• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[2 lipca 1972] Tym trzeba się zająć | Robert & Richard

[2 lipca 1972] Tym trzeba się zająć | Robert & Richard
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#11
02.05.2024, 00:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.05.2024, 07:22 przez Robert Mulciber.)  

Jeśli chcieli wszystko przyśpieszyć, znacząco zwiększyć swoje szanse, musieli podjąć się dodatkowych działań. W jakiś sposób pokazać, że Richard nie był pierwszym lepszym czarodziejem przychodzącym do Ministerstwa prosto z ulicy. Zaprezentować go z dobrej strony. Pokazać, że Brygada oraz Biuro Aurorów, zyskują na jego zatrudnieniu więcej, niż mogą stracić z racji na nazwisko, o którym w ostatnim czasie było głośno. Aby to uzyskać, konieczne będzie odświeżenie dawnych i mniej dawnych kontaktów. Zwrócenie się do pewnych osób z prośbą o pomoc. Gra wydawała się warta świeczki, a tydzień, ewentualnie dwa tygodnie zwłoki - to nie powinno im w żadnym razie zaszkodzić.

- Dam Ci znać, kiedy tylko uda mi się coś zorganizować. - odpowiedział. Nie było sensu na ten moment omawiać z bratem tego, do kogo zamierzał się zwrócić o pomoc. Napisać. Zwłaszcza, że przecież o większości tych osób Richard wiedział najpewniej tyle, co nic. Długie lata, które przyszło mu spędzić w Norwegii musiały w tym przypadku zrobić swoje. Nie dało się uniknąć tego, aby nie wpłynęło to na Londyńskie znajomości.

Zamyślił się, spoglądając na Richarda. W innych okolicznościach nie przeszkadzałoby mu, gdyby brat poszukał dla siebie dodatkowego zajęcia. Wcale a wcale. Rozumiał, że praca przy świecach i kadzidłach niekoniecznie stanowiła dla niego szczytu marzeń. Teraz jednak wydawało się, że na takie działania nie było miejsca. Musieli pozostać skupieni na celu. Na zadaniu, w które zaangażowali się przecież obydwaj.

- Nie śpiesz się zanadto z szukaniem kolejnego zajęcia. - możliwe, że lekko go w tym momencie upomniał. Powinien być pewny siebie. Powinien zaprezentować się w taki sposób, który pokaże innym, że był właściwym kandydatem. Jednym z tych, których należało koniecznie wziąć pod uwagę. Nastawienie miało w takich sytuacjach kolosalne znaczenie. - Poza tym, mógłbyś zastanowić się nad tym czy sam nie dysponujesz czymś, co zwiększyłoby Twoje szanse. Referencje? Odznaczenia? Może mógłbyś coś dodatkowego pozyskać? - zastanowił się. Gdyby Richard byłby w stanie coś w tym stylu dla siebie zorganizować, Robert nie miałby nic przeciwko kolejnej wizycie brata w Norwegii. Warto było wyciągnąć rękę po wszystko, co wydawało się w tym przypadku przydatne; co mogło zapewnić im przewagę. Nie byłaby to strata cennego wszak czasu.

Alexander. Temat, o którym Robert zdążył już zapomnieć. Nie minęło co prawda wiele czasu, ale... po prostu nie skupiał się na tych sprawach. Dostał czego potrzebował, więc mógł to ponownie odsunąć na bok. Zepchnąć na boczy tor - dokładnie tam, gdzie znajdywało się miejsce kuzyna. Nie stanowił on istotnego elementu w jego życiu.

Zapytany o oświadczenie, nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Lekko złośliwego uśmiechu, który nieczęsto widniał na jego obliczu. Podobnie jak praktycznie każdy uśmiech. Przy bracie nie musiał się jednak ograniczać. Pilnować.

- Jakby to ująć... spotkaliśmy się i omówiliśmy ważne kwestie rodzinne, związane z ostatnimi wydarzeniami. Alexander uznał, że choć przypadła mu funkcja głowy rodziny, to nie jest wystarczająco dorosły, żeby wziąć to na swoje barki i spisanie oświadczenia pozostawił mi. Powiedzmy, że... postarałem się o to, żeby następnym razem przemyślał to dwa razy i może jednak podszedł do tego w bardziej odpowiedzialny sposób. - może nie do końca dokładnie, ale wszystko bratu wytłumaczył. Dało się przy tym wychwycić w jego głosie nutkę zadowolenia? Zadowolenia z samego siebie. W tym konkretnym przypadku nie miał sobie nic do zarzucenia. Zrobił dokładnie to, o co Alexander... nawet nie prosił, prędzej polecił? Zrzucił na jego barki? Zwał jak zwał. Jeśli mu się nie podobało, to miał dzieciak problem. Robert przepraszać nie zamierzał.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#12
02.05.2024, 13:39  ✶  

Richard skinął głową z przyjęciem do wiadomości odpowiedzi od brata. Poczeka, ile będzie to koniecznie. Na ten czas, zajmie się dalej klientami, gdyż potrzebował jakiegoś zajęcia. Poza swoimi treningami, ćwiczeniami musiał robić coś jeszcze. Nie był tak dobrze rozeznany, co brat w kontaktach w Ministerstwie. Nie miał pojęcia, ile osób z ich rocznika szkolnego, jak i starsi czy młodsi, postanowiło także tam pracować, jak daleko się rozwinęli, utrzymali na swoich stanowiska. Awansowali, czy odpadli. Jeżeli zależało im na przyspieszeniu procesu jego rekrutacji, to niestety Richard był w tym przypadku zdany na pomoc brata.

Tworzenie świec i kadzideł wymagało cierpliwości i dokładności. Odpowiedniego doboru składników. Szybciej Richardowi byłoby załatwianie klientów, niż siedzenie w czterech ścianach i skupianie uwagi na wytwarzaniu produktów. Nie było to zajęcie dla niego. Nie widział się w tym oczami wyobraźni. Nie próbował nawet.

- Brałem to pod uwagę, gdyby na sto procent, nie udało się z dostaniem do Departamentu Przestrzegania Prawa. Dodatkowo. Niepełny etat. Ochrona czy coś podobnego.
Przedstawił, wyjaśnił swoje rozważania. Pomaganie bratu w interesie rodzinny brał na poważnie. Skoro już został w to wplątany przez ojca, wyrobił sobie umiejętności i doświadczenie w nawiązywaniu kontaktów z klientami, przekonywaniu i rozwiązywaniu problemów. Pomijając już to, że jak Auror, też często kontaktował się z ludźmi, lecz w innych sprawach.

Pytanie o dokumentację, było słusznie zadane. Tym samym Robert przypomniał, że te dodatkowe dokumenty, upewniające o odpowiednich kwalifikacjach do zawodu, sukcesach, podziękowaniach, odznaczeniach mogą także się przydać. Richard zastanowił się przez moment, trzymając swoją szklankę z alkoholem.

- Dysponuję takimi. Musiałbym sprawdzić, czy wziąłem wszystko. Jeżeli nie, to wezmę jakiś wolny dzień i wrócę do siebie po brakujące papiery
Poinformował w odpowiedzi. Nie lekceważył swojej pracy a przykładał się do niej odpowiednio. Prowadził nie jedną sprawę do samego końca. Jakieś pojedyncze zasługi zebrał. Coś się znajdzie, co by pomogło mu w pozytywnym przejściu przez rozmowy kwalifikacyjne. Jeżeli czegoś będzie mu brakowało, wyskoczy do Norweskiego Ministerstwa na rozmowę z szefem, z prośbą o pewne pisma. Jedno lub dwa.

Przy okazji poruszania tematu swojej pracy w Ministerstwie, Richard pozwolił sobie poruszyć sprawę dotyczącą Alexandra i tego oświadczenia, rzekomo niby napisanego przez niego samego. Młodszemu bliźniakowi mogło w tym coś nie pasować, ale zapytał właśnie brata o to oświadczenie. Co jak potwierdził, spotkali się i porozmawiali. Omówili najpotrzebniejsze kwestie.

Uśmiech, nawet jeżeli był z nutą złośliwości na twarzy brata mówił już dość dużo. Az jemu, Richardowi, uniósł się jeden kącik ku górze wyczekując z niecierpliwością interesującego wyjaśnienia. Alexander, dzieciak, który został Głową Rodziny Mulciber. Unikający samodzielnego napisania oświadczenia, zwalający robotę na Roberta. Kiedy to wyjaśnienie padło, Richarda nieźle rozbawiło. Uśmiech się poszerzył.

- Jeżeli wie, co to znaczy być odpowiedzialnym. Czy nadal potrzebuje korepetycji? I ta fundacja...? To był jego pomysł?
To było, komiczne, że aż przykre. Szkoda było Donalda, który być może lepiej poradziłby sobie z całą szopką niż Alexander, zwalający robotę na innego członka rodziny. Tutaj, na Roberta. Jako drugiego głowę rodziny ale w ich gałęzi.
Pokręcił głową i upił kolejny łyk swojego alkoholu.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#13
06.05.2024, 22:29  ✶  

Kolejny raz skinął głową. Skoro Richard dysponował odpowiednimi papierami, mogliby wykorzystać je nawet wcześniej - zwracając się o wsparcie jego kandydatury do zaufanych osób. Łatwiej było przekonać człowieka do pomocy, kiedy na takowej potencjalnie sam mógł coś zyskać. Zapunktować za sprawą polecenia kogoś, kto posiadał pewne dokonania. Miał na swoim koncie pewne sukcesy. Zwłaszcza w obecnej sytuacji, kiedy w kraju trwała przecież wojna - ktoś taki mogłby zostać uznany za istotny nabytek.

- Skompletuj te dokumenty i następnie przekaż mi ich kopie, łatwiej będzie nakłonić pewne osoby do współpracy. - poinformował brata. Tak na sam koniec, bo i niewiele więcej było już w tym temacie do dodania. O ile cokolwiek by się w ogóle znalazło. Nie było sensu przeciągać tego na siłę.

Nie tracił czasu na to, żeby poprosić Richarda o wcześniejszą informacje na wypadek konieczności udania się do Norwegii. Nie wydawało mu się to konieczne. Potrzebne. Nie miał przed sobą dzieciaka, którego należało pominać odnośnie każdej jednej sprawy. Tak przynajmniej uważał. Tak mu się wydawało. Mogli więc w pełni skupić się na kolejnej kwestii, o którą młodszy z bliźniaków zahaczył. Nieco zabawnej.

- I jego... i niekoniecznie jego. - wzruszył ramionami. Prawda była taka, że tego rodzaju sugestia padła podczas rozmowy z Alexandrem. W dodatku padła też z ust samego Alexandra. Na ile jednak poważnie o czymś takim kuzyn myślał? Tutaj pojawiały się dość... uzasadnione wątpliwości. I gdyby tylko Axel zachowywał się inaczej. Gdyby nie drażnił tak bardzo Roberta... można było sobie gdybać. Rozważać inne opcje. - Powiedzmy, że coś takiego padło podczas naszej rozmowy. I skoro zostawił to na mojej głowie, postanowiłem dostosować się do otrzymanych wytycznych.

Dostosować najlepiej jak tylko potrafił. O tym jednak już nie wspomniał. Nie zająknął się nawet słowem na temat swojej dokładności. Dbałości o szczegóły. Uwagi jaką temu poświęcił. Zakończył bez dodawania tych dodatkowych informacji. Sięgnął po papiery. Po pióro. Kałamarz. Delikatna sugestia? Próba przekazania bratu, żę powinien wracać do pracy? Najpewniej owszem. Na to wyglądało.

Potwierdziły to następnie słowa.

- Muszę dokończyć, żeby wreszcie rozliczyć czerwiec. - zauważył. Było już nieco po czasie, ale kto by się przejmował dodatkowymi dwoma dniami? Nie miał nad sobą szefa. Przełożonego. Pracował na własny rachunek. Mógł sobie więc pozwolić na własne tempo pracy. Takie, które mu odpowiadało. Liczyło się jedynie to, żeby wszystko ogarnąć. Zamknąć każdy jeden temat. Następnie zapłacić należny podatek. Bardzo dużo i zarazem też bardzo mało.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (2895), Robert Mulciber (3341)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa