• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem

[10.08.72] Windermere. Las przesiąknięty znanym złem
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#21
06.06.2024, 02:21  ✶  
Żywy trup zapłonął magicznym ogniem, gdy Sebastian splótł zaklęcie. Przez krótką chwilę, choć w oczach spoglądających mogła wydawać się całą wiecznością, ciało przeciwnika próbowało jeszcze stawiać opór płomieniom i wbrew nim zaatakować, ale zaraz znieruchomiało i padło na ścieżkę. Smród spalenizny uderzał patrzących w nosy. Czar Brenny zgasił wszystko. Resztki żywego trupa pozostały nieruchome. Wreszcie martwe do końca. Gdy go przestępowali, ciągle czuli unoszący się wokół niego smród rozkładu i spalenizny.
Kontrast między lasem, do którego weszli a lasem, przez który teraz szli był porażający a przecież to ciągle było to samo miejsce. Zaledwie kilkadziesiąt metrów wcześniej wszystko wokół nich tętniło leśnym życiem. Widzieli świeże liście na drzewach. Bujne krzaczki jagodowe uginały się od owoców. W gęstwinach przebiegały lisy, zające i jelenie. W koronach drzew pohukiwała sowa i stukał dzięcioł.
Teraz uderzała ich w uszy cisza. Mijane drzewa wyglądały na chore i marniejące. Krzaki usychały. Po jagodach nie było już nawet śladu. Ściółka leśna zamieniła się w nagą, czarną ziemię z wystającymi z niej pokręconymi korzeniami i starymi kamieniami. Im bliżej ruin kościoła się znajdowali, tym wszystkie te zmiany wydawały się bardziej namacalne. W dodatku pojawiła się nad ziemią biała gęsta mgła.
Ruiny były w dużo gorszym stanie niż można było przypuszczać (po atrakcji turystycznej). Kiedyś musiały być niewielkim kościółkiem, teraz brakowało im nawet dachu. Kamienne ściany były spękane. Wcześniej porastał je bluszcz, teraz pozostały po nim nagie, suche gałęzie. Dzwonnica została kompletnie zawalona, dzwon tkwił wkopany do połowy w ziemię, a jedno skrzydło z dwuskrzydłowych drzwi zostało połamane (drugiego wcale nie było). Brakowało nawet podłogi, fundamenty zostały naruszone przez okoliczne korzenie drzew.
Mgła stawała się coraz bardziej gęsta. Musieli trzymać się blisko siebie, żeby się nie zgubić. Sebastian usłyszał gdzieś za swoimi plecami cichy warkot.
Między spękanymi ścianami głównej nawy Brenna dostrzegła klęczącą męską sylwetkę. Peregrinusa nawiedziła pewność, że już widział tę scenę.

@Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan @Peregrinus Trelawney

Czas na odpis do 9.06, godz. 21.00
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#22
07.06.2024, 02:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 02:43 przez Król Likaon.)  
Zasłonił usta dłonią, gdy mijali trupa. Co za okropny zapach... Ale łaska była tego warta, pomyślał, szczerze wierząc w to, że wybaczy mu się to, jak potraktował ciało. Nie był to najbardziej tradycyjny pochówek, jednak lepsze odejście w płomieniach niż bezwolne krążenie po lesie w poszukiwaniu świeżego mięsa. Okropny los. Macmillan zaczął poruszać bezgłośnie ustami, powtarzając tekst krótkiej modlitwy, jakiej niegdyś nauczył się w murach siedziby głównej kowenu. Będzie musiał zamówić parę modlitw wśród kapłanek w imię tych wszystkich straconych żyć.

— Co prawda, to prawda — stwierdził arcymądrze, kiwając głową na pytania kuzyna Peregrinusa. — Dobrze by było wiedzieć, na czym stoimy. Ministerstwo... Za wiele nam nie powiedziało, kiedy wysłało nas do chaty Bagshota.

Właściwie to dalej nie wiedział, jak traktować to nagłe wezwanie do pracy. Wprawdzie wydawało mu się, że wezwane służby wysyłały do pomocy, kogo się dało, jednak nie do końca rozumiał czemu. Czyżby faktycznie szykowali się na coś większego i chcieli sobie zapewnić jak największe wsparcie ze strony czarodziejów i czarownic znajdujących się akurat w okolicy?

Grupa stopniowo zbliżała się do obumarłej części lasu, a Sebastiana ogarniał coraz większy niepokój i dyskomfort. Ogołocone z liści i igieł drzewa oraz spaczona roślinność przypominała mu obrazy, jakie widywał podczas swych nielicznych wizyt w Limbo. Wygląd zaświatów zawsze wydawał się zaburzoną wersją otaczającej go rzeczywistości, gdzie nic co żywe nie było w stanie przeżyć. Zobaczenie czegoś takiego w krótkiej wizji to było jedno, ale na własne oczy z pełną świadomością, że znajdował się w realnym świecie? To już była zupełnie inna sprawa.

Co tutaj się wydarzyło? Czy tak skończyła się biskupia vendetta sprzed lat, kiedy to próbowano wybić czarodziejów i czarownice z tych okolic? A może magia czarnoksiężnika i kryształowej czaszki skrytej w okolicy zaczynała skażać okoliczne ziemie? No i zawsze są ghoule, pomyślał z niezadowoleniem Macmillan. Nie była to domena Matki. Pani Księżyca nie pozwoliłaby na to, aby przyroda została tak brutalnie potraktowana. Jedna siła ścierała się z drugą, walcząc o to, gdzie zostanie postawiona granica. Stworzenie i chaos? Czarna i biała magia?

(Percepcja) Czy Sebastian znajduje jakiś trop/ma jakieś przeczucie co do tego, co wywolało zmianę w otoczeniu?
Rzut Z 1d100 - 40
Slaby sukces...

— Słyszeliście to? — odezwał się nagle, zwalniając kroku. Obrócił różdżkę w dłoni, pocierając spoconymi palcami o drewnianą rączkę. — Brzmiało jak zwierzę. Albo bardzo dziki człowiek.

Domykając ich trzyosobowy pochód, Sebastian odwrócił się, mierząc uważnym wzrokiem linię drzew. Pokusiłby się o stwierdzenie, że mógł to być wilk, jednak nie miał na to dowodów. Poza tym była to dosyć irracjonalna myśl, biorąc pod uwagę, że bądź co bądź byli na terytorium mugoli. Wielu uważało wilki za gatunek, który wyginął na Wyspach lub ''zapadł się pod ziemię''. Ciężko było wykluczyć, czy jacyś czarodzieje nie wyratowali kilku stad, przesiedlając je... Czy to jednak nie byłoby za dużo? Windermere, trupy, ghoule, kryształowa czaszka. Czy naprawdę potrzebowali jeszcze dzikiego zwierza? Cóż, ochrona na pewno nie zaszkodzi, pomyślał i machnął różdżką.

(Rozproszenie) Wzniesienie tarczy obronnej za grupą x1
(-10 do wyniku za zawadę Wada Wzroku I guess?)
Rzut N 1d100 - 85
Sukces!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#23
07.06.2024, 07:31  ✶  
- Nic nie wiem, nie mam informacji poza tymi kilkoma przypadkami, ale jestem pewna, że musieli tu znikać jacyś mugole. To nie nasza jurysdykcja, więc nie ma tego w archiwach - powiedziała. Wiedziała, że ktoś jeszcze tutaj zginął: widziała poszarpane ciało, które pochłonęła ziemia. Patrick zresztą (któremu ufała zawsze, a teraz jeszcze bardziej i tylko tak straszliwie złościło ją, że wszedł do tego lasu bez niej) sam mówił, że tych ludzi mogło być więcej. Bezdomni, podróżnicy, co do których nikt nie wiedział, gdzie pojechali, osoby, które w teorii zaginęły w zupełnie innych miejscach. - W ostatnich dniach sytuacja ewidentnie się zaogniła, prawdopodobnie dlatego, że to rocznica śmierci T... tej dziewczyny. Spalonej na stosie.

Zawahała się. Wskazówki? Sądziła, że mówi o Windermere – nie miała pojęcia w końcu, że Sebastian wygadał się na temat tajnej sprawy czaszki wypełnionej duchami. Gdyby BUM wiedziało więcej, nigdy nie pozwoliliby, aby po kempingu kręciło się tylu cywilów. Działy się tutaj rzeczy dziwne, a Brenna znała tylko fragment historii, nieświadoma tego, jak wiele wokół było czerni i fioletu, i do czego doszedł Bagshot.

– Wiem, że ktoś zginął tutaj w ostatnich dniach. Ktoś, kogo zaginięcia nam nie zgłoszono, przynajmniej na razie. Znalazłam w nocy w lesie ciało – stwierdziła w końcu beznamiętnie. Nie wspominała o tym wcześniej, bo wiedziała, że zostanie wzięta za szaloną, tak jak nie uwierzył jej Apollo, ale w tej chwili, po tym co wyprawiał las, nie był to już sekret. – Znikło pochłonięte przez ziemię, więc nikt mi nie uwierzył.
O tym, że czaszka psuje starsze zaklęcie, które rzucono tutaj zdaniem Prewetta, już wspominała. A o tym, że są tu nieumarli, przekonali się już na własnej skórze.

*

On już nie żył.

Wstrzymała oddech, gdy w nozdrza wdarł się smród palonego, gnijącego mięsa. Wszystkie jej wnętrzności skręciły się, nie tyleż z obrzydzenia, ale ze względu na świadomość, że to jeszcze niedawno był człowiek – a ona powinna była dużo głębiej grzebać w sprawie czarnoksiężnika z mokradeł i nigdy nie pozwolić, by przejął ją Departament Tajemnic.

Może mogli go uratować, a nie zrobiła niczego.

Mimo to przeszła ponad ciałem bez wahania, nie przyglądając się mu, nie próbując przeszukać, bo on już nie żył. Brenna trzymała się za to nadziei, że Patrick gdzieś tu był, cały i zdrowy, umiał sobie w końcu radzić, i że na kempingu sytuacja nie była tam beznadziejna, a znalezienie tej cholernej czaszki może zaradzić na problem raz na zawsze.

Krajobraz się zmieniał: przypominał teraz nieco ten z mglistych mokradeł, odmieniony przez czarną magię, której Brenna nie rozumiała. Miała ochotę wysforować we mgłę, w stronę kościoła, nie zrobiła tego jednak, bo w oparach mogli kryć się kolejni nieumarli. Mocniej tylko zacisnęła palce na różdżce, narzucając szybkie tempo i nasłuchując dźwięków, świadczących o tym, że coś się zbliża.

Niczego jednak nie usłyszała, za to…

– Patrick? – zapytała, ruszając w stronę ściany, chcąc sprawdzić, czy to on, czy jakiś nieumarły, czy może zabłąkany turysta.

I wtedy Sebastian wspomniał o słyszeniu czegoś. Brenna zaklęła pod nosem, obracając się gwałtownie. Szukała we mgle śladów tego, o czym mówił Sebastian, gotowa - o ile któryś z mężczyzn nie znajdzie się na linii celu - rzucić Icarcerous, jeśli tylko coś zobaczy.

kształtowanie (wyczarowanie lin pętających)

Rzut W 1d100 - 46
Sukces!


Rzut W 1d100 - 14
Akcja nieudana


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#24
10.06.2024, 16:01  ✶  
Słowa Brenny uderzyły bezlitośnie w naiwny pomysł Trelawneya. Skoro ot tak znalazła niedawno w lesie jeszcze jedno ciało, sam nasuwał się wniosek, że jest ich więcej i na taryfę ulgową nie było sensu liczyć. Pozostawało mieć nadzieję, że trupy nie spacerują po Windermere w stadzie i wszystkie da się relatywnie prosto zgładzić, chociażby poprzez strawienie ich ogniem wzorem Sebastiana. W tym wyniszczonym lesie zresztą czarodzieje nie musieliby się już nawet martwić przypadkowym podpaleniem roślinności: zdawało się, że nic tutaj już niczemu bardziej nie zaszkodzi. Ba, być może ta jałowa ziemia tak była martwa, że nie znalazłoby się na niej nic, co mogłoby zbłąkaną iskrę rozwinąć w płomień. Nie byłoby wielkim zaskoczeniem, gdyby i ogień tu umierał.
Peregrinus rozumiał początkowe powątpiewanie ludzi w las pożerający zwłoki, brzmiało niewątpliwie niecodziennie, ale… czy aż tak niemożliwie? Owen Bagshot raportował w końcu równie zaskakującą obecność żywych trupów, a szanse na to, że dwóch czarodziejów obłąkało w tej samej sprawie były nikłe. Teraz to jednak rzeczywiście nie miało znaczenia. Liczył się tylko fakt, że zwłok było więcej, a to oznaczało więcej potencjalnych przeciwników.
Gęsta mgła, która ich pochłonęła, miała tę zasadniczą wadę, że ograniczała znacząco pole widzenia i polegać mogli głównie na słuchu. W każdej chwili z każdej strony mógł nadejść kolejny nieumarły; Peregrinus czekał tylko spięty, kiedy spomiędzy mlecznych kłębów wyłoni się gnijąca ręka, która go pochwyci. W czasie tego spaceru umysł, któremu odmówiono pełni informacji, ustąpił miejsca wyobraźni, która to płatała figle i podsuwała same najgorsze scenariusze. Zostać zombie ludożercą w martwym lesie: jakże żałosny byłby to dla niego koniec.
Spośród tej mgły zamiast kolejnego nieumarłego, wyłonił się na szczęście póki co jedynie ich cel: ruiny. Wróżbita poczuł lekki dreszcz ekscytacji: rzeczywiście dotarli tu i stanęli u progu kościółka, którego pozbawione podłogi klepisko kryć mogło czaszkę.
Okrzyk brygadzistki od razu zwrócił jego uwagę na męską sylwetkę klęczącą w środku.
— To widziałem — powiedział cicho.
Wypełniło go uczucie niby déjà vu. Był już w tym miejscu, podglądał te wydarzenia kilka godzin wcześniej, lecz coś nie dawało mu spokoju. W jego wizji mężczyzna lękał się o Brennę, jakby wiedział, że coś jej grozi już, teraz, natychmiast. Longbottom była tu tymczasem z nimi, w miarę bezpieczna. Na tyle, oczywiście, na ile bezpiecznym można było być w takich okolicznościach i takim miejscu. Nie działo się jednak nic… nagłego.
Nie zajęło mu długo dojście do tych wniosków. Instynktownie spróbował otworzyć trzecie oko, aby sprawdzić, jakie będą następne kroki mężczyzny z kościoła; uzupełnić swoją wizję o jego przyszłość najbliższą, lukę pomiędzy teraźniejszością a wcześniejszą wizją.

Percepcja na wykaz intencji klęczącego (o ile to prawdziwy człowiek, i o ile to się łapie pod "nieopodal"):
Rzut PO 1d100 - 37
Slaby sukces...

Rzut PO 1d100 - 43
Sukces!


O ile natomiast użycie umiejętności nie wyszło krytycznie źle i Trelawney nie został zamroczony, odwrócił się od kościoła, aby — jak i jego kompanii — wypatrywać w gotowości zagrożenia, które usłyszał Sebastian.


źródło?
objawiono mi to we śnie
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#25
12.06.2024, 02:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 02:57 przez Norvel Twonk.)  
Wstępując w progi ruin kościoła, Sebastian, Brenna, Peregrinus, nawet bez specjalnej wiedzy o czarnej magii, mogli już zdać sobie sprawę z tego, że ta gdzieś tutaj była. To miejsce nią pulsowało. Było zimne, jałowe a gdyby spróbowali się aportować, odkryliby, że aportacja nie działa.
Czy efekt tego, w co właśnie wstępowali, mógł być pobocznym, nieświadomym, efektem działań biskupa? Sebastian czuł, że nie. Wchodzili do domu mugolskiego Boga. Jeśli istniały miejsca, które miały z zasady chronić ludzi, to były nimi kościoły, chramy, święte budynki w których przebywało sacrum. Wznoszono je często w punktach mocy. Być może i ten kościół został wzniesiony w jednym z takich punktów a później, setki lat później, wykorzystany został przez czarnoksiężnika do umieszczenia w nim czarnomagicznego artefaktu. To nie biskup i jego magia przeklęła to miejsce.
Mgła pozostawała nienaturalnie gęsta. Przypominała zabrudzone mleko. Ciążyła nad ziemią. Chroniła skarbu. Dawała osłonę nieumarłym. Kamienne ściany kościoła były spękane, brudne, pozbawione wilgoci. Jeśli nie unosili dostatecznie wysoko nóg, potykali się o gruz i suche gałęzie.
Sylwetka Patricka nabrała na wyrazistości. Nieco dalej, może metr dalej, Brenna dostrzegła kolejną – tym razem należącą do Atreusa. Obydwaj mężczyźni grzebali w ziemi, wyraźnie czegoś szukając. Byli bladzi, jakby się bali.
Steward podniósł głowę, gdy usłyszał głos brygadzistki.
- Daj mi jeszcze chwilę, Brenno, jeszcze chwilę – wymamrotał, tym razem bardziej wyraźnie, głośniej, słyszalnie. Pod naporem jego palców z ziemi wyłoniła się kryształowa czaszka. W jej wnętrzu poruszały się niespokojnie mgliste cienie. – Mam ją. Mam ją. Znalazłem – dodał i to był ten moment, w którym powinien brzmieć triumfalnie, ale żadnego triumfu w głosie aurora nie było. Tylko udręczenie, zmęczenie, strach i nieufność.
Wrócił do norania palcami jeszcze bardziej, przyłączył się do niego Bulstrode i kiedy udało im się wyciągnąć czaszkę z ziemi, wiele rzeczy właściwie stało się w tym samym momencie. Po pierwsze, Sebastian wyczarował tarczę. Po drugie, Brenna wyczarowała pętające liny i te chyba trafiły celu, bo usłyszeli łupnięcie i głośniejsze warknięcie. Po trzecie, najważniejsze, Peregrinus zobaczył to, co miało się zdarzyć dosłownie za kilka sekund.
Zobaczył samego siebie uderzającego bokiem w stertę gruzu, pozostałości po jednej z naw. Sebastiana z rozciętą wargą i krwawiącym nosem. Odpełzającą od wyłaniającego się z ziemi żywego trupa Brennę. Mężczyźni nie powinni tak lekkomyślnie wydobywać tej czaszki z ziemi. Nie powinni, bo pilnowało jej więcej niż tylko nieumarli. Zabezpieczała ją magia.
Ledwie Steward z Bulstrodem wydobyli ją z ziemi. Uniosła się do góry. I teraz cała piątka mogła zobaczyć ją dokładnie: kryształowa, półprzezroczysta, z niespokojnymi cieniami w jej wnętrzu. Obydwaj aurorzy siedli na tyłkach i chyba w jakimś przebłysku świadomości zasłonili twarze rękami na moment przed tym, zanim rozbłysła, rozległ się głośny trzask i wydostała się z niej fala energii.
Peregrinusem cisnęło o stertę gruzu. Poczuł ból w boku – z pewnością nabił sobie trochę siniaków. Miał też otarcia do krwi na lewej ręce. Sebastiana zbiło z nóg, niczego sobie nie połamał, ale uderzył w wystający z ziemi ostry kamień, rozcinając sobie wargę a z nosa pociekła mu krew. Brennę zmiotło w przeciwległą stronę co Trelawneya. Padając obtarła sobie kolana i wnętrza rąk. Dostrzegła też wypełzającego z ziemi kolejnego żywego trupa.
Patrick i Atreus upadli na plecy, na chwilę zasłoniła ich mgła. Gdy Steward się wynurzył, ściągnął z ramion koszulę i wsadził w nią kryształtową czaszkę. Niespokojne cienie dalej tkwiły w jej wnętrzu. Wymamrotał coś w stronę Bulstrode’a.

@Peregrinus Trelawney @Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan @Atreus Bulstrode @Patrick Steward

Czas na odpis do 15.06, godz. 21.00

kości
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#26
12.06.2024, 08:31  ✶  
Patrick nie bał się o nią w tamtej wizji: spowity czernią obawiał się raczej, że to Brenna mu przeszkodzi. A ona wciąż nieświadoma istnienia fioletu i czerni nie rozumiała, o co chodzi, ale spoglądając na dwóch aurorów (nie była pewna, czy zmartwić się, że znalazł się tutaj Atreus, czy wkurzyć, że Steward ją zostawił i zabrał jego), pomyślała z pewnym przerażeniem, że aura tego miejsca ewidentnie źle na nich wpłynęła.
Okrzyk Sebastiana powstrzymał ją od odpowiedzenia Stewardowi. Nie dostrzegła tego, co za nimi szło, jedynie usłyszała, a chwilę później czaszka czarnoksiężnika czy raczej chroniące ją zaklęcia postanowiły nauczyć Brennę latać.
Czy się tego spodziewała?
Nie.
Czy powinna?
Prawdopodobnie. Na mglistych mokradłach czaszki broniło pole pozbawione magii i topielce oraz pełne niebezpieczeństw bagno. Sami nieumarli to przecież za mało, a skoro ruiny były atrakcją turystyczną, i dotąd do Ministerstwa nie dotarły informacje o tym, co się z nimi stało, nikt kto tu wszedł w ostatnich miesiącach, nie mógł wyjść żywy.
Brenna syknęła, gdy obtarła kolana i dłonie, bo chociaż w upadaniu w takich sytuacjach nabyła sporą wprawę po latach dziwnych wypadków, to na kolanach wciąż jeszcze miała opatrunki i resztki śladów po poparzeniach, a z rąk zdjęła bandaże zaledwie rankiem. Rozejrzała się odruchowo, sprawdzając, czy nikt nie rozbił sobie głowy: wyglądało jednak na to, że choć miotnęło ich trójką mocno, nikt nie zginął, a aurorzy mieli się dobrze. Nie miała jednak czasu na upewnianie się ani przejmowanie własnymi siniakami, skoro nic sobie nie złamała, bo spod ziemi zaczął wygrzebywać wie trup.
A gdzieś tam, we mgle, był wciąż drugi, nawet jeśli spętany chwilowo jej czarem, to na pewno wciąż niebezpieczny.
Odpełzła od nieumarłego, dokładnie jak w wizji Trelawneya, i uniosła różdżkę, celując w trupa. Próbowała znów powtórzyć to, co zrobiła wcześniej – ukształtować surową magię w ostrze, by pozbawić nieumarłego głowy. Ogień na pewno byłby skuteczniejszy, ale Brenna dopiero trzy dni temu szarpała się z płonącym inferiusem i trochę brakowało jej rezonu, aby powtarzać to doświadczenie.

Kształtowanie
Rzut W 1d100 - 10
Akcja nieudana

Rzut W 1d100 - 66
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#27
12.06.2024, 23:17  ✶  
Co tu dużo mówić, Sebastian nie czuł się zbytnio winny temu, że ''wynosi'' z Ministerstwa Magii informacje powierzone mu przez reprezentantów sił bezpieczeństwa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Wątpił, aby po kilku miesiącach od zdarzenia szczątkowe informacje na temat kryształowej czaszki mogły zaszkodzić procedurom tworu, dla jakiego pracował wraz z panną Longbottom.

Poza tym, jakby na to nie patrzeć: tkwili po uszy w kryzysie. Jeśli była chociaż mała szansa na to, że wiedza wyniesiona z poprzedniego incydentu mogła pomóc im w uratowaniu Bagshota i doprowadzenia Windermere do porządku... To dobrze byłoby ją wykorzystać.

Zwłaszcza że zmiana atmosfery wokół kościoła zdawała się świadczyć, że magiczne uwarunkowania tych okolic wcale nie działały na jej korzyść. Jedna domena nakładała się tutaj na drugą. Dziki las będący domeną Matki Natury, chociaż stłamszony przez działalność mugoli w okolicy, zapuścił głębokie korzenie. Jak większość kapłanów, tak i Macmillan wierzył w to, że Pani Księżyca była wszędzie.

W każdym drzewie, krzewie, głazie, jak i w kąsających promieniach słońca i chłodnym wietrze. Cały świat był jej szachownicą. Magia biskupa, magia kryształowej czaszki, wierzenia niemagów... Systemy wiar walczyły ze sobą, jak piony w szachach, padały jeden po drugim i tylko nieliczne pozostawały w grze. A szachownica? Szachownica zawsze pozostawała nienaruszona.

— Patrick?! — Podniósł głos, gdy zorientował się, z kim właściwie mają do czynienia. Cóż... Jakby na to nie patrzeć był to jakiś progress. Wystarczyło tylko znaleźć Owena i mogli się stąd zmywać. — Co wy tutaj z Bulstrodem robi...

Chociaż nie dostrzegł stworzenia, które wcześniej zwróciło na siebie jego uwagę, tak, gdy czaszka została wydobyta spod grubej warstwy ziemi, w jego głowie zabłysła pojedyncza myśl: Niebezpieczeństwo było bliżej, niż przypuszczali. Artefakt odkopany przez Stewarda i Bulstrode'a okazał się bowiem dużo bardziej aktywny niż poprzedni egzemplarz znaleziony na mokradłach.

Sebastian cofnął się o kilka kroków, czując jak wibrowanie wyczarowanej tarczy szarpie za jego ubranie. Czaszka wystrzeliła w powietrze, wyrywając się z rąk swych znalazców, po czym świsnęło, błysnęło i... Trzepnęło nimi wszystkimi o ziemię. Macmillanem - oczywiście - bardziej niż resztą, bo rozorał sobie wargę i uderzył nosem o ziemię. Och, jakże żałował, że akurat tego wypadku nie może zrzucić na młodą Longbottomównę. Prawdziwych winowajców nie musiał jednak szukać daleko!

— DOIGRACIE SIĘ KIEDYŚ PRZYSIĘGAM! — wyrzucił z siebie rozemocjonowanym głosem, wstając z kolan. — PRZYSIĘGAM NA WSZYSTKIE ŚWIĘTOŚCI, ŻE KIEDYŚ SIĘ DOIGRACIE! JAKBY LIMBO TO BYŁO ZA MAŁO, TO TERAZ JESZCZE...

Nabrał powietrza w usta, pragnąc kontynuować swój monolog. Powinien był to przewidzieć! Cholerni Brygadziści nie potrafili nawet po bożemu wejść do Limbo, a co dopiero obcować z przedmiotem wchłaniającym esencję życiową swoich ofiar! Gdzie rozwaga? Gdzie odpowiedzialność?! Przecież można było to załatwić normalnie, ale nieeee! Po co! Przecież można wepchać te swoje paluchy między drzwi, a potem płakać, że zostały przytrzaśnięte!

Sebastian wycelował różdżką w powietrze ponad ich głowami, pragnąc wyczarować miniaturową kulę światła o mocnej intensywności, która pozwoliłaby im lepiej widzieć pośród mgły.

(Kształtowanie) Wyczarowanie magicznego światła x2
(-10 do wyniku za zawadę Wada Wzroku I guess? Nie wiem, bo w sumie nie celuje w konkretne miejsce tylko nad siebie xd)
Rzut N 1d100 - 77
Sukces!

Rzut N 1d100 - 70
Sukces!
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#28
14.06.2024, 15:47  ✶  
Przeczesywali dłońmi piasek ile już? Godzinę, dwie, jeszcze więcej? Atreus miał wrażenie że spędzony tutaj czas ciągnął się niemiłosiernie, ale nie był pewien czy była to wina ogólnego nastroju tego miejsca czy może tego jak żmudne to było zajęcie. Czarna aura płożyła się intensywna w swojej barwie, utrudniając jakiekolwiek rozpoznanie, gdzie znajduje się jej największe kłębowisko. Ale przynajmniej mieli pewność, że źródło znajduje się w tym kościele.

Zaczęli spokojnie, za towarzystwo mając przede wszystkim siebie, ale potem doszedł do tego wciąż powiększający się chór głosów, poddający w wątpliwości każdy możliwy aspekt życia. Ojciec wytykał mu, że nigdy nie będzie w stanie mu dorównać, a jego ambicje pójścia w jego ślady są bezsensowne. Słyszał szept Florence, zarzekającą się, że zwracała na niego uwagę ze zwykłej konieczności, ale i też litości. Elaine w duecie z Ludovicą punktowały jego nawyki hazardzisty, z szyderą w głosie odnosząc sie też do relacji które wciąż hołubił, a które powinien porzucić już dawno temu.

Był słaby. Zbędny w życiu innych, bo kogo udało mu się do tej pory nie skrzywdzić. Czaszka broniła się głosami innych, wypomając mu też te wszystkie momenty kiedy był zwyczajnie bezsilny, a co ocierało się o jego najgorsze obawy. Mówiła mu, głosem Brenny, że lepiej by było, gdyby w ogóle nie wrócił z limbo.

Drgnął wreszcie, tak samo na brzmienie jej głosu, jak i na odpowiedź Patricka, który znajdował się obok. Zatrzymał się, a potem palce Stewarda wydobyły spod piasku kształt, którego tak do tej pory poszukiwali. Odetchnął, ale był zbyt zmęczony by się chociaż z zadowoleniem uśmiechnąć. To miejsce zdawało się wysysać z nich całą energię, licząc na to że wreszcie się poddadzą.

Przyłączył się do wykopywania odnalezionego artefaktu, na tym koncentrując całe swoje siły w tym momencie. Kiedy ją wyciągnęli, ta uniosła się, zawisając w powietrzu. Była całkiem ładna, ale cienie kłębiące się wewnątrz napawały niepokojem. Zdążyli jeszcze tylko zasłonić z Patrickiem oczy, a potem czaszka rozbłysła jasnym światłem i wybuchła energią.

- Nie mogę się doczekać aż ją rozpierdolimy - odpowiedział Patrickowi, kiedy gęstniejąca wokół nich mgła odpuściła nieco, a Steward narzucił na czaszkę koszulę, świecąc teraz do zebranych gołą klatą. Sam zdążył się podnieść i ścisnąć w dłoni różdżkę. - Brenna - rzucił, bardziej do siebie niż kogokolwiek innego, kiedy spojrzenie przetoczyło się po wnętrzu ruiny i zatrzymało na pełznącej brygadzistce, a przez to i znajdującym się obok niej nieumarłym. Podniósł dłoń chcąc rzucić na stworzenie zaklęcie, które spętałoby je pnączami przytwierdzonymi do podłoża, by uniemożliwić mu dalsze zbliżanie się do Longbottom.

kształtowanie na pnącza, zeby se nieumarły nie pełzał
Rzut PO 1d100 - 43
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#29
15.06.2024, 00:02  ✶  
Patrick nie wiedział, kiedy do jego uszu zaczęły docierać pierwsze szepty. Chyba było to po tym, jak po raz kolejny próbował uruchomić aurowidzenie i jak z nosa pociekła mu krew. Albo później, gdy opierał się rękoma o spękane mury kościoła i próbował w jałowej ziemi dostrzec coś, czego nie mógł zobaczyć. Pierwsza przyszła Clare. Gdybyś mnie naprawdę kochał, to nigdy nie pozwoliłbyś mi umrzeć! Kiedy się kogoś naprawdę kocha, można mu wybaczyć wszystko. Była rozczarowana, trochę obrażona, zła i niesprawiedliwa. Ale świadomość, że nie była prawdziwa działała otrzeźwiająco. Jesteś do mnie taki podobny, taki uderzająco podobny. Głos ojca miał cierpki posmak. Duma mieszała się w nim z szaleństwem.
Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem – odpowiadał mu w myślach, coraz głębiej orając palcami czarną ziemię. Wybrałeś nieodpowiednią stronę, synu. Gdybyś tylko nie miał tylu obiekcji… Głos Dumbledore’a był rozczarowany i pełen złości. Myślałem chłopcze, że masz więcej oleju w głowie. Nie wybrałem cię po to na swoją prawą rękę, byś wpuścił Voldemorta do Limbo! Babcia tylko zanosiła się szlochem. Sebastian był wściekły. Zawsze przychodzisz do mnie jak masz jakiś problem! Tylko wtedy! Florence okrutna i obojętna. Myślałeś, że będę na ciebie czekała całe życie? Mam dość ciebie i twoich problemów. Brenna chciała go zdradzić.
Daj mi jeszcze chwilę, Brenno, jeszcze chwilę, powtarzał jej w myślach. Już się nawet nie buntował przed jej zdradą. Już nie irytowało go, że pozostawała tak obrzydliwie nielojalna, że nawet nie zadała sobie trudu, by spróbować go zrozumieć. Orał paznokciami ziemię z nadzieją, że nie zaatakuje go zanim wreszcie nie znajdzie czaszki.
Jej odnalezienie było jak odkupienie. Patrick wiedział, że wyciągnięcie jej z ziemi, tak totalnie bez przygotowania było ryzykowane. Ale nie mieli czasu by się przygotować. Z każdą minutą to miejsce coraz bardziej na nich wpływało. Niszczyło ich, szeptało do nich, chciało ich zmusić do poddania się. Pomiędzy tym wszystkim, pomiędzy godzinami spędzonymi w ruinach kościoła, coraz bardziej przekonywał siebie, że albo oni zwyciężą, albo zostanę zwyciężeni.
A gdy przewrócił się na ziemię, bo zaklęcie chroniące ten przeklęty czarnomagiczny artefakt rozbłysło, poczuł ulgę. Ból głowy zelżał. Głosy ucichły. Świat wrócił na realności. Głosy wróciły, tym razem realne.
Patrick rzucił się by owinąć kryształową czaszkę koszulką. Podniósł wzrok na wstającego Atreusa.
- Już nie jesteś czarny. Nie jesteśmy czarni – wychrypiał.
Brenna jednak nie chciała go zdradzić. A krzyk Sebastiana, choć pełen pretensji, zabrzmiał dużo przyjaźniej niż pełne wściekłości szepty, które docierały do niego wcześniej. Trzymał w rękach owiniętą w koszulkę czaszkę i na razie pozostawał na tyle zmęczony, że nie był w stanie podnieść się z miejsca.
- Ja się już doigrałem – odpowiedział mu. – Jeśli poczujesz się lepiej to możesz mi przyłożyć.

/nie wykonuję postacią ataku, bo jako MG, nie będę rozsądzać własnych działań, także papryk jest tutaj dla dekoracji
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#30
15.06.2024, 19:20  ✶  
Oglądał to przed nimi: efekty rozbłysku, który miał nadejść sekundy później. W jednej chwili wiódł wzrokiem po czarodziejach rozpierzchniętych po kątach siłą magicznego uderzenia, w drugiej wciąż stali wszyscy na nogach. Peregrinus wybiegł w czasie do przodu i wrócił tylko po to, aby doświadczyć wszystkiego ponownie.
Uniósł głowę, śledząc czaszkę wznoszącą się nad klepisko. Wiedział, do czego to zmierza, uniósł dłoń dzierżącą różdżkę, aby… czy było coś, co mógł zrobić, aby to zatrzymać? Odepchnąć czaszkę zaklęciem? Posłać ku niej kontrę? Miał dziwne przeczucie, że cokolwiek zrobi, w najlepszym wypadku jej nie zaszkodzi; w najgorszym: jego magia odbije się ku nim rykoszetem.
W tym tkwił haczyk: przyszłość rzadko dawała się oszukać. Wróżbita mógł o niej wiedzieć, ale nie zapowiadało się na to, aby potrafił ją zmienić. Mógł co najwyżej spróbować przygotować się najlepiej, jak było to możliwe.
Zakrzyknął więc tylko:
— Uwaga!
I dał się porwać sile magicznego odrzutu, który cisnął nim na stertę gruzu.
Świadomość tego, że uderzy o rumowisko, wcale nie uczyniła samego upadku mniej bolesnym; o ocaleniu od niego jasnowidza nie było już w ogóle mowy. Siła łupnięcia wydusiła powietrze z płuc, na krótką chwilę stracił dech. Seria urwanych oddechów i wrócił do siebie. Otarcia? W zamieszaniu i adrenalinie zwrócił na to minimalną uwagę, zostaną na później; piekące przypomnienie tej przygody, gdy doczołga się po wszystkim pod prysznic.
Trelawney w miarę sprawnie stanął z powrotem na nogi, mimo rozpraszającego, tępego bólu w boku. Kolejny nieumarły nie zrobił na nim aż takiego wrażenia jak pierwszy z nich. Być może z tego względu, że czarodziej widział go w wizji jeszcze przed upadkiem. Być może po prostu za każdym razem trupy szokują mniej.
Widząc, że zarówno Brenna, jak i Atreus podjęli już wysiłki zmierzające ku zneutralizowaniu najświeższego nieumarłego, Peregrinus zdecydował się na dołączenie do nich w tych staraniach. O ile więc Brennie nie udało się całkowicie zdekapitować zombie, Trelawney skorzystał z szansy na to, że być może korpus przeciwnika przytrzymają pnącza Bulstrode’a i zaklęciem spróbował urwać nadszarpniętą głowę.


Mam nadzieję, że łapie się to pod translokację:
Rzut Z 1d100 - 39
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 19
Akcja nieudana


źródło?
objawiono mi to we śnie
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1915), Brenna Longbottom (4966), Norvel Twonk (3563), Patrick Steward (2554), Peregrinus Trelawney (4121), Sebastian Macmillan (5306)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa