny kameleon? Śmieszne zwierzątko - a określenie kogoś jego mianem prawie zawsze było podsycone negatywem. W każdym razie - ten konkretny wąż nie przynosił do Martina złych intencji. Za to skorzystał z chwili pewnej... prywatności? Żeby nie powiedzieć - intymności? Bo właściwie dlaczego tak przystojny mężczyzna nie był oblegany przez stado panienek? Przez blizny? Przez apatię, jaką nosił na twarzy? Tak, to potrafiło odstraszyć. Nadawały mu wyrazu złego chłopca, który mógłby zrobić krzywdę, gdyby tylko krzywo na niego spojrzeć. I może też tak było. Może... bo blondynowi się nie wydawało. - Miałem okazję się z panem przywitać, ale jedynie przelotnie. Więc może teraz zrobię to prawidłowo? Laurent Prewett. Miło mi poznać. - Wyciągnął do mężczyzny dłoń.

Tak, kilka chwil, nim zacznie się przedstawienie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#22
09.09.2023, 22:41  ✶  
Ich rodzina była wielka i wpływowa, obrzydliwie bogata. Jeśli ktoś chciał być na językach, trzymał się z Prewettami. Kasyna i wyścigi prosperowały doskonale, podobnie jak hodowla ich wyjątkowych Abraksanów, których cena była tak zaporowa przez to, że tak naprawdę nie chcieli ich sprzedawać. Dodatkowo przy umowie widniał kruczek o zakazie rozmnażania. I była w tym wszystkim Pandora, biała owca ich rodziny, która zupełnie nie przykładała uwagi do dóbr materialnych i nie korzystała z rodzinnej fortuny, zarabiając na siebie sama. Była niezależna i silna, miała oczywiście fundusz powierniczy od ojca i olbrzymi posag, jak pierworodną przystało, ale wszystko to leżało nietknięte, powiększając się systematycznie o kolejne wpłaty. Wolała rozdawać pieniądze, niż jej brać. Słowa, gazety, artykuły — nie miały dla niej żadnego znaczenia. Czasem zapominała, jak wiele zacnych osobowości znali jej rodzice. Przejście na ty z Philipem było w gruncie rzeczy bardzo wygodne, całe to Paniowanie i Panowanie ją irytowało, chociaż wymagała tego etykieta. Jej matka kochała robić doskonałe wrażenie. Nott wydawał się łasy na atencję, ale nie wyglądał jej na człowieka złego, jedynie może rozpieszczonego przez życie i fanki.
Uśmiechnęła się na jego słowa, bardzo delikatnie przytakując, chociaż w głębi duszy, to przeklinała ten cholerny statek. Robiła jednak dobrą minę do złej gry, w końcu była tu dlatego, że Tata prosił. A on naprawdę rzadko prosił Pandorę o przysługi tego typu.
Jej brat był niewinnym aniołkiem, rozkosznym cukierkiem. Miała absolutną obsesję na jego punkcie i zrobiłaby wszystko, aby go chronić. Z początku wprowadził do ich rodziny zamieszanie, ale ostatecznie nie było Laurenta winą, że ojciec nie mógł powstrzymać swoich zapędów. Zawsze chciała mieć rodzeństwo, więc prześliczny młodszy brat był spełnieniem jej marzeń, bo przecież matka nie mogła mieć więcej dzieci. Wiedziała, że widok Lauriego sprawiał jej ból i czasem była z tego powodu kąśliwa, bo Edwarda bardzo kochała, ale nigdy nie chciałaby dla chłopaka źle, nie pozwoliłaby go skrzywdzić. Pandora by nie pozwoliła, gotowa pożreć się z matką i zostać wydziedziczona, byle młody Prewett miał życie i pozycje, na jaką zasługiwał. Był krwią z krwi, nawet jeśli z innej matki. Ona nie była typem zazdrośnicy.
- Wiem, brylujesz w towarzystwie. - nie dodała głośno, że doskonale ją uzupełnia, bo ona przecież brała udział w takich wydarzeniach na siłę. Wolała biegać nocą po hyde parku, pomagać ludziom, wykonywać zlecenia i po prostu żyć, niż nosić drogie kiecki i diamentową biżuterię, aby przypodobać się przedstawicielom wyższych sfer. Na Laurenta Prewetta zresztą doskonale się spoglądało, gdy ten charyzmą i delikatnością owijał sobie dookoła palca kolejnych ludzi. Miał tyle uroku, co mały króliczek. Dla niej byli równi, więc skoro ona była tu oficjalnie, on również.
- Byłoby cudownie Laurie. - oznajmiła mu pogodnie, wciąż lustrując go podekscytowanym spojrzeniem. Mógłby jej umilić podróż, przecież ona nienawidziła wody. Poza tym, że się znali i być może kiedyś mieli okazję dłużej porozmawiać, nie dostrzegała między nimi niczego, co mogłoby ją zaniepokoić.
Widocznie u Prewettów miłość do magicznych stworzeń była dziedziczona, podobnie jak czystość krwi i galeony. Psidwaki całkiem kupiły jej uwagę, nie mogła przestać ich głaskać, drapać i czasem coś im szepnęła, bo przecież rozmowa z futrzakami była bardzo ważna.
- Gdybyś potrzebował czasu i swobody, chętnie się nimi zajmę, jeśli wciąż będę na Rejsie. Nie jestem pewna, czy zostanę pełny okres jego trwania, mam trochę obowiązków. - zaproponowała i wyjaśniła jednocześnie Philipowi, spoglądając na niego chwilę, jednak zaraz jej oczy uciekły w poszukiwaniach brata. Ah to opiekuńcze, siostrzane spojrzenie. Psiakom chyba drapanie się podobało, bo nie wychodziły jej spod rąk. - Rozumiem, przyjaciółmi. Dobrze, możemy tak zrobić.
Powtórzyła jeszcze, podnosząc się i wygładzając sukienkę, a potem już słuchała przemowy, pomijając swojego szampana. Na boki starała się nie patrzeć, jedynie na organizatorów i Lauriego. Potem na chwilę zniknęła w kajucie, przeczesała włosy, dodała sobie otuchy kapką eliksiru pobudzającego i nałożyła szminkę, aby wrócić do jadalni. Podobnie, jak brat, nie mogła znieść patrzących na nią z talerza owoców morza. Czemu zostawiali im oczy? Zajęła miejsce, uważając na suknie, witając się przy okazji z kilkoma osobami i nałożyła na talerz warzywa, a także pieczonego ziemniaka — na szczęście były tu opcje dla wegetarian.
- Nie wiem, co ja tam robię Laurent. - wyznała mu szczerze, nachylając się nieco w jego kierunku, używając konspiracyjnego szeptu. Przysunęła potem sobie kieliszek szampana, robiąc przeciągłego łyka. - Czemu nie jesz? - zapytała z troską, zerkając mimowolnie w jego talerz. Musiała go pilnować. - Mam aparat, możemy zrobić sobie zdjęcie. Musimy braciszku, na moją ścianę. Oczywiście Philipie też możesz dołączyć, jeśli masz chęć.
Zaproponowała, a potem spojrzała na swój talerz, przekrawając ziemniaka i zjadając kawałek. Miała nadzieję, że na deser będzie trochę owoców. Bo co to za oficjalne przyjęcie, rejs czy jakkolwiek to nazwać, bez dobrego deseru? Westchnęła, czując, jak ten cholerny statek się zakołysał i upiła kolejny łyk z kieliszka. Będzie potrzebowała dużo, dużo szamapana. I Lauriego. I być może psidwaków. I czemu nie było tu Akane? Ona przecież miała takich bogatych chłopców. Tort przygotowany przez Norę kupił jej uwagę na trochę, bo nie miała pojęcia, jaki smak mógłby mieć dla niej — a wiedziała, że tego typu słowa o magicznych potrawach i wypiekach należało traktować bardzo poważnie. Czym smakowało lato? Kontemplowała nad tym chwilę pomiędzy grzebaniem w ziemniaku, popijaniem szampana, pilnowaniem brata i chęcią zrobienia sobie zdjęcia. - A zdjęcie?
Zapytała za bratem, wzdychając ciężko i wywracając oczami. Ciężej będzie go pilnować z odległości. Odwróciła jednak głowę do Philipa. - Smakował Ci obiad? - zapytała kulturalnie, chcąc podtrzymać też rozmowę. Nie znała go na tyle, aby wiedzieć, o czym mogła i w jaki sposób mogła z nim rozmawiać. Wydawał się pomimo przejścia na "Ty", człowiekiem dość formalnym. Zarówno ona, jak i brat byli chaosem, tyle że Panda musiała trzymać się układu, jeśli nie chciała skończyć za chwilkę w białej sukni u boku jakiegoś polityka czy innego człowieka, którego nigdy nie wybrałaby sobie sama. Zresztą, ojciec najchętniej schowałby ją i Lauriego w wieży, a nie szukał im partnerów w przeciwieństwie do Ayday,
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#23
10.09.2023, 19:22  ✶  

Philip dostrzegał wyraźną konotację pomiędzy Prewettami a własną rodziną, która - podobnie jak ci pierwsi - była wpływowa i obrzydliwie bogata przez to, że siedziała na żyle złota, którą był Quidditch. W jego przypadku niedaleko padało jabłko od jabłoni. Nie było to dalekie od prawdy, że uwielbiał znajdować się w centrum zainteresowania, czego nie należało mylić we wścibstwem. Pomimo tego, jaki obraz siebie ukazywał światu, jego życie nie było tak idealne jakby się mogło wydawać. Z tym się nie zamierzał obnosić. W ostatnim czasie przez to właśnie nieco skomplikowała się jego relacja z bratem Pandory. Nie posiadał zmieniacza czasu, aby móc to cofnąć. To jednak była ich prywatna sprawa.

— To bardzo miło z Twojej strony i bardzo chętnie skorzystam z Twojej propozycji. Przyda się im dodatkowa dawka ruchu i zabawy. Przyjdź do mnie, jeśli będziesz chciała się zaopiekować Taffy i Nuggetsem. Polubiły Cię. — Odpowiedział szczerze, uśmiechając się do niej z wdzięcznością. W godzinach wieczornych albo nawet nocnych pomoc Pandory może okazać się nieoceniona, bo wtedy może chcieć korzystać z nocnych atrakcji. Nie miałby oporów przed powierzeniem swoich pupilów Pandorze, która naprawdę miała rękę do zwierząt.

Nie przysłuchiwał się poufnym rozmowom rodzeństwa, pomimo tego, że siedział z nimi przy stole. Pandorze poradziłby jedynie aby starała się dobrze bawić. Nie uszło to jego uwadze, że Laurent dłubał w swoim talerzu zamiast rzeczywiście zajadać się ze smakiem podawanymi daniami. Za wyjątkiem przystawki, te które sam spożywał, były bardzo smaczne.

— Twoja siostra ma rację, powinieneś coś zjeść. — Zasugerował młodszemu mężczyźnie, nie zamierzając jednak go do tego przymuszać. Laurent jest przecież dorosły i wystarczała mu w zupełności nadopiekuńcza siostra.

— Też wziąłem ze sobą swój aparat. Nie mam nic przeciwko temu, tylko chciałbym otrzymać własny egzemplarz tego zdjęcia. — Przypadła mu do gustu ta propozycja, gdyż w ten sposób zyska pamiątkę z tego rejsu. Fotografia stanowiła jedną z jego pasji i podczas każdych swoich podróży nie rozstawał się z aparatem fotograficznym. Gromadził zdjęcia krajobrazów i fotografie ludzi, z którym stanął do zdjęcia.

— Ja już pogratulowałem Twojej siostrze. Była to zasłużona wygrana. — Zwrócił się do Laurenta w sprawie zwycięstwa Pandory w tym rankingu. Nieznacznie zadrgała mu brew na słowa Laurenta, uderzającego w czuły punkt. W tym rankingu znalazł się na SIÓDMYM miejscu i to było niedopuszczalne, tym bardziej, że nawet znienawidzony przez niego Louvain Lestrange znalazł się dwa miejsca wyżej od niego. I tak, zadowalało go tylko pierwsze miejsce. Zasługiwał na wszystko to, co najlepsze. Sięgnął po kieliszek z zamiarem napicia się czerwonego wina.

— Jestem zadowolony, jedynie mam wątpliwości co do swojego miejsca w tym rankingu. Rozważam napisanie do redakcji Czarownicy w tej sprawie. — W ten sposób przyznał Laurentowi rację, ubierając to w znacznie bardziej wyważone słowa. Znajdowali się w miejscu publicznym, wśród śmietanki towarzyskiej świata czarodziejów i niewskazane było wyrażanie swojego niezadowolenia w prostacki sposób.

Przygotowany przez Norę Figg tort zaintrygował go na samym poziomie zapowiedzi, a po spróbowaniu wyczuwał słodki smak truskawek i między innymi słońca, z którego zawsze chętnie korzystał w miesiącach letnich, najlepiej na plaży pełnej złotego piasku z widokiem na lazurowe morze w jakimś ciepłym kraju.

— Zdjęcie zawsze możemy zrobić potem. — Zdaniem Philipa nie było co się z tym śpieszyć. Rejs dopiero co się zaczął i miał trwać trzy dni. Zdecydowanie okazji im nie zabraknie.

— W szczególności deser. Bardzo ciekawe doświadczenie, tort smakujący jak smak lata. A Tobie? Pandoro... nie musimy rozmawiać o obiedzie. wybierasz się na koncert Rhiannon Pettigrew? Albo masz inne plany? — Philip rzadko kiedy unikał prowadzenia rozmów, jednak nie uważał aby było konieczne prowadzenie rozmowy o jedzeniu. Istniało znacznie więcej tematów, które mogliby poruszyć.

Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#24
12.09.2023, 23:45  ✶  

Na Martinie nigdy nie spoczywały żadne obowiązki. Miał ukończyć Hogwart i nie robić wstydu rodzinie. Takie minimum było niczym, z czym mierzyło się większość ludzi. Dlatego nagłe przejęcie niemal całej odpowiedzialności za rejs, wywołało w Martinie wylew adrenaliny. Wiele obowiązków udało się oddelegować do pomocników na statku, ale ich było tylko trzech, poza tym co gospodarz, to gospodarz.

Snuł się między ludźmi, przyglądając się im, a jednocześnie unikając wzroku. Kilka osób wyglądało nawet, jakby chciało go zagadać, ale mina spłoszonej zwierzyny dobrze odstraszała. Laurent Prewett był jednak wprawiony w opiece nad magicznymi stworzeniami, Martin nie stanowił w dziesiątej części takiego problemu jak dzikie abraksany.

— Oddaję światła reflektorów morzu i Jasnej Otchłani — odpowiedział, ale nie od razu. Zaskoczyło go, że ktoś odważył się nawiązać kontakt i to nie związany ze sprawami organizacyjnymi. Pytanie dotyczyło bezpośrednio jego osoby. I było bardzo trafne, przeszyło Croucha na wskroś, przebijając ściśnięty żołądek.

Młody czarodziej wydawał się nie tylko przyjazny, ale też być posiadaczem tajemniczej urody. W pierwszej chwili Martin pomyślał, że to jeden z Malfoy'ów, ale brakowało tu klasycznego chłodu i dystansu. Laurent zdawał się być po prostu życzliwy.

— Martin Crouch, mi również miło poznać.

Uścisk dłoni. Kościste dłonie Martina nie pociły się ze stresu. Morska bryza już o to zadbała. Siła uścisku balansowała niebezpiecznie na granicy "słabego", ale to jednak umniejszałoby staraniom Croucha.

— Mam nadzieję, że do tej pory rejs sprostał pana oczekiwaniom — rzucił grzecznie. Bardzo chętnie przyjąłby informację zwrotną, ale zdawał sobie sprawy, że nawet najmniej zadowolony pasażer nie odważyłby się na szczerą krytykę. Nie tutaj. Wszelkie plotki porozsyłane będą po zakończeniu wydarzenia.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#25
13.09.2023, 11:33  ✶  

Pandora i Philip


Och tak, Laurent brylował w towarzystwie i sunąc razem z żartem - czuł się w tym jak ryba w wodzie. Kwestia wyłowienia odpowiednich rybek, wypatrzenia odpowiednich muszelek, przesunięcia dłoni po koralowcach, żeby doświadczyć, który z nich najlepiej leżał w dłoni. Albo który był najbardziej potrzeby, żeby zacisnąć na nim swoje palce. Stety czy niestety nie zawsze chodziło po prostu o sympatię. Tym nie mniej nie miał wątpliwości, że gdyby Edward nie poszedł z Pandorą na kompromis to mieliby istne piekło, bo już widział, jak pierworodna Prewett pojawiała się na spotkaniu takim, jak to. Albo inaczej - widział, tylko niekoniecznie byłby to występ, który by zadowolił ich ojca. To była mała szantażystka. I jak dla Laurenta to była prawdziwa, wykapana córusia tatusia.

- Nonsens. Nikt inny nie mógłby się tam znaleźć. - Odpowiedział na jej konspiracyjne słowa, że nie wie, jak się znalazła w ogóle w tym rankingu. Ciężko mu było nawet powiedzieć, czy sprawiło jej to radość, czy może było dla niej tylko uciążliwe, bo nie powiedziałby o niej, żeby latała za chłopakami i próbowała zwracać na siebie ich uwagę. To była też jego rola. Tym nie mniej to przecież miło? Znaleźć się w takim rankingu? I znów - nie mówił tego, ale sam by chciał. Serce zawsze go rwało do błysku fleszy, to centrum uwagi. Dusił to w sobie - przez wiele powodów. Głównie z powodu czystej roztropności. - Ponieważ myślę o mojej pięknej siostrze i wzdycham ze smutną myślą o tym, jak będę musiał pilnować tego wybranka, do którego zabije jej serce. - Oparł podbródek na dłoni, uśmiechając się szeroko, z takim rozmarzonym wzrokiem, ale i psotliwym, w kierunku kobiety. Zaraz jednak wrócił do normalnej (i poprawnej) pozycji przy stole, kiedy Philip ją poparł. - Tylko czy warto? Mleko zostało rozlane, artykuł został wylany, prawdopodobnie tylko zepsujesz sobie humor czytając wiadomość zwrotną. - Bo owszem, znając Philipa sprawiłoby mu przyjemność smarowanie tego, co myślał na temat swojego miejsca w rankingu (tym lepiej, że Laurent nie powiedział, którego, dopiero byłaby wtopa, że źle zapamiętał!), ale potem by się pieklił, gdyby mu redakcja odpisała. Na pewno by mu odpisali bardzo ładnie, ale zawsze chodziłoby o to samo: spierdalaj. I nie wierzył, że Philipa nie zjadłyby nerwy. Choć może źle na to patrzył.

- Bardzo chętnie. Tylko łap mnie szybko po obiedzie, droga siostro, bo nie ręczę za siebie. - Uśmiechnął się kącikiem ust. Zdjęcie z Pandroą i Philipem... czuł, że to nieco niezręczne, ale to uczucie musiało zostać kolejnym z tych zduszonych i przepędzonych z jego serca i głowy. Wszystko, co obracało się wokół Philipa było teraz "trochę niezręczne", nawet pomimo tego, że naprawdę przepadał za jego towarzystwem. I gdyby nie to, że tak się to poukładało to spędziłby z tą dwójką zdecydowanie więcej czasu.

Jeśli tylko chcieli po zakończeniu obiadu zrobił sobie z nimi zdjęcie.


Martin Crouch


Podobno blizny zdobiły mężczyznę - tak lubili mówić ci, którzy potem dodawali, że są samcami alfa. Było to tym bardziej zabawne, że Laurent dobrze wiedział - w świecie zwierząt nie istniało takie pojęcie jak samiec alfa. Był to szeroko posunięty miskoncept zachowań zwierząt oraz ich natury, rozsławiony przez głupie publikacje, a potem poszło w świat. I takim sposobem zamiast wiedzy szerzył się fałsz. Trudno. Laurent nie był pisarzem, nie potrafił pięknie tworzyć - tak przynajmniej uważał. Nie zamierzał pchać się do gazet i prawić tam mądre słowa, by edukować ten mało-wielki świat. Blizny nie zdobyły Martina Croucha - one były smutną pamiątką po tym, co stało się w jego życiu. Czymś, co możliwe było do usunięcia, wystarczyłoby tylko uderzyć do odpowiedniego członka rodziny Potter, który potrafiłby tego dokonać. Mimo to, że go nie zdobiły i na pewno były powodem, dla którego wiele kobiet było odstraszonych, jego przystojna twarz sprawiała, że Laurent miał ochotę wyciągnąć do niej dłoń i przesunąć palcami po tych szramach, żeby potem zbadać rys jego kości policzkowych, żuchwy... taka strata. Strata dla kobiet, które również uważały, że blizna człowieka nie zdobi. Nie. Ale na pewno stanowi honorowy dowód przetrwania czegoś groźnego.

Drobny ślad zaskoczenia pojawił się na twarzy Laurenta, kiedy odpowiedź się pojawiła. Nie dlatego, że nie nastąpiła od razu, tylko dlatego, z jakich słów się składała. Jakie słowa wybrał. Nie "oddaję reflektory morzu". Nie. Ludzie pytali go czasami, czy jest poetą, albo sugerowali, że jak poeta mówi. Poczuł, że teraz mógłby zapytać zwrotnie - jesteś poetą? Spłoszony wyraz rozmówcy, który mu teraz odpowiedział, jego umykanie przed towarzystwem - przecież to było bardziej, niż oczywiste, że się czegoś bał. Ludzi. Oczywiście, że ludzi. Skoro bał się ludzi - dlaczego? Laurent obstawiał, że nie czuł się pewnie w towarzystwie innych. Czemu? Nie miał odpowiedniej charyzmy. Nie potrafił szybko reagować, nie potrafił dostosować się do niespodziewanych zwrotów akcji w prostej rozmowie. Albo i tej skomplikowanej. To cecha charakteru, a dalej? Bał się konsekwencji. Plotek? Był odpowiedzialny za ten rejs, choć chyba nie głównie? Laurent nie był pewien. Gdyby palnął jakieś głupstwo przez swój brak charyzmy odbiłoby się to na jego rodzinie. Nie trudno o skandale, ba! Przecież takie przyjęcia skandale kochały! Przez umysł Laurenta informacje o drugim człowieku przebiegały błyskawicznie. Założenia, teorie, tezy. Wybierał te najbardziej prawdopodobne i układał z nich obrazek, żeby potem porównywać go z rzeczywistością. Więc... Martinie Crouch, pokaż mi więcej.

- Pięknie powiedziane. Ujęło moje serce. - Powiedział łagodnie, bardzo zresztą otwarcie. Nie, tutaj próżno było szukać chłodu - nie w nim. W jego oczach lśniło słońce tak jak grało na falach poza burtą, był rozluźniony, spokojny. I delikatnie zaciekawiony. A przynajmniej tyle z siebie dawał, bo zaciekawiony był bardziej niż delikatnie. Szczególnie po tym krótkim zdaniu, które wydobyło się z ust przystojnego mężczyzny.

Uścisk Laurenta był za to bardzo delikatny, tak jak delikatna była jego dłoń. Porcelanowa. Subtelność tego dotyku nie była z jego strony zupełnie przypadkowa i nie koniecznie witał się tak z każdym. To było jak badanie. Wpełzanie pod czyjąś skórę, żeby przekonać się, jak ten zareaguje na naszą obecność.

- Nie jestem jednym z tych gości, którzy przychodzą i chcą być zabawiani. Rejs więc wyrasta jak dotąd ponad moje oczekiwania. - Tak, zgadza się, to było jedno z tych pytań grzecznościowych, słynny "small talk". Laurent go uwielbiał. Bardzo łatwo można było wyczytać po zmianach tej konwersacji, tonie, po używanych zwrotach i płynności jej prowadzenia o drugiej osobie. Nawet jeśli część z tego była nieszczera, część przekłamana, a jeszcze inna część odbębniona ot tak. Na tym etapie Laurent zazwyczaj decydował, czy chce komuś poświęcić chwile ze swojego czasu. - Nie miałby pan ochoty na szklaneczkę whiskey czy lampkę wina? Zaraz rozpocznie się koncert, a mam wrażenie, że przydałaby się panu chwila w ciszy, bez obecności gości. - Oczywiście to była jedna z tych propozycji, którym bardzo łatwo było odmówić. "Nie, bo muszę się wszystkim zająć". I nawet jakby to była tania wymówka to nie pozostawałoby nic do dodania. Tak po prawdzie Laurent by również nie miał nic przeciwko zwykłemu "sory, amigo, ale baw się sam".



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#26
13.09.2023, 16:48  ✶  

Też bym nie miał nic przeciwko temu, żeby zamek w naszej kabinie się zablokował akurat, gdy nikogo nie byłoby w pobliżu, pomyślał, wpatrując się w Rudą, jak w obrazek. Ciężko było mu o niej nie myśleć po wydarzeniach na Beltane. Nie tylko przez skutki rytuału, o jakim rozpisywali się dziennikarze w gazetach, ale też po tym, jak został bezceremonialnie przez Rudą odprawiony z Polany Ognisk.

Był za słaby, aby ją skutecznie bronić. Miał tego pełną świadomość. Mógł co najwyżej trzymać się z tyłu i być w pogotowiu, gdyby akurat coś jej się stało. Gdyby wyskoczył przed szereg, próbując ją bronić pewnie tylko pogorszyłby sprawę. Gdyby mógł, to najchętniej zawarłby sojusz z jej matką, żeby wywieźć Heather gdzieś za granicę. Może do Francji lub Włoch? Ministerstwo Magii dalej nie podjęło zdecydowanych działań, więc dobrze by było zabrać Rudą, jak najdalej stąd. Ważne, że chociaż dziś będzie bezpieczna, zauważył trzeźwo, wyrywając się ze swych rozmyślań.

— To niesamowite, że p-prasa wie o nas więcej, niż my sami — żachnął się Cameron, czując na policzku wykwitający rumieniec. Słyszał o tym rankingu i nawet przeczytał fragment dotyczący Heather, jednak wolał się nie zastanawiać, co też ludzie o nich gadali. Z jednym gościem już się szarpał o Rudą. Nie chciał zrobić z tego nowej tradycji. — Chyba, że... Ty im coś zasugerowałaś? — Uniósł pytająco brew. — N-n-nie, żeby to było coś złego! Po p-prostu, ten tego tamtego ten, chyba powinnaś mi o tym powiedzieć? Żebym wiedział, co mówić reporterom, jak przyjdą do szpitala na przeszpiegi.

W tym przypadku jego dobór słów nie był przypadkowy. Według tego, co mówiły recepcjonistki, przez pogotowie przewinęło się kilku przedstawicieli mediów, którzy chcieli się dowiedzieć więcej na temat Beltane. I na temat Camerona, bo i jego zdjęcia trafiły do gazety, gdy razem z innymi medykami opiekował się rannymi czarodziejami i czarownicami. Poza tym Heather przebywała wtedy na oddziale. Lupin cieszył się, że nie spotkał się z nimi bezpośrednio, bo pewnie nie wiedziałby, co zrobić w takiej chwili. Iść do Florence? Do Heather? A może do obu?

— Prewettowie? — Zmrużył oczy, starając się wytężyć pamięć, jednak nie był w stanie połączyć nazwiska z jakąś profesją. Bywały rodziny, które dosyć łatwo było skojarzyć; siedzieli w jednym zakładzie pracy lub byli znani z badań w danej dziedzinie. Ale ród Prewettów? Może Cameron po prostu był za mało obeznany ze śmietanką towarzyską świata czarodziejów. — Zaraz! — Olśniło go. — A na tym balu u Brenny nie kręciła się jedna z nich? Chyba coś licytowała, kiedy walczyliśmy o twoją kieckę?

Uśmiechnął się lekko, z jednej strony dumny z tego, że skojarzył jakaś przypadkową kobietę z tym konkretnym nazwiskiem, a z drugiej niepewny, czy faktycznie miał rację. Okres balu charytatywnego był dosyć gorąco, jeśli chodziło o ich życie prywatne, toteż pewne szczegóły zdążyły się już zatrzeć w jego pamięci. Za to całkiem nieźle pamiętał akcję z bobrem i nocną popijawę z Heather w ogrodzie. A to znaczyło, że przysłowiowe gwoździe programu dalej tkwiły w jego głowie.

— T-tak przy ludziach? — spytał z bananem na twarzy, jednak i gdy i jemu podsunięto owoce morza pod nos, zzieleniał na twarzy. Nachylił się do Rudej, gdy upewnił się, że nikt ich nie usłyszy. — A moja mama mówiła, żebym wziął s-s-słoiki. Chciała mi wepchnąć rosół w walizkę na odchodne. Mądry czarodziej po szkodzie...

Widząc, że Wood się przełamała, Cameron z wahaniem sięgnął po swoją porcję i... pochłonął niezbędne minimum, co by było widać, że faktycznie spróbował. A potem sięgnął po kieliszek z wodą, chcąc pozbyć się przykrego smaku z ust. Myśl o mugolskim fastfoodzie, myśl o fastfoodzie, powtarzał sobie w myślach, gdy dostrzegł kelnera na horyzoncie. Ten od razu zauważył, że Lupin praktycznie nie tknął przystawki.

— Bardzo s-s-smaczne! — skomplementował Cameron, zanim kelner zdążył się odezwać. — N-n-niestety, nie mogę sobie pozwolić na więcej. Rozumie pan... Leki. — Spuścił nos na kwintę, licząc, że ten mały pokaz przekona pracownika Crouchów. — Mam nadzieję, że t-to nie p-problem?

Cameron stuknął się z Heather kieliszkiem z winem, a niedługo później na salę wjechał tort autorstwa Nory Figg. Tę panią już bardzo dobrze znał, więc nawet zaklaskał lekko na widok tych pyszności.

— Na pewno będzie bardzo dobre! — zapowiedział, co by podnieść swoją partnerkę na duchu po dosyć... ryzykownym rozpoczęciu obiadu. Gdy posiłek doszedł końca i goście zaczęli się zbierać na koncert, Cameron powstał z miejsca jako pierwszy, co by pomóc Heather wstać i wziąć ją pod ramię. — Wygląda na to, że mamy cały dzień zapełniony atrakcjami...

Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#27
13.09.2023, 22:35  ✶  

Heather nie widziała nic złego w tym, że Camerona nie było przy niej podczas walki. Wiedziała, że jego umiejętności przydadzą mu się później. Tak już został stworzony ten świat, że każda osoba, która po nim stąpała miała inne predyspozycje. Lupin nie był wojownikiem, nie powodowało to jednak, że nie spoglądała na niego z podziwem. W końcu to on był przy niej, kiedy się obudziła cała obolała. Trzymał ją za rękę, dbał o nią, jak tylko mógł, kiedy przechodziła proces rekonwalescencji. Robił to, w czym był najlepszy. Za to była mu ogromnie wdzięczna (nie można też pominąć tego, że wytrzymywał z nią, kiedy ciągle narzekała i marudziła na to w jakim stanie się znajduje).

Wood w przeciwieństwie do swojego przyjaciela nie rozmyślała już o minionych wydarzeniach. Było, minęło, doszła do siebie - będzie mogła walczyć dalej. Nigdy nie przejmowała się tym, że ktoś może się o nią martwić. Taką drogę już wybrała i zamierzała się jej trzymać. Szczególnie, że Brenna zaufała jej na tyle, że powiedziała jej o Zakonie, ba, nawet zapytała, czy chce do nich dołączyć. Nie mówiła o tym Cameronowi, wiedziała, że zacząłby panikować. Minie pewnie trochę czasu, nim mu się do tego przyzna. Na razie będzie mógł spać choć trochę spokojniej.

- Mówiłam ci już, że pismaki tak mają. - Heather niespecjalnie przepadała za dziennikarzami, właściwie specjalnie się nimi bawiła, aby pisali o niej te wszystkie głupoty, sama podsuwała im plotki, chociaż akurat tej jednej... to nie była jej sprawka. - Nie, nie zasugerowałam im nic, a powinnam? - Przyglądała mu się uważnie. Widziała, że się denerwuje, bo zaczynał się jąkać. Niedobrze, nie uważała, żeby to był powód do paniki. - Możesz mówić, co ci się tylko podoba Camiś. Liczę na twoją wyobraźnię. - Dodała jeszcze z uśmiechem. Wierzyła w jego umiejętności oratorskie, chociaż praktycznie nie istniały. Nie obchodziło ją jednak, co będą o nich pisać. - Wiesz, że jesteśmy teraz jedną z najpopularniejszych par? Brygadzistka Wood spadająca gwiazda quidditcha i młody, uzdolniony stażysta z Munga, myślę, że czytelnicy nas kochają. - Większość gospodyń domowych uwielbiała czytać historie o takich romansach, wcale jej nie dziwiło, że o nich piszą. Zresztą nie było w tym zbyt wiele kłamstwa, Ruda naprawdę kochała Camerona całym swoim sercem, tyle, że jeszcze nie do końca wiedziała, co to oznacza.

- Brawo! Przy mnie to się jeszcze wiele nauczysz. To była ta baba, która próbowała wylicytować Erika, brata Brenny, ale jej się to nie udało, bo zrobił to Malfoy. - Przypomniała jeszcze Cameronowi cały bieg wydarzeń, który miał miejsce podczas balu.

- Tak przy ludziach, oni robią to samo! - Spoglądała na Camerona, żeby zobaczyć, jak mu idzie. Wierzyła, że poradzi sobie wyśmienicie z tą małżą, czy innym glutem. - Nie pogardziłabym rosołem twojej mamy, myślę, że byłby dużo smaczniejszy od tego czegoś. - Pokazała palcem na to, co znajdowało się na talerzu.

Heath była wpatrzona w Camerona, kiedy tak urzekająco się jąkał przed kelnerem. Był naprawdę uroczy, czuła ciepło na serduszku kiedy na niego spoglądała. Zupełnie jej nie przeszkadzało to jego nieokrzesanie, jeszcze się wiele nauczy, to dopiero jego początek drogi na salonach. Uwielbiała go za to, że nigdy jej nie odmawiał, zawsze stał przy jej boku, nie patrząc w ogóle na to, jak bardzo niekomfortowe były dla niego te przyjęcia.

Jakoś przebrnęli przez wszystkie posiłki, doszli do deseru. - Ależ ślicznie pachnie ten tort, a do tego smakuje jak lemoniada cytrynowa, zimne piwo i lody porzeczkowe. - Odparła jeszcze. - Jak to w ogóle możliwe? - Nie jadła jeszcze nigdy w życiu czegoś takiego.

Po torcie upiła wino do końca, wtedy zostali zaproszeni na koncert. Skorzystała z pomocy Camerona, żeby zgrabnie się wydostać zza stołu. Złapała go pod ramię, mogli podejść bliżej, aby przyjrzeć się artystce. - Szkoda, liczyłam na to, że będziemy mieli chwilę dla siebie, ale pewnie nadrobimy to wieczorem. - Powiedziała jeszcze cicho, aby nikt przypadkiem nie usłyszał, co mówi i ruszyli razem przed siebie, aby obserwować koncert.

Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#28
17.09.2023, 20:15  ✶  

Tak jak Laurenta zaskoczyła odpowiedź Martina, tak i ten nie do końca rozumiał, jak interpretować otrzymany komplement. Czarodziej kpił z niego słowami odzianymi w kaszmir, czy też posiadał w sobie wystarczająco wrażliwości, by z wypowiedzi odczytać nie tylko treść, a i formę.

Crouch od zawsze unikał towarzystwa. Teorię życia socjalnego posiadał jako dobry obserwator, lecz brak praktyki przekładał się na dużą niepewność. Udział w rejsie jako współorganizator stanowiło wyzwanie dla osoby, od której do tej pory wymagano jedynie zadowalającej ogłady. Bardzo nie chciał zawieść matki, a także — wyjątkowo — samego siebie.

Delikatny uścisk Laurenta był jedynym przewidywalnym elementem tej konwersacji. Mężczyzna od początku nie prezentował się jako oczywisty dominator, co nie oznaczało, że wymierzona siła mogła być tylko sztuczką mającą w sobie jakiś cel. Ale Martin nie był podejrzliwy. Toczyli tylko lekką konwersację o stanie obecnym. Jedyne, czego Martin mógł się obawiać, to przegapienia zakończenia koncertu.

— Miło mi to słyszeć.

Z ulgą przyjął taką odpowiedź. Planowanie rejsu było zaskakująco uciążliwe. Przeglądając listę gości, matka wyróżniła kilka grup wczasowiczów: tych, którym sama obecność na morzu i odpoczynek całkowicie wystarcza, oraz rozpieszczonych drani potrzebujących zapychaczy czasu non stop. Być może wszystko odbyłoby się o wiele spokojniej, gdyby na pokład zawitali tylko przedstawiciele tego pierwszego typu. Zapewne Laurent należał do niej, tak więc Crouch mógł się zrelaksować — nie będzie zasypany pytaniami o kolejne "atrakcje".

Spokój nie trwał długo. Już sekundę później został zaproszony na dłuższą konwersację.

