• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[4.06.1972] Sauriel & Avelina | Bo ja chcę być fancy animagiem

[4.06.1972] Sauriel & Avelina | Bo ja chcę być fancy animagiem
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#1
11.10.2023, 11:35  ✶  

Niektóre pomysły rodzą się w głowie i potem potrzebują lat na dojrzenie. Inne stanowią zwykłą zachciewajkę, która pojawia się w twojej głowie niespodziewanie, a ty równie niespodziewanie mówisz: nie no, ZAJEBISTY POMYSŁ. Gdyby Sauriel funkcjonował inaczej to pewnie Pan Bóg inaczej by ten świat stworzył. Bo na pewno nie stworzył go na swoje podobieństwo, skoro tyle spierdolenia snuło się po tym globie. To nie była więc myśl, która dojrzewała długo. Albo była, tylko czarnowłosy nie do końca poświęcał jej energię, jak zresztą na większość rzeczy w swoim życiu, a już na pewno po Beltane, po którym wszystko stało się, jak to mawiają, easy as fuck. Choć z tym przysłowiem by się Sauriel nadmiernie nie identyfikował, w końcu dla niego jednak jebanie było bardzo dużym wyzwaniem, a wręcz - niemożliwym. Fjanie by było, gdyby. Gdyby koza nie złamała nóżki podczas skakania. Albo gdyby móc wzbijać się w powietrze jak ptak. Tak, fajnie by było. Albo zakradać się poprzez cienie nie będąc sobą, tylko jakimś fancy zwierzątkiem. Fakt był jeden - postanowił sobie, że się tej pieprzonej animagii nauczy i nie zamierzał schodzić z obranego kursu. Niby z wiekiem człowiek powinien dojrzeć, poprawić się, zmienić, wyrabiać sobie cierpliwość, ale Rookwood stawał się coraz bardziej i bardziej uparty. Jak cegły ułożone w ścianę, o które możesz rozbijać się murem próbując zmienić trajektorię ich położenia. Victoria nie była mu w stanie w tym pomóc, Stanley był raczej kiepski nauczycielem (z całą sympatią), a do tej suki (imieniem Brenna) jakoś na razie nie zamierzał się zwracać. Nie dlatego, że miał coś przeciwko niej, po prostu od psów lepiej trzymać odpowiednią odległość, bo jeszcze się coś chlapnie przypadkiem, złapią trop i potem ci żyć nie dadzą. A kot z psem to musiał normalnie, jak książeczki od niań głosiły - drzeć koty. Czy jakoś tak. No nie lubić się w każdym razie, omnibusem z przyrki to Sauriel też nie był. Ale chciał zostać animagiem. Oh, well...

O tym, że Avelina przybędzie, zostały powiadomione skrzaty domowe i wiedziała też jego matka. Umówili się na konkretną godzinę, więc Sauriel czekał na Avelinę z gazetą w ręku, przeglądając najnowsze artykuły dotyczące wielkiego świata. A gazet miał całkiem sporo. Większość rzeczy przelatywał jedynie spojrzeniem - bo jego ulubione lektury i tak leżały tam, gdzie wypowiadały się te wszystkie wróżki Esmeraldy i inne takie. Victoria go oskarżała, że to niby bzdury, ale on swoje wiedział. No dobra, to były bzdury, po prostu lubił sobie nimi zajmować czas, bo były naprawdę niesamowite w większości. Niesamowite, kto na takie bzdury w ogóle wpadł, bo wymagało to w chuj wyobraźni. Kiedy więc kobieta się zjawiła została przywitana przez skrzata, a ten poprowadził ją prosto do salonu, w którym siedział Sauriel. Odziany na czarno, w koszuli, kamizelce, prostych spodniach. Z tą samą, kredowo białą karnacją, nieprzeniknionymi, czarnymi oczami i czarnymi jak węgiel włosami. Złożył gazetę i uśmiechnął się, widząc Avelinę w swoich progach.

- Bratnia duszo, zainspirowałaś mnie. - Podniósł się, spoglądając na kobietę, której śmierć rozważał nie tak dawno temu, kiedy rozpieczętował te listy, kiedy dotarły do niego bardzo niewygodne fakty, kiedy się spotkali. Z drugiej strony... oto była przed nim osoba, która stała się jego chodzącym, żywym pamiętnikiem. Było w tym coś bardzo inspirującego. Coś miłego, zaraz obok niebezpieczeństwa, jakie to ze sobą niosło. W jakiejś części Avelina była jego. Ale to tylko myśli, jakie dla siebie zagarnął, nie serce czy ciało. - To będzie dobra odmiana od tych wszystkich nudno-smutnych gadek o życiu i śmierci. - Nauka transmutacji z takim nieukiem, jakim był Sauriel w tej dziedzinie. Nie lubił tego w szkole. Unikał zajęć, bo wymagały naprawdę wielkiego skupienia i uwagi, której nie chciał poświęcać. No, ALE! Teraz miał cel.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#2
13.10.2023, 17:29  ✶  

Strach. W ostatnim czasie bardzo często gościł w jej sercu, znalazł w nim ciepłe miejsce, w którym stworzył dla siebie legowisko. Zatruwał jej umysł, gnębił jej myśli, tworząc w pewnym sensie paranoję w jej głowie. Bała się wychodzić na ulice, bała się wracać w nocy do domu, bo ciągle się myślała, że ktoś wyjdzie zza rogu i ją zaatakuje. Zaatakowali Beltane, to czemu nie zrobią tego na ulicy? Jeden atak już przeżyła, a prawie każda noc kończy się tym, że budzi się spocona. Kto ją zaatakował, dlaczego, co jej zrobił i czemu tego nie pamięta? Augustus ciągle powtarzał jej, że miała wybrać się do Ministerstwa, zgłosić te rany i atak, ale nie wiedziała, co miała zrobić. Nie chciała zaprzątać Brennie głowy, bo to właśnie do niej by się udała. Potem Rookwood znowu pojawił się w jej życiu, pomógł zdjąć klątwę, a ona nie wiedziała jak miała się wobec tego odnieść. Dostała nawet zaproszenie na kolacje w ramach podziękowania za uratowanie dupska z przekleństwa. Tylko dlaczego te wszystkie emocje, które w niej buzowały wróciły ze zdwojoną siłą i kierowały się w stronę jej przyjaciela? Nie wiedziała jak miała go określać, jak się wobec niego zachować, jak o nim myśleć? Czuła się cholernie źle, wątpliwości chodziły po jej głowie, strach gnieździł się w jej sercu, paranoja zaglądała przez ramie. Zbliżało się lato, a ona cały czas miała problemy wokół siebie. Wiedziała, że inni mieli gorzej, wiedziała, że sporo osób borykało się ze stratą bliskich ludzi, a to co przeżywała było niczym w porównaniu do prawdziwych problemów. Nie potrafiła sobie z tym jednak poradzić, a Augustus nie ułatwiał jej sprawy. Czemu nie mógł zrzucić ich relacji do poziomu biznesowego? Dlaczego nie mógł po prostu kupować tych większych dawek eliksirów i je ćpać bez jej wiedzy, bez jej ingerencji, bez kolacji? Była na niego wściekła, ale nie potrafiła tej złości nigdzie z siebie wyrzucić.

Gdy dostała list od Sauriela chciała go wyrzucić, chciała spalić i podeptać, bo sama świadomość, że był to kuzyn przeklętego Rookwooda sprawiała, że była zła, ale potem uświadomiła sobie, że Zagubiony Kot po prostu wyciągnął do niej rękę po pomoc, a ona nie potrafiła nikomu odmówić w potrzebie, dlatego też zgadzała się na te wszystkie spotkania z Augustusem, dlatego raniła swoje serce, aby z nim spędzać czas. Nie potrafiła zrozumieć czemu to tak boli, ale musiała się z tym pogodzić, tak? Złości jednak nie wyrzuciła na dobre. Przeniosła się pod posiadłość Rookwoodów punktualnie o tej godzinie o jakiej miała się zjawić. Powinna przenieść to spotkanie do jej domu, albo do jakiegoś zacisznego miejsca, ale nie powinna zjawiać się tutaj z ryzykiem spotkania jej przyjaciela, jego żony, albo dzieci. Była jednak ciekawa jak on żyje, a takie zaproszenie nie zdarza się dwa razy. Czuła się jak zdrajca, gdy zbliżała się do drzwi wejściowych. Jutro będzie miała iść na kolacje z żonatym człowiekiem, który otoczył to spotkanie nutką tajemnicy. Nie spotykają się w końcu w jakiejś restauracji czarodziejskiej, a w mugolskiej – z dala od oczu, które mogłyby ich rozpoznać. Zapukała w drzwi trzy razy i czekała, aż ktoś jej otworzy. Po chwili drzwi się uchyliły i pojawił się skrzat. Przedstawiła się i powiedziała do kogo przyszła, od razu została poprowadzona do odpowiedniego pomieszczenia.

Avelina miała włosy związane w luźnego koka na tyle głowy, ubrana była w jasne szerokie spodnie i koszulkę z krótkim rękawem z motywem stokrotek. Pachniała jak zwykle lawendą i czymś co kojarzyło się z kominkiem lub paleniskiem pod kociołkami. Zapach w miarę przyjemny, a lawenda zdecydowanie dominowała w tym wszystkim. Usta jak zwykle pomalowane na czerwono. Nie miała żadnego makijażu, jej rzęsy z natury są ciemne i nie potrzebują ulepszaczy. Na ramieniu wisiała stara torba, którą Avelina nie potrafiła wyrzucić i nosiła ze sobą wszędzie, mimo upływu lat była jednak zadbana. Na jego pierwsze słowa kącik jej ust uniósł się lekko ku górze. Złość powoli mijała. Sauriel miał w sobie coś z kociego demona, co powodowało, że Avelina zaczynała się nawet dobrze czuć.

– Bratnia duszo – na jej ustach igrał delikatny uśmiech, który raczej był ciężki do zrozumienia, mógł wyglądać na złośliwy, ale Sauriel doskonale zdawał sobie sprawę, że Paxton nie była złośliwym człowiekiem. Wręcz zawsze była pomocna. Mógł też jednak pamiętać, że oprócz bycia dobrą była też sarkastyczna – zdajesz sobie sprawę, że transmutacja jest trudna, a o animagii już nie wspomnę? Jakie są twoje umiejętności w zakresie transfiguracji? Potrafisz zamienić chociaż zapałkę w igłę? – kontynuowała przyglądając się mu uważnie. Szybko, rzeczowo, trochę oschle, bo nadal czuła w sobie cień strachu z powodu przebywania tutaj, z powodu tego, że za chwilę mógł tu wejść Augustus, jego żona lub dzieci.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#3
13.10.2023, 18:28  ✶  

Nie wiedział, jakie emocje targały Aveliną w związku z Augustusem. Nie wiedział, jakie emocje targają nią w związku z jego rodziną. I w końcu - nie wiedział, że przybycie tutaj było w gruncie rzeczy okupione stresem, ponieważ mogła trafić na kogoś, na kogo nie chciała. Czy gdyby wiedział to spotkanie wyglądałoby inaczej czy może grałby dałna? Udawał, że nic nie wie i potem się cieszył, że zrobił Avelinie takiego psikusa, że zrobił jej pod górkę? Miał do niej słabość. Tak jak do każdego, kogo lubił, kto okazał mu życzliwość. Ta relacja nie mogła być niczym pomiędzy, bo i dla Sauriela nie bardzo cokolwiek pomiędzy istniało. Albo lubił, albo nie lubił. "Nie przeszkadza mi jego obecność", albo "jest neutralny" mogło się odnosić tylko do osób, których po prostu nie poznał. Na pewno nie mogło się odnieść do osoby, która zbyt wiele rzeczy z jego życia słyszała i była teraz naprawdę jak chodzący pamiętnik będący pięknym świadectwem jego upadku. Tak, pięknym. Chociaż Sauriel wolał blondynki. Nienawidzenie własnego świadectwa nawet wpisywałoby się w jego kalendarz wydarzeń, ale jak to mówią: to było dawno temu i nieprawda. Więc tak - lubił ją. Właściwie to ciągle miał jej bardzo dużo do poznania. Nauka transmutacji wydawała się świetną ku temu zaczepką. Właśnie - nauka. Bo nauka nauką, ale nie byli już w szkole, żeby gonić z dziennikiem z ocenami... prawda? Nie byli? W rękach Aveliny dziennik nie był widoczny, ale skoro umiała w transmutację to zaraz mogło coś się nim stać.

- Co? Nie podoba się tytuł? Za mało godny mościpanny? Być porównaną do takiej niecnoty, jak ja? - Uśmiechnął się bezczelnie, wyciągając dłoń na powitanie, bo chociaż i gotów był ją przytulić to był zimny. Tak zimny jak ci sławni Zimni (tak się nimi podniecali, a on był pierwszy ten zimniejszy!). Więc to może Zimni byli raczej tak zimni, jak on..? W każdym razie! To nie była skóra przyjemna w dotyku, choć niektórym to jakoś bardzo nie przeszkadzało tak w krótkim kontakcie. I owszem, znał słabość tej kociary. Kocicy? Kotka? Hm... Słabość bardzo prostą - była po prostu za miła. Nie zamierzał tego jednak wykorzystywać. Przynajmniej nie teraz, nie tu i nie dziś. - Ay, pani kierowniczko. - Odparł na pytanie, czy zdaje sobie sprawę z tego, że transmutacja jest trudna. - Gdyby nie była to chodziłbym na te zajęcia w Hogwarcie. - To był w zasadzie wstęp do tego, jakiej odpowiedzi mogła się spodziewać Avelina, kiedy zastanawiała się, ile potrafi i czy przemiana wykałaczki w zapałkę, albo w drugą stronę, była wykonalna. Była? - Jak ja ci zaraz odpierdole perfekcyjnie taką wykałaczkę, że by cię rodzona matula nie poznała. - Nie. Nie potrafił tego zrobić. I to była w zasadzie odpowiedź. - Znaczy się nie. - Wyjaśnił, tak gdyby jego wypowiedź jednak nie była dla Aveliny jednoznaczna. - Chcesz coś pić/jeść? Nie wiem, czy wygodniej nie byłoby w ogrodzie, żebym czegoś nie rozpierdolił przypadkiem, ale pick your poison. Jeszcze mam swoją jamę, w której możesz mnie edukować. - To ona tutaj była teraz kierowniczką, jak to ją określił. Sam tak rozejrzał się po tym salonie, rozkładając ręce, jakby chciał pokazać te skromne progi, bo nie sądził, że miała tutaj okazję kiedykolwiek być. Sam zresztą bardzo rzadko zapraszał tutaj kogokolwiek. Avelina więc mogła poczuć się wyróżniona... oprócz tego, że nie mogła, ponieważ nie miała o tym pojęcia. Och, cóż... liczy się backstory czy coś? Dobrego intencje? Chuj wie. Jeśli Avelina sobie zażyczyła zobaczyć jego pokój to się tam skierowali. W przeciwnym razie poszli w kierunku ogrodów.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#4
13.10.2023, 20:42  ✶  

Nie miała mu za złe, że zaprosił ją do siebie. W końcu nauka transmutacji powinna odbyć się w przyjemnym otoczeniu, a nic lepiej nie działa na człowieka jak otoczenie własnego domu, prawda? W nim można odpocząć, rozluźnić się, ukryć porażki nieudanych prób przed oczami wścibskich oczu. Nie zamierzała, więc być dla niego złośliwa i wyżywać się akurat na nim, że miała problemy w relacji z jego kuzynem, tak? Sauriel był dla niej ważny, zawsze chętnie go wspierała nawet jak nie wiedział, że ona to ona. Zawsze chętnie dawała się mu głaskać, a rzadko to się działo, ponieważ nie lubiła być dotykana przez ludzi. On był jednak wyjątkiem i nie potrafiła tego objąć umysłem, więc szybko wywalała te myśli z głowy. Tak, można powiedzieć, że Sauriel skutecznie uczynił ją swoją. Nie było w tym żadnych podtekstów, mógł ją po prostu traktować jak przyjaciółkę, jak bratnią duszę, która po prostu była dla niego, na każde jego skinienie i na każdy jego problem. Byli w podobny sposób samotni, w podobny sposób traktowali życie, ale ona otaczała je światłem, starała się szukać dobra, aby nie upaść, a on zapewne robił odwrotnie, ale tego też nie mogła powiedzieć, bo nie wiedziała ile rzeczy powiedział pod wpływem chwili oraz emocji, a ile powiedział tak na serio, tak prosto z serca jako najczystszą prawdę. Nigdy nie chciała zostać chodzącym pamiętnikiem, ale przypadkiem to zrobiła, a może po prostu dlatego, że nie potrafiła zostawić człowieka w potrzebie?

– Wręcz przeciwnie niecnoto, to nawet miłe i nie spodziewałam się tego – odpowiedziała cicho, po swojemu, subtelnie, powoli starając się panować nad obawą, które to miejsce wywoływało. Uścisnęła jego dłoń i cieszyła się, że nie rzucał się na nią z objęciami. Nie przepadała za tym, a teraz chciała być czujna jak kot, aby nie przeoczyć nadchodzącego wroga. Wyczuła, że jego dłoń była zimna i jej brwi uniosły się lekko zaskoczony. Uśmiech jednak nadal gościł na jej twarzy, delikatny, ciepły, Avelinowy, okraszony czymś, co mogło zakrawać o złośliwość, sarkazm, ale nie miała nic złego na myśli. Naprawdę lubiła Sauriela, a Avelina bardzo lubiła też osoby, które doceniały drobne złośliwości. Augustus był jedną z tych osób, z którą po prostu rywalizowała, której mogła powiedzieć coś złośliwego i dostała za to medal, a nie karcące spojrzenie, że jest niemiła. Rozglądała się uważnie, szukała śladów Rookwooda, szukała czegoś, co mogło do niego należeć. Na słowa o tym, że nie chodził na zajęcia z transmutacji cicho parsknęła. Czyli wkopała się w takie bagno. Pokręciła głową i ciężko westchnęła. Lubiła wyzwania, a wiedziała, że Sauriel będzie ciekawym wyzwaniem. – Pogoda jest znośna, możemy wyjść na ogród i w sumie napiję się wody jeśli to nie kłopot – dodała. Wyszła z nim na ogród, gdzie pozwoliła się poprowadzić w to zaciszne miejsce.

– Nie będę mówić na czym polega transmutacja, bo zakładam, że coś tam już sprawdziłeś przed zaproszeniem mnie tutaj – zaczęła, ale jeśli zaprzeczył to wyjaśniła mu po krótce na czym polega, co robi i jak działa. – Zaczniemy najpierw od prostej rzeczy, czyli wcześniej wspomniana zapałka. Zadanie jakie masz to po prostu zamienić ją w igłę. Chce zobaczyć jak bardzo źle jest – wyjęła ze swojej torby zapałkę. Miała w niej jeszcze inne przedmioty większe, bo nie wiedziała jak bardzo źle jest w jego przypadku. Zapałka została umieszczona na stoliku, a Avelina rozsiadła się na krześle. – Czemu tknęło cię po tak długim czasie na transmutację?

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#5
14.10.2023, 17:09  ✶  

Owszem, nie było w tym żadnych podtekstów. W końcu ponoć Kot był najlepszym przyjacielem kobiety, prawda? W przyszłości miały latać żarciki o kocich mamach, dziś raczej mówiono o tym, że tylko stara panna zostaje sam na sam z kotem. Sauriel nie aspirował do miana męża, mimo tego, że był zaręczony. Ale no, przecież on nie aspirowałby do bycia starą panną, co najwyżej starym kawalerem. O ile to określenie do wampirów w ogóle pasowało, skoro ich nie dotyczyło normalne, ludzkie życie w takim stopniu, w jakim część z nich sama by chciała. Przynależność do kogoś potrafiła więc mieć wiele znaczeń. Czasem to było po prostu dzielenie z kimś czegoś. Albo dzielenie się sobą wzajem, co nie miało niczego wspólnego z cielesnością, z porywami serca i słodkimi westchnieniami. Kiedyś sądził, że to nie będzie nic dobrego - te ich spotkania. To, że w ogóle nawiązał z nią kontakt. Mieli skłonności do upadku. Bezwładnego, powolnego opadania, a czasami wręcz lecenia na łeb i szyję, kiedy zrobili złe kroki i ziemia osunęła się spod ich stóp. Z tym, że Sauriel złapał swoją równowagę. Miał ramkę, miał oparcie, nie był dręczony miłosnymi porywami tak, jak Avelina. Teraz już w ogóle był minimalizm formy tego, co potrafiło go zadręczać.

- Co czarne to czarne, co kocie to kocie - i powinno pozostać w kociej rodzinie. - Uśmiechnął się pod nosem, nawiązując do tej bratniej duszy. Czy aż tyle ich łączyło? Aaach... teraz na pewno nie. Już nie. Poszli po dwóch różnych drogach, Sauriel upadł. To nie był upadek, z którego mógł się podnieść, albo ktokolwiek inny mógłby to zrobić. Były pewne rzeczy, jakich nie dało się naprawić. Nawet jeśli Avelina uwolniłaby się od Augustusa to nie zdołałaby na zawsze zapomnieć. W końcu jej serce by się zabliźniło, ale te blizny pozostaną i czasem muskane bolałyby znowu. Być może doprowadziłyby do tego, że straciłaby pewność i wiarę w siebie. A może urosłaby w niej obojętność i nieczułość? Gdziekolwiek by zawędrowała to chyba i tak by ją lubił. Mógłby ją klepać po pleckach, albo powtarzać "głowa do góry" - bo doprawdy, już nie było go stać na niewiele więcej. Empatia w nim umarła. Albo pozwolił jej umrzeć? On w końcu nie cofnie wszystkich tych żyć, jakie odebrał. A było ich... naprawdę sporo. Jaka Paxton była biedna to sama nie zdawała sobie z tego sprawy. Obracała się wśród morderców i ludzi okrutnych. Żartowała sobie z nimi i uczyła ich, tak jak uczyła jego, albo jadła kolację, jak z Augustusem, podkochując się w nim. - Ay, Kociaku. - Gwizdnął na skrzata domowego. - Przynieś wodę i szklankę do ogrodu. - Skrzat od razu po usłyszeniu polecenia zniknął, a oni wyszli do ogrodu. Ładnie zrobionego, bo jego matka kochała kwiaty i dbała o to miejsce, by zawsze przyjemnie się tutaj spacerowało. Był więc oświetlony tego wieczora, a pomarańcz oświetlała wszystkie listki i kłosy traw tańczące na lekkich podmuchach letniego wiatru.

- Noo. Aż tak tępy nie jestem. Ay, wziąłem książkę do łap. - Ponieważ Sauriel się lubił nawet uczyć. Lubił wiedzieć. Problem więc nie był w tym, że był debilem niechłonnym, tylko na tym, że był cholernie leniwy i mógł jak koty spać po 18 godzin dziennie i być szczęśliwym człowieczkiem. Gdyby tylko mógł tyle sypiać, rzecz jasna. Bo zawsze i wiecznie było coś do roboty. Szczególnie teraz, kiedy po Beltane Śmierciożercy uaktywnili się dość mocno i każdy latał jak kot z pęcherzem. A tu trzeba było na spokojnie... - W igłę. Hoho... - Już miał bekę, a jeszcze nawet nie wyciągnął różdżki. I prawie się zapomniał, żeby ją wyciągnąć. Pomacał kieszeń spodni i w końcu ją wyjął. Zapałka została położona na okrągłym stoliku, do którego zaprowadził Avelinę. Usiedli, a po chwili pojawił się dzbanek z wodą i dwiema szklankami, które przyniósł skrzat. Sauriel tylko na niego bacznie spojrzał, zanim ten znów zniknął, kłaniając się. Akurat był jednym z tych, co skrzaty domowe lubili i szanowali. Choć... "szacunek" w wydaniu Sauriela miewał bardzo różne oblicza. Klapnął więc sobie na to krzesełko i ustawił zapałkę przed sobą, wystawiając język, robiąc skupioną minę i... puff! obłoczek dymu, a zapałka zamieniła się w jakąś dziwne, powyginane coś, co przypominało raczej glizdę niż jakąkolwiek igłę. Była też większa i wyglądała jakby właśnie doznawała agonii. Na szczęście była nadal przedmiotem nieożywionym. - No... zajebista igła. - Stwierdził bezkrytycznie, kiwając głową, kiedy oglądał tak to... COŚ... z każdej strony. - Czy ja mam to odmienić w zapałkę? - Nie brzmiało to bezpiecznie, tak szczerze mówiąc. Ale przynajmniej Avelina miała pogląd na beztalencie, jakim Sauriel był w transmutacji.

- A tka jak ci napisałem. Wymyśliłem sobie, że będę fancy animagiem. Tak po prostu. - Nie stała za tym kompletnie żadna wielka myśl czy plany, co dla niektórych mogło być całkiem szokujące. - Znasz jeszcze jakiegoś animaga, który mógłby mnie poczucyć w wolnym czasie? - Podpytał od razu, bo chociaż wiedział, że Avelina by się niemal zgodziła na CODZIENNE nauki, to nie chciał jej wcale zawsze męczyć i ciągać. Głównie dlatego, że ona nie potrafiła powiedzieć "nie".



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#6
14.10.2023, 20:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2023, 20:30 przez Avelina Paxton.)  

Czerwiec miał pokazać, że życie nigdy nie jest stabilne. Miał pokazać, że dotąd stąpająca twardo po ziemi Avelina w rzeczywistości idzie po cienkiej linie bez wsparcia i asekuracji tysiąc metrów nad ziemią. Wszystko się kopało, ludzie umierali, ona była targana emocjami, które przez lata zamknęła w niewielkim pudełku, gdzieś na dnie serca. To pudełko zostało rozerwane na strzępy i zniszczone wyciągając to wszystko na wierzch i tworząc w jej umyślę burzę. Dobijało ją to, ale spotkania takie jak to, w którym była zmuszona do myślenia o czymś innym powodowało, że czuła się stabilniej. Jakby Sauriel był jej kotwicą i dodawał jej siły do tego, aby jutro pójść z uniesioną głową na spotkanie z osobą, której nie chciała kochać. Jak to mówią; chcieć to nie móc, a móc to nie chcieć. Okropne były takie rozterki, bo potrzebowała stabilności, chciała otworzyć swój własny biznes z eliksirami, chciała rozwinąć sobie wiedzę, aby móc robić więcej, aby móc więcej pracować, ale przez takie rzeczy miała wrażenie, że nie wystarczy jej na to czasu. Czuła jednak przyjemność z uczenia Sauriela, a nawet wywołał u niej uśmiech.

Skinęła głową na jego słowa. Mężczyzna był nawet uroczy w tych swoich dziwnych tekstach, zawsze śmiesznie mówił, ale było to takie podobne do niego, że aż nazbyt naturalne. Trzymała się myśli, że tak ma być. Tej dziewczynie niewiele wystarczyło, aby poczuć wsparcie innej osoby. Wystarczyło, aby ktokolwiek z nią usiadł i pomilczał, napił się czegoś mocniejszego, pozwolił jej na chwilę wyluzować i stracić kontrolę nad każdym aspektem jej życia. Żeby nie musiała planować kolejnego kroku, co zrobi, gdzie pójdzie, co zje. Zaszaleć, ponieść się wyobraźni i emocjom, ale co jeśli tak się temu pochłonie, że stoczy się w ramiona nie tej osoby, której powinna? Takie rzeczy powodowały, że dziewczyna wręcz nie potrafiła już nikomu ufać, nie potrafiła się nawet otworzyć przed własnymi przyjaciółmi. Nie chciała o niczym mówić, nie chciała wspominać o swoich życiowych porażkach, czy też nawet sukcesach.

Zostawmy jednak te rozterki na później. Teraz Avelina miała przed sobą wesołego nieuka, który porwał się z motyką na słońce, bo chciał nadrobić siedem lat nauki w Hogwarcie w dorosłym życiu i to zapewne w bardzo krótkim czasie. W takim wieku jak Sauriel zapewne nie było się już cierpliwym. Gdy pojawił się skrzat, dziewczyna nie wiedziała jak się zachować więc po prostu zrobiła to, co potrafiła najlepiej: milczała. Skrzaty to był temat rzeka. Wiedziała, że jedni traktowali je dobrze, a inni paskudnie i nie wiedziała jak się do tego odnieść, bo sama nie wiele miała z nimi kontaktu, ale nigdy nie przepadała za krzywdzeniem innych stworzeń. Złapała za szklankę, gdy tylko Skrzat zniknął, a potem zaczęła obserwować Sauriela uważnie przyglądając się temu co robił. Parsknęła cicho, gdy zapałka zmieniła się w powyginane coś.

– Hm… powiedzmy, że byłeś blisko – zachichotała cicho i napiła się wody. Machnęła różdżką przywracając poprzedni kształt zapałki.

– Liczysz, że będziesz zmieniał się w kota? – zapytała jeszcze tak z ciekawości. Śmiesznie by było, gdyby Sauriel miłośnik kotów zostałby skunksem. – Chyba nie bardzo, ale ogólnie powinieneś po prostu trenować zamienianie przedmiotów w inny przedmiot. Tak jak teraz zapałka w igłę, potem zamienisz jakiś kufel w szkatułkę, aż w końcu gdy zacznie ci to wychodzić będziesz próbować zmieniać coś żywego w jakiś przedmiot. I jak opanujesz większe gabaryty przedmiotów będziemy mogli pomyśleć o animagii. Spróbuj jeszcze raz i wykonaj taki ruch – wskazała mu zapałkę i pokazała w powietrzy ruch, który powinien wykonać różdżką.


Rzut na transmutacje, aby odmienić dziwne coś Sauriela z powrotem w zapałkę.
Rzut Z 1d100 - 46
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 21
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#7
15.10.2023, 10:12  ✶  

Bardzo dobrze ujęte - to spotkanie odcinało od rzeczywistości. Tej, w której człowiek spotykał się z blokadami własnych marzeń. Tutaj nie było blokad - takie małe spotkanie, w którym można było zresztą pokazać się z jak najlepszej strony, jako osoba, która potrafi, która się zna na tym, co robi, która może ci pomóc. Przysłużenie się komuś w jak najlepszej wierze było w końcu czymś, co potrafiło Avelinie dodać kopa. Doładowanie akumulatora, albo wymiana baterii. Może i nie były firmowe, ale przynajmniej umożliwiały pociągnięcie chwili dłużej. Sauriel dobrze wiedział, jak ta dziewucha kochała pomagać i jakie miały problemy z ułożeniem swojego życia. Taki domowy skrzacik, który miał godność czarownicy, ale jednocześnie za często ludzie próbowali tę godność zadeptać pod obcasem buta. Avelina była delikatna. Nie była pozbawiona charakteru, ale była delikatna. Przez to serce, które biło w jej piersi i za często chciała je rozdawać innym. Zmieniała się jednak tak samo, jak zmieniał się cały świat wokół niej. Niektórzy nazywają to: dojrzałość. Człowiek budzi się z dziecięcych obrazów i jego powieki przecierane są papierem ściernym, rzekomo dla wygładzenia, żeby było równo. W rzeczywistości ten bolesny proces bolał do cna i pozostawiał posmak drobinek tego papieru na języku.

- Mów do mnie niewiasto. - Złapał ją za policzek, ale tak lekko, nie uszczypliwie, prawie tak jak babcia, która chce powiedzieć, że hola, hola, ale bez zjedzenia ostatniego knedelka to od stołu nie wstaniemy! Mówił to z uśmiechem, rzecz jasna, bo chyba im wystarczyło już jednostronnych monologów - było tego aż nadto w przeszłości! I chociaż nie był empatyczny to nie znaczyło, że był ślepy, obserwatorem był całkiem niezłym. - Nauka-sruka, gówno tam... przede wszystkim przyszliśmy się bawić. - Przypomniał jej, puszczając skórę, żeby czasem teraz nie nastawiała w swojej głowie myślenia, że prócz bycia nauczycielem jest nic tutaj nie warta. - Nie żeby mi nie zależało, ale to pretekst. - Uniósł ręce w geście bezsilności, że cóż on mógł poradzić, siła wyższa zadecydowała o ściąganiu tutaj Aveliny! Na pewno on też był tutaj ofiarą czy coś.

- No, jestem zajebisty. Jeszcze parę razy i będę śmigać. - Czy faktycznie tak myślał? Nie, żartował sobie, chociaż jakby nie znać Sauriela, że rzucał takimi cynizmami z całkowicie neutralną mimiką twarzy (co najwyżej wyglądającą na znudzoną) to można pomyśleć, że naprawdę był taki głupi, żeby uznać to za sukces, albo że był tak zajebiście pewny siebie. Z tą pewnością siebie to nie wątpił, że podoła, ale wątpił, że jest taki zajebisty i że "parę razy i się uda". Paręnaście. Paręset? Ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia. Był tego w pełni świadom. Jak i tego, że transmutacja była trudna. Szczególnie dla niego - osoby, która nie miała zbyt wybujałej fantazji i wyobraźni.

- A w co innego? Będę zajebiście puchatym, małym kurwa kotkiem. Zobaczysz. - Wymierzył w nią palucha prawie, jakby to była groźba, tak zabrzmiało, ale zaraz po tym z poważnej miny pojawił się delikatny smirk na jego facjacie. To nie było możliwe, żeby było cokolwiek innego niż kot, ale, no właśnie - bogatej wyobraźni to on nie miał, więc może problem był tylko w tym, że sobie tego wyobrazić nie potrafił. - Kurwa żywego w przedmiot? To to nie umrze? - Znaczy... okej, kojarzył, że ta robili, chyba szczury w kufle na lekcji zamieniali? Coś takiego? Ale teraz to aż zrobił większe oczy, kiedy o tym pomyślał na serio. Zamienić... człowieka w zwierze - okej, to nadal dycha. Ciekawe, czy... - Ej, a jak jesteś kotem to też ciągle liżesz sobie łokcie? Idziesz idziesz - łokieć? Albo działasz na kocimiętkę? - Chciał też zapytać, czy ma potrzebę na powitanie wąchania kocich dup, ale czasami potrafił ugryźć się w język, szczególnie przy paniach. - To się rozsiądź, młoda, mistrz zabiera się do pracy. - Powstrzymał odruch podwinięcia rękawów. - Opowiedz mi co tam u ciebie. Jakiś deszcz żab? Wpadanie do kociołka? Kibole quidditcha w ogródku, bo kibicujesz drużynie przeciwnej?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#8
15.10.2023, 17:39  ✶  

Palce szczypiące jej policzki zdecydowanie wywołały u niej w pierwszej chwili odruch zaskoczenia, a potem śmiech. Czy ona znowu zapomniała mówić? Możliwe. Zdarzało jej się to nie raz, że siedziała z kimś chwile rozmawiała, a gdy nie miała nic merytorycznego do dodania po prostu się nie odzywała. Było to silniejsze od niej. Słowa były cenne, miały moc, mogły skrzywdzić, mogły zranić, mogły przynieść pokrzepienie i radość, a ona starała się je warzyć tak jak robiła to z eliksirami. Powoli, subtelnie, w odpowiedniej ilości. Przez to często brano ją za nieśmiałą, cichą, osobą niepewną, która boi się odzywać. Tak naprawdę wolała po prostu pewne sprawy przemilczeć i zostawić je dla siebie, aby poobserwować, dowiedzieć się i wyciągnąć wnioski. Sauriel zapewne to wiedział, bo potrafiła naprawdę długo wytrzymać pod postacią kota słuchając jego wywodów, wiedział, że forma animaga, w którego dziewczyna się zmienia była dla niej jak druga skóra, czuła się w niej dobrze, bo nie musiała się odzywać.

Patrzyła na niego tak swoimi czekoladowymi oczami, uśmiechała się delikatnie i może lekko przepraszająco, że zapomniała o języku w buzi. Gdy wspomniał, że za chwilę będzie śmigać parsknęła.

– Grunt to mieć wiarę w swoje możliwości. – zagryzła wargę w ten swój charakterystyczny sposób, gdy nie wiedziała, co powiedzieć, czy przeprosić, czy ponownie przemilczeć, ale ostatecznie zdecydowała – Czasami zapominam się odzywać – dodała – mam czasami nawet tak, ze myślałam, że coś powiedziałam, a tak naprawdę zadziało się to w mojej głowie – wzruszyła ramieniem i zaśmiała cicho ze swojej małej ułomności, a piła do sytuacji sprzed chwili, gdy kazał jej do siebie mówić.

Oh, Saurielu. Ona naprawdę kocha słuchać, ona naprawdę kocha obserwować i tak czuje się komfortowo. Zdawała sobie sprawę, że ludzie źle czują się wśród milczków, ale czy to nie jest wspaniale mieć pamiętnik, który naprawdę zachowa dla siebie twoje myśli. Może pora się odezwać, może pora z siebie coś wyrzucić? Masz ją tutaj, masz osobę, której głowa jest twoja, więc czemu nie skorzystać?

Avelina wierzyła w jego możliwości i miała nadzieję, że on też. Bez tego ciężko będzie mu to opanować. Musiał być silny, nie poddawać się przy porażkach. Dlatego Avelina nawet pochwaliła jego powyginaną igłę, bo grunt to dobre słowo i motywacja. Magia składa się z intencji, jeśli ktoś nie będzie wierzyć w to, że ma szansę coś zrobić to nie zrobi.

Uniosła dłonie ku górze rozbawiona. Tak, wierzyła w to. Wierzyła, że on będzie uroczym kotkiem, bo czym innym mógłby być taki dzieciak jak on? Zmarszczyła wesoło nos rozluźniając się już dostatecznie mocno. Mogła by z nim częściej tak siedzieć i robić właśnie to. Uczenie nieuka.

– Nie, bo potem to odczarowujesz z powrotem. Transmutacja też nie jest trwała, więc prędzej czy później przemieniony przedmiot lub stworzenie wraca z powrotem, ale są zaklęcia, które na przykład przywracają animaga do ludzkiej formy i mogą być bolesne dla takiej osoby – zauważyła – nigdy tego nie użyto na mnie, ale obiło mi się to o uszy. Nie mam potrzeby lizania sobie łokci, a z kocimiętką nie miałam kontaktu – zaśmiała się cicho – ale pod postacią mojego zwierzęcia myśli są łatwiejsze. Prostsze. – dodała w zamyśleniu. – U mnie? – westchnęła i wbiła wzrok w zapałkę. Co miała mu opowiedzieć? – Beltane odcisnęło na mnie ślad pod postacią klątwy, tej miłosnej, o której ostatnio dużo się mówi. Miałam taki problem, że mój partner, który w tym ze mną uczestniczył po prostu zniknął. Chyba powinnam pójść do zakonu – zażartowała, bo w sumie nigdy nie miała szczęścia w miłości. Może przez to, że była zamknięta i oschła na nowe relacje, a może dlatego, że wydawała się być zimna i bez emocji, bo ludzie nie lubili poświęcać czasu na poznawanie innych osób? – A co u ciebie?

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#9
16.10.2023, 12:07  ✶  

Przypatrywał się, jak precyzyjnie czar przywraca igłę do pierwotnej formy, jak robi powolny ruch różdżką, żeby mógł go zaobserwować i sam zresztą powtórzył go po niej, upewniając się wzrokowo - czy tak? Inaczej? Odpowiednio? Przy uczeniu się odpowiednia semantyka i ruch różdżką był wręcz niezbędny, szczególnie kiedy uczysz się konkretnych zaklęć i dopiero raczkujesz. Zgadza się, tyle lat nauki w Hogwarcie miało zostać nadrobionych. Czy było warto? Chuj wie. Życie trzeba było czymś zająć, zapełnić, równie dobrze mógł się uczyć, jak zostać pierdolonym animagiem. Albo chociaż mógł się trochę podszkolić, żeby nawet jak nie uda mu się zostać animagiem to miał możliwość ukrywania mrocznego znaku na przedramieniu, bo to naprawdę było frustrujące i wręcz robiło się niebezpieczne w niektórych chwilach i spotkaniach. W każdym razie między śmiechami, hihami i żartami naprawdę się skupiał na tym, co Avelina mu pokazywała i jakie wskazówki dla niego miała.

- Jaja sobie z ciebie robię, Kociaku. - Wyciągnął pięść, żeby trochę narobić jej burdello na głowie, by ptaki mogły się zlecieć i zrobić tam swoje gniazdo... no dobra, nie aż tak bardzo, ale trochę poplątał jej włosy, kiedy ją tak pomiział. - Możesz sobie milczeć ile chcesz, albo pierdolić głupoty razem ze mną. Nie przeszkadza mi to. - Innymi słowy - cokolwiek Avelinie odpowiadało, jakkolwiek czuła się dobrze, bo Sauriel po prostu ją lubił. Nie musiała na siłę do niego mówić, nie musiała nagle wylewać się ze swoich przemyśleń, bo wiedział, że była osobą zamkniętą. Nie to, żeby on był lepszy. Różnica była taka, że on pierdolił głupoty i wychodził na debila, a ona po prostu milczała i zostawała sam na sam ze sobą. W ten czy inny sposób przeskakiwali nad pewnymi zagadnieniami czy tematami, nie chcąc się przy nich zatrzymywać czy na nich skupiać. On się wśród milczków źle nie czuł. Nie miał problemu z tym, że ktoś nie miał nic do powiedzenia, albo nie chciał niczego powiedzieć. Pod warunkiem, że tę osobę lubił, albo przynajmniej nie zaszła mu za skórę. Obcy, który przy tobie milczy, był okej, dopóki nie chciałeś od niego czegoś konkretnego, a ten utrudniał ci cały proces uparcie trzymając zamkniętą gębę na kłódkę. Sauriel miał w końcu naprawdę krótki temperament.

- Ay... dobra, dobra... - Mruknął i skupił się na potęgę drugą, jak Chada do kwadratu dający Magika, żeby tym razem zaklęcie wyszło. Ale nie. Jak można się było domyślić - nie wyszło. Tym razem zrobiła się z tego jakaś dziwna papka, a strzeliło jakby ta igła zaraz miała prysnąć w nich drzazgami i pozabijać na miejscu. Sauriel aż podskoczył i złapał się za klatkę piersiową jakby miał zaliczyć zaraz zawał. - Na Jezusa Chrystusa i wszystkie dzieci Merlina. - Nie to, żeby było powiedziane w historii że Merlin miał dzieci, ale to nieistotne. - Dobra, czekaj, jak nie jest to trwałe jak cała reszta gówna to to odczaruje. Albo wyczaruje coś nowego. - Dodał ostatnie zdanie po sekundzie zastanowienia, ale bez zrażenia, a robiąc sobie z tego podśmiechujki. Jeśli martwisz się, kochana Kocico, że ten Kocur przed sobą mógłby zwątpić w to, że może, że się nie nauczy, albo zniechęci paroma próbami to nie miałaś o co. Sauriel był uparty. Jak osioł wręcz - więc może w to się przemieni jako metamorfomag?

- Ooof, na tobie też? Kurwa, ja też wcisnąłem ten zjebany wianek na pal, nigdy więcej. - Wzdrygnął się. Chociaż on miał szczęście w przeciwieństwie do Aveliny, bo Victoria była obok i mogli na sobie polegać, mogli sobie ufać. - Słuchaj to się na pewno da odczarować, nie czytałaś Proroka? - To znaczy on był pewien, że się da, teraz szukali na to sposobu z Victorią, trzeba było się umówić do łamaczki klątw, skonsultować... - Jak się czegoś dowiem to ci puszczę liścik, bo szukam. - Przyobiecał, dziewczyna naprawdę potrzebowała tego, bo jeszcze jak jej partner zniknął? Nie wyobrażał sobie nawet, jakie to musiało być nie do wytrzymania. - Jaki tam zakon, zmarnowałabyś się. - Żeby nie powiedzieć dobra z ciebie dupa, zabrzmiałoby to tak bardzo młodzieżowo! Ale nie. Tak mógł mówić do tych szmat chodzących przy burdelach, nie do Aveliny. - Beltane, sranie, Zimni, nie zimni... kurwa, jak mnie to całe zimniowanie wkurwia... - Skrzywił się. Powodowało tonę problemów, było jakieś totalnie z dupy. zaświaty, kurwa Limba, chuj wie co jeszcze. I zadręczało jego Victorie. - Poza tym stare brudy, inteligencja mi chyba spada, bo za dużo czasu spędzam ze Stanleyem. - Uśmiechnął się pod nosem i znów machnął różdżką. No... teraz wyszedł z tego jakiś powyginany banan, ale przynajmniej w stanie stałym.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#10
16.10.2023, 19:55  ✶  

Czy peszyło ją, że Sauriel się na nią patrzył – oczywiście, ale się do tego nie chciała przyznać. To ona zwykle obserwowała ludzi mało kiedy się wychylając z cienia. Wolała zdecydowanie być kimś nie wyróżniającym się z tłumu, ale teraz miała idealny moment do tego, aby mogła poćwiczyć pewność siebie. W końcu chciała wyjść z cienia, chciała zabłysnąć, ale czy jej osobowość się do tego nadawała? W szkole była odrobinę do przodu, każdą nieprzyjemną znajomość niszczyła sarkazmem i nawet odrobiną przekleństw. Wolała tam też chować się i nie wychylać, więc zostało jej niewiele szkolnych znajomości w aktualnym życiu – tylko ci, którzy byli na tyle uparci, aby ją wyciągać gdziekolwiek – jak teraz Sauriel. Napisał do niej, więc przybyła, ale czy sama by się do niego zgłosiła o spotkanie? Nie wiedziała, ale jeśli kiedykolwiek będzie chciał ją gdzieś wyciągnąć przyjmie jego zaproszenie z przyjemnością.

Skuliła się trochę, gdy zaczął targać jej włosy. Nie znosiła tego, jej włosy zawsze ciężko się układało. Na pierwszym roku miała czasami szopę na głowie, bo nie mogła ich opanować. Dopiero z czasem zaczęła wchodzić w świat kosmetyków do pielęgnacji włosów, aby były takie jak chciała. Nic więc dziwnego, że zaczęła się bronić przed jego atakiem, ale udało jej się nawet wykrzesać z siebie śmiech. Sauriel był zdecydowanie zbyt otwarty, ale było w tym coś urokliwego.

– Nie dotykaj moich włosów, błagam – wydusiła z siebie – Nie masz pojęcia, co musze robić, aby jakkolwiek normalnie wyglądały – wytknęła do niego język próbując jakoś je ułożyć. Miała takie szczęście, że w świecie magii istniała teleportacja i nie musiała wracać do domu przez miasto w rozwalonych włosach. – Oh, chciałabym umieć pierdolić głupoty, jak to ująłeś – uśmiechnęła się nawet szeroko. Widać było, że zaczynała się rozluźniać. Wypiła do końca wodę i cicho westchnęła.

Podziwiała go nawet w tym jak prosto podchodził do życia. Nie wiedziała o wszystkich jego ciemnych występkach, których się dopuszczał, ale czasami dobrze spędzało jej się czas przy osobie, która nie próbowała być w jakikolwiek sposób wobec niej wyrozumiała, czy delikatna. Mówił, co chciał nawet jak mogło ją to zranić, ale zazwyczaj nie raniło. Przyjmowała wszystkie słowa na klatę. Z Aveliny nie szło trudno wyciągnąć opowieści. Po prostu jeśli ktoś nie zadał jej pytania to nie mówiła, jeśli ktoś nie chciał od niej czegoś wiedzieć, to nie mówiła. Sama z siebie nigdy nie zaczynała mówić – chyba, że ktoś o coś poprosił. Oczywiście sekretów nie zdradzała, bo każdy miał swoje granice przyzwoitości nawet jeśli były na pierwszy rzut oka zatarte.

Gdy Sauriel rzucił zaklęcie i nagle poszły iskry Avelina krzyknęła i zachwiała się na krześle, na którym siedziała. Z jej ust wydostało się krótki kurwa, a potem z ulgą odetchnęła, bo na szczęście nie poleciała na glebę i nie nabiła sobie żadnego siniaka. Zaśmiała się cicho i położyła dłoń na swojej klatce piersiowej. Spojrzała na Sauriela sprawdzając, czy jest cały. Był.

– Już się tego pozbyłam. Spokojnie, ale było ciężko, jeśli będziesz potrzebować w tym pomocy to też mogę ci pomóc, ale nie zdejmę z ciebie klątwy, bo tego nie potrafię. – pokręciła głową zdecydowanie nie chcąc wspominać tamtego okresu. – Dzięki – powiedz to tym wszystkim mężczyzną w jej życiu. Jeden wrzuca wianek na pal, a potem znika. Drugi porzuca cię w Hogwarcie i wraca z ofertą przyjaźni po kilku latach. – Mam dwadzieścia sześć lat i zero perspektyw na partnera. Jak do trzydziestki nikogo nie znajdę idę do zakonu – odpowiedziała zarzucając nogę na nogę z lekkim uśmiechem. – Zimnowanie? – zapytała widząc jego zdenerwowanie pod tym tytułem. – O, co u Stanleya? – zapytała. Dawno nie miała z nim kontaktu. W szkole o dziwo pomógł jej z pojedynkami. Nie była w nich nadal perfekcyjna, ale coś tam pamiętała.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Avelina Paxton (3766), Sauriel Rookwood (4798)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa