25 czerwca 1972
Kamienica Mulciberów, Robert & Stanley & Anthony
Nie bardzo wiedział, w jaki sposób się za to zabrać. Nie do końca też rozumiał, dlaczego właściwie coś takiego robił. Wyglądało na to, że dość mocno wpłynęła na niego jedna z ostatnich rozmów, które odbył z bratem. Tych dłuższych. Tych poważniejszych. Dających po wszystkim do myślenia.
Zmuszających do tego, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie: czego chcesz?
Odpowiednio wcześniej kazał się wszystkim zająć. Wysprzątać cały dom. Starał się na to dobrze przygotować. Tak jak należało. Po prawdzie, to poświęcił temu naprawdę dużo czasu. Może z tego względu, że w rzeczywistości mu na tym zależało? Tylko zwyczajnie, tak po Robertowemu, nie potrafił się do tego przyznać.
Właśnie przed samym sobą.
Z prośbą o spotkanie, zwrócił się do niego odpowiednio wcześniej. Dał mu przy tym dość czasu na podjęcie decyzji. Wyraźnie też zaznaczył w liście, że tym razem miałoby to się odbyć w innym miejscu. Podał adres, który nie miał nic wspólnego z Nokturnem. Ani też Magicznym Londynem. Była to zupełnie inna część miasta. I w zasadzie na tym zamierzał skończyć. Przynajmniej do momentu, kiedy w głowie zaświtała mu myśl, że to może zwyczajnie... cóż, nie wypalić.
A skoro mogło się nie udać, to trzeba było cały plan przebudować.
I tutaj właśnie pojawia się Anthony. Dokładnie ten Anthony, którego ledwie kilka miesięcy wcześniej sam wprowadził do organizacji; którego znał. I wiedział też, że ten znał Stanleya. Razem się przecież wychowali.
Niczego nie zdradzając obydwu Borginom, każdemu z nich wysłał osobne listy. Zawarł w nich prośbę o spotkanie. Podał różne godziny. Różniące się od siebie nieznacznie. Wskazał też adres, pod którym znajdywała się rodzinna kamienica. Jedna jedyna, pośród licznych, mugolskich budowli. Można było się zastanawiać, dlaczego takie właśnie miejsce Mulciberowie dla siebie wybrali.
Sam Robert nie potrafił tego zrozumieć do końca.
Na ich pojawienie się czekał odpowiednio wcześniej. Dał sobie trochę zapasu, jeśli chodzi o czas. Starał się pamiętać o tym, w jaki sposób wszystko zaplanował. Krok po kroku. Szczegół po szczególe. Bo przecież było możliwym, żeby całość potoczyła się zgodnie z tym planem. Z oczekiwaniami Roberta. Nic nie mogło pójść nie tak. Zupełnie na opak.
Miejsce, w którym się znajdywał, było przestronnym salonem. Wyjątkowo jasnym. Mimo całej swojej niechęci, Mulciber postanowił odsłonić okna wychodzące bezpośrednio na mugolski park. Nie robił tego często. W zasadzie, to prawie wcale. Umeblowany dość prosto. Pełny rodzinnych pamiątek. Obrazów, o których Robert wspominał przy jednym ze wcześniejszych spotkań.