Rozliczono - Cameron Lupin - osiągnięcie Piszę więc jestem
Noc była ciepła, lepka od wilgoci i zaduchu miasta. Znajdujący się za winklem Trafalgar Square wciąż tętnił życiem, a raczej jego podrygami, gdy wypełnieni do cna alkoholem, i nie tylko Londyńczycy przechadzali się slalomem pomiędzy kolumną Nelsona, a strzegącymi National Gallery lwami.
Wkradli się do parku lawirując pomiędzy kolumnami łuku admiralskiego, skrzętnie omijając Whitehall, a idealna, niepokryta bruzdami powierzchnia pragnęła zaprowadzić ich pod pomnik samej Królowej Wiktorii, ale zbłądzili po drodze, skuszeni zielenią drzew i kwitnącymi w pierwszych podrygach wiosny kwiatami.
Chodniki wydawały się Charlesowi zbyt miękkie, a ławki nad wymiar lodowate, jakby zbierały chłód przez całą zimę, a teraz, z racji ogólnego ocieplenia nieszczęśnicy chcący na nich spocząć mogli to odczuć, wrócić się w czasie do końca stycznia, gdy niektóre części Wysp wciąż zakrywał śnieg albo szron. Skrzywił się dość teatralnie, gdy dotknął ręką żelaznego podłokietnika, jakby ten wcale nie był zbyt chłodny, a po prostu go oparzył.
- Jakieś absolutnie nienormalne są te ławki - wyrzucił z siebie z pretensją i zmierzył miejsce do siedzenia nienawistnym spojrzeniem. Nie kopnął ławki, bo obawiał się, że jeszcze się na nim zemści, no i co on wtedy właściwie z tym zrobi? Nie był pewien jak utylizować przepełnione nienawiścią meble ogrodowe, zwłaszcza takie, które wydawały się starsze od całej jego aktualnie żyjącej rodziny; a niektórzy jej członkowie, zdaniem Charliego, wyglądali jakby żyli jeszcze w poprzednim wieku, co pewnie nie było wcale takie dalekie od prawdy.
O czym, ja tak właściwie myślałem?, zapytał sam siebie, gdy podniósł spojrzenie na równie skonsternowanego Camerona, zaraz też spróbował poszukać Heather, pamiętał, ze z nimi była...
- Gdzie jest Heather? Zgubiła się w trawie?? Chyba jeszcze nie urosła ta trawa tak, aby miała metr sześćdziesiąt w kapeluszu, HEATHEER????? Przestań udawać... ten tam stożek?? Jak to się nazywa. - oczy Charliego skupiły się na Cameronie, jakby ten w tej sekundzie miał zgadnąć, co właściwie dzieje się w głowie Rookwooda, o jakie słowo mu chodzi - Storczyk! Krzak! - dodał i ani przez chwilę nie wpadło mu nawet do głowy, że mogli tego wieczora trochę przesadzić z substancjami odurzającymi.
Wciągnął powietrze odchodząc coraz bliżej zbiornika wody, który, na jego nieszczęście oddzielony od deptaka był tylko niewielką barierką kończącą się na wysokości kostek.
Podskoczył jak oparzony, znowu, tym razem nie z powodu ławek, które wydawały mu się niesamowicie mroźne, Merlin jeden wie czy z powodu stanu w jakim był, czy faktycznie takie były, a przez donośnie 'HONK' dochodzące zza jego pleców.
Prawie, że wpadł do zbiornika z wodą, ale dzięki niewielkiej, krasnoludzkiej barierce, o którą zaczepił się butem wylądował po prostu tyłkiem na chodniku.
- Przecież to nie śmieszne, weź mnie tak... - nie był pewien, dlaczego pomyślał, że to właśnie Wood postanowiłaby wydać z siebie wyżej wspomniany dźwięk. Ze zdziwieniem, poniekąd też przerażeniem odkrył jak bardzo się mylił, gdy stanął twarzą w twarz z jednym z najgroźniejszych predatorów Londynu - gęsią.
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you