• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[13 czerwca 1943] Jęcząca Marta | Robert & Chester

[13 czerwca 1943] Jęcząca Marta | Robert & Chester
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
13.11.2023, 23:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 22:00 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.

13 czerwca 1943
Posiadłość Rookwoodów - Robert & Chester


Mimo upływu kolejnych godzin, wciąż wracał do ostatnich wydarzeń, które miały miejsce w Hogwarcie. Nie spodziewał się, że to wszystko zajdzie tak daleko. Śmierć, nawet jeśli dotyczyła cholernej szlamy, nie była byle czym. Gdyby coś poszło nie tak, gdyby zostali z tym powiązani, mogłyby wiązać się z nią całkiem spore konsekwencje. Tych zaś wolałby uniknąć.

Zwłaszcza gdyby miały one nadejść ze strony ojca.

Nie był z tym wszystkim w żaden sposób powiązany. Nie miał pojęcia o tym, w jaki sposób do tego wszystkiego doszło. Podobnie jednak, jak kilku szkolnych znajomych, znalazł się w niekorzystnym położeniu. Gdyby pewne fakty ujrzały światło dzienne, mogliby zostać pociągnięci do odpowiedzialności za coś, czego żaden z nich nie zrobił.

Za czyn, który popełnił ktoś inny.

Wszystko zaś było wynikiem niczego innego jak młodzieńczej lekkomyślności.

Podobnie jak to miało miejsce w przypadku nielicznych innych uczniów, wraz z bratem opuścił szkołę wcześniej. Przed oficjalnym końcem roku szkolnego. Zamiast wracać do Londynu, udał się jednak do posiadłości Rookwoodów. Frank i Ethel, choć oburzeni tym, że w szkole nie było bezpiecznie, nie mieli czasu na zajęcie się własnymi dziećmi, za bardzo zajęci byli pracą; życiem towarzyskim, które prowadzili w stolicy. Synowie mogli poczekać. Zwłaszcza, że znaleźli się na te kilka dni pod opieką zaprzyjaźnionej rodziny.

Do Little Hangleton dotarli późnym wieczorem. Zjedli kolacje, a następnie udali się do przygotowanych przez skrzaty pokojów. Zmęczeni długim dniem, powinni byli szybko zasnąć. W przypadku Roberta okazało się to jednak znacznie trudniejsze niż mogło się wydawać.

Zanim opuścił pokój, wraz z naskrobanym listem udając się na poszukiwania swojej sowy, wielokrotnie przewracał się w łóżku z jednego boku na drugi, starając się uspokoić myśli. Tych zaś przez jego głowę przelatywało naprawdę wiele. Nie pozwalały mu oddać się w objęcia Morfeusza. Uparcie dręczyły.

Wywoływały niepokój.

Wreszcie przekonały do tego, aby podnieść się. Chwycić piórko. Pergamin. Naskrobać krótki list.

To właśnie z tym listem w ręku, opuścił pokój.

Posiadłość pogrążona była w ciemnościach. Dokoła panowała cisza. Nic szczególnie zaskakującego, gdy pod uwagę wziąć godzinę. Można było względnie bezpiecznie założyć, że domownicy znajdywali się w łóżkach. Dobre wychowanie, a takie bądź co bądź Mulciber odebrał, nakazywało nie przeszkadzać. Nie hałasować. I to też starał się robić, zbliżając się z wolna do pomieszczenia, w którym znajdywały się sowy.

- Lumos - wypowiedział słowa zaklęcia, po którym rozświetlił się czubek jego różdżki. Dał na tyle światła, żeby można było poruszać się znacznie pewniej. Ożywił też dwie pierwsze sowy, które głośno zatrzepotały skrzydłami, wydając przy tym charakterystyczne odgłosy. - Ciii! - spróbował je z miejsca uciszyć. - Spokojnie.

Następnie rozejrzał się w poszukiwaniu właściwej klatki.

I jego mieszkanki o stosunkowo ciemnym upierzeniu.

- Tu jesteś. - słowa wypowiedziane zostały po cichu. Z pewną ulgą. Poszło szybko. Bez większych problemów.

Przynajmniej tak mogło mu się wydawać w tamtej chwili.

Zanim usłyszał kroki informujące o obecności kogoś jeszcze.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#2
17.11.2023, 18:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2023, 03:36 przez Chester Rookwood.)  

