Bott nigdy by nie pomyślał o tym, że ktokolwiek mógłby być zazdrosny o to, co było między nim, a Alkiem, a przecież miał już trzy żony i z tego co pamiętał, a nie było tego wiele tak naprawdę, to żadna się specjalnie nie uskarżała na podobne figury.
- Ah, gdybym tak tylko umiał zrobić takiego fikołka, to by było świetne - podchwycił jej słowa, absolutnie w tym momencie nie żartując. Chociaż uważał trochę, że obrót wokół własnej osi sprawdziłby się w przyjętej przez nich konfiguracji o wiele lepiej, ale cóż, nie umiał ani jednego, ani drugiego.
- Nawet niekoniecznie - uśmiechnął się do niej wesoło i wyglądało trochę, jakby nie załapał co konkretnie miała na myśli, albo dlaczego w ogóle to powiedziała, ale wbrew tego co mogliby powiedzieć o nim niektórzy, nie był absolutnie upośledzony emocjonalnie. Zwyczajnie wybierał nie odbijać piłeczki w ten sam, podkręcony sposób. - Znoszę cię dlatego, że uważam cię za dobrą osobę. I dobrą w sprawianiu, że mój przyjaciel jest szczęśliwszy - zakończył, kiwając przy tym głową z pełnym przekonaniem w to co mówił.
- Ah, ciekawym? Zapiszę to sobie. Zawsze przyjemnie, gdy tak ktoś myśli - wydawał się absolutnie zachwycony tym, co właśnie powiedziała. - Słowo nadwrażliwy na szczęście nie znajduje się w moim słowniku, przynajmniej jeśli chodzi o moją własną osobę - zaśmiał się lekko, upewniając się, że kobieta stoi pewnie na nogach, zanim zabrał ręce. - Proszę się nigdy nie krępować, zawsze chętnie coś dla kogoś upiekę.
Bertie ani nie wiedział, czemu ktoś ubrałby szpilki na taką okazję, ani też nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie noszenie ich mogło być katorgą, ale absolutnie i z całego serca współczuł teraz Pandorze, co zdradzał wyraz pewnej troski na jego twarzy.
- Zawsze możemy je transmutować - zaoferował wielkodusznie, przenosząc spojrzenie na Alastora, kiedy ona zrobiła to samo, najwyraźniej rozpoznając go tak samo, jak on ją. - Oh nie, nie narzeczona - poprawił ją, uśmiechając się do niej lekko. - Ale niestety mąż Pani Lestrange nie mógł nam dzisiaj towarzyszyć, więc my dotrzymujemy jej towarzystwa - takimi dobrymi ludźmi i przyjaciółmi byli, prawda? Mało kto tak troszczyłby się o zamężne kobiety, których małżonkowie zamykali się w piwnicy i nie poświęcali im wiele czasu.
Buty zlokalizowali w mig i nawet nie musieli się po nie specjalnie przejść, tylko Bertie wyciągnął różdżkę i przywołał je zaklęciem, a gdy te znalazły się w dłoniach stojącej obok Pandory, machnął dłonią znowu, tym razem transmutując buty w niższe, nadające się do chodzenia po trawie. Chyba, że ta tego nie chciała, to wtedy się wstrzymał.
- Ależ nie ma o czym mówić, takie wyskoczenie z butów to wręcz sama przyjemność.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)