22.12.2022, 15:50 ✶
Powiedział jej, że mógłby z tego uczynić sport, prawda? Z tego, żeby pokazywać jej swoje "najlepsze" cechy charakteru. I tak jakoś - uczynił to sportem. Nie robił tego świadomie, nie skupiał się na tym a jakby tu jeszcze dopierdolić panience Lestrange, muahahaha, to było związane z tym, że taki był. Koniec. Nie było żadnych celowych ciosów, nie było wielkiego planowania, nie było nawet nadmiernej złośliwości, czy próbowania zalezienia jej za skórę, jak to określała. Zdawał sobie w pełni sprawę, że to są takie szpileczki, małe i malutkie, które gdzieś tam szczypią skórę, że jego słowa nie są wybitnie miłe (hmm, łagodnie ujęte), ale to nie był faktycznie sport mający na celu sprawić, żeby to ona stała się tą piłką, którą będą odbijać paletki. Piłka była gdzieś pośrodku, paletki trzymali oni. Sauriel gładko rzucał tekstami, które przychodziły mu do głowy, a które były w jego osobistym mniemaniu całkiem zabawne. Nie na tyle, żeby oczekiwał, że się ktoś zaśmieje, ale cynizm był tak głęboko wpisany w jego DNA, że wyzbycie się go wymagałoby specjalnych nakładów energii. Ewentualnie sytuacji, która naprawdę wyciągałaby dziwoty z jego natury. Taka sytuacja, w której stajesz się sobą. Gdzie nie trzeba się zbroić w kły i pazury, żeby jakkolwiek tutaj być.
- Lat pracy? Nad czym? Gładką skórą? - Nie był niedomyślny, a przynajmniej nie tak absolutnie, ale to był właśnie ten moment, kiedy mógł ugryźć się w język. A nie chciał. W jego wypadku sztuka gryzienia się po tym języku chyba wkraczała wręcz na akcję pod tytułem "nie mogę". Musiał, bo inaczej by się udusił. O, zaraz, jak to dobrze, że wampirom to nie grozi... - Hmm. - Nie zabrzmiał tak, jakby się zastanawiał, ale ten dziwny dźwięk podobny do pomruku i "hmm"kania wydobył się z jego krtani. To była naprawdę mądra kobieta. Kobieta, która potrafiła grać w tę grę i wiedziała, o co toczy się stawka. Zależało jej na karierze i żeby karierę robić - teraz już nawet rozumiał, dlaczego Eryk sięgnął po magiczne zdanie "pomocy w karierze". Zastukał palcem w szklankę, bardziej w zastanowieniu niż dopominaniu się o trunek, ale to nic - ważne, że został znowu zapełniony, a skrzaty czy też kelnerzy czuwali. - Kobieta sukcesu. Nic dziwnego, że rodzice tryskają dumą. - Wychodziła na istny ideał - taki ideał dziecka, który chciałby mieć każdy czysrokrwisty. Znaczy się... każdy, kto o takim dziecku marzył. Bo niektórzy to marzyli jednak o tym, żeby tylko żadnego dziecka nie mieć. - Prawda w oczy kole? - Nie wnikał w to, kto tam dyryguje i co się dokładnie dzieje, powiedzonko jak powiedzonko. To jednak mężczyźni byli głowami rodów. - Wolę za często nie spoglądać w lustro. Jeszcze moje odbicie będzie o mnie zazdrosne.
O, to spojrzenie nawet mu się spodobało. Reakcja. Ostre spojrzenie przecięło ostro nieprzyjemny posmak w ustach i ciężar, rozpalając odrobinę ognia. Mdłe danie, które nagle zyskało na ciekawym aromacie przy kolejnym kęsie. Albo zawsze je miało, tylko trzeba było trafić na odpowiedni kawałek. Fakt, że mogła sobie tęsknić - nawet nie wiedział, jakie mieli ze sobą relacje. Za to po tym jej haśle zaczął myśleć, że mieli całkiem dobre. I że był to bolesny temat.
- Jak sobie chcesz. - Jeśli temat był bolesny w jakikolwiek sposób to tak - zamierzał sobie darować. Przynajmniej na razie miał na to humor, żeby sobie darować.
Ho! Udało się, obrażona! Lepszym słowem byłoby: urażona? Kłamstwem byłoby powiedzenie, że nie odczuwał z tego satysfakcji. Wolał zdecydowanie w tę stronę niż jakieś pierdu-pierdu pełne zrozumienia klepanie się po ramionkach. Skutecznie też odwracało uwagę. Pozwalało się skupić na pierdołach, zamiast na rzeczach poważnych.
- Ja cię chyba kojarzę z Hogwartu. To nie ty byłaś tą kujonką z domu Padalców? Prefektem? - TĄ znaczy którą? No tą czyli... sobą. Spojrzał na nią teraz z lekko pochyloną głową, próbując dopasować twarz do wspomnień, ale nie był pewien, czy potrafił do końca. Za to jej imię i nazwisko pasowało mu. O niektórych dzieciakach się po prostu gadało. O jednych dobrze, a o drugich... o drugich też dobrze tylko na odwrót.
- Lat pracy? Nad czym? Gładką skórą? - Nie był niedomyślny, a przynajmniej nie tak absolutnie, ale to był właśnie ten moment, kiedy mógł ugryźć się w język. A nie chciał. W jego wypadku sztuka gryzienia się po tym języku chyba wkraczała wręcz na akcję pod tytułem "nie mogę". Musiał, bo inaczej by się udusił. O, zaraz, jak to dobrze, że wampirom to nie grozi... - Hmm. - Nie zabrzmiał tak, jakby się zastanawiał, ale ten dziwny dźwięk podobny do pomruku i "hmm"kania wydobył się z jego krtani. To była naprawdę mądra kobieta. Kobieta, która potrafiła grać w tę grę i wiedziała, o co toczy się stawka. Zależało jej na karierze i żeby karierę robić - teraz już nawet rozumiał, dlaczego Eryk sięgnął po magiczne zdanie "pomocy w karierze". Zastukał palcem w szklankę, bardziej w zastanowieniu niż dopominaniu się o trunek, ale to nic - ważne, że został znowu zapełniony, a skrzaty czy też kelnerzy czuwali. - Kobieta sukcesu. Nic dziwnego, że rodzice tryskają dumą. - Wychodziła na istny ideał - taki ideał dziecka, który chciałby mieć każdy czysrokrwisty. Znaczy się... każdy, kto o takim dziecku marzył. Bo niektórzy to marzyli jednak o tym, żeby tylko żadnego dziecka nie mieć. - Prawda w oczy kole? - Nie wnikał w to, kto tam dyryguje i co się dokładnie dzieje, powiedzonko jak powiedzonko. To jednak mężczyźni byli głowami rodów. - Wolę za często nie spoglądać w lustro. Jeszcze moje odbicie będzie o mnie zazdrosne.
O, to spojrzenie nawet mu się spodobało. Reakcja. Ostre spojrzenie przecięło ostro nieprzyjemny posmak w ustach i ciężar, rozpalając odrobinę ognia. Mdłe danie, które nagle zyskało na ciekawym aromacie przy kolejnym kęsie. Albo zawsze je miało, tylko trzeba było trafić na odpowiedni kawałek. Fakt, że mogła sobie tęsknić - nawet nie wiedział, jakie mieli ze sobą relacje. Za to po tym jej haśle zaczął myśleć, że mieli całkiem dobre. I że był to bolesny temat.
- Jak sobie chcesz. - Jeśli temat był bolesny w jakikolwiek sposób to tak - zamierzał sobie darować. Przynajmniej na razie miał na to humor, żeby sobie darować.
Ho! Udało się, obrażona! Lepszym słowem byłoby: urażona? Kłamstwem byłoby powiedzenie, że nie odczuwał z tego satysfakcji. Wolał zdecydowanie w tę stronę niż jakieś pierdu-pierdu pełne zrozumienia klepanie się po ramionkach. Skutecznie też odwracało uwagę. Pozwalało się skupić na pierdołach, zamiast na rzeczach poważnych.
- Ja cię chyba kojarzę z Hogwartu. To nie ty byłaś tą kujonką z domu Padalców? Prefektem? - TĄ znaczy którą? No tą czyli... sobą. Spojrzał na nią teraz z lekko pochyloną głową, próbując dopasować twarz do wspomnień, ale nie był pewien, czy potrafił do końca. Za to jej imię i nazwisko pasowało mu. O niektórych dzieciakach się po prostu gadało. O jednych dobrze, a o drugich... o drugich też dobrze tylko na odwrót.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.