• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[16.07.1972] My Final Symphony | Sauriel & Victoria

[16.07.1972] My Final Symphony | Sauriel & Victoria
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
31.12.2023, 17:29  ✶  

Victoria zaliczała się do bardzo wąskiego grona osób. Miał dla nich taki specjalny worek, albo osobną zakładkę w księdze swojego życia. Opisana została jako "ci bezpieczni". Bezpieczni z wielu względów - na przykład tego, że nigdy by ich nie skrzywdził. Nie znaczyło to, że nigdy by nie podniósł na nich ręki, bo miał temperament, jaki miał. Znaczyło to tyle, że kończyło się na popychaniu czy przywaleniu sobie kilka razy z tymi, którzy się o to prosili, a potem podanie sobie ręki, otrzepanie spodni i wypicie whiseky, przykładając chłodną butelkę do obolałego ciała. Potem znaczyło to tyle, że nie bał się tych podniesionych rąk. Że wiedział, że celowo krzywdy mu nikt nie zrobi, tak jak i on nie uczyni krzywdy ich. Zaufanie - mimo tego całego upadku coś dla niego znaczyło. A nawet znaczyło bardzo dużo. Ale były wszystkie inne elementy tego życia, które jednak ciągle go pchały do wybierania samotnej drogi i trzymanie się jej. Sądził, że z wiekiem się to zmieni. I było do tego chyba bardzo blisko, ale rozjazd, olśnienie, które dotarło do tego
jego głupiego łba, powróciło mu przekonanie, że tak było dobrze. Wygodnie. Tylko wszystko musiało się uspokoić. Tylko musiał minąć odpowiedni czas...

- Ty to masz kurwa pomysły. - Prychnął cicho, spoglądając na nią z ukosa, rozbawiony, no bo w końcu kto by się nie śmiał z żartów o kupie. Tym bardziej kupie w doniczce. - Już coś było z tymi doniczkami. Animag srający na wycieraczkę sąsiadki? - Czy tam właśnie - do doniczek? Tak to było? Te absurdy czasami z pracy Victorii były jednymi z lepszych opowiastek, jakie słyszał. - Niepraktyczne tylko jeśli chcesz mieć pewny zgon. Ale... różne są sytuacje. Czasem im dłużej zdycha tym lepiej. - Zajmował się już przesłuchaniami i największym dramatem był moment, kiedy nawet nie zdążyłeś powyrywać wszystkich paznokci, a typ już pękał i kazali ci przestać. Niektórzy byli jednak, na całe szczęście, bardziej twardzi. Ale tak, jeśli odwoływać się do "on na to zasługuje" to były skurwysyny, które zasługiwały na okrutną i powolną śmierć. On by się do takich raczej zaliczał, nawet jeśli ze Stanleyem mieli jeszcze jakieś zasady. Typu: dzieci się nie rusza. Po prostu.

Czy to faktycznie była normalna rozmowa? O napierdalaniu się i mówieniu "eech, wiesz co, bo kiedyś to było..." A teraz to jest w sumie co? Nie odpowiedział dlatego od razu, tylko przez dłuższy moment patrzył na Victorię z poczuciem, że to jest bardzo dalekie od NORMALNEJ rozmowy. Był pozór. Pozór normalności. Postawiona kreska między nimi była przez to poruszona, rozedrgana. To niekoniecznie dobrze... i niekoniecznie źle.

- Mamy spinę z jednym baronem... który siebie samego nazywa Panem Zagadką. Wiem, brzmi zajebiście poważnie. - A wyobraź sobie minę Voldemorta, jak mu o tym mówiłem. - Są eksmitowani ze Ścieżek. Więc to było rutynowe. Wejście do lokalu, jedni wychodzą, inni są wynoszeni... - Bez żadnych fajerwerków. I to był problem. Ten brak fajerwerków. - Może o gościu słyszeliście. Zrobił jakąś pojebaną sektę pro mugolską. No to niedługo go nie będzie. Przypadkiem zajął spelunę, którą sobie przywłaszczyłem i jakoś poszło już łańcuszkiem. Wiesz, wolę zajebać typa, który jest moim wrogiem. Szczególnie, że podobają mi się jego tereny. - Tak, to on sobie z niego wroga zrobił, ale co z tego? Pretekst. Okazja. Przypadek. Oportunizm szedł z nim w parze, choć dotąd nie rzucał się na takie duże... projekty.

Tak, o gustach się nie dyskutowało, dlatego tylko wzruszył ramionami. Skoro jej się podobało - to dobrze. Podsunął sobie krzesło, zorganizowali młotek i gwoździe i wybrali miejsce, gdzie miał zostać obraz wbity. Tak, to było proste. Trudniejsze już było ustawienie samego obrazu, żeby pedantka była z tego zadowolona.

- Ja pierdole, kobieto! - Burknął, spoglądając za ramię. - Wiedziałem, że tak będzie! W lewo, w prawo, za krzywo... - Niby narzekał i marudził, ale poprawiał. Ba! Nawet Victoria mogła zobaczyć, że się uśmiechnął. - Podniosę cię i sama se poprawisz.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
31.12.2023, 19:01  ✶  

Sauriel szurnął nią raz – i Victoria tylko raz podniosła na niego głos. Oboje wtedy nie mieli pojęcia, co się dzieje, Rookwood pierwszy raz poczuł pociągnięcie więzi i że Victorii coś grozi, a Victoria pierwszy raz doświadczyła… teraz to już wiedziała – nieswojego wspomnienia. A patrząc na jego odbicie i niedawne wydarzenia ze swoją matką… heh, dwa miesiące później wydarzyło się to jeszcze raz, tylko z innymi aktorami. Ale ciemnowłosa sądziła, że potrafi postawić granicę – wtedy ją postawiła, pomiędzy sobą a Saurielem, by nigdy nie podnosił na nią ręki. Ale co by faktycznie zrobiła, gdyby to zrobił? Na razie… nie musiała się o tym przekonywać i miała nadzieję, że tak już zostanie. Ale on miał temperament, to prawda… A ona wcale nie była taką cichutką myszką, za jaką mieli ją ludzie, i też potrafiła huknąć. Samotność… nikomu nie służyła, dla nikogo nie była dobra. Była wygodna – ale dzielenie życia z drugą osobą też mogło takie być; miało to na pewno sporo korzyści, to by nie iść przez to smutne życie w pojedynkę.

– No co – była osobą, która miała naprawdę mnóstwo pomysłów i teorii, a jak to było – by się czegoś dowiedzieć, trzeba było sprawdzić i wolała testować różne rzeczy, zdecydowanie… tylko może niekoniecznie kupę z kibelka i doniczki, bo to nie leżało w obszarze jej zainteresowań. – No do doniczek srał babie. Ale to jakaś grubsza sprawa się okazała, a nie tylko jakiś jednorazowy wybryk – kto pracował w BUMie ten w cyrku się nie śmiał. Victoria co prawda już w BUMie nie robiła, ale przepracowała tam jednak dwa lata, i okazyjnie zaglądała… żeby sobie posłuchać. Ten animag to właśnie był tego rodzaju sprawą, bo przecież ona, ważna pani auror się jakimiś sraczami nie zajmowała. – A po co komuś podawać śmiertelną truciznę, jak nie po to, by ten pewny zgon mieć? – wiedziała, wiedziała – żeby namieszać komuś w psychice. Naprawdę wiedziała i Sauriel wcale nie musiał jej tego tłumaczyć. Ani nie chciała chyba wiedzieć o wyrywaniu paznokci i łamaniu palców, czy wyrywania kończyn ze stawów. Nie chciała wiedzieć, bo i bez tego potrafiła to sobie wyobrazić. I nawet pokręciła głową i posłała mężczyźnie słaby uśmiech – może nawet zrozumie, co chciała mu tym przekazać. Że lepiej ten temat zakończyć tutaj.

Temat był, jaki był… ale Victoria cieszyła się prostym faktem, że po prostu ze sobą rozmawiają. Że nie siedzą w ciszy i patrzą po kątach tylko… że ta rozmowa płynęła. A bała się, że może się zrobić po prostu niezręcznie, chociaż może to był niepotrzebny strach, bo przecież kiedy w środku nocy szukali lodów, albo kiedy zabrała go na zaćmienie słońca, to wcale nie było niezręcznie. Tylko, że coś w niej się zmieniało, cos w niej narastało i pękało; cisza tego, co się z nią działo, niewypowiedziane słowa, które ciągle gdzieś się kręciły, stawały się w jej głowie głośniejsze.

– Pan Zagadka – powtórzyła za nim z niedowierzaniem i zmarszczyła brwi, słuchając dalej opowieści Sauriela. Nie była teraz w pracy i starała się nie myśleć jak auror, tylko jak najzwyklejsza osoba, której Czarny Kot mógł opowiedzieć to i owo o swoim życiu, w którym dużo było przemocy i agresji. I samotności i bezsilności. – Chyba coś mi się obiło o uszy – przyznała powoli, mrużąc oczy, by wysilić swoją pamięć. – Ej, a on na serio mówi zagadkami? Czy może rymuje, ale Pan Rymowanka brzmiało jeszcze gorzej? – udała, że nie słyszała tego o zabijaniu, czy raczej przeszła nad tym do porządku dziennego. Mało ją jakiś typ z Nokturnu obchodził. Może powinna przejmować się ludźmi bardziej… A nie tylko sobą. Ale co ludzie dla niej zrobili takiego, by nagle mieli być dla niej jakkolwiek ważni?

Bardzo nieudolnie ukryła uśmiech, kiedy Sauriel „zezłoszczony” się obrócił na nią nafuczeć.

– Trochę w prawo, tak – nawet nie mrugnęła kiedy to mówiła. A gadałaby tak nadal, nawet jakby było prosto, bo to było takie… powiewało zupełną normalnością, jakby pomiędzy nimi nic złego się nie stało. – Trochę bardziej – odgrażał się, ale poprawiał grzecznie i nie pierdolnął tego wszystkiego ze złością. – A uniesiesz mnie w ogóle? – wiedziała, że uniesie, ten chłop nie miał tych mięśni tylko po to, żeby dobrze wychodzić na zdjęciach.

Nie chciała psuć tego miłego nastroju. Ale który moment był dobry? Pewnie żaden nie będzie. Może jeszcze chwilę…

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
01.01.2024, 02:15  ✶  

Od jakiegoś czasu był spokój z dziwnymi wspomnieniami. To dobrze. Saurielowi wydawało się, że to jakaś droga ku lepszemu, albo przynajmniej, no właśnie - spokój. Albo nie mówiła mu o tych wspomnieniach, bo się za bardzo martwiła tym, co się z nim dzieje - taką możliwość też brał pod uwagę. Nie było jednak o tym mowy, tak jak temat Zimnych jakoś został odsunięty. Bo przecież nic wielkiego się nie działo. To tylko niedogodności, drobne, tylko zmiana ciepła skóry, pomieszanie energii ze swoim przodkiem - wielkie mi rzeczy. Wampiry były pierwsze nie z tego świata, Ameryki nie odkryli! A jednak nic nie było do końca takie, jak być powinno. Ten pozornie błogosławiony spokój miał być okupiony czymś zupełnie koszmarnym. Czymś, co się zbliżało, a czego Sauriel nie przeczuwał. Nie widział tego w żadnym ze swoich snów, jakie prowadził na jawie. Bo kiedy zamykał oczy - żaden sen nie pojawiał się w jego głowie.

- Grubsza sprawa. Ze srającym animagiem do doniczek. - Okej, to już brzmiało zupełnie absurdalnie. Ci z Nokturna też mieli sporo opowieści do przekazania i bywały równie mocne, ale to był dla niego jeden z hitów. Chyba miał się okazać jeszcze większym. Równie idiotyczne co PAN ZAGADKA. Jak ludziom o tym poważnie mówić? I jeszcze weź kogokolwiek przekonaj, że to naprawdę istotna sprawa, że typ jest niebezpieczny. Wyobrażał sobie więc, jakie zamieszania sprowadzała na nich ta zabawna sprawa. Już chciał kontynuować, choć nie ten temat - temat trucizn. Ale zrozumiał. To pokręcenie głową i uśmiech. Zrozumiał. Czasami lepiej się zamknąć, a cisza potrafiła być platyną ponad złotem. Nie musieli o tym rozmawiać, bo pewne rzeczy były zwyczajnie oczywiste i nie wymagały dopowiedzenia. Nie z jej pracą. Nie z jej wyobraźnią. Więc pominął to. Przeskoczył gładko do dalszego ciągu wydarzeń, jakim było wieszanie obrazu.

- Typ jest pojebany, w ogóle to ma chyba jakiegoś brata bliźniaka czy chuj wie co... myślałem, że go zajebałem, a on dalej biega jak pojebany. Jest ich dwóch, czy ma naśladowce... kurwa prześladowce jebanego. - Mógł pominąć, że było ich w sumie TRZECH, jeśli wliczyć tą samą osobę, która była odpowiedzialna za przedstawienie mu rośliny-pisanki. - Robi oba. Kurwa, ale wierszykami sypie durnymi. Odjechane. Nawet jakbym chciał to nie powtórzę. Zresztą nie to, żebym z nim gadał. Więc... tak. - Jakoś tak było lepiej. On czuł się trochę lepiej. To chyba zasługa tego aparatu. Tego, że Victoria dała mu zajęcie. Kreatywne zajęcie.

Zszedł z tej drabiny chcąc udawać zirytowanego, ale w sumie to wcale wkurwiony nie był. Nie wiedział, ile ten stan uspokojenia potrwa, ale jak na razie ciężej było go wytrącić z równowagi niż zazwyczaj.

- Cho. Sama sobie poprawisz. - Kucnął i obrócił się do niej plecami, żeby wskoczyła mu na barana.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
01.01.2024, 14:33  ✶  

Ostatnie wspomnienie, jakie ją nawiedziło, miało miejsce tego nieszczęsnego razu, kiedy wyszli razem na spacer i się wtedy coś… spierdoliło konkretnie. Nie powiedziała mu, co wtedy zobaczyła; nikomu nie powiedziała. Ale po tym razie – nic więcej się nie działo, ustało. Tym niemniej… Biorąc pod uwagę obecną sytuację pomiędzy nimi, to jak rzadko się widywali i jak mało rozmawiali, i jaki Sauriel był zwłaszcza z początku wrażliwy – przecież by mu nie powiedziała, że z nią nadal jest źle. Że się pogarsza. Tak naprawdę, to co się działo, ten pozorny spokój, który Sauriel właśnie w związku z tematem Zimnych odczuwał, to była prawdziwa cisza, przed burzą. Ona była tuż za rogiem. Ciągle narastała w Victorii, która mogła zachowywać się dziwniej niż zwykle. Miała odwagę robić rzeczy, których normalnie może by nie zrobiła, albo okupione byłyby dłuższym pomyślunkiem. Sprawiała wrażenie, jakby narażała swoje życie, jak wtedy ze smokiem, bo… Co miała do stracenia? Nie miała już nic. I jednocześnie ciągle miała nadzieję, że jednak się uda. Że to nie będzie koniec. Ale musiała brać to pod uwagę.

– Pamiętasz, ona mówiła, że to jej sąsiad, ale dobrze zgadłeś, że nie był żadnym sąsiadem. Kochankiem sąsiadki też nie, to był jakiś naćpany złodziej, tak przynajmniej wychodziło z rozpytania i to nie było jego pierwsze rodeo – nie była pewna, skąd to ostatnie słowo jej się tutaj wzięło, ale wskoczyło i pasowało. Rodeo… Chyba mówili tak niektórzy mugole, z którymi miała do czynienia dawno temu. Ale właśnie – jak można ludziom mówić to na poważnie? Znaczy, to się naprawdę zdarzyło i naprawdę takie było, ale pierwsze czego oczekujesz w reakcji, to niepewny śmiech politowania, ewentualnie wybuch gromkiego śmiechu. A nie pełnej powagi. Ale rzeczywiście to brzmiało równie absurdalnie co „Pan Zagadka”. Jak jakiś czarny charakter z bardzo kiepskiej jakości książek przygodowych.

– Czekaj, co? – Victoria zgubiła się gdzieś w tej rozmowie. – Już go… – odjebał? Zajebał? Przed chwilą mówił o nim tak, jakby wszystko było w czasie teraźniejszym – że żył i mu bruździł. – Myślałam, że ciągle ci przeszkadza – i zresztą zaraz Sauriel mówił o tym znowu, jakby ten człowiek nadal żył. Lestrange zmarszczyła brwi – albo Sauriel coś zamieszał, albo robił to celowo, albo ona była na to za głupia. – Może powinien się nazywać Pan Wierszyk. Albo Wierszokleta – podsunęła mu usłużnie i westchnęła.

Po chwili zawahania podeszła do Sauriela (nie miała pojęcia na ile to było mądre, najpewniej ani trochę) i delikatnie się o niego oparła, by pomóc sobie wgramolić mu się na plecy. Chyba oboje wiedzieli, że jest to całkowicie zbędne, bo równie dobrze mogła ten obraz wyprostować za pomocą magii, albo sama wleźć na krzesło czy jakąś drabinkę… tym bardziej, że niewiele brakowało, by Sauriel sam go wyprostował. Ale skorzystała z jego pleców, by poprzesuwać obraz o te drobne milimetry, najpewniej niezauważane w ogóle dla oka wampira. Była dla niego pewnie lekka jak piórko – bo on był wyćwiczony i silny, a ona wyraźnie schudła od czasu nieszczęsnego Beltane, a teraz to już w ogóle było tylko gorzej. Starała się jeść, ale szło to jak szło – opornie. To było teraz dla niej trochę surrealistyczne, że go dotykała, a on ją, biorąc pod uwagę, że oboje starali się trzymać dystans (bo było dziwnie, bo było inaczej). Chciała go dotknąć i chciała jego dotyku, ale to on tego nie chciał, jak sądziła. Chociaż sama już nie wiedziała, wszystko to było dla niej dziwne i niezrozumiałe. W końcu z powrotem była na podłodze i uśmiechnęła się do Sauriela.

– Dziękuję – i wcale nie brzmiało to jak podziękowanie jedynie za podsadzenie jej na plecach. – Bardzo ci dziękuję – zapatrzyła się przez moment na obraz, nie ruszywszy się z miejsca i jej uśmiech chyba stał się odrobinę… smutniejszy? – Jest coś, co powinnam ci chyba powiedzieć – tylko nie wiem jak. Naprawdę nie wiedziała jak. Bo jak to powiedzieć? Kilka razy otwierała buzię, by ostatecznie ją zamknąć, aż fuknęła na siebie ze złością i odwróciła się do mężczyzny, by na niego spojrzeć. – Umieram – powiedziała to w końcu. Zupełnie nie tak jak chciała to przekazać, zupełnie nie w tym brzmieniu, ale choć w jej głowie to wszystko brzmiało inaczej, to powiedziała to tak. Zerwała plaster. – A przynajmniej takie są podejrzenia. To ta wycieczka do Limbo – to ona mnie wykańcza. – Nie wiem, ile zostało mi jeszcze czasu… Ale możliwe, że tylko trzy miesiące. A może mniej… – bo może ta energia wykończy się przed tym, niż spróbują co z tym zrobić w Samhain? A poza tym… co w ogóle mogli z tym zrobić? Istniała też szansa, że nie stanie się nic… Że po prostu wróci do normalności. Ale nie mogła polegać tylko na przypuszczeniach, nie gdy chodziło o jej życie. – Przepraszam – dodała cicho.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
02.01.2024, 13:22  ✶  

Kiedy wszystko zawodziło, gdy nie pomagała magia, kiedy nauka nie mogła znaleźć odpowiedzi na postawione pytania zostawało właśnie to. Nadzieja. Matka naiwnych i głupich, ale Sauriel by to powiedział z uśmiechem pod nosem. Ostatni na tym świecie, według niego, umierał czarny humor - tak półżartem. Bo jeśli byłeś w stanie trwać to znaczy, że ta nadzieja nie zginęła. Stała przy tobie i podpierała twoje ramię, nawet jeśli jej nie dostrzegałeś. Czasem mogłeś poczuć jej oddech na karku i pomylić go z tchnieniem zbliżającej się śmierci. Jeśli jednak wyrzekłeś się niemal wszystkiego w swoim życiu, zacząłeś je prowadzić tak krętymi ścieżkami, że żaden dobry Bóg nie chciał się za tobą oglądać to inaczej spoglądało się na te wszystkie zagadnienia. Życie i śmierć stawały się tożsame. Żyjesz umierając. Umierasz żyjąc. Mieszasz to w jednym kotle i tak dostajesz niejasną masę własnej egzystencji. Bo czy na pewno można było to życiem jeszcze nazwać? To nie był żaden krzyk o pomoc. To był zwykły krok, który człowiek stawia na schodach. Żadne wielkie wydarzenie, żadne fajerwerki. W tej chwili Saurielowi się takim wydawało - nic się nie stało. Nic się też nie stanie na tym pojebanym świecie. Ktoś już kiedyś w tym wielkim planie przewidział nasze losy i zapisał je w pojebanych kuleczkach w Ministerstwie Magii, nad którymi spuszczali się niewymowni. Bez urazy, bo jednego takiego niewymownego znał i całkiem go lubił. Sęk
tym, że przed przeznaczeniem nie dało się uciec. Nie było się więc nad czym rozckliwiać.

- Złodziej srający po doniczkach? - What the fuck? Sauriel się aż zaśmiał, bo rozwalało to jego mózg. Wierzył bez problemu, bo różne pojebane akcje odpierdalali ludzie po narkotykach, tak i po alkoholu. Wydawało im się, że są bohaterami (tymi złymi, ya know), a byli bandą rozszczekanych kundli. Usadzanie takowych mogłoby być jego hobby, gdyby tylko nie był taki leniwy. W końcu potrzeba było poświęcić im energię, a zdawało się być to jej zbytkiem. Lepiej skupić się na tym, co było naprawdę ważne i tam tę energię inwestować. Na przykład w wieszanie obrazów u Victorii. - Ostatnio jednemu ziomkowi totalnie odjebało. Zaczął udawać buchorożca. Nie wiem czy coś brał czy nie, ale przestało być zabawnie jak się głową wpierdolił w ścianę z rozbiegu. Chyba był przekonany, że ją rozwali. - Jakoś tak mu się przypomniało przy okazji tego animaga.

- Ja nie wiem, kurwa... gość ma jakiegoś dublera, brata bliźniaka, czy inny chuj. Szukamy go teraz. Miało być czyste wejście na jego teren, a się pierdolę z kurwiarzami i zamieszanie biegnie do przodu... - Tutaj trochę zamarudził, ale nawet nie było słychać jego zwyczajowej irytacji w głosie. Raczej było tam rozleniwienie. To się dzieje, to trwa, nad tym pracuje - ale mi się nie chce. Dzień jak co dzień brnie do przodu, a ty musisz się w tej dziwnej codzienności odnaleźć i ją klepnąć w poślady. Co innego pozostaje? Kwitnięcie w łożu i czekanie na zbawienie jakoś nie przynosiło żadnych wyników. A przynajmniej on ich nie zauważył.

Tak, była lekka. Leciutka wręcz. Dlatego potrzymanie jej chwilę na ramionach nie stanowiło żadnego problemu, żeby ustawiła obraz dokładnie tak, jak chciała. Czy było to zbędne? Tak. Kompletnie. Chociaż Sauriel wcale o tym nie pomyślał. Że to oczywiste - wystarczy odrobina magii! Surrealne było właśnie to, że uznał to za najprostszy i najszybszy sposób na to, żeby Victoria była zadowolona ze swojego obrazu na ścianie. Otrzepał ręce (jakby było z czego), kiedy odstawił ją na ziemię, patrząc na ten obraz. Zgoda, nie mógł powiedzieć, tak stojąc w oddaleniu, że nie było dobrze. Było dobrze. Równo.

- O nie. - Wymsknęło mu się, kiedy zaczęła od świętego "muszę ci coś powiedzieć". Już mu się to nie podobało i miał syndrom "nie chcę tego słuchać". Ale nie powiedział tego. Skoro miała potrzebę coś powiedzieć... niech będzie. - Pewnie znowu coś o Zimnych? - Miał dość tego tematu. Kręcił się w kółko i w kółko... Był wobec tego ignorantom, bo przecież "nic się nie działo". Ale zanim w zasadzie cokolwiek treściwego sam mógłby dodać padło jedno hasło. Mrugnął. Brzmiało tak samo jak "wypiłam dzisiaj herbatę", tylko że powodowało więcej znaków zapytania w jego głowie. To ten surrealizm, o którym było już wspomniane. - No to są taki podejrzenia, a nie że UMIERASZ. - Odparł nieco zirytowany. - I za co przepraszasz? - Bo tego nie rozumiał. - Będzie dobrze. Przecież badają to ciągle, wymyślą coś na pewno. A te dziwne wizje - nadal je masz czy się uspokoiło?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
02.01.2024, 17:07  ✶  

- Złodziej i wychodzi też na to, że ćpun – bo nikt o zdrowych zmysłach by się w ten sposób nie zachowywał. Victoria czuła, że będzie musiała o tę sprawę jeszcze popytać, bo była tak absurdalna, że w swej dziwności – ciekawa. Instrygująca. No i przede wszystkim była to wspaniała opowiastka towarzyska. - O matko… ale nic mu się nie stało? I ścianie? Nie no, to nie mogło chyba być bez żadnych środków… – Sauriel mówił jej kiedyś, że sam brał, ale już nie. I kiedy jej to mówił, że nic nie bierze, brzmiało to jakby to było coś bardzo ważnego – by nie myślała o nim źle.

Victoria zatrzymała się na moment. To była jednocześnie najzwyklejsza pomiędzy nimi rozmowa i jedna z tych dziwniejszych, biorąc pod uwagę ton i temat. A jednak… chciała to kontynuować. Zależało jej na tym. Na nim. Może i była głupia i nazwiska, i sama sobie winna. Ale nie potrafiła nic poradzić na to, że przy tej osobie serce biło jej mocniej. Przestała się już też nawet rumienić, zapomniawszy już co ma na sobie i jak bardzo jest to wszystko prześwitujące, że był widoczny jej czarny, koronkowy biustonosz.

- A może zamiast za nim gonić, zmusicie go żeby sam wylazł, tak jak zmusza się do tego szczury albo te cholerne gnomy ogrodowe? – zaszył się to się zaszył. Może wystarczyło dać wędkę, albo sprawić żeby po prostu sam wyszedł i wtedy… hyc?

To "o nie" też je pomogło jej wcale w tym, by się wysłowić. Sprawiło, że poczuła tym większy stres i uścisk w żołądku – ale już postanowiła, że to zrobi. Że mu powie. Że powinna, że musi, że zasługiwał, by wiedzieć. Trochę spłoszona uciekła wzrokiem bo "pewnie znowu coś o Zimnych" – tak, niestety, ale była to jej część życia, ta mało poznana i dla ludzi, nawet wykształconych w nekromancji, zza granicy, było to zagadnienie dotąd niepoznane.

– Badają? Nikt tego nie bada. Wszystko co wiem, dowiedziałam się ja, albo dziewczyny, wszystko na własną rękę. Ministerstwo ma nas w piździe, nikogo nie obchodzi, co się z nami stanie. A nawet jakby obchodziło, to mają związane ręce. Bo jedyne, co może nam pomóc, to nekromancja. Nawet nie spirytyści. Nekromanci. To jest nasza jedyna nadzieja – Victoria odwróciła wzrok i odetchnęła płytko. Mówiła to z goryczą w głosie, ale taka była prawda: byli sensacją, ale tak naprawdę, to nikogo nie obchodziło co przeżywali, co się z nimi działo i jak pomóc im wrócić do normalności. Wampirom też nikt nie pomagał. A odpowiedzią naprawdę była jedynie nekromancja. – Pozwól, że ci wyjaśnię, zanim znowu zaczniesz umniejszać temu, co się dzieje, a myślę, że kto jak kto, ty powinieneś to rozumieć – tak, Sauriel był ignorantem i to od samego początku. Ciągle to spychał na bok, udawał, że nie ma problemu. A problem był i Victoria naprawdę potrzebowała pomocy. I też brzmiała w tym momencie na zirytowaną, bo to już trochę przekraczało jej cierpliwość, to ciągle zaprzeczanie i udawanie, że nic się nie dzieje. – Jesteś wampirem. Nie masz swojej energii, więc żeby żyć pijesz krew i to jest ta energia, tak? Moja energia… straciłam ją. Nie mam jej, tak jak ty. Została zastąpiona… czymś. I mówiły mi to cztery różne osoby, że straciłam swoją energię i zastąpiłam ją… czymś z Limbo, że Limbo coś mi odebrało. I wiesz co się stanie, jak ta energia się skończy? A się skończy. Umrę. To się właśnie stanie. I ja nie mam tego jak uzupełnić, rozumiesz? Nie mam. Jest mała szansa, że jak ta energia zniknie, to magicznie moja się pojawi znowu. Ale nie liczyłabym na to – przeczesała włosy i znowu poczuła, że dłoń jej drży. Zupełnie jak wtedy, gdy Mavelle przyszła do niej z „wesołą nowiną”. Dotykało ją to mocniej, niż chciałaby to przyznać. – Nie wiem ile energii mi jeszcze zostało – dodała ciszej. – Ostatnią wizję miałam miesiąc temu. Przy tobie, na tym… tam w parku – gdy się tak strasznie… pokłócili. O ile można to nazwać kłótnią? Nie było wtedy żadnych krzyków, ale rozłam powstał. Chciał wiedzieć, to mu odpowiedziała. – To było najgorsze wspomnienie ze wszystkich – prześladowało ją do teraz. Nie wiedziała, czy Sauriel w ogóle zauważył co się z nią wtedy działo, zwłaszcza jak tam zamilkła i wszystko w jej głowie zaczęło się kiełbasić do kwadratu.

Nie zamierzała się poddać, ale musiała być gotowa na najgorszy scenariusz… jakkolwiek by go nie chciała. Ale jeśli tak miała skończyć, w wieku 27 lat, z żalem w sercu i brakiem spełnienia… czym sobie na to zasłużyła? Co zrobiła nie tak, że taką karę miała ponieść? Najwyższą. Ciągle myślała też o tym, że powinna spisać testament – tylko komu przepisać to, co miała? Rodzicom? Siostrze? Przyjaciołom? A może po równo mężczyznom jej życia?

- Przepraszam, bo wiem, że w jakiś sposób cię skrzywdziłam. Nie chciałam – nigdy tego nie chciała. Nie wiedziała co dokładnie zrobiła źle, ale coś musiała. Przepraszała, bo obiecała mu, że będzie miała nadzieję za niego, bo mówiła mu, że będzie mu ciągle powtarzać, że nie jest rynsztokiem, przepraszała, bo szukała dla niego lekarstwa – a miało jej nie wystarczyć na to wszystko czasu. Przepraszała, bo sądziła, że jego problem z przywiązywaniem się do ludzi wynikał z tego, że znikali, opuszczali go bez słowa, a i ona miała zniknąć… chociaż to wcale nie była jej decyzja. Przepraszała, że w ogóle musiała mu to wszystko mówić. - Ja wcale nie chce umierać – to były ciche słowa, które z ledwością opuściły jej usta. Były jak westchnienie.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
03.01.2024, 18:26  ✶  

- Stracił przytomność, a potem nie wiem... Słuchaj, przypomniało mi się o jeszcze jednej takiej sprawie... - Jebać tamtego gościa, który przypierdolił w ścianę. Co najwyżej z ciekawości popyta, czy typ nadal się uważa za buchorożca, czy jednak - wziął i zdechł. Nie interesował go los tego człowieka. Tak samo zresztą tego pojeba srającego do doniczek, ale już sama historia była miodna. Zgadza się - idealna do towarzystwa. - Wyobraź sobie, że mieliśmy pojebaną historię raz. - Uśmiechnął się teraz niemal triumfalnie, opierając ręce na biodrach. - Jeden gość miał romans z dziwką. Wredna baba w chuj, ale typ nie widział tego, za dobrze mu chuja obciągała. - Machnął lekko ręką na znak, że to nie jest najbardziej istotna część tej historii. - W końcu miał jej dość i chciał jej zostawić. Ale co, babie było dobrze. Nie chciała od niego odejść, zaczęła odpierdalać szajs. Ale jej hitem było, jak, uwaga, nasrała mu na łóżko. Kurwa, do dzisiaj pamiętam jej imię. Amber. - Wyszczerzył swoje kły w uśmiechu, prychając śmiechem. Trochę wulgarna opowieść. Trochę. Ale ten cały zabawny klimat żartów wziął i jebnął na łeb i szyję.

- To wystarczy, że pojedziesz do Ameryki czy Skandynawii i tam się tobą odpowiednio zajmą. - Machnął lekko ręką z irytacją. Nie chciał słyszeć o żadnym umieraniu z jej strony. A tym bardziej, kiedy to było niepewne. Bo energia się wyczerpuje? No... tak, wiedział, jak to działa. Rozumiał zasadę wymiany energii i to, jak funkcjonują wampiry. Żywe trupy kradnące energię przetaczaną przez żyły. Energia, która uzupełniała się magicznie sama brzmiała... nierealnie. - Ktoś może ci zawsze przekazać swoją energię. - To w końcu też była odpowiedź, tak w razie czego. Dopóki czegoś nie wymyślą. - Okej, poleganie na Ministerstwie nie jest w moim stylu. - Wystawił teraz rękę przed siebie w takim znaku 'stop, przemyślmy to'. To on musiał to przemyśleć, zaatakowany informacją, jaką został nakarmiony. - Ale założę się, że jakieś mózgi Niewymowne siedzą i nad tym dumają. - Byle tylko coś wydumali w odpowiednim czasie. Albo nie dumali. Może naprawdę mieli to w piździe i Zimni byli zdani sami na siebie.

- Za co ty mnie przepraszasz? - Proszę bardzo. I się wkurwił. - Jak: mnie skrzywdziłaś? Co ty pierdolisz? - Wyglądała teraz żałośnie, jak cień samej siebie. Struchlała, wystraszona. Zlękniona w obliczu śmierci. - Nie będzie żadnego umierania, przestań. - Kurwa... Jebaćjebaćjebać... Podszedł do niej i ją przytulił. - Nie daj się nastraszyć, zobaczysz, że nic się nie stanie.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
04.01.2024, 13:34  ✶  

Miała taką minę, jakby mówiła "aha" na tego gościa, co się z buchorożcem zamienił na rozumy, ale że Sauriel kontynuował – to słuchała. A w miarę słuchania jej brwi wyrażały wszystkie emocje świata: od zniesmaczenia, bo można było dużo bardziej elegancko to powiedzieć, a w zasadzie nie mówić wcale, bo dość jasne było czym był romans z dziwką, niekoniecznie chciała słuchać co tam gość z nią robił w łóżku, albo poza nim i nie interesowało ją przyrodzenie i jego obciąganie jakiegoś zupełnie obcego mężczyzny. Było więc zniesmaczenie i zniecierpliwienie, bo chyba miało to jakiś cel? Najwyraźniej miało, ale opowieść o robieniu loda była chyba tylko dlatego, że Sauriel lubił być wulgarny – choć do tej pory raczej się przy niej hamował. Ale w końcu przeszedł do sedna i wtedy brwi Victorii podjechały wysoooko wysoko, chowając się za grzywką.

- Nasrała mu na łóżko – powtórzyła za nim bezwiednie, jej wzrok pusty, jakby nie było w niej już żadnej duszy. Ewidentnie w środeczku coś umarło. Zamrugała jeszcze ze trzy razy i wypuściła powietrze przez nos, a potem parsknęła uroczo, by sobie w końcu zakryć usta dłonią. Wysoki poziom humoru, proszę państwa – ale żarty toaletowe najwyraźniej bawią najbardziej. A wszystko było z życia wzięte. W końcu nic co ludzkie, nie jest nam obce.


- Nie wiem czy wystarczy. Mavelle i Brenna specjalnie wyjechały za granicę żeby poszukać jakiegoś nekromanty chyba po Durmstrangu i to od niego te informacje. Jest jeszcze to, że najwyraźniej Beltane jest bardzo szczególną datą, bo wtedy granica między naszym światem a Limbo się… zmniejsza, przenika, czy coś tam. I kolejną taką datą jest Samhain. Według tego gościa powinniśmy czegoś spróbować wtedy, tylko że to próbowanie też jest obarczone ryzykiem, że… no wiesz – że umrze próbując "się naprawić", próbując wrócić do normalności i do… życia. Kobieta westchnęła. - Tak mało wiemy… i najwyraźniej ludzie, którzy mogą swobodnie uczyć się nekromancji też wiedzą niewiele. Nie wiem nawet co mamy próbować – ale może nie trafili jeszcze na odpowiednią osobę. Ktoś musiał coś wiedzieć. Voldemort na przykład… wiedział bardzo dużo. Tylko, że Victoria bała się, że nie wystarczy im czasu i szczęścia, by na tę odpowiednią osobę trafić. - W sierpniu chcę pojechać do Afryki. W Uagadou chyba dużo uczą o duchach, może też o Limbo, może trafi się ktoś, kto będzie wiedział cokolwiek więcej… – jeśli Sauriel bał się, że Victoria zaraz się rozpłacze, to chyba mógł być spokojny, bo Victoria mieliła to w głowie już jakiś czas, i poddać się nie zamierzała. Ale samo to, że próba czynnego odwrócenia tego może sprawić, że i tak umrze, nie napawało optymistycznie. I dlatego mówiła mu o trzech miesiącach. Mówiła? Chyba mówiła. Bo liczyła do Samhain. - Taa, Cyna próbowała, pamiętasz? Ona studiowała w Ameryce, wiem, że ciągle szuka informacji, żeby pomóc – ale to była tajemnica i dlatego Victoria słowem nie puściła pary przed Atreusem, Mavelle i Patrickiem. Wiedział to tylko Sauriel, bo przy tym był. Ba, nawet jego energia została do tego użyta. Czy dzięki temu miała odrobinę więcej czasu? Nie wiedziała. - Ale niewymowni? Rozmawiałam z jakimś na początku maja, ale od tamtego czasu… nic. Jak mówiłam, potrzebny jest nekromanta, nawet nie spirytysta. A nekromancja i prawo… w Departamencie Tajemnic chuja zrobią – wiedziała, że Sauriel nie lubił, gdy przeklinała, ale inaczej nie mogła tego nazwać. To nie było tak, że czarnowidziała (no może trochę jednak tak…), ale po prostu karty, jakie los jej rzucił, nie były zbyt dobre. To rozdanie było wyjątkowo kiepskie.

Widziała, że Sauriel się zdenerwował, ale to chyba nie było takie wkurwienie, po którym zacząłby się bić. Zresztą nawet o tym nie myślała, po prostu patrzyła na niego tylko swoimi wielkimi oczami, nie będąc pewna, na ile się otworzyć, ile rzeczy, które kręciło się po tej jej głupiej głowie powiedzieć.

- Ja– – czy pomyślał teraz, że go zdradziła? Że wygadała jego tajemnice o tym paskudnym tatuażu, który zdobił jego przedramię? Nie zrobiłaby tego, ale teraz przeszło jej przez myśl, że on mógł tak pomyśleć. Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć jakkolwiek sensowniej, to Sauriel zbliżył się, dość niespodziewanie jak na jej standardy i przyzwyczajenia i przygarnął ją do siebie, sprawiając, że na sekundę, może dwie, zamarła, nim pozwoliła sobie się rozluźnić i uniosła ręce, by i jego objąć w pasie. - Wiesz, że to nie takie proste – wypowiedziała wprost w jego klatkę piersiową, bo tylko tam sięgała. - Dziękuję – znowu. Znowu mu dziękowała, bo mógł zrobić tak naprawdę wszystko – olać to, nawrzeszczeć na nią, pójść sobie… cokolwiek. - A przepraszam bo… próbowałeś… To przeze mnie, tak? Mówiłeś, że jestem twoją inspiracją do życia, a potem… dlatego przepraszam – jak mogła w ten sposób nie myśleć? Ciąg przyczynowo-skutkowy był tutaj jasny i oczywisty – cokolwiek zrobiła, jego to zepchnęło w myśl, że znowu chce zakończyć swoje życie. Bo przecież już kiedyś próbował, tak jej przynajmniej mówił. - Przepraszam.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
05.01.2024, 12:02  ✶  

Dziwne, żeby za granicą wiedzieli na ten temat więcej, skoro nie mieli tam takich ewenementów, jakimi byli Zimni. Mieli tylko tyle i tylko to, co zostało im dostarczone pod nos. Czyli jedną Mavelle, która się podstawiła podczas wyprawy z Brenną. Słuchał tego, co mówiła, odsuwając się w końcu od niej, żeby przejść przez pokój. Spojrzeć na ten jakże sielankowy obraz, który zawiesili przed chwilą. Kiedy zamierzała mu powiedzieć? I kiedy się dowiedziała? W sumie - nieistotne. Powiedziała to teraz, w porządku. Dobrze, że w ogóle coś z siebie wykrztusiła. Albo właśnie nie? Może właśnie niedobrze? Sam nie wiedział. Victoria głupia nie była, wręcz przeciwnie. Przecież nie rozłoży rąk i nie położy się na łóżku z tego wszystkiego. Leżeć, leżeć i jeszcze raz leżeć. W nieskończoność. W chujowym samopoczuciu, że sobie zdechniesz. Tak po prostu. I mieszkając samemu może znajdą cię po jakimś czasie sąsiedzi, kiedy im za bardzo będzie śmierdzieć przed drzwiami. Lub jakaś randomowa Brenna wypadnie z kominka, albo taki Rookwood się napatoczy. Fakt, nie wiadomo, czego mieli próbować? To był na pewno "fakt"? Przecież to było oczywiste.

- Jak to - czego próbować. Wymiany energii. Albo odzyskania energii, którą zostawiliście. Jakiś spiritysta powinien coś na ten temat wiedzieć, nie? - Jak to w sumie działało z tymi duchami? Kurwa, może Staszek by pomógł? Nie jako spirytysta - jako nekromanta. Musiałby wtedy przyznać, jak bardzo ufa Stanleyowi... ach, no dobra, chuj. Niech mu będzie. Ufał mu nad życie! Chociaż pewnie nawet nie musiał tego w głos mówić. - O, widzisz. Zajebisty pomysł Zrób tak. - Poparł ten wyjazd do Afryki, pokazując na Victorię palcem, jakby ta właśnie powiedziała coś absolutnie genialnego. Sauriel się "rozbudził". Obudził. Ciężko to było określić słowem. Dostał bodziec, który znowu go połączył z tym nędznym padołem. I nie chciał o tym słuchać, ale nie chciał nie słuchać. Nie chciał nie wiedzieć i nie chciał... chuja w sumie chyba mógł zrobić. Za grosz nie ufał praktykom wyrwanym z Nokturna. Cokolwiek tam było potrzebne - wiedziała lepiej. A skoro wiedziała lepiej to wiedziała, czego szukać. A to wcale nie czyniła tego rozdania takim felernym. Nie trzeba było przecież od razu panikować, że to już śmierć i koniec świata... Jakby to optymiści tego świata powiedzieli: Bóg rzuca ci kłody pod nogi, żebyś... jak to leciało? A, pierdolić, nie pamiętał.

- Dobrze, już... już przestań. Przestań, Różyczko. - Złapał jej twarz w swoje dłonie i przeciągnął palcami po jej kościach policzkowych. Chociaż chyba nie powinien. Nie powinien tej kobiecie insynuować jakiś nadziei czy... cokolwiek takiego. Sam nie wiedział. Cofnął swoje ręce. - Nic nie jest stracone, więc nie masz mnie za co przepraszać. Tyle. - Sauriel był mistrzem przed nieprzyjmowaniem niektórych wiadomości do łba i upartym, zakutym trzymaniu się tej wersji, która mu odpowiadała. Tutaj wcale nie było inaczej, ale może to nawet dobrze? Był tak pewny w tym, co mówił i tak niewzruszony tym czarnowidzeniem, że mogłoby się uczepić tej pewności i samemu z niej coś wyciągnąć dla siebie. - Więc dawaj, rozpakowujemy cię dalej, a potem idziemy na, nie wiem, kurwa... krewetki. Jadłaś kiedyś krewetki? Kurwa, obrzydliwe. To może na coś innego...



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
05.01.2024, 23:38  ✶  

Tego właśnie nie wiedzieli – czy nie mieli takich ewenementów i specjalnych płatków śniegu jak osławiona już czwórka: brygadzistka i trójka aurorów. Samo to pokazywało, jak niebezpieczny był to zawód… mówili, że są pierwszym i jedynym w historii przypadkiem, ale Victoria nie znała innych języków niż angielski. Za dzieciaka uczyła się trochę francuskiego, w końcu jej rodzina pochodziła właśnie stamtąd, ale nie była żadną dziedziczką i ostatecznie uznano, że może się skupić na innych rzeczach, jeśli chce. Było to bardzo wspaniałomyślne. W każdym razie rzeczy, jakich Tori szukała na własną rękę ograniczone były do angielskiego, ewentualnie do żmudnej pracy ze słownikiem i jednak łudziła się, że może po prostu nie trafiła na wzmiankę o innych Zimnych w historii. Ale takie były po prostu fakty: byli czymś ekstraordynaryjnym, byli specjalni. I rozmowa Bones i Longbottom z jakimś Karlem czy innym Sonem, miała to tylko potwierdzić . Tym niemniej jego sugestie pokrywali się częściowo z tym, co Victoria zdołała się dowiedzieć przy pomocy spirytystów, ale też mówiły nieco więcej. I należało szukać dalej. Mocniej. Głębiej. W którą stronę się ruszyć? Zaproszenie Brenny, by udała się z nimi do Afryki, było piekielnie miłe oraz Victoria miała świadomość, że to może być dobry trop. Chciała, by był dobry. Kiedy się dowiedziała i kiedy zamierzała to wszystko powiedzieć Saurielowi… dobre pytanie. Myślała nad tym, ale nie chciała mu się narzucać jakoś bardzo, chciała mu dać przestrzeń dowytchnienia od siebie. Merlin jeden wiedział, że ona też tej przestrzeni potrzebowała, by poukładać sobie rzeczy, nakreślić jakiś plan działania… jutrzejszą ucieczka miała być jednym ze środków do celu, ale Sauriel postanowił zamieszać w tym kotle i zjawił się na jej progu już dzisiaj. Mojry raz jeszcze wyciągnęły nić przeznaczenia i pchnęły kołowrót do działania – i oto był on.

Cały na czarno.

- Spirytystka w kowenie powiedziała mi, że to nie spirytysty szukam i potrzebuję, a nekromanty. I rozmowa z moją babcią przez kolejnego spirytystę też to potwierdza – nie był to kolejny spirytysta, a Laurent. Jej kochany Laurent, któremu ufała, który był tym chyba tak samo przerażony, jak ona.

Prawda była taka, że jak gdzieś szukać nekromanty, to właśnie na Nokturnie. Jeśli Cyna nie zdoła nic znaleźć, jeśli sama nie będzie miała żadnych wskazówek, to to był jej jedyny pozostały kierunek. Miała pieniądze, mogła wiele – ale to też mogłoby narazić na szwank jej reputację. Ale szczerze? Co było ważniejsze? Skandal, ewentualne stanięcie przed sądem czy życie? Ale jakoś nie sądziła, że ktoś z Nokturnu chciałby ją wydać – bo wydaliby też siebie. Z tym, że Victoria nie miała pojęcia, gdzie w ogóle zacząć kogoś szukać.

Powinna powiedzieć rodzinie. Był na to najwyższy czas. Może nawet powinna to zrobić jak wróci z Sycylii…

Dotyk zimnych dłoni otulił ją, jak najmilsza pieszczota. To nie były gładkie ręce, nie była to wypielęgnowana i miękka skóra – ale dla nie były miłe. I nie były zimne, nie czuła tego chłodu, kiedy uniosła spojrzenie zmęczonych, przestraszonych oczu na twarz Sauriela. Próbował ją uspokoić i ten gest miał w sobie wiele czułości, jedną z tych, które przekazywali sobie od dawna, nie ważąc się zrobić nic więcej. To nigdy nie było nic więcej, słowa niczego nie niosły, ale wcale nie musiały. A może niosły… czuła, że serce biło jej szybciej, ale czy to przez niego i ten gest? Czy przez emocje całej sytuacji związanej z tym trudnym tematem? To chyba był dla niego równie trudny temat, bo próbował go zbyć, że nic się nie stało przecież, bo nic nie zostało stracone.

- Ale mogło być – wyszeptała, wciąż czując ten dotyk, zupełnie jakby jego dłonie były gorące i mogły parzyć. A już przecież trzymał je przy sobie, najwyraźniej napowniawszy sam siebie, co w ogóle robi. Brunetka nie chciała naciskać bardziej, nie gdy poczuła, że już i tak nie tyle co zarysowała powierzchnię, co się gdzieś… przebiła. A tak łaknęła tego dotyku.

Uśmiechnęła się blado.

- Tych obrazów jest jeszcze kilka. I zdjęć w ramach, w końcu będę je mogła gdzieś powiesić – ale więcej było obrazów. Była mu wdzięczna, naprawdę. Bo mógł ją potraktować jakkolwiek, źle również – a jedyne co zrobił, to okazał jej troskę. - Krewetki? – skąd on brał te pomysły? Jak nie lody w środku nocy to teraz krewetki, chociaż akurat był jeszcze wieczór. - Jadłam. Są całkiem smaczne – ale nie tak dobre jak schabowy rzecz jasna. - Nie lubisz? Kiedy je ostatnio jadłeś?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (6437), Victoria Lestrange (8541)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa