• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[22 maja 1972] Kiedy jeden problem to za mało | Theon & Cynthia

[22 maja 1972] Kiedy jeden problem to za mało | Theon & Cynthia
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#1
02.03.2024, 02:25  ✶  

22 maja 1972
Theon & Cynthia


Nie był przekonany do tego czy Cynthia Flint była tą osobą, z której pomocy powinien skorzystać. Znali się głównie z widzenia oraz krótkiego epizodu sprzed lat, kiedy to pomogła mu uniknąć ściągania na siebie niepotrzebnej uwagi. A także udzieliła niezbędnej pomocy medycznej. Nie wiedział na jej temat zbyt wiele. Nie był też w stanie należycie ocenić ryzyka. Dlatego też zastanawiał się nad tym dość długo - ponad jeden, cały dzień - ostatecznie dochodząc do prostego wniosku. Najpewniej jedynego, który mógł w tej chwili wyciągnąć. Nie miał wyboru. Praktycznie żadnego.

Rozchodzący się po ciele chłód, budził niepokój. Nie ustępował. Nie był czymś, do czego można było się przyzwyczaić. Z czym można było funkcjonować. Tak po prostu. Normalnie. Cały czas przypominał o tym, że coś było nie tak; coś się zmieniło. I nie była to żadna drobnostka. Nie miał wiele czasu na to, aby się z tym zagadnieniem zapoznać. Bliżej zapoznać. Lepiej. Polegał głównie na tym, co zdążył już usłyszeć od Louvaina. Musiał zaufać temu, który pomógł mu wrócić. Odzyskać świadomość. Uwolnić się od pozostałości magii, która zdołała pokonać go podczas pobytu w Limbo.

O właściwej porze pojawił się pod wskazanym adresem. Wyglądający jak zawsze, czujący się jak nigdy wcześniej. Niby ten sam, ale jednak inny. Zimny. Całe szczęście nie było to czymś, co dało się dostrzec. Zaobserwować. Jedynie poczuć.

Wprowadzony do środka, mógł przywitać się z Cynthią. Podziękować jej za chęć pomocy. Rozmowy. Zajęcia się tym problemem. Nie musiała tego robić. Nie musiała robić niczego. W ogóle tracić na niego czasu. Całe szczęście jednak nie odmówiła.

Choć może nie tryskajmy zbyt wcześnie optymizmem.

- Dziękuje za możliwość spotkania. - zaczął, rozglądając się po pomieszczeniu, w którym się znaleźli. Obydwoje. Z pewnym zainteresowaniem. Z ciekawością, której nie ukrywał. Wcale a wcale. Detale dużo mówiły o ludziach. To jak żyli. W jakich warunkach funkcjonowali. - Nie wiem od czego powinniśmy zacząć?

Był w tym szczery. Prawdziwy. Naprawdę nie wiedział. To przecież nie tak, że z tego rodzaju problemami zwracał się do różnych ludzi raz za razem. Na okrągło. Co w sumie można uznać za całkiem spore osiągnięcie, skoro zdaniem co niektórych można było mu przykleić łatkę pechowca. Prawdziwego pechowca, pakującego się w różne dziwne sytuacje. 

Zarazem takiego, który z każdą kolejną przygodą starał się uporać w miarę możliwości... cóż, całkiem sam.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#2
04.03.2024, 21:59  ✶  
Nie spodziewała się, że Louvain komukolwiek powie o jej zdolnościach lub raczej o możliwości pomocy osobom, które jak on, trafiły do Limbo. Jeszcze większym zaskoczeniem był fakt, że Lestrange był tak blisko z Theonem. Gdyby ktoś zapytał ją przed otrzymaniem listów o tym, co sądzi o perspektywie bliższej znajomości tej dwójki, powiedziałaby, że to mało prawdopodobne. Byli całkiem różnymi osobowościami, niczym zestawienie czerni z ciemną zielenią lub jakimś odcieniem czerwieni. Nie miała pojęcia o aurach, więc nie zastanawiała się nad swoimi skojarzeniami kolorystyczni dłużej. Mieszając jednak te dwa odcienie, do głowy przyszła jej jeszcze jedna ewentualność. Taka, która nigdy nie powinna wyjść na światło dzienne, a Flint skojarzyła fakty tylko dlatego, że wiedziała, jaki tatuaż nosi Lou. Jednak Theon? Śmierciożercą?
Niezależnie od tego, jaka była prawa — nie była to jej sprawa. Nie zamierzała pytać, nie zamierzała ingerować, chciała mu po prostu coś dla niego zrobić. Nie tylko przez wzgląd na Lestrange, ale również przez wzgląd na samego mężczyznę. Jego obraz malował się w jej głowie pozytywnymi skojarzeniami, nawet jeśli nie mieli zbyt dużej styczności, zarówno pracy, jak i w życiu. Bywał u Lycoris, pomogła mu podczas marszu. Skoro jej niegdyś nauczycielka była z nim tak blisko, tym bardziej nie mogła tego tak zostawić. Dużo jej zawdzięczała.
Uprzedziła Migotkę, która otworzyła mu drzwi i z ukłonem zaprosiła do środka, prowadząc do przestronnego salonu, utrzymanego raczej w stylu ciemnym konserwatywnym, bo od śmierci jej matki, William nie robił żadnych remontów. Przed dużym kominkiem stała wykonana z miękkiej skóry sofa, przed nią stolik z ułożonymi nań księgami oraz pergaminami. W koszyczku tkwiło kilka buteleczek z eliksirami i suszonymi ziołami, a obok niego stała ciemna świeczka, z której unosił się aromat bzu. Stała nieruchomo, wpatrując się w kominek, którego płomyki tańczyły w nienaturalnie błękitnych tęczówkach. Włosy miała zaplecione w luźniejszy warkocz, który z każdym większym ruchem, usilnie próbował przedostać się na jedno z jej ramion i spłynąć do przodu. Na dźwięk kroków obróciła się i omiotła gościa spojrzeniem, kręcąc zaraz głową na jego słowa.
- Nie masz za co mi dziękować Theonie. Ciesze się, że widzę Cię całego. - odpowiedziała spokojnym, pozbawionym słodyczy tonem. Nie przypominała Flint z Ministerskich korytarzy i z Departamentu Aurorów. Cynthia ruszyla w jego kierunku, dłonią wskazując na kanapę lub fotel zależnie od jego preferencji i wygody. - Proszę, rozgość się. Napijesz się czegoś? - zaproponowała, a jeśli miał takie życzenie, Migotka przyniosła tacę z odpowiednim napojem, procentowym lub nie, a następnie opuściła pomieszczenie, zamykając podwójne drzwi, którego do niego prowadziły. - Sprawdzimy, czy tak, jak w przypadku innych, zimno pozostaje częściowo uśpione i tylko pozornie wpływa na parametry funkcjonowania organizmu.
Odpowiedziała mu po chwili namysłu, siadając obok niego na kanapie lub naprzeciw, tak, aby mogła wyciągnąć w jego kierunku dłoń. Wiedziała, że nie czuł się z tym komfortowo. Mógł się bać, mógł panikować, co nie byłoby niczym złym lub dziwnym. Doświadczył czegoś wyjątkowo, co naznaczyło jego źródło oraz duszę. Zdążyła przeczytać kilka ksiąg, zaczerpnąć wiedzy, ale najlepsze tomiska wciąż były w drodze z Nowego Orleanu. Poruszyła palcami, zachęcając, aby podał jej swoją rękę. - Masz jakieś inne, nietypowe objawy?
Wolną dłonią sięgnęła po kieliszek białego wina, o które poprosiła skrzata wcześniej, robiąc łyka. Efekt wyniesiony z limbo nie rozprzestrzeniał się jak choroba, Theon po prostu musiał tam być. Jak Victoria jak Atreus, jak Louvain. Przesunęła na kilka sekund wzrok na jego przedramię, aby zaraz krótko westchnąć i odstawić kieliszek, a potem po prostu spojrzeć mu w oczy.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#3
07.03.2024, 18:33  ✶  

Znali się, choć jak to bywa w przypadku wielu znajomości - była to relacja z tych letnich. Ani zimnych, ani gorących. Ani szczególnie bliska, ani też daleka. Kojarzyli się ze szkoły. Należeli do jednego domu. Grali dla tej samej drużyny quidditcha. Obecnie zaś zdarzało się, iż mijali się na ministerialnych korytarzach. Mówiąc sobie cześć. Pozwalając czasem na kilka minut rozmowy. Obiecując, że znajdą czas na jakieś wspólne wyjście do pubu. Na spotkanie, do którego najpewniej nie dojdzie. Ponieważ jeden z nich, tak zwyczajowo, będzie zmuszony do tego, aby się wycofać. Oczywiście korzystając w tym przypadku z takiej argumentacji, do której nie dałoby się przyczepić. Bo w końcu kto normalny podda w wątpliwość pozostawione na gazie mleko? Nieistotne będzie w tym przypadku to, że czarodzieje z gazu wcale nie korzystali. Bo i po co?

Miał dużo szczęścia, że pomimo tego, jaki charakter miała ta relacja, Louvain zdecydował się mu pomóc. Wprowadził we wszystko. Poinformował też o tym, że Cynthia Flint była kimś, kto mógł mu udzielić pomocy. Był mu za to wdzięczny. Być może przy najbliższej okazji mu to nawet okaże w odpowiedni sposób. O ile będzie o tym pamiętał; będzie to miał wówczas na uwadze.

Sama Cynthia... nie była mu całkiem obca, nie była też znajoma. Po części niewiadoma, dlatego też w rodzinnej posiadłości blondynki zjawił się w asyście pewnych obaw. Takich, które starał się trzymać na wodzy. Kontrolować. Kolejny raz potrzebował jej pomocy, nawet jeśli cholernie mu się ta świadomość nie podobała. Bo przecież prawie zawsze, prawie ze wszystkim radził sobie sam, lub z pomocą brata. Ewentualnie przy wsparciu Lycoris.

Usiadł na kanapie.

- Woda będzie w porządku.- odpowiedział z lekkim wahaniem na pytanie. Alkohol odpadał. Tak kategorycznie. Nie chciał ryzykować, że pod jego wpływem zrobić coś skrajnie głupiego bądź absolutnie nieodpowiedzialnego. Jego sytuacja była wyjątkowo delikatna. Musiał więc zachować rozwagę. Trzeźwość. Odpowiednią ostrożność.

Kiwnął głową, kiedy poinformowała go o tym, od czego zaczną. Podał jej swoją dłoń. Niemalże trupio zimną. Tak jakby w jego organizmie nie ostała się ani jedna iskierka życia. Obydwoje wiedzieli jednak, że tak nie było; że sytuacja malowała się w innych barwach.

- Nie wydaje mi się. Z tego co zdążyłem się dowiedzieć, wszystko jest typowe. Nie występują różnice pomiędzy mną, a innymi, o których dane było mi usłyszeć. - odpowiedział. Dało się jednak wychwycić w tym lekkie zawahanie. Bo może tych różnic był nieświadomy? Bo może jednak nie zwrócił na jakiś szczegół uwagi? Albo po prostu obawiał się szczerej rozmowy właśnie z nią. Z Cynthią. Bo nie był pewny tego, czy mógł jej zawierzyć w tej sytuacji swoje życie; swoją wolność. Wiązało się z tym pewne ryzyko. - Podejrzewam, że jesteś w tym wszystkim lepiej rozeznana. Tak przynajmniej słyszałem.

Sam nie miał czasu zbadać tej sprawy dokładniej. Przyjrzeć jej się nieco bliżej. Zamiast tracić na to czas - bo przecież stracił go już wiele w Kromlechu - skupił się bardziej na działaniu. Nie mógł zwlekać. Nie mógł całości odkładać na później. I później. I jeszcze później. To nie mogło przynieść mu niczego dobrego.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (569), Theon Travers (884)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa