• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem

[10.08.72] Windermere. Siły, które rządzą tym miejscem
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#11
25.05.2024, 20:43  ✶  
Tak naprawdę ciągle znajdowali się w Ośrodku Windermere. Las zgęstniał, ale też jego zgęstnienie tylko odcięło tych, którzy schronili się w nim (weszli w jego pułapkę?) od tych, którzy pozostali przed nim (na nich też czyhały pułapki?).
Alexander, Morpheus, Ambrosia i Peppa pozostali przed nim. Tu też były drzewa i krzewy, ale nie tak gęsto posadzone jak w lesie. Tu nie było nawet ściółki leśnej, ale bujna, pełna mleczy i stokrotek trawa. Tu były, wreszcie, domki letniskowe – co dziwne, ale wyglądało na to, że opierały się one panującej dookoła nich magii. Atakująca roślinność nie próbowała przebijać okien, nie wyważała drzwi, nie niszczyła dachów. Nie czyniła też żadnych szkód znajdującemu się bliżej jeziora drewnianemu molo. Jakby zaakceptowała obecność mugolskich budowli w tym miejscu i potraktowała je jako coś naturalnego, co miało prawo tutaj powstać.
Strasznie jesteś czasem melodramatyczny – Alexander znowu usłyszał szept Loretty przy swoim uchu. Brzmiała, jakby bawiło ją jego zachowanie i jakby rzucała mu wyzwanie. – Chciałbyś zyskać potęgę? Zabij dziwkę półkrwi lub zdrajcę krwi. Zabij obydwoje a udowodnisz swoją wartość.
Gałąź bzu dotknęła policzka Peppy. Ten gest był dziwny na wielu różnych poziomach. Od tego, że wydawał się niemal czuły, łaskoczący; przez to, że pozostawiał na policzku ciepły zapach kwiecia, kończąc na… no cóż, dotykała jej gałąź bzu.
- Zostaw ich. Nie zasługują na to, byś musiała o nich walczyć – młodziutka czarownica usłyszała ten sam męski głos co zaledwie przed kilkoma sekundami. – Wróć do swojego domku letniskowego – poprosił.
Ambrosia aportowała się na suchą trawę. Błoto, które zdążyło oblepić jej buty i łydki, pośpiesznie spływało na dół, jakby szukając sposobu by ponownie połączyć się z ziemią. Ale to nie było to, co przede wszystkim przykuło uwagę, bo uwagę przykuwało jezioro i to co się na nim działo.
Morpheus dostrzegł pierwszy jak płynąca w stronę brzegu łódka unosi się z niezwykłą siłą w powietrze i łamie w pół. Siedzący w niej wpadają do wody i znikają w jej głębinach. To chyba byli ci, których wysłano na wyspę.
Z głębi Ośrodka Windermere dalej docierały pokrzykiwania. Zwłoki Robertsa odsłoniły piszczele i fragment czaszki. Rozkład postępował zbyt szybko.

Czas na odpis do 28.05, godz. 21.00

@Alexander Mulciber @Ambrosia McKinnon @Peppa Potter @Morpheus Longbottom
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#12
25.05.2024, 22:15  ✶  
Próba teleportacji powiodła się, przenosząc ją z cichym trzaskiem na suchy grunt i tym samym wyrywając z grząskiego błota. Ale nawet w tym, jak jego resztki ściekały z niej na ziemię, było coś wybitnie nienaturalnego, jakby breja śpieszyła się, by połączyć z oryginalnym źródłem. Ciekawe, czy jak kopną jakiś pobliski kamień, to temu zaraz urosną ręce i nogi i postanowi im oddać.

Jej wcześniejszym planem było aportować się bliżej Alexandra i teraz, kiedy to zrobiła, wyciągnęła do niego rękę, z troską i niepokojem przyglądając się jego twarzy.
- Alex - złapała go za dłoń, taksując spojrzeniem od stóp do głów. - Nic ci nie jest? - zapytała, nawet jeśli wydawało się jej, że wszystko powinno być w porządku. Wijące się rośliny nie zrobiły mu krzywdy, a w dłoni wciąż trzymał różdżkę.

Odwróciła twarz w kierunku jeziora, gdzie łódka uniosła się, a potem złamała na pół. Ktokolwiek się na niej znajdował, właśnie wylądował w toni i po plecach Rosie przebiegł dreszcz, kiedy myśli mimowolnie sięgnęły do wizji Alexandra. Teraz pociągnęła go, bliżej w stronę Morpheusa, z pewnym obrzydzeniem słuchając odgłosu łamanych przez pnącza kości.
- Ej ty! - rzuciła w kierunku brygadzisty, którego Peppa uwolniła wcześniej z pnączy. - Kto miał płynąc na wyspę? Kto był na łódce, wiesz? - zapytała go, nieco ostrym tonem, zakładając że skoro był z MM to może wiedział nieco więcej na temat rozkładu grup. Potem natomiast odwróciła się w stronę Potter. - Gdzie byłyście z Penny, zanim tu przybiegłyście? Dowiedziałyście się czegoś?

W końcu podniosła różdżkę i machnęła nią znowu, chcąc rzucić rozpraszające zaklęcie w stronę zwłok Noah i oplatającej go roślinności. Chciała sprawdzić czy w ten sposób chociaż odrobinę była w stanie osłabić magię, która nimi kierowała.

[założyłam że brygadzista odbiegł od roślin ale od nas nie uciekł całkowicie, sory jak coś źle zrozumiałam]

na rozproszenie, zeby sprawdzic czy to jakoś zadziała na chwasty. celuję w Noah
Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!


she was a gentle
sort of horror
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#13
26.05.2024, 01:57  ✶  
Znowu usłyszał szept żony przy swoim uchu. Strasznie jesteś czasem melodramatyczny, westchnęła, rozbawiona.

Loretta była jak heroina: krążyła w jego żyłach, a miłość do niej powoli go zabijała. Heroina była jak Loretta: nie potrafił przestać do niej wracać, chociaż wiedział, że powinien rzucić ją w diabły.

Chciałbyś zyskać potęgę? Zabij dziwkę półkrwi lub zdrajcę krwi. Zabij obydwoje, a udowodnisz swoją wartość.

- Wypierdalaj z mojej głowy - wyszeptał Alexander. Niemalże odruchowo nakreślił reką w powietrzu zabobonny, cygański znak ochronny, który miał odpędzać złe duchy: symbol nie tyle tchnący magią, co czysto symboliczny, związany z dawno zapomnianymi wierzeniami jego przodków.
Przestań, mamrotały bezgłośnie jego wargi. Przycisnął rękę - tę samą, którą odpędzał nieczyste siły - do czoła, naciskając rozcapierzonymi palcami na skronie, jak gdyby sam ten gest miał mu pomóc w skupieniu rozszalałych myśli. Przestań, bo inaczej poznasz mój gniew, Loretto. "Przerażasz mnie, Alex, boję się", powiedziała mu, nie dalej jak miesiąc temu, kiedy przyszedł do niej, na skraju. Naprawdę chciała, żeby jej przypomniał, do czego jest zdolny?

Nie cierpiał, kiedy mu rozkazywała. Nie jestem psem, Loretto, warknął, ledwie głos kobiety obok jego ucha ucichł. Dobrze znał ten jej figlarny ton: Loretta brzmiała tak, jakby rzucała mu wyzwanie. Dobrze znał także jej zazdrość - może lepiej niż ktokolwiek, nawet Louvain - destrukcyjną i irracjonalną. Wiedział, że jak często pod płaszczykiem rozbawienia ukrywa głęboko tajoną zawiść. Bawiło ją jego zachowanie - bawiły ją jego skrupuły - ale najbardziej na świecie bawiło ją, że dalej miał w życiu coś, na czym mu zależało, i czym nie była ona sama.

Kiedy Rosie ujęła jego dłoń - tę wolną, niedominującą, która nie ściskała różdżki - Alexander poczuł, jak z jego barków uchodzi napięcie. Gwałtownie przyciągnął Ambrosię bliżej. Przez chwilę nie zwracał uwagi na to, co działo się dookoła: otoczył ją ramieniem, a jego twarz wykrzywił zagadkowy wyraz.
- Nasza nić jest fioletowa. Nabiera mocy, kiedy jesteśmy bliżej. - Byli oddaleni od reszty, na tyle, że liczył na to, że nie usłyszą jego szeptu; niewiele głośniejszego od szelestu drzew; niewiele cichszego od kołatania serca w piersi Alexa. Zamilkł na krótką chwilę. Był tak blisko, że jego usta musnęły ucho Rosie.

- Słyszę głos Loretty. Każe mi was zabić - szepnął. Nie widział twarzy Ambrosii, czuł tylko, jak jej dłoń zaciska się na jego ramieniu, i zapach jej włosów, które łaskotały go w nos. - Nie zrobię tego. Nie zwariowałem. - Zwariował już dawno. Złowrogie podszepty Loretty były tylko kolejnym z szaleństw Windermere. Windermere mogło mieszać Mulciberowi w głowie, ale jego szaleństwo było starsze; równie stare, co dar jasnowidzenia płynący w jego żyłach.

Poza tym, nic mi nie jest.

Wypuścił Ambrosię z objęć i pozwolił się pociągnąć w stronę reszty.

- To miejsce nie chce mi nic pokazać - rzucił w stronę Morpheusowi, kiedy zbliżyli się doń na tyle, by nie musieć krzyczeć. - Tylko tyle, że nas, kurwa, nienawidzi.

Podążył za spojrzeniem niewymownego, który jako pierwszy odwrócił się w stronę jeziora. Jezioro. Jezioro z jego wizji. Jeszcze kilka dni temu patrzył w jego toń, i wyobrażał sobie, jak spokojnie musi być na jej dnie. Teraz nie mógł oderwać oczu od łodzi, która uniosła się w powietrze, złamała na pół, i runęła z powrotem w odmęty Windermere. Zamarł. W wyobraźni odtwarzał cały czas na nowo zesłaną mu wcześniej wizję: pamiętał, jak tonął w przeklętych wodach jeziora zabarwionych krwią, ogarnięty śmiertelną paniką, i przeczuciem, że za jego plecami dzieje się coś strasznego.

Gdyby tak zanurzyć się pod wodę, pomyślał, powracając mimowolnie do swych samobójczych fantazji, gdyby tak osiąść w głębinach jeziora, i poddać obezwładniającej ciszy podwodnej toni. Na dnie jeziora znalazłby spokój.

Na dnie jeziora nie mógłby dosięgnąć go głos Loretty.

Zrobił krok w stronę jeziora, jeden, drugi, trzeci, kolejny, stracił rachubę, cały czas wpatrzony w wodną toń: nie zwrócił nawet uwagi na to, co robił reszta grupy, tak, jakby o nich zapomniał. Przyglądał się wodnej katastrofie, analizując to, co widzi, i porównując doznania zmysłowe z wspomnieniami tego, co wcześniej zostało mu objawione - teraźniejszość z przeszłością. A może raczej przyszłością?

Wycelował różdżkę w wody jeziora. Wyobraził sobie, jak głębiny rozstępują się, odsłaniając dno. Chciał wiedzieć, czym jest to nieznane zagrożenie z wizji, to samo, które czuł wcześniej za plecami: czy to wrak tonącej łodzi, martwe ciała, idące na dno, czy coś innego, dalece mroczniejszego?


na percepcję, na dokładną obserwację tego co dzieje się na jeziorze
Rzut PO 1d100 - 44
Sukces!


na kształtowanie, aby stworzyć coś w rodzaju wiru, który odsłoniłby dno jeziora, w miejscu, gdzie sporo ludzi wpadło i tonie
Rzut Z 1d100 - 55
Sukces!


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Świnkowa panienka
I’m sorry I said you cheated…even though you DID cheat!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ślicznie ubrana dziewczyna o nieskazitelnym upięciu jasnych włosów i zadartym nosku. 169cm || przeciętna budowa ciała || bardzo jasne włosy || ciemnoniebieskie oczy

Peppa Potter
#14
27.05.2024, 18:54  ✶  

Spanikowała, gdy jej zaklęcie nie wyszło. Czy teraz czeka ją taki sam los jak brygadzistę? Gałęzie zaczną się wokół niej owijać coraz ciaśniej i ciaśniej...? Ale nie. Ta gałązka była delikatna. A tajemniczy głos znów się odezwał.

— Nie walczę o nich, walczę dla siebie — odpowiedziała szeptem zgodnie z prawdą. Nie obchodził ją los tych innych ludzi. Nie znała ich. Ale gdyby udało jej się mieć jakiś wkład w uratowanie ich i z tego powodu jej nazwisko pojawiłoby się w Proroku...

— Kim jesteś?

Nie mówiła głośno, by reszta jej nie usłyszała. Skoro nie mogła dostrzec właściciela głosu, podejrzewała, że tylko ona mogła go słyszeć, a nie chciała wyjść na wariatkę. Chociaż pomimo swojego doświadczenia, na widok Alexandra pomyślała jedno — wariat.

— Byłyśmy w tym małym miasteczku obok... Dowiedziałyśmy się trochę o tym całym Bagshocie. Badał, dlaczego dżuma i inne takie omijały tą okolicę — streściła Ambrosii. — Ale to chyba nie czas na takie rozmowy...

Chciała uciąć konwersację z powodu tajemniczego głosu, by mieć pewność, że go usłyszy. Pomimo jego przychylności, cały czas stawiała drobne i ostrożne kroczki kierując się tyłem do Morpheusa. Różdżka bez przerwy w pogotowiu.

ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#15
28.05.2024, 19:39  ✶  

Kiedy zawodzi zdrowy rozum i świat odkleja się od logiki, był tylko jeden sposób, który pozwalał przeżyć w meandrach przeciwności. Jeden sposób na przeżycie długich lat w obsydianowych ścianach Departamentu Tajemnic. Zawodny, delikatny jak dmuchawiec, którego składowa nasion zmieniała się, a wiatr niósł je w nieznane, tworząc losowe wzorce wzrostu. Jak trwoga, to do Boga. W tym przypadku jednego konkretnego.

Apollo.

O potężny Apollo, boski władco światła i przewodniku mądrości, który oświecasz ciemności umysłów i serc, wysłuchaj naszej modlitwy. Ty, który obdarzyłeś Kasandrę darem jasnowidzenia, spójrz łaskawie na nas i natchnij nas swoją wiedzą. Pozwól nam dostrzec prawdę w gąszczu złudzeń, abyśmy mogli podążać ścieżkami sprawiedliwości i mądrości. Niechaj światło Twojej obecności rozjaśnia nasze dni i nocy, prowadząc nas przez meandry losu ku lepszemu jutru. Tak jak Kasandra niosła proroctwa, choć nie słyszane i zrozumiane, tak niechaj nasze słowa i czyny będą świadectwem prawdy i piękna, które od Ciebie pochodzą. Apollo, ty, który jesteś opiekunem sztuk i nauk, udziel nam siły i odwagi do poszukiwania wiedzy, a także cierpliwości w jej zgłębianiu. Niech nasze umysły będą otwarte na Twoje wskazówki, a serca wypełnione harmonią i spokojem. Wysłuchaj naszej prośby, o wielki Apollo, i niech Twoje boskie światło zawsze prowadzi nas ku prawdzie i zrozumieniu.

Podczas gdy Alexander czynił, on zerkał za zasłonę. Spoglądał do przodu, dalej, sięgał ku niciom przyszłości, aby rozróżnić ścieżki pająka, aby wskazać mu ścieżkę ku nagrodzie, ku zakończeniu zwycięskiemu. Jego spojrzenie nieco się rozmyło, zwykle tak intensywne, aby zastąpić swoje oczy oczami Boga. Aby użyczyć swoich organów wyższej władzy.


O bogowie (Mistrzu Gry) rzeknij co mam zrobić xD Rzut na jasnowidzenie.
Rzut PO 1d100 - 13
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 49
Sukces!


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#16
29.05.2024, 00:11  ✶  
Zaklęcie, które próbowała spleść Ambrosia nic nie dało. To nie tak, że nie wyszło, że splotła je źle lub nieumiejętnie – po prostu było za słabe, zbyt mało spójne by mogło zadziałać na siły, które władały tym miejscem. Za to, przez chwilę, krótką jak trzepot motylich skrzydeł, czarownica dostrzegła przypatrujące się jej kobiece oczy. Duże i jasne, należące – na pewno nie do żywej, nawet nie do ducha, ale jakby do… Cienia? Wspomnienia? Pozostałości? Kobieta zniknęła między drzewami – ale nie tymi, które broniły dostępu do leśnej ścieżki, na którą weszło wcześniej kilku pracowników Ministerstwa Magii, ale z drugiej strony Ośrodka Windermere, gdzie drzew nie było aż tak wiele, za to na wzgórku wznosił się niewielki zagajnik. To stamtąd dochodziły wcześniejsze krzyki.
Ale głos Loretty nie odpuszczał, przypominał lejącą się do uszu Alexandra truciznę. Wizja przyszłości, krótka i dziwaczna zalała jego umysł. Dostrzegł kocioł i warzącą się w nim zielonkawą maź. I płacz. Symbole w wapieniu. Wszystko przesłonięte, jakby skryte na dnie.
Otruj te dwa plączące się pod twoimi stopami robaki. Zgniecenie ich butem to prawie jak akt łaski.
Wir, który wytworzył Mulciber za pomocą magii, raczej wzburzył i tak już falującą tafle jeziora niż sięgnął jego dna. Resztki łodzi zakołysały się niebezpiecznie. Jedna z nich jeszcze szybciej zaczęła tonąć. Chwilę wcześniej jednak ostatni unoszący się na wodzie zniknął w jej głębinach.
Brygadzista pobladł, spoglądając na wodę.
- Lestrange. Aurorka. Victoria Lestrange – wydusił z siebie. Reszty chyba nie znał, był za mało istotny, by ktoś informował go o wszystkich przydziałach. – Ona nie żyje? Oni tam wszyscy nie żyją? – zapytał głucho.
Zbliżający się do jeziora Alexander jeszcze lepiej widział, że nikt się nie wynurzał. Jezioro uspokajało się. Przy samym brzegu dostrzegł leżące martwe ryby. Resztki łodzi tonęły.
Natura zdawała się powoli wracać do swojej normalnej postaci. Bez odpełzał. Znieruchomiał złudnie. Korony drzew szumiały, ale gałęzie przestały ku nim sięgać. Zapach dymu ulotnił się. Po Noahu pozostała tylko przebita kwieciem czaszka – resztę ciała pochłaniała trawa. Zapadał się w nią i znikał.
Może Apollo rzeczywiście wysłuchał próśb Morpheusa, a może otrzymał ostrzeżenie, bo jego trzecie oko otworzyło się niespodziewanie. Dostrzegł swój własny los. Najpierw poczuł ból pleców. Rozlewał się tempo po jego ciele. Ciemniało mu przed oczami, miał problemy z oddychaniem. Leżał na ziemi. W otoczeniu bujnej roślinności. Świeciło nad nim jasno słońce. Dzwonki rozchylały ku niemu płatki. Pąki dzikich róż puchły i rozkwitały. Bez łaskotał go po twarzy. Dusił się. Był tak blisko. Tak bardzo blisko. Czy to musiało się tak skończyć?
Kiedy oprzytomniał, wydawało mu się nawet, że wie, gdzie to się stanie. Zagajnik na wzgórku. To stamtąd dochodziły wcześniej krzyki.
- Próbuję cię chronić – wyszeptał męski głos w stronę Peppy. – To miejsce zmieniło się. Nie jest już bezpieczne. Nadal chroni, ale teraz musi się także bronić. Zło szykuje się do ataku. Schroń się w swoim domku lub pomóż, chroniąc to, co od zawsze skryte jest w zagajniku.
Panna Potter poczuła jak jedno z pnączy musnęło jej policzek, zmuszając, by spojrzała w stronę zagajnika. Tak. To był dokładnie ten zagajnik, który znajdował się na wzgórku.

@Peppa Potter @Alexander Mulciber @Ambrosia McKinnon @Morpheus Longbottom

Czas na odpis do 31.05, godz. 21.00
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#17
29.05.2024, 01:06  ✶  
- To niczego nie zmienia - odpowiedziała Alexandrowi niemal natychmiastowo, potrząsając głową. To nie miało teraz najmniejszego znaczenia, ale przynajmniej nie była czarna. Wtedy mogliby się zacząć martwić, ale tak? Fiolet chronił, bezpiecznie otulał. Byli bezpieczni. A przynajmniej tak się jej zdawało, póki Mulciber nie odezwał się znowu, przywołując imię Lestrange. Rosie zmarszczyła brwi, ale nic nie powiedziała, przygryzając wargi od środka i ciągnąc go dalej.

Wewnątrz jednak krzyczała, przeklinając to miejsce. Jedyne czego teraz brakowało, to żeby jej Louvain zaczął szeptać do ucha.

- I co, dowiedział się dlaczego? - zapytała Peppy, może nieco ostro, bo widziała jak dziewczyna próbuje się wykręcić. To nie był dobry moment na takie rozmowy, ale nie mieli nic lepszego. Powinni zacząć łączyć kropki szybciej jak później.

- Victoria? - powtórzyła głucho na brygadzistą. Najważniejszą rzeczą, która musiała teraz wiedzieć o Lestrange to fakt, że była wcześniej zaręczona z Saurielem. - Nic im nie jest. Ale ktoś musi im pomóc - rzuciła pewnie, na moment tylko zerkając w kierunku jeziora, jakby chcąc roztrzęsionego mężczyznę oszukać. Odrobina zdecydowania jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a w aktualnej sytuacji może i postawiłaby kogoś na nogi.

Szkoda tylko, że splecione przez nią zaklęcie nie zadziałało. Czuła jednak, że rzuciła je poprawnie i problem nie tkwił w niej. To było to miejsce. To było to wszystko, co je otaczało i chroniło. Pojedyncze zaklęcie było zbyt słabe, by rozproszyć coś, co kryło się gdzieś dalej, poza jej zasięgiem. Ale chwila wystarczyła, by dostrzegła to co było niemal nieuchwytne. Czy inni też to widzieli? Może, ale to nie było w tym momencie istotne. Alexander zostawił ją, zajmując się jeziorem i nic nie mogło jej zbytnio rozproszyć i odwrócić uwagi od kobiecych, jasnych oczu, które się w nią wpatrywały. Znikła tak samo szybko, jak się pojawiła, ale McKinnon już wiedziała gdzie powinna iść. Zawahała się tylko na moment, kiedy spojrzała na resztki Bagshota. Pochyliła się nawet nad nimi, nad oplecioną kwieciem czaszką, biorąc ją w dłonie - o ile natura nie postanowiła o nią gwałtowniej zawalczyć. Może miała trochę nadzieje, że i z niego pozostanie jakieś echo. Że dotknięcie jego pozostałości obudzi limbo, bo może to powiedziałoby jej coś więcej. Ale chwila zadumy nie trwała w jej przypadku zbyt długo, bo po paru uderzeń serca drgnęła, kierując swoje kroki w stronę zagajnika, gdzie prowadziła znikająca kobieta. Rozglądała się przy tym, jakby oczekując nieco, że echo znowu się pojawi, z czaszką w jednej dłoni i różdżką w drugiej.


she was a gentle
sort of horror
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#18
29.05.2024, 13:07  ✶  
Otruj te dwa plączące się pod twoimi stopami robaki, wysyczała Loretta, brzęcząca mu cały czas nad uchem niczym natrętna mucha, od której nie sposób się opędzić. "Robaki"...? Powiedziała modliszka, pomyślał cierpko Alexander, znużony nieustającą walką z głosem żony na poligonie swojego umysłu. Strasznie jesteś czasem melodramatyczna, prychnął tylko wyzywająco w odpowiedzi, nie odrywając oczu od wzburzonej tafli jeziora.

Zatrzymał się. Z pewnym niezadowoleniem przyjął fakt, że zaklęcie, które splótł, nie zdołało odsłonić dna jeziora ani choćby ciał poszkodowanych w wypadku łodzi. Nikt nie wynurzał się ponad powierzchnię wody, nawet resztki wraku zdążyły już zniknąć na dnie. Alex zmarszczył brwi, skonfundowany. Nikt nie ocalał? Nie chciało mu się wierzyć, że wyszkoleni aurorzy wysłani na zwiad - cokolwiek zaatakowało ich łódź - poddaliby się bez walki. Choć uporczywie szukał wzrokiem szczątków rozbitków, zauważył tylko wyrzucone na brzeg, martwe ryby. Zaczął się nagle zastanawiać, jak magia tego miejsca mogła wpłynąć na jeziorną faunę, skoro według relacji aurowidzów spowijała je przeklęta czerń. Gdzieś tam, na dnie - w miejscu wiecznego spoczynku zaklętej karty tarota, Trójki Mieczy, którą cisnął dziś wściekle w toń Windermere zanim wstało słońce - czaiła się nieznana groza z jego wizji. Czy to ona zaatakowała ekspedycję?

Nie tak wyglądało to w zesłanym mu widzeniu: wód jeziora nie zabarwiła - jeszcze? - czerwień przelanej niewinnie krwi; jego toń pozostawała szmaragdowozielona, tak jak oczy Ambrosii. Mrugnął. Pozwolił się ponieść tej zieleni. Zielonkawa maź leniwie wypełniająca kocioł. Dziwne symbole w wapieniu. Nie zdołał przyjrzeć się im lepiej, coś przesłaniało mu nieustannie trzecie oko, jakby nie był godny dostąpić poznania, do którego dążył. Słyszał też płacz, który najpierw wydał mu się nieznośny, ale potem...
Mulciber skrzywił się mimowolnie. Nie zamierzał przecież rzucać się w toń jeziora, by ratować marne niedobitki brygadierów i innego tałatajstwa, przecież mu nie zależało, choć - jak chyba każdy jasnowidz - odczuwał niezrozumiałą potrzebę otarcia się przynajmniej o ten ochłap przyszłości, rzucony mu przez los, niby wychudzony pies, który zatapia zęby w obgryzionej już kości, by choć trochę ulżyć swemu głodu. By doświadczyć ułudy sytości - tak jak Alexander zawsze chciał doświadczać przepowiadanej przyszłości.

Wizja, jaką dzielili Morpheus i Leon dobitnie pokazywała jednak, że zwracanie na siebie uwagi Windermere nie jest najlepszym pomysłem. Mulciber odwrócił się od jeziora, ostatni raz rzucając spojrzenie na jego gładką taflę.

Zgniecenie ich butem to prawie jak akt łaski. Przeklęta Loretta nie dawała mu ani chwili wytchnienia. Tym razem jednak, poczuł rozbawienie. Od kiedy jesteś taka miłosierna?, spytał przekornie, masując obolałe skronie. Zawrócił w stronę grupy pozostającej do niego na ten moment w pewnym oddaleniu, pozwalając Lorettcie pieklić się do woli. Słyszał ją, ale jej nie słuchał - tak jak wtedy, kiedy kochał się z nią, przyjemnie odurzony, poddając się rozlewającemu w jego ciele, narkotykowemu znieczuleniu - opanował tę sztukę do perfekcji w trakcie ich burzliwej relacji.

Kurwa, tęsknił za ćpaniem.

Nacisnął dłonią na czoło, przymykając na chwilę oczy: przed oczami mignęły mu na nowo wspomnienia dziwnych, krótkich premonicji, jakich przed chwilą doświadczył.

Musiał spytać Morpheusa, czy też coś widział; czy zdołał odcyfrować runy w wapieniu, czy zesłano mu przepowiednię o zupełnie innej treści. Musiał usłyszeć głos Ambrosii, słodki i kojący, by do reszty nie oszaleć: dlaczego to nie ona szeptała mu teraz do ucha, pomyślał, czując, jak przepełnia go uwielbienie do kobiety, którą zaciągnął do tej dziury na zasłużony wypad wakacyjny, ona by go nie dręczyła, wiedział to; powiedziałaby mu, co powinien zrobić, a on nie wahałby się przed tym, by ulec jej słodkim namowom.

Podążyć za nimi, czy zostać nad jeziorem? Rozwarł ciężkie powieki, ale nie zabrał ręki osłaniającej oczy przed słońcem, nagle jakimś wyjątkowo jaskrawym. Patrzył, próbując jednak przeniknąć głębiej: prosił Windermere, by przestało bawić się widmem Loretty, a w zamian pokazało mu, co je trapi.

na percepcję, o, wielkie Windermere, nie umiem się modlić, ale proszę o jakąś wizję, kfóra podpowie mi, co robić
Rzut PO 1d100 - 88
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Świnkowa panienka
I’m sorry I said you cheated…even though you DID cheat!
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ślicznie ubrana dziewczyna o nieskazitelnym upięciu jasnych włosów i zadartym nosku. 169cm || przeciętna budowa ciała || bardzo jasne włosy || ciemnoniebieskie oczy

Peppa Potter
#19
29.05.2024, 17:13  ✶  

— Tego nie wiemy — odpowiedziała z wymuszonym spokojem, gdy drobniutka igła wymsknęła się Ambrosii z ust. Peppa była zbyt dramatyczna. Wszyscy tu zebrani nosili w sobie pokłady strachu, frustracji i bezsilności wynikające z obecnej sytuacji, ale panna Potter namiętnie odbierała każdą nutę personalnie. — Gdybyśmy wiedzieli, to bym powiedziała.

Tajemniczy głos dalej trzymał Peppę w niepewności. Chce ją uchronić? A co, jeśli jest wręcz przeciwnie? A w zagajnik na pewno się nie rzuci, nie w tym stroju. Ze wskazówki jednak skorzysta. Wróciła myślami do mapy okolicy, którą studiowała z Penny. Starała sobie przypomnieć, czy było coś na mapie w miejscu zagajnika, i czy znajdował się on na terenie omijanym przez nieszczęścia, czy nie.

Wtedy wpadło jej też coś do głowy.

— A co jeśli to przez tutejszą naturę tą okolicę omijają nieprzyjemności? Może te zwariowane gałęzie zabijały każdego podróżnika z dżumą, gdy tylko przekroczył granicę, dlatego choroba tu nie dotarła? — Rzuciła na tyle głośno, by Ambrosia i Morpheus ją usłyszeli. — Kim był w ogóle ten mężczyzna, który rozpętał pożar? O co chodziło w zamieszaniu, które wybuchło rano? I jak to się wiąże z Bagshotem?

Wiedziała, że nie tylko ją zaangażowano w przypadkowe zadanie. Niestety nie wyłapała już, czego dotyczyły inne. Reszta gości Windermere chyba opuściła ośrodek. Na pewno zbiegliby się słysząc hałasy, a była tu tylko ich garstka. W tym momencie postanowiła włączyć szare komórki, zdobyć więcej informacji i poskładać jakoś te puzzle. Bo jak nie ona, to kto?

ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#20
29.05.2024, 23:39  ✶  

Starł rękawem łzę, która potoczyła się po jego policzku, gdy wzrok powrócił do najbardziej obecnej chwili, jaka istniała dla ograniczonego ludzkiego umysłu. To było jak opowiadanie historii czyjegoś życia, przez rodziców danej osoby, nim zdecydują się pójść na pierwszą randkę. Czas należał do form tak bardzo nie zdefiniowanych. Znów położył dłoń na łańcuszku, wyglądał jakby kontemplowal toń. Dopiero po chwili zrozumiał, jakie nazwisko padło. Victoria Lestrange. Mała Victoria, która biegała po Kniei, która knuła z Brenną, która była dla niego jak kolejna bratanica, na którą wywracał oczami, ale troszczył się całym sercem.

— Żołnierze ginący śmiercią żołnierzy. Niechaj walkirie przybędą po ich dusze, a ich śmiechy na zawsze rozbrzmiewają w Vallhalli — złamał własną ciszę gałązką suchego dźwięku, jakby nie przeżywał wewnątrz burzy. Śmierć, kolejny etap podróży. Odeszli niemal w procesji pogrzebowej, gdy łódź ze zmarłym, jego dobytkiem, spuszczało się w dół rzeki i podpalano. W duszy pisał peany na temat śmierci, bo to przynosiło mi ukojenie. W tym wszystkim nie żałował tak Mildred, bo wiedział, że przeżyła. Tacy jak ona nie umierają od byle czego. Od byle zakopaniw żywcem.

— Widziałem jak umieram, tam — wskazał palcem wzgórze, zagajnik z poważną miną. — Więc tam powinniśmy iść.

Jeśli zginie, Antoniusz go zabije. Jednak jeśli to tam, to coś co ma znaczenie albo tam się wydarzyło albo ma wpływ na zachowanie Windemere. Tutejszej wody i ziemi.

Obrócił się i stanowczym krokiem podążył, wedle wizji, na miejsce swojej kaźni, gdzie wyrosną na nim dzwonki, będzie dusił się korzeniami, może glebą, a jego osoba użyźni tę ziemię, zapewne swoją krwią, zanim bliscy odbiorą go od Brygadzistów i przygotują do kremacji. Dobrze, że wybrał kremację. Trupy były dogłębnie brzydkie, a on pragnął pozostać w świadomości reszty pięknym. Chciał aby na miejscu jego śmierci zakwitły niezapominajki, aby ktoś wysyłał bukiety z nich do Vakela Dolohova. Nie mógł jednak nikomu powiedzieć o swojej tęsknocie i prawdzie, w jakiej chciałby żyć, gdyby był odważny. Gdyby oboje tacy byli, wiele, wiele lat temu.

— Cieszę się, że się zeszliście — rzucił nagle, odwracając się do Alexandra i Ambrosii i idąc tyłem. — Śliczna z was para. Będę was nawiedzać, oczekuje, że syna jasnowidza nazwiecie po mnie.

Fakt, że drugi on jeszcze się nie zjawił, mówiło mi nieco zbyt wiele. Odwaga? Brawura? Życzenie śmierci? Nie, Morpheus głównej pragnął wiedzieć. Co tu się działo. I ta potrzeba pchała go do ekstremum. Z różdżką w pogotowiu, już domagał się kolejnego widzenia. Wizji przyszłości, które pozwolą mu ominąć ofiarę z jego życia.


Jasnowidzenie


Rzut PO 1d100 - 27
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (5968), Ambrosia McKinnon (3553), Basilius Prewett (524), Isaac Bagshot (429), Millie Moody (562), Morpheus Longbottom (3315), Norvel Twonk (5020), Penny Weasley (565), Peppa Potter (2310)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa