19 czerwca 1972
Przed Zaczarowanymi Różnościami - Penny & Aidan
Zamykała właśnie sklep. Wcześniej niż zwykle, ale ruch i tak był niewielki. Właściwie to nieistniejący. Pogoda na zewnątrz natomiast na tyle ładna, że spędzanie czasu za ladą Zaczarowanych Różności było w tym przypadku ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę. Terry jej pewnie później za to łeb ukręci, ale... cóż, tym będzie przejmowała się w odpowiednim momencie. O ile w ogóle.
Przekręcając klucz w drzwiach, poczuła jak ktoś ją delikatnie klepie po ramieniu. Raz, następnie drugi. A do tego jeszcze coś mówi. Zmarszczyła brwi, umieszczając klucz wewnątrz torebki. Odwróciła się powoli.
- Penelope Anne Weasley, mam racje? - usłyszała jak młody, nieznajomy mężczyzna pyta ją o imię, w zasadzie obydwa imiona, a także o nazwisko. Nie zdążyła niczego potwierdzić, niczemu zaprzeczyć. Nie dał jej nawet dojść do głosu. - Pracuje dla Czarownicy. Artemius Flis. Czy mogłaby odpowiedzieć mi pani na kilka pytań?
Pytań? Jakich pytań? Jaki Artemius Flis? Pierwszy raz o nim na uszy słyszała! Lekko skołowana, nie zdążyła ani zgodzić się, ani niczemu odmówić. A ten sęp, ten cholerny Flis, widząc jej dezorientacje postanowił - jakżeby inaczej - przejść do ofensywy. Mógł mieć dzięki tej rudej dziewczynie artykuł, który pomoże mu się przebić! Przy pomocy, którego to udowodni, że zasługuje na stałą rubrykę.
- Czy to prawda, że Zaczarowane Różności, to prezent jaki otrzymała pani od swojego narzeczonego w czasie, kiedy wasz związek był jeszcze tajemnicą? - zaczął, rzucając pierwsze pytanie. Nie przeszkadzało mu kompletnie to, że znajdywali się właśnie na dość ruchliwej ulicy, gdzie mijało ich wielu ludzi. Dopadł ofiarę, nie chciał tej ptaszyny wypuścić z garści. Kto wie kiedy trafi mu się kolejna okazja?
- Ja.. to nie...
Pokiwał głową, zanotował coś w pośpiesznie wyjętym notatniku.
- Długo jest pani w związku z panem Malfoyem? - kontynuował, najwyraźniej w ramach odpowiedzi na pierwsze pytanie wystarczyło mu to co usłyszał. A to czego nie usłyszał, dopisał sobie całkiem sam. Wymyślił. - Zdradzi nam pani jakieś pikantne szczególiki na jego temat? Coś co zainteresuje nasze czytelniczki?
Naprawdę? W związku z Malfoyem? Aż otworzyła usta... tylko po to, żeby przez chwilę tak stać z rozdziawioną paszczą. Przez dłuższą chwilę. Następnie zamknęła ją. Rozejrzała się w panice po okolicy. To nie powinno mieć miejsca. Naprawdę nie spodziewała się, że ta ściema z zaręczynami tak szybko ją dopadnie; że będzie miała swój ciąg dalszy.
- Zacznijmy może od tego, gdzie się poznaliście. Powiesz mi coś o tym, Penelope? Początki musiały być ciężkie, a do tego te obawy... - aż zacmokał, ze współczuciem? Udawanym, to było pewne. - On bogaty, czystokrwisty, z szanowanej rodziny. Musiałaś się obawiać, jak to zostanie odebrane, prawda?
Czuła, że robi się z nerwów coraz bardziej czerwona na twarzy; że coraz bardziej panikuje. Toć Renigald ją zabije, kiedy się o tym dowie. Bo że się dowie - tego była pewna. Miała to jak w banku. Tylko co miała zrobić w tej sytuacji? Myśl Penny, myśl... opcja z odpowiadaniem na te pytania, ściemnianiem, nie wydawała się dobrym pomysłem. Choć wizja artykułu o tym, jak bardzo Renigald Malfoy uwielbia pluszowe misie, zdawała się bardzo kusząca. Może nawet coś o tym, że nadal z takim jednym zdarza mu się spać każdej nocy? No ale nie była aż tak głupia. Miała resztki instynktu samozachowawczego. Niewielkie to były resztki, ale jednak.
- Panie Flis, nie zgodziłam się na żadną...
Chciała się go pozbyć, ale... Flis sobie z tego niewiele robił. Znów coś zanotował. Obrzucił ją przy tym uważnym spojrzeniem. Zahaczył przy okazji o błyskotki na prawej dłoni. Nie był w tym wszystkim ani trochę dyskretny. Subtelny. Subtelności to miał tyle, co kot napłakał. Powinien poćwiczyć.
- Ponoć dostała już pani nawet pierścionek, czy mo...
I wtedy go zobaczyła. Kawałek dalej. Ledwie kilka metrów. Rozpoznałaby go chyba zawsze. Idealnie w porę, Aidan na ratunek. Jak zawsze, ale o tym nie myślała. Nigdy nie myślała o nim w ten sposób. A wykorzystywała go przecież niejednokrotnie.
- Aidan! Aidan! - zaczęła krzyczeć, starając się zwrócić na siebie uwagę chłopaka.