06.06.2024, 02:21 ✶
Żywy trup zapłonął magicznym ogniem, gdy Sebastian splótł zaklęcie. Przez krótką chwilę, choć w oczach spoglądających mogła wydawać się całą wiecznością, ciało przeciwnika próbowało jeszcze stawiać opór płomieniom i wbrew nim zaatakować, ale zaraz znieruchomiało i padło na ścieżkę. Smród spalenizny uderzał patrzących w nosy. Czar Brenny zgasił wszystko. Resztki żywego trupa pozostały nieruchome. Wreszcie martwe do końca. Gdy go przestępowali, ciągle czuli unoszący się wokół niego smród rozkładu i spalenizny.
Kontrast między lasem, do którego weszli a lasem, przez który teraz szli był porażający a przecież to ciągle było to samo miejsce. Zaledwie kilkadziesiąt metrów wcześniej wszystko wokół nich tętniło leśnym życiem. Widzieli świeże liście na drzewach. Bujne krzaczki jagodowe uginały się od owoców. W gęstwinach przebiegały lisy, zające i jelenie. W koronach drzew pohukiwała sowa i stukał dzięcioł.
Teraz uderzała ich w uszy cisza. Mijane drzewa wyglądały na chore i marniejące. Krzaki usychały. Po jagodach nie było już nawet śladu. Ściółka leśna zamieniła się w nagą, czarną ziemię z wystającymi z niej pokręconymi korzeniami i starymi kamieniami. Im bliżej ruin kościoła się znajdowali, tym wszystkie te zmiany wydawały się bardziej namacalne. W dodatku pojawiła się nad ziemią biała gęsta mgła.
Ruiny były w dużo gorszym stanie niż można było przypuszczać (po atrakcji turystycznej). Kiedyś musiały być niewielkim kościółkiem, teraz brakowało im nawet dachu. Kamienne ściany były spękane. Wcześniej porastał je bluszcz, teraz pozostały po nim nagie, suche gałęzie. Dzwonnica została kompletnie zawalona, dzwon tkwił wkopany do połowy w ziemię, a jedno skrzydło z dwuskrzydłowych drzwi zostało połamane (drugiego wcale nie było). Brakowało nawet podłogi, fundamenty zostały naruszone przez okoliczne korzenie drzew.
Mgła stawała się coraz bardziej gęsta. Musieli trzymać się blisko siebie, żeby się nie zgubić. Sebastian usłyszał gdzieś za swoimi plecami cichy warkot.
Między spękanymi ścianami głównej nawy Brenna dostrzegła klęczącą męską sylwetkę. Peregrinusa nawiedziła pewność, że już widział tę scenę.
@Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan @Peregrinus Trelawney
Kontrast między lasem, do którego weszli a lasem, przez który teraz szli był porażający a przecież to ciągle było to samo miejsce. Zaledwie kilkadziesiąt metrów wcześniej wszystko wokół nich tętniło leśnym życiem. Widzieli świeże liście na drzewach. Bujne krzaczki jagodowe uginały się od owoców. W gęstwinach przebiegały lisy, zające i jelenie. W koronach drzew pohukiwała sowa i stukał dzięcioł.
Teraz uderzała ich w uszy cisza. Mijane drzewa wyglądały na chore i marniejące. Krzaki usychały. Po jagodach nie było już nawet śladu. Ściółka leśna zamieniła się w nagą, czarną ziemię z wystającymi z niej pokręconymi korzeniami i starymi kamieniami. Im bliżej ruin kościoła się znajdowali, tym wszystkie te zmiany wydawały się bardziej namacalne. W dodatku pojawiła się nad ziemią biała gęsta mgła.
Ruiny były w dużo gorszym stanie niż można było przypuszczać (po atrakcji turystycznej). Kiedyś musiały być niewielkim kościółkiem, teraz brakowało im nawet dachu. Kamienne ściany były spękane. Wcześniej porastał je bluszcz, teraz pozostały po nim nagie, suche gałęzie. Dzwonnica została kompletnie zawalona, dzwon tkwił wkopany do połowy w ziemię, a jedno skrzydło z dwuskrzydłowych drzwi zostało połamane (drugiego wcale nie było). Brakowało nawet podłogi, fundamenty zostały naruszone przez okoliczne korzenie drzew.
Mgła stawała się coraz bardziej gęsta. Musieli trzymać się blisko siebie, żeby się nie zgubić. Sebastian usłyszał gdzieś za swoimi plecami cichy warkot.
Między spękanymi ścianami głównej nawy Brenna dostrzegła klęczącą męską sylwetkę. Peregrinusa nawiedziła pewność, że już widział tę scenę.
@Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan @Peregrinus Trelawney
Czas na odpis do 9.06, godz. 21.00