— Bardzo chętnie. Do końca koncertu nie ciążą na mnie żadne obowiązki, poza trzymaniem ręki na pulsie.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#29
18.09.2023, 10:54  ✶  

Ludzie stojący na uboczu często posiadali wrażliwość, która zachwyciłaby wielu. Jeśli tylko pozwoliliby na to, żeby opuściła ona bezpieczne bielmo czaszki i przesunęła przez struny głosowe na usta. Wypłynęła wraz z językiem przesuwającym po podniebieniu i zębach. Stali obok, ponieważ byli wręcz ZBYT wrażliwi. Przeczuleni, wyczuleni na innych, nie radzili sobie z nadmiarem odbieranych bodźców. Więc słowa Martina były przypadkiem czy może częścią tego cudu, który w tym świecie mieliśmy okazję dojrzeć? Nie miał okazji tego zweryfikować, ale to było jak haczyk i wędka. Z tą różnicą, że Martin chyba nie był świadom, że na Laurenta była to przynęta idealna - dokładnie taka, żeby był ciekaw, by eksplorować dalej. Kiedy nie chciało się przyciągać uwagi, albo wręcz odpychało potencjalnych partnerów do rozmów, to tego typu przynęty nie dość, że nie były planowane to jeszcze niechciane. Blondyn starał się wyczuć te... chęci. To, co mogło się znajdować pod tym zblazowanym spojrzeniem i napiętą sylwetką, jaka przed nim stała. Czy odpychał, całkiem świadomie, czy może jednak był faktycznie zainteresowany wymianą paroma zdaniami? Nawet nie podejrzewał, że w grę tutaj wchodziło pragnienie, żeby stanąć na wysokości zadania nie tylko dlatego, że gdzieś stała za plecami rodzina z linijką, gotowa bić po łapach za każde przewinienie.

Uśmiech Laurenta delikatnie się pogłębił, bo odpowiedź mężczyzny go rozbawiła, ale tak serdecznie. Gdyby był złośliwy to chyba właśnie powiedziałby: "w takim razie miłego drinka, skoro ma pan ochotę na niego BEZ obecności gości" i poszedł w swoją stronę. Takie bzdurne niuanse, uważne dobieranie słówek i zdań bywało męczące. Dla Laurenta bywało również ekscytujące - wszystko zależało od tego, z kim aktualnie rozmawiał i czego oczekiwał. Nie potrafił powiedzieć, czy ta propozycja przyniosła jakiekolwiek odprężenie, bo wręcz miał takie uczucie, że na odwrót - doprowadziła do mocniejszego napięcia. Być może to źle interpretował.

- To brzmi jak ciężar sam w sobie. - Opiekowanie się przyjęciami wszelkiego rodzaju było uciążliwe i tak - wymagało ciągłego, tak na dobrą sprawę, trzymania tej ręki na pulsie, jak to adekwatnie Martin określił. Musiałeś być gotowy na wszelkie reakcje, na różne dziwne wydarzenia. A ludzie naprawdę potrafili mieć bzdurne i skrajnie niebezpieczne pomysły. Ruszył więc z Martinem w kierunku baru, jakże przyjemnie teraz pustego. - Jeśli mógłbym zapytać... czy ta kompozycja tego wydarzenia, specyfika klimatu statku i tak dalej... jest pana koncepcją? - Sam się chyba tym wszystkim nie zajmował? To jest - opieką aktualną. A tworzeniem, przygotowywaniem? I nie chodzi tutaj oczywiście o służbę, która dbała o porządek od tej podstawowej strony. - I właściwie - dlaczego statek? Czemu rejs? Czy to sympatia do tego blasku odbijanego w morskich falach?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#30
18.09.2023, 20:49  ✶  

Trochę nieprzytomnie udał się wraz z Laurentem do baru. To akurat nie było niczym nowym. Od czasu do czasu podczas wypraw do pubów znajdował towarzyszy rozmowy. Na minutę lub dwie, dopóki nie było jasnym, że z Martina wiele się nie wyciśnie. Tylko kilka razy znalazł odpowiedniego rozmówcę. Być może tym razem miało być to samo.

Zamówił koktajl owocowy z nikłą dawką alkoholu. Trzeźwość umysłu była niezwykle istotna dla gospodarza rejsu. Barman w śmiesznym stroju pirata zaczarował kolorowe owoce, które zatańczyły w powietrzu i prześlizgnęły się przez moździerz do drinków. Na koniec kropla rumu do smaku.

— Zapewne byłoby mniejszym ciężarem, gdyby obyło się bez zaskoczenia. Mieli mi towarzyszyć rodzice, lecz pilnie musieli wrócić do pracy, tak więc działam w imieniu całej trójki — wyjaśnił.

Orzeźwiająca konwersacja zapowiadała się interesująco, lecz już kolejne pytania Laurenta odsłoniły turkusową wodę odkrywając szary piasek rzeczywistości.

— To głównie sprawka mojej matki. Statek należy do brata, którego mógł pan poznać podczas otwarcia rejsu. Matka zapragnęła wykorzystać tą unikatową ruchomość dla rozrywki swojej i znajomych... Cóż, okazało się, że tylko znajomych.

Nie miał żadnych fascynujących opowieści dla Laurenta. Żadnego wyznania. Żadnych słów opiewających miłość do oceanu. Z perspektywy osób trzecich rejs zdecydowanie zdawał się zmyślnym przyjęciem dla ekstrawaganckich bogaczy... Ale Jasna Otchłań była autentycznym pirackim statkiem, a Jack Crouch autentycznym piratem. Magicznie powiększone pomieszczenia i wyposażenie było natomiast dziełem pani Crouch, która w mgnieniu oka znalazła odpowiednie meble i dekoracje, idealnie wpasowujące się we wnętrze.

— Odbyłem z bratem kilka krótszych rejsów i muszę przyznać, że to niezwykle relaksujące. Odrywa zupełnie od rzeczywistości, bardziej niż jakakolwiek inna podróż — dodał garść swoich własnych przemyśleń.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (1870), Desmond Malfoy (570), Heather Wood (1963), Laurent Prewett (4484), Martin Crouch (3064), Oleander Crouch (731), Pandora Prewett (2287), Philip Nott (2132)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa