Był pewien powód dla którego nie pojawiał się przez jakiś czas na oczach reszty gości.
Był nim cholerny zakład z Millie, na który przystanął, a którego teraz, widząc się w lustrze, srogo żałował. Wziął jednak głęboki wdech, wiedząc, że za późno na stchórzenie.
Szczególnie, że muzyka która leciała na imprezie była niezwykle dobra. Dla niej samej warto było przecierpieć. Jak i dla zapasów, o które toczyła się stawka. Był gotów.
Wyszedł z posiadłości, biorąc przy tym głęboki wdech i licząc na to, że jakoś ogra całą sytuację, nie stając się kompletnym pośmiewiskiem.
Przynajmniej tak sobie wmawiał.
Jego widok mógł co niektórych zszokować. Głównie ze względu na strój, który przyszło mu założyć.
Strój Alicji.
Miał więc na sobie cholerne białe getry, czarne pantofelki, niebieską sukienkę za kolano, fartuszek i czarną kokardę na głowie. Wszystko zdołał skombinować od sióstr, w przerobieniu na jego rozmiar pomogła mu skrzatka, nie zmieniało to jednak faktu, że czuł się nieswojo.
Mimo to przemaszerował na miejsce imprezy, starając się nie zwracać uwagi na spojrzenia, które dostawał, szukając wzrokiem Millie, która, cóż, znajdowała się w samym centrum chaosu, który właśnie powstał. Mógł się tego spodziewać. Obserwował chwilę początek walki na ciasto, zaraz jednak przypomniał sobie, że stoi tu w, Merlinie, kiecce, toteż, próbując zwrócić na siebie uwagę solenizantki wykrzyczał.
- WYGRAŁEM ZAKŁAD MILLIE
Chwilę później trzymał w rękach flaminga, trzymając się bliżej stołu, zastanawiając się, czy i w nowo przybyłych też będą rzucać ciastami.
Nie, żeby zachowanie nieumorusanej twarzy miało pomóc jego godności, ale musiał oddać sukienkę w znośnym stanie.
- Nawet nic nie mówcie - rzucił do Erika i drugiego Thomasa, przy których w ten sposób się znalazł. Czuł jednak, że się nie potrzymają.
aura i nici