Śmierć uczennicy mugolskiego pochodzenia wywołała niemałe poruszenie w świecie czarodziejów. Dotyczyło to również Departamentu Przestrzegania Prawa, w którym już pracował jako Brygadzista z aspiracjami do stania się Aurorem. Takie sprawy nigdy nie przechodzą bez echa i konsekwencji. Dla niektórych, zwłaszcza dla rodziców uczennicy, była to tragedia. Natomiast dla niego, wychowanego w poczuciu wyższości nad szlamami i znalazłszy się pod wpływem znacznie bardziej radykalnych antymugolskich poglądów, niż te które wyniósł z domu, zaczynał postrzegać śmierć tamtej szlamy, jako w pełni zasłużony koniec.

Sprawca tego ataku powinien zostać ukarany i częściowo sprawiedliwości miało stać się zadość, gdyż za sprawcę tego czynu uznano jednego z uczniów, po czym wydalono go ze szkoły kładąc kres wszystkim atakom oraz oddalając ryzyko zamknięcia Hogwartu. Dotarły do niego pogłoski, że odbędzie się głośny proces będącego mordercą półolbrzyma i liczył, że one okażą się czymś więcej, niż tylko plotkami. Prawdą. Powinien on zgnić w Azkabanie. W ogóle... kto dopuścił takiego plugawego mieszańca, takiego dzikusa do kształcenia się w szkole magii? To jednakże jednostkowy przypadek, w przeciwieństwie do wszystkich szlam, którym dano możliwość pobierania kształcenia. Ze swoimi coraz bardziej radykalnymi poglądami nie mógł się obnosić, mogąc jedynie patrzeć z pogardą na zatrudnione w tym samym departamencie szlamy.

Podobnie, jak wszyscy Rookwoodowie, wyczekiwał przybycia młodych Mulciberów, którzy mieli pozostać pod opieką jego rodziny przez najbliższe kilka dni. Mieli być traktowani niczym domownicy zamiast goście i tak też się stało. Rodzice Chestera kazali skrzatom przygotować dla gości jak najlepsze pokoje w rodowej posiadłości, tak aby zaznali wszelkich wygód podczas swojego pobytu w tym domu.

Chester powinien już dawno spać, tak jak wszyscy domownicy i goście. Popołudniowa zmiana i odbywany przez niego kurs aurorski oznaczały to, że wracał późno do domu. Na domiar tego wszystko dzisiaj uległo znacznemu wydłużeniu się, dlatego zamiast udać się na spoczynek dopiero przekroczył próg rodowej posiadłości. W holu rozpiął swoją czarną marynarkę i zsunął z barków czarną marynarkę, pozostając w czarnej koszuli i spodniach od munduru, przepasanych pasem ze srebrną klamrą w kształcie litery M. Nie zdejmując butów skierował się do kuchni z zamiarem zagonienia skrzata domowego do przygotowania mu kolacji i dostarczenia jej do jego pokoju. Zamierzał w tym czasie wziąć prysznic. Po kolacji planował iść od razu spać.

W drodze do swojego pokoju nie zapalał wiszących na ścianach gazowych lamp, jedynie przyświecając sobie różdżką. Należąca do niego sypialnia mieściła się na piętrze i aby się do niej dostać, musiał wspiąć się po schodach. Wyżej było jeszcze jedno piętro i strych pełniący funkcję sowiarni. Pokonawszy schody znalazł się na swoim piętrze, jednak usłyszał skrzypienie schodów piętro wyżej oraz dostrzegł słabą łunę. Nasłuchiwał przez chwilę. Harmider dobiegający z sowiarni uświadomił go o tym, że jeden z domowników albo gości znalazł się na strychu. Postanowił podążyć w tamtym kierunku. Po pokonaniu dwóch kondygnacji schodów, dotarł do tego pomieszczenia. W bladym świetle bijącym z jego różdżki różdżki zobaczył Roberta.

— Cześć Robert. Czemu nie śpisz? — Przywitał się z nim, posyłając mu zmęczony uśmiech. To było jedno z ważniejszych pytań, jakie chciał mu zadać w tym momencie.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#3
17.11.2023, 19:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2024, 20:24 przez Robert Mulciber.)  

Nie miał pojęcia, że w ciągu kilku ostatnich godzin, sprawy w Hogwarcie zaczęły się układać. Zabrany ze szkoły, został odcięty od informacji, o których zdobycie w placówce było znacznie łatwiej. Tam wszak wszystko rozgrywało się tuż przed jego nosem. Wystarczyło tylko uważnie obserwować - w tym zaś Robert zawsze był po prostu... dobry.

Z tego też względu nie był w stanie się uspokoić. Niewiedza go wykańczała. Nie potrafił poradzić sobie z wciąż towarzyszącym mu uczuciem niepokoju. Myśli uparcie powracały, raz za razem, wraz z towarzyszącymi im obawami dotyczącymi możliwych konsekwencji. Wiedział, że jeśli coś pójdzie nie tak, będzie jednym z tym, na których zrzucą winę.

Ta perspektywa budziła jego przerażenie.

Maeve, należąca do niego sowa, potrzebowała dłuższej chwili, żeby się uspokoić. Zawsze była znacznie głośniejsza niż Robert. Dużo bardziej od niego żywa. Aktywna. Energiczna. Stanowiła prawdziwe przeciwieństwo nastolatka, któremu przyszło się nią opiekować. Zaskrzeczała więc głośno, kiedy obok Mulcibera pojawił się kolejny czarodziej.

Chester.

Z pewną ulgą przyjął to, że to właśnie starszy brat kolegi był tym, który przyłapał go w sowiarni. Mimo niemałej różnicy wieku, czuł się przy nim znacznie mniej skrępowany niż przy innych członkach tej rodziny. Niby nie znał ich od wczoraj, ale Rookwoodowie... oni po prostu roztaczali wokół siebie nieco specyficzną aurę.

Zwłaszcza dotyczyło to głowy tejże rodziny.

Mocniej ścisnął trzymany w dłoni list, sprawiając że ten z pewnością nie będzie prezentował się schludnie. W normalnych okolicznościach by do tego nie dopuścił. Ojciec nauczył go, że w pewnych kwestiach liczyła się odpowiednia prezencja. Dużo bardziej od pozostałych elementów, na które mógłby chcieć zwrócić uwagę.

- Chciałem wysłać list. - odpowiedział, nie zamierzając kryć się z powodem swojej wizyty na poddaszu. Zwłaszcza, że ten łatwo było ustalić. Znajdywał się przecież w sowiarni. Miał też w ręku przygotowaną wiadomość. Zaadresowaną do znajomej osoby, która mogła przekazać mu niezbędne informacje. O ile był w tym przypadku dobrze zorientowany, kuzyn nadal przebywał w Hogwarcie. Jego rodzice nie uznali, żeby wcześniejszy powrót do domu był konieczny.

Wszak ofiarą była tylko podła szlama.

- Sowa za bardzo hałasowała? Nie chciałem nikomu przeszkadzać. - dodał, brzmiąc jak najbardziej szczerze. Naprawdę uważał na to, aby nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi. Nie chciał zakłócać snu gospodarzom, którzy zadbali o to, aby w ich domu poczuli się z bratem jak u siebie.  - Moja Maeve jest po prostu bardzo żywa i towarzyska. - wytłumaczył się. Wytłumaczył też swoją sowę, której nie można było w końcu mieć za złe tego, że była sową i niekoniecznie chciała dostosować się do zasad, które funkcjonowały pomiędzy ludźmi.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#4
18.11.2023, 00:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2023, 03:36 przez Chester Rookwood.)  

Stojący na strychu Chester spoglądał to na Roberta, to na jego sowę. Sowa, jak to sowa. Dużo hałasu o nic. Natomiast Robert wydawał mu się być zaniepokojony albo nawet przerażony. Wydawało mu się, że to nie jest związane z tym, że musi spędzić noc poza domem. Często u nich bywał i tutaj mógł się czuć niczym u siebie. Przeczuwał, że to ma związek z tym, co zaszło w szkole magii i czarodziejstwa, do której uczęszczał kolega jego młodszego brata i z przymusowym opuszczeniem szkoły przed oficjalnym zakończeniem roku szkolnego.

— Nie krępuj się. Widocznie ta sprawa musi być wystarczająco pilna, że nie może to czekać do rana. Coś Cię niepokoi, Robercie? — Chester nie zamierzał go odwodzić od tego ani sugerować mu, że to może poczekać na do rana. Zapytał o drugą sprawą, co do której miał wyraźne podejrzenia. Robert jest ich gościem i powinien w tych murach czuć się swobodnie. W tym momencie Chester zastępował swoich rodziców.

— Nie bardziej, niż wszystkie sowy w tym domu. Stare schody czasami skrzypią. Ja niedawno wróciłem do domu, więc mnie akurat nie obudziłeś. — Zwrócił się do niego ze spokojem w głosie. Taki był właśnie urok wiekowych posiadłości, a ta znajdowała się w rękach jego rodziny od pokoleń. Rodzice musieli spać zbyt mocnym snem aby obudziło ich dwóch czarodziejów, który nie spędzali nocy w swoich pokojach. Nie groził im za to szlaban. Chester machnął ręką na te dalsze próby wytłumaczenia sowy. Były to bardzo przydatne zwierzęta. Nie było co tłumaczyć.

W oczekiwaniu na odpowiedź ze strony Roberta, Chester wsunął do lewej kieszeni spodni swoją różdżkę, po czym z prawej kieszeni spodni wyciągnął z nich trochę zmiętą paczkę papierosów  oraz zapałki. Wyciągnął jednego papierosa, którego kraniec przytrzymał między wargami podczas zapalania go od potartej o draskę zapałki. Osłonił papierosa lewą dłonią. Po zagaszeniu zapałki wciągnął dym tytoniowy do płuc. Powinien zaproponować papierosa Robertowi, jednak on jest zaledwie uczniem. Zaraz wyciągnął różdżkę z drugiej kieszeni.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#5
18.11.2023, 19:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2024, 20:26 przez Robert Mulciber.)  

Nie był nauczony, aby dzielić się z innymi tym, co siedziało mu w głowie. Mało wylewny, nie czuł się też zbyt komfortowo, kiedy uwaga innych była w zbyt dużym stopniu skupiona na nim. Dlatego też stojąc przed Chesterem, starał się ze wszystkich sił trzymać fason. Problem był w tym przypadku taki, że młody i niedoświadczony, Robert był znacznie łatwiejszy do przejrzenia niż to będzie miało miejsce w późniejszych latach.

Pokręcił więc głową, nie zamierzając schodzić z obranej drogi.

- Wszystko w porządku. - zaprzeczył temu, co obecnie siedziało mu w głowie. Kto wie? Może jeszcze trochę i sam zdoła uwierzyć, że wszystko było dobrze. Tak jak być powinno. - W zasadzie to... to może poczekać do rana. - zdecydował się na kłamstwo. Doskonale bowiem wiedział, że odkładanie tego na później w niczym mu nie pomoże. Nie w tej konkretnej sytuacji. Potrzebował zyskać pewność, że wszystko miało się dobrze. Musiał wyrzucić z głowy wszystkie obawy wiążące się z ostatnimi wydarzeniami.

- Długa zmiana? - postanowił wykorzystać ostatnie słowa Chestera, tym samym być może odciągając uwagę od tego, że przecież rozmawiali tutaj o nim i liście, który chciał wysłać. Koniecznie teraz, o dość późnej porze. Niewiele brakowało, żeby można było to określić samym środkiem nocy. - Wiesz, mój brat, Richard, chciałby kiedyś zostać aurorem. Podobnie jak Ty? - zarzucił w swoim mniemaniu wędkę, licząc na to, że Chester szybko go odprawi, pożegnają się, każde pójdzie w swoją drogę.

Tylko czy aby na pewno w ten sposób miały wyglądać kolejne minuty?

Odsunął się nieco dalej, nie przepadając za specyficznym, drażniącym zapachem dymu papierosowego. Sam nie palił, więc na ewentualną propozycję najprawdopodobniej zareagowałby odmową. Nie ciągnęło go w tym kierunku. Machnął raz i drugi ręką, odganiając się siebie tę resztkę dymu, od której nie zdążył się uwolnić.

- Ja sam bym się do tego nie nadawał. - dorzucił, zastanawiając się czy to już odpowiedni moment, żeby się stąd zawinąć. Jednocześnie przekładał z ręki do ręki trzymany list, dzięki czemu możliwe stało się w pewnym momencie zidentyfikowanie do kogo był zaadresowany. Chodziło o niejakiego Aureliusa. Aureliusa... Burke?

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#6
20.11.2023, 00:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2023, 03:36 przez Chester Rookwood.)  

Nie spuszczał swojego przenikliwego spojrzenia z Roberta, którego zdecydowanie było łatwiej przejrzeć. Poświęcał mu teraz pełnię swojej uwagi, dostrzegając również to że młody Mulciber starał się robić dobrą minę do złej gry. Uniesiona w górę brew świadczyła o tym, że nieszczególnie wierzy w jego słowa. Zdecydowanie nie wyglądało na to, aby było wszystko w porządku. Splótł ramiona na klatce piersiowej, w czym nie przeszkadzało mu trzymanie zapalonego papierosa i różdżki w drugiej dłoni. Po chwili znów podniósł prawą dłoń, aby wypełnić dymem tytoniowym swoje płuca i strzepnąć popiół na podłogę strychu. W takiej sytuacji były dwie opcje: Chester to mógł wszystko zignorować i wrócić do swojego pokoju, w którym czekała na niego przygotowana przez skrzata późna kolacja i wygodne łóżko albo mógł spróbować wyciągnąć z tego uczniaka wszystkie szczegóły i tym samym poznać prawdziwe przyczyny jego zachowania.

— Nie wydaje mi się, aby było wszystko w porządku. — Stwierdził poważnie, spoglądając na niego z większą dozą podejrzliwości. — Jak może poczekać do rana to zostaw list na tacy w korytarzu, skrzat domowy wyśle wszystkie listy. — Zasugerował koledze swojego brata. Pozostawienie tego skrzatowi domowemu było podyktowane wygodą mieszkańców tej posiadłości.

— Dzisiaj mi się przedłużyło, zaczynam się przyzwyczajać się do tego, że to już norma kiedy poza pracą uczęszczam jeszcze na kurs aurorski. — Wyjaśnił Robertowi przyczyny swojego późnego powrotu do domu. Odbywany przez niego kurs aurorski nie zwalniał go od pełnienia służby. Chwilowe odejście od głównego tematu nie sprawiło, że o nim zapomniał. — Jeśli będzie się dobrze uczyć, zostanie Brygadzistą i zapisze się po wymaganym okresie służby w BUMie na szkolenie aurorskie to będzie mieć szansę nim zostać, o ile dotrwa do końca i przystąpi do egzaminu. — Każdy, kto chce zostać Aurorem, musi zacząć się do tego przygotowywać jeszcze w czasach Hogwartu. Jeśli uzyska odpowiednio wysokie oceny w OWUTEMów to będzie to dopiero początek, bowiem potem praca i kurs, którego ukończenie zależało od zdania niezwykle trudnego egzaminu. Chester zamierzał ukończyć to szkolenie i zdać ten egzamin. Nie uszło to jego uwadze, że Mulciber się odsuwa przed dymem tytoniowym.

— Do tego nie każdy się nadaje. To bardzo obciążająca fizycznie i psychicznie praca, obarczona dużym ryzykiem doznania poważnego uszczerbku na zdrowiu albo nawet utraty życia. — Chcący zostać Aurorem Chester teraz mógł wydawać się szaleńcem, któremu własne zdrowie i życie niemiłe, jednak to była świadomie podjęta przez niego decyzja.

— Czemu ten list jest zaadresowany do Aureliusa Burke? Co ty masz z wspólnego ze sprawą zamordowanej uczennicy? — Zapytał wprost, z powagą dobrze słyszalną w głosie. Liczył na to, że Robert mu powie o wszystkim tu i teraz zamiast postawić go w sytuacji zgłoszenia zdarzenia swoim przełożonym. W chwili obecnej zakończył swoją służbę i nie chciał stawiać na nogi całego domu nagłym przybyciem pozostałych pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa. Martwa szlama będzie tak samo martwa i też mogła poczekać do rana. W końcu nie powróci do żywych przez noc. Ostatecznie to, czy Roberta czekała rozmowa z innymi pracownikami tego wydziału zależało od tego, co mu powie.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#7
22.11.2023, 18:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2024, 20:32 przez Robert Mulciber.)  

Robert nie był najgorszym aktorem, ale… zdarzało się, że w sytuacjach stresowych, takich jak obecna, można było z niego czytać niczym z otwartej księgi. Pozwalał na to, aby emocje wypływały na zewnątrz, zdradzając prawdę na temat tego, co działo się w jego wnętrzu. Według ojca, to właśnie ta cecha uniemożliwiała mu opanowanie oklumencji na zadowalającym poziomie.

Według Franka było to prawdziwie rozczarowujące.

Kiedy z ust Chestera padła propozycja pozostawienia listu na tacy w korytarzu, wyglądał niczym nieszczęsna sarna w świetle reflektorów. Nie było mu w smak zastosowanie się do tej propozycji. Próbował to jednak ukryć.

- Tak zrobię. – powiedział. Przez myśl mu przeszło, że może powinien się wytłumaczyć? Powiedzieć, że nie był świadomy takiej opcji? Zaraz jednak doszedł do wniosku, że dalszą paplaniną zapewne tylko bardziej by się pogrążył w oczach Rookwooda. Chester już teraz nie był przekonany odnośnie jego tłumaczeń. Wydawał się coś podejrzewać.

Lepiej było spróbować odejść od tego tematu. Zmienić go czym prędzej na jakiś inny.

Padło na kwestie zawodowe.

- Wiem. Osobiście nie chciałbym tak ryzykować. – starał się to ciągnąć. Był przy tym szczery. Nigdy nie ciągnęło go w tym kierunku. W przeciwieństwie do brata, był typem mózgowca. Dużo czytał. Chętnie uczył się nowych rzeczy. Niekoniecznie natomiast ciągnęło go do aktywności fizycznej. Zwłaszcza sportowej. Na mecze quidditcha, popularnego wśród czarodziejów, mógł co najwyżej patrzeć z odpowiedniej odległości. O ile miał na to ochotę, co nie zdarzało się często.

Nie zorientował się, że w tych całych nerwach odsłonił nazwisko zapisane starannym pismem na kopercie. Z tego też powodu poczuł ogarniające go uczucie ciepła, kiedy ten szczegół został zaobserwowany przez Chestera. Czerwone plamy zaczęły pojawiać z wolna na szyi. Serce biło coraz szybciej.

Przestraszył się?

- Nic, naprawdę! – podniósł głos. W górę powędrowały też momentalnie ręce. Szybko opadły.

Nie zaprzeczył, że o sprawie wiedział. Ani też temu, że wiadomość była z nią w jakimś stopniu powiązała. Zarazem pozwolił sobie w tym miejscu jednak na małe, naprawdę drobne kłamstwo. Przez swoją lekkomyślność, nieprzestrzeganie regulaminu, podobnie jak kilku znajomych, mógł zostać z zabójstwem szlamy powiązany. Wpakował się w niezłe tarapaty?

- Skąd wiesz, że została zamordowana? – dodał, nie bardzo myśląc o tym czy zadawanie tego rodzaju pytań nie wpłynie negatywnie na wiarygodność jego zapewnień. Za bardzo mu zależało na informacjach, które Chester mógł posiadać. Z tego też względu postąpił jak postąpił.

Francis powiedziałby zapewne, że lekkomyślnie.

Bardzo głupio.

Dodałby też coś na temat tego, że niczego innego się po nim w zasadzie nie spodziewał.

Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#8
27.11.2023, 22:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2023, 22:46 przez Chester Rookwood.)  

Zdaniem Chestera młody Mulciber powinien popracować nad radzeniem sobie z sytuacjami wywołującymi stres. Bo ile Chester sam nie był z kamienia i okazywał targające nim w danej sytuacji emocje, tak stawiał również pierwsze kroki na drodze do opanowania oklumencji. Opanowanie tej zdolności zajmie mu całe lata, jednak jeśli mu się uda tego dokonać to ona okaże mu się bardzo przydatna w służbie.

— Możesz także przekazać mi ten list, zaniosę go za ciebie jak będę schodzić na dół. —  Zaproponował bez cienia fałszu w głosie. Naprawdę zająłby się tym, aczkolwiek najpierw zboczyłby z obranej drogi do swojego pokoju. Opanował już tę przydatną umiejętność otwierania listów oraz pieczętowania ich w taki sposób, aby nadawca nawet nie był tego świadomy. Posiadane przez niego podejrzenia sprawiały, że zachodziły przesłanki do naruszenia tajemnicy korespondencji Roberta. Miał nieodparte wrażenie, że z tego listu dowiedziałby się wszystkiego.

— Ta praca pomimo obarczania ryzykiem niesie ze sobą znaczący prestiż. — Wydawało mu się że profesja Aurora przyciągała przede wszystkim swoją elitarnością, powiązanym z nią prestiżem i całkiem przyzwoitą pensją. Nie mógł jednak wykluczyć istnienia prawdziwego powołania, wynikającego ze szczerego pragnienia uczynienia tego świata znacznie lepszym miejscem.

Młody Mulciber naprawdę zdawał się mieć coś na sumieniu, nawet jak starał się temu zaprzeczać. W tym momencie zdradzały go reakcje własnego ciała, podniesiony głos i uniesione w górę ręce. Istotnym szczegółem było to, że nie zaprzeczył temu, że o całej sprawie wiedział ani że ten list miał z nią związek. Zachowywanie milczenia było jedną z opcji, jednak ono zawsze było najgorszym możliwym rozwiązaniem.

— Nie wydajesz się być zaskoczony tym, że o tym wiem. Zapytam jeszcze raz: co masz z tym wspólnego? Pomyśl o konsekwencjach. — Uchylił się od odpowiedzi na zadane mu pytanie wygłoszeniem swojego spostrzeżenia. Tak naprawdę Chester nie posiadał takiej informacji, tylko podpuszczał młodego Mulcibera chcąc samemu wyciągnąć od niego interesujących go informacji. Jest młodym Brygadzistą, pobierającym szkolenie aurorskie i nie wprowadzano go we wszystkie sprawy kryminalne. Robert musiał uwierzyć w to, że on faktycznie posiadał takową wiedzę oraz musiał zaszczepić w nim wizję poniesienia konsekwencji swoich czynów.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#9
29.11.2023, 15:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2024, 20:39 przez Robert Mulciber.)  

Robert był młodszy od Chestera. Znacznie mniej od niego doświadczony. W wielu kwestiach głupszy, ale zarazem - nie głupi. Względem tego ostatniego nie było zresztą miejsca na wątpliwości. Dlatego też doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czym mogłoby skutkować przekazanie listu Rookwoodowi. Takiego rozwoju wydarzeń zaś wolałby uniknąć. Z wielu powodów.

Nie odmówił mu, zamiast tego starając się przekierować rozmowę na inne tory. Wiedział o zainteresowaniach swojego brata. Znał plany Richarda, który znacznie lepiej odnajdywał się w magii praktycznej.

- Nasz ojciec raczej by się z Tobą nie zgodził. - wyznał, brnąc w to wszystko jeszcze dalej. Nie kłamał. Niczego nie przekręcał. Mulciberowie zwykli obierać inną ścieżkę kariery niż praca w BUM czy Biurze Aurorów. Frank oczekiwał, że jego synowie podtrzymają rodzinną tradycje.

Gdyby wiedział, że nie uda mu się uniknąć tego, co nastąpiło ledwie chwilę później, na dzielenie się kwestiami bardziej prywatnymi z pewnością by się nie zdecydował. Nauczony był, że te zachowuje się dla siebie. Dzielenie się tym z osobami spoza rodziny nie było mile widziane. Wręcz przeciwnie.

Drobna wpadka sprawiła, że zaczął się denerwować. Im bardziej się denerwował, tym ciężej było mu składać myśli. A skoro z tym ostatnim miał problem, logicznym staje się, że brakowało mu sensownych pomysłów na to, w jaki sposób mógłby z tej sytuacji wybrnąć. W głowie miał jedną, wielką pustkę.

Z tej przyczyny znacznie dłużej zeszło mu z tym, aby jakoś sensownie zareagować na zadane przez Chestera pytanie.

- Naprawę nie mam z tym nic wspólnego. - wreszcie zaczął. Spojrzenie, które utkwił w Chesterze, zdawało się wyrażać nieme uwierz mi. - Ja po prostu... - widać było, że chłopak był tym wszystkim nieco przytłoczony. Obawiał się konsekwencji. Obawiał się, że jeśli pewne rzeczy wyjdą na światło dzienne, będzie miał dość spore kłopoty. I nie będzie miało tutaj znaczenia to, że sam do tego różdżki nie przyłożył. Nie bezpośrednio. - ...miałem kogoś kryć. - wreszcie wyznał jak miały się sprawy. Towarzyszyło temu uczucie... ulgi? - Tylko on na pewno nie ma z tym nic wspólnego. Po prostu opuścił dormitorium o niewłaściwej godzinie.

Bo i dlaczego Aurelius miałby mieć z tym coś wspólnego? Nie był to pierwszy raz, kiedy znikał żeby spotkać się ze swoją dziewczyną. Kiedy trzeba było ukrywać jego nieobecność przed kadrą nauczycielską. Przed opiekunem domu. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się jednak, aby brak dalekiego krewnego nałożył się w czasie z czymś takim. W Hogwarcie co prawda sporo się ostatnio działo, ale Robert nie miał żadnych przesłanek ku temu, żeby połączyć ze sobą poszczególne elementy układanki w sposób pozwalający na wysunięcie podejrzeń czy nawet oskarżeń względem Aureliusa.

Poza tym znał go na tyle dobrze, aby taki scenariusz wykluczyć. Burke nie byłby do tego zdolny. Kuzyn zwyczajnie miał pecha. W dodatku - nie po raz pierwszy w życiu.

 
Herald of Darkness
It seems that all that was good has died
And is decaying in me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Chester to mierzący 178 cm wzrostu, postawny mężczyzna, ważący 76 kg. Ma brązowe, poprzetykane pierwszymi siwymi pasmami włosy i niebieskie oczy. Brąz noszonej przez niego krótkiej brody został przerzedzony przez lekką siwiznę. Przez większość czasu nosi mundur Aurora, natomiast poza pracą ubiera się elegancko, w garnitury. Często widywany jest z papierosem. Pierwsze wrażenie... jest służbistą, twardym gnojem, za którym nie przepada niemałe grono osób z dep. przestrzegania prawa. Nie można mu jednak odmówić doświadczenia zawodowego.

Chester Rookwood
#10
29.11.2023, 23:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2023, 23:46 przez Chester Rookwood.)  

Warto było spróbować. Nie zadowoliło to, że Robert ostatecznie nie przekazał mu tego listu. Niespełnienie jego prośby przez Roberta skłaniało go ku wstępnemu rozważeniu, czy powinien odebrać mu ten list siłowo albo za pomocą magii. Jedno i drugie było w jego zasięgu. Jednak posłużenie się magią wydawało się znacznie wygodniejsze w całej swojej prostocie, tym bardziej że dzięki niej nie musiałby się siłować z młodym Mulciberem.

— Gdybym chciał objąć inne stanowisko i siedzieć wygodnie za biurkiem w gabinecie to również bym tego dokonał. — Starsze pokolenia Rookwoodów były jedynie kojarzone z wierną pracą w Ministerstwie. Chester jest ambitnym czarodziejem i chociaż obrał taką, a nie inną ścieżkę swojej kariery, to gdyby zdecydował się na pracę w innym departamencie Ministerstwa Magii to również dopiąłby swego. Na końcu obranej obecnie drogi jawiło mu się stanowisko szefa Biura Aurorów. Jednak zanim ono znajdzie się w zasięgi jego ręki minie jeszcze wiele lat.

Rookwood starał się wykorzystać zdenerwowanie Roberta i popełnione pod jego wpływem potknięcia. Jedynie mogła go uratować powiedzenie mu prawdy. Gdyby nie przejawiana przez niego przenikliwość to z pewnością uwierzył w wygłaszane przez Roberta zapewnienia odnośnie swojego udziału w tym zajściu. Nie dostrzegał podstaw ku temu aby mu uwierzyć i pozostawić go w spokoju, umożliwiając wysłanie mu tego tajemniczego listu.

— Skoro miałeś kogoś kryć to masz z tym coś wspólnego. Kogo chciałeś kryć i dlaczego? Dlaczego twierdzisz, że nie ma z tym nic wspólnego. Uczniom nie wolno opuszczać dormitorium o niewłaściwej porze. — Postanowił przez dłuższą chwilę zachować wymowne milczenie, mające zdradzać że Robertowi nie udało mu się go przekonać do swojej wersji. Powinien w tym momencie spojrzeć na niego łaskawszym okiem, gdyż sam jeszcze nie tak dawno był uczniem. Nawet on przebywał poza dormitorium o godzinach nocnych, podczas których starał się odkryć tajemnice zamku albo udawał się na schadzkę z dziewczyną. Uczniom nie było wchodzić do dormitorium dziewcząt. W takich sytuacjach również chciał aby ktoś go krył.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Chester Rookwood (2364), Robert Mulciber (2974)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa