Gdy tylko mężczyzna odzyskał przytomność oddała mu jego różdżkę. Bez trudu też rozpoznała głosy nadchodzących skądś przyjaciół.
– ISAAC BASILIUS JESTEŚMY TUTAJ! – wydarła się, nie zamierzając Penny zostawić na moment samej w otoczeniu bardzo żywotnych, morderczych pnączy. – Kuzyn? Jaki ten świat mały. Bazyliszek jest lekarzem, pomoże panu – dodała, słuchając również odpowiedzi na zadane przez koleżankę pytania.
A gdy zobaczyła, że Wesleyówna pali się do działania, uśmiech błysnął na jej trójkątnej różdżce, sama też dobyła swoją. – Chyba się minęłaś powołaniem kochana, świetnie odnalazłabyś się w oddziale BUMu. – No dobrze, może i była tu na rekonwalescencji po trzech miesiącach spędzonych w Lecznicy Dusz, gdzie czasem miała problem z rozpoznaniem co jest prawdą, a co nie, ale ciężko wyciągnąć z człowieka ponad 10 lat służby w Brygadzie Uderzeniowej. To jej obowiązkiem i służbą było chronić, a nie chować się za cudzymi plecami. Zaprzysiężenie zobowiązywało bez względu na to jak pojebane w głowie miała.
Dlatego też gdy Penny podjęła próbę transmutowania korzeni, to ona chciała rozepchnąć na boki te małe kikuty i ewentualnie długie nowe pnącza, odginając je stanowczą, acz nie niszczącą falą rozchodzącą sięod mężczyzny. Dodatkowe zabezpieczenie.
Translokacja IV na odgarnięcie na boki roślin
Krytyczna porazka
Akcja nieudana