• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele

[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#181
06.06.2024, 23:17  ✶  
Czy on zawsze wyglądał tak dobrze? Arystokrata pełną krasą, onyks jego oczu przecięty jadeitem - czy to nie najcenniejszy z kamieni? Czarne włosy ta doskonale komponują się z alabastrem jego skóry - wygląda jak dzieło sztuki! Jesteś absolutnie zauroczony panem młodym.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#182
07.06.2024, 00:06  ✶  

Sala bankietowa – fontanna z czekoladą
Rozmawiam z Bellą, pozuję Isaacowi

Plotki… Najwyraźniej Bellatrix i Victoria zebrały się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Jedna przyszła bez swojego narzeczonego, bo nieoficjalnie się rozstali, tylko jakoś mało kto o tym wiedział… a druga przyszła ze swoim byłym narzeczonym, z którym oficjalnie rozeszli się miesiąc temu. Black i Lestrange okazywały się być swoim krzywym zwierciadłem, dwie kobiety o sukniach uszytych ręką Chistophera Rosiera, ciemnowłose o dość podobnej urodzie, chociaż skóra Victorii była w zupełnie innym tonie, bo oliwkowym, nie tak blada jak niebieskookiej Belli. O nich obu można było sobie na tym weselu plotkować, o ich statusie matrymonialnym i zawiłościach w relacjach, u czyjego boku były widziane, u czyjego nie i co to właściwie oznacza, z kim która przyszła…

– Nie ma nic lepszego od czekolady – przynajmniej jeśli chodziło o takie spożywcze tematy i Victoria wcale nie zapraszała do dyskusji na ten temat. Lubiła się napić, ale niekoniecznie lubiła ten stan, gdy przestawało się myśleć trzeźwo, kiedy traciło się kontrolę nad własnym ciałem… Wiele zależało też od towarzystwa. No i póki co owocki i czekolada wydawały się znacznie bardziej kuszące niż wątpliwego źródła alkohol, po którym ludzie zachowywali się tutaj bardzo… bardzo dziwacznie.

– Nie jestem pewna… Ale te wczorajsze nie kazały nikomu się bić – te od Brenny były łagodniejsze, Victoria co prawda się ich wtedy nie spodziewała, ale było bardzo miło. Za to te kapibary, chęć obicia komuś twarzy… Bardzo się obawiała, co tam mogło jeszcze być. A co, jeśli ktoś uznał za wspaniały pomysł na weselu podać gościom amortencję? Przecież to mogło mieć fatalne skutki… – Nie ma sprawy… Ale popatrz sama, piją i potem dzieje się coś zupełnie losowego. To nie może być przypadek – nie była pewna też jak długo to trwało… Atreusowi z kapibarą pomógł Anthony, trwało to chwilę… ale kiedy magia kończyła się samoistnie…?

– Wręcz trochę za dużo się u mnie dzieje, tak prawdę mówiąc. Chciałabym, żeby to trochę zwolniło – naprawdę… swoje odbicia w krzywym zwierciadle. Ale tak po prawdzie to kiedy miała odpocząć? Niedawno wyskoczyła z Laurentem na dwa dni do Włoch i to był cały jej odpoczynek, a poza tym… było za dużo rzeczy, które wymagały jej uwagi. Zwłaszcza zimno, które było udziałem jej ciała. Zimno, które ją martwiło, i które mogło bardzo przedwcześnie zakończyć jej życie – ale o tym nie mówiła na głos. – Przeprowadziłam się niedawno, wzięłam dwa koty, a tak poza tym no to głównie mam na głowie pracę, trochę głośnych spraw, ale więcej cichutkich i może całe szczęście, bo jeszcze w gazecie latałoby moje zdjęcie ze spalonymi cuchami – mruknęła, zajadając się owocami. Nie naciskała na Bellę, bo ta najwyraźniej nie chciała opowiadać, co działo się w jej życiu, nie wspomniała też o Rudolphie, co nie umknęło uwadze Victorii, ale nie zamierzała tego tematu ruszać.

I chyba wywołała wilka z lasu, bo usłyszała pstryknięcie aparatu, na co się odwróciła i zobaczyła mężczyznę… chyba już go gdzieś widziała. Uśmiechnęła się za to i odwróciła głowę do Belli, dając jej ruchem głowy znak, by odwróciły się do fotografa, żeby mógł im zrobić zdjęcie. Nie wiedziała, czy Bella coś piła, ale Victoria była całkowicie trzeźwa, Isaac chyba dobrze trafił i nie powinno być na tym polu żadnej kompromitacji. Victoria normalnie objęłaby Bellę ramieniem, ale odkąd stała się Zimna, to nauczyła się jeszcze mniej dotykać ludzi niż wcześniej. Jedynie zbliżyła się do niej odrobinę, by dobrze wyszły na zdjęciu i uśmiechnęła nieznacznie.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#183
07.06.2024, 00:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 00:17 przez Atreus Bulstrode.)  
niedaleko wejścia do ogrodu? trochę dalej?

Spojrzał na Maeve z ukosa, bo trochę mu się nie podobało jej podejście, ale no niech jej będzie że nagle zaczęła wykazywać aż taką solidarność z żeńskim rodzajem, zamiast ruszać na podryw każdej jednej w zasięgu wzroku. W sumie może gdyby nie rozmowa z Chrisem, którą odbył dosłownie przed chwilą, to by się teraz bronił zaciekle, że Millie to w ogóle demon wcielony i zgubiła umysł jeszcze zanim ją pierdolnęło w głowę na tym Beltane.
- Pewnie ją nawet polubisz. Jestem sobie to w stanie wyobrazić - nadął się wybitnie zniesmaczony tą wizją, ale może to on miał jakieś wyjątkowo negatywne doświadczenie z Moody. Ale może to był ich cały shtick, że wyglądali jakby chcieli się pozabijać, ale jakby im ktoś ten proces przerwał, to by go solidarnie razem skopali. - Gdzieś taka - wymierzył ręką wzrost, dodając jej niechcący parę centymetrów, ale co on, latał za nią z miarką? - W takiej jasnej sukience. Zauważysz ją z miejsca bo wystaje jak... no widać ją. Różowa jakaś? - wzruszył ramionami. Nawet się nie kwapił żeby jej powiedzieć, że od Rosierów, bo to już chyba nic by jej nie powiedziało. Jemu z resztą też, gdyby mu sam pan autor nie powiedział że to jego.
Brylowania Lorraine natomiast już nie skomentował, niby to kiwając głową, niby to puszczając to mimo uszu. Ale Chang miała trochę rację, zarówno co do tego że Malfoy nieczęsto miała ku temu okazję, jak i tego że nie warto ją od tego teraz odciągać. Blondynka była świetnym przykładem zblazowanej panny z socjety, która potrafiła idealnie odnaleźć się w zwykłym pierdoleniu, które uskuteczniano na tego typu przyjęciach.

A potem przyszła Florence i było mu smutno.

No tak, musiał się oczywiście pomylić z tego wszystkiego i prawie nazwać Maeve prawdziwym imieniem. I przez to żal w piersi wezbrał tylko jeszcze bardziej, bo no jeszcze ją tutaj zaraz wsypie i cały misterny plan trafi szlag. Nie to, żeby oni tutaj mieli jakieś sztuczki odstawiać, ale no mogli chociaż starać się zachować low profile. A jeśli nie on (bo szło mu to fenomenalnie), to przynajmniej ona. Westchnął, przecierając palcami załzawione oczy.
- Nie - obruszył się nagle, ale łamiącym się głosem - Nigdzie nie idę - ale najwyraźniej wspomnienie o amortencji to był strzał w dziesiątkę, bo Florence zaraz zmieniła całe podejście. Zrozumiała! Jak dobrze, pewnie nawet by mu ulżyło, gdyby mu znowu nie ścisnęło gardła w żałosnym szlochu. Dał się jej swobodnie odciągnąć nieco od wejścia przy którym do tej pory stali, wczepiony w nią jak w jakieś koło ratunkowe. - Uduszę dosłownie Perseusa gołymi rękoma - pociągnął nosem, tym razem przecierając lejące się po policzkach łzy rękawem koszuli. - Czy chociaż na jednej imprezie ktoś może nie próbować zrobić z gości idiotów? Dobrze że wczoraj Longbottom nie postanowiła zrobić tego samego bo bym znowu... - urwał, wciągając głośno powietrze w płuca, ni to od płaczu, ni to by się zamknąć.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#184
07.06.2024, 00:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 00:38 przez The Edge.)  
Ogród

Huśtawka nastrojów to delikatne ujęcie tego, w jaki sposób Flynn przetwarzał rzeczywistość.

Pięć dni temu, kiedy przygotowywali się z Jimem do występu na Lammas, jego starszy brat otworzył mu o czy na coś ważnego, a może bardziej - nadał czemu, co od dawna czuł w środku nowego charakteru i niespodziewanej głębi. Przerażenie, jakie się w nim wiecznie tliło, okrutny i zabijający jego nastrój lęk przed byciem porzuconym, wynikał po części z tego, jak bardzo bał się tego co czuł. Szczęścia. Szczęście też mogło przerażać. Jim przypomniał mu wtedy o czymś jeszcze - o byciu jego rodziną. To wszystko napełniało go nadzieją. Byli rodziną, tak? Wszyscy byli rodziną. Nie mogli się go stąd pozbyć tak po prostu. Nawet gdyby Alexander nie chciał go już mieć przy sobie w sposób romantyczny, nawet gdyby dzielenie się nim z innym facetem było zbyt wielkim dziwactwem na jego gusta, nawet gdyby przygruchał sobie jakąś panienkę i przypomniał sobie, jak to jest wpuścić do swojego życia kogoś, kto daje ci po prostu ciepło, a nie ciepło zmieszane z niebotycznymi ilościami toksyny - wciąż byli rodziną. Ktokolwiek stałby u jego boku, musiałby do końca swojego zasranego życia znosić to, że z drugiej strony obejmowałby ręką swojego młodszego brata i słuchał tego, co mu ten cały Flynn znowu szeptał na ucho. Łączyło ich coś więcej, tak? Lata bicia kijami pokrzyw, sekretów znanych tylko sobie, żadna szmata nie wtrąci się w relację dwójki tak związanych ze sobą braci. Był bezpieczny, prawda? Mógł stracić męża, ale nigdy kurwa nie straci brata. Nadal będzie najważniejszy w jego życiu.

Wszystko będzie dobrze. Rzeczy się zmieniają, nabierają głębi, ewoluują. Czasami trzeba zrobić krok w tył.

Nie, nic nie będzie dobrze.

Przez ostatnich pięć dni bardzo dużo czuł. Jednego dnia nie spał przez całą dobę, chociaż był tak cholernie zmęczony. Sen nigdy nie nadchodził, zamiast tego w otchłań zabierały go kolejne ataki paniki i stany duszącego lęku. Jego myśli samobójcze nie miały już podłoża tej obrzydliwej zdrady, jakiej się dopuści - przychodziły znienacka, przypadkowo, czasami nie były nawet niczym uzasadnione - tak to, tu i ówdzie wplatała mu się w łeb taka niesforna myśl. Sam sobie szeptem mówił: chcę się zabić, chociaż niby powiedział już sobie ze sto razy, że wcale zabijać się nie chciał. Później to wszystko znikało, głowa robiła mu się pusta, nie przechodziły przez nią żadne myśli, ale... wciąż czuł. Trząsł się, płakał, patrząc w lustro i nie rozumiał nawet czemu. Miał dwupunktową listę osób, z którymi chciałby skontaktować się w chwili nadejścia najgorszego. Z jednym prawie w ogóle teraz nie rozmawiał, poza tym wstydził się przyznać do tego, że sam to wszystko na siebie ściągnął, a teraz go to przygniatało. Drugi zbywał go milczeniem od lipca, chociaż sprezentował mu dwukierunkowe lusterko. Oczywiście. Nieważne jak bardzo próbował wmówić sobie, że wszystko będzie dobrze, że z Alexandrem byli czymś więcej niż parą kochanków... nagle robiło się tak cicho, tak pusto, tak nago, tak zimno i tak bezosobowo - wtedy przypominał sobie, co ludzie mówili do niego pomiędzy głaskaniem go po głowie. Powinien przestać robić z siebie takiego cierpiętnika. Byliby szczęśliwsi, usunąwszy sobie wszystkie wspomnienia o nim. Nie chcieli widzieć go w tak smutnym stanie. Miał stawać się lepszy, miał nie pokazywać im swojej odrażającej wersji, tego smętnego człowieka ciągnącego ich w dół. Oczywiście. Nikt nie chciał być z kimś, kto w słoneczny dzień zasuwał żaluzje i czynił pokój możliwie jak najciemniejszym.

W ogóle nie słuchał tego Laurenta. Gdzieś tam był, w tle tej sceny, do Flynna nic nie dotarło, bo...

Ko... Ko... Co? Dokończ to, kurwa mać, dokończ to. Koniec z nami? Kocham cię? Koszmarnie się bawię na tej imprezie? Kolory? Kowadło? Koniczyna? Ko-co? Naprawdę potrzebował tej odpowiedzi, potrzebował końcówki zdania, bo nie wiedział, której połowie swojej duszy uwierzyć - tej w której tliło się jeszcze cokolwiek pozytywnego, czy ta skazująca go na kompletną porażkę i przypominająca, że nie chciała go nawet jego własna matka? Czy Alexander wypchnąłby go z tego wozu tak, jak ona wypychała go nogą z ich auta?

Był pewny, że ujadałby i ryczał tak samo mocno.

Zapowietrzył się, bo ta odpowiedź nie nadchodziła, a zamiast niej - Alexander puścił jego rękę, chociaż to trzymanie jego ręki pozwoliło mu powstrzymać napływające do oczu łzy. Mężczyzna zatrząsł się. Tańczyć? Czy on się kurwa przesłyszał...? Nie, te słowa musiały dotrzeć do uszu obojga. Wyrwał się do przodu tak szybko, jak tylko potrafił, znając własne szczęście, przypłaci to później olbrzymim bólem, ale rzucił się jak wariat do tego, żeby ten atak zablokować. W pierwszej kolejności chciał wcisnąć się pomiędzy niego i Laurenta, w drugiej załagodzić ten cios jakkolwiek, zasłaniając się.

Rzut PO 1d100 - 87
Sukces!

Nie, nienienienienie. Sala pełna ludzi chcących ich aresztować, przegonić, zabić. Black ostrzegł go wcześniej, jakie parszywe mordy mogły znaleźć się wśród świętujących. Nie zdążył nawet przepracować w głowie tego, co o tym wszystkim myśli, warg nie rozchylił w odpowiedzi na zadane mu pytanie.

- Al, nie... kurwa - chciał mówić tak cicho jak się da, a że on i tak mówił bardzo cicho, to jego słowa były ledwo słyszalne - to jest dziedzic Prewettów, tu jest cała jego rodzina, Aurorzy, poplecznicy... - nie dokończył, stęknął tylko. Jeżeli Bell miał być wciąż niespokojny, teleportuje ich dwójkę w okolice swojego auta.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#185
07.06.2024, 00:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 08:06 przez Millie Moody.)  
na parkiecie z Peregrinusem

Potrzeba trzech, nie... potrzeba czterech minut patrzenia komuś prosto w oczy, żeby się zakochać. I kilku, kilkunastu pytań sięgających najgłębszych zakamarków duszy, a sama odpowiedź na nie może zaskoczyć tak tego co zadawały pytania, jak i tego co na nie odpowiadał. Pytania mieli w większości za sobą, ale ludzkie mózgi gięły się nie wobec słów, a wobec siły patrzenia sobie prosto w oczy. To zapewne miało jakiś związek ze zwierzętami, choć Millie nie miała absolutnie jaki to by związek mógł być.

Mijała pierwsza minuta. W kolistym taniecu, połączenie było na moment przerwane, bo obrócił ją wokół własnej osi. Czuła jak spojrzenie przyjaciela przesuwa się po ciele, które choć ubrane zdawało jej się zupełnie nagie. Granice zacierały się, materiał skóra... Ciepłe opuszki pachnące tytoniem, dobrze znaną marką, ześlizgiwały się po skórze. Poczuł gdy zadrżała, zdał sobie sprawę, że nierówna faktura nie oznacza kości, ale bliznę, zamaszysty podpis piorunu, który ją zabił lata temu. Choć głęboki dekolt eksponował plecy, magiczny makijaż zasłaniał to, co ukochała najbardziej w sobie. Żywioł, który teraz mógł wyśledzić pod palcami, rozgałęzienie po rozgałęzieniu...

Mijała druga minuta.
– Odważne? Większość tego znasz z opowieści. Kto wie, może tak na prawdę całe dnie spędzam pośród książek u Parkinsonów, a najbardziej odważną rzeczą jaką było, to zagięcie rogu, gdy nie mogłam znaleźć zakładki? – Jej głos też brzmiał inaczej i nie chodziło o brak przekleństw. Był cichszy, niższy, mruczący, korespondujący ze złocistymi ślepiami zapatrzonego weń kota. Muzyka opadała i wznosiła się, tak jak ich ciała na palce i znów niżej na lekko przygiętych kolanach. W głowie kręciło jej się od nowych wrażeń, od tego uczucia, gdy była damą i kurwą w tym samym wątłym ciele, ukrytym w sukni którą pragnęła spalić.

Mijała trzecia minuta, gdy zapytał o innego. To nie było tak, że nie pamiętała o Christopherze. Tylko, że on zniknął, przepadł, pozostawił ją samą.  Porzucił. To była kwestia czasu, wiedziała o tym. Nikt nie pozostawał, nikt nie dawał jej rady. A teraz patrzyła i widziała jego twarz, zmienioną, tak jak jej była zmieniona.
– Lubię Twoje loki.– powiedziała nagle, absolutnie ignorując pytanie o jej partnera tak jak on zignorował ją. Lewą dłoń przesunęła z barku, do ucha, gdzie normalnie powinny być kędziory do pochwycenia i okiełznania, a tymczasem wszystkie ciasno przylegały zmuszone pomadą do głowy. Przez jej twarz przepłynął smutek, który szybko przeszedł znów w zapatrzenie, w uczucie, które nie miało prawa pojawić się choćby w swoim ziarnie.

Mijała...

Minął...

Minęli.

Muzyka zatrzymała się, a oni po dwóch krokach również. Zaraz znów zaczną grać, zaraz pary znów zakołyszą się, ale... Czas ruszył znów z miejsca, a oni wyszli z objęć dziwnego snu, w którym oboje byli kimś innym. Wyszli? Minęli? – Dziękuję, że mnie uratowałeś. Nie wiedziałabym co zrobić sama na parkiecie – Nie puszczała dłoni, nie chciała go wypuścić. Tęskniła, za kimś, za czymś, za głębią, za zrozumieniem, za bliskością, za poczuciem bezpieczeństwa nawet jeśli uciekała przed tym, gdy tylko było w zasięgu ręki. Jakby znicz musiał pozostać mitem, a nie zdobyczą w dłoni. Świetlisty. Złoty. Nieosiągalny. Ale muzyka w jej głowie wciąż trwała, a oni patrzyli sobie w oczy.

Nim zdążyła pomyśleć, nim zdążył zareagować, wychyliła się ku niemu, wspięła na palce i złożyła na nim pieczęć z własnych warg dociskając rozgrzany lak oddechu na skórze. Nie wprost, a w kąciku ust, na pograniczu nieśmiałości i odwagi, jak piorun, który nigdy nie był w stanie trafić zbyt celnie.

A potem, nim zdążył cokolwiek powiedzieć, odwróciła się i wyszła do ogrodu nie oglądając się za siebie, by nie widzieć w jego oczach tego, co spodziewała się zobaczyć.
Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#186
07.06.2024, 01:00  ✶  
Gniew napędza do działania, odnajduje w człowieku siły, o których nie miał pojęcia oraz wywleka na wierzch najsilniejsze elementy jego psyche. Ale gniew także przytępia zmysły, zasnuwa wzrok sepią furii i odbiera zdolność logicznego zmyślenia. Przekonał się o tym Alexander Bell, którego zazdrość omal nie doprowadziła do tragedii. Cios wymierzony w Laurenta napotkał przeszkodę w postaci Edge'a, który w ostatniej chwili znalazł się pomiędzy mężczyznami. Być może zarządca cyrku próbował przekierować energię w inne miejsce; a być może od początku nie chciał uderzyć Prewetta zbyt mocno. Faktem jednak pozostawało to, że cios, który zadał swemu kochankowi, nie był szczególnie silny - a przynajmniej nie silniejszy niż to, do czego Edge przywykł na Nokturnie - i został wyprowadzony tak, że trafił go idealnie w kość jarzmową. Akrobata się zachwiał, ale nie upadł. Jutro na jego policzku powinien pojawić się paskudny siniak, nic poza tym. Upadł natomiast Laurent, na którego wpadł Edge.

To nie był jednak koniec; niemalże w tej samej sekundzie do całej trójki dopadło dwóch ochroniarzy, kobieta i mężczyzna. Dryblas, który wcześniej rozdzielał Atreusa i Christophera chwycił teraz obu cyrkowców za ramiona w żelaznym uścisku wielkich dłoni (próżno było się wyrywać, nie mieliście żadnych starć w starciu z tym czarodziejem) i zaprowadził ich za najbliższy namiot, z dala od oczu gapiów.
— Nikt stąd się nie ruszy, dopóki nie ochłoniecie — zwracał się do obojga, ale jednak jego pełne dezaprobaty spojrzenie skierowane było przede wszystkim na Alexandra — Jesteście w pubie, czy na weselu?

Tymczasem Laurentem zajęła się kobieta; filigranowa, niepozorna blondynka, której również Matka nie poskąpiła siły. Pomogła mu wstać, by później delikatnie, ale stanowczo odciągnęła selkie na bok. Aż Alexander i Flynn zniknęli mu z oczu.
— Wszystko w porządku, panie Prewett? — zapytała ostrożnie.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#187
07.06.2024, 11:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 12:42 przez Florence Bulstrode.)  
jakoś trochę z boku, w pobliżu wejścia

- Musimy później koniecznie porozmawiać o twoim życiu na Madagaskarze, droga kuzynko - powiedziała Florence przesłodzonym tonem, zdecydowana dowiedzieć się, co się tu dzieje, dopóki bójka na parkiecie pozostawała jedynym incydentem, w który zaangażował się Atreus. I tak wszyscy zainteresowani mieli szczęście, że Rosier nie stanął na środku parkietu, domagając się, by ktoś przyjął jego zawiadomienie, i jeśli takie składał, to robił to jakoś w miarę rozsądnie, na boku.
A coś tu kombinowali. Nie chodziło o miłostkę, gdyby Atreus miał ochotę się z kimś umówić, zrobiłby to jawnie, nie przedstawiałby dziewczyny jako krewną. Co więc się działo? Nie miała pojęcia – i pewnie nie wnikałaby w to, bo zwykle przyjmowała do wiadomości, że brat ma różne znajomości, i towarzyskie i te wynikające z pracy. Zupełnie inne niż te Florence, która obracała się w wąskim gronie uzdrowicieli, rodziny oraz pojedynczych przyjaciół jeszcze z Hogwartu, i trzymała się z daleka zarówno od ludzi bardzo rozrywkowych, jak i on osób z Nokturna.
Ale tutaj w grę wchodziło ich nazwisko. A dbałość o te Florence miała wtłoczoną od małego.
Chwilowo jednak nie było czasu na rozmowy o Madagaskarze i cudownym powiększeniu rodziny Bulstrodów, bo Atreus dosłownie się rozsypał. Na całe szczęście pozwolił przynajmniej odciągnąć się na bok.
– Nie, nie udusisz pana młodego na jego własnym weselu, Atreusie – stwierdziła bardzo spokojnie. – Z Perseusem na temat dodawania podejrzanych rzeczy do drinków serwowanych gościom rozmówię się osobiście.
Bez rękoczynów i prób morderstwa, ale niewykluczone, że Black po tej rozmowie uzna, że znacznie łatwiej byłoby dostać w twarz. Taki cios bolał w końcu tylko przez chwilę.
– Tak, też bardzo się cieszę, że u Longbottomów ograniczyli się do zamieniania ludzi w niedźwiedzie i zionięcia niebieskim ogniem, i że dzięki temu nie próbowałeś nikogo pobić – westchnęła Florence, nieświadoma, że chciał powiedzieć zapewne coś innego. Była sceptycznie nastawiona wobec drinków, jakie zaserwowano na tamtej zabawie, ale po nich przynajmniej nikt się nie bił i nie szlochał jej w ramię. Tutaj pozwolono sobie wyraźnie na więcej.
Zaraz.
Czy „kuzynka Amelka” nie trzymała właśnie…
– Nie pij… – zaczęła, obracając głowę w stronę Maeve, ale niestety, zobaczyła tylko pustą szklankę w jej ręku. Florence mrugnęła, próbując spojrzeć nie na Maeve, a do przodu: tak na wszelki wypadek, starając się sprawdzić, jakie ta ma plany. Bo może zaraz okaże się, że też wybuchnie szlochem albo postanowi poprosić o rękę swojego „kuzyna”.

Jasnowidzenie
Rzut Z 1d100 - 94
Sukces!
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#188
07.06.2024, 11:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 11:07 przez Laurent Prewett.)  
Ogrody

Instynkt samozachowawczy człowieka był przedziwną sprawą. Zawodził za często, czasem był hiperaktywny, w trzeciej sytuacji podlewałeś go alkoholem i zupełnie wariował. Laurent nie czuł zagrożenia od strony Alexandra Bella, a powinien, prawda? Nie znał człowieka, który wypadał z dubeltówką z przyczep, który gotów był wyjebać w ryj każdemu, kto zagrozi jego rodzinie. Jak tragicznie - teraz sam był zagrożeniem dla swojej rodziny. Wystarczył jeden cios. Jeden dobrze wymierzony cios i gdyby tylko panicz Prewett sobie tego zażyczył to ten człowiek i cała jego rodzina zostałaby zmiażdżona. Ten wspaniały cyrk, który zostałby rozebrany doszczętnie, gdzie zaglądnęliby ludzie pod każdy kąt, żeby tylko mieć pewność, że pan Alexander zapamięta na zawsze, żeby nigdy więcej nie dotykać nawet małym paluszkiem kogoś czystej krwi. Jeden cios... i chęć.

Nie bardzo rozumiał, czy Flynn go słyszy - i czy go słucha. Czy znowu się może naćpał, skoro tutaj wylądował, a nie krążył po sali, czy działo się coś jeszcze innego. Ledwo mrugnął, kiedy pierwszy warunek został popchnięty w ruch. Cios. Teraz już wystarczyłaby tylko chęć i... lecz chęci nie było. Cios nie dosięgnął do swojego celu, zatrzymał się na kimś innym. Nie nadążał za rozwojem sytuacji. Został popchnięty - tylko czemu? W następnym mrugnięciu siedział na ziemi i potrząsnął głową, żeby odnaleźć siebie samego w scenariuszu, gdzie zagościła cisza. Flynn chyba coś powiedział do Alexandra, albo nie powiedział wcale, może tylko mu się wydawało, szmer wokół, muzyka dobiegająca z wnętrza - teraz każdy element pojedynczo nagle był wyłapywany przez jego rozklekotany umysł. Pozbieraj się. Przecież z tego będzie problem, lecz zanim znów o problemach Laurent zdążył pomyśleć to już czyjaś ręka pomogła mu wstać. Obejrzał się za prowadzoną dwójką za namioty i potem na gości. Z przestrachem. Czy ktoś to widział? Czy spojrzały w tym kierunku spojrzenia, których nie chciał? Pierwsza myśl - przecież to miejsce będzie miało kłopoty. Druga myśl - przecież Flynn nie może mieć przez to kłopotów. Trzecia: to żenujące.

Dał się poprowadzić na bok. Nie odpowiedział kobiecie od razu. Zajął się otrzepywaniem swojego garnituru. Ściągnął go zresztą z ramion, otrzepał spodnie, poluzował krawat. Dopiero wtedy padło "tak, dziękuję", chociaż w jego głosie wcale nie brzmiała wdzięczność. Doprowadził się do porządku tymi drżącymi rękoma, włożył z powrotem ręce w marynarkę, chociaż miał je tak napięte, że kolosalność tego wysiłku go przytłoczyła. Teraz już naprawdę ciężko się oddychało. Zupełnie jak przy zaklęciu Patronusa - wystarczyło się chwycić tych miłych chwil, tak? Przecież gdyby zobaczył to Edward... Na bogów, jeszcze tego by mu brakowało - spotkania z ojcem w tym stanie upokorzenia i nietrzeźwości.

Poprosił kobietę, żeby nie robić z tego żadnych problemów, bo to jego znajomi i po prostu doszło do drobnego nieporozumienia. Nic się nie stało. Oczywiście, że stało, ale niekoniecznie musiało to być interesujące dla ochrony. Biorąc pod uwagę to, co powiedział mu Perseus... chyba i tak problemu z tego nie będzie.

Zdecydowanie wystarczyło kompromitacji na jeden wieczór.


Postać opuszcza sesję


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#189
07.06.2024, 12:12  ✶  
fontanna z czekoladą - rozmawiam z Viką i pozujemy razem do fotki


Black powinna przejmować się plotkami, bo nie wypadało w końcu, aby o niej szeptano. Powinna prowadzić się w taki sposób, aby nie dawać innym pożywki. Nie zawsze jednak się to udawało. Musiała przyzwyczaić się do tego, że nie ma ludzi idealnych. Ona sama nie wnikała w to, kogo z kim łączy jaka relacja. Nie interesowały jej takie błahe tematy. Uważała, że nie ma sensu zajmować umysłu tymi zupełnie niepotrzebnymi informacjami.

- Zgadzam się, czekolada jest grzechu warta. - Bo miała świadomość, że nie było to może i najzdrowsze jedzenie, ale raz na jakiś czas można było sobie pozwolić chociaż na trochę, bo każdy potrzebował takich przyjemności.

Przeniosła wzrok na ludzi, którzy znajdowali się niedaleko nich, kiedy Lestrange wspomniała o tym, że przez drinki zachowują się inaczej, jakby szukała kolejnego dowodu wśród tych obecnych blisko. - Ciekawa jestem, czy zareagują, przecież to może zniszczyć im reputację. - Im nie do końca tylko im, bo sama przecież była Blackówną, wolałaby uniknąć gadania o tym, że na uroczystościach ich rodziny ludzie postradali rozum. Byli szanowaną rodziną czarodziejów i po prostu nie wypadało, aby coś takiego się działo. - Powinni znaleźć winnego i go ukarać. - Dodała jeszcze, żeby podkreślić Victorii jakie ma zdanie na temat tych drinków.

- Jesteś chyba aktualnie jedną z najpopularniejszych czarodziejek. - Dodała z uśmiechem, bo widziała wiele razy twarz Victorii spoglądającą na nią z gazet. - Pewnie niedługo zapomną, a póki co ciesz się popularnością. - Wzięła do ust kolejną truskawkę. Były przepyszne.

Bella też usłyszała pstryknięcie aparatu. Odwróciła się, bo nie była na to przygotowana. W końcu przystanęła obok Victorii, skoro ta ją o to poprosiła, żeby zapozować z nią do fotografii, zawsze lepiej panować nad tym, jak się wygląda, żeby mieć pewność iż będzie się dobrze wyglądać na zdjęciu, jeśli je gdzieś opublikują. Może trafi w ręce Czarnego Pana? Niech mu będzie przykro, że nie mógł tutaj być...

Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#190
07.06.2024, 13:28  ✶  
Robi zdjęcie Victorii oraz Belli, przy barze spotyka Erika i Geraldine

Isaac zrobił dziewczynom zdjęcie, mając nadzieję, że będą zadowolone z efektu. To będzie jedno z tych ujęć, które na pewno ukaże się w Czarownicy.
- Miłego wieczoru.- Pożegnał się z paniami, po czym doszedł do wniosku, że przy następnej okazji musi jeszcze raz zerknąć na tyłek Victorii. Czuł się w obowiązku aby ocenić, czy jej tyły lepiej wyglądały w spodniach, czy w sukience.

Idąc przez salę, pstrykał zdjęcia każdemu, kto nawinął mu się pod aparat. Traf chciał, że zatrzymał się tuż przy barze z alkoholem, przy której stali również Gerry oraz Erik.
- O, witam państwa. Może zdjęcie na okładkę Czarownicy?- Wyszczerzył się, jednak zanim zaczął błyskach fleszem po twarzach przyjaciół, postanowił się z nimi napić i chwilę porozmawiać.
- Skoro już na siebie wpadliśmy, to napiję się z wami małego drinka.

!weselnedrinki
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (1218), Alexander Mulciber (6083), Ambrosia McKinnon (1615), Anastasia Dolohov-Burke (617), Annaleigh Dolohov (2409), Anthony Shafiq (6007), Atreus Bulstrode (3084), Augustus Rookwood (739), Bard Beedle (3666), Bellatrix Black (2492), Charlotte Kelly (2620), Christopher Rosier (2427), Desmond Malfoy (1846), Eden Lestrange (3466), Edward Prewett (463), Elliott Malfoy (1813), Erik Longbottom (1949), Eutierria (84), Florence Bulstrode (4140), Geraldine Greengrass-Yaxley (2519), Imogen Rookwood (1243), Isaac Bagshot (1887), Jagoda Brodzki (1744), Jonathan Selwyn (3379), Laurence Lestrange (2525), Laurent Prewett (5350), Leviathan Rowle (855), Lorraine Malfoy (6846), Louvain Lestrange (2751), Lyssa Dolohov (4334), Maeve Chang (2325), Millie Moody (3702), Mirabella Plunkett (563), Morpheus Longbottom (3278), Oleander Crouch (1807), Pan Losu (1062), Peregrinus Trelawney (2890), Perseus Black (6962), Rodolphus Lestrange (3343), Rowena Ravenclaw (1625), Sauriel Rookwood (8726), Septima Ollivander (675), The Edge (3377), The Overseer (1574), Ulysses Rookwood (3477), Vakel Dolohov (4597), Victoria Lestrange (8990)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (33): « Wstecz 1 … 17 18 19 20 21 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa