• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[1944 grudzień | Hogwart] Waż w sercu te wysokie losy

[1944 grudzień | Hogwart] Waż w sercu te wysokie losy
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
03.04.2024, 13:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2024, 20:17 przez Anthony Shafiq.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Piszę więc jestem
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.

—12/1944—
Szkocja, Hogwart
Robert Mulciber & Anthony Shafiq
[Obrazek: Su7sVnB.png]

Bywa, że człek niejeden żywi jeno pragnienie,
By roznieść kurzawę w olimpijskiej arenie,
A jeżeli osiągnie metę powózka chyża,
Mniema, iż go ku bogom palma zwycięstwa zbliża.
Inny znowu się wspina do kurulnych zaszczytów,
Zabiegając o względy tłumu zmiennych Kwirytów.



To był zwykły dzień w zamku zmrożonym pierwszymi przymrozkami. Magia robiła swoje, a jednak dobrze było mieć na sobie warstwy, bardzo dużo warstw z wełny, której jakość i miękkość dyktowana była zasobnością kieszeni rodziny. Próbne egaminy był już za wszystkimi, myśli większości uciekały powoli do rodzinnych świąt. Dekoracje lśniły czerwienią i zielenią, zielone igiełki migotały obsypane magicznym brokatem. Szkolny chór śpiewał już tradycyjne pieśni, wszystkie żabie gardła były nastrojone do wdzięcznego akompaniamentu...

...tą idyllę przerwał jednak podczas śniadania pewien specyficzny list, znany wszystkim krnąbrnym uczniom. Wcale nie tak żadko występujący w zamkowych murach wyjec, intensywnie karminowy, eksplodujący zawartym wewnątrz gniewem. Właśnie podczas śniadania, na wspólnej sali pojawił się jeden z nich, zrządzeniem losu lub perfidną kalkulacją rodzica wycelowany w moment, w którym będzie wystarczająco dużo gapiów. Upokorzenie wymagało odpowiedniej widowni...

Jakież było zdziwienie tych, którzy pierwsi zobaczyli lewitującą magiczną korespondencję, że ta skierowała się ku granatowo-srebrzystemu obrusowi przy którym siedziała wcale nie tak liczna grupa krukonów, którzy nie żywili się wyłącznie kawą i wykutą nocą mądrością. Zajmujący miejsce u jego szczytu prefekt naczelny był wysokim i bardzo szczupłym nastolatkiem, o stalowych tęczówkach i lekko pofalowanych szatynowych włosach. Wyprostowany jak struna, popijał herbatę czytając niewielką książeczkę obitą czarną skórą z tłoczonym złotem tytule spisanym w nieznanym alfabecie.

Kiedy wyjec podleciał i zatrzymał się przy jego głowie, jedyną reakcją Anthony'ego Shafiq'a było to, że przymknął oczy, jakby aż nazbyt dobrze spodziewając się tego, mimo, że nigdy wcześniej nie było takiej sytuacji.

Słowa, które rozniosły się po Sali Głównej były przedziwną mieszanką, koktajlem zgłosek i intonacji wyrzucanych z siebie jedna po drugiej w jednym, drugim, kolejnym języku. Bez względu jednak na zlepek intencja była jasna – to był regularny opierdol, bez żadnej taryfy ulgowej. Blada zazwyczaj twarz Shafiq'a zaróżowiła się na ostrych kantach kości policzkowych, żaden inny mięsień nie drgnął nawet. Chłopak siedział jak zamrożony.

– ...jeszcze raz Ty żałosny, rozpieszczony bachorze zobaczę tak żenujące wyniki, to dopilnuję, żebyś do końca szkoły żywił się ryżem i wodą! – nieoczekiwana rodzinna mowa wybrzmiała, sfinalizowana wielkim wybuchem pozostawiającym po sobie mdlisty swąd siarki.

Dłoń prefekta nawet nie zadrżała, gdy odłożył filiżankę na spodek, zamknął książkę po czym wstał... i wyszedł z sali tym samym, flegmatycznym krokiem co zawsze. Do końca dnia jednak nie wrócił już na żaden z posiłków. Krukoni mówili między sobą, że zaszył się w piwnicy biblioteki w okolicach działu ksiąg zakazanych, choć z oczywistych względów nie wewnątrz tego działu.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#2
06.04.2024, 23:25  ✶  

Ostatni taki grudzień. Ostatnie miesiące, które miał spędzić w szkolnych murach. Zmieniające się pory roku, a także zbliżająca się coraz większymi krokami zima, dobitnie przypominały o tym, jak mało czasu pozostawało do końcowych egzaminów. Do powrotu do rodzinnego domu. Do wiążącego się z tym startu w dorosłość. Nie pozwalały zapomnieć na dłużej o tym, o czym Robert wolałby nie pamiętać.

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak będzie wyglądać jego życie za tych kilka miesięcy. Nie było tutaj miejsca na własne wybory. Lata temu wszystko zostało starannie zaplanowane. Razem z Richardem - z akceptacją tego stanu rzeczy, brat miał zdecydowanie większy problem - mieli jedynie za zadanie zrealizować poszczególne elementy tegoż planu. Dostosować się do oczekiwań ojca. Do oczekiwań własnej rodziny.

Tylko czy on sam rzeczywiście chciał od życia czegoś innego? Miał na samego siebie jakiś inny pomysł? Całkiem różny od tego, czego oczekiwał Francis Mulciber?

Zdarzenie, którego świadkiem - podobnie jak wielu innych uczniów - był wcześniej, podczas wspólnego śniadania spożywanego tradycyjnie w Wielkiej Sali, sprawiło że pewnych myśli nie mógł wyrzucić ze swojej głowy. Powracały one raz za razem, uparcie odciągając jego uwagę od książki. Od prawdziwie opasłego tomiszcza, przez którego kolejne strony musiał przebrnąć, aby odpowiednio przygotować się na kolejne zajęcia dotyczące zaklęć i uroków. Czasami przeklinał swoją własną głupotę, zastanawiając się nad tym po jaką cholerę kontynuował je również na ostatnich latach nauki.

Nie był to jedyny wybór, który niekiedy budził u Roberta pewne wątpliwości.

Zerkając na znajdujący się na nadgarstku zegarek, sprawdził godzinę. O tym, że ta nie była obecnie najwcześniejsza, informował naprawdę mały ruch w bibliotece. Dużo mniejszy niż wcześniej. Możliwe, że ominęła go kolacja. Możliwe również, że z wolna powinien już zbierać się do własnego dormitorium. Westchnął ciężko, zamykając książkę. Wróci do tematu jutro. Ten jeden raz mógł zostawić to na później. Ten jeden raz mógł sobie na taki ruch pozwolić.

Podniósł się z krzesła, zabierając ze stolika książkę, pozostawiając natomiast pióro oraz notes w sztywnej oprawie, które mogły na niego chwilę zaczekać. Skierował się nieśpiesznie pomiędzy regały, starając się odnaleźć miejsce, z którego wyciągnął książkę i co za tym idzie - odłożyć ją we właściwe miejsce. Los chciał, że pochodziła ona z regału znajdującego się w pobliżu działu ksiąg zakazanych. Co za tym idzie - w piwnicy biblioteki, rzut beretem od miejsca, w którym to zdecydował się ukryć Anthony.

Dokładnie ten sam Anthony, którego wcale nie szukał, a o którym jednak w pewnym sensie ciągle myślał począwszy od wczesnych godzin porannych.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
09.04.2024, 19:55  ✶  
Nigdy nie był człowiekiem o wysokiej intuicji, a przynajmniej nie tej gwarantującej przetrwanie. Atawistyczne zachowania, prymitywne popędy... od maleńkości otoczony kulturą z wysokiej półki, nie przetrwałby godziny w lesie. Ba! Nie przetrwałby godziny poza cywilizacją, jeśli ktokolwiek odebrałby mu różdżkę. Ale teraz, jakimś szczątkowym tknieniem małpy, którą niegdyś byli ludzie, zdał sobie sprawę z tego, że leży na nim cudze spojrzenie. W tamtym momencie podniósł głowę i skrzyżował spojrzenie z Robertem Mulciberem.

Bracia od zawsze przyciągali wzrok, jak większość bliźniaków intrygując tych, którzy urodzili się bez swojego odbicia w lustrze. Adrenalina niepewności z którym się rozmawia, tym bardziej, że obaj lubili te szarady. Anthony jednak z zaskoczeniem odkrywał, że łatwiej niż innym przychodzi mu rozpoznawanie Roberta od Richarda. Jak dzieło sztuki ustawione obok zręcznej kopii oszusta, choć w tym konkretnym przypadku nie chcąc obrazić żadnego z braci prominentnej rodziny, nie rozsądzałby, nie dawałby swoim rozważaniem wybrzmieć w przestrzeni. Podskórnie jednak wiedział, że nie musi nawet zadawać tego pytania. Podskórnie znał na nie odpowiedź.

Podniósł się powoli, ani na moment nie odrywając oczu od starszego o ledwie dwa lata ucznia. Był wyżej stopniem miał przywileje, ale nie był typem lidera. Bardziej scenarzysty, który potrafił bardzo dobrze opracować rolę, która przekona ciało pedagogiczne do tego, aby tym liderem go uczynić. Naczelny prefekt... Nigdy to nie było jego ambicją, ale obaj panowie przecież żyli ambicjami swoich ojców, czyż nie?

– Czy to już ta godzina? Nie wydaje się jeszcze tak późno... – zapytał imitując bezbłędnie Francuski, jakby urodził się pośród słodkich pól prowansalskiej lawendy.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#4
21.04.2024, 18:17  ✶  

Nie przywiązywał większej wagi do tego, w jaki sposób na nich - bliźniaków - spoglądali inni. To co dla innych było czymś rzadko spotykanym, dla niego stanowiło codzienność. Było normalne. Zwyczajne. Choć fizycznie byli z Richardem niemalże identyczni, nie stanowili jednej osoby. Różnili się od siebie bardziej, niż niektórzy byliby w stanie zauważyć. A jeśli ktoś dostrzec tych różnic nie był w stanie - miał pecha. Żaden z Mulciberów nie zamierzał przepraszać za tę przewagę, którą otrzymali od losu.

Zauważył go schodząc po schodach. Przy jednym z nielicznych stolików. Obserwował przez nieco dłuższą chwilę, zatrzymując się w miejscu tuż po tym, jak pokonał dwa ostatnie schodki. Nieszczególnie zaskoczyło go to, że Anthony zaszył się właśnie tutaj. Może dlatego, że sam postępował podobnie? Niejednokrotnie zdarzało mu się ukrywać właśnie w tym miejscu, w bibliotece. Cisza i spokój pomagały oczyścić głowę. Pozwalały na to, aby poukładać sobie pewne rzeczy.

- Słyszałem niegdyś, że francuski to język dyplomacji, na całe szczęście polityka nie jest czymś, co budziłoby moje zainteresowanie. - zareagował. W ten sposób dał mu do zrozumienia, że jeśli chciał o coś zapytać, ewentualnie porozmawiać, łatwiej byłoby to zrobić po angielsku. W języku, który był znany im obydwu.

Zrobił kilka kroków w głąb piwnicy, zamiast w kierunku Anthony'ego zbliżając się jednak do jednego z regałów, na którym to bez większych trudności zdołał odnaleźć właściwe miejsce. Odłożył książkę, poświęcając temu nieco więcej uwagi. Przesuwając nieznacznie również inne pozycje, które znajdywały się na tej konkretnej półce. Zadbał o to, aby książki były ustawione równo - co do milimetra.

- Jeśli pytałeś o to czy już po kolacji, to mam niestety smutną wiadomość. Trochę się tutaj zasiedziałeś. - kontynuował, dopiero po tych słowach odwracając się w jego kierunku. Raz jeszcze skupiając na nim spojrzenie. Sprawdzając na ile chłopak się trzymał po wcześniejszym zajściu? Być może, ale nie byłby skłonny się do czegoś takiego przyznać. Odebrał nieco... specyficzne wychowanie, które wpływało na jego podejście do pewnych spraw. Tylko czy było to czymś, co należało wytłumaczyć akurat młodemu krukonowi?

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
24.04.2024, 11:31  ✶  
Gdy Robert powiedział o języku francuskim, to Anthony w pierwszej chwili nie zrozumiał o co chodzi. Ściągnął brwi w niemym pytaniu, potem nagle zdał sobie sprawę z tego co zrobił, a szare oczy powędrowały ku górze, w geście pełnym irytacji na samego siebie. Jego gładka, szczupła twarz była obecnie dużo bardziej ekspresyjna niż te kilka godzin temu, gdy opuszczał Wielką Salę. Lewy kącik zadrgał, gdy uciekł wzrokiem do zamkniętej już książki, niewielkiego tomiku poezji, który dawał mu szansę na moment zapomnieć.

– Ja... przepraszam, to czasem mi się zdarza – jak jestem rozkojarzony miał dokończyć, ale umilkł. Mógł dotykać swojej maski, mógł próbować ją zdjąć z twarzy, ale ileż razy był karany za przyznawanie się do słabości. Opuszkami palców kilkukrotnie uderzył w skórzaną oprawę, próbując zebrać myśli, tylko że teraz, kiedy kojące słowa płynące z innego rodzaju bólu i tęsknoty odeszły, powrócił gwałtownie ten piekący ból, przed którym uciekał.

– Nie wiem, czy jest to smutna wiadomość, nie zamierzałem się na niej pojawiać. – Błąd. Jako naczelny prefekt powinien się pojawić, powinien pokazać, że jest silniejszy od wysnuwanych przeciwko niemu obelg. Powinien okazać siłę charakteru i niezłomność woli. Ale zdawał sobie sprawę, że mógłby mimo wszystko, mimo wszystkich lat treningu i dyscypliny nie dać sobie rady z wrażeniem oczu śledzących jego plecy. Bardzo powoli zwilżył zaschnięte usta i zdecydował, że usiądzie znów na swoim wysłużonym krześle, które mimo, że było własnością szkoły, obecnie zdawało się być jego umiłowanym schronem. Taktyki, społeczne karty, na pewno wymyśli coś, żeby odwrócić od siebie uwagę. Czy było tu odpowiednio ciemno, by rozmówca nie dostrzegł zeszklonych oczu? Słabość oznaczała porażkę. Odsłonięcie się oznaczało zagrożenie. Łatwo było okazać wyższość komuś z domu borsuka czy gryfa, zdecydowanie gorzej układało się konfrontowanie ze wężami, szczególnie gdy w pamięci miało się całą listę trujących gatunków.

– Czy w takim razie Ciebie również ominęła kolacja? Czyżby jakaś ciekawa lektura? – odbicie, zwrócenie uwagi na rozmówcę. Na jego pedantyczne tiki, które choć mogły zdawać się dziwactwem, przynosiły Anthony'emu ciepłe skojarzenia z ciotkami Parkinson. Porządek wokół, oznaczał porządek w głowie. Może i on zamiast zatapiać się w świat pięknie splecionych słów, powinien półka po półce ustawić książki w różnym rządku. Może to dałoby mu większą ulgę?
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#6
25.04.2024, 18:56  ✶  

Kiwnął głową. Nie musiał mu się z niczego tłumaczyć. Nie oczekiwał od Anthony'ego żadnych wyjaśnień. Zwłaszcza, że nie uważał, aby ta wpadka była czymś, czym krukon powinien się przejmować. Zdarzały się gorsze rzeczy. Znacznie gorsze potknięcia. Nie zamierzał jednak zwracać mu na to uwagi. Tego tłumaczyć. Czasami lepiej było pewne rzeczy zwyczajnie przemilczeć. Sam byłby za to zapewne wdzięczny, nawet jeśli nie potrafiłby wyrazić tego na głos. Słowami.

- Przygotowałem się wcześniej. - odpowiedział, zapytany o kolacje. Nie tłumaczył przy tym w jaki sposób się przygotował. Na czym to przygotowanie się polegało. Robert nigdy nie był z tych osób, które mówiły dużo, wyrzucały z siebie każdy jeden szczegół. Nie inaczej wyglądało to w tym momencie. Krótko. Rzeczowo. Na temat. - A co do lektury, opracowuje kilka zagadnień na zajęcia z zaklęć i uroków.

Pozwolił mu na to, żeby skorzystał z tego jakże prostego wybiegu. Kompletnie mu to nie przeszkadzało. Było dla niego czymś bez znaczenia. Nie potrzebował z Anthonym rozmawiać na temat tego, co właściwie robił w tej części biblioteki, żeby być w stanie wyciągnąć pewne wnioski; zaobserwować pewne rzeczy.

I owszem. Jako Prefekt Naczelny, nie powinien był okazywać takiej słabości.

Ukrywać się przed spojrzeniami innych uczniów.

Tyle tylko, że on - Robert Mulciber - nie był tą osobą, która powinna mu tego typu kwestie wytłumaczyć. Wyjaśnić, w jaki sposób takie ukrywanie się, mogło zostać odebrane. Odczytane. Nie był kimś takim i kimś takim nie chciał się też stać.

- Prawdopodobnie nie skończę tego jeszcze przez kilka najbliższych wieczorów. - pozwolił sobie oprzeć się plecami o regał, od którego w dalszym ciągu nie odszedł, choć przecież mógł podejść do stolika, zająć miejsce bliżej prefekta. - Profesor Urquart postanowił dać nam się we znaki na ostatniej prostej. - gdyby nie to, że był Robertem, najpewniej wywróciłby w tym momencie oczyma. Skoro jednak tym Robertem był, powstrzymał się. Po prostu mówił, pozwalając na to, żeby to właśnie głos, wypowiadane słowa, przekazywały to, co chciał przekazać.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
26.04.2024, 14:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.05.2024, 23:38 przez Anthony Shafiq.)  
Przyjemnie było spojrzeć na piękną twarz, ale zbyt doskonała uroda wywoływała obojętność lub lekkie poczucie upokorzenia samym faktem spoglądania na nią. Znamię, pieprzyk, blizna, to wszystko powodowało, że piękna twarz była nie tylko podziwiana, ale, a może przede wszystkim lubiana. Błękitna karta, wrażliwy punkt mógł uczynić go ostatecznie bardziej lubianym. Kto nie zmagał się z wygórowanymi oczekiwaniami rodziców, niech pierwszy rzuci kamieniem? Poza nad którą pracował wymagała skaz, wymagała tego, by profesorowie, czy uczniowie widzieli w nim jednak człowieka, a nie wyrachowaną wydmuszkę.

Ale nie węże... te gardziły słabością, tak jak ambasador Michael Benedict Shafiq nią gardził, tak jak jego pierworodny syn Thomas, który już opuścił zamkowe mury. Oni gardzili słabością, deptali ją butem. Musieli przecież czuć się lepsi, pewni siebie, zawsze zwycięzcy. Do bólu monotonni. Jednakowi, zbutowani ambicją swoich nazwisk i rodzin. Kto wie, może ten stary spruchniały artefakt katalogowała ich nie przez wzgląd na predyspozycje charakteru i spryt, a przez litość i ochronny wachlarz rozkładany nad nimi, ukrywający ich w podziemne lochy przed niezadowoleniem krewniaków. Niezadowoleniem, które Anthony odczuł na swojej skórze przywdziewając pierwszego dnia w Hogwarcie barwy głębokiego granatu. Oczywiście, jakiś potencjał musieli mieć w przeciwieństwie do domu Helgi Hufflepuff, domu słusznie osadzonego w piwnicy przy kuchni, norze przyszłej służby i rzemieślników zaspokajających podstawowe potrzeby. Czy był to jednak potencjał intelektualny? Ostatecznie niekończący się wyścig szczurów, płaszczenie się przed tym, który gardził najmocniej... To potrafiło być męczące. Czy nie była to więc dobra odmiana, na przełamanie mdłego, zielonkawego posmaku?

Anthony podniósł się ze swojego przyczółku, niespiesznie zagarnął do siebie tomik, który pozwolił mu przetrwać ostatnie godziny. Aby wyjść musiał wyminąć Mulcibera, choć absolutnie nie musiał przechodzić tak blisko. Nie musiał palcem zahaczać o dłoń starszego kolegi, opuszkiem przejeżdżać po bladej zimą skórze. Przeszedł wzdłuż regału dwa kroki, obok książek tak pięknie i równo ułożonych, a potem tym samym palcem wysunął jedną z nich o ćwierć cala w przód. Krukoni byli dobrze zorganizowani, znali rozkłady materiałów, zwyczaje pedagogów. Znali siedmioletni plan wytartych edukacyjnych ścieżek, opracowań i zadań, które były i będą przed nimi stawiane. To było potrzebne, by nie marnować czasu, by zgłębiać to, czego potrzebowali, co ich prawdziwie interesowało, a nie to co było od nich wymagane. Upokorzenie i strach było prostą drogą do stworzenia sobie potężnych wrogów. Anthony wierzył, i być może dlatego ostatecznie zamieszkał w wieży a nie w kanałach, że prawdziwą potęgę ofiarowywała wiedza, oraz adekwatne tej wiedzy przed nimi odsłanianie. Wolumin nie był odpowiedzią na problem, który został postawiony siódmemu rokowi przez Urquarta, ale zawierał solidnie zebraną bibliografię wraz ze streszczeniami najistotniejszych w niej pozycji. To czy Robert skorzysta z oferty, zależało już tylko od niego.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#8
28.04.2024, 20:53  ✶  

Nie musiał.

Ludzie nie musieli robić naprawdę wielu rzeczy. A później i tak się na nie decydowali. Czasami pod wpływem chwili. Niekiedy - pierw tracąc czas na odpowiednie przemyślenie swoich działań. Rozważenie wszystkich za oraz przeciw. Plusów i minusów, które obecne były zawsze. Nie dało się ich uniknąć.

Nie odsunął się. Robert zachował się tak, jakby ten kontakt nie miał miejsca. Może znaczenia? Obserwował natomiast każdy kolejny ruch wykonany przez Anthony'ego. Dokąd zmierzał? Co zamierzał zrobić? Nie odrywał spojrzenia, które w pewnym momencie natrafiło na książkę. Wysuniętą ledwie o ćwierć cala. Dotyczącą tematu, jaki spędzał mu ostatnimi czasy sen z powiek. No dobrze, może nie spędzał tego snu - całe szczęście nie było aż tak źle - ale nadal było to męczące, wymagające zadanie.

Ruszył w ślad za Anthonym, sięgając po zaprezentowaną przez niego książkę. Być może zamierzając skorzystać z tak przedstawionej oferty. Wyciągając w jej kierunku rękę, pozwolił sobie na krótki kontakt fizyczny z młodszym kolegą. Zupełnie przypadkowy? Robert nie zachowywał się tak, jakby było to czymś zamierzonym. Celowym. Świadomym? Można było wręcz uznać, że nawet tego nie zarejestrował. Nie zorientował się, że coś takiego miało miejsce.

Nieśpiesznie przekartkował pierwsze strony, zapoznając się ze spisem treści. Spisem poruszonych w książce zagadnień. Pozycja rzeczywiście mogła uchodzić za całkiem przydatną syntezę. Zachęcającą do tego, aby bardziej zagłębić się w temat - tyle tylko, że przy pomocy kolejnych pozycji wykazanych w bibliografii. Wreszcie westchnął, kręcąc głową z wyraźnie widoczną rezygnacją.

- Wydaje się, że książka nie porusza niestety kwestii związanych z wpływaniem na wspomnienia. Prawdopodobnie przez wzgląd na to, na ile kontrowersyjny jest ten temat. Po raz pierwszy omawialiśmy go szerzej dopiero na 7 roku, na zajęciach dla zaawansowanych. Porządna synteza, ale nie w tym konkretnym przypadku.

Po tych słowach odłożył tomiszcze z powrotem na półkę, dbając o to, żeby wszystkie książki były na niej ułożone równo. W odpowiedni sposób. Tym razem nie musiał poświęcić na to tyle uwagi, co za pierwszym razem. Jeśli Anthony'emu wydawało się, że rzeczywiście zaskoczy w tym temacie kogoś należącego do rodziny, która akurat w zaklęciach i urokach się specjalizowała, to być może odrobinę się z tym przeliczył.

Coś takiego mogło jednak zdarzyć się nawet najlepszym.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#9
30.04.2024, 19:34  ✶  
Odszedł dwa kroki od miejsca w którym zbeszcześcił biblioteczną równowagę, idealną linię ksiąg strzegących niespecjalne skutecznie swej wiedzy. Przystanął w zastanowieniu, po czym oparł się plecami o złączenie regałów tak, żeby nie naruszać miru księgozbioru bardziej. Tutaj, pośród charakterystycznej woni książkowego kurzu i okruchów magii iskrzących między wibrującymi, widocznymi w świetle drobinkami, tutaj czuł się jak u siebie. Jakby nie był uczniem a bibliotekarzem, zgodnie z nicią kądzieli płynącą w jego żyłach.

– Och tak, grupa zaawansowana... – uśmiechnął się lekko, z miną znawcy, nawet jeśli na piątym roku nie miał co myśleć o takich tematach na zajęciach. Nie patrzył w stronę Mulcibera, pozwolił na moment ciszy zagościć między nimi, milczał wpatrując się w kraty działu spowitego mrokiem, złowrogiej przestrzeni, zakazanej dla uczniów choć wciąż i niezmiennie kuszącej nieznaną treścią. To jakby posadzić drzewo na środku ogrodu i dodać tabliczkę o tym, że nie wolno z niego jeść, bo można dowiedzieć się co jest dobre a co złe. Znając część kwerendy tamtego miejsca, Anthony pogłębiał tylko przekonanie o adekwatności tego porównania.
– Siódmy regał na antresoli, choć... niewątpliwie w przypadku uroków i modyfikacji wspomnień najlepsze nie są opracowania a materiały źrodłowe o... tu...– drobnym gestem brody wskazał na kraty, na ten niski metalowy płotek otaczający jabłoń.

A potem westchnął rozbawiony myślą, która do niego przyszła i odwrócił głowę w kierunku Roberta. Próżno było w niebieskich oczach szukać poetyckiej zadumy. Na piersi błysnęła prefecka odznaka. Mieli czas. Nawet jeśli zbliżała się cisza nocna, Anthony nie musiał w żaden sposób jej respektować. Przynajmniej nieoficjalnie. Na każdą okoliczność miał przewidzianą cała listę dostępnych wymówek.

– Stary dobry Hogwart. Da Ci przepis na amortencję, a jeśli jesteś wystarczająco dobry i trafisz na fakultet, to dowiesz się jak zatrzeć po sobie ślady. Ale patronusy są ucieleśnieniem zła, a oklumencja bajką na dobranoc. Fascynuje mnie to... rozważanie cóż kierowało założycielami, gdy układali program swojej placówki – położył pytanie, zaszywając w słowach własną opinię.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#10
13.05.2024, 13:21  ✶  

Nie trzeba było wiele, żeby również Robert swoją uwagę przeniósł w kierunku działu ksiąg zakazanych. Wystarczyła przeciągająca się cisza. Wystarczyło zainteresowanie, jakim zdawał się to miejsce obdarzyć Anthony. Wypowiedziana na głos sugestia, jakoby to właśnie w tym miejscu znajdywały się materiały mogące pomóc w odpowiednim przygotowaniu się na zajęcia – ona jedynie upewniła Roberta, że dobrze odczytał to, co młodszy kolega przekazał.

Oderwał spojrzenie od krat, przenosząc je ponownie na krukona. A także na odznakę prefekta, która w tym momencie zdawała się być jakby nie na miejscu. Jak na kogoś mającego świecić przykładem, odpowiadającego za przestrzeganie obowiązujących w szkole zasad… Robert był bliski tego, żeby się po prostu zaśmiać. Z absurdu tej sytuacji. Z nieoczekiwanego rozwoju wydarzeń. Była to ostatnia rzecz jakiej mógł się spodziewać po Anthonym Shafiqu. Poniekąd zapewne wynikało to z raczej powierzchownej znajomości oraz różnicy wieku.

- Zacieranie po sobie śladów, to przydatna umiejętność. – odpowiedział na ostatnie słowa. Nie odnosząc się przy tym do tego, jaką sam miał opinię na ten konkretny temat. Robert zawsze był typem, który wolał słuchać innych, zamiast dzielić się na prawo i lewo własnymi przemyśleniami. Kolejna rzecz jaka została wyuczona w domu. Kolejna zasada, którą wpajał ojciec. - No nic, najwyraźniej przyjdzie mi ograniczyć się do regału siódmego. Wątpliwe, aby Urquart wyraził zgodę na udostępnienie materiałów z działu ksiąg zakazanych.

Może sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby zaliczał się do grona jego ulubieńców. Tak jednak nie było, więc o stosowne pozwolenie Robert nawet nie zamierzał się starać. Byłaby to z jego strony strata czasu. Nie chciał go tracić, dlatego skupił się na tym, co zrobić mógł. Czy kolejną rzeczą, którą zrobić będzie mógł, okaże się włamanie do działu ksiąg zakazanych?

Nie. Nie podzielił się tym pomysłem. Po prostu pożegnał się z Anthonym. Życzył mu miłego wieczoru. Następnie wrócił do swojego stolika, gdzie zaczął z wolna pakować pozostawione tam rzeczy. A także myśleć. Dostanie się za kraty działu ksiąg zakazanych nie było zadaniem nie do wykonania. Musiał tylko całość odpowiednio zaplanować. Krok po kroku. Był w stanie to zrobić.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1834), Robert Mulciber (1758)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa