• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[29 czerwca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory

[29 czerwca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
04.10.2023, 23:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2025, 23:50 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I
Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

29 czerwca 1972, mieszkanie Stanleya, godziny wieczorne
Stanley Andrew Borgin, Sauriel Rookwood, Victoria Rookwood Lestrange & Atreus Bulstrode
"Ogórków mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory", czyli "Owoców mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory" ale w alternatywnej wersji - część III ogórkowej trylogii

Na ten wielki dzień, Stanley czekał od dawien dawna. Nadal miał w pamięci jak po raz pierwszy napomknął o temacie ogórków swojemu serdecznemu przyjacielowi Saurielowi, który następnie podał mu pomocną dłoń i postanowił zostać protoplastą całego przedsięwzięcia razem z nim. Dalej do grupy dołączyła (była żona Rookwooda? Borgin nie do końca wiedział jak to określić skoro był ślub, a później został anulowany) Victoria, która okazała się być ogórkowidzącą i tak bardzo potrzebną ekspertką dla całej sprawy, że również stała się bardzo ważnym elementem ich ogórkowej przygody. I teraz, dnia 29 czerwca, do tego zacnego zgromadzenia miał dołączył Atreus - adept tej sztuki, pierwszy tego imienia, męczennik wypominający mu niezdanie kursu Aurorskiego, a przede wszystkim również przyjaciel i dobry druh Stanleya.

Od momentu przesiania ogórków do ziemi na działce jego ciotki, przyszły baron pilnował ich niczym największego majątku. Był tam prawie codziennie pilnując jak im się wiedzie i czy mają wystarczająco dużo wody do odpowiedniego wzrostu. Powiedzieć, że rosły jak na drożdżach to jak nie powiedzieć nic - te wszystkie porady, które otrzymali od Lestrange okazały się jak najbardziej pomocne i odpowiednie. To właśnie dzięki nim, kilka tygodni później, zbierał już plony do wielkich wiklinowych koszy, aby później móc je przetransportować do swojego domu. Jak pomyślał, tak też zrobił. Kiedy tylko zakończył cały proces logistyczny, poinformował pozostałych wspólników o planowanej dacie spotkania i... musiał czekać, ponieważ popisał się swoim geniuszem po raz kolejny, planując je dopiero tydzień później. Typowy Staszek...

Cały salon został wysprzątany, a główny stół w pomieszczeniu był zastawiony wszelkimi potrzebnymi rzeczami. Borgin nie byłby sobą gdyby nie miał przygotowanej jakiejś świętej księgi - biblii wekowania w tym momencie. Po raz kolejny przydała się ogromna biblioteczka, którą otrzymał w spadku po swojej matce. Po za spektakularną książka do gotowania, na blacie znalazły się również inne potrzebne rzeczy takie jak czosnek, koper z baldachimami, chrzan z liśćmi, kilka kilogramów soli i kilkanaście innych warzyw czy roślin o których Stanley nie miał ze swoją wiedzą pojęcia. On po prostu wziął wszystko to, co mu poleciła pani w niedalekim sklepie. Musiał być przecież samodzielny w swoich działaniach - chciał, aby Sauriel był z niego dumny. A pod samym stołem stały 2 duże kosze wiklinowe, które były wypełnione ogórkami do tego stopnia, że te były ułożone na słowo honoru, a nawet najmniejszy ruch powodował ich upadek - trochę taka ogórkowa yenga.

Oczywiście cały rytuał nie zostałby dokończony bez 4 szklanek oraz lodowatej butelki whisky. Nie zabrakło też miejsca na popielniczkę. Borgin pamiętał, że ktoś wspominał - najpewniej Ogórkowidzącą - o kwestii picia alkoholu przy sadzeniu ogórków i że to wręcz było wskazane. Najpewniej brzmiało to trochę inaczej ale wybiórcza pamięć Staszka zapamiętywała tylko i wyłącznie to co chciała, a nawet przeinaczała słowa aby pasowały do jego narracji.

W tym wszystkim nie mogło też zabraknąć długiego, kuchennego fartucha na jego piersi. Zważając na fakt dbałości o szczegóły, przygotował też trzy inne fartuchy - dla każdego z gości aby nic im się nie stało. Musiało to jednak wyglądać trochę śmiesznie, ponieważ pod tym "odzieniem bezpieczeństwa" miał przecież białą koszulę i spodnie w kant, zupełnie jakby miał zaraz iść do jakiegoś teatru ale nic bardziej mylnego.

Stanley tak sobie siedział i oczekiwał jakiegokolwiek znaku życia czy dźwięku przybycia gości. Wpatrywał się w zegarek z niecierpliwością. Mógłby przysiąść, że każda minuta trwała o wiele za długo. Puuk, puuk Rozległo się po mieszkaniu, a Borgin aż podskoczył z zadowolenia i ruszył czym prędzej do drzwi. Prawdę mówiąc siedział jakieś 5 metrów od nich, więc znalazł się przy nich szybciej, niż mrugnięcie oka - Dzień dobry. Dobry wieczór. Witam bardzo serdecznie - przywitał się, otwierając szeroko drzwi. Operacje czas zacząć...



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
06.10.2023, 23:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2023, 23:59 przez Victoria Lestrange.)  

W przeciwieństwie do Stanleya, Victoria nie czekała na ten dzień, bo w ferworze wszystkiego co się w ostatnim miesiącu działo – zwyczajnie zapomniała o ogórkach. Borgin pewnie by się śmiertelnie obraził… Ale ledwie trzy dni po tym jak pomagała jemu i Saurielowi na działce, została zaatakowana we śnie, a wtedy karuzela spierdolenia nagle zaczęła się obracać na największych obrotach – i trzymało do początku czerwca, gdzie tej karuzeli już się nawet nie dało zatrzymać, bo wspomnienia babci dowalały do pieca. I kiedy Victoria już myślała, że wychodzą na prostą, bo udało się znaleźć rozwiązanie na skutek rytuału Beltane… wszystko miało się spierdolić konkretnie, i w ostateczności… gdzie była? Gdzie był Sauriel? Gdzie w tym wszystkim byli po pamiętnym wieczorze, który skończył się jej łzami i poranku, kiedy bała się, że jeszcze chwila i słońce go spopieli już tak dokumentnie? W obliczu tego wszystkiego można zapomnieć o czymś tak trywialnym jak ogórki.

Bo czy Stanley chciał czy nie, jej życie wokół ogórków ani przetworów w ogóle się nie kręciło. Ale na zaproszenie odpisała. A później pomyślała, że… nie ma już chyba nic do stracenia i że może poświęcić jeden wieczór na tę całkowitą bzdurę. I była pewna, ze kogo jak kogo, ale Sauriela Stanley też zaprosił, więc… kolejny wieczór, że będzie mogła mieć go na oku, choć pilnować go wcale nie chciała. Sama nie wiedziała czego właściwie już teraz chciała. To życie się po prostu rozpadało – od czasu nieszczęsnego Beltane nic nie szło tak jak powinno, tylko po jakiejś krzywej prosto w dół. Trzeba się było mocno trzymać wagonika żeby nie wypaść na zakręcie.

Przyszła pod umówiony adres punktualnie, zapukała do drzwi… i te otworzyły się właściwie sekundę później.

– Cześć, Stanley – rzuciła na przywitanie i weszła rozglądając się po pomieszczeniu. – Czy ty czekałeś pod drzwiami? – zapytała się podejrzliwie i poprawiła torebkę na ramieniu. Długi rękaw sukienki zasłaniał niezbyt ładną bliznę na jej przedramieniu, tak samo jak niewidoczna była ta „zdobiąca” jej plecy. Za to spódniczka sięgająca kolan odsłaniała zgrabne nóżki. Dała się poprowadzić w głąb mieszkania, zostawiła torebkę na jakimś fotelu albo krześle i rozejrzała się uważniej. Dostrzegła stół, jakąś książkę, kosze pod stołem… I przygotowane cztery szklanice. Victoria zaczęła liczyć; Stanley, to jeden, Sauriel to dwa, ona to trzy… Więc dla kogo była czwarta?

– Kto jeszcze ma przyjść? – zapytała, powoli oderwawszy spojrzenie od szkła i przeniosła je na Borgina.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#3
08.10.2023, 17:22  ✶  

Masował kciukiem nasadę nosa, kiedy list do niego dotarł. No tak. Ogórki Stanleya. Taka trywialna i nieważka rzecz, która pochłaniała Borgina do granic. Nie wystarczyło papierosów w paczce, żeby je wypalić przed odpisaniem na tę przeszytą emocjami wiadomość pisaną wielkimi literami. I kto tu zresztą miałby krytykować ten list? Na pewno nie on. Sam się nie wysiliła podczas pisania listów, dopóki mu nie zależało, albo dopóki się go nie wzięło pod włos. Nie poruszyło. Zazwyczaj jego poprawne pisanie listu nie było zwiastunem niczego przyjemnego. Przyłożył papier do płomienia świecy i pozwolił mu spłonąć. Bez odpisania. Przecież było oczywiste, że się stawi na zebranie przyjaciela, prawda? Słynnej ogórkowidzącej nie mogło tam zabraknąć. Ostatnim razem się świetnie w trójkę bawili. W gruncie rzeczy nie mógł się nie uśmiechnąć i pokręcić jednocześnie z politowaniem głową na ten głupi list. Na te głupie ogórki. No... stary był dumny z młodego, że ten miał taką pasję. Chociaż to niby Stanley był starszy w tym związku męskiej przyjaźni.

Sauriel nie pukał, wszedł jak do siebie.

- Hej. - Przywitał się pomrukiem, zamykając za sobą drzwi i spojrzał na Victorię, która już tutaj była i samego gospodarza. A potem na... no nooo! Aż gwizdnął, widząc jakie tutaj wielkie przygotowania ruszyły pełną parą specjalnie po to, żeby... zrobić coś z ogórkami. Te... przegryzki do wódeczki, jeśli dobrze pamiętał? Wszedł do pokoju i poszedł od razu do blatu, na którym leżały wszystkie te mistyczne rzeczy, włącznie z koprem, który wyglądał jak jakaś tajemna roślina trująca, by wziąć w dłoni ząbek czosnku (wyglądający nie mniej podejrzanie, ale zapach już chociaż znajomy), odłożyć go, potem pacnąć ten koperek... o jak śmiesznie się toczył i sypał, jeszcze raz. Dobra, star... ostatni raz. I przeszedł dalej. Oczywiście tykając i oglądając wszystko po kolei, jak ciekawe dziecko. - No, nooo... - Odezwał się, robiąc mądrą minę i kiwając głową. - Panie Mulciber, pan to tu odjebał kawał dobrej roboty. - Pochwalił przyjaciela. Chociaż nie miał pojęcia, czy to dobra robota, bo nawet nie był pewien, co zamierzali tu robić.

Spojrzał na fartuszki i wziął jeden z nich podnosząc, by razem z tym podniesieniem podnieść swoją brew i spojrzeć na Victorię. Jakby posyłał jej swoiste "ty to widzisz co ja?". Stanley tutaj grubo pomyślał o wszystkim, ale niczego mniej się nie spodziewał. Namierzył zaraz wzrokiem whiskey, znowu kiwnął z uznaniem, odłożył ten... szlafroczek... czy cokolwiek to było. Sauriel miał na sobie czarną koszulę i czarna spodnie - całkowcie proste, minimalistyczne, mało... "w jego stylu". Więc ten "szlafroczek" był wręcz wskazany, żeby się nie ujebać. Tak samo jak jeszcze przed momentem Victoria zwrócił uwagę, że chyba będą mieli nieoczekiwanego gościa. Gdyby Sauriel miał lepszy humor to by zapytał, czy starą zaprosił żeby im pomogła. Świętej pamięci Anne była na pewno dumna z syna, że ten wziął sobie tak do serca ogrodniczy fach.

- Kogo ty tu jeszcze zaprosiłeś? Mam nadzieję, że masz więcej butelek, bo na cztery osoby ta samotna ruda to jak śmiech.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#4
10.10.2023, 22:02  ✶  
Atreusowi jakoś nigdy szczególnie nie zależało na tych ogórach, ale wspierał w tej działalności Stanleya od kiedy tylko pamiętał. Od momentu, kiedy zamiast przesadzać mandragory na zaliczenie z zielarstwa, po nocy przekopywali doniczki w szklarni, żeby zasiać w nich swoje pierwsze plony. Historia tych działań była tak samo krótka, jak tragiczna, bo orłami z tego typu dziedzin to ani nigdy nie byli, ani też nikomu jakoś nie podobało się, że potłukli przy tym trzy doniczki i zamordowali z zimną krwią mandragorę. (Co akurat nie było ich winą bo skąd mieli wiedzieć, że zasypanie jej piachem miało jej nie służyć.)
Mimo wszelkich niepowodzeń, Bulstrode trwał jednak przy boku swojego przyjaciela, bo tam było jego miejsce. Przez lata starannie próbował mu od czasu do czasu pomóc, a jeśli nie mógł ku temu użyczyć swoich własnych rąk, to przynajmniej zagrzewał go do walki o słoje pełne ogórów. Tego jednak lata udało się. Nastąpił przełom i auror z całego serca był dumny ze Staszka, nawet jeśli jego własne życie nie pozwoliło mu w pełni przyczynić się do tego sukcesu poprzez ciężką pracę przy sadzeniu i doglądaniu tych królewskich warzyw.
Kiedy wreszcie dostał wiadomość, nie zastanawiał się długo, z miejsca udzielając Borginowi odpowiedzi i licząc dni do momentu, kiedy spotkają się przy stole i rozpoczną akcję kiszenie ogóra. Wykorzystał czas dzielący do odpowiedniego zaopatrzenia się na czas tych chwalebnych działań, wykupując parę flaszeczek, w które dzwoniły wesoło, kiedy stanął wreszcie na Borginowym progu.
- Dzień dobry, dzień dobry. Wybaczcie mi zwłokę - zapakował się do środka, omiatając szybkim spojrzeniem wszystkich, którzy znajdowali się wewnątrz. Był o czasie, nie nadwyrężając tym samym cierpliwości Staszka, ale fakt faktem, pojawił się wśród zgromadzonych ostatni. Chyba ostatni? - Tośka nie będzie? - zapytał jeszcze, pierwsze co robiąc to podchodząc do powierzchni płaskiej innej niż zapełniony rzeczami do ogórów stół, na którym rozstawił przyniesione ze sobą flaszki. Przeźroczysty płyn błyszczał w nich radośnie, bo Atreus postawił na klasykę, do której zwykle przegryzano ogórki, to jest bimber, żeby poczuli się jak na prawdziwych działkowców przystało. Bimber co prawda był gobliński, na wspomnienie czego aż go trzęsło gdzieś w środku, ale musiał przyznać, nawet jeśli z wyraźną niechęcią, że jedna z rzeczy w której te obrzydliwe pokurcze były dobre, to był właśnie bimber.
Nawet się nie zdziwił, widząc tutaj i Rookwooda i Victorię, zbyt już zaangażowany mentalnie w fakt dlaczego się tu wszyscy w ogóle zgromadzili. Przywitał też się z nimi, kiedy tylko pozbył się z rąk butelek, a potem podwinął rękawy białej koszuli. Akurat pod względem ubioru, prezentował się podobnie do Borgina, wybierając tego typu garderobę chyba tylko z przyzwyczajenia, nie wstydząc się jednak przygotowanych przez przyjaciela fartuszków, z których to jeden zaraz porwał w ręce i przyjrzał mu się z uznaniem.
- No, no. Widzę, że w tym roku jesteśmy przygotowani. Bardzo dobrze, Stanley. - pochwalił jego zaradność, bez chociażby odrobiny typowej dla niego ironii w głosie.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
10.10.2023, 23:50  ✶  

Oczywiście, że życie kręciło się wokół ogórków... A już na pewno jakoś od połowy kwietnia tego roku. Od momentu kiedy siew się przyjął i kiedy pierwsze rośliny zaczęły się pojawiać. TO BYŁ PRZEŁOM w całej przyrodniczej karierze Staszka - dosyć długiej, pozbawionej sukcesów.

- Ooo, szanowna Pani Victoria - rozłożył ręce od razu zapraszając do środka - Trochę tak ale też nie do końca - wyjaśnił z odrobiną tajemniczości w głosie. Borgin jak prawdziwy grzybiarz, nie mógł zdradzić swoich wszystkich asów i sekretów po pierwszym pytaniu. Podprowadził swoją koleżankę z kursów Aurorskim w głąb mieszkania, upewniając się że przygotowane przez niego laboratorium przejdzie wszystkie atesty i dostanie ogórkową akredytację. Kto jak kto ale to właśnie Victoria była tutaj ekspertem w tej dziedzinie. W końcu nie od parady miała tytuł Ogórkowidzącej - No jak to kto? - odparł ze zdziwieniem - Atreusek - wytłumaczył jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie...

...a w wtedy do środka wszedł Sauriel. Zupełnie jak do siebie, ponieważ po trochę tak było, chociaż definicja "czuj się jak u siebie", mogła się trochę różnić w słownikach dwójki mężczyzn... Cóż. Było już za późno, aby się nad tym zastanawiać - dobrze, że Rookwood przyszedł. Stanley odwrócił się w jego kierunku i niczym ta obrotowa wieżyczka, podążał za nim wzrokiem - Witaj, witaj! - przywitał go ze szczerym uśmiechem i przystąpił do dalszego oglądania poczynań swojego przyjaciela. Co Ci ten biedny koperek zrobił... Zastanawiał się w myślach, wytężając swoją mózgownicę, a może wręcz próbując połączyć się ze stacją matką, która ewidentnie nie spajała tej ich wspólnej szarej komórki - Dziękuje za docenienie - ukłonił się w pasie. Nie zwrócił uwagi na to, że został nazwany Mulciberem, ponieważ już się do tego przyzwyczaił. W towarzystwie Sauriela miał dwa nazwiska albo nawet jedno, łączone - Mulciber-Borgin lub Borgin-Mulciber, zależnie od kaprysu.

- Atreuska - odparł ponownie, aby i Rookwood wiedział kto będzie czwartym jeźdzcą apokalipsy - Nie bój się. Wszystko jest gotowe. Będziemy mogli się upodlić jak za starych, dobrych lat... Ale to po robocie - zaznaczył, podchodząc bliżej do swojego konia na białym rycerzu... Wiadomo o co chodzi - do tego, który go uratował po Beltane - Wszystko w porządku? - zapytał ciszej, swego rodzaju szeptem. Pamiętał jak kilka dni temu gościł w swoich skromnych prograch tego właśnie dostojnika. Teraz chciał się upewnić, że wszystko jest chociaż stabilnie u niego.

Kolejny co go kultury nie nauczyli albo po prostu za długo się już przyjaźnił z Borginem, aby wiedzieć, że może sobie na to pozwolić - Jest i on! - niemal wykrzyczał z radości - Przed państwem Atreusek - przedstawił go pozostałemu gronu. O ile Victoria mogła go znać, ponieważ pracowali razem w biurze Aurorów - niedoścignionym marzeniu Staszka - tak Sauriel raczej nie miał okazji go poznać... A może miał? Nie wiedział - Jesteś na czas Bulstrode - zapewnił go, spoglądając ukradkiem oka na zegarek - A po co? Miałby tu przeprowadzić konfiskatę ogórków i flaszek? - zaśmiał się. Humor mu ewidentnie dopisywał - Ma jakieś rzeczy do roboty. Wiesz jak to jest u tych sławnych kawalerów... - dodał, pozwalając sobie na lekką przyczepkę w kierunku swojego "nemezis". Borgin mu oczywiście z całego serca kibicował i uważał, że znalazł się tam na zasłużonym i odpowiednim miejscu jak Tosiek... Ale co sobie porobił z nich żarciki to jego.

- Skoro zebraliśmy się wszyscy już tutaj... Pozwolicie, że zacznę od krótkiej przemowy... - stwierdził, podchodząc do stolika gdzie rozlał do czterech szklaneczek, zimniutkiego złocistego trunku - Zebrałem Was tutaj, aby uczcić tę lata ciężkiej pracy... Doskonalenia techniki... - przerwał na moment, przyglądając się wszystkim zebranym - Dobra. Żartuję. Nie będzie żadnej przemowy. Po prostu będziemy dzisiaj kisić ogórki, wszak zbiory były udane i chciałem spędzić z Wami trochę czasu w takim doborowym towarzystwie - stwierdził - Proponuję szybki toast za okazję i zaraz weźmiemy się do roboty, ponieważ wszystko jest gotowe tak jak możecie zauważyć - dodał z dumą, a następnie sięgnął po jedną ze szklanek - No to drodzy państwo... Oby te ogóreczki to nam wyszły po prostu bajecznie! Zdrowie! - wzniósł swoją szklanicę do góry, aby móc się zbić z resztą zacnego grona.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
11.10.2023, 12:57  ✶  

– Dobiegłeś do drzwi w dwie sekundy, to szybciej niż niektóre burki przy mugolskich podwórkach. Wiesz, że czasami mają na płotkach wywieszone tabliczki z napisem „dobiegam do furtki w trzy sekundy, a ty?” – Victoria miała całkiem sporo takich historii, jako że cztery lata pracowała w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym. Z mugolami miała do czynienia nagminnie, trochę się wiec naoglądała. Tak jak teraz oglądała wszystko co Borgin miał przygotowane. Na wzmiankę o tym, że czwartą osobą ma być Atreus tylko skinęła głową – towarzystwo Bulstrode’a zupełnie jej nie wadziło. – Wiesz co jeszcze mi się przypomniało? – gadała dalej, kiedy drzwi otwarły się w ogóle bez żadnego pukania, niczego. – Niektórzy mieli też tabliczki z napisem „uwaga zły pies, ale żona jeszcze gorsza” i myśleli, że to super zabawne – a w rzeczywistości było turbo żenujące i Victorię aż wykręcało. To Sauriel wszedł bez pukania i zobaczyła to dopiero, gdy przeszedł do pomieszczenia, w którym była ona, robiąc oględziny i faktycznie wlazł jak do siebie. U niej robił dokładnie takie same numery. – Hej, Sauriel – przywitała się, kiedy Rookwood zaczął dotykać wszystko co czekało na nich na stole. Czosnek (proszę, oto dowód, że nie odstraszał wampirów), koper, którym zdążył nabrudzić i Victoria już poczuła, że coś w niej narasta bo już nie jest równiutko… – Mulciber? – mruknęła, nie rozumiejąc i zmrużyła nieco oczy. No jak ostatnio pamiętała, to Stanley to był Borgin.

Sama podeszła teraz do tych fartuszków, by założyć sobie jeden, szlag by ją trafił, gdyby się pobrudziła, a kiedy Sauriel swój odłożył, zamiast założyć i zapytał o to samo co ona chwilę przed jego przyjściem, to tylko się uśmiechnęła pod nosem. Widać był równie mocno poinformowany co ona. Akurat podawała fartuszek ponownie Saurielowi z cichymi słowami:

– Masz, ubierz – i wtedy wpadła ostatnia osoba. – Cześć, Bulstrode – rzuciła na przywitanie, tradycji musiało stać się zadość, to zostało już wpisane, żeby mówić do siebie po nazwisku, chociaż kiedy wspominała gdzieś o Atreusie, to mówiła z kolei po imieniu. Ot, taka tam zaczepka, sam zaczął i zostało.

Wywróciła oczami, kiedy Stanley zaczął „przemowę”. Może to nawet zobaczył, bo szybko skończył pierniczyć… a nie, jednak nie skończył, bo gadał dalej, tylko w mniej patetycznym tonie.

Szybko mieli to zacząć – już na wstępie alkohol, no ale nic. Wzięła do ręki szklaneczkę żeby wznieść toast i pewnie nie wychyliła wszystkiego na raz, zwykle zaczynała na dwa, trzy razy, skrzywiła się i odłożyła szklaneczkę.

– No dobra, Bulstrode, masz pojęcie co i jak? Stanleya i Sauriela nie pytam, bo wiem, że nie mają – nie wiedziała po prostu na ile musi ich wszystkich pilnować żeby nie nastąpiła jakaś katastrofa. – Ogórki są umyte? – tu już pytanie skierowała do Stanleya, bo jeśli nie były, to kogoś trzeba było do tego zadania oddelegować.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#7
11.10.2023, 16:04  ✶  

Sauriel uniósł jedną brew pytająco, słysząc magiczne "w tym roku". Nie, że w ogóle, nie, że przygotowani. To był konkretny zwrot. Spojrzał z tą uniesioną brwią pytająco na Stanleya, ale nic nie powiedział. Więc to był jakiś wielki plan misternie snujący się od lat? Spisek, prawdziwy spisek, który miał na celu pradziwe zawładnięcie rynkiem, tylko potrzebował kogoś ogarniętego, kto rozwikła tajniki książki jego matki, a potem... cóż, dalej Sauriel też mógł tę zagadkę rozpracowywać, na szczęście Victoria im bardzo to wszystko ułatwiła i gdyby nie ona, to nie wyrosłyby nawet w połowie tak dorodne, jak wyrosły. Albo nie wyrosłyby wcale, bo zamiast wodą stale by je podlewali wódką. Potem się dziwić, że obaj nie grzeszyli pieniądzem, kiedy był on przepierdalany (inaczej się tego ująć nie dało) na głupoty. Sądził, że to jakiś wybryk tegoroczny Stanleya, a wychodziło na to, żeniekoniecznie.

- Nie. - Odparł krótko na pytanie Stanleya o to, czy wszystko dobrze. Miał udawać, że tak, wszystko super i wesoło? Po co? Trzymał się i w zasadzie było całkiem stabilnie, to wystarczyło do funkcjonowania. Oderwał wzrok od Stanleya, przenosząc go na dłuższy moment na Atreusa, który powtórzył prawie że jego słowa chwaląc Stanleya. I dobrze. Stanley potrzebował bardzo dużo pochwał i zapewnień, że robi dobrze. Wtedy faktycznie kontynuował robienie dobrze, albo zapominał o robieniu czegokolwiek i otwierał alkohol. Czyli też dobrze. W tę czy drugą nie wychodzili stratnie. Śledził dość uważnie Stanleya i Atreusa w swoim towarzystwie, wymianę zdań o Anthonym, ale nie wtrącał się do tego. "W tym roku", "Antka nie będzie?" - może to były pierdoły, drobiazgi, ale tworzyły inny obraz tego, jaki miał o tej zabawie, jaką Stanley wymyślił. Jakby coś go ominęło, przeskoczyło nad jego głową, a on tego nawet dotąd nie spostrzegł. - Stary Stanleya to Mulciber. Mój ulubieniec. - Ostatnie słowo było podkreślone cynizmem, kiedy Sauriel powąchał w końcu ten koperek, do którego się cofnął, ale skrzywił się, prawie parsknął i go zostawił już w spokoju. Minął szerokim łukiem, jak kot cytrynę. Albo ogórka, który go zaskoczył od tyłu. - Wyszedł po mleko i nie wrócił. A jak już wrócił to znowu wyjechał. Taki los. - Było jeszcze kilka przykrych historii, które można było opisać o życiu Staszka w o wiele bardziej miły i empatyczny niż zrobił to Sauriel (czyli antypatycznie), ale na tym poprzestał. W każdym razie oto i dlaczego Stanley był Borginem a nie Mulciberem.

Odebrał od Victorii fartuch delikatnie, jakby Victoria była krucha jak motyle skrzydła. I grzecznie założył. I równie grzecznie wzniósł toaścik... odstawił pustką szklankę i zanurkował po ogórka, oglądając go ze wszystkich stron. No, ludzie to jadali...

- Aha... ja wiem, co robić... - Odpowiedział, skupiony na tym ogórku. Oczywistym było, że nie wiedział i chyba pół słuchał wielkie przemowy Stanleya i potem wstępu do tego, co i jak robić od strony Victorii. Odtuptał od towarzystwa do kuchni z ogórkiem w ręku. Słychać było stukanie szafek, jakieś jeno "kurwa!" po głuchym tąpnięciu, kiedy Sauriel przywalił sobie otwartymi drzwiczkami w łeb i w końcu szczęk sztućców. I wrócił podrzucając nóż kuchenny w ręku. Tak, nadal z ogórkiem w drugiej.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#8
15.10.2023, 02:13  ✶  
Atreusek, jak to go nazwał Borgin, ukłonił się dwornie, kiedy padło jego imię, żeby się z zebranym gronem należycie przywitać. Potem przeniósł spojrzenie na Staszka, przez moment się wyraźnie zastanawiając, a w końcu wzruszył ramionami.
- Nie wiem, założyłem że chciałby być obecny przy tej wiekopomnej chwili - bo czyż taka nie była? Gdyby Atreus używał w kalendarzu kolorowych mazaków, to pewnie 3 lipca już na zawsze zostałby objęty czerwonym kółkiem i mocno opijany każdego roku. Potem tylko nieznacznie zmrużył oczy, bo nie był pewien czy Borgin obraża tylko swojego brata, czy może jednak jego też przy okazji, ale ostatecznie stwierdził, że chyba go to aktualnie absolutnie nie obchodzi.
Atreus ubrał fartuch, kiedy Stanley zaczął im rozlewać porcje rudej, a potem ujął przypisaną sobie szklaneczkę w dłoń, z pełną uwagą przysłuchując się jego przemówieniu. Jak dla niego, to Borgin mógł dalej kontynuować w tym samym tonie i nawet by go za to nie wyśmiał.
- Zdrowie! - przytaknął, unosząc naczynie i uśmiechając się lekko zarówno do gospodarza, jak i do Victorii i Sauriela, a potem upił solidny łyk Ognistej. Czuł, jak przyjemne ciepło zaczęło rozlewać mu się po żołądku i z miejsca poczuł się tak jakoś lepiej i lżej. Odstawił szklaneczkę, spoglądając na Lestrange, kiedy postanowiła upewnić się co do stanu jego wiedzy.
- Nie jestem aż takim mistrzem sztuki ogórkowej jak oni. Moja rola to raczej wsparcie moralne. Tak było od początku - odparł beztrosko, zaczynając podwijać rękawy koszuli. - Ale zakładam, że musimy te ogórki umyć - uśmiechnął się lekko, bezwstydnie podchwytując dokładnie to, co sama powiedziała. Trochę wątpił w to, by Staszek był na tyle ogarnięty by samemu na to wpaść, albo raczej - zbyt upojony udanymi zbiorami i wiążącym się z nim tryumfem nad matką naturą. - Stachu, masz jakąś miednicę? - zapytał go natychmiastowo, spojrzeniem jednak czujnie obserwując Sauriela, który zaraz wrócił z kuchni, z wcześniej zabranym ogórkiem i... nożem?
- A ty co chcesz z tym zrobić? W dupę sobie włożyć?
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#9
19.10.2023, 18:43  ✶  

Czy rzeczywiście był tak szybki jak przecinak? Mógłby się nad tym zastanawiać jeszcze kilka chwil ale Victoria miała ewidentnie inny plan, zwłaszcza kiedy sprzedała mu ciekawostkę, które przecież uwielbiał. Sęk w tym, że to przeważnie robił Sauriel ale Lestrange jako przyszła pani Rookwood może już zaczęła ćwiczyć? - Hmm... Dziwne trochę. I te burki rzeczywiście dobiegają w trzy sekundy? - zapytał z zainteresowaniem. Ci mugole to rzeczywiście byli dziwni i nieopanowani, zwłaszcza że uczyli swoje psy takich rzeczy - Ciekawe że swoim żoną każą się ścigać z psami... - skwitował, nie rozumiejąc jak bardzo muszą nienawidzić swoich małżonek aby taki los im zgotować.

Stanley pamiętał przecież libacje, której poddali się 26 czerwca ale wszystko wskazywało, że jego serdeczny przyjaciel nadal ma doła, co nie podobało się Borginowi ale nie mógł tego zamanifestować tupnięciem nóżką i obrażeniem się na Sauriela - chociaż bardzo chciał. A Atreus, jak to on, zaczął gadać. Za dużo gadać. To nie było przecież tak, że ogórki były sadzone od zawsze - nic z tych rzeczy! Bulstrode był po prostu świadkiem wszystkich pozostałych prób zasadzenia czegokolwiek, zaczynając od rzeżuchy przez pietruszkę, a na daliach kończąc. Jak się można domyślić, żadna z prób nie przyniosła zamierzonego sukcesu, a ogórki były ostatnią próba przed załamaniem nerwowym tego młodego rolnika. W końcu gdyby to było coś poważniejszego to już dawno zaangażowałby w to Rookwooda, a tak to tylko marnował czas Atreusowi. O Tośku nie było co wspominać bo jego pociąg i zainteresowanie do tej sztuki byłby tylko widoczny gdyby znalazła się z nimi jakaś ładna i urocza dama. Nie to żeby takiej z nimi nie było, ale zasady były proste i wszystkim dobrze znane - polizane, zaklepane... czy coś takiego. Po prostu Victoria była partnerką Sauriela, młodszy Borgin mógłby się nie powstrzymać, wszak był strasznym kobieciarzem.

- No cóż.... - westchnął na słowa wampierza - To prawda. Mój starszy to Mulciber i w sumie to nigdy go nie było - przyznał ze wzruszeniem ramionami. Co innego miał im powiedzieć, niż prawdę? A w zasadzie to tylko ją powtarzał, ponieważ Sauriel sam postanowił rozwikłać zagadkę tego nazwiska - Ale nie zebraliśmy się tutaj aby o nim gadać, a w dużo poważniejszej sprawie - stwierdził, machając ręką, że ten temat ojca to nic wielkiego i w sumie to już się do tego przyzwyczaił.

Wziął łyka i odetchnął z ulgą. To był naprawdę dobry alkohol... w sumie zawsze tak twierdził. Przy każdej możliwej okazji - Umm.... no tak - uśmiechnął się bardzo ładnie do Victorii. Ogórkowidząca... wyczuła, że nie mam pojęcia... - To akurat zrobiłem. Umyłem bo mi ciotka kazała... - przerwał, odprowadzając wzrokiem Sauriela. Kaj Ty tam leziesz? Nie długo musiał nad tym myśleć, wszak zaraz poleciała soczysta kurwa - w coś zarył tym swoim łbem - Miednicę? - spojrzał z szokiem na Atreusa. No ale nikt nie mówił, że będzie odpytka z biologii... Wiedziałem, że zbyt ochoczo się wszyscy zgodzili na to. Chcą mnie zniszczyć Wdał się w pojedynek na oczy z Bulstrodem, unosząc brew do góry - Mie-dni-cę...? - powtórzył powoli aby upewnić się, że dobrze usłyszał. Oczywiście,  że dobrze usłyszał. Po prostu kupował sobie trochę czasu aby móc coś wykombinować - A Ty nie masz? - zapytał, nie wiedząc co powinien w tym momencie zrobić. Czego ten Auror nie rozumiał? Grali dzisiaj do jednej bramki, a on zadawał trudne pytania.

Nie odpowiedział na pytanie przyjaciela, ponieważ przeniósł wzrok na Rookwooda, który wrócił z nożem... Ale po co wziął tam ogórka? - Sauriel? Nic Ci się nie stało? - zamrugał kilkukrotnie. No chyba nie chciał tutaj zrobić jakiejś rzezi przy pomocy noża... I ogórka? Bo o ile Stanley rozumiał śmierć od ostrza, tak od tego zielonego stwora... Merlinie nie - Dobrze... weźmy się do pracy. Victorio na stole masz święta ksiege jakbyś chciała zerknąć, chociaż domyślam się,  że wiesz co trzeba robić - przyznał, opierając się o blat niczym nad jakimś stołem dowódczym. Borgin zamienił się w słuch i był gotowy przyjąć rozkazy od pani generał.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#10
20.10.2023, 20:04  ✶  

Kiwnęła krótko głową na wyjaśnienie o co chodziło z tym Mulciberem, a to sprawiło, że popchnęło to kolejną myśl:

– Chwila. Czyli jesteście spokrewnieni? – matka Sauriela była z domu Mulciber przecież, była pewna, że dobrze pamiętała. To dlatego tak wspaniale się dogadywali? To dlatego razem robili wokół siebie taki… syf? Nie wiedziała co ma powiedzieć na to, że ojciec Borgina nie uczestniczył w wychowaniu syna, ale znowu – były gorsze rzeczy na tym świecie niż bycie bękartem.

Z pewną ulgą przyjęła, ze Sauriel wziął od niej ten fartuszek, tak delikatnie jakby bał się jej zrobić krzywdę, bo była taka krucha. Po części miał rację, była – nie była w najlepszej kondycji psychicznej, ale starała się robić dobrą minę do złej gry przynajmniej w tym gronie. Zawiązała tasiemki fartuszka na plecach Sauriela, niemalże tak samo delikatnie, jak on wziął go od niej. Byli gotowi.

– No dobrze… – mruknęła, dostając to jakże mgliste i jednocześnie wymowne wyjaśnienie od Atreusa: również chuja się znał na kiszeniu ogórków. Przynajmniej były umyte, jak wynikało ze słów Stanleya. Bo „ciocia mu kazała umyć”. Złota kobieta. Sauriel natomiast miał najwyraźniej zupełnie inny pomysł na ten wieczór… nieważne. Skupiła się na Stanleyu i Atreusie.

Zamrugała bezrozumnie przy wymianie zdań na temat miednicy. Wgapiła się na Stanleya jakby go pierwszy raz na oczy zobaczyła i westchnęła ciężko.

– Nie taka miednica – wyrzuciła z siebie w końcu, odrobinkę tylko poirytowana. – Dobra, skoro ogórki są umyte, to Bulstrode, przepłucz koper i chrzan. Zimną wodą – w czym to będzie musiał sobie zorganizować sam, skoro Borgin pomyślał o miednicy jaką każdy człowiek w sobie miał. – Stanley, ty wyparz słoiki i wszystkie wytrzyj. Muszą być czyste, jasne? Nie muszą być za to suche – uznała, że najlepiej będzie każdemu przydzielić zadanie, bo inaczej będą stali jak te dzieci w lesie we mgle i zaczną wymyślać jakieś dziwne rzeczy.

Sauriel na ten przykład już zaczął. Najpierw zniknął.. gdzieś, potem walił szafkami i po krótkiej kurwie wrócił z nożem i ogórkiem… Victoria patrzyła na niego jednocześnie oceniająco i pytająco, ale ostatecznie machnęła ręką. W trójkę też sobie poradzą, niech się dziecko bawi… Cokolwiek zamierzał robić z nożem i ogórkiem.

– A ja posegreguję ogórki wielkościami – przydzieliła sobie zadanie i poszła wyciągnąć kosze spod stołu, żeby sobie usiąść na podłodze i zacząć przeglądać ogórki dokładnie, żeby żaden za duży albo poobijany się nie trafił. – Spokojnie, wiem co robić – uspokoiła jeszcze Stanleya.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (2483), Sauriel Rookwood (3556), Stanley Andrew Borgin (4208), Victoria Lestrange (3196)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa