Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.
—12/1944—
Szkocja, Hogwart
Robert Mulciber & Anthony Shafiq
![[Obrazek: Su7sVnB.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Su7sVnB.png)
Bywa, że człek niejeden żywi jeno pragnienie,
By roznieść kurzawę w olimpijskiej arenie,
A jeżeli osiągnie metę powózka chyża,
Mniema, iż go ku bogom palma zwycięstwa zbliża.
Inny znowu się wspina do kurulnych zaszczytów,
Zabiegając o względy tłumu zmiennych Kwirytów.
![[Obrazek: Su7sVnB.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Su7sVnB.png)
Bywa, że człek niejeden żywi jeno pragnienie,
By roznieść kurzawę w olimpijskiej arenie,
A jeżeli osiągnie metę powózka chyża,
Mniema, iż go ku bogom palma zwycięstwa zbliża.
Inny znowu się wspina do kurulnych zaszczytów,
Zabiegając o względy tłumu zmiennych Kwirytów.
...tą idyllę przerwał jednak podczas śniadania pewien specyficzny list, znany wszystkim krnąbrnym uczniom. Wcale nie tak żadko występujący w zamkowych murach wyjec, intensywnie karminowy, eksplodujący zawartym wewnątrz gniewem. Właśnie podczas śniadania, na wspólnej sali pojawił się jeden z nich, zrządzeniem losu lub perfidną kalkulacją rodzica wycelowany w moment, w którym będzie wystarczająco dużo gapiów. Upokorzenie wymagało odpowiedniej widowni...
Jakież było zdziwienie tych, którzy pierwsi zobaczyli lewitującą magiczną korespondencję, że ta skierowała się ku granatowo-srebrzystemu obrusowi przy którym siedziała wcale nie tak liczna grupa krukonów, którzy nie żywili się wyłącznie kawą i wykutą nocą mądrością. Zajmujący miejsce u jego szczytu prefekt naczelny był wysokim i bardzo szczupłym nastolatkiem, o stalowych tęczówkach i lekko pofalowanych szatynowych włosach. Wyprostowany jak struna, popijał herbatę czytając niewielką książeczkę obitą czarną skórą z tłoczonym złotem tytule spisanym w nieznanym alfabecie.
Kiedy wyjec podleciał i zatrzymał się przy jego głowie, jedyną reakcją Anthony'ego Shafiq'a było to, że przymknął oczy, jakby aż nazbyt dobrze spodziewając się tego, mimo, że nigdy wcześniej nie było takiej sytuacji.
Słowa, które rozniosły się po Sali Głównej były przedziwną mieszanką, koktajlem zgłosek i intonacji wyrzucanych z siebie jedna po drugiej w jednym, drugim, kolejnym języku. Bez względu jednak na zlepek intencja była jasna – to był regularny opierdol, bez żadnej taryfy ulgowej. Blada zazwyczaj twarz Shafiq'a zaróżowiła się na ostrych kantach kości policzkowych, żaden inny mięsień nie drgnął nawet. Chłopak siedział jak zamrożony.
– ...jeszcze raz Ty żałosny, rozpieszczony bachorze zobaczę tak żenujące wyniki, to dopilnuję, żebyś do końca szkoły żywił się ryżem i wodą! – nieoczekiwana rodzinna mowa wybrzmiała, sfinalizowana wielkim wybuchem pozostawiającym po sobie mdlisty swąd siarki.
Dłoń prefekta nawet nie zadrżała, gdy odłożył filiżankę na spodek, zamknął książkę po czym wstał... i wyszedł z sali tym samym, flegmatycznym krokiem co zawsze. Do końca dnia jednak nie wrócił już na żaden z posiłków. Krukoni mówili między sobą, że zaszył się w piwnicy biblioteki w okolicach działu ksiąg zakazanych, choć z oczywistych względów nie wewnątrz tego działu.