• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
31 grudnia 1971 My Little Sin

31 grudnia 1971 My Little Sin
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
22.12.2022, 15:50  ✶  
Powiedział jej, że mógłby z tego uczynić sport, prawda? Z tego, żeby pokazywać jej swoje "najlepsze" cechy charakteru. I tak jakoś - uczynił to sportem. Nie robił tego świadomie, nie skupiał się na tym a jakby tu jeszcze dopierdolić panience Lestrange, muahahaha, to było związane z tym, że taki był. Koniec. Nie było żadnych celowych ciosów, nie było wielkiego planowania, nie było nawet nadmiernej złośliwości, czy próbowania zalezienia jej za skórę, jak to określała. Zdawał sobie w pełni sprawę, że to są takie szpileczki, małe i malutkie, które gdzieś tam szczypią skórę, że jego słowa nie są wybitnie miłe (hmm, łagodnie ujęte), ale to nie był faktycznie sport mający na celu sprawić, żeby to ona stała się tą piłką, którą będą odbijać paletki. Piłka była gdzieś pośrodku, paletki trzymali oni. Sauriel gładko rzucał tekstami, które przychodziły mu do głowy, a które były w jego osobistym mniemaniu całkiem zabawne. Nie na tyle, żeby oczekiwał, że się ktoś zaśmieje, ale cynizm był tak głęboko wpisany w jego DNA, że wyzbycie się go wymagałoby specjalnych nakładów energii. Ewentualnie sytuacji, która naprawdę wyciągałaby dziwoty z jego natury. Taka sytuacja, w której stajesz się sobą. Gdzie nie trzeba się zbroić w kły i pazury, żeby jakkolwiek tutaj być.
- Lat pracy? Nad czym? Gładką skórą? - Nie był niedomyślny, a przynajmniej nie tak absolutnie, ale to był właśnie ten moment, kiedy mógł ugryźć się w język. A nie chciał. W jego wypadku sztuka gryzienia się po tym języku chyba wkraczała wręcz na akcję pod tytułem "nie mogę". Musiał, bo inaczej by się udusił. O, zaraz, jak to dobrze, że wampirom to nie grozi... - Hmm. - Nie zabrzmiał tak, jakby się zastanawiał, ale ten dziwny dźwięk podobny do pomruku i "hmm"kania wydobył się z jego krtani. To była naprawdę mądra kobieta. Kobieta, która potrafiła grać w tę grę i wiedziała, o co toczy się stawka. Zależało jej na karierze i żeby karierę robić - teraz już nawet rozumiał, dlaczego Eryk sięgnął po magiczne zdanie "pomocy w karierze". Zastukał palcem w szklankę, bardziej w zastanowieniu niż dopominaniu się o trunek, ale to nic - ważne, że został znowu zapełniony, a skrzaty czy też kelnerzy czuwali. - Kobieta sukcesu. Nic dziwnego, że rodzice tryskają dumą. - Wychodziła na istny ideał - taki ideał dziecka, który chciałby mieć każdy czysrokrwisty. Znaczy się... każdy, kto o takim dziecku marzył. Bo niektórzy to marzyli jednak o tym, żeby tylko żadnego dziecka nie mieć. - Prawda w oczy kole? - Nie wnikał w to, kto tam dyryguje i co się dokładnie dzieje, powiedzonko jak powiedzonko. To jednak mężczyźni byli głowami rodów. - Wolę za często nie spoglądać w lustro. Jeszcze moje odbicie będzie o mnie zazdrosne.
O, to spojrzenie nawet mu się spodobało. Reakcja. Ostre spojrzenie przecięło ostro nieprzyjemny posmak w ustach i ciężar, rozpalając odrobinę ognia. Mdłe danie, które nagle zyskało na ciekawym aromacie przy kolejnym kęsie. Albo zawsze je miało, tylko trzeba było trafić na odpowiedni kawałek. Fakt, że mogła sobie tęsknić - nawet nie wiedział, jakie mieli ze sobą relacje. Za to po tym jej haśle zaczął myśleć, że mieli całkiem dobre. I że był to bolesny temat.
- Jak sobie chcesz. - Jeśli temat był bolesny w jakikolwiek sposób to tak - zamierzał sobie darować. Przynajmniej na razie miał na to humor, żeby sobie darować.
Ho! Udało się, obrażona! Lepszym słowem byłoby: urażona? Kłamstwem byłoby powiedzenie, że nie odczuwał z tego satysfakcji. Wolał zdecydowanie w tę stronę niż jakieś pierdu-pierdu pełne zrozumienia klepanie się po ramionkach. Skutecznie też odwracało uwagę. Pozwalało się skupić na pierdołach, zamiast na rzeczach poważnych.
- Ja cię chyba kojarzę z Hogwartu. To nie ty byłaś tą kujonką z domu Padalców? Prefektem? - TĄ znaczy którą? No tą czyli... sobą. Spojrzał na nią teraz z lekko pochyloną głową, próbując dopasować twarz do wspomnień, ale nie był pewien, czy potrafił do końca. Za to jej imię i nazwisko pasowało mu. O niektórych dzieciakach się po prostu gadało. O jednych dobrze, a o drugich... o drugich też dobrze tylko na odwrót.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
22.12.2022, 16:36  ✶  
Zapominał chyba, że oboje grają w tę grę. Że ona póki co jakoś tam znosiła jego szpile i uszczypliwości, ale w którymś momencie miarka się przebierze. I co wtedy? Czy wyglądała mu na cichą trusię? Ona też mogła mu zacząć uprzykrzać życie i tak bardzo jak ona się będzie męczyć musząc dołączyć do zespołu R, tak mogła sprawić, że on będzie się męczyć na samą myśl powrotu do domu. Czy tego chciała? Nie, bo to zajmowałoby zbyt dużo jej cennego czasu, ale jeśli się nie dogadają i nie wypracują jakiegoś konsensusu… To Victoria nie zawahałaby się przejść do ofensywy.
- Widzę, że nie zrozumiesz, więc nie będę tracić czasu i ci truć – tak, to był ten moment, jeden z wielu właściwie, kiedy powinien się zamknąć i ugryźć w język, ale płynął dalej. Więc i panienka Lestrange zagrała jego kartą, powiedziała dobitnie co na jego temat uważa i ucięła temat, bo nie prowadził do niczego sensownego. - Nigdy nie dałam im powodu, by dumni nie byli – jak już wspomniałam, Victoria trochę zadzierała nosa, ale sama była dumna ze swoich osiągnięć i nie zamierzała się ich wstydzić, wiec było jak było. Saurielowi mogło się to nie podobać… Ale zaczęli znajomość tak a nie inaczej, n a pierwsze wrażenie było już trochę za późno, i Victoria wzięła sprawy w swoje ręce, by mieć chociaż trochę przestrzeni dla siebie. - Nie, po prostu usiłujesz mnie znowu obrazić, a ja ci sugeruję, żebyś spojrzał na siebie, bo jesteś nie lepszy – ciagle się przywalał do niej i do jej priorytetów a sam co… Zaprotestował? Nie. Nadal grzecznie wykonywał przykazania rodziców, a przecież gdyby chciał, to mógłby się zbuntować. Efekt byłby pewnie właśnie taki jak opisała Victoria, ale ciągle oceniał ją, a zapominał o sobie. I to ją irytowało.
Nastała pełna niezręczności cisza, albo to tylko ona ją tak odebrała, w której przywołała do siebie kelnera i poprosiła o jeszcze jedną lampkę wina, ale też o coś do jedzenia. To był taki wybieg. Jak będzie jadła, to nie będzie musiała mu odpowiadać, proste.
- Nie znam takiego domu – odparła mu nadal urażona. Rybka nie połknęła haczyka.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
22.12.2022, 16:54  ✶  
Łatwo się było zapomnieć. Gdzieś zboczyć. Błądzenie było tym łatwiejsze, im mniej się skupiałeś na procesie wędrówki, a Sauriel w ogóle się na nim nie skupiał. Widział tylko jej finisz, mimo tego, że do mety było jeszcze bardzo, bardzo daleko. Gdzie ta meta, zapytacie? Ano - w ślubie. W momencie, kiedy jego dom zostanie nawiedzony przez kolejny niechciany element. By błądzić, trzeba jednak najpierw naprawdę podjąć wędrówkę. Żeby zapomnieć - trzeba mieć o czym zapominać. Obraz Victorii zmieniał się bardzo gładko. Z zarumienionej panienki na panienkę, która już przeszła przez pierwszy proces narzeczeństwa i miała jakieś tam doświadczenie w tym temacie. Która była naprawdę ambitna i po prostu nie była gotowa płacić ceny wygód i swojej kariery dla głośnego krzyczenia, jak bardzo jej się to wszystko nie podoba. Zastanowiło cię to, jak wyglądały zaręczyny twoich rodziców. Czy też nie lubili się od pierwszego wejrzenia? Anna zawsze wydawała się zapatrzona w Eryka do pewnego stopnia. Spoglądała na niego czasem tak tęsknie, jakby straciła coś, co już nigdy do niej wróci. Jakby straciła męża, chociaż ten ciągle przy niej był. Eryk? Wydawał się traktować żonę prawie jak powietrze. Nie krzyczeli jednak na siebie. Już nie. Była tylko cisza i wymiany ewentualnych grzeczności, żeby utrzymać to wszystko na znośnym do przeżycia stanie. Nie było w tym satysfakcji.
- I tak już go tracisz. - Raczył zauważyć, bo przecież siedzieli w tej knajpie i... no niby mogli wyjść wcześniej, udawać, że tu byli i że było okej, że przesiedzieli do północy. Skłamać. Jak jednak już ustalili i jak to Victoria ujęła - nie warto było dla czegoś takiego ryzykować swojego zaplanowanego już życia. Rozumiałeś doskonale, jakim głębokim i grząskim bagnem były kontakty z własną rodziną, kiedy groziło ci, że cię pochłonie, jeśli nie będziesz poruszać się tak, jak ci zagrają. Im mocniej wierzgasz tym bardziej cię wciąga. - Musiałaś mieć bardzo nieciekawe życie. - Skoro zawsze rodzice byli z nim dumni, znaczy że co? Że naprawdę była pieprzonym, chodzącym ideałem. Naprawdę nie lubił takich osób. Zadzierających nosa, bo są tacy dobrzy. Że ich zajebisty świat układał się super zajebiście dobrze, bo... bo mieli trochę szczęścia w tym życiu. Victoria też wcale nie miała takiego wielkiego pecha. Chyba że marzyły się jej jednak te dzieci. Wtedy tak - pech był dotkliwy.
- Mówię tylko prawdę, a ty mówisz, że to obraza, więc... jednak prawda w oczy kole. - Wzruszył ramionami, bo co ona to poradzi? Mogła zaprzeczać ile chciała, a przecież taki był fakt. Po nim to spływało jak po kaczce. No tak, tak było - i co z tego? Nie da się walczyć z pewnymi oczywistościami. Sauriel nie miał już siły na podejmowanie rękawic, bo kiedy podjął takową i chciał się uwolnić to... zginął. Na swoje nieszczęście nie wystarczająco mocno. Ale wiedział już, jak swoją wolność zgarnąć w ramiona. Nie miał tylko jeszcze na to wystarczającej odwagi. Albo..? Albo to jednak jeszcze tliła się taka maciupka iskierka nadziei w nim..?
Ona nie łyknęła haczyka, a on się utwierdził w przekonaniu, że tak, to była ona. Victoria, jak zwycięstwo. I zwyciężyła, yeeey..!
- Czy wybrali już państwo i mogę przyjąć zamówienie? - Kelner znowu wbił się w dobrym momencie. Sauriel gestem podziękował, że nie - jeszcze niczego zamawiał nie będzie. Więc kelner spojrzał na Victorię.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
22.12.2022, 17:37  ✶  
- Mogłabym tracić go bardziej. Na przykład wrócić do domu po tym spotkaniu i uznać, że zmarnowałam czas, bo się denerwowałam na ciebie i że mnie wkurzasz do granic i wtedy czas jest bardzo marnowany. A mogę po prostu wrócić do domu po tym spotkaniu i powiedzieć, ze go zmarnowałam, ale że nie jestem tak zmęczona psychicznie jak mogłabym być i wtedy czas jest zmarnowany trochę mniej – wyjaśniła mu swój sposób myślenia mówiąc trochę jak do debila, żeby na pewno załapał. To nie tak, że miała go za skończonego kretyna… ale też jej się póki co nie pokazał od tej bystrej strony. To też ją irytowało. Bo tu nie było rozmowy na poziomie, tylko jakieś takie… przepychanki i poziom mugolskiego podwórka czy coś w ten deseń.
- Dlaczego? To może mi opowiedz o swoim ciekawym życiu, żebym wiedziała co straciłam? – dlaczego miała mieć nieciekawe życie? Bo się uczyła? Bo coś osiągnęła? Bo zaliczyła trzy różne stanowiska w pracy i ciągle się dokształcała? No dobra z tym trzecim to tak… No już prawie. Egzamin na aurora miała zdać już w nowym roku, lada dzień tak naprawdę. Ale nie wierzyła w porażkę. Jedna nogą już w tym wszystkim siedziała.
- Mówię, że próbujesz, nie że ci się to udaje, to zasadnicza różnica – i chyba nie zamierzał się wypierać, że owszem, próbuje jej nadepnąć na odcisk? Jej zajebisty świat nie układał się zajebiście dobrze dlatego, że miała trochę szczęścia. Szczęściu trzeba było dopomóc i układało się zajebiście dobrze tylko dlatego, że na to pracowała. Że nabawiła się przy tym bezsenności? Skutek uboczny – ale to wszystko naprawdę nie brało się z powietrza. A czy marzyły jej się dzieci… Nie w tym momencie, nie. Ale ogólnie… Chyba tak? Wyobrażała sobie, że kiedyś będzie mogła uczyć małą, podobną do niej, dziewczynkę odpowiednich ruchów nadgarstka i że będą się razem świetnie bawić. I śmiać. Nie tak jak było w jej domu, ze tylko zakazy, zakazy i nakazy.
O tak, Victoria już sobie coś wybrała, ale celowo jeszcze przedłużyła ten moment patrząc w karę, jakby się miała rozmyślić i zmienić zdanie. Ale nie zmieniła. I poprosiła też, żeby później przynieśli jej mus czekoladowy. No i to wino do kolacji. Sama w końcu spojrzała na Sauriela, znowu, tym swoim wzrokiem wymownym.
- Nie zamawiasz niczego?
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
22.12.2022, 18:05  ✶  
Miała racje, tak to właściwie wyglądało - że tracili tutaj czas, ale ten czas mógł być tracony na różne sposoby. Można było go również tracić po samym spotkaniu na nerwy, na zgrzytanie zębami i wyklinanie w myślach tej drugiej strony. Toteż teraz nawet pokiwał parę razy głową ze zrozumieniem, biorąc w palce kraniec obrusa, który zaczął skubać. Intensywne spojrzenie zniknęło i teraz w zasadzie zaczął niemal unikać konfrontowania z nią spojrzenia po tamtej krótkiej wymianie zdań zaczynającej się od pytania: "czy mam coś na twarzy?" Tak naprawdę zupełnie nie pomyślał o tym, co może być "po". Gdyby Victoria odpowiednio się postarała to on też zacząłby syczeć, wkurwiać się i też wyszedłby stąd z zaciśniętą szczęką. Na szczęście w tym duo był ktoś minimalnie bardziej mądry i przejmujący się tym, co będzie potem. W tym celu trzeba było właśnie na to zwracać uwagę - na drogę. Na mijane krzaczki i na interakcje, jakie się ze sobą miało.
- Mądre słowa. - Ot i prosta sprawa. Sauriel nie miał żadnego problemu z tym, żeby zrównywać innych do poziomu dna, a Victoria słusznie oceniła, że tam pokonałby doświadczeniem. Bo sam nie miał problemu z tym, żeby samego siebie obrażać, co już dało się zauważyć. Był człowiekiem wyzutym z szacunku. Jak ta gąbka, której pozbawiałeś wody, żeby w ogóle dało się cokolwiek nią umyć. Bez tego był bardziej czysty. W swoim własnym mniemaniu i własnej wygodzie. Zdawał sobie sprawę również z tego, że nie wychodził na żadnego inteligenta, a to mu kompletnie nie przeszkadzało. Kiedy ludzie mają cię za głupiego to mniej od ciebie oczekują. A i on sam nie uważał się za jakoś wybitnego, chociaż wiedział również, że nie był... przeciętny. Zabawa obrusikiem została przerwana dopiero przy jej następnych dwóch pytaniach. I znowu spojrzał na nią nieco czujniej, uniósł brwi, upewniając się, czy usłyszał, co usłyszał, albo raczej - czy ona pyta serio. Nie widział jednak na jej twarzy pogardy, doszukiwał się w jej głosie cynizmu, sarkazmu, ironii, czegoś negatywnego.
- "Dziewczyna czuje, - odpowiadam skromnie -
A gawiedź wierzy głęboko;
Czucie i wiara silniej mówi do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko."

Wymruczał dźwięcznie, wymruczał głęboko, jak czar, od którego blask wokół mógł przygasnąć, by świece przy stoliku zapłonęły jaśniej. Lecz nie był to czar - jedynie fragment wiersza. Pięknego wiersza, swoją drogą, w jego mniemaniu. Zakładał, że akurat ona tego wiersza nie znała. To był jego mały sekrecik - miał bzika na punkcie mugolskiej sztuki. Jej otwartości, poszukiwania magii, nawet jeśli jej nie znali. Niektórzy mugole wydawali się podświadomie ją wyczuwać. Inni po prostu zachwycali wyobraźnią. I nie to, żeby wśród czarodziei nie było dobrych twórców - byli! Ale dla niego to zawsze było za mało.
- Nie ma takich książek, które przekażą ci prawdy żywe. Książka to książka. Papier, tusz i kurz zbierany na półce biblioteki. A ty wśród tych rzeczy martwych przesiedziałaś całe dzieciństwo. - Jak niejedna zresztą osoba. Wykształcenie w tym świecie się liczyło - nikt nie potrzebował filozofów i myślicieli, jakim Sauriel był. Nie potrzebowali grajków od siedmiu boleści, bo nikt nie chciał słuchać śpiewaka, który śpiewał o zniszczeniu murów, zerwaniu łańcuchów i wyrwaniu krat. Koniec końców - śpiewak zawsze zostawał sam.
- Jasne. Bo po twoich reakcjach w ogóle nie widać, kiedy jesteś urażona. - Uśmiechnął się kącikiem. Ale to fakt, to była bardzo istotna różnica. Jak było powiedziane - nie stawiał za cel naobrażania jej. Nawytykania samych negatywów, czego się tam tylko dało. Ale jednocześnie nie mógł zaprzeczać, że w sumie to ją tykał palcem i na odcisk nadeptywał.
- Przeszkadza to królewnie? To samo co dla panienki. Bez deseru. - I od razu zamachał na boki szklaneczką pokazując, że z whiskey też nie zamierzał rezygnować. - Już? Lepiej, kiedy dzidzia nie je sama?


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
22.12.2022, 19:01  ✶  
Że były to mądre słowa to wiedziała, ale co z tego? Jeszcze druga strona musiała chcieć współpracować, a póki co widziała u Sauriela chęć do dokładnie czegoś odwrotnego. Nie chciał prowadzić normalnych rozmów, nie chciał się z nią nawet trochę poznać i to zaczynając od takich podstaw w stylu no nie wiem, data urodzenia, znak zodiaku, liczba drogi życia. Czym dokładnie się zajmuje obecnie, co robiła wcześniej i co lubi robić w wolnym czasie. Od tego można by wyjść i jakoś… zacząć to sobie wszystko układać, nie? Móc coś o drugiej stronie powiedzieć, a w przyszłości wiedzieć czego się po sobie spodziewać. A tu nie. Nie, w ogóle od dupy strony zaczęli tę znajomość; zamiast neutralnie to od razu tak, że się odechciewało spędzać czas we własnym towarzystwie. A przecież będą musieli go spędzać więcej. Nie?
- Co to? – ona zadała konkretne dwa pytania i w odpowiedzi dostała… to. No. Coś tam wymruczał pod nosem. Jakieś rymy, poezja chyba. Victoria się w niej nie zaczytywała, nie miała na to czasu, walała konkrety, a nie bujanie w obłokach. Ale gładko się to pokrywało ze stwierdzeniem Anny Rookwood, że Sauriel jest romantykiem. Heh. No może miał jakieś tam zalążki, na pewno większe, niż ona sama, a przynajmniej tak o sobie myślała. - Moja rodzina od strony matki opiekuje się wielką biblioteką, więc mam to po prostu we krwi – w końcu jej matka była od Parkinsonów. Prowadzili ogromną magiczną bibliotekę Maeve. Dlatego to, co powiedział, nie było żadną obrazą. Było poniekąd komplementem. - W książkach jest spisane samo życie. Myślisz, że przeżywamy coś nowego? Nie. To wszystko już było. Zresztą co w tym złego, albo nieciekawego? Dla mnie to było bardzo ciekawe. Opieka nad kwiatami zresztą też, a one są całkiem żywe – może myślał, ze ta gadka o kwiatach ostatnio była na pokaz, ale nie, Victoria naprawdę kochała kwiaty, rośliny w ogóle. W szkole strasznie jej się podobało zielarstwo, a tak wiele osób gardziło tym przedmiotem. Błąd. - Gdyby mi się chciało, to byś się nigdy nie połapał – ale jej się nie chciało. Ostatnio, wtedy, na tym zapoznaniu – wtedy się starała, ale nie do końca, była wzięta z zaskoczenia. Dzisiaj dałaby radę zamaskować swoje emocje… ale po co miała kryć swoje niezadowolenie?
- Po prostu zapytałam. Mogłeś powiedzieć, że nie chce ci się jeść, nie moja sprawa. Nie musisz robić scenek, serio. Poza tym nazywam się Victoria, a nie klacz, nie żaba, nie księżniczka, nie królewna i z pewnością nie dzidzia. Przestań mnie mierzyć swoją miarą z łaski swojej - bo jak dzidzia, i to w dodatku rozwydrzona, to zachowywał się tutaj on.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
22.12.2022, 19:21  ✶  
Będą musieli. Będą musieli się przynajmniej widywać, prawdopodobnie codziennie. Ewentualnie parę razy w tygodniu - to zależało już od tego, jak bardzo będą starali się nie wchodzić sobie w drogę. Unikać się, jak bardzo tylko się da. Kiedy się już spotkają - co wtedy? Wielka niewiadoma jak na razie przekładała się na to, że to nie będzie miłe i spokojne życie, a droga domowa nie będzie płatkami stokrotek usłana, tylko całymi różami. Tymi, które teraz Victoria trzymała w wazoniku i podtrzymywała im życie. Piękne, czerwone. Kłujące. W zależności od natężenia bodźców i emocji każdy krok mógł nieść huk i krew. Zostawiać brzydkie ślady na starannie wypolerowanych panelach. Wtedy będzie można prześledzić całą drogę ich słodkiego, domowego żywota.
- Wiersz Mickiewicza, zatytuowany "Romantyczność". Inspirowany Szekspirem. - Tak, każdy miał swój sposób na spędzanie czasu. Jedni tonęli w podręcznikach, które tłumaczyły matematyką, królową nauk, zasady tego świata rozbierając je na pierwiastki, inne uczyły czarami jak nagiąć tę rzeczywistość, a jeszcze inne otwierały oczy i duszę na świat, którego nauka zbadać już nie mogła. Czary mogły go tylko naginać, ale nigdy sprawić, by były prawdziwe. Och, chyba że ból. Ból był zawsze ten sam i niezmienny. - Łopatologicznie tłumacząc: wiersz mówi o tym, jak człowiek nauki próbował wyjaśnić prostemu ludowi świat, ale lud znał go o wiele lepiej niż on - nie z książek, badań i bibliotek, tylko przeżywania go. - Czuł, że to jest jakaś pułapka, dlatego trzeba być tu podwójnie czujnym jak pies podwójny. I cholera - była to pułapka. Sauriel skrzywił się z lekkim niezadowoleniem, że w nią wszedł, zamiast zamknąć jadaczkę. Że w ogóle odpowiedział w taki sposób, zamiast to uciąć jakąś pyskówką. A tu co? Jakiś zalążek cywilizowanej rozmowy? Fuj, rozmowa z kobietą, no normalnie ohyda! Nie, tak nie pomyślał, bo to było prześmiewcze ujęcie. Ale mniej więcej macie obraz tego, o co chodzi. - To, że zamiast przeżywać, żyjesz życiem innych. - Zamiast doświadczać - o doświadczeniach czytała. To znaczy - wcale nie myślał, że to takie nieciekawe. I wcale nie uważał, że siedzenie pomiędzy tymi regałami, wielkimi, było nudne i nieciekawe. W zasadzie było całkowicie... czarujące. Cisza, spokój. Tylko ty i stare tomy. Tajemnice, które artyści mogli poukrywać w swoich dziełach. To budziło takie maluutkie pragnienie Sauriela, żeby badać i odkrywać. Żeby trącić łapą jedną czy drugą książkę i spojrzeć na jakiej stronie się otworzą, gdy już spadną. Co zostało w nich zapisane. Jego wyobraźnię było bardzo łatwo pobudzić, ale zdecydowanie nie chciał się zagalopowywać w jej towarzystwie. W niczyim towarzystwie obecnie nie chciał tego robić. - "Gdyby mi się chciało" - przedrzeźnił ją - chwalipięta z ciebie, co? Taka dumna, taka zdolna. - Ludzie lubili czuć się docenieni, nie było w tym niczego dziwnego.
- I co my poradzimy, że to jedyna [miara], jaką mam? - Aż korciło żeby powiedzieć, że nie jest pewien, ile tej łaski będzie miał. Ale nie na tyle, żeby palnąć aż tak głupim tekstem. Tutaj akurat trochę się w jęzor ugryzł. Tak ociupinkę. Ha! Dowód na to, że jednak jak się chce to wszystko jest możliwe. - Dzięki za wyjaśnienie moich praw, co mogę a czego nie muszę. Od razu jakoś mi tak... klarowniej.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
22.12.2022, 20:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.12.2022, 20:24 przez Victoria Lestrange.)  
To zależało też od trybu życia, od tego czym się zajmowali na co dzień i z czego żyli. A ona o Saurielu za wiele powiedzieć nie mogła… prócz tego, że to nieciekawy typ. Czy będą się mijać, a może wbrew przeciwnie? Czasami na pewno będzie trzeba się razem pokazać na jakimś… spędzie rodzinnym. A może nie? Może ktoś w końcu nie wytrzyma i od siebie odejdą, wykurzając przy tym całą rodzinę, ale hej – wtedy już za wiele zrobić nie będą mogli, bo dostali co chcieli.
Victoria zmarszczyła brwi. Mickiewicz, Szekspir… No to nie brzmiało jak jacyś czarodziejscy autorzy.
- To jakieś… mugolskie? – zapytała w końcu, nie mogąc znaleźć na to lepszych słów. Trochę się skrzywiła. Bądź co bądź… była wychowana w czystokrwistej rodzinie z zasadami. Była karmiona bzdurami o mugolach od urodzenia. - Znać, a znać… To dwie różne sprawy – znać empirycznie czy rozumieć dlaczego coś się dzieje tak, a nie inaczej? Naukowiec po prostu znał świat od innej strony, ale czy lepiej, czy gorzej? Po prostu inaczej. Ale rzeczywiście, to była mała pułapka, tyle, ze zastawiona dość nieświadomie, bo jednak Sauriel wykrzesał z siebie dłuższe zdanie. I wcale nie mówił jak jakiś skończony nieuk. Chyba tylko dlatego przemilczała dłuższy komentarz na temat czytania mugolskiej poezji – to było zrobienie na kobiecie wrażenia! Tyle, że chyba nie taki był w ogóle cel. - Skąd. Nikt się za mnie nie uczył. Nikt za mnie nie szedł do pracy i nikt za mnie jej nie wykonywał. Nikt też za mnie tutaj z tobą nie przyszedł. Myślę, że zdecydowanie sama swoje życie przeżywam i nie mam czasu, by przeżywać życie kogoś innego – plotki jej nie omijały, nawet ona ich czasami słuchała, albo czytała coś niedorzecznego w gazecie. Ale nie żyła tym, nie. Uważała, że mimo wszystko jednak doświadczała całkiem sporo. Zresztą… przecież w pracy nie siedziała za biurkiem, jak mogłoby się wydawać po tym, że była kujonką. - Własnych dokonań nie należy się wstydzić, zwłaszcza, jeśli rzetelnie się na nie zapracowało – co łatwo przyszło to łatwo pójdzie, ale praca, jaką się w coś włożyło, szlifowanie własnych umiejętności miesiącami, latami – do perfekcji, czy było się czego wstydzić? Absolutnie nie. - Na bycie zdolnym też trzeba sobie zapracować, samo się nic nie dzieje. Dlatego się mówi, że czas to pieniądz i to cała prawda – bo czas, jaki się w coś włożyło, później można było przekuć na kompetencje, a następnie – na galeony, które stety czy niestety do życia były potrzebne. I tylko głupiec mówił, że nie.
- Nie ma za co. Zaręczam, że tych praw masz znacznie więcej – i żeby było zabawniej: nie było żadnych zakazów, bo Victoria jak na razie mówiła tylko o tym co może, a czego nie musi, nie czego nie może. - Powiedz mi jedno. Co ci szkodzi chociaż przez chwilę być… nieopryskliwym? Az tak chcesz sobie komplikować życie?
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
22.12.2022, 20:47  ✶  
Zasady o tym, by na siłę wydawać kogoś za mąż były przestarzałe i nie powinny mieć miejsca. Cało to gonienie za czystością krwi... mało historia pokazała, że to nawet nie jest zdrowe? Że generuje to problemy, choroby? Lecz nie. Czarodzieje nie uczyli się na swoich błędach, a nawet wynosili na piedestał swoje przekonania, że nie ma nic lepszego poza błękitem krwi. Kiedy zaś poczuli, że ich ideały upadają, a grunt robi się grząski, postanowili zainwestować w największego wariata, w jakiego tylko mogli. Czarny Pan był u szczytu swoich możliwości, a na pewno nie pokazał jeszcze nawet ćwiartki tego, co mógł zrobić i czego mógł dokonać.
- Co za różnica? - Było to pół pytanie, pół stwierdzenie. Bo różnicy nie robiło żadnej. Autor to autor, a bycie czarodziejem czy nim nie bycie to żaden wyznacznik. Te dwa światy nigdy nie powinny zostać rozdzielone. Napędzało to jakiś wzajemny strach i nienawiść. Z drugiej strony nienawiść by jednak nie zniknęła sama w sobie. Nie było pewnie dobrych rozwiązań, można powiedzieć "zrobili, co w ich mocy" patrząc w przeszłość. Czarodzieje przecież doświadczyli tak samo wiele złego z rąk mugoli jak i w drugą stronę. - Fantastycznie. Cieszę się twoim szczęściem i ekscytującym życiem. - Każdy miał jakiś własny wyznacznik. Znów można było powiedzieć: spójrz w lustro. Co byś tam zobaczył? Jakie "ekscytacje"? Takie życie wybrała i takiego życia chciała. Od pracy do pracy, żeby tak mijał tydzień. Zajęcia potem w domu i znowu do pracy. W kółko. Powtórz. Maszyna wetknięta w szarość i nudę rzeczywistości. Przynajmniej była w nią wetknięta. Nie było tutaj jednak czego pozazdrości, a jednak ciężko było nie powiedzieć, że godne pozazdroszczenia było trzymanie się swojej ścieżki. Osiąganie tego, co naprawdę chciało się osiągnąć. Ona to robiła. Tak jej pasowało. Nie potrzebowała chleba i igrzysk, nie oczekiwała fajerwerków. Chciała mieć karierę. Jak każdy całkowicie normalny człowiek. Ale proszę bardzo, oto i wracamy do poprzedniego tonu. Chociaż nawet nie. Bo teraz w jego głosie słychać było rozdrażnienie. Chwyciła go mała irytacja, tak jak on teraz mocniej zacisnął palce na szklance i upomniał samego siebie, żeby jednak nie zaciskać tej ręki mocniej. Chociaż miał ochotę. Jednak żeby poleciało szkło, by zostało stłuczone. Nie lubił się hamować. Naprawdę tego nie lubił. Ale jak jej słuchał teraz to nóż mu się w kieszeni otwierał.
- Naprawdę? Będziesz mi musiała kiedyś o nich opowiedzieć. Umieram z ciekawości. - Haha, taki żarcik z tym umieraniem... Następne pytanie może i było spodziewane, ale jakoś wypłynęło naturalnie. Zaskoczyło tak czy siak. Troszeczkę. - Opryskliwy? Ja? Nigdy bym tak nie zrobił. - Ten wieczór płynął zdecydowanie za wolno. - Jaki mam być, jeśli nie opryskliwy? Przez jakąś minutę byłem i to było i tak za dużo. - Nawiązał do krótkiej wymiany zdań apropo książek i poezji. - Źle to odbierasz, Cukiereczku. Ja tego nie utrudniam. Wręcz przeciwnie. To jest moja sympatyczna strona. - A tej gorszej nawet nie chciał jej pokazywać, bo nie była niczemu winna.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
22.12.2022, 21:12  ✶  
No były to przestarzałe zasady, to prawda, ale tak niestety wyglądało życie. Niektórzy mieli świra na punkcie czystości krwi, inni po prostu chcieli mieć święty spokój. No i tyle. Albo płyniesz z prądem, albo przeciwko niemu – a jeśli to drugie, to przygotuj się na to, że nie będzie łatwo. Będzie wręcz bardzo trudno. Tak, że możesz nie dopłynąć do upragnionego celu.
- Niektórzy by ci pewnie powiedzieli, że ogromna. Ja po prostu zapytałam z ciekawości – w jej tonie pobrzmiewały urażone nuty, bo Victoria naprawdę… próbowała tutaj poprowadzić jakąś minimalnie normalną rozmowę. I była gotowa nawet przejść obok tych mugolskich pisarzy – byle choć przez moment poprowadzić… względnie miłą rozmowę. - To ty uznałeś, że prowadziłam nudne życie. Zdecyduj się – ależ on ją denerwował! Wiecznie na nie, wiecznie na opak, wiecznie żeby być w opozycji. A ona wcale nie chciała być mu wrogiem, tylko nie zamierzała też dać sobą pomiatać, ani na siłę starać się prowadzić normalną rozmowę.
Prawdę mówiąc… to im dalej w las tym bardziej sądziła, że to będzie ta gorsza wersja straty czasu. Że wróci do domu z bólem głowy i to wcale nie wywołanym alkoholem. Że ten facet po prostu doprowadzi ją do szału. Sam zaczynał te swoje gadki, sam brał ją pod skórkę, a potem był z tego wszystkiego niezadowolony. Czy ona coś mówiła o jego nudnym życiu? Czy powiedziała choć raz, że jest beznadziejny, bo nawet uczciwej pracy nie mógł znaleźć? Nie. Ani jednego razu go nie obraziła, a on…
W jej mniemaniu nawet się nie starał.
- Wątpię – wymruczała pod nosem. Wątpiła, że musi i wątpiła, że umierał z ciekawości. A po co ma marnować powietrze i czas na opowieści, skoro jego to obchodziło tyle, co śnieg z zeszłego roku? - Jak to jaki? Nieopryskliwy. Jak nie potrafisz być miły, to mógłbyś chociaż spróbować być… neutralny – szukała na to jakiegoś słowa, ale to jedyne jakie przyszło jej w tak krótkim czasie do głowy. Oooch. Ona to źle odbiera, tak? Ona źle odbiera, a nie on po prostu źle się zachowuje? - T o jest sympatyczna strona? – proszę bardzo, tyle szukał w niej sarkazmu i ironii, że w końcu się doczekał. - Nic dziwnego, że dopiero teraz postanowili ci poszukać żony. Szkoda tylko, że padło na mnie – ona z kolei nie zamierzała się już silić na miły ton. Tak, ten wieczór zdecydowanie płynął zbyt wolno. Powiedziała swoje i teraz planowała obrać tą swoją drugą taktykę: milczenie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (6046), Victoria Lestrange (4345)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa