• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[13 czerwca 1972] Ciacho³ | Anthony, Atreus & Louvain

[13 czerwca 1972] Ciacho³ | Anthony, Atreus & Louvain
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#1
20.08.2023, 00:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2025, 23:49 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Louvain Lestrange - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

5-gwiazdkowy Hotel "Zamek Merlina"

Kasyno hotelowe


Świat coraz bardziej zaczynał sprawiać wrażenie jakby miał za chwilę oszaleć. Wojna zataczała coraz większe kręgi, takie których już zwyczajnie nie można było ignorować. Należało zatem korzystać z przyjemności życia, póki miało ono takie do zaoferowania. Bo przecież ku prawdzie, mogło to być jedno z ostatnich spotkań w takim gronie, zanim otwarta wojna nie wkroczyła na wszystkie ulice tego świata. I nie byłoby to nawet przesadne czarnowidzenie, bo tak oto przy jednym stoliku do blackjacka siedziało dwóch śmierciożerców i jeden auror. Pomimo tych niedopowiedzianych sprzeczności, wciąż jednak spinała ich do kupy przyjaźń, a nie wojna.

- Nie wierzę, że dałeś obić sobie facjatę, tylko po to żeby być wyżej w rankingu od nas, Art. - z zadziornym uśmiechem zwrócił się do Atreusa, a miał na myśli jego spotkanie z Czarnym Panem. Wzrok miał wbity w egzemplarz Tygodnika Czarownica, a z jego spojrzenia wylewała drwina i sarkazm wymieszany w równych proporcjach. Najniższa pozycja spośród trójki kumpli ewidentnie szczypała jego nadęte ego i możliwe, że nie tylko, bo wiercił się na krześle jak dzieciak przy stole. -  Najwyraźniej jednak potyczka z wrogiem publicznym to dalej nic w porównaniu do zarostu Longbottoma. - dorzucił aż nadto ironicznie, chociaż było w tym odrobinę szczerości. By pozostać spójny ze swoją narracją musiał trochę ponarzekać na tych którzy znaleźli się wyżej od nich w zestawieniu, a którzy w jego mniemaniu nie mieli za bardzo powodów by zabłyszczeć. - Przynajmniej dupek Nott zamyka.- dorzucił na koniec. Pierwszego miejsca nawet nie komentował, bo nawet ktoś z tak próżnym nastawieniem do takich tematów potrafił przyswoić ten zbiorowy żart. Być może autor rankingu nie chciał, by nikt poważny nie obrósł za bardzo w piórka. Towarzysze zapewne musieli powoli mieć już dość jego paplaniny, bo zaaferowany tym zestawieniem, niby obracał wszystko w ironiczny żart, ale 5 piąte miejsce nie pozwalało mu w spokoju spędzić czas z przyjaciółmi. Do tego stopnia, że zapomniał o grze, aż krupier musiał go upomnieć. Odstawił wreszcie na bok ten plotkarski magazyn, ale spokojnie, bo nie na długo, bo raptem wczoraj pojawiło się kolejne, nie mniej ważne zestawienie.

Intencją spotkania miało być wspólne wychylenie kilku dobrych, a na pewno drogich, butelek alkoholu by uczcić sukces Bulstrode. Fakt, że Atreus był pasjonatem gier losowych był im dobrze znany i to jeszcze od czasów szkolnych. Z tego co się orientował najbliżsi nie patrzyli zbyt przychylnym wzrokiem na jego hobby, więc niech chociaż w przyjacielskiej atmosferze poczuje się swobodnie. - Powinni Cię za to odznaczyć orderem Merlina i to z pocałowaniem ręki. - wycedził na bezdechu zaciągając się dymem odpalanego właśnie papierosa. W profesji aurora bezpośrednie starcie z czarnoksiężnikiem, o którego potędze narosło już tyle miejskich legend, że ciężko byłoby wskazać te prawdziwe, było wysoko ocenianie, gdyby miał obstawiać. - Dostałeś chociaż podwyżkę? - dopytał z sarkastycznym uśmiechem. Co jak co, ale odstawianie bohatera narodowego z narażaniem własnego życia powinno się opłacać.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#2
20.08.2023, 22:41  ✶  
Westchnął ciężko, znudzony szarą rzeczywistością. Każdy pierdolił tylko o Beltane, rankingu (zakłamanym, bo jakim cudem on i Lou byli poza pierwszą trójką i nie było tam Staszka), a do tego czuł rosnącą względem niego presję. Oczywiście cieszył się z sukcesu Voldemorta, wierzył przecież w monologi wygłaszane przez Czarnoksiężnika, ale paranoja, która ogarnęła społeczeństwo, była upierdliwa. Zerknął na Louvaina, jakby wiedział, o czym mężczyzna myślał, a zaraz potem na Atreusa. Przyjaźnili się od wielu lat, zdawał sobie jednak sprawę, że drugi z jego przyjaciół wcale nie chciał być po stronie, którą wybrali lub też wybrano pozostałej dwójce Czy mógłby ich za to znienawidzić? Pewnie tak. Anthony był jednak przekonany, że on nie byłby w stanie działać na szkodę Bulstrode, nawet jeśli ten był aurorem i polował na popleczników. Lestrange zabłysnął, Tosiek parsknął śmiechem i popił nieco koniaku z kryształowej szklanki, wpatrując się w karty. Tkwili w kasynie, bogaci, rozbawieni i nieprzyzwoicie przystojni, zostawiając cały ten pierdolnik za drzwiami. W miejscach takich jak to nie było okien i to również ułatwiało cieszenie się hazardem, kolegami, ładnymi hostessami i przegrywaniem pieniędzy. Galeony miały tu najmniejsze znaczenie.
- Oj nie bądź zazdrosny Louvain, zostań bohaterem to i naszą gwiazdę wyprzedzisz. - rzucił rozbawiony, zadziornie, rzucając na stół kartę. Były sportowiec zawsze był nieco egocentryczny, uwielbiał skupiać na sobie uwagę. Tosiek uważał, że było to trochę winą Loretty, ale jednocześnie, zupełnie by przyjaciela nie zmieniał z całym jego zapleczem drwin i czasem dziecięcego obrażania się. Sam nie był lepszy. - On chyba zawsze był popularny, co? Już w szkole. Ten Erik. - ściągnął brwi, próbując Erika sobie przypomnieć. On jednak nigdy nie wzbudzał zainteresowania Borgina w przeciwieństwie do Brenny. Odłożył na chwilę karty tak, aby nie było ich widać i wyjął z kieszeni marynarki papierosy, wsuwając jednego do ust. Poczęstował także swoich przyjaciół, a gdy kraniec używki pokrył żar, zaciągnął się głęboko, czując przyjemne mrowienie w płucach. Hostessa przyniosła popielniczkę. Była ładna, miała rude włosy, które kołysały się leniwie przy wyeksponowanym dekolcie. Nie była szczupła, przyjemnie krągła, a czarny stroj podkreślał wszystko to, co powinien. Anthony bezkarnie zlustrował ją wzrokiem, kiwnął głową w podziękowaniu i dał jej kilka monet z kieszeni, a potem złapał za karty, strzepując z fajki popiół. Nie miał nastroju na figlarność, był zbyt trzeźwy i zbyt rozkojarzony problemami całymi świata, żeby pocieszył go ładny biust. - Dlaczego właściwie go tak nie lubisz, skoro obydwoje profesjonalnie graliście? Wiem, że coś tam świrował do Lori. - zapytał całkiem poważnie, nie znając całej tej historii. Nott był nieziemsko irytujący, szukał sławy bardziej, niż Stanley po kieszeniach, gdy widział Brenne lub odczytywał te swoje tajemne liściki od kochanic. Anthony nie wiedział nawet, kim był mężczyzna z pierwszego miejsca, jakiś zupełnie przypadkowy człowiek. Może błąd druku i głupio było potem wycofać nakład? Wsunął papierosa w usta, opierając się wygodnie na krześle, rozpiął górny guzik od koszuli. Było tu strasznie duszno, ale koniak też mocno rozgrzewał. Ignorował fascynację Louvaina "Czarownicą".
- Jak tak bardzo chcesz mieć wyższe miejsce Lou, udziel jakiegoś wywiadu czy prześpij się z jakąś reporterką, co to dla Ciebie? A nasz wojowniczy Atruś na pewno dostanie order, prędzej czy później. - rzucił pogodnie, posyłając przyjacielowi słodki uśmiech, zanim się roześmiał. Krupier też wyglądał na rozbawionego, udając, że ich zupełnie nie słuchał. Spojrzał na stojącą nieopodal butelkę paskudnie drogiego alkoholu, wiedząc, że ta jedna nie będzie wystarczająca. - Pewnie dostanie, zwiększyli budżet na ich biuro. Jak będą mi składać oświadczenia majątkowe i rozliczać podatki, to się dowiemy. Już mnie tak wkurwia ta stara prukwa z mojego departamentu.. Powinien iść na emeryturę, zupełnie sobie nie radzi. - westchnął nieco marudnie, bo przypomniało mu się pracy. To stanowisko obsadził jeszcze nieszczęsny Nobby, dinozaur jeszcze większy. Wiedział, że szef go lubił i to było wygodne, ale Tony był też ambitny, bardzo chciał zgarnąć jego gabinet dla siebie i zajmować się sprawami najważniejszymi, finansami całego magicznego świata Wielkiej Brytanii. Wypuścił dym, znów strzepując popiół z fajki. - Nie irytuje was już temat tego Beltane, Panowie? Ciągle tylko sabat, rytuał, kwiaty, miłość i jebane skowronki. I jeszcze ten artykuł w proroku.
Wywrócił oczami, rzucając następną kartę, bo nadeszła jego kolej. Zupełnie nie mógł się skupić na grze, chociaż w pokera był dobry — we wszystkie te karciane zresztą, bo umiał to policzyć.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#3
04.09.2023, 01:55  ✶  
- Obić facjatę? Proszę cię. Widzisz tę twarz? Nikt jej nawet nie dotknął - odparł Bulstrode, spoglądając na Louvaina z należytą dozą wyższości w jego głosie, która nawet nie próbowała być odpowiedzią na uszczypliwy ton przyjaciela. Ba, Atreus miał wrażenie, że nic nie mogło zmącić tego przyjemnego poczucia bycia lepszym. Niby głupi artykuł w przeciętnej gazecie nie powinien tak na niego działał, ale cóż... jego ego było nad wyraz podatne na wszelkie tego typu miłe przypadki. - Muszę jednak przyznać, że błędem było wejście w to ognisko, może gdyby to Longbottom padł jak kłoda idąc na spacer do Limbo, to ranking by się odwrócił. - Nie. Nie miał zamiaru pozwolić, by jego mały sukces został przyćmiony przez fakt, że znajdował się dopiero na trzecim miejscu i tu pod Longbottomem. Jakaś jego część faktycznie nad tym ubolewała, druga natomiast rozumiała - Erik miał przewagę stażu, jeśli chodziło o pojawianie się w gazetach, a na pewno jego numerowi dwa sprzyjał fakt, że nie tak dawno Brenna wystawiła go na licytację. Przecież części natomiast wystarczyło, że przynajmniej w tym ich małym gronie trzech osób był najlepszy.
- Nie bądź zazdrosny - zacmokał na niego z pełną kpiny dezaprobatą. - Zawsze możesz się przebranżowić na aurora i pokazać na następnym spotkaniu ze śmierciożercami, wtedy na pewno ktoś doceni twój heroizm.
Nawet jeśli Atreus był aurorem, to jakkolwiek to nie brzmiało - nie miał nic przeciwko czarownikom per se. W całej jego służbie chodziło o dwie rzeczy 1. przejęcie schedy po ojcu, 2. znajdował w tej profesji szansę na używanie siły kiedy miał taką fantazję. Lubił czuć się lepszy i silniejszy od innych, a podążanie za literą prawa pozwalało zwyczajnie na robienie rzeczy w sposób legalny. Nie posiadał też złudzeń - jakaś część niego domyślała się, że niektórzy z ludzi których zna, mogli należeć do popleczników Czarnego Pana. Nigdy nie ćwiczył sobie w głowie co by powiedział, gdyby się o czymś takim dowiedział, ale pierwsze co przychodziło mu do głowy to złośliwa prośba, by nie celować mu prosto w twarz. Bulstrode był skory do przysług, szczególnie kolekcjowania ich u innych, więc pewnie gdyby któryś z obecnych z nim panów zebrał się na zwierzenia to, cóż...
Spojrzał w swoje karty jeszcze raz, po czym upił ze stojącej przed nim szklaneczki, by zaraz sięgnąć po oferowany mu papieros z pełnym zadowolenia uśmiechem. W przeciwieństwie jednak do Borgina, absolutnie zignorował hostessę, która przyniosła im popielniczkę. Karty były ważniejsze.
- Ośmielam się wystosować twierdzenie, że każdy kto gra w Quidditcha jest przynajmniej trochę popularny, a Longbottom był obrońcą - rzucił w odpowiedzi Anthony'emu. Mógł nie pamiętać ogólnie jak Erikowi powodziło się w szkole, ale jeśli chodziło o jego obecność na boisku, to było już co innego.
- Mądrego to i dobrze posłuchać. - pokiwał ochoczo głową na słowa Borgina. Order byłby całkiem miłym akcentem w jego życiu. - Ale po co się rozdrabniać. Order i niech mi dadzą jeszcze całe Biuro pod opiekę. Ba, departament - uśmiechnął się do swoich myśli. Mierzył wysoko, ale w nic co byłoby poza jego zasięgiem. To, jak potoczyło się dla niego Beltane tylko mu sprzyjało, w papierach wyglądając zwyczajnie dobrze. Dzielny auror, który postanowił działać i zapobiegać katastrofie, która właśnie się wydarzała - ktoś taki w opinii publicznej był idealnym materiałem na dyrektora Departamentu Przestrzegania Prawa.
- Oj Tony, czyżby żadna ładna panna nie chciała ci dać wianka w Beltane, że tak ci ten temat przeszkadza? - uśmiechnął się do niego drwiąco. - Jestem absolutnie przekonany, że gdybyś ładnie poprosił, jakaś z chęcią by cię jakimś obdarzyła, a tak... omija cię cała magia - ostatnie słowa wypluł niemal z pretensją. Oj oddałby wszystko, żeby ten przeklęty wianek ktokolwiek inny wrzucił na pal i teraz nie wiązałoby go żadne upiorne zaklęcia akurat z Longbottom.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#4
10.09.2023, 19:15  ✶  
- Nikt? Nawet młode kapłanki nie próbowały się do Ciebie dobierać, kiedy leżałeś taki zimny i nieprzytomny? - pokusił się o drobną uszczypliwość łapiąc Atreusa za słówko. Była w tym dla niego podwójna satysfakcja, bo oprócz zwyczajnych docinek, świadomie balansował wokół niebezpiecznej granicy. Przecież o przygodzie z Limbo wiedział o wcześniej, niż Prorok Codzienny, czy wszystkie inne gazety. Ciężko żeby facjata przyjaciela była naruszona, skoro do konfrontacji przystąpił jako ostatni i właściwie nie przypominał sobie, żeby rzucił jakiekolwiek zaklęcie w kierunku Louvaina i Voldemorta. Niemniej jednak musiał zachowywać pozory, wykazywać względną ciekawość nowym, chłodnym, obliczem Bulstrode, ale nie do przesady. Zbytnie spoufalanie, a nadmierna ciekawość mogła za taką uchodzić, była również mało taktowna. Musiał również pamiętać, aby nie mieszać własnej wiedzy z tym co pisali w artykułach i tym, czym podzielił się z nimi pan auror.
Odchylił się na moment od stolika przy którym siedzieli, kiedy dwójka jego kumpli naraz stwierdziła, że jest zazdrosny o miejsce w rankingu. Pokręcił głową z ironicznym grymasem zdegustowania i pomachał im rękoma na znak, żeby spływali. Na koniec uśmiechnął się krzywo i ukrył część twarzy za szklanką z alkoholem, upijając kilka większych łyków. Z tej trójki na bohatera nadawał się najprędzej Bulstrode, ale znając jego pobudki do bycia aurorem, niestety ale przesuwał bliżej końcowi kolejki. Kwestię przebranżowienia się na aurora również przemilczał, miał zbyt drogie garnitury by pozwolić przesiąknąć im smrodem Nokturnu. Odezwał się dopiero kiedy padło pytanie o o Notta. - Nie lubię go za to, że raz; to wsza, dwa; grał w Zjednoczonych z Puddlemere, trzy; fiut do szczania z niego, cztery; obraził moją siostrę, ZNOWU, i pięć; jebał go pies. - zgrabnie wyliczył na palcach Anthonemu wszystkie powody do pogardzania Philiphem. - Dlatego jeszcze tego lata zamierzam wytrzeć nim parkiet w oficjalnym pojedynku na klubowych zasadach. - dorzucił, zaciskając palce w pięść i sugestywnie strzelił kostkami w ręce. Nie chodziło o to, że zazdrościł mu bardziej udanej kariery profesjonalnego gracza, niż swojej. Z obecnej perspektywy miał w szczerym poważaniu to, że wypadł z gry. Uważał nawet to za szczeniacki epizod w swoim życiu, nawet jeśli wtedy oscylował na poziomie światowej czołówki. W porównaniu z tym co teraz uważał za istotne, czyli angażowanie się w sprawy organizacji, tamte sprawy były marnotrawstwem czasu. No poza tym, że kasy nie braknie mu już pewnie do końca życia, to najbardziej mu się przydało. Najbardziej dotykał go fakt, że taki stary dziad jak Nott, który dalej tkwił w tej meczykowej sferze rzucał cień drwin na godność jego bliźniaczki. Byle kim by się nie przejmował, ale biorąc pod uwagę, że on i ona byli kiedyś razem... nie mógł tego puścić bokiem. - Na swojego sekundanta wybrał właśnie Erika, więc będziesz miał szanse wyrównać rachunki przyjacielu. Oczywiście jeśli przyjmiesz moją propozycję. - zwrócił się do Atreusa. Nie był z tych którzy proszą, nawet przyjaciół, ale domyślał się odpowiedzi. Zarówno on i Louvain należeli do klubu pojedynków, więc Godrykowy reżim był im dobrze znany. Art raczej nie przepuściłby okazji do wykazania i sięgnięcia po laury, nawet jeśli nie darzył Philipha, ani Erika taką niechęcią jak Lestrange Notta.
Syknął złośliwym chichotem, dusząc się niemalże zaciągniętym do płuc dymem z papierosa. Spodobało mu się uwaga Artka do Antosia. Nawet jeśli ten drugi miał sporo racji co do tego, że święto Baltane stało się już nieco kiczowate w swojej oprawie wokół miłosnych uniesień, to niektórych rzeczy nie wypadało mówić głośno. To wciąż ważne święto, czarodziejska tradycja która nie byłą tematem do żartów. No i Borgin sam się wystawił na takie docinki. - No właśnie Tony, jeśli potrzebujesz wsparcia starszych kolegów to nie ma problemu. Lepszych skrzydłowych nie znajdziesz w całym Londynie. - rozbawiony sytuacją, aż wyprostował się i odstawił karty na bok. Sięgnął po kolejne wydanie czarownicy, tym razem z żeńskim rankingiem. Rozłożył ostentacyjnie artykuł z damskim zestawieniem i zaczął analizować od samego szczytu. Pierwsze miejsce niewiele mu mówiło, bo zwyczajnie nie znał kobiety. Ale na dwa kolejne instynktownie zmarszczył brwi, niezadowolony. - No oczywiście, że Longbottomiary... - mruknął zdegustowany - zaraz, zaraz... Brenna... to nie jest ta którą obracałeś w walentynki na czwartym roku w szkolnej toalecie? - momentalnie uśmiech wrócił mu na lico, ale był on złośliwy w całej swojej okazałości.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#5
08.10.2023, 00:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2023, 00:35 przez Anthony Ian Borgin.)  
Parsknął pod nosem na komentarz Atreusa, zaciągając się zaraz papierosem i kręcąc głową. Nic tak nie poprawiało humoru, jak spędzenie wieczoru ze swoimi przyjaciółmi z czasów szkolnych jeszcze. W tym towarzystwie mógł się odciąć od wszystkiego, co ciążyło mu w codziennym życiu, jak na przykład odpowiedzialność za bycie dziedzicem Borginów, presja, jak i wizja aranżowanego małżeństwa, którego on wcale nie chciał. Jakoś tak wyszło, że żaden trójki mężczyzn nie był skromny, ba, czasem wręcz można było nazwać ich szukającymi poklasku, tylko nie zawsze działało to na tych, na których chcieli zrobić wrażenie. - Jak ma wiedzieć, czy go macały, jak był nieprzytomny? Muszę przyznać, nasz Atreusik cieszy się popularnością w Ministerstwie. Odwiedza koleżanki w wielu departamentach.
Zwilżył usta, przymykając na kilka sekund oczy, aby zastanowić się nad kartami.
- Longbottom ma chyba lepszą opinię, niż Ty i to dało mu wyższe miejsce. Kto był na pierwszym? Nadal dziwi mnie to, że żaden z nas. - przyznał z nieskromnym wzruszeniem ramion, przesuwając spojrzeniem po twarzach swoich przyjaciół. Nie byli brzydcy, nie byli łagodni, mieli galeony i dobre nazwiska, a do tego Atreus miał niewinne serce- nie licząc relacji z kobietami. Je zawsze lubił. Na słowa o przebranżowieniu, Antek parsknął i na dłużej skupił się na twarzy Lestrange. - Co Ty na to Lou, widzisz się, jako aurora? Może ja też zmienię zawód, zrobimy sobie drużynie do walki ze Śmierciożercami, zdobędziemy okładki i panny będą padać do stóp. A wracając do Notta, nie podejrzewałem, że użyjesz az pojedynku. Nie ma z wami szans, nawet z Longbottomem na sekundancie.
Wzruszył ramionami z uśmiechem, głosem dość słodkim, jakby jego propozycja była jedną z tych, których nie można było odrzucić. Jedynym brakiem ich relacji było to, że Atreus nie był określony politycznie, ale Anthony nie zamierzał go zmuszać lub dopytywać. Jeśli czułby potrzebę zmiany świata na czystszy, to pewnie znajdzie drogę. Prawdą było też to, że gdyby ktokolwiek kazał mu Bulstrode skrzywdzić, pewnie nie mógłby tego zrobić. Kwestia Lestrange i jego kłótni z byłym graczem — boże, kiedy on zaczął się obracać wśród samych zawodników? - była interesująca. Wiedział, że jest przewrażliwiony na śliczną Lorettę, ale nie sądził, że ona przeważy szalę do takiego czynu. Chociaż, sam dla swojej siostry zrobiłoby to samo. Chociaż nie, on pewnie pozbyłby się problemu w inny sposób, bez świadków. Lou i Nott byli jednak popularnymi graczami, musiał być ostrożny. Przyglądał się chwilę mężczyźnie, jakby spojrzeniem sugerował, że zawsze może liczyć na jego pomoc, gdyby potrzebne były cięższe środki, które wszy by zabiły. Tak już było chyba dla zasady, że jak jego przyjaciele kogoś nie lubili, on też nie lubił. Nie traktował ich może tak, jak Stasia, ale również uznawał ich za swojego rodzaju braci.
- No tak, zapomniałem. Grał. - przytaknął Atreusowi, odprowadzając hostessę wzrokiem. Lubił obserwować piękne kobiety, chociaż zarówno do Brenny, jak i Bellatrix, jej było naprawdę daleko. Uśmiechnął się pod nosem, upijając nieco nalanego alkoholu. - Teraz mówisz z sensem! Byłbyś doskonałą głową Departamentu, a ja awansuje na głowę swojego i będziemy rządzić nieformalnie Ministerstwem. Lou, lepiej przemyśl karierę.
Rzucił pół żartem, pół serio. W gruncie rzeczy, Tosiek nigdy nie miał pociągów do władzy i kontroli, wolał po prostu żyć po swojemu, nawet jeśli nie było mu to dane. Urodził się do konkretnej roli, niezależnie, czy chciał, czy nie. Podniósł na Atreusa spojrzenie, milcząc chwilę — przyjaciel doskonale wiedział, czyj wianek on chciał dostać. Wywrócił oczami na komentarz Lestrange. I jeszcze ten mu dokłada.
- Nie miałem czasu na takie głupoty. - odpowiedział w końcu dyplomatycznie, uśmiechając się słodko, a ciemny lok spłynął mu na czoło. Pomimo swojego dość poważnego już (w swoim mniemaniu) wieku, Tosiek wciąż miał sporo uroku rodem z lat nastoletnich. - Ja nie muszę prosić Atre, ale nie musisz się wstydzić przyznać, że Ty byłeś samotny. Bo pewnie zanieśliście te wianki, co?
Uśmiechnął się promiennie, trochę zazdrosny i z odrobiną złośliwości w spojrzeniu. Byli przyjaciółmi, wiele sobie mówili, również o Beltane. Cholerne ogniska i wianki. I wtedy właśnie jego przyjaciel palnął coś o obracaniu, a Anthony zakrztusił się drinkiem, posyłając mu już nieco chłodniejsze spojrzenie. - A Ty skąd wiesz, byłeś tam Lou? Nie wiedziałem, że podglądasz znajomych. Zapewniam Cię, że nie uprawiałem z Brenną seksu, ona nie jest taką dziewczyną. TO przyzwoita kobieta ma zasady.
Odparł tonem godnym dziedzica, takim, który dopiero w nim się budził i niezwykle mało go używał — nieznoszącym sprzeciwu. Nie mógł przecież pozwolić, żeby przyjaciele obrażali Longbottom, bo do docinków w swoim kierunku, był już przyzwyczajony. Wypił resztę ze szklanki, odkładając puste naczynie na stół, a potem zapalił kolejnego papierosa.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#6
19.10.2023, 05:51  ✶  
- Nie do twarzy mi się przecież dobierały - odpowiedział Louvainowi, jakby nieco zniecierpliwiony jego topornym umysłem. Jakby to co przed chwilą do niego powiedział było najoczywistszą rzeczą pod słońcem. Inna sprawa, że im grzecznie odmówił, ale też z jakim bólem, ale zwyczajnie nie uważał że mógł zrobić z tymi dziewczynami cokolwiek. Nie kiedy na palcu Elaine wciąż wtedy tkwił pierścionek.
Teraz zarówno przed Lestrangem, jak i Anthonym prezentował się Atreus w typowym dla siebie wydaniu i bez jakichkolwiek śladów po walce podczas Beltane, ale prawda była taka, że przecież nie wyszedł z tego wszystkiego bez szwanku. Sporą część procesu leczniczego przespał, ale doskonale pamiętał to irytujące uczucie, kiedy rany po poparzeniach goiły się, a palce zrastały. Płomienie w które został wrzucony sięgnęły też jego twarzy, i z jednej strony cieszył się niezmiernie, że nie pozostał po nich jakikolwiek ślad, jednak z drugiej uważał, że drobna blizna wcale by nie zawadziła i dobrze świadczyła do jego dokonaniach. - Nie, nie, coś ci się pomyliło - spojrzał beznamiętnie na Borgina. - To one odwiedzają mnie - uśmiechnął się grzecznie, zaraz ponownie spoglądając w karty.
- O właśnie, słuchaj go - wskazał na Anthony'ego, mówiąc do Louvaina. - Jeszcze zaciągnę wreszcie Stanleya do egzaminu i będziemy jak ta trójka muszkieterów, co ich naprawdę była czwórka. - pokiwał głową, absolutnie przekonany o tym, że taki oto scenariusz byłby spełnieniem jego marzeń. Bo jakby nie patrzeć, to trochę mu się czasem nudziło w tym biurze aurorów samemu. Mógł sobie iść do sali obok do Borgina, albo na inne piętra do Anthony'ego albo Louvaina, ale to wciąż nie było to samo. - A za to z kolei chętnie wypiję, na zdrowie. - uniósł szklankę z alkoholem do słów Lestrange'a odnośnie Notta, a następnie pociągnął sobie parę długich łyków.
Nie to, żeby miał cokolwiek konkretnego do Philippa, ale skoro jego drogi przyjaciel tak się na niego uwziął, a on sam przyglądał się ich perypetiom na przestrzeni lat, to zgodnie uważał, że była to ostatnia wesz. Nie wyglądał dla niego jako ktokolwiek nadający się do bliższego poznania, nawet jeśli Quidditch był Atreusowi tak bliski sercu.
- Mój drogi, nigdy ci nie odmówię - a przynajmniej nie zaproszenia na potencjalną bitkę. Jeśli było w życiu coś, co faktycznie sprawiało mu przyjemność, to spuszczanie innym wpierdolu. Chyba dlatego tak świetnie bawił się jako auror i nie nudził się aż tak tą pracą. Nawet siedzeniem za biurkiem.
- Niestety, ale widzisz, w tym roku miałem urwanie głowy na Beltane - rzucił, jakby nieco zawiedzony. - Patrole nie sprzyjają dobrej zabawie - westchnął jeszcze zbolały, wewnętrznie się absolutnie skręcając w tym momencie. Jakby nie patrzeć, to przecież tego wianka nigdzie nie doniósł i to Brenna była bohaterką wieczoru, która przeklęła ich tą całą magią Beltane. - Ale muszę powiedzieć, że dobrze że ty Lou dałeś sobie radę i wyręczyłeś mnie z wiankiem Cynthii - pokiwał głową, wyraźnie aprobując wyczyny przyjaciela, jakby nigdy nic. Potem jednak na moment się zaciął, spoglądając na Borgina z ukosa, kiedy Lestrange przytoczył Longbottom i przygody ze szkoły. Było w tym coś dziwnego, słysząc o nich na nowo i tym jak Anthony za nią szalał. Teraz, kiedy powiązany był z Brenną tym dziwnym, nienaturalnym przyciąganiem i odczuwaniem wzajemnych poczynań. Nawet teraz, siedząc z przyjaciółmi przy tym stoliku, był zmęczony po jej nocnych wycieczkach, ale starał się trzymać przed nimi jak najlepiej.
Sięgnął po szklankę i to był chyba błąd, bo się zakrztusił, kiedy Tosiek zaczął wygłaszać deklaracje o nie uprawianiu seksu z Longbottom. To stwierdzenie było jakoś absolutnie abstrakcyjne, a z drugiej strony Brenna wyglądała trochę na taką, co mogła się rozmnażać przez pączkowanie, o ile w ogóle. Sięgnął po chusteczkę, z pewnym rozczarowaniem samym sobą wycierając koszulę.
- Pewnie też siedział w tym składziku w kącie, czekając na własną walentynkę - złożył karty, odkładając je na stół rewersem ku górze. - Jak tak bardzo chcesz zdobyć jej serce, to może powinieneś mówić do niej takim głosem? Prawie mnie ciarki przeszły, taki byłeś poważny.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#7
02.12.2023, 01:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2023, 02:09 przez Louvain Lestrange.)  
Nie umieścili ich na szczycie tego rankingu, bo nawet w najmniejszym calu nie wpasowali się w społeczne ramy. Dobrze chociaż, że nie istniał paragraf za bycie nieprzyzwoicie przystojnym, bo czekałaby ich całkiem długa odsiadka. Żaden z nich raczej nie był typem męża stanu, czy synem koleżanki twojej starej. Każdy miał coś swojego za uszami, a media najbardziej kochały ludzi idealnych, bez skazy. Łatwo się pisało o tych balach charytatywnych dla lamusów, ratowaniu niemowląt z płonących sierocińców, czy inne ckliwe gówno, które gawiedź kochała. Przynajmniej jedno z tych nudnych jak flaki w oleju przykładów można było przypisać każdemu z rodziny Longbottom, więc nic dziwnego, że upychali ich jak najwyżej. Pieprzeni zbawcy świata.
Pal licho te nowicjuszki. Chwała Matce, że byli tutaj w trójkę, cali i zdrowi, a ich relacje nie ucierpiały w żadnym stopniu przez nadmiar niepotrzebnej wiedzy. Louvain bardzo dobrze wiedział, że Atreus miał z czego się kurować, a prawdę mówiąc i tak wyszedł z tego wszystkiego prawie bez szwanku. Gdyby nie to, że Czarny Pan potrzebował naocznych świadków zatarcia granicy między tym światem, a Limbo, Atreus i cała reszta zgrai aurorów mogła skończyć o wiele gorzej. Było to bardzo zbijające z tropu siedząc tu z nimi i mając świadomość, że wcześniej stał dokładnie na przeciw przyjaciela z różdżką wycelowaną w niego. Mimo wszystko trzymał się swojej roli i dalej stroił sarkastyczne miny, kiedy koledzy nabijali się z jego zawodu. - No proszę was... prędzej zjem jaja testrala, niż zrobicie ze mnie harcerzyka. - z niby zdegustowanym grymasem odrzucił ich idiotyczny pomysł. Nie miał w zwyczaju wysłuchiwać czyiś rozkazów, a cała ta mundurowa otoczka odpychała go niemożliwie. Chociaż patrząc na przypadek Atreusa któremu umówmy się, ale daleko było do białego rycerza, może znalazłoby się miejsce dla jeszcze jednego bezczelnego i rogatego gliny. Stanowisko prestiżowe i z dużym zaufaniem w magicznej społeczności, wciąż nie widział w tym nawet sykla sensu. - Ale fakt, w Transporcie trąci myszką jak diabli. Może pomyślę nad transferem do Twojego, czy Twojego departamentu. - dorzucił już nieco poważniejszym tonem. Biuro Świstoklików jeszcze dawało jako tako radę, najbardziej lubił zamykanie spraw z tymi nielegalnymi, ale była to głównie papierkowa, totalnie nieangażująca robota. Zakręcił trunkiem w szklance, by aromat mocniej uderzył w jego nozdrza, a potem upił wraz z kumplami kolejną porcję.
- Nie zawodzisz, jak zwykle zresztą. - odpowiedział Atreusowi z zadziornym uśmiechem. Lou dobrze wiedział, że jeśli chodziło o bitkę to na Bulstrode zawsze można było liczyć. - Wybacz Tony, ale Atreus to urodzony zakapior. Szkoda Twojej ślicznej buźki na drobne przepychanki. - uszczypliwie, ale przytaknął z podziękowaniem na jego zapewnienia, że na niego Lou również mógł liczyć. Przez moment zrobiło się naprawdę słodko, być może aż zbyt i gdyby Lestrange był teraz nie po jednym, ale po sześciu, czy siedmiu drinkach pewnie zawisnął by na ich karkach powtarzając w kółko jak to ich bardzo szanuje. Ten przyjacielski nastrój urwał się w nim nagle kiedy do jego uszu dobiegły okropne bezeceństwa, bluźnierstwa wręcz. Na początku trochę go zamurowało na słowa Borgina, spojrzał na niego bardzo zdegustowaną miną, już teraz bez cienia ironii. Zatrzepotał rzęsami kilkukrotnie jakby sam nie dowierzał w to co usłyszał, ale Tony wyglądał na zabójczo poważnego. Oczami wyobraźni jedną ręką szlachtował mu gardło, a drugą pisał list z kondolencjami do Stanleya. - Brzmisz jakbyś nigdy nie uprawiał seksu. - odgryzł się momentalnie. Nie dość, że jego zapewnienia o czystości relacji z Brenną brzmiały żenująco, aż wykręcało go od środka, to stawał w obronie pieprzonej szlamolubki. Czy młodszy kolega na moment zapomniał z jakiego rodu pochodzi i jakie ten ród wyznaje wartości, do jakich celów aspiruje? - Zasady to ona ma, szkoda tylko że takie kurewskie. - ciągnął dalej jadowity ton, prowokując koleżkę do reakcji. Brzmiał dość chłodno, ciekawe ile tego chłodu miał w sobie, bo póki co, to tylko mroziła jego gadka. - No pewnie, że tam byłem. Rzucałem mu teksty z kabiny kibla, jak sufler z budki na scenie. - zaśmiał się, delikatnie obracając sytuację w żart, bo jeszcze obrońca praw szlamolubnych rzuci mu się z kieliszkiem do gardła.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#8
06.01.2024, 22:02  ✶  
Antek przemilczał swoją błyskotliwą myśl, że Atreus przed pierścionkiem u Elaine już zdążył się wystarczająco wyszaleć i dawał się wykorzystywać. To znaczy, robił zapewne przysługi wszystkim tym pannom, które wymagały jego atencji w nagłych sprawach. Gentleman takowym nie odmawia. Niewinnie parsknął pod nosem, niby to do kart i papierosa, zapijając szybko resztą alkoholu ze szklanki. - Oczywiście, mój błąd Atre. - przytaknął mu grzecznie, posyłając mu tak promienny i niedowierzający uśmiech, że w policzkach byłego ślizgona pojawiły się dwa dołeczki. Z tokiem myślenia Lestrange trudno było się nie zgodzić, bycie na językach i w prasie wcale nie było trudne. Anthony zdawał sobie sprawę, że Eryk nie jest nawet w połowie tak przystojni, jak oni, a że zwykle trzymali się we czterech plus jeszcze Sauriel — ten typowy łobuz ze szkolnych romansów, gdy pojawiali się na korytarzu, nikt i nic nie miało siły przebicia, nie mogło odebrać im atencji. Byli bogaci, młodzi, przystojni i mieli dobre nazwiska. Czego taka dziewczyna mogła chcieć więcej? Do tego każdy z nich reprezentował inny tym bycia gentlemanem spod ciemnej gwiazdy ze Staszkiem na czele.
Beltane i cały syf związany z organizacją, a także swoim własnym dziedzictwem — którego swoją drogą, nadal nie umiał zaakceptować, sprawiały, że wyjątkowo doceniał takie chwile, jak ta. Mogli sobie dogryzać, wyśmiewać, ale byli po prostu przyjaciółmi ze szkoły, bandą Borgina seniora, który ich pięknie olał dzisiejszego wieczoru, najpewniej mając plany z jakąś tragiczną blondynką. Staszek nigdy nie miał gustu. Anthony dałby wiele, żeby takie zwykłe, pełne zabawy i przepychanek spotkania trwały jak najdłużej i były przynajmniej raz w miesiącu. Bo kiedyś w końcu i nad ich relacją zatańczy cień, jak tańczył nad całą Wielką Brytanią. Wiedział, że gdyby nadszedł dzień, że musiałby Bulstrode zaatakować, nie mógłby tego zrobić, niezależnie od konsekwencji. Więc zostało mu cieszyć się czasem, który mu został, zanim Voldemort lub inny czort go wpędzi do grobu. Nigdy nie wróżył sobie długiego życia.
- Dziadek go nie był w stanie odpowiednio zmotywować. Obawiam się, że musiałbyś być jasnowłosą nimfą o długich nogach i ładnym biuście, żeby to miało szanse powodzenia.. - westchnął odrobinę teatralnie, mówiąc pół żartem i pół serio, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion. Oni faktycznie całą trójką pasowali do bojowników magicznych, Tosiek preferował jednak galeony i papiery, sprawy komornicze, niż machanie różdżką pomiędzy ludźmi. Chyba dlatego, że był w tym po prostu dobry, lubił też pieniądze.
- Czy Nott nie latał czasem za Lorką? - zapytał z ciekawością, przesuwając palcami po kartach. Lou niestety nie zdawał sobie sprawy o większości perypetii życiowo-romantycznych własnej siostry, ale może tak było lepiej, mógłby źle to znieść. A dziewczyna poza pięknymi perfumami, miała również wiele talentów i była doskonałym asystentem w kreowaniu wspomnień. - Zacznę wątpić też w wasz gust za chwile. I wcale nie mam ślicznej buźki, jestem nieprzyzwoicie przystojny, księżniczko.
Puścił Lou oczko, odchylając się na chwilę na krześle. Wcześniejsze nawiązanie było natomiast do wspomnianej przez nich blondyny. Na Merlina, przecież nic nie równało się z czernią na niewieściej głowie. Rzucił kartą, odkładając na chwilę karty. Przeciągnął się, niczym ta oaza spokoju, starając się ignorować myśli związane z Brenną, których przecież nie powinien mieć. Była absolutnie tragicznym wyborem, który przyssał się do niego lepiej, niż bagienna pijawka. Los był po prostu skurwiale dowcipny.
A Longbottom i tak została na ich ustach, wywołując zakrztuszenie się u Atreusa, co Borgin skwitował uniesieniem brwi. Obdarzył go pociągłym spojrzeniem, pytającym — zarówno o powód jego zaskoczenia, jak i o to, czy wszystko w porządku. Nie wyglądał jednak, jakby potrzebował jebnięcia w plecy. Bulstrode często wyglądał na zmęczonego, ale Tosiek wiązał to z pracą, a nie z pilnowaniem Brenny po nocach, bo o jej eskapadach, na całe szczęście nie wiedział. Był jednak gotów bronić jej dobrego imienia i szacunku do samej siebie. Bo oni owszem, kurwili się zapewne na prawo i lewo, no, może on sam trochę mniej, był mniej wyuzdany niż przyjaciele, ale Brenna była kwiatem niewinności ze skłonnościami do autodestrukcji i sympatią do bukietów z marchewek. Komentarz o seksie puścił pomimo uszu, doskonale wiedząc, jak jego przyjaciela wkurwia fakt, że usrał się akurat na zdrajczynie krwi. Na pewne rzeczy nie było jednak kurwa wpływu, gdyby mógł, to by przestał.
- Nie mam jak zdobyć jej serca, bo ona mnie nie lubi, bez względu na to, co dla niej zrobię i nie zrobię. - westchnął ze zrezygnowaniem, stukając palcami w blat stolika. - Niezależnie jednak od tego, staram się i tak mieć na nią oko, bo przysięgam, ona ma skłonności samobójcze z tym swoim kompleksem bohatera i chęcią zbawienia całego świata.
Jeśli ktoś miałby rzucić się na Voldemorta z pięściami, byłaby to Brenna. Jeśli ktoś miałby rzucić w Królową Anglii pomidorem za obrażanie mugoli, byłaby to Brenna. Ona robiła absolutnie wszystko, żeby nie móc dożyć trzydziestych piątych urodzin.
- Myślisz, że jest mi z tym wybitnie komfortowo? - zapytał swojego doradcę podrywu z toalety, odwracając twarz w jego stronę. - Zdajesz sobie sprawę, że na pewne rzeczy, to po prostu się nie ma wpływu? Wiem, że jest przeciwieństwem wszystkiego, czego uczyli nas rodzice i naszych zasad. Nie wiem, może powinienem dać sobie ją wymazać zaklęciami z głowy, poznać przyzwoitą czarownicę i założyć jej na palec pierścionek, zanim dziadek mi kogoś znajdzie. Zresztą Lou, Ty się nie nadajesz na takiego szepczącego.
Jego westchnienie przypominało nieco jęk niezadowolenia. Antoś był lojalny w swoich uczuciach i relacjach, niezależnie od kształtu widm, które z ich powodu miały krążyć nad jego głową. To samo było przecież z ich przyjaźnią, bez zastanowienia wystawiłby się za nich, jeśli zapewniłoby im to przeżycie. Nie powinni być więc zdziwieni, że Brenna mu po tylu latach wciąż nie przeszła.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#9
07.03.2024, 23:38  ✶  
Bulstrode mógłby się swobodnie z Louvainem nie zgodzić. Nie w kwestii tego, że wszyscy tutaj byli nieprzyzwoicie przystojni, oczywiście, rozchodziło się bardziej o to, co właściwie kochały media. Ludzie idealni? Śmieszne. Prasa tylko czyhała na to, aż któraś z pięknych buziek z okładek popełni błąd, nawet ten najmniejszy, bo wtedy przecież zyskiwały jakiś charakter, zamiast tylko uśmiechać się grzecznie i bezosobowo. Może właśnie dlatego pierwsze miejsce tego całego rankingu zajął nie jakiś czystokrwisty paniczyna, a kierowca Błędnego Rycerza, który wziął się bogini raczy wiedzieć skąd i wcale nie zachowywał się perfekcyjnie. Był ekscentryczny, a przynajmniej takiego słowa lubiano używać w tych bardziej zgrabnych artykułach. Sprawiał też, że krew buzowała w żyłach i otaczająca go aura tajemniczości, a także podejrzenia co do jego poprzedniego życia (najpewniej prowadzonego po niewłaściwej stronie prawa) zachęcały wręcz do fantazjowania. Tak przynajmniej twierdziła radośnie Lorraine, kiedy rozmawiała z nim po przeczytaniu tego przeklętego artykułu. Ale jeśli chodziło o fantazjowanie akurat, to ona zdawała się zwykle stać pierwsza w kolejce.

- A żebyś się nimi udławił - mruknął pod nosem na odzywkę Louvaina, krzywiąc się przy tym tylko odrobinę. - Brzmi rozsądnie, może da się zrobić - parsknął jeszcze w stronę Tośka, ale prawda była taka, ze trochę go chyba przy tym skręciło, bo sobie przypomniał że Stanley to przecież każdego dnia o poranku, jak najgorszy przyjaciel i zdrajca, to sobie popijał kawkę z tą jego byłą, żmiją okrutną, w sensie Ludovicą. Ona do opisu Borgina całkiem nawet pasowała, pomijając fakt że żadną nimfą nie była, prędzej jakąś wodną wiedźmą; blond włosy miała, nogi miała, cycki miała. Ale Stanleyowi wystarczyły zaledwie wizytacje po ich stronie biura.

Zamachał ręką lekceważąco, chcąc dać Tośkowi znać, że to nic, tak mu się tylko zakrztusiło trochę i nie musi mu się teraz przyglądać przecież. Ostatnie czego teraz potrzebował, to spowiadać się kolegom z tego, że w sumie to się ten wianek wrzucił i to właśnie z Brenną. Tym bardziej, że właśnie byli w środku dyskusji na temat tego czy lepiej ją ukrzyżować, czy może odpuścić jej wszelkie winy.
- Stonuj trochę Louvain, bo my się tutaj przyszliśmy kulturalnie ojebać na pieniądze, a nie prowadzić krucjatę na temat tego, kogo warto obracać. Antoś wyraźnie cierpi na przypadek miłości beznadziejnej, który ciągnie się za nim jeszcze od szkolnych czasów - wyciągnął rękę i poklepał Borgina po ramieniu. - Jakbyś raz na jakiś czas wyszedł z burdelu i zajął się swoją narzeczoną, to kto wie, może sam byś się nieszczęśliwie zakochał, zamiast machać podczas sabatu wiankiem pewnej blondynki.

- Właśnie, Anthony, jak tak ci śpieszno do zapominania o Longbottom, to zawsze my ci możemy spróbować znaleźć jakąś śliczną i wcale niegłupią laleczkę. Może Lestrange się nawet specjalnie postara, skoro mu ta Brenna taką solą w oku - przyklepal jeszcze raz plamę na koszuli, w końcu jednak dając sobie spokój i na powrót sięgając po wcześniej porzuconą szklankę i upijając z niej nieco.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#10
15.08.2024, 21:39  ✶  

Już pal sześć ten zakichany ranking. Chociaż Lou i tak by o nim gadał, nawet jeśli byłby na szczycie tej listy, czy nie byłoby go na niej wcale. Cóż, takie błahostki to praktycznie woda na młyn jego próżności i egoizmu. Mógł zrzędzić jak niewyspany czterolatek, mógł rzucać te swoje cynizmy, ale koniec końców i tak było wiadomo, że to oni są najlepsi, najpiękniejsi w całym Londynie. Było tak zanim wyszedł jakikolwiek ranking i żadne inne zestawienie tego nie zmieni. Moda i gusta się zmieniają, a ludzie zazwyczaj mają pamięć złotej rybki, dlatego dzisiaj mógł otwierać jakiś Owens, a jutro równie dobrze będzie mógł zamykać stawkę. I może nie będzie to żadnym odkryciem roku, ale trzymacie się kurczowo zasady vox populii to jeszcze większe frajerstwo, niż dać się wyprzedzić jakiemuś kierowcy autobusu.

- A no latał. - odparł wielce zdegustowany. Uwłaczało mu to i to nawet bardzo, bo aż wzdrygnął się na siedzeniu, aż ciarki żenady przeszły go po grzebiecie. Właściwie to wolał odpowiedzieć sarkazmem, jak zwykle przysłaniając wszystko żartem, ale nie miał ochoty nawet zdobyć się na kawałek ironii w tym temacie. Oczyszczenie przyjdzie dopiero w momencie, kiedy wygra z Nottem i to na oczach całej publiczności.

A potem kolejny strzał żenady wymierzony prosto na jego gładziutko zaczesany łeb. No po prostu wykręcało go na drugą stronę, kiedy słyszał jak Tony uzewnętrzniał się ze swoich rozterek. Raz, że wydało mu się to co najmniej lamerskie w obecnej sytuacji, dwa, że skupione były wokół najbardziej znienawidzonego przez niego nazwiska. No bo jedyne emocje jakie Louvain potrafił uzewnętrzniać, to gniew, złość, pycha i od czasu do czasu śmiech. Idąc za ojcowskim przykładem; takie rzeczy zalewa się w alkoholu, aż utoną na dnie człowieka. Koledzy prędzej zobaczą jego nekrolog, niż łzy w jego oczach. Łatwo obstawiać kto pierwszy z tego grona palnie sobie w łeb jako pierwszy.

- Za mało Cię stary napierdalał za dzieciaka... - skwitował ironicznie, kręcąc głową z niedowierzania. Zaraz potem przypomniał sobie, że chyba nie były to najodpowiedniej dobrane słowa w kierunku Borgina. Raz, że jego ojciec już nie żył, a dwa, że był kanalią dla nich z tego co dobrze pamiętał. Potem wtrącił się Atreus, który trochę utemperował jego zapiekłość co do Longobottom i chociaż Bulstrode też nie był bez winy jeśli chodziło o Brennę, ale wobec niego nie miał takich surowych wymagań. Nie dzielił z Lou i Tonym podobnych ideologicznych wartości, więc nie miał co do kolegi aurora takich samych, restrykcyjnych oczekiwań, więc po prostu zamykał mordę co do ich rytuału. Przynajmniej jego słowa ostudziły trochę jego zacięcie, bo jeszcze rzuciłby o zdanie za dużo przy groupies Brenny i wróciłby do domu o kilka zębów lżejszy.

- Cynthia jest w porządku. I nawet gnoju nie patrz w jej stronę. - wypalił bez wahania, uśmiechając się zadziornie i grożąc żartobliwie palcem w kierunku Atreusa. Skoro już tak go wywołał do tablicy, wypominając mu w jednym zdaniu zaręczyny i czyj wianek wniósł na pal, to nie zamierzał udawać niewiniątko. Niczego zresztą w tej materii nie miał przed nimi do ukrycia, nawet jeśli nie były to rycerskie cnoty. I w tym miejscu miał odrobinę czasu, żeby uświadomić sobie, że właściwie to nic nie było do końca wyłącznie czarne, albo białe. Jego własna sytuacja sercowa, tak samo nie była klarowna i kilka rzeczy na pewno zasługiwało na takie samo potępienie, jakim on celował w najmłodszego załoganta ekipy Borginów.

- No już dobrze, dobrze... - zarzucił, wzdychając miarkowo, dając do zrozumienia, że w sumie to niepotrzebnie się unosił. Uniósł nawet ręce w górę, jakby chciał zasygnalizować, że nie zamierzał już naciskać na nikogo w tej kwestii. - Właściwie to nie powinno mnie to, aż tak interesować. Ale jak chcesz, Tony, to wybije Ci ten pomysł z głowy z najmilszą chęcią, nie musisz nawet prosić. - kolejny sarkastyczny dowcip, by nieco załagodzić sytuację. W gruncie rzeczy nie chciał bardziej dopierdalać swoim kumplom, niż robiło to za niego życie. Może nie brzmiał, ale miał do nich więcej braterskiej miłości, niż dzisiaj miał okazję do zaprezentowania. Od tego byli przecież przyjaciółmi, żeby sobie pomagać, a nie kopać się po kostkach.

- Jakoś dziwnie się zrobiło... - rzucił nagle, bo zaczął myśleć i niekoniecznie był zbyt dumny z tego jak potraktował Antosia - Chodźmy gdzieś indziej. Może spotkamy w końcu nasze idealne żony. Zaproponował, przerzucając wzrokiem z kolegi na kolegę. Rzucił w końcu karty na stolik, dopił drinka i właściwie w tyłku miał już te żetony. Wstał z krzesełka, a na odchodne wcisnął banknot w kieszonkę kelnerki, co by pamiętała, że ich stolik zawsze opłaca się obsługiwać priorytetowo.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (2384), Atreus Bulstrode (1755), Louvain Lestrange (2606)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa