Te cztery lata temu był przekonany, że udziela tylko lekcji pokory dziewczynie, która na moment zbyt pewnie się poczuła. Takiej której ego wypaliło poza dopuszczalne normy, myśląc że będzie na tyle cwana i przebiegła, że uda się jej bez ponoszenia żadnych kosztów zagrać na nerwach tego sławnego ex piłkarzyka. Że najzwyczajniej w świecie nie doceniła jego przenikliwości, że pod płaszczykiem rozłożenia mu tarota będzie mogła sobie pofolgować na jego temat oraz temat jego siostry. Myślał, że pewnie usłyszała kilka salonowych plotek o tym jak prowadzi się Loretta i o tym jak dziecinnie łatwo można sprowokować Louvaina. Nie do końca wiedział wtedy jakie są jej intencje, bo dał się ponieś emocją. Jego tok myślenia zaciął się w pętli wrzeszcząc coś w stylu "chce cię rozgniewać? no to pokaż jej swój gniew". Nie było tam miejsca na głębokie rozważania przyczynowo-skutkowe, liczyło się tylko żeby uświadomić jej, że owszem, za igranie z nim w ten sposób płaci się słoną cenę.
Dopiero potem dotarło do niego, że to on nie płaci żadnej ceny za pomiatanie nią. Że może wypróbować na niej prawie każdą chorą wizję ze swoich zwyrolskich żądz, a ona zniesie to z odpowiednią dla sytuacji godnością. Wtedy kiedy diabelskimi podszeptami mówił Rosie, że jej łzy to najlepszy lubrykant. Tylko po to, żeby następnego dnia znowu mógł zgrywać powściągliwego, młodego gentelmena z idealnie ulizaną fryzurą i nienaganną etykietą w skarbczyku. Coś wytrąciło go z równowagi w czasie służbowych obowiązków? Lub wdał się w niekorzystną dla siebie pyskówkę na salonowych bankietach? Spokojnie, Ambrosia to jego najtwardszy elektorat, zniesie wszystko, każde upokorzenie.
No, a teraz zmuszony był nadać tej wibracji nowe częstotliwości. Największe domysły snuł na temat, czy w relacji z nim nadaje się ona jeszcze do zmian, czy tylko do dalszej tresury. Wciąż jednak było to o wiele łatwiejsze, niż powiedzenie swojej prawdziwej fascynacji, tego co do niej prawdziwie czuł.
A McKinnon wciąż pyskowała, jak prawdziwie niezłomna czarownica. Jej przodkowie sprzed stuleci, zwłaszcza ta żeńska część musiała być z niej dumna, że tak cierpliwie znosiła te jego szarpaniny i przykre słowa rzucane w jej kierunku. Na wszystkie pyskówki reagował identycznie szyderczym uśmiechem, raz większym, raz mniejszym. Przestał dopiero kiedy ta złapała go w końcu za rękę.
- Widzisz? Czyli potrafisz się jeszcze postawić. - odpowiedział, urywając nagle ten cały wzburzony ton i wszystkie szarpaniny. A jeśli już wspomniała o całowaniu, to mimowolnie spojrzał na jej wargi. - Zuch dziewczyna... Już ciszej i niższym tonem, dorzucił, by chwilę potem trzymając jeszcze rękę ściśniętą na jej policzkach, skradł z jej ust drobnego całusa, a potem odstąpił i zaśmiał się warchlacko. Powrócił na swoje miejsce, czyli na ten jeden mebel o który się opierał, jakby w symboliczny sposób zaznaczając, że spoczywając na nim wraca do tego bardziej rozsądnego i spokojnego tonu. - No dobrze, już bez zbędnych gierek... Chcę ci promyczku zaproponować układ. - oznajmił ceremonialnie. Rozpiął marynarkę i po kieszeniach zaczął szukać paczki papierosów razem z zapalniczką. Chciał jej dać przynajmniej moment, by zwróciła sobie trochę fasonu i mogła wysłuchać jego oferty, niezależnie od tego jak bardzo dość go miała i jak bardzo nim teraz pogardzała. Teatralnym gestem, poprzez sugestywne skinięcie głową, niby dopytał o pozwolenie na zapalenie wewnątrz. Oczywiście był to tylko buńczuczny blef bo i tak zrobił to co mu się podobało.
- Loretta nie wybaczy mu tylko jednej rzeczy, zdrady. Pomogę ci stworzyć do tego odpowiednią sytuację, jeśli nadarzy się okazja. Nie będę Cię za to karcił, ani nie będę szukał zemsty, to logiczne. - przeszedł w końcu do sedna, przekręcając głowę i znów krzyżując ręce na piersi. Przerwał swój przewód na moment, by zaciągnąć się kilka razy papierosem. - A jeśli obawiasz się gniewu mojej siostry, to uspokajam. Jestem jedyną osobą, która może się mu przeciwstawić. Nie wyciągnie różdżki na przeciw mnie, nigdy. Wyjaśniał dalej z zamyślonym grymasem, wlepiając swój wzrok raz na nią, raz w gęste obłoki dymu, które razem z palonymi kadzidłami zagęszczały atmosferę jeszcze bardziej. Taki już był aksjomat między bliźniakami, nawet jeśli mieli do siebie większe, lub mniejsze wyrzuty, nie było nawet cienia szansy, aby jedno mogło skrzywdzić drugie. Być może w ten sposób właśnie sugerował, że jest wstanie zasłonić Rosie własnym ciałem, co może brzmiało jak najbardziej żałosna poezja, ale dobrze wiedział, że bez odpowiedniej gwarancji bezpieczeństwa nie ma szans żeby weszła w ten układ. - W zamian chcę tylko jednej rzeczy... Ciebie. - oczy zabłyszczały mu się jak kotu w ciemnościach. Twarz nabrała gadzich rysów, bo po głowie chodziły mu już czarne wizje mrocznych potęg. - Potrzebuje twoich talentów ślicznotko. Ja i kilku, naprawdę potężnych czarnoksiężników. - ciągnął dalej, mocno akcentując słowo naprawdę. Orbitowanie wokół tego jednego tematu sprawiało, że nabierał autorytarnych i diabolicznych wibracji, które wyrażały się w gestach, a nawet w mikroekspresji na jego twarzy. Nie mówił wprost, ale na Nokturnie pewnie w kontekście potężnego czarnoksiężnika, mówiło się tylko o jednej osobie w magicznym świecie, a to powinno już dać Rosie coś do myślenia.
- Nawet wiem jak kupić twoją ciekawość. Zechcesz podać mi dłoń? - w gentelmeńskim tonie wyciągnął swoją dłoń w jej kierunku, lecz najpierw ugasił papierosa w niedopitej filiżance kawy, lub herbaty, a potem jeszcze zdjął rękawiczkę. Jeśli przystała na jego propozycję to w pierwszym momencie mogła poczuć chłód jego Zimnego ciała. Dał się jej rozgościć w tym dziwacznym odczuciu, ale nie zamierzał na tym poprzestawać. Prostym i nieskomplikowanym zaklęciem nekromancji rozpoczął wymianę energii witalnej, tak by na własnym ciele mogła poczuć jego naturę rodem z Limbo. Czy było to dla niej znajome uczucie? Takie które mogło przywołać kilka nieprzyjemnych wspomnień?