• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[8.07.1972] Kwiaty pomarańczy | Camille, Richard

[8.07.1972] Kwiaty pomarańczy | Camille, Richard
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
12.03.2024, 14:06  ✶  
Blondynka skinęła głową na znak, że dobrze - zgadza się. Głównie dlatego, że gdyby u niej miało się coś zmienić, to sama by go poinformowała. Nie przypuszczała jednak, by coś miało stanąć jej planom na drodze. Ostatnio powoli w szpitalu się uspokajało, brak było niespodziewanych przypadków czy niedobitków klątw chociażby z Beltane. Wydawać się mogło, że sytuacja została opanowana. Camille jednak poważnie martwiła się, czy to nie była czasem cisza przed burzą…
- Na pewno byłoby wygodniej - przyznała, ale nie proponowała tego wcześniej, jako że i podczas ich poprzedniego (i tego również) spotkania w ogóle ze strony Mulcibera nie padła taka propozycja. Camille nie drążyła i nie dopytywała: to nie było coś, co ją interesowało. Nie interesowało ja to, gdzie trzymali pieniądze i w jaki sposób się rozliczali z klientem. Interesowanie się tego typu sprawami było co najmniej niegrzeczne i niekulturalne, a ona przecież kulturę wyssała z mlekiem matki. No, czasem zdarzało się jej o tym zapomnieć, ale akurat nie w tym przypadku.

Wizja towarzyszącego jej Richarda u Gringotta sprawiła, że na chwilę Delacour wydęła usta w zamyśleniu. Osobiście nie przepadała za bankiem. Oczywiście, to wciąż było najbezpieczniejsze miejsce w całym Londynie, ale… Nie lubiła gnomów. Nie lubiła też skrzatów, ale skrzata można było sobie wychować. Skrzaty potrafiły być miłe i to nie w ten obrzydliwy, podlizujący się sposób.
- Ten sam dzień, w południe? Powinno być więcej osób - zwykle rezerwowała na takie spotkania popołudnia lub wieczory, ale banki rządziły się swoimi prawami. Camille sięgnęła do torebki, szczupłymi palcami sięgając po notes. Był czysty, obciągnięty jasną skórą. Gruby, z dużą ilością kartek. Część była wyraźnie odstająca i pofalowana - Delacour naprawdę z niego korzystała, nie trzymała go dla picu, by sprawiać wrażenie osoby zapracowanej. Palce przewróciły kilka kartek, a niebieskie oczy wodziły w skupieniu po literach i cyfrach. - Przed południem. W południe muszę gdzieś być. Pasuje panu?
Wbiła pytający wzrok w Richarda. Jeśli jej potwierdzi, będzie mogła wpisać go w kalendarz (ach, jak romantycznie), a jeśli nie - to miała przed oczami swój terminarz na plus minus 2 tygodnie w przód. Dogadają się w tym temacie.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#12
14.03.2024, 17:22  ✶  

Wcześniej nie proponował możliwości towarzyszenia przy wybieraniu pieniędzy z banku, gdyż nie było takiej konieczności, póki nie mieli ustalonych warunków zasad umowy, zlecającej dostarczanie zakupionego i opłaconego z góry towaru. Zaoferował swoją osobę do towarzystwa, dopiero jak mu przyznała, że może być dla niej problemem przemieszczać się z taką kwotą. Dla pozyskania zapłaty, to się nawet poświęci dla niej, aby klienta nie stracili. Skoro tak ceniła sobie współpracę z nimi.

Zgodziła się na jego propozycję. To dobrze. Będzie czuła się komfortowo, że ma męskie wsparcie obok, w dodatku doświadczonego byłego aurora, a on zapewnienie, że pieniądze trafią do ich skrytki.

- Dostosuję się do Pani.
Zapewnił. Ale dla pewności, sięgnął jeszcze do swojej torby i wyjął z niej notes, z przyrządem do pisania. Położył na stoliku i otworzył, na stronie, gdzie miał już wcześniej zapisane umowy z Delacour, dopisując sobie termin i cel kolejnego spotkania, że miał dotyczyć już jedynie odbioru zapłaty.

Kobieta miała czas, aby pomyśleć ale również było widać, że musiała zajrzeć do swojego notesu. Być może w upewnieniu, czy nie ma pacjentów? Albo innych planów.

- Pasuje.
Zaznaczył sobie, aby tego dnia o tej przed południowej porze, niczego nie mieć w planie. Zostanie już tylko skompletowane zamówienie i umowę przekazać bratu i niech tworzy dzieła cuda, aby ich klientka była zadowolona.

Sprawy teraz mieli już dopięte. Zamknął notes, położył na nim długopis, dość równo. Miał swoje spaczenie układania wszystkiego idealnie nawet na stole.
Spojrzał na Camille.

- Chciałbym się o coś zapytać. Wspomniała Pani, że jest uzdrowicielką. Czy można wiedzieć, w jakiej specjalizacji?
Zapytał. Zaryzykował? Informacja może się przydać, na wypadek jakiejś nagłej potrzeby kontaktu z uzdrowicielem o pewnej specjalizacji. Akurat żyją w trudnych czasach, gdzie być może każda znajomość i pomoc może być potrzebna.
Jeżeli Camille nie czuła się w obowiązku mu o tym mówić, dzielić, zrozumie. Nie uważał, aby pytaniem robił coś złego. Jak to mówią, kto pyta, nie błądzi.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
14.03.2024, 20:47  ✶  
W tej kwestii by się dogadali. Camille być może nie była jego bliźniakiem, ale również w jej otoczeniu wszystko musiało być idealne. Idealnie ułożone, idealnie czyste. Na toaletce nie mogło być ani drobinki kurzu, kieliszki w witrynie musiały być ułożone w idealnych odstępach. Biżuteria musiała być nieskazitelnie czysta, a łóżko idealnie zasłane, bez zagnieceń. I nawet jeśli to wszystko było już zrobione, to Delacour snuła się po mieszkaniu, poprawiając idealne. Być może nie wyglądała na taką, gdy spotykali się w miejscu publicznym - na jej szczęście.

Gdy powiedział, że chce jeszcze o coś zapytać, przeniosła na niego zaskoczone spojrzenie. Ach, więc o to mu chodziło. Delacour skinęła lekko głową.
- Zgadza się. Specjalizacja urazy pozaklęciowe i leczenie klątw. Zajmuję się między innymi ich łamaniem, nie tylko leczeniem skutków - powiedziała, sięgając po kieliszek wyćwiczonym ruchem. - Od... Zdecydowanie zbyt wielu lat, by się przyznawać, panie Richardzie, ale starczy wiedzieć, że dość długo.
Mrugnęła do niego z wesołością. W przeciwieństwie do jej matki, wiek nie stanowił dla niej jakiegoś dużego powodu do wstydu. Zwłaszcza że nie wyglądała staro. Ale na pewno zdecydowanie zbyt długo pracowała w jednym miejscu i musiała już myśleć o tym, by ruszyć dalej. Nie żeby myślała o tym, by porzucić Munga, ale... Czas było zrobić w końcu ten jeden krok, by wspiąć się wyżej i sięgnąć po coś więcej. Po coś bardziej ambitnego, niż zwykłe leczenie czarodziejów. Miała kilka opcji, żadnej jednak jeszcze nie wybrała. Być może niedługo to zrobi, ale Delacour była profesjonalistką. Chciała mieć pewność, że sprosta przede wszystkim swoim oczekiwaniom i wymaganiom, które przed sobą stawiała. A te były ogromne.
- Pracuję w Mungu, ale oprócz tego przyjmuję pacjentów prywatnie. Szczególnie dość paskudne przypadki, w przypadku których wiele innych metod zawiodło. Albo takie, w których liczy się przede wszystkim czas, bo niewielu nas jest, a czas oczekiwania może być dla kogoś sprawą życia lub śmierci - nie robiła niczego nielegalnego. Po prostu oferowała za wyższą cenę krótszy czas oczekiwania. To nie zbrodnia.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#14
16.03.2024, 23:26  ✶  

U Richarda owe spaczenie czystości, idealności, układania wszystkiego równo wywołane było presją wychowania rodzicielskiego. Zostało mu to po dziś dzień, co widać jak obecnie. Nie wyleczył się z tego i tak mu już pewnie zostanie do końca życia. Przywykł do tego, co stało się już jedną z cech charakterystycznych w jego osobie.

Zapytał Camillę o specjalizację leczenia, choć nie musiał, ale z jednej strony był ciekaw, w czym kobieta jest dobra. Z drugiej, kto wie czy w przyszłości nie będzie potrzebna jej pomoc. Oby nie, ale kontaktów i wiedzy nigdy za wiele.

Upił kolejny łyk kawy, słuchając odpowiedzi. ”Leczenie klątw... Szlag.” – przeszło mu prze myśl. Choć tego nie okazał po sobie. Przeklął w myślach na fakt, że jego brat nie może jawnie z tą klątwą się obnosić i nawet niewtajemniczone osoby nie powinny być informowane, o jej specyfice i samym rodzaju istnienia. Gdyby okoliczności i sytuacja były inne, Delacour mogłaby dokonać przebadania jej? "Pieprzona sprawa, której nie mogę z nią poruszyć." - wewnętrzne zastanowienia. Ale to, zostawił po prostu dla siebie. A tak chciałby pomóc bratu. Pozbyć się tego świństwa, gdzie i tak pozostaje czekać, aż zostanie zdjęta przez założyciela.

- Bardzo dobry kierunek.
Pochwalił jej decyzję. Tacy uzdrowiciele byli najczęściej potrzebni osobom, z problemami urazów pozaklęciowych czy z klątwami. Co wyjaśniało ostatnie pilne zamówienia na świece, po wydarzeniach z Beltame.
- Rozumiem. Uzdrowiciele są potrzebni. Zwłaszcza na tle ostatnich wydarzeń.
Przyznał, choć nie planował w sumie drążyć tematu. Posłał jej lekki uśmiech, sięgając znów łyk kawy, jakby chciał ją powoli dopić. I zwinąć się już z tego spotkania. Gorzka kawa równoważyła mu słodycz wychodzącą od Delacour, przez te kobiece perfumy. Nie był pewny ile wytrzyma, ale skoro wszystko mieli już dopełnione, to można kończyć? Odstawił filiżankę i zabrał się za schowanie notesu oraz długopisu do swojej podręcznej torby.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#15
17.03.2024, 09:58  ✶  
Posłała mu delikatny uśmiech i kiwnęła głową. Nie musiała dziękować, chociaż te słowa były miłe. Milsze niż te, które zwykle słyszała od rodziców. Bo chociaż ją wykorzystywali ile wlezie, to rzadko kiedy otrzymywała od nich pochwały. Przyzwyczaiła się, nie brakowało jej tego, co nie zmieniało faktu, że było to miłe uczucie. W międzyczasie Delacour odstawiła kieliszek z niedopitym winem, tak jak ostatnio. Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać - widziała, że Richard zbiera się do wyjścia.
- Jak zwykle to była czysta przyjemność, panie Richardzie. Do zobaczenia niedługo, będę czekać pod Gringottem - wstała, wcześniej chowając długopis i swój notes do torebki. Przewiesiła ją przez ramię i skinęła Mulciberowi głową po raz kolejny. Gest był okraszony lekkim uśmiechem, tak jakby on nigdy nie schodził kobiecie z ust. Camille opuściła restaurację, bo przecież tak jak mówiła Richardowi: bywały dni, kiedy była zajęta. W zasadzie to te dni przeważały. Ten nie był wyjątkiem. Umowę podpisali, umówili się na płatność, nie było sensu by oboje jeszcze tu siedzieli. A ona mogła wrócić do domu, przebrać się, chwilę odpocząć i pójść do "gabinetu" na Pokątnej, który współdzieliła z koleżanką. Będzie musiała niedługo pomyśleć o czymś własnym, lecz... Odkładała to w czasie. Żeby utrzymać takie miejsce, potrzeba było pieniędzy, a jej doba nie była z gumy. Nie była pewna, czy dałaby radę wcisnąć kolejnych pacjentów między tych, których już miała, no i tych w szpitalu.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (2656), Richard Mulciber (2470)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa