• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa

[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#131
20.11.2022, 20:44  ✶  
Jeden knut stanowił zaledwie rozgrzewkę przed tym, co planowała, a planowała licytować dość długo i zajadle, żeby osiągnąć swój cel. I nawet miała bardzo dobre wytłumaczenie – w końcu kolacja była już ostatnim fantem, więc po prostu podnosiła kwotę darowizny, jaka miała pójść na te wszystkie sierotki.
  I psidwaki, zdaje się.
  A że należała do Malfoyów, to gdzieś w genach kotłował się pęd do wygranej, który właśnie teraz się odpalił; nawet jeśli obecnie traktowała tę licytację jako swego rodzaju absurd, to odpuszczenie ot tak w tej chwili nie wchodziło w grę. Z zainteresowaniem obserwowała, jak rozwija się sytuacja. Przebitka brata – na pięć tysięcy galeonów. Kolejna przebitka – i już z żalem pożegnała w myślach kwotę, jaką planowała rzucić.
  - W istocie, bardzo chlubny. Choć mam wrażenie, że zaraz się okaże, iż nie będą mieli co zrobić z tymi wszystkimi pieniędzmi – stwierdziła z lekkim rozbawieniem w głosie, zerkając przelotnie na Elliotta – Chyba prościej będzie wykupić cały Hogwart – zażartowała jeszcze i aż pokręciła głową, gdy padła kolejna kwota.
  Dwadzieścia tysięcy.
  - Czekaj ty no… zaraz ci pokażę, jakie mam dobre serce – mruknęła pod adresem brata i już-już unosiła rękę, by podbić stawkę gdy poczuła, jak dłoń męża zaciska się wokół jej nadgarstka, powstrzymuje przed wygłoszeniem jeszcze wyższej kwoty. Wyższej niż o 1 knut; celowała bardziej w dość ładnie wyglądającą liczbę.
  Przez krótką chwilę w niebieskich oczach pojawiła się złość. Miał czelność przeszkadzać w jej zamiarach? JEJ? Ale te parę słów, jakie szepnął, sprawiły, że się zastanowiła. Odpuściła.
  - Podziękuj ładnie Perseusowi, Elly, nie będziesz dzięki niemu musiał głębiej sięgać do kieszeni – rzuciła. Niby dość lekkim tonem, niemniej gdzieś tkwiła ta zadra, że jej przeszkodzono.

271/1810
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Astoria Trelawney
#132
20.11.2022, 21:52  ✶  

Alice powitała z przyjaznym uśmiechem, wszak prezentowanie się na takich balach na tym polegało. Zrobieniu dobrego wrażenia, a kobieta wyglądała sympatycznie.
— Myślę, że raczej musieliby ratować co niektórych padających na serce. Chociaż fakt, szpilki i oddział nie są dobrym pomysłem. — Zaśmiała się delikatnie do Flo i zaczęła przyglądać utarczce licytujących, na którą obie kobiety zwróciły jej uwagę. Dla niej samej było to lekko szokujące. Wystawianie kogokolwiek na licytację. Jednak miała świadomość, że to tylko zabawa, a ona sama patrzy na to wszystko, przez pryzmat tego, co sama przeżyła. Wszak chodziło tylko o kolację, chwilę niewinnej zabawy i oczywiście szczytny cel, a jak widać, kontrowersyjny pomysł przyniósł zamierzone efekty i ogromne stawki.
— Jeśli o mnie chodzi, myślę, że zaraz skoczą sobie do gardeł. Możemy się założyć czy będzie krwawo i kto wygra. Pulę oddamy w ramach anonimowego datku na sierociniec. — Zaproponowała żartobliwym tonem, bawiąc się kieliszkiem w jej dłoni. Wzrok co chwila przeskakiwał z jednej osoby na drugą, która nieznacznie podnosiła stawkę co chwila o niewielką sumę.
— Widocznie każdemu z nich zależy, bliźniaki mogą ze sobą konkurować, ot zwykłe robienie sobie na złość, ale małżeństwo — tu pociągnęła łyk z kieliszka, pozwalając by gorycz bąbelków, rozlała się po języku, dając jej chwilę na odpowiednie dobranie słów. — Widocznie to jakiś dziwny rodzaj gierki, którego chyba lepiej nie rozumieć. — Zażartowała, a później wsłuchała się w kolejne stawki cenowe. — Owszem pan Longbottom jest przystojny i czarujący, więc nie dziwi mnie, że jest tyle osób spragnionych jego towarzystwa. — Stwierdziła, ale jej mina wyrażała coraz większy szok. Stawki rosły niebezpiecznie wysoko, osiągając granice wręcz absurdalnych.

Kiedy zaczęły padać zawrotne kwoty, spojrzała na towarzyszki, wyraźnie już zaskoczona i rozbawiona. — Bardzo przystojny i bardzo czarujący jak widać. — Tu już nie chodziło o chęć pomocy, a o pokazanie dominacji, utarcie innym nosa, no i w mniejszej części zapewne też o towarzystwo licytowanego czarodzieja. Typowy świat bogatych, gdzie dominacja była najważniejsza, a swoją pozycję budowało się na okazywanym przepychu.
— Nie wiem jak dla was, ale dla mnie robi się to lekko dziwne — szepnęła do kobiet, patrząc współczująco na stojącego na scenie mężczyznę i pociągnęła kolejny łyk alkoholu.



[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]
It's like I've lost myself in finding my way
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#133
20.11.2022, 22:04  ✶  

Ogłoszenie końca licytacji (i wygranej kolacji) oraz zapowiedzenie koncertu Faye



- Nie, skąd, kochanie, nie zrobiłaś nic złego - zapewniła Brenna pośpiesznie Norę, posyłając przy okazji przepraszający uśmiech Theseusowi. - Złapię was potem, teraz powinnam wrócić na scenę...
Jak dobrze, że nie wiedziała, jak blisko Nora była zalicytowania dziesięciu tysięcy. Mogłaby naprawdę dostać zawału. Bo rodzina Brenny była bogata. Ona sama nie była nawet pewna, ile pieniędzy jest w jej skrytce bankowej - zapewne sporo, bo rodzice regularnie wpłacali tam pewne kwoty odkąd się urodziła do mniej więcej dwudziestych urodzin, by zabezpieczyć jej przyszłość, a mieszkając w rodowej posiadłości, wydawała głównie na pączki, książki i prezenty dla Mabel, co miesiąc więc około połowa pensji pozostawała w Gringocie.
Brenna jednak obracała się w towarzystwie ludzi o raczej normalnych dochodach, co sprawiało, że patrzyła na pieniądze trochę inaczej niż wielu bogaczy.
Mianowicie rosnące kwoty zaczęły ją trochę przerażać w momencie, gdy przekroczyły pięć tysięcy galeonów.
Dodajmy do tego fakt, że to ona miała je potem rozliczyć. A wynikało jej niezbicie, że przekroczyli już całe zapotrzebowanie, zgłoszone jej nie tylko na najbliższy rok, ale też kolejne dwa lata.
Chciała upewnić się, że żaden dzieciak nie zostanie bez porządnej szaty i podręczników, każdy piesek będzie miał własny kocyk i pełną miseczkę, a każdy absolwent dość pieniędzy, żeby ukończyć jakiś kurs.
Nie planowała kupować całego Hogwartu! Z Dumbledorem w pakiecie, w dodatku! A kto wie, czy w pewnym momencie do tego nie dojdą?
Nie wspominając już o tym, że potem krewni któregoś z licytujących mogli się wściec i zacząć robić dym. Że mój syn/córka/kuzynka/siostra/niepotrzebne skreślić spił się, a wy na to pozwoliliście, wstrętni, chciwi Longbottomowie! Zwłaszcza, że chyba to przerodziło się nie w batalię o kolację czy chęć wsparcia fundacji, a wzajemną wojnę podjazdową w rodzinie. Ewentualnie obudził się w nich duch rywalizacji albo żartów, patrząc pod tym, że większość licytujących była spokrewniona albo powiązana przez małżeństwo. Większość w pewnym momencie odpuściła, ale panna Prewett i pan Malfoy wyraźnie byli zdeterminowani i nie planowali się poddawać...
- Bardzo dziękujemy naszym gościom za taką hojność - powiedziała więc, wracając na scenę. Mówiła to spokojnie, nawet jeżeli szaleństwo gościło w jej głowie. - Obawiam się jednak, że jeśli będziemy licytować dalej, przyjdzie mi otwierać nową szkołę, a wolałabym nie konkurować z Hogwartem - zażartowała. - Obecna kwota pokryje wszelkie zgłoszone nam zapotrzebowanie i to nie tylko na ten, ale też kolejny rok. Dlatego proponuję odrobinę hazardu...
Uniosła różdżkę, wyczarowując dwie kartki z imionami i nazwiskami licytujących.
- ...i zdanie się na los, by zobaczyć, kto wygrywa kolację - dokończyła, uśmiechając się, a potem sprawiając, że kartki wskoczyły do naczynia. - Co wy na to?
Milczała przez chwilę, modląc się w duchu, aby nikt nie postanowił jednak się upierać, że on koniecznie chce dać sto tysięcy galeonów. Jeżeli jednak ktoś zdecydował się wycofać, bo rozwiązanie mu nie odpowiadało, oczywiście nie protestowała i usunęła kartkę.
A potem wyciągnęła jedną z nich...

1. Seraphina Prewett
2. Elliot Malfoy*

Nazwisko wygranego ogłosiła na głos, z gratulacjami oczywiście.

- Dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli wesprzeć fundację. Już wkrótce rozpoczniemy tańce, to więc ostatnia okazja do poproszenia o jego zarezerwowanie upatrzonej damy, a tymczasem... wystąpi dla was słynna śpiewaczka, Faye Longbottom! - oświadczyła Brenna, po czym zeszła ze sceny, by zrobić miejsce dla żony swojego kuzyna oraz trzech osób, które miały najpierw przygrywać jej, a potem grać do tańca. Faye była śpiewaczką znaną w całej Anglii, a także poza granicami kraju, więc był to występ godny uwagi.


* uzgodnione z graczami, że te dwie osoby nie rezygnują, stąd one znajdują się w puli.

Rzut 1d2 - 2


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#134
21.11.2022, 13:48  ✶  

- Myślę, że tak, przecież oni bez alkoholu nie potrafiliby się bawić, zresztą popatrz nawet jak piją mają kije w dupie.- Powiedziała trochę ciszej do Camerona, miała w sobie jeszcze odrobinę przyzwoitości. Ona również sięgnęła po kolejny kieliszek szampana, chociaż powoli zaczynała czuć lekki szum, wypiła już dzisiaj trochę. Nie, żeby jej to specjalnie przeszkadzało. Wszak po to się tutaj znaleźli, aby się wyśmienicie bawić, a że alkohol był za darmo, to nie zamierzała go jakoś specjalnie unikać.

- Poznaj historię, a później się nią podziel, może nauczę się rzucać takie zaklęcia, to by było dopiero coś!- Odparła z entuzjazmem, bo w przeciwieństwie do Lupina średnio ją obchodziło w jaki sposób wyleczyli poszkodowaną, dużo bardziej ciekawa była jakim cudem udało się komuś rzucić takie silne zaklęcie. Też by tak chciała umieć! - Napisz, od razu!- Nie przyjmowała nawet, że mogłoby być inaczej.

- Tak anatomia, to coś na czym znamy się średnio i ja i Charles, na całe szczęście mamy Ciebie nasz specjalisto.- Nie było co ukrywać, że ani ona ani Rookwood specjalnie nie znali się na leczeniu, ba mieli nawet problem z określeniem swoich urazów. Na całe szczęście Cameron zawsze był z nimi. Ogólnie każde z ich trójki było lepsze w zupełnie innych dziedzinach, co nieźle spinało się w całość, gdyż razem mogli wszystko. Tak się przynajmniej wydawało pannie Wood. - Podaj tylko czas i miejsce, a się zjawię!- Perspektywa korepetycji z anatomii wydawała się jej być bardzo ekscytująca. - Swoją droga, te palce Ci urosły, czy nie zostały zeżarte?- Nie do końca potrafiła sobie przypomnieć przebieg pamiętnych, a raczej nie do końca pamiętnych wydarzeń przy fontannie.

Posłuchała tego, co mówił Cam i przeniosła spojrzenie na Erika. Przyglądała mu się uważnie, po czym wróciła wzrokiem do przyjaciela. - Może i by nieźle wyglądał, ale znam takich, co wyglądaliby zdecydowanie lepiej, jedna z tych osób siedzi tuż obok mnie.- Posłała kolejny tego wieczora uśmiech Lupinowi. Longbottom to zdecydowanie nie był jej target, był za stary. - W ogóle mega to słabe, że oni muszą płacić za to, żeby wyjść z kimś na kolację, nie sądzisz?- Nie do końca rozumiała ideę licytacji brata Brenny. - Myślisz, że jakbym do niego podeszła i zaproponowała spotkanie to by odmówił?- Była ciekawa opinii Camerona.

Ich rozmyślenia na temat licytacji przerwała obecność osoby trzeciej. Heather wyprostowała się na krześle, tak bardzo zaabsorbowała się rozmową z przyjacielem, że nie zauważyła, kiedy dziennikarka pojawiła się tuż przed nimi. Miała świadomość, że to może się zdarzyć, wszak wiele osób interesowało się jej życiem - nie była w końcu anonimowa. Kiedy kobieta zadała jej pytanie, mrugnęła tylko do Camerona i pozwoliła sobie spleść palce swej dłoni z jego. - Tak, narzeczony, jeden z wielu, tylko coś zwleka z pierścionkiem.- Udała niezadowolenie. - Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała wyjść za następnego, czekam tylko na to, który mi się pierwszy oświadczy.- Widziała, że pióro notuje wszystko, o czym mówi. Była ciekawa jak tym razem przeinaczą jej słowa, z doświadczenia wiedziała, że to, co mówi w ogóle nie jest istotne, bo oni i tak napiszą to, co tłumy chcą usłyszeć.

Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#135
21.11.2022, 16:05  ✶  

Paprotka spojrzała w kierunku, skąd ktoś zawołał jej imię. Jakże się zdziwiła, kiedy po sekundzie konsternacji rozpoznała zmierzającą do niej kobietę.

– Dora? To naprawdę ty, na brodę Merlina… Cześć! – w głosie Ferny słychać było zdziwienie pomieszane z radością.

Kobiety znały się z czasów Hogwartu i później ze świętego Munga. Chociaż różniły się, jak ogień i woda, to w jakiś magiczny sposób świetnie się dogadywały. Tylko że jak z większością znajomych ze szkolnych lat, Fernah miała problem z utrzymaniem regularnego kontaktu.

– Nie chcę nawet liczyć. Przepraszam, że w ogóle się do ciebie nie odzywałam, jest mi strasznie głupio. – uśmiechnęła się przepraszająco. – Nie, sama, rodzice poprosili mnie, żebym się zjawiła, więc jestem…

Nie z własnej woli, ale jestem, dopowiedziała w myślach.

– Cedric Lupin? Widziałam, że Cameron, jego brat, też gdzieś jest i to z Heather Wood, na pewno ją kojarzysz. – nieznacznym ruchem głowy wskazała na salę.

W momencie, w którym skończyła mówić, ktoś wykrzyknął niebagatelną kwotę dwudziestu tysięcy galeonów. Panna Slughorn rozwarła szeroko oczy i spojrzała na scenę, by dowiedzieć się, co takiego było licytowane, jako że straciła rachubę.
Ponad głowami gości stała tylko jedna osoba – Erik Longbottom, a w zasięgu wzroku nie było przedmiotu. Jedna z brwi Paprotki powędrowała w górę. Po sali poniósł się szmer zdziwienia i nawet ktoś taki jak Fernah, niebędąca biegłą w relacjach międzyludzkich, czuła, że większość zebranych tutaj ludzi wstrzymuje oddechy.

– Dora, co takiego teraz licytują? – spytała prawie szeptem, pochylając się w kierunku Menodory.


TLDR: Rozmowa z Menodorą i zdziwienie bajońską sumą za cholera wie co, bo Fernah nie załapała, że licytują jej kuzyna.


„Rękopisy nie płoną.”
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#136
22.11.2022, 15:38  ✶  

Zachichotał cicho na odpowiedź Heather. Cóż, nie mógł się z nią spierać. Lwia część zebranych tu gości zapewne zamierzała pokazać się z jak najlepszej strony, nie dać się upodlić i dać wyraźny sygnał, jak wygląda zabawa z klasą i na odpowiednim poziomie. Och, jak dobrze, że nie należeli do ich grona. Przynajmniej nie bezpośrednio. W swoim towarzystwie zdecydowanie spędzą tę noc o wiele bardziej efektywnie i efekciarsko.

— Oj, tak. Macie niewyobrażalne szczęście. Gdyby nie moja chirurgiczna precyzja mogłoby już was nie być na tym świecie. — Zafalował figlarnie brwiami. Chociaż zazwyczaj był dosyć niezdarny i praktycznie wszystko leciało mu z rąk, tak przy leczeniu starał się zachować, chociaż ułudę spokoju, zmuszając ciało do tego, aby w pełni poddało się jego kontroli. — Chociaż macie też inne atuty. I to takie, o których cholernie ciężko zapomnieć. Może to przez was mam takie problemy ze snem.

Przesunął delikatnie wierzchem dłoni wzdłuż ramienia Heather, zaczynając tuż przy łokciu, a kończąc w okolicy barku. Gest ten w jego wykonaniu mógł z pozoru wydawać się beztroski, jednak w gruncie rzeczy był starannie zaplanowany. A przynajmniej tak by próbował wszystkim wmówić Cameron. Prawda była taka, że jego odruchy niezbyt często przechodziły przez filtr racjonalnego myślenia i zazwyczaj po prostu pozwalał poddać się fali. Tak jak w tej chwili, gdy znaleźli sobie lepszą rozrywkę od tej, która miała miejsce na scenie tuż obok.

— Nie mam bladego pojęcia. Pamiętam, że chciałem sam je sobie doszyć, ale potem pamiętam tylko wodę. — Rozchylił lekko usta, jak gdyby próbował ująć w słowa jakąś myśl, która krążyła na granicy jego świadomości. Czyżby w pewnym momencie po prostu urwał mu się film? — W sumie do diabła z tym. Skoro jakimś sposobem dalej je mam, to nie będę narzekać. Równie dobrze możemy uznać, że to lecznicze właściwości nocy u Ciebie.

Uśmiechnął się do siebie, jakby właśnie opowiedział najlepszy żart pod słońcem. Nie był szczególnie pruderyjny, ale miał też świadomość, że nie byli sami na sali. Wręcz przeciwnie; gdzie by nie spojrzeć, tam czaiła się albo ciekawska czarownica strzelająca oczami we wszystkich kierunkach, albo znajoma twarz. Nie chciał wywoływać zamieszania, zwłaszcza że znaleźli sobie miejsce w pierwszym rzędzie. Poza tym wolałby, żeby nikt mu potem nie prawił kazań. Eh, gdyby poszli na tyły, pewnie mieliby więcej prywatności.

— Jak chcesz, żebyśmy gdzieś z Tobą poszli, to wystarczy spytać — skomentował cicho, wzdychając z niemocą. Zacisnął usta w cienką linię, udając, że słowa Rudej bardzo go uraziły. — Wiem, że ostatnio wyskoczyliśmy grupowo tylko na kebsa i rybę z frytkami, ale nie musisz od razu szukać sobie nowego kumpla. Naprawdę chcesz mieć na głowie bandę zazdrośników?

Może przesadzał z tą „bandą”, ale był niemalże pewny, że gdyby naprawdę mu na tym zależało, to przekonałby Charliego do tego, że powinni się niebywale oburzyć, gdyby Heather postanowiła sobie z kimś pójść na kolację, a ich zostawić w domowym zaciszu. Bądź co bądź, dosyć mocno na niej polegali w kwestii posiłków i wspólnych wieczorów. Takie nagłe odstawienie ich na bok, jak niechcianą zabawkę, mogłoby wywołać u nich niemałą traumę.

Uśmiechnął się kwaśno, słysząc słowa, które padły z ust przyjaciółki. Nagle wpadł na dosyć dziki pomysł. Och, chyba nie powinien wlewać w siebie tyle tego szampana. Oby tego nie pożałował.

— Nie no jasne... Ja zwlekam... — Pokręcił wymownie głową, widząc, że Heather postanowiła odegrać mały teatrzyk. Wbił zmęczony wzrok w dziennikarkę. — Wiesz, że odrzuciła już dwa pierścionki z rzędu? Przy pierwszym stwierdziła, że wygląda jak cukierek z Miodowego Królestwa, a przy drugim, że wolałaby taki z różowego złota zamiast białego. Ciężko nadążyć za tym rudzielcem, więc czekam na odpowiedni czas. W końcu do trzech razy sztuka, co nie?

Westchnął cicho, jakby codzienne życie z taką niezdecydowaną księżniczką było pełne trudów, stresów i wyrzeczeń. Jednocześnie jednak ścisnął mocniej dłoń Rudej. Trochę go wytrąciło z równowagi to, że podeszła do nich prasa, ale postanowił pójść pannie Wood na rękę. Skoro zależało jej na atencji, nie mógł też tylko kiwać głową i udawać, że znalazł się tutaj całkowitym przypadkiem.

Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#137
22.11.2022, 20:24  ✶  
- Ależ nie szkodzi. Tyle się działo, na prawdę, że też jestem temu samemu winna - odpowiedziała na przepraszający uśmiech tym samym. Obie zaniedbały nieco tę znajomość, ale Dora nie miała z tego tytułu żadnych pretensji. Każda z nich miała swoje życie i nawet jeśli na Fernah nie czyhał żaden Burke, to była przekonana że w życiu Paprotki również działo się dużo, tak samo jak i w jej własnym. - W takim razie mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko temu, bym dotrzymała ci towarzystwa - uśmiechnęła się do niej wesoło. Sama pojawiła się na balu sama, o ile tak można było nazwać całą tę sytuację. Jako należąca do domowników, nie czuła się w obowiązku znajdowania sobie jakiejś randki, nie mówiąc już o tym, że nikt jej w tym temacie nie przychodził do głowy. Mogły więc dotrzymać towarzystwa sobie.
- Tak, widziałam. Co prawda przelotnie. Heather chyba nawet coś licytowała, ale nawet nie próbowałam się z nimi przywitać, bo wokół niej zawsze jest dużo zamieszania. Mam na myśli dziennikarzy, oczywiście. Widziałam, że ktoś już robił im zdjęcia - rzuciła, mimowolnie podążając wzrokiem za gestem głowy Fernah i rozglądając się po sali, na moment też przysłuchując się aktualnemu stanowi prowadzonej licytacji. Zgromadzeni bogacze walczyli chętnie i jakże agresywnie, podbijając kwotę coraz to wyżej. Wręcz niedorzecznie. Ciekawa była, jak sam zainteresowany znosił wołane za niego sumy, wątpiła bowiem, by Longbottom był za handlem ludźmi, a w szczególności swoją osobą.
- Jak to co, Erika - odpowiedziała, nieco zdziwiona tym, że ta informacja gdzieś się w głowie Paprotki zagubiła. Z drugiej strony, chyba faktycznie jeśli bardziej koncentrowało się na czymkolwiek innym jak licytacji, to ciężko było uwierzyć w to, co działo się dookoła. Odchrząknęła. - Właściwie to kolację z Erikiem, jeśli mam być dokładna.


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
monkey business
Two sides of me can't agree
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
170 cm, gęste blond włosy, które nie są jej naturalnym kolorem i które rzadko bywają gładko uczesane to dwie rzeczy, które na pewno pierwsze rzucą się w oczy. Alice ma twarz pełną czy nawet pyzatą o regularnych, wyraźnych rysach. Jej oczy są szare, ciemne. Zwykle sprawia wrażenie osoby pogodnej i swobodnie czującej się w każdym miejscu. Ubrania nosi rożne, dopasowane do okazji - od tradycyjnych szat po ubrania mugoli.

Alice Selwyn
#138
23.11.2022, 00:01  ✶  
Alice spojrzeniem prześlizgnęła się po twarzach licytujących kolację z Erikiem Longbottomem uruchamiając swoją pamięć, przy takich kwotach żadna osoba nie była anonimowa. Musiały się pojawić na stronach kronik towarzyskich, zasobność skrytki w Gringocie zapewniała rozpoznawalność. Pokiwała powoli głową na słowa kuzynki. Widząc rozbawienie przy rosnących kwotach walczących o najważniejszy fant tego wieczoru, poczuła nieco nieswojo, jakby cel tego całego spędu stał się drugorzędny, a ona stała się świadkiem rozrywki obrzydliwe bogatych i czystych - wyślizgnęła się na wierzch, na moment, myśl, która na co dzień dryfowała sobie gdzieś głęboko. W kasynie bywały wieczory, gdy i takie kwoty na raz były rzucane na stół, ale tam nikt nie udawał, że chodzi o dobroczynność. Tutaj były kaprysem, który zdecyduje o losie podopiecznych fundacji.
- Znam niecodzienne rodzinne konfiguracje i przeróżne sposoby na robienie sobie na przekór, ale nie są one warte kamienicy - nawet nie skończyła zdania, gdy kwota została przebita na dwadzieścia tysięcy galeonów - trzypiętrowej przy Pokątnej i z oranżerią na dachu.
Dopiła resztkę swojego wina i gestem przywołała kelnera z tacą, z której ściągnęła dla siebie kolejny kieliszek, spojrzała na towarzyszki czy może chcą również wziąć dla siebie lub wymienić sobie napitek na świeży.
- Jeszcze chwilę temu bym stawiała, że ostateczne starcie nastąpi między rodzeństwem, - zwróciła się do Astorii, - ale teraz myślę, że zgodnie podzielą sobie pięknego, jak kamienica na Pokątnej, Longbottoma na pół albo moja wyobraźnia dała się ponieść czerwonemu winu - uśmiechnęła się blado, ale dla niej nastrój zrobił się dziwny.
- Chyba sami gospodarze się przestraszyli własnego sukcesu, może boją się oskarżeń ich fundacji o pranie pieniędzy?
Skinęła na wyszeptane słowa Astorii i dodała: - ponoć ekskluzywne restauracje licytują trufle lub najlepsze tuńczyki, to można się wczuć w jego położenie - Alice już nie precyzowała czy chodziło jej o Erika czy rybę. Dyskretnie starła się rozejrzeć po zgromadzonych czy tylko ona się czuła skonsternowana.
Paprotka
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze, co rzuca się w oczy to nierówna pionowa blizna po lewej stronie ust. Zniekształca nieco delikatny uśmiech, który zawsze pełga na jej wargach, chociaż ciemne oczy wcale wesoło nie świecą. Spogląda na świat nieco smutno, trochę nieobecnie, jakby myślami zawsze wędrowała gdzieś indziej. Mierzy nieco ponad 170 centymetrów, a kilka centymetrów dodaje jej bujna i zawsze rozwiana czupryna ciemnobrązowych włosów. Jedyny czas, kiedy ogarnia chaos na swojej głowie, to kiedy pracuje w św. Mungu. Równie nieodłącznym aspektem jej wyglądu jest charakterystyczna zielona szata uzdrowiciela. Poza godzinami pracy w szpitalu zwykle nosi szare wełniane spodnie, swetry w zieleniach lub brązach oraz marynarki, lub (swoją ulubioną) brązową mugolską pilotkę.

Fernah Slughorn
#139
23.11.2022, 04:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 04:17 przez Fernah Slughorn.)  

— Zdecydowanie nie mam nic przeciwko!

Tak naprawdę była wdzięczna, że Menodora postanowiła do niej podejść. Stanie samemu jak kołek było w pewien sposób uciążliwe, zwłaszcza kiedy czuło się na sobie oceniające spojrzenia. Nawet jeżeli te spojrzenia były głównie urojone… Chyba.

— A Heather zawsze ma dookoła siebie wianuszek ludzi. Taki jest chyba urok ludzi, którzy są sławni.

Zakołysała kieliszkiem, który zdążył już lekko zaparować przez ciepłe ręce, obejmujące szkło.

— Licytują. Kolację. Z Erikiem? — uniesione brwi i lekko zmarszczone czoło wskazywały, że Fernah była bardzo zdziwiona. — Za dwadzieścia tysięcy galeonów? Niepojęte…

Całe szczęście głosem rozsądku pośród wszystkich zebranych była Brenna Longbottom. Rozwiązała ona impas z wrodzoną pomysłowością i taktem, robiąc losowanie.

— To obowiązek spełniony. Koncerty i tańce, to już raczej nie moja liga, więc… — odchrząknęła, ostatkiem sił powstrzymując wzruszenie ramionami. — Co u ciebie słychać, Doro? Robiłaś staż na oddziale zatruć, prawda? Darowałaś sobie pracę z ludźmi, którzy wyciągają mandragory bez zatyczek do uszu czy próbują autorskich, nietestowanych, eliksirów? Bo zdecydowanie głupota czarodziejów nie zna granic...

Uważaj, bo odleci! Przywołała w pamięci transmutowaną dziewczynkę, której bracia bawili się ojcowską różdżką.



„Rękopisy nie płoną.”
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#140
23.11.2022, 12:18  ✶  
Oczy Coirean zalśniły, niby wypełnione światłem gwiazd. Pióro, które wcześniej tylko drżało, zaczęło śmigać nad notatnikiem, zapisując słowa Heather i Camerona.
Przeinaczać je? Ależ skąd.
Dziennikarka lepiej by tego sama nie wymyśliła. Z odpowiednim komentarzem mogły zapewnić dużo większą popularność artykułu niż gdyby pozwolono jej wyreżyserować rozmowę od początku do końca, bo reporterka uważała się za dość pomysłową, ale takich rzeczy by nie nawypisywała. Poza tym miała jakieś tam resztki etyki dziennikarskiej i zwykle nie wymyślała wszystkiego.
(Tak naprawdę, to nie chciała po prostu, by wykopano ją z pracy. Ale lubiła nazywać to etyką dziennikarską.)
- Szkoda, że nie pomyślał pan o kupnie pierścionka tu na licytacji. A może on też nie wystarczyłby pannie Wood? – spytała, dalej z uśmiechem tak szerokim, że wydawało się, że zaraz pęknie jej twarz. Report, nieco bardziej nieszczęśliwy, zrobił Heather i Cameronowi szybkie zdjęcie. Nie był wyraźnie jednym z najbardziej zapalonych fotografów na tym przyjęciu.
Z drugiej strony przynajmniej nie starał się celowo, aby Heather wyszła na fotografii źle, więc w porównaniu do innych zdjęć, jakie mogły się ukazać, to był duży postęp.
- Może zechcecie zdradzić, kto jest konkurentem do serca pięknej Heather? - dodała jeszcze. Normalnie nawet nie liczyłaby na takie szczegóły, ale kto wie, skoro tak chętnie dzielili się opowieściami o odrzuconych pierścionkach i innych chłopcach, czekających w kolejce, może wpadnie jeszcze jakiś łakomy kąsek.
Czekała na odpowiedź. Pióro również czekało - zdawało się, że zaraz zacznie bzyczeć albo uleci pod sufit, tak nim telepało. Niezależnie zaś od tego, co padło, Coirean podziękowała potem za rozmowę.
Trzeba było zaczaić się w końcu na kogoś jeszcze. Mianowicie ruszyła krążyć wzdłuż orbity Elliota Malfoya, zwycięzcy licytacji, która dla najbogatszych czarodziejskiego świata nie była może niesamowitym ewenementem, ale dla całej reszty opiewała na ogromną kwotę...
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Adelard Longbottom (481), Alastor Moody (3093), Alice Selwyn (2764), Astoria Trelawney (1891), Atreus Bulstrode (3450), Bard Beedle (4517), Brenna Longbottom (8047), Cameron Lupin (6155), Cedric Lupin (2390), Daisy Lockhart (3631), Dora Crawford (2815), Eden Lestrange (5094), Elaine Delacour (1953), Elliott Malfoy (5616), Erik Longbottom (8250), Eunice Malfoy (2520), Fernah Slughorn (1912), Florence Bulstrode (2902), Geraldine Greengrass-Yaxley (2257), Giovanni Urquart (1987), Heather Wood (5031), Ida Moody (1164), Loretta Lestrange (478), Martin Crouch (428), Mavelle Bones (3481), Nora Figg (3371), Patrick Steward (3021), Perseus Black (3050), Sacharissa Macmillan (296), Seraphina Prewett (2183), Theseus Fletcher (2961), William Lestrange (3688)


Strony (21): « Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 … 21 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa