- Wiesz, łatwo zapomnieć, kiedy nie zrzędzisz - zaśmiałem się. Droczyłem się. Nie byłem pewien, czy mogłem zapomnieć, czy byłem w stanie zapomnieć, szczególnie po tych wszystkich fantazjach sennych i nie tylko. Czasami musiałem się chwilę zastanowić, co było jawą, a co snem, i może to właśnie to sprawiało, że miałem zakrzywiony obraz Aveliny, gdyż w mojej głowie byliśmy sobie oddani nad wyraz. Nie ujadaliśmy jak dwa psy, ten rasowy i kundel bury.
- Dobrze myślałaś. Wychowano mnie na człowieka z klasą, ale przebywanie z tobą robi ze mnie prostaka - pragnąłem zauważyć. Wcale tak nie myślałem, tylko po prostu przeszedłem w tryb wspomnianego wcześniej ujadania. Powiedziałbym, że to ona zaczęła, robiąc mi na złe tą podróżą, więc się niech teraz nie dziwuje, że wychodził ze mnie podły młodzieniec.
Na potwierdzenie tych słów, ale też by ją jeszcze bardziej pozawstydzać, pozaskakiwać i zażenować, a może trochę przerazić... Sam nie byłem pewien, w co dokładnie celowałem, ale chyba chciałem się przekonać, co przyniesie nasza najbliższa przyszłość. Wstałem ze swojego miejsca i podszedłem do drzwi przedziału. Rozejrzałem się, jak gdyby nigdy nic, a jako że na korytarzu aktualnie nikogo nie było, to już przy wykorzystaniu siły własnych mięśni, osłoniłem okna zasłoną i zamknąłem drzwi na zatrzaskę. Jak będzie konduktor sprawdzał bilety, to może otworzymy, a może nie... Ale inni niech spadają. W tej chwili powstał tu VIPowski przedział. Mój i Aveliny.
Odwróciłem się z niebiańskim uśmiechem.
- Widzę, że madame ma problem z marynarką. Może pomóc ją zdjąć? - zapytałem, stając nad nią i kłaniając się zgodnie z etykietą dworską. Drobny akt władzy i drobny akt komizmu.
I żeby ją tylko bardziej zawstydzić, sam ściągnąłem kurtkę, składając ją niemalże pedantycznie i odkładając na miejsce obok tego, na którym przed chwilą siedziałem. Różdżka nadal przebywała w tajemnej kieszeni kurtki, ale była tak umiejscowiona, że byłem w stanie dosyć sprawnie ją podjąć, a też nie rzucała się w oczy. Wiedziałem to, bo sprawdziłem to trzykrotnie. Jednak pewnych nawyków nawet docinanie Avelinie nie mogło zmyć z mojej głowy.
Słowa odnośnie prawdziwego mnie zbyłem, jak gdybym umyślnie nie chciał ciągnąć tego tematu. Był zawiły, pełen tajemnic i smutny. Byłem człowiekiem smutnym pomimo tego, że zazwyczaj lśniłem, czy to w pracy, czy to w domu, czy to w tłumie bawiących się czarodziejów.