• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [10.08.72] Szaleństwo Windermere. Zatruta woda

[10.08.72] Szaleństwo Windermere. Zatruta woda
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#1
21.04.2024, 22:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 22:55 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic IV
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka

Czy to za sprawą plotek o tym, że w nocy zaginął jeden ze wczasowiczów, czy przez przysłanych na miejsce hipnotyzerów, czy też przez innych pracowników Ministerstwa Magii, ale rankiem niemal wszyscy mugole, którzy dotychczas przebywali w Ośrodku Windermere postanowili wyjechać. Właściciel – ten na pewno był pod wpływem zaklęć – na drzwiach recepcji wywiesił kartkę o braku wolnych miejsc, a potem pojechał do Carlisle, by korzystając z przewodnika turystycznego (dokładnie tego samego, który namiętnie wciskał turystom), obejrzeć wszystkie miejscowe atrakcje.
Przynajmniej w teorii więc, czarodzieje i czarownice mieli Ośrodek Windermere tylko dla siebie. W świetle dnia mogli jawnie rozpocząć poszukiwania zaginionego Owena Bagshota oraz nieumarłych, o których pisał w wiadomości przesłanej do Ministerstwa Magii.

*

Ranek uwypuklił wszystko to, co skrywała noc. Ośrodek Windermere należał raczej do tych starych i powoli już zaczynał potrzebować remontu. Domki letniskowe wyglądały na czyste i schludne. Ich elewacje były, co prawda trochę obdrapane, ale nie na tyle by to odstraszało potencjalnych wczasowiczów. Zresztą, w środku pozostawały urządzone eklektycznie i każdy miał swoją, działającą łazienkę. Poza tym, regularnie je sprzątano, wymieniano w nich również ręczniki i pościel. Nawet z unoszącym się w powietrzu zapachem stęchlizny i wilgoci radzono sobie za sprawą odświeżacza powietrza.
Na zewnątrz trawa rosła bujnie i wyglądała na wygrabioną. Usuwano z ziemi połamane gałęzie i przycinano krzewy. Połamane drzewka wzmacniano palikami. Wyznaczono specjalne strefy do gry w siatkówkę i w piłkę nożną. Na pierwszy rzut oka, nie widać było żadnych śmieci.
To miejsce w żaden sposób nie wyglądało na takie, które mogli nękać nieumarli.

*

Wysłano was, byście udali się na wyspę, którą widać było z przynależącego do Ośrodka Windermere molo. Wyspa nie była duża, ale pozostawała górzysta i porośnięta skarłowaciałymi drzewami. Ponoć właściciel rozmawiał o niej z Owenem Bagshotem – ten zaś wyrażał żywe zainteresowanie tym miejscem. Istniała niewielka szansa by historyk przepłynął ją wpław, ale może się tam aportował? Problem w tym, że od wczorajszego wieczoru na terenie ośrodka bardzo wadliwie działała teleportacja, więc nie mogliście skorzystać z tej metody.
Dla was pozostawały zacumowane przy brzegu łódki. Do przepłynięcia mieliście mniej więcej cztery, może pięć kilometrów.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Zasady sesji
Sesję rozpoczynacie na molo Ośrodka Windermere. Wybieracie sobie łódź (możecie wziąć dwie albo i trzy, jeśli macie taką fantazję) i musicie nią dopłynąć do wyspy a potem ją zbadać. Pomogą wam w tym 3 kości percepcyjnie oraz 1 kość specjalna dla Laurenta (oczywiście, rzucacie je bez spacji przed !).
Laurencie, proszę Cię byś się nie zamieniał w fokę i nie płynął sobie obok. Obiecuję ci, że twoje umiejętności jeszcze się przydadzą.
To, że z kości korzysta konkretna osoba, nie oznacza, że reszta postaci nie dostrzega tego, co ta kość niesie (uznajmy po prostu, że korzystająca postać widzi pierwsza, a reszta po niej).
Geraldine, od chwili, w której płyniecie łódką wyczuwasz, że w środku jeziora czai się coś agresywnego. I jest tego trochę.
! 1zatruta woda – Proszę, niech z tej kości skorzysta Perseus, gdy postacie znajdują się na molo.
! 2zatruta woda – Tę kość niech aktywuje Victoria, gdy postacie będą płynęły w stronę wyspy.
! 3 zatruta woda – Ta kość jest przeznaczona dla Esme, gdy postacie już wysiadają z łodzi.
! selkiewoda – jest to kość specjalna dla Laurenta Prewetta. Skorzystaj z niej po tym, jak zostanie aktywowana kość numer 3.

Na rozegranie sesji macie czas do 6.05.2024r. Gdyby któryś z graczy zniknął lub przestał wam odpisywać, możecie go pominąć.

Tutaj rzut na to, które postacie aktywują kości
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#2
21.04.2024, 23:17  ✶  
Dlaczego to zawsze muszą być żywe trupy?, myślał rozgoryczony, stąpając po drewnianym molo; starał się nie zwracać uwagi na skrzypnięcia desek pod jego stopami i - z pewnością zimną o tej porze - wodę pod nimi, bowiem za każdym razem, gdy w swych rozważaniach zahaczał o toń zamykającą się nad jego głową, żołądek natychmiast podchodził mu do gardła. W pewnym sensie czuł się mile połechtany faktem, że został wybrany jako członek grupy eksplorującej wyspę na jeziorze - on, zwykły magipsychiatra! Z drugiej strony, kiedy znalazł się na końcu molo i spojrzał na przymocowane doń łodzie, opuściła go cała pewność siebie.
Stał więc, ściskając dłoń na lasce i wpatrywał się przed siebie, pogrążony we własnych fatalistycznych wizjach teraźniejszości oraz najbliższej przyszłości. Tego ranka w ośrodku było cicho - sielsko wręcz, lecz dla Perseusa było w tej ciszy coś niepokojącego. To nie był spokój, jaki towarzyszy człowiekowi podczas zasłużonego urlopu. Przypominał raczej bezchmurne niebo przed burzą. Nagłe zniknięcie mugoli - w tym samego właściciela - uznał za zły omen, choć w tamtej chwili zapewne wszystkim innym było to bardzo na rękę.
Co myśleli inni, gdy widzieli go odzianego w czerń na samym końcu pomostu, ze wzrokiem utkwionym w skrzącej się w porannym słońcu tafli? Nie miało to żadnego znaczenia. Odwracał głowę tylko wtedy, kiedy na molo wkraczała nowa osoba - z każdą z nich witał się krótko. Najdłużej jego wzrok zawieszony był na Laurencie - ze względu na uczucie, jakie zapłonęło w nim przed kilkoma dniami - oraz na Esme, którego nie znał. Na widok Geraldine uśmiechnął się serdecznie, zaś spojrzenia Victorii nie był w stanie wytrzymać (miał wrażenie, że wiedziała, co stało się z niedobitkami z jej ogrodu po Beltane).
— Czy to już wszyscy? — zapytał wreszcie, a głos miał osobliwie ochrypły i nieco niższy niż zwykle; jakby udzielało mu się napięcie sytuacji.

!1zatrutawoda


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
21.04.2024, 23:17  ✶  
Na niebie wisi sierpniowe słońce. Jego promienie pobłyskują na tafli, drgają zachęcająco jak w tańcu. Jest ciepło i niemal bezwietrznie. Przycumowane do molo łodzie kołyszą się łagodnie pod naporem mikroskopijnych fal. Idealna pogoda by wykąpać się w czystej wodzie.
Najpierw w nos uderza cię nieprzyjemny, choć ledwo wyczuwalny, zapach zgnilizny. Potem dostrzegasz wzdęte rybie ciała unoszące się na wodzie. Bezładne i martwe dryfują w stronę brzegu. Truchła zaczepiają się o drewnianą podstawę molo, kołyszą się wokół łódek, ich martwe oczy są szeroko otwarte, zasnute mgłą. Ile ich widzisz? Siedem? Dziewięć? Dziewięć. Ale może być więcej. Coś niedobrego dzieje się w jeziorze.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
22.04.2024, 07:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2024, 07:19 przez Laurent Prewett.)  

Powinien być bardziej zdziwiony, że zwykłe wyrwanie się z rutyny codzienności opatrzone zostanie jakąś tragedią. Coś takiego jak wyrwanie się z codzienności przecież nie istniało.

Był pełnym odwagi człowiekiem, a jakże! Tak bardzo odważnym, że stawiał ostrożnie każdy krok zbliżając się do molo i widząc na nim Perseusa nad upiorną wodą. Tak odważny, że nawet nie podszedł. Zatrzymał się, a kiedy zobaczył Victorię, Geraldine i Esme - wtedy dopiero ulga rozpłynęła się po jego wnętrzu, uśmiechnął się do nich wdzięcznie i równie odważnie, przy ramieniu samej Victorii, skierował się już na molo. Przywitał się z nimi i nie omieszkał wyrazić swojego zdziwienia, że ich tutaj widzi. Ich - czyli w sumie Esme i... w sumie Esme. Geraldine była łowczynią, Victoria zapewne została tutaj wysłana z uwagi na swoją pracę. To miało sens, jak się tutaj znaleźli. Łatwo było sobie wyjaśnić, że przecież zawód "kaletnik" też zasługiwał na wakacje, ale potem myślisz, że coś takiego jak zbieg okoliczności to tylko metafora w świecie czarodziejów, gdzie losy każdego zapisane były w gwiazdach i ci najbardziej utalentowani byli w stanie je odczytać jak dobrą książkę. Nie zdobyłby się na to, żeby podejść do tego miejsca, gdyby był tu sam Perseus. Nie mógłby się zmusić. Fatalistyczne wizje własnej śmierci malowałyby ten krajobraz i nawet przekonanie o tym, że w wodzie nic mu nie groziło nie pozwalało wygonić scenariuszy, że "na pewno coś by się znalazło". Tym bardziej, że zanim znajdziesz się w wodzie było się w łodzi nad nią. W tej zaś mogło się bardzo wiele stać. Takim sposobem na końcu przywitał się z Perseusem.

To, że coś nie tak było z wodą, wyczuwał od pierwszego dnia pojawienia się tutaj. Wtedy jednak ten odór nie uderzył w jego nozdrza. Wtedy martwe ryby nie dryfowały przy brzegu. Przeszedł go dreszcz na ten widok, kiedy powędrował za wzrokiem Blacka w kierunku łódek. Śmierć. Banalna w swoich zasadach i jednocześnie najbardziej niezrozumiała w metafizycznym świecie - śmierć. Laurent wszedł na molo i wyciągnął różdżkę, która zawisnęła nad taflą razem z nim. Trucizna? Klątwa? Czarna magia? Co za piękny dzień na doświadczenie czegoś makabrycznego. Poruszył różdżką, żeby spróbować stworzyć niewielką, wodą kulę, unieść ją w powietrze i spróbować nadać wodzie klarowności, oczyścić ją. Bardziej w formie testu, czy magia szwankowała tutaj tak samo jak na Perle Morza.

- Zdaje się, że tak. - Odpowiedział w czasie procesu czarowania Perseusowi. Zacisnął przez moment palce na rękojeści różdżki i schował ją z powrotem do kieszeni. - Dobrze mieć takich kompanów za towarzyszy. - Obrócił głowę w kierunku zebranych i uśmiechnął się ciepło. - Perseusie, mógłbyś powiedzieć o tym, co widziałeś? - Wszystkim. Jeśli to nie była tajemnica. Nie chciał go z nich obnażać, ale biorąc pod uwagę, jakie ostrzeżenie dostali i wstęp ich wycieczki Laurent wolał uzbroić wszystkich w maksymalną wiedzę niż zostawiać jakieś niedopowiedzenia. Chciał nawet zapytać, czy mógłby spróbować aurowidzenia na tej trójce, tylko biorąc pod uwagę jak ostatnio źle się poczuł to wcale nie był tego taki pewien.



Próba oczyszczenia wody z transmutacji
Rzut Z 1d100 - 52
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 90
Sukces!


Czas na zakończenie kolejki do 19:00, 24.04.
Jeśli ktoś w terminie nie może odpisać niech da znać, pominiemy go albo poczekamy.
Termin 1-5 maja będzie prawdopodobnie zastojem dla naszej sesji.
Uprzejmie proszę o podkreślanie akcji postaci i osób, do których się zwracamy.
Staramy się o zwięzłe posty.

Amen.


○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
22.04.2024, 18:37  ✶  

Powiedzieć, że to nie była najlepsza noc w życio Victorii, to jak nie powiedzieć nic. Musiała zadbać o to, żeby ewakuowano stąd Caina, bo nie nadawał się do niczego w zasadzie, przeszkadzałby tylko, zaszkodziłby sobie – bo już pal licho jej bezpieczeństwo, chodziło tutaj o niego. Nic więc dziwnego, że jej niewysoka sylwetka, stojąca nad brzegiem jeziora tego ranka, wydawała się być taka… oderwana. Cała w czerni – w charakterystycznym mundurze aurora, ciężkich wiązanych butach, z rozpuszczonymi, niemalże czarnymi włosami… Oddelegowano ją do sprawdzenia co takiego ciekawego było na wyspie, którą było stąd widać, a którą interesował się Bagshot. Żeby jako przedstawiciel Ministerstwa zobaczyła to na własne oczy, a może przypilnowała tych, którzy mieli się udać wraz z nią… I czekała na tym brzegu na innych, aż się wszyscy zbiorą, dość niecierpliwie, bo kilka razy zerknęła na zegarek.

Nie, nie była w najlepszym humorze. Robiła właśnie którąś z kolei nadgodzinę, już nawet nie liczyła, była tu sama bez swojego partnera, bała się o jego zdrowie, a na domiar złego ten przeklęty Bagshot się nie znalazł, nie było tu żadnych żywych trupów, coś dziwnego działo się z aurami, i coraz bardziej zastanawiała się, czy ten historyk faktycznie w przerażeniu do tego jeziora nie wbiegł. Jedyne co ją cieszyło to to, że wszyscy mugole zostali stad ewakuowani i przynajmniej nie musieli się już kryć z używaniem magii.

Miała mocne spojrzenie i twarz pobawioną uśmiechu, dziś chłodną, może nawet nieprzystępną – ale była w pracy i nie był to spacerek. Przywitała się ze wszystkimi ledwie widocznym skinieniem głowy, a uśmiech przeciął jej twarz dopiero, gdy zobaczyła Laurenta. To, że tutaj był to… dobrze. I źle jednocześnie – bo zwyczajnie się o niego martwiła. O Geraldine martwić się nie musiała, wiedziała, że kobieta sobie poradzi nie ważne co, z Esme nie widziała się chyba od czasu szkoły i nie wiedziała o nim w tym momencie zbyt wiele, a Perseus… Był medykiem, co mogło się przydać, zaś to, że poruszał się o lasce… Mogło stanowić pewien problem, ale żadnych swoich wątpliwości na głos nie powiedziała. Nie okazała ich w stosunku do Perseusa czy Esme nawet żadną zmarszczką na czole.

– Wszyscy – powiedziała sucho, po czym ruszyła na molo, przechodząc aż do jego końca, gdzie zacumowane były łódki. To wtedy je zauważyła – martwe ciała ryb, smętnie dryfujące na wodzie, nieprzyjemny zapach zgnilizny i rozkładu. To sprawiło, że zawahała się na moment, ale był to tylko ułamek sekundy. – Czy ktoś potrzebuje pomocy z łódką? Albo z wejściem? – zapytała po prostu i obróciła się do reszty, marszcząc brwi dopiero wtedy, gdy Laurent zwrócił się do Perseusa. Coś widział? Utkwiła to surowe spojrzenie na Perseusie.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
22.04.2024, 22:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2024, 22:15 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

Nie mogło być zbyt kolorowo. Gdy było dobrze, wszystko musiało się spierdolić. Czyż nie? Przywykła do tego, zdziwiłaby się, gdyby było inaczej. Całkiem przyjemny czas spędzony na łonie natury został przerwany informacją o zaginięciu, i żywych trupach. To miejsce wcale nie wyglądało jak plac zabaw dla nieumarłych. Nic nie wydawało się na to wskazywać, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wzbudziło w niej to niemałe zainteresowanie.

Nie należała do osób, które odmawiają pomocy, w końcu była nadzieja, że uratują chociaż jedno życie, dlaczego by więc nie spróbować odnaleźć zagubionego mężczyzny? Była przecież wprawioną łowczynią, nie powinna mieć problemu z wytropieniem zwierzyny, no w tym wypadku człowieka, ale właściwie nie różniło się to od tego, czym zajmowała się na co dzień. Oczywiście więc bardzo chętnie zaangażowała się w sprawę.

Wyglądała nieco inaczej, niż wtedy, gdy znalazła się w tym ośrodku. W końcu ten wyjazd trochę zamienił się w pracę. Na całe szczęście zawsze zabierała ze sobą choć część ze swojego sporego arsenały broni, nigdy nie wiadomo, kiedy mógłby się przydać. Przezorność w tym wypadku jej nie zawiodła. Ubrana w skórzane spodnie, ciężkie, zdecydowanie wysłużone już buty ze smoczej skóry i flanelową koszulę pojawiła się na molo. U pasa bystre oko mogło zobaczyć mieniący się w słońcu srebrny sztylet, jak zawsze zdecydowanie bardziej ceniła sobie swoje zdolności związane z bronią białą, to nigdy jej nie zawodziło, w przeciwieństwie do magii, która mogła zachowywać się różnie, chociaż różdżkę oczywiście też zabrała ze sobą. Na swojej umiejętności, wypracowane przez lata zawsze mogła liczyć. Włosy związała wysoko, żeby broń Merlinie nie przeszkadzały jej nawet przez chwilę.

Nieco zmartwiona była tym, że Esmé również postanowił wziąć udział w poszukiwaniach, bo nie chciała, żeby coś mu się stało, nie zamierzała jednak studzić jego zapału, będzie musiała po prostu uważać bardziej niż zwykle, bo już raz zawiodła osobę, na której jej zależało i zdecydowanie nie chciała tego powtórzyć. To mógłby być jej gwóźdź do trumny i zdawała sobie z tego sprawę. Będzie ostrożna.

Na molo dostrzegła inne znajome twarze. Paniczyk Prewett, z którym kilka razy współpracowała, wiedziała, że posiada umiejętności, które mogą się przydać nad jeziorem. Victoria Lestrange z którą miała przyjemność całkiem niedawno eksplorować magiczny statek, nie była, aż takim wrzodem na dupie jak inni pracownicy ministerstwa, nie powinny sobie wchodzić w drogę i Perseus Black, jego obecność nieco ją zdziwiła, był przecież medykiem, do tego z laską, widząc jednak uśmiech, który jej posłał zareagowała tym samym. Niezłą drużynę udało im się stworzyć, będzie musiała tylko znaleźć w niej swoje miejsce.

Powinni sobie poradzić. Przynajmniej taką miała nadzieję, nie lubiła pracować w grupie, zdecydowanie wolała sama brać odpowiedzialność za swoje życie, ale musiała się dostosować. Wsadziła sobie fajkę w usta, odpaliła ją i zaciągnęła się dymem, póki jeszcze nie weszli na te łódki. Woda wydawała się być spokojna, ale mogło się to zmienić w każdej chwili. Mieli dostać się na wyspę, nie wydawało się to szczególnie skomplikowane, przynajmniej z pozoru.

Paliła swoją fajkę szybko, bo wiedziała, że czas ich nagli. Musieli wsiadać na łódki, żeby dostać się do miejsca docelowego. Nie dopaliła szluga do końca, skończyła gdzieś w połowie, a później przydeptała niedopałek swoim butem. - To co, gotowi na wycieczkę? - Jakby wcale nie mieli płynąć na poszukiwanie zagubionego czarodzieja.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#7
23.04.2024, 13:53  ✶  

Ah, jakże błogi był to wypad. Każda chwila spędzona w tym ośrodku była dla Esmé czystą przyjemnością. Rozkoszował się wszelkimi emocjami, którymi obrywał raz za razem, nawet nie próbując zastanawiać się czym to spowodowane. Poszukiwania zaginionego mężczyzny traktował... jak atrakcję. Brakowało mu tej powagi, jaką właściwie powinien przybrać przy tak poważnej sprawie. Nie znał go, nie przyjaźnił się z nim, ten człowiek nic dla niego nie znaczył, a on z Ministerstwem i całą strukturą magiczną miał tyle wspólnego, co skaja ze skórą. Ale jednak miło byłoby go znaleźć, uratować, coś osiągnąć. Niestety, wybrakowany emocjonalnie nie potrafił podchodzić do tego bardziej jak do wyzwania.

Na molo zjawił się jako ostatni, nieśpiesznie stukając po nim swoimi ciemnobrązowymi półbutami, które gdzieniegdzie przetarte były do odcienia jasnego brązu. Takiej samej barwy był pasek z prostokątną, srebrną klamrą zdobioną grawerem ćmy. Pasek ten przytrzymywał ciemne spodnie jeansowe, chociaż ledwo go było widać, bo opadała na niego luźno zarzucona, biała koszula z krótkim rękawem, której guziki były rozpięte o jeden za daleko, niżeli byłoby to gustowne.

Popalał papierosa, rozglądając się po zebranych. Powoli omiatał zbiorowisko wzrokiem, zdając sobie sprawy, że dwóch osób zupełnie nie zna. Zatrzymał się kilka kroków od wszystkich i z zaskakująco zadowolonym uśmiechem przyglądał się Laurentowi.

Jest i moja perełka. Mój anioł stróż.

- Zachwycający jak zawsze. - rzucił bardziej do siebie i podszedł bliżej Prewetta, stając naprzeciwko niego, uśmiechając się... zaskakująco normalnie. Naturalnie. W pełni. - Dobrze Cię widzieć, Laurent. - rzucił i wcisnął papierosa w usta, przenosząc wzrok na Geraldine. Szyderczy uśmieszek sam pchał mu się na usta, gdy stał z nią tutaj między ludźmi, jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby na tym molo nic się nie wydarzyło między nimi. Nigdy.
- Oh, i moja przeurocza Bogini Łowów. - podszedł bliżej, by zaraz zająć zupełnie nieświadomie miejsce u jej boku. - Może jednak w tych wodach nie żyją trytony. - rzucił do niej, spoglądając na taflę wyjątkowo ponurej wody.
- Z państwem się nie znam. - przesunął wzrokiem po kobiecie i mężczyźnie z laską, by zaraz wydmuchnąć dym gdzieś na bok i lekko skłonić się. Karykatura kultury osobistej. Oczywiście kojarzył ich, wiedział że ich kojarzy, najpewniej ze szkoły, ale... to było dawno temu. Dla Esmé zbyt dawno, by aktualny on znał Ich.
- Esmé Rowle, podrzędny rzemieślnik z Nokturnu. - i uśmiechnął się... podejrzanie. Jakby to przedstawienie było istnym elementem jakiejś pułapki, w którą chciał ich zaprowadzić.

Ruszył wzdłuż molo, by bez ceremoniałów... wejść na łódkę, nie zważając na smród i zdechłe ryby. Stanął szeroko, obniżając swój środek ciężkości, by ta się nie obróciła i wystawił rękę, by pomóc komukolwiek wejść na "pokład", kto chciał.

- Zapraszam na łajbę. - rzucił całkiem melodyjnie. Miał naprawdę dobry humor jak na niego. Doskonale się bawił, a przecież nic się jeszcze nie wydarzyło. Jakie życie było piękniejsze, gdy dało się je odczuwać. Nawet jeżeli właśnie kierował się ku zagrożeniu, nawet jeżeli wokół śmierdziało niemiłosiernie, a zdechłe ryby wyglądały tak bardzo obrzydliwie. Jak... wiele zmieniały emocje i uczucia.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#8
23.04.2024, 15:37  ✶  
Sam widok śniętych ryb sprawiał, że skromne śniadanie złożone z połowy rogalika podchodziło teraz Perseusowi do gardła, jednak starał się nie dać niczego po sobie poznać. Czy to była ta cisza, o której dwa dni temu wspominał mu Laurent? To dlatego jezioro milczało? Nikt mu nie odpowiedział. Tylko młody karp wpatrywał się w niego paciorkowatym, pokrytym bielmem okiem, podczas gdy jego napęczniałe łuskowate ciało unosiło się bezwładnie na tafli.
Na pomoście zaroiło się od ludzi, a jego palce mocniej zacisnęły się na kruczej główce zdobiącej laskę. Zamknął oczy, jakby w obawie, że drewniane deski zaraz zarwą się pod ich ciężarem. Ale nic złego się nie wydarzyło, więc odetchnął z ulgą. Nie trwała ona długo; zazdrość wbiła się kolcem w jego klatkę piersiową, kiedy Esme zwrócił się do Prewetta. Podczas ich pierwszego spotkania Laurent rzucił, że jest wiele osób gotowych leczyć jego samotność. Czy spotkał właśnie jedną z nich? Nie, to nie czas i miejsce na takie rozmyślania.
— Perseus Black — przedstawił się krótko, nieco bardziej szorstko, niż planował. Selkie-hodowca abraksanów (był silnie związany z wodą i magiczną fauną), aurorka, która wróciła z Limbo (zaprawiona w boju, potężna czarownica), łowczyni magicznych stworzeń (znała się na nich jak nikt inny), rzemieślnik z Nokturnu (na pewno posiadał przydatne umiejętności manualne) i magipsychiatra-aurowidz, do tego kaleka - cóż za osobliwa drużyna! Każde z nich miało jakieś wyjątkowe umiejętności; każdy oprócz Perseusa, który czuł się bezużyteczny. Nie chciał tak ostentacyjnie gapić się na Prewetta, ale jego spojrzenie raz na razem mimowolnie lądowało na jego sylwetce, dlatego kiedy Laurent wywołał go do odpowiedzi poruszył się niespokojnie i na początku w ogóle unikał jego wzroku. Surowość malująca się na twarzy Victorii również nie dodawała mu pewności siebie.
— Jestem Trzecim Okiem. Aurowidzem. Zazwyczaj widzę aury jako poświaty otaczające ludzkie sylwetki, ale przedwczoraj... Widziałem aurę miejsca. Wszystko było skąpane w jednym kolorze w taki sposób, jakbym założył kolorowe okulary. To był kolor miłości. Ale była też czerń. Czarne smugi, które owijały się wokół Laurenta jak macki. Aura miejsca cofała się i falowała wokół niego — wyjaśnił najbardziej rzeczowo, jak potrafił, pomijając przy tym znaczenie czerni. Nie chciał nikogo straszyć, a już z pewnością samego zainteresowanego. Miał tylko nadzieję, że nikt nie będzie kazał wykorzystywać mu swoich zdolności; ostatnim razem bowiem zakończyło się to dość... krwawo. A im mniej osób wiedziało o niezwykłych właściwościach krwi Perseusa, tym lepiej dla niego samego.
Wszedł do łodzi bez niczyjej pomocy - był na to zbyt dumny - i zachwiał się niebezpiecznie, jakby zaraz miał upaść do wody. W porę jednak złapał równowagę i usiadł bliżej dziobu. Jeśli będzie trzeba, może wiosłować, choć wolałby, aby zastąpił go Esme lub Laurent. Jego doświadczenia z transportem wodnym kończyły się na promach płynących przez La Manche i statkach wycieczkowych.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
23.04.2024, 16:56  ✶  

Wzrok, jakim rzucała Victoria, jej ruchy i jej ton głosu wyglądały i brzmiały zupełnie obco. Tylko uśmiech był ten sam. To nawet nie była kwestia złego humoru, jak mógłby pomyśleć. Osoba, która zachowuje się normalnie, nagle staje się niemal obca, jakby coś ją opętało... Laurent skądś to znał. I to ukuło go myślą, że jeśli (czysto teoretycznie) coś mogło wpływać tutaj na ludzi, to może Victoria też była tego ofiarą? Co jeśli wszyscy byli ofiarami i dlatego całe to miejsce opustoszało i stało się takie nienaturalnie ciche? W tak piękny poranek nad jeziorem powinno być aż nadto chętnych do zamoczenia weń nóg. Tymczasem jedynym dźwiękiem, jaki przeciął się między trzeszczącymi deskami i krokami ludzi było pluśnięcie wody, nad którą kontrolę puścił. Magia działała jak należy i najwyraźniej jezioro mogło zostać oczyszczone. Jeden Laurent Prewett był do tego za mało.

Tylko Geraldine wydawała się normalna, jakby nic się nie zmieniło. Gotowa do działania, skupiona, ale nie dało się zobaczyć zdenerwowania czy niepewności. Nawet Esme był jakiś... dziwny. O ile Esme mógł bywać "dziwny", a nie był nim stale. Aż zamarł w bezruchu na moment, trochę zaskoczony, kiedy mężczyzna do niego podszedł na moment i uśmiechnął się w ten... ujmujący sposób.

- Wzajemnie. - Choć rzeczywiście wydawałoby się, że Esme mieszkał w swojej pracowni i z niej nigdy nie wychodził. A potem mężczyzna. odszedł i zaczął sławić Geraldine od Artemidy. Ta dziwna atmosfera wwierciła się w jego głowę sprawiając, że przesunął spojrzeniem od jednej do drugiej osoby, ale pozornie wszystko wydawało się normalne. Może oprócz tego, że właśnie mieli płynąć na wyspę, gdzie było prawdopodobieństwo, że był zaginiony historyk. Zapominając o małym szczególe, że byli ludźmi wyjętymi z kompletnie różnych środowisk i wrzuconych do niejasnej nieprzygody.

Już chciał otwierać usta, żeby pomóc Perseusowi, kiedy Victoria o to zapytała, ale Perseus już wszedł. Z potknięciem lekkim, czy raczej zachwianiem, które sprawiło, że Laurent automatycznie zrobił krok do przodu, jakby chciał mężczyznę łapać. Na szczęście nie było takiej potrzeby. Posiadać uzupełniające się umiejętności to jedno. Posiadać przeróżne charaktery, które były indywidualne - drugie. Victoria wyglądała, jakby w ogóle nie miała zapasów cierpliwości, bał się, że Perseus będzie zazdrosny, Esme błyszczącymi oczami patrzył na Geraldine, a Geraldine... tak, wracało to, że ona jedyna sprawiała tutaj wrażenie, jakby nic jej nie ruszyło to miejsce. Laurent wszedł ostrożnie na łódkę i wyciągnął dłoń zapraszająco w kierunku Victorii. Wypadało przecież. Gdyby wyciągnął taką dłoń do Geraldine to pewnie by się obraziła. Albo złamała mu wszystkie kości w dłoni.

- Ponieważ każdy tutaj jest indywiduum prosiłbym o odstawienie na bok spraw personalnych i współpracę. - Rzecz oczywista? Pozornie. Wolał to zaznaczyć, żeby chociażby te rozbiegane umysły miały jakąś małą kotwicę skupienia i przestały dryfować wokół... o czymkolwiek każdy mógł myśleć. Być może tylko mu się wydawało, że każdy był rozproszony do pewnego stopnia. - Jako że Victoria jest aurorem czyni ją to osobą decyzyjną. Trzymajmy się tego, proszę, w razie jakichkolwiek niebezpiecznych sytuacji. - Geraldine nie przepadała za pracą w grupie. Esme? Och nie, nie bardzo. Perseus? Nie wiedział, ale po jego wejściu na łódkę - podejrzewał. Najgorszym co mogło ich spotkać to chaos, rozbieganie się i tworzenia dodatkowych sytuacji zagrożeń przez brak współpracy.

Spojrzał na Perseusa. Wolał, żeby tego dotyczącego czerni i jego samego nie dopowiadał, ale niech będzie. Teraz bardziej starał się wyczytać jego nastrój, bo przecież... był tutaj jedyną osobą, której nie mógł zaufać. I jednocześnie, o zgrozo, jedynym ich medykiem.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#10
23.04.2024, 20:08  ✶  

Laurent widział ją w różnych wydaniach, ale chyba nigdy, gdy jej cierpliwość była napiętą niteczką gotową zerwać się przy mocniejszym podmuchu wiatru – taka bywała właśnie w pracy, zwłaszcza wtedy, gdy nie miała zbyt wiele odpoczynku, jak tej nocy, gdy śniadanie miała skromne i gdy nic nie wskazywało na to, że to wszystko szybko się skończy. Ba, przewidywała, że w pracy „posiedzi” jeszcze długo. Nie podobał jej się zuchwały uśmieszek Esme, nie podobała jej się ta… niemalże napięta atmosfera kręcąca się wokół tej czwórki, a gdy Laurent w jakiś taki instynktowny sposób „schował” się za jej plecami (co musiało wyglądać śmiesznie, zważywszy na jej wzrost), to poczuła się w obowiązku, żeby go bronić. Nic się nie zmieniło, nie w niej. Była taka jak zawsze… tylko, że taka jak zawsze w pracy, gdy sytuacja była taka, a nie inna.

Uniosła wyżej brwi, w odpowiedzi na stwierdzenie Esme, że ich nie zna – i rzuciła mu takie mocno powątpiewające spojrzenie. Aż tak bardzo od czasu szkoły się nie zmieniła… chyba. Za to od maja było o niej na tyle głośno, że nie była pewna, czy Esme sobie kpi, czy żyje pod kamieniem. Dlatego nim się odezwała, zmierzyła go wzrokiem.

– Najwyraźniej na Nokturnie łatwo o amnezję – rzuciła cicho. – Victoria Lestrange, jeśli zapomniałeś – nie raczyła powiedzieć o sobie nic więcej, bo chyba naprawdę nie trzeba było. Że była w mundurze aurora, z charakterystyczną klamrą na pasku – było widać, że nazywali ją Zimną i rozpisywali się o różnych bzdurach w gazetach na jej temat – też wiedziała, bo regularnie wywracała na to oczami.

Wysłuchała tego, co miał do powiedzenia Perseus, nie przerywając mu tej historii. Zgadzało się to z tym, co już wiedziała, ale sposób, w jaki opisał widzenie aur, był pomocny. To był niezwykły dar, i wszystko wskazywało na to, że zniósł to sto razy lepiej od jej partnera.

– Pokrywa się to z moimi informacjami – dodała i kiwnęła głową, i sama gotowa była złapać Perseusa, gdy ten zachwiał się niebezpiecznie, lecz sobie poradził – całe szczęście. Poczekała, aż Laurent bezpiecznie usadowi się w łódce i skorzystała z jego zaproszenia, gdy wyciągnął do niej dłoń – łapiąc go pewnym uściskiem, po czym usiadła obok niego i wyciągnęła różdżkę, kładąc ją sobie na kolanach i uśmiechnęła się nieznacznie, gdy przemówił.

– Przede wszystkim jestem tutaj w pracy z ramienia Ministerstwa i mamy zaginionego człowieka, to już oficjalne śledztwo – a ona była tutaj jedynym przedstawicielem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Co prawda mogła przymknąć na coś oko… ale na pewno nie zamierzała tolerować, by ktoś wchodził jej w drogę albo podważał kompetencje. Wiedziała, że Geraldine woli pracować sama, ale to nie było prywatne polowanie na smoka, tylko poszukiwania zaginionego czarodzieja, które prowadziło Ministerstwo. – Bagshot w środku nocy dość rozpaczliwie zgłosił, że na terenie ośrodka widział żywe trupy, ale ani nie ma nieumarłych, ani historyka – wolała, by to wybrzmiało teraz i jakie okoliczności temu towarzyszyły, żeby za chwilę nie było zdziwienia. – Proponuję użyć magii, a nie wiosłować niepotrzebnie – dodała, gotowa rzucić odpowiednie zaklęcie. Nie było powodu, by tych kilka kilometrów tutaj wiosłowali i już zmęczeni wysypali się na brzeg tamtej wyspy – nie wiadomo co tam na nich czekało…

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (6130), Geraldine Greengrass-Yaxley (3978), Laurent Prewett (4642), Norvel Twonk (1407), Pan Losu (388), Perseus Black (3736), Victoria Lestrange (4730)


Strony (5): 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa