• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[10 luty 1972] Kiedy mówisz p... | Sauriel & Victoria

[10 luty 1972] Kiedy mówisz p... | Sauriel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#1
22.12.2022, 23:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2023, 11:33 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Sauriel Rookwood - Piszę, więc jestem
Rozliczono - Victoria Lestrange - Piszę, więc jestem

10.02.1972

Przez ostatni miesiąc, ponad miesiąc, miała ręce pełne roboty. Po bardzo nieudanym wieczorze ostatniego dnia roku, Victoria, bardzo nie w sosie, wróciła do domu, złorzecząc pod nosem na swojego wspaniałego narzeczonego. Już nawet olała bycie grzeczną córeczką i wprost powiedziała swoim rodzicom, że wymagają od niej bardzo wiele, bo Sauriel jest nieokrzesanym chamem i pijakiem, który potrafi być, jak to ujął, miły, jedynie na czas maksymalnie jednej wypowiedzi, a poza tym to jest zwyczajnie wredny i obraża ją na każdym kroku, przez co nie była w stanie z nim praktycznie wcale normalnie porozmawiać. Że nawet nie próbuje jej poznać, że nawet nie próbuje się starać, żeby było choć minimalnie normalnie. A później, jak jej matka przychodziła do niej, że może jednak spotała by się z Saurielem wtedy i wtedy, to Victoria zwyczajnie odmawiała. Miała swoje wymówki – że nie ma czasu, bo praca. Cóż, nie było to kłamstwo, nie tak do końca, bo tuż po nowym roku przystąpiła do egzaminu, żeby już pełnoprawnie stać się aurorem. I, zgodnie z przewidywaniami, zdała śpiewająco. A to, wraz z narastającymi niepokojami, oznaczało, że rzeczywiście aurorzy mieli sporo pracy. Wiec technicznie… nie było to kłamstwo. Technicznie. Bo praktycznie, to gdyby chciała, to dałaby radę wygospodarować dla tego dzidziusia godzinę w porywach do dwóch. Maksymalnie! Bo na więcej nie zasłużył, zresztą nawet nie miała ochoty – miała go tak dość. Jej złość rzecz jasna stygła, gdy uciekła w wir pracy i bezsenności, ale gdy tylko sobie przypominała tę zblazowaną twarz, podpity, mrukliwy głos i bezczelne teksty, to na nowo się w niej gotowało. I dlatego tak uparcie ciągle znajdowała jakąś wymówkę. Nie, nie powiedziała, że zrywa w ogóle cały układ, po prostu odmawiała spotkania za spotkaniem. Rzecz jasna to te spotkania, które organizowały, najpewniej, ich matki. Albo próbowały organizować. Bo jakoś nie widziała, żeby jej ojciec próbował się mieszać w temat. Był poinformowany rzecz jasna, ale to nie on chodził do Victorii i nie pytał „a co powiesz na czwartkowy wieczór? Za tydzień?”.

To był jeden z takich dni po nieprzespanej nocy. Tori siedziała w swoim mundurze, czarnym jak egipska noc – koszuli, spodniach, czarnych butach, marynarce. Jedyny kolor, jaki się tam znajdował to srebrne wstawki. A siedziała za swoim biurkiem, w jednym z gabinecików – niedużym, w końcu była bardzo krótko stażem aurorem. Ślęczała nad raportami, nad mapą z zaznaczonymi miejscami, gdzie swoje ofiary zostawiał jakiś popapraniec. To była okropna sprawa, ginęli mugole i czarodzieje półkrwi – ale w tak nieludzki sposób, że część sił została przydzielona właśnie do tego, by go wytropić i skończyć z tym. Mugole czy nie. Oczywiście wszędzie w tych miejscach aż cuchnęło odorem czarnej magii więc… oto byli. Aurorzy. I była też ona: kot wśród aurorów, swoisty chrzest bojowy – ale ona tego tak nie widziała.
Ktoś zapukał do półotwartych drzwi, a Victoria uniosła głowę i spojrzała na dziewczynę, którą kojarzyła, że też odbiera kurs na aurora, ale jej zostały jeszcze dwa lata.
- Ktoś do ciebie przyszedł… Wpuścić? – zagaiła, a Victoria zmarszczyła brwi, nie bardzo wiedząc kto i po co miałby do niej przychodzić. Szef się nie zapowiadał, zresztą gdyby to był szef, to by nie było pytania, czy wpuścić. Więc…? Może jej matka się nudziła? Ale to by dziewczyna chyba powiedziała, że chodzi o jej matkę. Lestrange była lekko zdezorientowana, ale kiwnęła głową i nawet puściła kosmyk włosów, który od jakiejś godziny zawijała na palec. Zaczesała go za ucho. To był jeden z krótszych kosmyków, taki, który zawsze wypadał z koka – bo do pracy nosiła zawsze spięte włosy.
- Wpuść – nawet się wyprostowała na krześle. Nawet odrobinę poprzekładała papiery, żeby to biurko nie było nimi tak zasypane.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#2
22.12.2022, 23:41  ✶  
Przeprosił ją.
Fatalny wieczór sylwestrowy został podsumowany przeprosinami. Przyszedł pod jej dom, wręczył jej kwiaty, wymienili może ze dwa zdania. Pierwszym było powitanie. Drugim - pożegnanie. Nie, nie mam dzisiaj czasu. Nie? Ja też nie bardzo. I gdzieś w środku tego wciśnięto te szlachetne “przepraszam”. Nie płynęło ono z głębi serca. Było słowem nałożonym na język, wypowiedzianym bez żalu czy z bólem. Nie były niechętne, ale nie były też chętne. Oboje wiedzieli, dlaczego tu jest. Ktoś pociągnął za sznurki marionetki i zaprosił ją do tańca, by posłusznie podreptała tam, gdzie powinna się znaleźć. Był tylko trochę rozdarty między tym, czego pragnął, a tym, co robić powinien.. Między tym, jak chciał, by jego życie wyglądało a strachem. Wiele osób miało go za pewnego siebie, przytłaczającego wręcz. Wiele osób uważało, że jest “odważny”. Wszystko to było jakimś dziwnym picem na wodę. Jego życie usłane było strachem. Było go tak wiele, że deptał po nim jak po brukowanej, londyńskiej kostce. Po latach jednak zaczynasz się przyzwyczajać do tego, po czym chodzisz i w końcu się uodparniasz. Uczysz, że tutaj lepiej nie stawać, albo że zimą przecież bruk jest śliski, zwłaszcza pod tamtym sklepem, bo wylewają z niego wodę przy uliczce. Człowiek był istotą stworzoną do tego, by adaptować się do zmian. Grzeczne i posłuszne swoim rodzinom dziedciaczki z domów czystej krwi wiedziały o tym doskonale.
Wiedział to też Sauriel. Zostało mu to dogłębnie przypomniane, dlaczego lepiej nie sprawiać zawodu rodzicom.
Jedyny ślad, jaki po tym pozostał, to ten w głowie Czarnego Kota. To przypomnienie, że nie wolno wracać wspomnieniami do tego, nim świat powiedział ci, kim masz być. Przeszłość była nieważna. Przyszłość - oto inwestycja, której tu wymagano.
Sauriel nawet się prostował, kiedy kroczył z ojcem po ciemnych korytarzach Ministerstwa Magii. Pasowali tutaj oboje - czystokrwiści od wielu pokoleń, zimni jak kamień, którym pokryto te podłogi, przyodziani w wiecznie elegancką, stylową czerń swoich eleganckich garniturów. Sauriel rzadko zaglądał do tej części. Pojawiał się tu w sprawach z wampirami - w zasadzie można by go było nazwać “posłem”. Aha, całkiem śmieszne, prawda? Był ostatnią osobą, która się do tego nadawała, a jednocześnie, zupełnie jak w tej sytuacji, strach trzymał wszystko w ryzach. Spinał i spajał. Nie pozwalał Czarnemu Kotu na swawole. Na to, by jego ciekawość i wolny charakter pozwoliły mu na wybryki i gryzienie ręki pańskiej, co jeść daje. Gdy ta sama ręka przynosiła również agresje, nie było takiego kota, który gryźć by nie zaczął.
Eryk trzymał dłoń na karku syna niemal pieszczotliwie, kiedy wkroczyli do gabinetu Victorii.
- Dzień dobry, panienko. - Eryk nawet pokusił się na uśmiech, chociaż był bardzo nikły i chłodny. Tak samo jednak prezentował się wtedy na rozmowie. To nie był po prostu człowiek, który hojnie wystawiał emocje na targu do rozdania. Lekko nacisnął na kark syna, by ten się lekko pokłonił. - Zapowiadałem się kilka dni wcześniej, jednak poczta Ministerstwa potrafi gubić swoją drogę. - Bo stało się bardzo jasne, że ta zapowiedź nie została dostarczona, skoro go zatrzymano i jeszcze potwierdzono, że nie - nie ma żadnej umówionej wizyty.
- Witaj, Victorio. - Wyprostowany, napięty i równie zimny co ojciec w tym momencie spoglądał prosto na swoją narzeczoną, która przez ostatni miesiąc, a nawet z kawałkiem, unikała go. Przecież nie można było powiedzieć, żeby on robił inaczej. Ona odmawiała, ale on się wcale nie kwapił, żeby zmienić co do tego jej zdanie.
- Zobowiązałem się twojej matce, że pomożemy w twojej sprawie. W ramach przeprosin i w celach polepszeniu relacji. - Eryk spojrzał na Sauriela, który obrócił lekko głowę w jego kierunku, czując na sobie wzrok jego czarnych oczu. Zaraz jednak skupienie głowy ich domu wróciła do Victorii. - Tym razem będzie się zachowywał. - Przesunął dłonią z karku syna na jego ramię, by parę razy go w nie klepnąć.
Sauriel spoglądał na Victorię i nienawidził jej. Naprawdę jej nienawidził.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#3
23.12.2022, 00:19  ✶  
Nie chciała takich przeprosin – takich nieszczerych i wymuszonych, a nie widziała wtedy w Saurielu skruchy, więc… dziękuję za kwiaty, bardzo ładne, ale wybacz, nie mam dzisiaj czasu. Ani dzisiaj, ani nigdy – tak to ogólnie wyglądało. I tak się kręciło.
Aż do dzisiaj.
- Dzień dobry, panie Rookwood – przywitała się i lekko skinęła głową. Wstała, ale nie ruszyła się zza biurka. - Sauriel – kiwnęła też do niego głową. - Poczta..? – zamyśliła się i zamarła, po czym przetrząsnęła rękoma papiery na biurku, przekładając je z kupki na kupkę. Był tego pokaźny stosik. - Przepraszam… Może doszło, ale mamy tu takie urwanie głowy, że mogło się gdzieś zagubić. Mam nadzieję, że to nie problem… - Victoria wyglądała na lekko zagubioną, ale na pewno na zmęczoną. Tak przynajmniej mówiły jej podkrążone oczy, nie ukryte za żadnym makijażem, ani czarem, który miałby to zamaskować. A zwykle starała się to jakoś ukryć, bo sińce pod oczami były stałym elementem jej wyglądu – to ta cholerna bezsenność, na jaką cierpiała. A te papiery, które poprzekładała, chyba dość machinalnie ułożyła w równiutkie kupki… - Proszę, usiądźcie – zreflektowała się za chwilę i złapała swoją różdżkę, która leżała na biurku, by wycelować drzwi i je zamknąć. Bo coś czuła, że będzie to konieczne, skoro są tutaj oboje. Ojciec i syn. Tak do siebie podobni i tak różni, bo Eryk wydawał się być bardzo… grzecznym człowiekiem. A Sauriel… wiadomo.
I całe szczęście, że te drzwi zamknęła, bo kiedy sama usiadła i zapatrzyła się na Eryka, to aż westchnęła wewnętrznie. Więc jednak coś kombinowali. Więc jednak matka wzięła sobie do serca jej narzekanie i chyba do końca nie kupiła jej wymówek o braku czasu.
- Już zostałam przeproszona, ale to bardzo miłe – nie wierzyła w szczerość tamtych przeprosin i tym bardziej nie wierzyła w to. Bo kiedy mieszali się rodzice to było jasne, że to nie chęć, a przymus. - Polepszenie relacji? To znaczy? – Victoria zapatrzyła się na głowę rodu Rookwoodów, a na moment przeniosła spojrzenie na Sauriela. Bo czuła, że wpatruje się w nią intensywnie. I jej się ten wzrok bardzo nie podobał. Niósł ze sobą… coś złego. Coś zimnego. Może w innych warunkach by się nawet przestraszyła…
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#4
23.12.2022, 00:54  ✶  
Czarne oczy Eryka padły na stos plików. Poczty, papierów. Czy był w tym jakiś ład? Porządek? W innym miejscu i innym czasie, kiedy na ład czas był - na pewno. Bo to biur nie było burdelem, tym przysłowiowym. Tylko ta sprawa przyniosła wiadome nieprzyjemności. Cały czar polegał na tym, kogo chciał się dopuszczać do robienia cyrków a chaosu, a kogo - niekoniecznie. Bo czy ten wariat miał jakąś wartość dla Czarnego Pana było całkowicie wątpliwe. Wypadało się jednak odpowiednio zorientować w sytuacji. To pozostawiał w geście Sauriela, ewentualnie jej rodziny, żeby rozmówili się z córeczką, jak to śledztwo powinno zostać przeprowadzone. W końcu nikt nie chciałby, żeby jakiś czystokrwisty ucierpiał tylko dlatego, że Victoria chciała robić karierę... prawda? Z drugiej zaś strony niektóre rzeczy wypadało robić na pokaz. Na przykład na pokaz kogoś zaaresztować, by potem zrobić z niego odpowiedni użytek. Wypadki się zdarzały. Ktoś mógł nie dotrzeć do Azkabanu, albo... magicznie z niego uciec.
- Znalazła panienka chwilę czasu, więc żaden. - Zapewnił ją, chociaż przed samym wejściem zirytował się. Nie lubił rozwalonych puzzli. Starannie je układał, by do siebie pasowały, a tu pojawiał się element "x" i wszystko burzył. To się zdarzało - ale żeby zdarzało się w Ministerstwie, naprawdę..? To miejsce wymagało jeszcze sporo pracy. Zupełnie jak to narzeczeństwo. Eryk miał za nic to, jak się będą dogadywać, czy będą się nienawidzić, czy może kochać. Ale fochy tej panienki przełożyły się nieco na zachowanie jej rodziców. Eryk poświęcił temu tylko tyle czasu, ile miał w zanadrzu - czyli minimum. Nie lubił się powtarzać i nie zamierzał powtarzać. Sauriel miał tylko jedną rzecz do zrobienia, nawet nie trudną.
- Dziękuję, ale śpieszę się. - Eryk nie planował tu zabawiać na dłużej. Swoją parę oczu w tym śledztwie zostawiał i to w pełni wystarczyło. - To znaczy, że powinna pani podziękować swojej matce, która jest realnie zaabsorbowana pani problemami emocjonalnymi. - O które Eryk troszczył się jeszcze mniej od swojego syna i który to kłopot naprawdę go wkurwił, kiedy na wierzch wyszedł. Liczył na to, że chociaż jedna rzecz przejdzie z udziałem Sariela bezproblemowo. Przeliczył się. Zacisnął paluszki na ramieniu syna.
- Jestem zapoznany z tematem. Prawdopodobnie jestem w stanie pomóc. Znam różnych ludzi. - Ludzi, którzy nie gadaliby normalnie z aurorami. - ... i różne klątwy. - Dodał po chwili, bo raczej - wypadało. Z drugiej strony była to ostatnia rzecz, o której by chciał mówić przed kobietą, która mówiła, że "swoimi talentami należy się chwalić". W zasadzie o tym, że miał szerokie kontakty i znajomości półświatka też nie chciał jej mówić Spodziewał się jednak tego, że będzie musiał. - Będę zobowiązany, jeśli pozwolisz sobie pomóc.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
23.12.2022, 01:49  ✶  
W normalnych warunkach na jej biurku panował ład i porządek, ale obecnie Victoria poskładała wszystko jak mogła, nie wiedziała kto tu do niej zajdzie, a podawać wszystko na tacy, bo ktoś sobie zerknie w dokumenty też nie chciała. Więc zrobia się z tego uprzątnięta kupka, ale na pewno nie poukładana tak, jak należy i tak, jakby sobie tego panna Lestrange życzyła. Bardzo ją mierził ten nieporządek, ale póki co dzielnie zaciskała zęby. I umysł – który był teraz wyzbyty myśli. Nie wiedziała kto tutaj przyjdzie i wolała nie ryzykować, że ktoś może przypadkiem natknie się na jej myśli. Oklumencja akurat bardzo się w tej pracy przydawała. A że okazało się, że to panowie Rookwood… Cóż. Nie wiedziała jakimi umiejętnościami dysponują.
- Ach tak… - to mogłoby być pytanie, może nawet powinno, ale nie zdołała tego odpowiednio zaakcentować. Problemami emocjonalnymi? Teraz już widziała, po kim Sauriel to ma, tę bezczelność. Po ojcu. Ale to nie ona była niewychowana, tylko jego syn. Fochów zaś by nie było, gdyby potrafił syna normalnie wychować, a nie… o . Fiu bździu. I zero klasy.
Wspaniale za to się wysługiwał jej własną matką. Normalnie może by to doceniła – ale nie teraz i nie dzisiaj. Teraz i dzisiaj po prostu wpatrywała się w Rookwooda niemalże beznamiętnie, jakby nie robił na niej żadnego wrażenia. Ani jeden wybieg, ani drugi, ani…
- Proszę nie owijać w bawełnę – powiedziała w końcu. Zamienił z nią jeszcze mniej słów, niż jego syn, sam tutaj z nim przylazł i jeszcze czekał, aż będzie go ciągnąć za język. To on miał tutaj w tym interes najwyraźniej, bo gdyby nie, to by się tu nie fatygował, mając tak mało czasu, że nawet nie usiądzie, bo się spieszy. A czy Lestrange uważała, że talentami należy się chwalić? Nie. Mówiła, że swoich talentów nie należy się wstydzić. - To bardzo zależy od tego jaka to pomoc. I wiele zależy też od tego jak bardzo jest pan zapoznany z tematem – przewidywała, że może być tak, że blefował i po prostu chciał się czegoś dowiedzieć od niej.
Nie rozumiała natomiast dlaczego Sauriel tak nienawistnie na nią patrzy, bo w końcu rozszyfrowała to spojrzenie. Co mu zrobiła niby, co? Traktowała go jak śmiecia, obrażała go? Nie. Było dokładnie na odwrót.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#6
23.12.2022, 14:34  ✶  
Temperament Sauriel również miał po ojcu. Krótki. Bardzo łatwy do tego, żeby poddać go, ładnie i zgrabnie to określając, niezadowolenie. Jeśli chodzi jednak o niezadowolenie to grupa ludzi dzieliła się zazwyczaj na trzech: na tych, którzy nie chcieli go okazywać, na tych, którzy mogli sobie na okazywanie go pozwolić i na tych, którzy musieli zdusić go w środku, bo jego okazanie przyniosłoby jedynie przykre konsekwencje, z którymi nie mogli się liczyć. Na jakie nie było ich stać. Emocje były inwestycją w życiu ludzki takich jak Eryk. Kiedy Victoria wypaliła z tym nie owijaniem w bawełnę decyzyjność okazywania niezadowolenia zawisła na włosku.
- Proszę, co za nieuprzejmość. - Skomentował wystosowaną prośbę ze strony kobiety. Zabrzmiało to tak, jakby niemal był tym zainteresowany. Jakby trafił na obcy i nowy okaz zwierzęcia i jego zachowanie przyciągnęło jego uwagę. - Odkrywa panienka konsekwencje swoich czynów. - W zasadzie to miał już wychodzić, ale zatrzymał się. Skierował znowu do niej. Stwierdził, że czemu nie? Może wyjść jej naprzeciw. Spodobała mu się ta bezpośredniość. - Jestem bezpośrednio zainteresowany tym czarnoksiężnikiem. - Machnął różdżką, tworząc dźwiękoszczelną barierę. - Jego usunięciem z ulic jak i przyjrzeniu się mu z bliska. Wspólne interesy powinny być jednak dla panienki wystarczająco dobrym powodem. - Oczywiście, w tym świecie nic nie spadało z nieba za darmo. Machnął różdżką znów, ściągając barierę. - Mam nadzieję, że mój syn będzie dla panienki odpowiednim wsparciem. - Resztę zamierzał pozostawić im.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#7
23.12.2022, 19:43  ✶  
To nie była nieuprzejmość, a przynajmniej nie miała być. Ale wyzbyty z emocji głos i jego tonacja zrobiły swoje, kiedy zwyczajnie chroniła swoje myśli za pomocą oklumencji. To… mogło sprawiać takie wrażenie dla kogoś, kto nie wiedział. A w połączeniu ze zmęczeniem, jakie było widoczne na jej twarzy – cóż, wyglądała jak ktoś, komu przydał by się kolejny kubek kawy.
- Proszę mi wybaczyć, jeśli zabrzmiałam zbyt ostro – odezwała się spoglądając na Rookwooda. - Nie chcę zabierać pańskiego czasu na snucie domysłów i niedopowiedzenia – w tym momencie po prostu wolała konkrety, tym bardziej, że przyszli tutaj, zdaje się, w sprawach biznesowych, a nie do końca prywatnych. A ona zwyczajnie też nie miała czasu na zastanawianie się o co mu może chodzić i po co ta gierka. Konsekwencje swoich czynów – tak jasne. Konsekwencjami jej czynów było to, że chciał czegoś i wiedział że sam tego nie dostanie, więc się tutaj pofatygował? Ale Victoria miała na tyle taktu, by tego po prostu nie skomentować.
- Rozumiem. Nie działam jednak sama, to za duża sprawa, żebym mogła ją prowadzić sama, zawsze jest nas więcej do badania i tropienia – to było raczej oczywiste, nie odkrywała przed nim żadnej tajemnicy związanej z pracą. To tak żeby mieli tutaj świadomość ile była w stanie zrobić i że nie na wszystko mogłaby mieć wpływ. Cóż… przynajmniej łączył ich pierwszy cel – żeby zniknął z ulic. - Ale każda pomoc się przyda… o ile nie będzie antypomocą, bo mogę za takie coś zapłacić – tu też nie pozostawiła mu złudzeń. Przyszły teść czy nie, ona była profesjonalistką. I jeśli było tutaj żeby przeszkadzać w śledztwie i zacierać ślady to była gotowa ich obu stąd po prostu wygonić tak czy inaczej. Tak czy siak… nie była tak niechętna tej pomocy bo byli tak naprawdę w kropce. Nie wiadomo kto, nie wiadomo gdzie, ale wiadomo że gdzieś i że będzie paskudnie. - Bardzo dziękuję za pański czas i myśli – bo jednak mimo wszystko nie musiał się tutaj fatygować. Nie musiał nic robić. Ale widać… zależało mu na tym małżeństwie tak samo jak jej rodzicom. Nie wiedziała jakiego targu dobili i jaki obie strony miały w tym interes, no ale… fakt był taki, że jednak się tu zjawił. Razem z synem, który póki co jedyne co zrobił to się przywitał. - Do widzenia, życzę miłego dnia – pożegnała go grzecznie, nawet małym dygnięciem, kiedy już rzeczywiście się ulotnił, zostawiając tutaj Sauriela.
Victoria przez moment patrzyła jeszcze na drzwi, jakby coś mu się jednak przypomniało i zamierzał wrócić, ale kiedy po chwili nic takiego nie nastało, to przeniosła swoje spojrzenie na Sauriela.
- Usiądź, bez sensu żebyś tak stał – powiedziała i wróciła za biurko gdzie stojąc pomasowała sobie jedną skroń. - Nie patrz tak na mnie – odezwała się po chwili. - Ja naprawdę nie miałam ostatnio czasu – coś by się znalazło, ale na pewno nie w ciągu ostatniego tygodnia, nie.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#8
23.12.2022, 20:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2022, 20:10 przez Sauriel Rookwood.)  
Tak to wyglądało dla osoby pobocznej, czyli w tym komentarzy dla obu panów. Pozory potrafiły mylić a intencje być źle odczytywane. Co pomagało to komunikacja. Powiedzenie, że "nie to było zamiarem". Erykowi to wystarczyło. Spodobało mu się w Victorii to, że jest konkretną kobietą - z takimi dobrze robi się interesy. Jej matka była podobna. Nie przepadała za pitu pitu, kiedy przychodziło spotkać się twarzą w twarz w sprawach, które były faktycznie istotne. Przy osobach, na których już się wrażenie zrobiło, więc można było sobie pozwolić na przeskoczenie paru formalności w rozmowie.
- W takim razie to nieporozumienie. Cieszy mnie to. - Że to jednak nie było pyskowanie i pouczanie, Eryk naprawdę tego nie lubił. Sauriel zabierał całą jego cierpliwość do pyskowanie.
- Nie będziesz zawiedziona. - Zapewnił Victorie ale nie Eryk, a Sauriel. Przez moment zastanawiał się, czy Viki nie powie, że jest zajętą kobietą i żeby dali jej święty spokój, pogoni ich i tyle będzie. Taki malutki moment. Ależ by się rozpętało piekło… "Dobre gesty należy doceniać." Z drugiej strony - dobrymi chęciami to piekło brukowali.
- Również dziękuję. Życzę powodzenia w śledztwie, choć patrząc po panienki osiągnięciach - życzenia nie będą tu potrzebne. - Lekko się uśmiechnął, kiedy posłał ten komplement i nie był on pusty. Albo Eryk był aż tak dobrym aktorem, ale jego mimika była uboga. Nawet twarz nie nosiła szczególnie dużej ilości zmarszczek. Naprawdę miał na myśli to, co powiedział. Wiązał z Victoria dużo nadziei. Zupełnie jak jej rodzice. - Miłego dnia - I wyszedł, obdarzając ostatnim spojrzeniem syna i synową. Przyszłą synową.
Przez moment panowała cisza, kiedy oboje wpatrywali się w drzwi. A potem było szurnięcie krzesła. Sauriel usiadł.
- Mówiłem ci - ostatnio widziałaś moją lepszą stronę. - Pierwsze co zrobił to poluzował krawat. Nienawidził tych narzędzi szatana. Były jakąś karą boską czy piekielną. - Wierzę. - Wiedział, że Victoria nie robiła tego żeby mu dopierdolić. Wiedział? No… wiedział tyle, że ona nie znała jego ojca. Tak naprawdę to nie była jej wina, bo z ich dwójki to ona starała się nawiązać jakiś większy kontakt. Zatrzymać to na pierwszym poziomie minimalnego szacunku do siebie. - Wątpię, żeby teraz był również czas, żeby o tym rozmawiać. - O ile było o czym. W mniemaniu Sauriela - nie było. Stało się.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
23.12.2022, 22:24  ✶  
Tak jak Sauriel i Eryk byli do siebie podobni, tak podobne były Victoria i Isabelle. Po prostu jabłko niedaleko pada od jabłoni, zresztą to nie kto inny jak Isabelle wtłoczyła w głowę swojej córki jej ambicję i potrzebę, by być najlepszą. Lubiła konkrety w takich biznesowych sprawach, a Isabelle też musiała być konkretna pracują w Departamencie Skarbu i zajmując się finansami. W takich momentach nie było miejsca na marzycielstwo i roztrzepanie, po prostu. Tak jak powiedziała Saurielowi: czas to pieniądz, a w tym wypadku, czas to był nie tylko pieniądz, ale także życie.
- Bardzo dziękuję – odpowiedziała Erykowi na ten komplement. Szczery czy nie – na pewno był miły. A najgorsze było to, że w tych krótkich zdaniach lepiej dogadywała się z tym facetem niż z mężczyzną, który miał się stać częścią jej życia. Masakra.
- Naprawdę tak by cię zabolało, jakbyśmy prowadzili ze sobą cywilizowane rozmowy? – znowu zaczynał. A jeszcze dobrze jego ojciec nie wyszedł. Tak, była na niego obrażona, tak, była na niego wściekła, tak, miała go dość. Ale jednak… miał zostać jej mężem – a przynajmniej wszystko na to wskazywało. I wcale nie chciała takiego życia, że wraca po pracy do domu i… woli iść do pubu niż tam, gdzie mieszka. - Nie chcę być twoim wrogiem – stwierdziła po prostu kiedy siadała na krześle i wpatrywała się w Sauriela. - Kiedyś będziemy musieli o tym porozmawiać – więc lepiej, żeby był gotowy, bo Victoria nie przywykła do tego, by miała odpuszczać, jak już sobie coś wymyśliła. Była na to zbyt uparta. - No dobrze. To ile wiesz i jak możesz i chcesz pomóc?
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#10
23.12.2022, 22:45  ✶  
- Nie. - Tak. Wszystko zależało od tego, co uważamy za normę kontaktu. Bo on tą, którą prowadził z nią wcześniej, uważał za całkiem normalną. Jasne, nie dziwił się, że się obraziła, bo jednak nie starał się prowadzić jej w milszym tonie, a mógł. Ze swoimi znajomymi, albo z osobami, na których mu zależało, tak nie prowadził rozmów. Były one wtedy bardziej normalne, kiedy skłaniamy się ku normom społecznym, niekoniecznie tym cudakom przyjętym przez Sauriela. - Daruję sobie takie komentarze. - O, tutaj akurat nie skłamał. Przynajmniej... przez jakiś czas. Dobitnie mu przekazano, że ma się zachowywać jak na syna Rookwoodów przystało, jeśli nie chce zostać wydziedziczony i... w zasadzie to wydziedziczenie wcale nie było takie złe. Już to w krótkich wymianach zdań przerobili z Victorią - to nie była kwestia "tylko" wydziedziczenia.
Nie chciała być wrogiem, co..? Nie musiała nim być. Tak jak ty nie musiałeś być jej wrogiem. Spoglądałeś tak na nią i nadal nie znalazłeś odpowiedzi na swoje złote pytanie: kim ma być. Wolałeś trzymać ją na dystans, bo przywiązywanie się do ludzi nigdy nie kończyło się w twoim wypadku czymkolwiek dobrym. Nie wierzyłeś, że w tym wypadku mogłoby być inaczej. Zresztą wszystkie najgorsze brudy były tutaj do odkopania. Teraz jednak widziałeś w niej wroga. Osobę, przez którą ściskało w klatce piersiowej i gdybyś musiał rzeczywiście oddychać, a nie tylko oddech imitować, to oddychałoby się ciężej. Tyle gniewu i złości przelewało się pod skórą wraz z krwią, że napełniłyby razem całą wannę. Gniew, zwłaszcza ten tłumiony, miał jednak to do siebie, że strasznie wyczerpywał siły. A jeśli o tym mowa... to nie trudno było dostrzec, że Victoria była wycieńczona. Wyglądała, jakby nie przespała kilka ostatnich nocy.
Przeniósł spojrzenie na pokój. Jego szczegóły, książki, tablice, papiery. Wszystkie elementy, które się tutaj znajdywały i które mogły mieć cokolwiek wspólnego ze sprawą. Oględziny nie trwały jednak długo. Przysunął krzesło i zaczął mówić - tego, czego sam się dowiedział. Że wie, że przepytywali tego a tamtego. Że węszyli tam a siam. Eryk nakazał mu się tym zainteresować. Więc zainteresował się - od dupy strony. Był pewien, że nie jest to nic nowego, nic odkrywczego dla arororów, którzy pracowali już chwilę nad tą sprawą. ALE...
- ... czego pewnie nie wiecie to tego, że podobne zabójstwa miały miejsce na przestrzeni ostatnich trzech lat w świecie mugoli. - Świat magiczny to świat magiczny, co u mugoli - zostawało zazwyczaj tam. Ale od słowa do słowa... można było się dowiedzieć paru ciekawych rzeczy. Sauriel wyciągnął teczkę z magicznej kieszeni i położył ją na stole, otwierając akta. Mugolskie akta. - Pierwsze podobne sprawy - zaszlachtowane i obdarte ze skóry zwierzęta, pozbawione wnętrzności. Rok temu - skórę zaginionej studentki znaleziono w dokach. - Obrócił akta w kierunku Victorii i popukał palcem w załączniki, żeby sobie przejrzała. - Pasuje do profilu. Wiem też, gdzie aktualnie przebywa wasz tymczasowy podejrzany. A przynajmniej - gdzie lubi się chować, kiedy zaczyna być gorąco.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (11563), Victoria Lestrange (10261)


Strony (5): 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa