• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[01.07.72] Other drugs just don't fit us right

[01.07.72] Other drugs just don't fit us right
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#1
25.03.2024, 00:53  ✶  

Jak dobrze, że Limbo nie odebrało mu nic więcej, niż wolności. Chociaż tą kochał najbardziej, to skoczyłby ze szczytu London Bridge, gdyby stracił możliwość upajania się na różne sposoby. W wieczór taki jak ten, ubóstwiał dorobek kulturowy swojej rodziny i winiarskie tradycje przywiezione przez pierwszych Lestrangów z Francji. Czy to nie wspaniała rzecz, mieć na terenie własnej posesji, winną piwniczkę z najprawdziwszymi skarbami? Właściwie to coś więcej, niż sama sztuka, bowiem wino dawało coś więcej, niż efekt wizualny, czy słuchowy. Działało przede wszystkim na doznania smakowe, nie wspominając już o wspaniałych aromatach, a co najważniejsze, świat stawał się jakiś taki bardziej przystępny, przynajmniej tak już w drugiej połowie butelki.

Potrzebował się w końcu nieco znieczulić, przynajmniej po tej emocjonalnej przejażdżce błędnym rycerzem, jaki zaserwowała mu Cynthia. Niby miało się jakoś ułożyć, coś wyklarować. Tak sądził, a raczej obstawiał, że po tych wszystkich rytuałach miłosnych, niektóre rzeczy staną się prostsze z uwagi na jaką próbę zostały wystawione. A zmieniło się tylko tyle, że dowiedział, iż nie jest jedyny w kolejce po serce panny Flint. Z jednej strony, tej rozsądniejszej dobrze się stało, że nie dowiedział się kim jest ten drugi, z drugiej miał ochotę połknąć pięść ze złości. Dla niego byłoby to o wiele łatwiejsze, pójść i wywołać piekiełko, wpakować się w kłopoty, spędzić noc w areszcie, niż zostać sam na sam ze swoimi emocjami.

Dlatego, żeby jakoś to odreagować postanowił, że pierwszy dzień lipcowy będzie idealnym do degustacji win. Dlatego już po obiedzie kazał sobie przygotować w piwniczce, bo tam przynajmniej temperatura była dla niego znośna, zastawiony stolik z krzesłami, dobrą płytę gramofonową i deskę serów, gdzie jeden śmierdział bardziej od drugiego. Był mniej więcej w połowie butelki, kiedy zaczęło mu się nudzić w oczekiwaniu na swoją towarzyszkę wieczoru. Château Pétrus o głęboko rubinowym kolorze, w bukiecie wybijają się bardziej aromaty jeżyn, fiołków, mirtu i drzewa cedrowego, a w tle odrobina tytoniu. Dzień wcześniej przyłapał nowo zatrudnionego w rezydencji, młodego skrzata z przypinką Zjednoczonych z Puddlemere. Musiał być nowy na kuchni, inaczej wiedziałby, że pod tym dachem komu jak komu, ale granatowym nie wypada kibicować. Szczególnie drażniło to Louvaina, który jako ex zawodnik Srok, nienawidził ich z natury.

Właśnie dlatego ten sam skrzat zmuszony został do trzymania większej od niego samego, drewnianej tablicy z wizerunkiem pewnego romskiego jasnowidza, zamkniętego w kilku kręgach z naniesioną na nich punktacją. - No nie trzęś że się tak, bo zaraz trafię ci w łeb, pokrako! - zrugał skrzata, podirytowany kolejnym nietrafionym rzutem noża do sera w tablicę. Ściągnął z siebie marynarkę, a nawet ciemną koszulę, która tylko krępowała mu ruchy przy zamachach nożami do celu, zostając tylko w czarnym bezrękawniku. Właściwie to nawet dobrze się teraz bawił, kiedy mógł zagrać sobie kosztem kogoś słabszego, to nawet dodawało całości pewnego uroku. Resztę skrzatów zagonił do pilnowania swoich obowiązków no i wyczekiwaniu specjalnego gościa, tak aby pannę Black od razu przyprowadziły do niego, do piwniczki.

Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#2
25.03.2024, 11:16  ✶  

Lipcowe powietrze było lepkie i gęste. Duchota nie pomagała w egzystencji. Zdecydowanie dużo bardziej lubiła wiosenne, czy jesienne dni. Pozostawało to przetrwać, wyczekiwać lepszych dni. Na szczęście nie musiała pracować, mogła spędzić ten lipcowy wieczór w całkiem miłym towarzystwie. Jej ukochany kuzyn potrzebował pomocy, oczywiście, że ją od niej dostanie. Nie umiała mu odmawiać, do tego bardzo chętnie spędzała czas w jego towarzystwie, bo najzwyczajniej w świecie go lubiła. Louvain nie był nudny, wiedziała, że będą się razem dobrze bawić. Tego potrzebowała, bo ostatnio jej życie nie było takie idealne, jakby tego chciała. Spowodowało to chęć zwalczenia tych pozorów, które wokół siebie kreowała, miała zamiar popłynąć, dać się ponieść, zerwać tę otoczkę, która zaczęła jej przeszkadzać. Lou wydawał się idealną osobą do realizacji tego planu.

Pojawiła się przed drzwiami mieszkania kuzyna o umówionej godzinie. Trixie nie znosiła się spóźniać, wiedziała, że to niegrzeczne dlatego szanowała swój czas i innych. Zastukała do drzwi, w których pojawił się skrzat. Ubrana w czarną sukienkę prezentowała się dobrze, jak zawsze, wygląd był dla niej dosyć istotną sprawą. Lubiła, kiedy inni się jej przyglądali, kiedy ich wzrok ją przeszywał, sprawiało jej to przyjemność, szczególnie, że mało kto miał odwagę się do niej odzewać.

Podążała za skrzatem, w dłoni trzymała butelkę czerwonego wina, bo nie wypadało pojawić się tutaj z pustymi rękoma. Nie miała pojęcia, czy sprzedawca nie wcisnął jej jakiegoś bubla, bo nie znała się zupełnie na alkoholu, ostatnio dopiero zaczynała zauważać jego całkiem przyjemne działanie, którego dotąd nie doceniała.

Znaleźli się w piwnicy, w której to zaszył się jej kuzyn. Całkiem urocze miejsce. Weszła do pomieszczenia, jakby to było całkiem normalne, nie wiedzieć czemu śmierciożercy upodobali sobie właśnie piwnice, może miały jakiś specjalny urok? Kto ich tam wiedział.

Znalazła się w pomieszczeniu w idealnym momencie. Lou właśnie rzucał nożem w skrzata, który trząsł się ze strachu. Zabawne. - Czymże ci zawinił ten nieszczęśnik, wygląda jakby miał umrzeć ze strachu. - Skomentowała jeszcze. Wbrew pozorom Black miała szacunek do tych istot, bo wiedziała, że są bardzo zżyte z czarodziejami, a ich pomoc mogła się przydać w najmniej oczekiwanym momencie. Była ciekawa, cóż takiego się wydarzyło, że stał się zabawką jej kuzyna.

- Mam nadzieję, że we mnie nie będziesz tym rzucał, chociaż to mogłoby być całkiem zabawne. - Dodała jeszcze, po czym weszła do środka pomieszczenia i zbliżyła się do Lou. Wypadało się odpowiednio przywitać. - Drobny prezent, mam nadzieję, że będzie dobre, bo jak nie to dorwę tego, który mi je wcisnął i skrócę o głowę. - Wręczyła Lou butelkę Cabernet Sauvignon, a później przytuliła się do niego na przywitanie.

- Całkiem ładnie się tu urządziłeś. - Skomentowała jeszcze, kiedy omiotła pomieszczenie wzrokiem.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#3
02.04.2024, 00:31  ✶  

On również nie przepadał za latem, w szczególności jego blada cera, która cierpiała od promieni słonecznych. Między innymi dlatego często w upalne dni chodził w pełni zakryty. Jednak tego lata wręcz nienawidził upałów, dlatego z domu wychodził kiedy tylko rzeczywiście musiał. To przez to całe, jebane, bycie Zimnym. Różnica temperatur powietrza, oraz jego ciała, sprawiała mu niemożliwy dyskomfort, dlatego z domu wychodził jeśli było to bardzo konieczne. Najlepiej czuł się w pomieszczeniach gdzie temperatura była zbliżona do jego, wtedy przynajmniej czuł się nieco lepiej, niż normalnie, stąd ta winna piwniczka na terenie rezydencji Lestrange i podobne jej miejsca.

- Trixi! - odwrócił się jak na znak i zawołał uradowany, kiedy tylko usłyszał jej znajomy głos. I w tym samym momencie, kiedy na nią spojrzał, ten krótki uśmiech radości zniknął, a e jego miejsce pojawiło się zdziwienie. Zmarszczył brwi, a usta mimowolnie otworzyły z osłupienia. Być może trochę przyaktorzył, nieco pobudzony wypitym już winem, ale lustrując kuzynkę spojrzeniem od góry do dołu, przetarł oczy jakby nie dowierzał temu co widzi. - Od kiedy zaczęłaś pracę jako modelka? - dorzucił w końcu kiedy podeszła bliżej. Ewidentnie Louvain miał dzisiaj znakomity nastrój.

Kiedy Bellatrix dopytała o trzęsącą się ze strachu skrzacią osikę, przerzucił na moment wzrok z niej na ofiarę swojej brutalnej zabawy. Kiedy tak mu się teraz przyjrzał, to faktycznie minę miał przynajmniej zaniepokojoną. Louvain również miał szacunek do skrzatów, ale wyłącznie do tych, które wyznawały właściwie poglądy i od lat służyły jego rodowi, lub tym zaprzyjaźnionym. Całą resztę traktował z dystansem, nie wchodząc w zbyt ścisłe relacje, a ten tutaj był niewielkim odstępem od reguły. - Testuję tylko nowe metody wychowawcze... - uśmiechnął się szyderczo. Machnął różdżką i zaklęciem translokacji przywołał do siebie wbite w tablice noże, która zgrabnie wylądowały mu w ręce. - Nooo, przyznaj się pani co zrobiłeś! - zawołał do skrzata, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Tamten westchnął ciężko i najpierw jęknął coś niezrozumiale pod nosem. - Nie znam się na sporcie i kibicowałem najgorszej drużynie... . Poprawił się w końcu i wciąż trzymając tablicę wysoko nad głową, odpowiedział ze spuszczoną głową.

Louvain na to zdanie rozłożył ręce niby rozczarowany, wykrzywiając usta w płaski uśmiech niezadowolenia. - W życiu bym nie śmiał, ale jeśli chcesz możesz spróbować. To całkiem zabawne jeśli na tarczy widzisz mordę którą normalnie najchętniej utopiłabyś w Tamizie. Oczyszcza głowę, naprawdę. - odpowiedział, uśmiechając się zadziornie. Potem odebrał upominek od kuzynki zerkając na etykietę butelki. - Ojej, przecież nie trzeba było. - odrzucił drobną skromnością, jeszcze przez moment oglądając prezent od Trixi. Odwzajemnił jej uścisk na powitanie, rzecz jasna. - Cokolwiek by to nie było, w naszej, rodowej piwnicze są skarby, których nie serwują nawet w najdroższych lokalach na Pokątnej, oj uwierz. - odparł na tyle pruderyjnie ile mógł sobie pozwolić. Odstawił butelkę od kuzynki gdzieś na bok, bo choć to miły gest, to tutaj mieli do dyspozycji nawet takie pozycje, które nie były dostępne w sprzedaży detaliczne. - Ale to dobrze się składa, skoro masz być w przyszłości w naszej rodzinie, powinnaś coś wiedzieć o winach, przynajmniej skosztować. Odstąpił na moment od towarzyszki rozmowy, by wrócić do stolika z butelką Château Pétrus. Chwycił za drugi, wcześniej przygotowany kieliszek na długiej nóżce. - Tak właściwie to nie przypominam sobie bym miał okazję, napić się z Tobą wcześniej... nadróbmy więc. - uśmiechnął się, puszczając niewinne oczko do kuzynki. Najpierw przecierając kieliszek białym materiałem ściereczki od wewnątrz i zewnątrz, by ten idealnie mienił się w świetle zapalonych lamp, dopiero potem nachylił się nad nim z otwartą butelką, by uzupełnić ją winem, a ścierkę przerzucił sobie przez ramię, niczym sommelier. Z tak przygotowanym kieliszkiem wina, dopiero wrócił do Belli, wręczając jej trunek do rąk własnych. - Nasze zdrowie i śmierć mugolakom. Szkło zabrzęczało kiedy stuknął swoim o brzeg kieliszka Trixi, śmiejąc się pod nosem z tak zgrabnego toastu, by potem wypić dość szybkim ruchem całą zawartość swojej porcji. Jak to było, że każdy kieliszek smakował jeszcze lepiej od poprzedniego?

Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#4
02.04.2024, 18:39  ✶  

Na ich nieszczęście lato dopiero się rozpoczęło, będą musieli się jeszcze trochę przemęczyć, pozostawało jedynie niczym te ćmy wychodzić, gdy słońce zacznie chować się za horyzontem. W tym okresie była wyjątkowo wdzięczna za papierkową robotę, mogła jakoś przetrwać ten okropny okres.

Poczuła na sobie jego spojrzenie, zauważyła początkową radość, która zamieniła się w zdziwienie. Uśmiechnęła się słysząc komentarz, bo jak każdy była łasa na komplementy. - Jestem za niska na modelkę. - Dodała jedynie lekkim tonem. Wiedziała, że jest urodziwa, ale niestety należała też do tych bardziej karłowatych istot.

Widziała, że humor mu dopisuje, pewnie było to spowodowane alkoholem, który w siebie wlał, ale nie obchodziło jej nawet jakoś specjalnie, jaki był powód, grunt, że się dobrze bawił. Miło go było widzieć w takim wspaniałym nastroju.

Przeniosła ponownie wzrok na skrzata, przyglądała mu się przez dłuższą chwilę. Może nie powinna była tego komentować, ale nie byłaby sobą, gdyby ugryzła się w język. Zaśmiała się cicho słysząc słowa skrzata, to wiele wyjaśniało. Nie, żeby Bellatrix jakoś specjalnie znała się na sporcie, ale rozumiała teraz podejście kuzyna, miała świadomość, że dla niego quidditch był bardzo istotny, to wiele wyjaśniało.

- Mam nadzieję, że te twoje metody wychowawcze przyniosą sukces, daj znać, czy zadziałało, a może sama skorzystam z podobnych. - Jeśli nie na skrzacie, to na jakimś człowieku, w końcu skoro sprawdziłyby się na tej istocie to dlaczego by nie przetestować ich na kimś innym.

- Nie prościej utopić osobę ze zdjęcia? To powinno przynieść stałe ukojenie, a nie tylko chwilowe. - W końcu po co się rozdrabniać, jedna śmierć w tą, czy w drugą stronę nie powinna zrobić na nich wrażenia, szczególnie, że nie miała pojęcia, kogo twarz widniała na tym zdjęciu, więc najprawdopodobniej nie był to nikt istotny.

- Wierzę, ale chciałam być miła, matka zawsze powtarzała, że wypadałoby przynosić ze sobą jakiś drobny podarunek, więc masz, możemy się tym upić, nawet jeśli smakuje okropnie, w końcu chyba najważniejsze jest to, żeby szumiało w głowie. - Oczywiście liczyła na to, że nie kupiła szajsu, ale nie znała się wcale na winach, nie była koneserem, przynajmniej jak na razie. Może wreszcie się to zmieni.

- Mam, albo nie mam mój drogi, to chyba nie do końca aktualna sprawa. - Dodała lekko, jakby nigdy nic. Sama właściwie nie była pewna na czym stoi, ale jakoś specjalnie jej to nie ruszało. Najwyżej zaliczy skandal towarzyski, nic wielkiego, czyż nie?

- Zapewne nie miałeś okazji, bo wcześniej piłam bardzo rzadko, teraz jednak trochę się zmieniło. - Obserwowała uważnie kuzyna, który na moment się oddalił, aby przygotować dla niej kieliszek. Widziała, jak dba o każdy, najdrobniejszy szczegół, jakby to picie było jakieś szczególne, wyjątkowe; zabawne, bo przecież był to tylko alkohol, co za różnica, czy pili drogie wino, czy jak menele upijaliby się gdzieś w tanim barze, czyż jedni i drudzy nie robili tego z podobnego powodu? Może wreszcie dostrzeże w tym jakąś różnicę, nikt w jej towarzystwie nigdy nie obchodził się w taki elegancki sposób z trunkami, widać, że Lou miał doświadczenie.

Przejęła od niego kieliszek. Zmierzyła wzrokiem jego zawartość, wyglądało całkiem atrakcyjnie, ciekawe, jak bardzo cierpkie będzie w smaku, a może wręcz przeciwnie? Nie miała pojęcia, czego się spodziewać.

Ich kieliszki zabrzęczały, był to znak, że można już skosztować ich zawartość. - Tak, śmierć mugolakom, to najważniejsze. - Zdrowie nie było szczególnie istotne, musieli wybić te wszystkie karaluchy, aby uwolnić ich świat od robactwa, które się po nim panoszyło. W przeciwieństwie do kuzyna ona upiła niewielki łyk alkoholu, w końcu był to dopiero jej pierwszy kieliszek. Musiała zacząć na spokojnie, bo jeszcze przypadkiem zalegnie w tej piwnicy, a tego chyba wolałaby uniknąć.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#5
07.04.2024, 20:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2024, 00:26 przez Louvain Lestrange.)  

- Może i niewielkiego wzrostu, ale za to ile wdzięku. Zresztą talentu też Ci wcale nie brakuje. - odrzucił na te jej skromności. I był w tym zupełnie szczery, bo miał zdecydowanie słabość do tej najczarniejszej perełki rodu Blacków. I nie był to przecież pierwszy raz kiedy obsypywał młodą komplementami, bo od dawna przynosiła dumy nie tylko swoim rodzicom, ale całemu rodowi, którego przez własną krew też czuł się częścią.

Uśmiechnął się pogodnie kiedy dostrzegł jak zaśmiała się nad przykrym, choć nie dla nich, losem skrzata. Chociaż sami Zjednoczeni to był tylko pretekst do upuszczenia swoich negatywnych emocji, które nagromadziły się przez ostatnich kilka tygodni. I wcale nie czuł się źle z tym, że znęcał się nad istotą słabszą od siebie, wręcz przeciwnie, widział w tym łatwy cel do upustu tego co w nim akurat jest zepsute. Z drugiej strony, ratowała go obecność Bellatrix, która podnosiła mu poczytalność samą obecnością.

- Sęk w tym, nie mogę, choćbym bardzo tego chciał. To nieco bardziej skomplikowane, niestety... - odparł, nieco spięty drapiąc się po tyle głowy. Nie bardzo chciał teraz wdawać się w szczegóły tego pokracznego mezaliansu, ale z jednym nie miał zamiaru się ukrywać. Tego jak wielką antypatią darzy tego łachmaniarza z taboru. Stąd te substytuty przemocy z rzucaniem nożami w tablicę.

- Oczywiście, masz rację. Upić możemy się czymkolwiek, ale czym byśmy się wtedy różnili od pariasu? Nawet takim kwestią jak picie alkoholu, właściwie zwłaszcza takim, wypada nam nadać właściwy ton i maniery. W końcu jesteśmy najlepsi, prawda? - odparł przeciągając nieco wypowiedź. Tak go zawsze w rezydencji uczyli, większość zwykłych spraw musiała odznaczać się górnolotnymi akcentami, by zaznaczyć jak to ważnym się jest. I kiedy był chłopaczkiem nienawidził tego okropnie, bo nudne to było, zmuszało do posłuszeństwa, czego nie cierpiał i pochłaniało więcej czasu, niż było warte. Ale dzisiaj, mógł się nieco zabawić tą formułą, przy okazji uspokoić sumienie, bo kiedy pił wino po wykonaniu wszystkich tych ceregieli, nie było to już upijanie, a degustacja winiarskiego rzemiosła. Bo upijać się mógł jakiś zawszony cygan przy drodze, a nie panisko takie jak Lestrange.

Potem ucichł nagle i zmarszczył brwi zaniepokojony. Nie spodobało mu się to co usłyszał, a kiedy spojrzał dokładniej na młodą Trixi dostrzegł w niej coś na cieć żalu. - Oho, wyczuwam problem... - odpowiedział półszeptem, niby do niej, ale też do samego siebie. Odłożył kieliszek na stolik, po czym odsunął krzesło dla kuzynki. - Siadaj i opowiadaj, zamieniam się w słuch. - dodał już nieco mniej rozochocony, a drobnym gestem zachęcił by spoczęła przy stole. Nie myślał o sobie jako o specjaliście od porad sercowych, nawet takiego amatora, ale nie będzie stał spokojnie i przyglądał się biernie, kiedy widział troskę na buźce Blackówny. Kiedy usiadła już, zrobił podobnie, ale po przeciwnej stronie. Przy okazji chwycił za butelkę i uzupełnił obojgu. Do pełna, o wiele więcej, niż zwyczaj sugerował przy tak zwanej degustacji. Tym razem nie przechylił jednak za mocno i za szybko, żeby mu się język nie zaplątał, kiedy miał zamiar zaraz pocieszać kuzynkę.

Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#6
10.04.2024, 20:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.04.2024, 20:44 przez Bellatrix Black.)  

Uśmiechnęła się zupełnie szczerze, nie wiedziała ile jest prawdy, w tym co mówi, a ile zwykłej uprzejmości, jednak komplementy zawsze były przyjemne, no i jednak wydawało jej się, że kto, jak kto, ale Lou zawsze był szczery. Miała wrażenie, że zawsze mówi to co myśli i raczej nie sięga po kłamstwo, przynajmniej nie w rozmowach z bliskimi, a uważała, że są sobie bliscy. Może i była od niego trochę młodsza, mniej doświadczona, jednak ciągle pozostawali rodziną, a więzy krwi były ważne, szczególnie pośród osób im podobnych, czystokrwistych. Sama bardzo ceniła sobie towarzystwo Lou, jego zaufanie, wiedziała, że może się do niego zwrócić w każdej sprawie, dobrze było mieć wokół siebie takie osoby, bo nigdy nie wiadomo, kiedy może przydać się ich pomoc. Trixie zresztą też w każdej chwili była gotowa spełniać jego prośby. Miała do niego sentyment. - Nie przesadzaj z tymi komplementami, bo moje ego urośnie jeszcze bardziej i stanę się nieznośna. - Dodała z uśmiechem na twarzy, bo można było o niej powiedzieć naprawdę wiele, ale na pewno nie to, że brakowało jej pewności siebie. Została wychowana, aby czuć poczucie wyższości nad większością społeczeństwa, czuła się lepsza, nie ma się co oszukiwać, a słowa kuzyna tylko ją w tym upewniały.

- Nie możesz? Pamiętaj, że możemy wszystko. - Dodała jeszcze, bo uważała, że nie warto się ograniczać, zdecydowanie lepiej spełniać swoje zachcianki, nawet jeśli w grę wchodziło zabójstwo. Nie zamierzała jednak ciągnąć go za język i wypytywać z czego wynikają te ograniczenia, najwyraźniej miał jakiś powód, może kiedyś zmieni zdanie i wybierze najprostsze, a zarazem najbardziej satysfakcjonujące rozwiązanie. Na pewno by mu wtedy ulżyło.

- Oczywiście, zgadzam się, muszę przyznać rację. Jak widać brak mi doświadczenia, mam nadzieję, że dzięki tobie go nieco nabiorę. Może dzięki temu w przyszłości będzie mi łatwiej dokonać wyboru. - Bardzo ważne było podkreślenie swojej wyższości, to fakt, kto jak kto, ale Lou o tym wiedział. Jego pewność siebie ją zachwycała, widać, że jego również wychowano w odpowiedni sposób. Byli pod tym względem do siebie bardzo podobni, świadomi tego, gdzie w tym świecie jest ich miejsce.

Usiadła wreszcie na krześle, które jej wysunął. Wyprostowała się niczym struna, chociaż nie było tu nikogo poza nimi, z przyzwyczajenia, zawsze, wszystko robiła idealnie. Usłyszała jego szept, problem, czy faktycznie był to problem? Tego nie wiedziała jeszcze sama. Coś się popsuło, tak, tego była pewna, ale czy był to problem? Może wręcz przeciwnie, lepiej teraz, niż po ślubie, zerwane zaręczyny były na pewno mniejszym skandalem od ewentualnego rozwodu. Póki co, sama nie do końca wiedziała, co powinna o tym wszystkim myśleć, ta sprawa trwała, nie dochodziło do żadnych wyjaśnień, nikt się nie określił, co chyba tylko jeszcze bardziej ją irytowało, bo chciałaby wiedzieć na czym stoi, jednak póki co zamierzała nieco się zdystansować, żeby ponownie nie doprowadzić do wielkiej kłótni.

Nie sądziła, że Lou był osobą, z którą powinna rozmawiać o takich sprawach, trochę jej było głupio? Z drugiej jednak strony, może mógłby jej pomóc, był facetem i najprawdopodobniej potrafiłby spojrzeć na wszystko inaczej. - Dowiedziałam się pewnych rzeczy, które nie do końca mi się spodobały, ale najwyraźniej nie mogę mieć na to wpływu. - Miała wrażenie, że jej narzeczony wybrał współpracownika, miał prawo, jednak ona nie znosiła być na drugim miejscu. - Co najbardziej mnie w tym wszystkim zirytowało, nazwał mnie słabą, rozumiesz? Mnie, słabą? - Nadal nie mogła wyprzeć tych słów ze swojego umysłu, wracały do niej niczym bumerang, bo była to chyba jedna z najgorszych obelg, jakie usłyszała.

Obserwowała Lou gdy nalewał wino do kieliszka, miało przepiękny kolor, kiedy skończył sięgnęła po kieliszek, zdawała sobie sprawę, że nalał dużo więcej, niż wypadało, jednak było to dobre posunięcie, bo potrzebowała alkoholu, szczególnie, kiedy rozmowa zeszła na takie niewygodne tematy. Upiła całkiem spory łyk wina, po czym przejechała językiem po ustach, żeby pozbyć się z nich ich smaku. Tak naprawdę to nie przepadała jakoś specjalnie za alkoholem.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#7
13.05.2024, 01:11  ✶  

Nic ponad, jak więzy krwi. Tak zawsze powtarzał mu ojciec, a on niczym misjonarz wiary w te słowa powtarzał je dalej światu. Chociaż Louvain bardziej starał przekazywać te maksymę w czynach, niż w samych słowach, tak jak zwykle robił to ojciec. Właściwie był wychowywany w atmosferze troski o własną bliźniaczkę, więc zarówno pochlebne słowa i gesty miał w naturze. Dlatego wcale nie musiał udawać ckliwie zachowawczego. Bez wskazywania palcem, ale kilka osób z bliskiej rodziny najchętniej wymieniłby na lepszy model, ale na pewno nie słodką Trixi. No bo umówmy się, śmierciożercza krówka była złotym dzieckiem ich pokolenia i gdyby miała tyle lat co on, to był pewien, że to Bellatrix byłaby na jego miejscu, po lewicy Czarnego Pana. Po prostu świat jeszcze nie zdążył się przekonać na co tak naprawdę stać młodą Blackównę.

Jednak odpuścił już z dalszych komplementów, co za dużo to niezdrowo. Tych jeszcze na pewno zdąży się jeszcze sporo nasłuchać w życiu. Bardzo go to cieszyło, kiedy bliscy z rodziny byli prawomyślni w tym znaczeniu, że byli przekonani o wyższości i wynikającej z niej własnej sprawczości. Dlatego zaśmiał się nad kieliszkiem wina, kiedy Bella zapewniła go, że przecież mogą wszystko. Było w tym coś podtrzymującego na duchu w tych słowach. Czasami rzeczywiście mógł o tym zapominać, zbyt często idąc z losem na kompromis. Pokiwał jedynie twierdząco głową, bo wytłumaczenie teraz kuzynce tego całego cyrku z jego siostrą i jej cygańskim narzeczonym było zbyt męczące. I tak prędzej, czy później znajdzie ostateczne rozwiązanie tej kwestii.

Za to mimowolny uśmieszek wkradł mu się na twarz, kiedy kątem oka przyglądał się ruchom i gestom swojej towarzyszki wieczoru. Znakomite maniery z dobrego domu cieszyły jego oko, a na dodatek wszystko okraszone wrodzoną gracją Trixi. Prawie mógłby się zakochać, gdyby nie nagła zmiana atmosfery. Zdecydowanie bardziej przejął się teraz tym co trapiło Bellę, niż własnymi problemami. Bolączki najbliższych zawsze były jego słabością.

Im bardziej wsłuchiwał się w jej słowa tym bardziej uśmiech zanikał na jego ustach. - Wiesz... Gdyby nie był to mój kuzyn, bez wahania doradziłbym Ci co powinnaś odpowiedzieć na zarzut słabości... - odpowiedział dość miękkim głosem z być może delikatnie sarkastycznym spojrzeniem. I faktycznie, ciężko było mu wprost powiedzieć, że najlepszą odpowiedzią na to kiedy ktoś nazwie cię słabym jest wpierdol. Mógł co najwyżej zasugerować. - Ale racja, nie miał prawa Cię tak nazywać. - dorzucił momentalnie. Mógł przypisać kuzynce przywarę, na upartego może z dwie, chociaż nigdy na głos, to nigdy nie powiedziałby, że jest słaba. Kiedy tylko widział, że panna Black upija łyk z kieliszka, on momentalnie uzupełniał zawartość, nie będzie jej przecież żałował wina. Z alkoholom zdecydowanie łatwiej rozmawiało się o takich sprawach. A skoro taka gęsta i czarna atmosfera zaczynała się tutaj powoli kreować, może warto było pójść w te nuty. Być może za chwilę znalazłby sposób jak przekonwertować te emocje, które widział na twarzy kuzynki. - Kiedy mnie ktoś tak nazywał, zawsze musiał to odszczekać. - z zadziornym uśmieszkiem zamierzał nieco sprowokować i podburzyć Trixi. Już dawno nie widział wkurzonej krówki.

Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#8
13.05.2024, 12:37  ✶  

Więzy krwi były najistotniejsze, wpajano to im od najmłodszych lat. Nie zamierzała szukać dziury w całym i udawać, że jest inaczej. Musieli trzymać się razem, wspierać, aby plugastwo nie rozprzestrzeniło się w ich świecie. To było ważne. Szczególnie przy tym, jak aktualnie wyglądał świat, niektóre rodziny o tym zapominały, to był początek ich upadku, oni nie mogli upaść, wręcz przeciwnie musieli rosnąć coraz silniejsi, szczególnie, że Czarny Pan wreszcie wziął si za porządkowanie pewnych spraw, musieli pomóc mu doprowadzić je do końca. Pozbyć się zarazy, zniszczyć ją, nikt nie rozumiał tego lepiej od nich, od wybranych, tych, w których magiczna krew płynęła od pokoleń.

Belle była na początku swojej drogi, jednak mimo młodego wieku angażowała się bardzo mocno w te wszystkie sprawy. Wierzyła, że Czarny Pan to doceni, że zauważy jej zaangażowanie. Zależało jej na jego aprobacie, mogłaby poświęcić wszystko, byle osiągnął sukces. Wierna niczym pies, gotowa przybiec na każde zawołanie. Co ideologia potrafiła robić z ludźmi, może było w tym coś więcej, z czasem zaczęła traktować to jako coś więcej, wydawało jej się, że obdarzyła Lorda Voldemorta dużo silniejszym uczuciem, chociaż głupio jej było się przed sobą przyznać do tak banalnych uczuć, jak chociażby miłość. Czy można pokochać kogoś kogo się za bardzo nie zna? Platoniczne, złudne uczucie, ale istniało, czy tego chciała, czy nie.

Zdecydowanie często sięgała po ten kieliszek z winem, wydawało jej się, że to ułatwi jej otworzenie się przed kuzynem. Nie przywykła do żalenia się komukolwiek na cokolwiek, więc było to dla niej coś zupełnie nowego. Szczególnie, że czuła, że została niesprawiedliwie potraktowana.

Zauważyła, że uśmiech zaczął niknąć z jego twarzy, to utwierdziło ją w tym, że jej reakcja była odpowiednia, nie przesadziła, dodało jej to również odwagi. - W tym jest właśnie problem, to twój kuzyn, jeden z naszych. - Dodała cicho, bo głównie ta myśl powodowała, że nie do końca wie, co powinna zrobić. Nie mogła pozwolić sobie na normalną reakcję, bo mogłoby to spowodować jakiś większy konflikt między rodzinami.

- Odszczekać? i co, zawsze się udawało? - Mógł zauważyć, jak zaciska mocniej drobne dłonie na szklanym kieliszku, wystarczyło dodać jeszcze odrobinę siły, a pęknął by jej w ręce. Mimo wszystko, panowała nad sobą póki co na tyle, żeby nie niszczyć szkła. - Byłam u niego później, na kolacji, tyle, że to chyba tylko pogorszyło sprawę, zdałam sobie sprawę, że nie chce mieć z nim nic wspólnego. - Powiedziała lekko, jakby to nie było nic istotnego, chociaż czuła ogromne rozczarowanie, bo jeszcze niedawno wierzyła w to, że będzie szczęśliwa z Rodolphusem, jak widać to wszystko mogło się bardzo szybko zmienić. - Na pewno nie zostanę jego żoną, tylko nie wiem, jak się z tego wyplątać. - Huczne zręczyny miały zwiastować huczny ślub - niedoczekanie.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#9
26.05.2024, 00:06  ✶  

Z kolei drugim ulubionym powiedzonkiem papy Lestrange, było to o praniu własnych brudów we własnym domu. Wiadomo, że w domostwach starych rodów, szczególnie tych bardziej konserwatywnych, nie było zawsze sielankowo. Właściwie to głównie panowała chłodna i posępna atmosfera. Trudno się dziwić skoro mało które małżeństwa były zawierane z miłości. I chociaż z obecnej perspektywy doskonale rozumiał skąd się brały takie praktyki, to nie potrafił ich szczerze zaaprobować. Louvain był po prostu zbyt wygodny, by pakować się w aranżowane małżeństwo, nawet jeśli takie już nad nim wisiało. Dlatego też nie zamierzał powielać tych nieprzyjemnych zabiegów i wciskać Trixi te samą gadkę, którą mogli już nie raz słyszeć od swoich rodziców.

- Nie zawsze, ale rzadko który chciał potem to powtórzyć drugi raz. - odrzucił mrużąc delikatnie oczy nad kieliszkiem. Nie wszystkich dało się tak prosto złamać, nie od kilku ciosów na mordę. Mimo wszystko za bezpodstawne wytykanie mu słabości, ci sami ludzie mogli liczyć na szybką demonstrację tego jaki jest słaby. Zresztą jemu nie trzeba było wiele powodów do zaczynania konfliktów. Można powiedzieć, że cały Hogwart przechodził z wielkim przyciskiem z tyłu głowy do wkurwienia go pod tytułem "Loretta to..". Nie trzeba było silić się na wyszukane obelgi i wyzwiska, wystarczyło zmyślić kilka rzeczy na temat jego siostry i gotowe. Konflikt gotowy.

- Przykro mi, że tak zostałaś potraktowana... - odparł, półszeptem widząc jak Trixi zaciskała palce na kieliszku wina. Odstawił na moment kieliszek i pochylił się w jej kierunku. Jedną rękę położył na jej kolanie, gładząc delikatnie wierzchem kciuka jej skórę, chcąc w ten sposób dodać jej trochę otuchy i zaznaczyć, że wspiera ją w tym wszystkim. Drugą ręką zaś zaczesał kosmyk ciemnych włosów za ucho w opiekuńczym geście. Nawet jeśli dla niego była to sytuacja między młotem, a kowadłem, bo z drugiej strony Rudolf był tak samo jego kuzynem, jak Bella jego kuzynką, to wciąż chciał być dla niej oparciem.

- Nie dziwię Ci się, że tak to czujesz...- dorzucił kiedy krówka stwierdziła, że nie zostanie żoną Rodolphus i nie chce mieć z nim nic wspólnego. - Myślę, że powiedział to, bo po prostu przestraszył się twojego temperamentu. - dorzucił błyskawicznie, z chytrym uśmieszkiem. Wrócił w końcu do swojego kieliszka, dopił do końca szybciutko, aż cierpki smak wina połaskotał go po podniebieniu. Wystarczyło tych drobnych czułych gestów, nie będą się przecież rozczulać nad jakimiś bredniami wyssanymi z palca. - Faceci potrafią byś paskudni jeśli czują, że kobieta ma dla nich zbyt silny charakter. Powiedział to tak lekko jakby w ogóle sam nie był facetem, uśmiechając się przy tym jak rasowa szelma. Podburzanie młodej kuzynki ciąg dalszy, chociaż wcale nie musiał kłamać. Wiedział to, bo sam był takim facetem w paru przypadkach, więc wiedział o czym mówi, chociaż tym niekoniecznie chciał się już chwalić. Jednak to były inne kobiety, mniej ważne, dla słodkiej Trixi przecież należało się wszystko co najlepsze, nawet życiowe porady.


Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#10
27.05.2024, 18:53  ✶  

Może i nie powinna się z nim dzielić swoimi rozterkami. Miała jednak potrzebę się komuś wygadać, bo okropnie ją to męczyło. Nie chciała podążać utartymi schematami, robić coś wbrew sobie, znała Lou na tyle, że wiedziała, że nie będzie próbował wciskać jej kłamstwa. To, co powie, będzie faktycznie tym, co myśli o tej sytuacji, nie spróbuje jej uspokajać, nie będzie wmawiał, że histeryzuje. Przynajmniej tak zakładała, bo mogło przecież wyjść różnie, mógł specjalnie ją podpuszczać, chociaż ufała mu na tyle, że tych myśli bardzo szybko się wyzybyła.

- To brzmi jak sukces. - Chciałaby potrafić stwarzać taką aurę, miała wrażenie, że z racji na swój dosyć młody wiek często nie jest traktowana poważnie, strasznie jej to ciążyło. Nie chciała być odbierana w ten sposób. Niestety póki co nie miała za bardzo pola manewru, wierzyła jednak, że już niedługo się to zmieni, kiedy pokaże wszystkim niedowiarkom swoją siłę.

Obecność Lou ją uspokajała. Potrafił powiedzieć jej to, co chciała usłyszeć, może nie była to odpowiednia metoda na dłuższą metę, jednak najważniejsze, że teraz działała. Czuła się zaopiekowana, nie wyśmiał jej problemu, a dał wsparcie, którego potrzebowała. Potrafił ją sobie owinąć wokół palca, mogłaby spijać wszystkie słowa padające z jego ust i wpatrywać się w niego jak zaczarowana.

- Twoje wsparcie jest nieocenione. - Powiedziała cicho, kiedy poczuła jego palce na swojej skórze. Dbał o nią, to było niezaprzeczalne. Tylko nadal nie do końca wiedziała, jak wybrnąć z tej całej sytuacji, miała wrażenie, że tkwiła w klatce i nie było z niej wyjścia, czego by nie zrobiła to wyjdzie na tym niekorzystnie. Miała się męczyć całe życie, czy przeżyć skandal? To mogłoby zaszkodzić relacji ich rodzin, które przecież zawsze się przeplatały, nie chciałaby, żeby ten sojusz się zachwiał przez jej zachowanie. Nie tędy droga.

Uśmiechnęła się szeroko, wystraszenie się temperamentu brzmiało, jak coś, co wzbudzało w niej dumę. Wiedziała, że jest trudna do okiełznania, ma zawsze swoje zdanie i potrafi dostać to czego chce, choćby miała zmierzać do celu po trupach, czy jednak Rodolphus z tego powodu ją tak potraktował? Powątpiewała. Mimo wszystko, tych słów przyjemnie się słuchało.

- Mniejsza o to, właściwie to w liście wspomniałeś o tym, że potrzebujesz mojej pomocy. - Dopiła zawartość swojego kieliszka. Dość już rozczulania się nad jej smutnym losem. Nie znosiła się nad sobą pastwić.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bellatrix Black (3555), Louvain Lestrange (3749)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa