• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[14.02.1972] Jak być grzecznym w Walentynki

[14.02.1972] Jak być grzecznym w Walentynki
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
04.01.2023, 19:02  ✶  
Miała rację - będzie liczyć. Będzie liczyć i patrzeć na te bukiety z zupełnie inną miną. W ogóle - patrzeć. Nie brać do ręki, żeby być tylko posłańcem. Bo w zasadzie to uważał, że równie dobrze jego matka mogłaby te kwiaty dawać, bo przecież to oczywiste, że to nie ON je przynosi/tworzy/robi z myślą o Victorii. I nawet nie próbował zrobić wokół tego wrażenia, że tak jest. Dlatego też Victoria prosiła o podziękowanie bezpośrednio jego matce. Tutaj to było kompletnie oczywiste. A Sauriel nie miał w zwyczaju kręcenia czy robienia z czegoś ściemy.
- Czarną magią. - No, to teraz on miał ubaw i w jego głosie niemal pobrzmiał śmiech. Ludzie mieli różne dziwaczne przesądy, więc nie powinno go tak dziwić, jak zdziwiło. Ale miał rację - czyli to się po prostu brało z jakichś zamierzchłych czasów, bo ktoś coś powiedział/zrobił i tak dalej. Z tym, że akurat o kościołach nie pomyślał. A powinien! Religia kompletnie mieszała ludziom w głowach, ale o tym wśród katolików trochę niebezpiecznie było rozprawiać. Nie miał pojęcia, czy Victoria jest religijna. Stawiał, że nie. Nie zamierzał jednak ryzykować. Obchodził się z nią ostrożnie, bo tak naprawdę nie wiedział, czego się po niej spodziewać. - Aha. - Skwitował, ubawiony wizją tego, że jakiś Śmierciożerca nie będzie mógł wejść do domu, bo stokrotki zawieszono pod sufitem. Czy coś. - Czekaj, to ma nawet sens… - Że kwiatki przynoszące miłość czy coś. Miało więcej sensu niż stokrotki chroniące przed cruciatusem. Ale w końcu z kwiatów i roślin pozyskiwało się różne peirdolniki, w tym do mikstur zauraczających czy sławetnej “mikstury miłości”. - Założę się, że nadal znajdą się jacyś niepełnosprawni umysłowo, którzy wierzą w takie rzeczy… - Nawet nie trzeba szukać wśród mugoli, tak naprawdę wielbicieli różnych dziwnych teorii nie brakowało wśród czarodziei. Czy wierzących w jakieś pierdoły. Do płaskoziemców jeszcze dotrzemy.
- Naciesz sie jedzeniem. Jak będziesz gotowa. - Jak zje, wciągnie sadełko, jak to mugole mawiają i się napije… czy coś tam.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
04.01.2023, 20:09  ✶  
Nie widziała żadnej ujmy w tym, że to nie jej "wybranek" zajmował się dobieraniem bukietu, że w ogóle o nim nie myślał i gdyby nie jego matka, to pojawiłby się z pustymi rękoma. To był już trzeci bukiecik; był bardzo zgrabny, kwiaty były śliczne, ale Victorii najbardziej podobał się chyba zapach.
Czy Victoria była religijna? Tak sobie. Ale i tak bliżej jej było do obrządków i religii, które wyznawali czarodzieje, a nie mugole. Znała oczywiście daty czarodziejskich świąt, jak Ostara, Beltane, Yule i tak dalej – i jeśli miałaby coś świętować, to właśnie te. Sama za to bardzo wątpiła, by Sauriel był religijny. Ale może po prostu powinni sobie opracować kwestionariusz pytań podstawowych i wzajemnie na nie odpowiedzieć, by potem nie było takich wątpliwości, jak miał Sauriel: że nie wiedział i w sumie się bał nawet wspomnieć, żeby nie było znowu obrażonej dumy Victorii i skarżenia rodzicom. Ostatecznie brunetka była osobą, która dość mocno kierowała się przecież logiką, na pewno był sposób, by się dogadać bez szkody dla nikogo.
- Pewnie, że ma. Nasze różdżki, eliksiry, świece zapachowe i pewnie wiele innych – przecież różdżki były wykonane z określonego drewna, jedne nadawały się bardziej do zaklęć, jedne do transmutacji, jedne symbolizowały, że właściciel stanie się kimś wielkim. Ale Victoria w zasadzie był jednocześnie zaskoczona i całkiem zadowolona, że Sauriel w ogóle ją słuchał i nawet o czymś z tym związanym myślał, a nie tylko był tutaj ciałem (i niekoniecznie duchem). - Oczywiście, że są. Oszołomów nie brakuje – Victoria się skrzywiła. Jeśli był, ktoś, kim szczerze gardziła, to kimś kto jest ignorantem i nic nie próbuj w związku z tym zrobić. Naprawdę. Mugoli mogła tolerować, ba, teraz kiedy nasiliły się ataki czarnoksiężników i co jakiś czas ginęli mugole, to siłę rzeczy miała z nimi styczność. Najczęściej z martwymi, ale nie tylko. Zresztą w Departamencie Magicznych Wypadków i Katastrof też miała styczność z mugolami. I naprawdę… To tolerowała, jakoś. Ostatecznie to nie ich wina, że urodzili się poza tym magicznym światem. Ale ignoranci? Nie. Oni urodzili się mogąc wiedzieć i celowo wybierali życie z klapkami na oczach.
- Pytałam kiedy sobie żartowałeś – uśmiechnęła się, podnosząc w końcu spojrzenie znad karty. - Ale w zasadzie to i taka odpowiedź mi wystarczy – i przeniosła wzrok z Sauriela na kelnera, który gdzieś się tam kręcił, a wyczuwszy na sobie świdrujące spojrzenie kobiety, zaraz się pojawił, by przyjąć od nich zamówienie. Victoria coś tam sobie wybrała, poprosiła też o wino i rozsiadła się wygodniej.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
04.01.2023, 21:38  ✶  
Sauriel zupełnie nie wiedział, czego się spodziewać po Victorii oprócz krótkiej informacji, że nie jest pozbawioną uczuć zołzą. Tak się prezentowała. Wydawała się podejrzanie wręcz empatyczna. Podejrzanie, bo nie miał raczej doświadczeń, by ludzie wychowani w domach czystej krwi szczycili się empatią. Trochę o niej wiedział, wciąż nie na tyle, żeby wiedzieć, jak ją obsługiwać. I pewnie długo się jeszcze tego nie dowie, jeśli niektóre z pytań nie padną. I taki spis pytań nie byłby głupi. Tych bardziej małostkowych jak i bardziej skomplikowanych.
Tak więc - nie wiedział, jak ją obsługiwać, a po ich ostatniej rozmowie tym bardziej nie wiedział, jak się zachowywać. I niby był trochę zły i niby mu się nie podobało, niby była teraz obiektem, który przypominał o hańbie i poczuciu żałości, a niby była osobą, która wydała się nad wyraz ludzka. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem miał z kimś taki problem. Czy to wina przymusu? Chyba tak. Nieznajoma osoba, która jest ci przedstawiana jako “twoja narzeczona”, kiedy masz wystarczająco problemów na głowie. To, że tu siedzieli, w walentynki i gadali o kwiatach, świecach i początkach religii też było dziwne. Ani nie potrafił ułożyć i ulokować swoich myśli, ani emocji. Miotał się w tym. Może problem był taki: był za trzeźwy.
- Z tym wykradaniem się. Bez urazy, ale nie pasujesz na niegrzeczną dziewczynkę, która nie wychodzi naprzeciw żądaniom rodziców. - No nie chodziło o to, żeby ją obrazić, no przecież nie miał niczego złego na myśli. Z tamtą klaczą też nie. Nie tak personalnie w każdym razie. Naprawdę nie lubił się hamować, dlatego głównie źle się czuł aktualnie w jej towarzystwie. Bo czuł, że MUSI, a tak naprawdę nie był pewien, czy TAK JEST NA PEWNO. Więc… pozostawało próbować. Ostrożnie. Ostrożność też nie do końca była teraz w jego naturze, bo miał cierpliwość chyba na minusie. Tak mu się wydawało. Ale może się nie doceniał. Tak jak na wielu płaszczyznach.
Sam otworzył ich kartę, ale na drinkach, jakie tu oferowali. Wybrał jakieś słodkie, o fikuśnej nazwie w stylu Broda Merlina i oddał kelnerce jedno z Menu. Jedno im raczej wystarczy. Jednocześnie pokręcił głową przecząco w pytaniu o to, czy na pewno nie chce zamawiać czegoś do jedzenia.
- Nie mam zielonego pojęcia, jak się do ciebie odnosić i jak cię traktować. - Przyznał, siadając wygodnie. - Nie ufam ludziom z natury. A ty jesteś człowiekiem, który będzie stałym punktem w moim nie-żywocie. Do tego też nie jestem przyzwyczajony. Wolę trzymać ludzi na bezpieczną odległość.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
04.01.2023, 23:11  ✶  
Nie była studnią empatii, ale też nie była jej pozbawiona. Może taka się wydawała, jakby miała jej aż za dużo w kontraście do innych jej podobnych: stereotypowych czystokrwistych panienek, które bardzo wysoko zadzierały nos – ale naprawdę bez przesady, nie było sensu tutaj jej dawać kredytu, którego nie potrzebowała.
Starała się zachowywać normalnie, starała się nie patrzeć na niego jak na potwora, starała się nie podchodzić też negatywnie. Nie wszystko sobie jeszcze w głowie poukładała, ale nie widziała powodu, by tutaj teraz urządzać jakieś sceny z tytułu, że przyszła na walentynkową kolację z wampirem, który ma zostać jej mężem. Wystarczało, że panikowała ostatnio. No i nie uważała, by miała luksus okazywać tutaj takie emocje, bo to nie Sauriela się bała. Raczej… tej wspólnej przyszłości i tego, jak wiele w niej będzie brakować z tego, co sobie wyobrażała o swojej przyszłej rodzinie. Ona sama też nie znała go jeszcze na tyle, by wiedzieć co mówić i kiedy, albo jak. To była wzajemna sztuka uczenia się siebie, ale chyba szło jej to nieco lepiej niż jemu. Pewnie dlatego, że choć jej się to nie podobało, to jednak wkładała trud w jakieś poznanie go. Dowiedzenie się, że jest wampirem było takim ogromnym krokiem: przede wszystkim nie musiała się już pytać czemu się nie ubiera, albo dlaczego nie zamawia jedzenia. Bo już wszystko rozumiała. Tak jak nie musiała pytać o uczulenie na słońce. Powstawały za to inne pytania, ale znacznie bardziej prywatne i nie czuła, by byli w na tyle bliskiej relacji, by w ogóle mogła o to pytać.
- Wiesz, technicznie to nikt mi nie powiedział, że nie mogę się włamać do własnego pokoju. Ani że nie możemy wyjść gdzieś razem poza tę restaurację – więc chyba nadal była grzeczną dziewczynką, która posłusznie wykonywała polecenia rodziców? To po prostu rodzice nie przewidzieli takiego scenariusza, że ich córunia nagle stwierdzi, że zrobić coś zupełnie inaczej, niż do tej pory się zachowywała. Niż można to było przewidzieć. - Nie muszą o wszystkim wiedzieć – Victoria uczyła się szybko i najwyraźniej obrała ich taktykę, to jest, że nie muszą o wszystkim rozmawiać. Oni nie mówili jej o rzeczach, które bezpośrednio ją dotyczą… a ona uznała, że też nie będzie im o tych rzeczach mówić. Chyba wszyscy powinni być zadowoleni, prawda?
- Jeśli cię to pocieszy, to powiem ci, że niby powinnam już wiedzieć co i jak, bo to nie jest dla mnie nowa sytuacja… A i tak nie mam pojęcia co mam robić – złożyła dłonie na stoliku. Nie nosiła żadnych pierścionków. I była w tej sytuacji równie mocno zagubiona co i on. - Jakoś się to wyklaruje za jakiś czas zapewne. Ale jakby ci to miało pomóc i chciałbyś mnie o coś zapytać, to po prostu pytaj.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
05.01.2023, 00:22  ✶  
O tak, ona była zdecydowanie lepsza w budowaniu relacji i z tym, żeby w ogóle dokądkolwiek doprowadzić tą relację, która łączyła ich. Ona też miała w tym wszystkim swoje demony. Mówienie o rodzinie i dzieciach było personalne, ale chyba naturalne kiedy miałeś kogoś poślubić. Każdy w końcu miał swoje wyobrażenia rodziny. W tym wypadku było tylko pytanie: jak sobie to wyobrażałaś? Swoją przyszłość. Z mężem, którego może niekoniecznie musisz kochać, ale chociaż byście się wzajemnie szanowali. Kobiety lubiły mówić, że “się przyzwyczaisz”, że “z czasem każdego można pokochać”. Dopóki nie był dupkiem… Uczucie miłości było jednak cenniejsze ponad przyzwyczajenie. Każdy się w końcu kiedyś zakochał, nie wszyscy przetrawili to w prawdziwą miłość. Sauriel też miał swoje zauroczenia.
- Hmm… technicznie nie. - Tak formalnie to kto by jej powiedział: hej, nie włamuj się do swojego pokoju! W zasadzie to mówił to też żartem przez to, że przecież nie musiała się włamywać. Mogła wejść, powiedzieć, że idzie pracować, wyjść. Chyba że tego jej rodzice zabraniali? Ale była w tym dziecięca zabawa, żeby zakradać się do własnego domu, pokoju i wymykać rodzicom. Saurielowi przynajmniej się to tak kojarzyło. Jak… zabawa. Przemykanie poza oczami ludzi, żeby nic nie wiedzieli i odnosić swoje małe zwycięstwa. A jak cię przyłapią to przecież i tak nic złego się nie stanie, prawda? Często się wykradał - i zakradał. Chociaż to głównie dlatego, że chciał robić rzeczy, które nie podobały się Erykowi i chodzić w miejsca, do których chodzić teoretycznie nie mógł. Kiedyś. Bo potem człowiek doroślał i ciężej było go upilnować. Kiwnął parę razy głową w potwierdzeniu, że no - nie muszą. I po chwili do niego w sumie dotarło, że to zdanie mogło być trochę takie przypadkowe, to jest - dopasowane do zabawy, ale mogło mieć też drugie dno. Zastanowiło go to, którą z tych opcji Victoria prezentowała w tym momencie. Ale chyba nie było to przypadkowe, co? Jak miał teraz strzelać, to zaufałby przeczuciu, że powiedziała to w pełni świadomie. - Chcesz się im odgryźć? - Więc zapytał. I akurat słowo związane z gryzieniem było tu przypadkowe. Kiedy padło, to też sobie uświadomił, że w ogóle ta cała gra słów śmiesznie wyszła.
- Nie jest nowa znaczy - słyszałem, że byłaś już zaręczona. - Powinien tu zapytać, czy jest czarną wdową i jemu też ześle śmierć, ale znów - wcale nie był przekonany, czy powinien. Mógł próbować badać jej granice, ale bał się tego, że kiedy już sobie sam popuści, to potem ciężko będzie mu się zatrzymać, nawet jeśli ona powie “dość”. Nie ufał pod tym względem samemu sobie. - Jaasne… - Powiedział trochę, jakby to dobrze określić, wstrzemięźliwie? Bo “niepewnie” nie było tutaj adekwatnym określeniem. - Od czegoś trzeba zacząć i tak dalej. - Dopowiedział już jakby z większym przekonaniem co do tego, jaki jest tu cel. Starał się przede wszystkim wytłumaczyć samemu sobie, że JEST DOBRZE i że Victoria wcale nie ma żadnych złych zamiarów. - Nie przeszkadza ci, że nie jem? Tak na dobry początek.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
05.01.2023, 08:50  ✶  
Kiedy masz świadomość, że osoba, która ci się podobała, nie zostanie przez rodziców zaakceptowana, a oni mają swój plan na twoje zamążpójście i do tego myślenia jesteś przyzwyczajona całe swoje życie – to nie bierzesz na poważnie tych miłostek, które spotykasz po drodze. Możesz się chwilę pobawić, ale wiesz, że to nie jest i nie będzie na stałe, więc przywiązywanie się byłoby skrajnie głupie. Nie była nieczuła, oczywiście że miała swoje fascynacje, ale one przeminęły i nie miały już żadnego znaczenia, znaczy – nie były prawdziwe. I tak, tak mówiły kobiety, ale i mężczyźni też: że się przyzwyczaisz. A i z przyzwyczajenia można kogoś pokochać. Tylko o ile łatwiej, jeśli druga strona może nie tyle też tego chce, co po prostu nie utrudnia. Tak jak do tej pory robił to Sauriel, który póki co prezentował, że da się z nim porozmawiać kiedy tylko sam tego chciał. Albo ciągle pamiętał ból zadawany przez własnego ojca…
- Po prostu skoro uważają, że nie należy mnie wtajemniczać w moje własne sprawy, to rozumiem, że ich też nie trzeba w nie wtajemniczać – a więc innymi słowy: owszem. Victoria miała cały weekend na przetrawianie całej tej sytuacji i uznała, że póki co, to najlepszy kierunek: nic nie mówić. I udawać, że nie wie o co chodzi. Zastanawiała się ile czasu im zejdzie by jej powiedzieć, że jej przyszły mąż to wampir i że dzieci to z tego nie będzie. - Im mniej informacji, tym mniej pytań.
Może to o to chodziło. Że jak powiedzą jej później i ona zacznie bunty, to już będzie za późno, żeby się z tego wycofać?
- Tak, wspominałam ci też o tym – ostatnim razem kiedy byli razem w restauracji i wyszła z tego ogromna klapa. - Dlatego sądziłam, że dadzą mi trochę spokoju. Ale nie – wtedy mówił, że już o tym słyszał, dlatego sądziła, że wiedział, że jej poprzedni narzeczony zginął. I dlatego mu wspomniała, że mogłaby tęsknić za nim ile chce, i tak nic to nie zmieni – gdy Sauriel stwierdził, że teraz to jest miły i że jeszcze zatęskni za tamtym.
Przyglądała mu się przez chwilę w ciszy, spokoju, nie badawczo, ale jakby się próbowała przyzwyczaić, że jeszcze trochę i tak będzie wyglądać jej codzienność.
- Nie przeszkadza. Wiem dlaczego i to mi wystarcza – ostatnio jej przeszkadzało. Dlatego, że gdy go zapytała, to mówił to samo co ona, a potem tego nie jadł – bo cała sytuacja była absurdalna, zamiast po prostu zostawić to tak jak jest i nie cudować. Teraz wiedziała. Teraz rozumiała. Teraz wydawało się to zupełnie naturalnie, dlatego nie było z jej strony ani jednego komentarza w stylu, że mógłby chociaż udawać. Zrozumienie i wiedza dla Victorii byly najwyraźniej bardzo ważne. - Rozumiem, że chcesz się dystansować. Ale w tym wypadku nie wiem czy ma to sens, zważywszy że o ile nagle świat nie wybuchnie, to w pewnym sensie będziemy na siebie skazani – piła do tego, co chwilkę wcześniej sam mówił. Rozumiała to, ale… no właśnie.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
05.01.2023, 13:31  ✶  
Pamiętał. Spoglądał na Victorię i bał się tego. Chociaż po tych dwóch, trzech spotkaniach i krótkich pogawędkach opadła jego nienawiść do niej, to strach nie przeminął. Dlatego właśnie powtarzał za mądrym wujkiem Stalinem, że lepiej jest, kiedy ludzie popierają cię ze strachu.
Strach jest niezmienny.
Niezmienne było więc to, że obawiał się powiedzieć czegoś za dużo i nie chciał wkraczać w konwersacje, kiedy nie wiedział, co się stanie. Miał alarm w głowie, a chociaż lampka była teraz żółta, nie rażąco czerwona, to ciągle się paliła. Znał też siebie. Był niecierpliwy i paplał zanim pomyślał. Wsadzenie w taki stan rzeczy było dla niego absolutnie niekomfortowe, a w jego głowie zrodziła się myśl, że skoro nie może być swobodnie sobą, to znaczy, że musi być taką osobą, która nawet jeśli kobiecie nie przypasuje to będzie znośna. To nie ułatwiało produkowania chęci. Bo przede wszystkim nie było nawet do końca szczere. Oczywiście Sauriel tutaj nie grał żadnej roli, w której udawałby, że ją lubi, albo że mu się podoba, albo cokolwiek takiego. Na to nie mógłby się zdobyć. Może i był skurwysynem, ale przynajmniej skurwysynem z sercem. Niebijącym, ale sercem!
- Czyli taka mała zemsta. - Spodobało mu się to, więc nawet cień uśmiechu zadowolenia pojawił się na jego twarzy, a na pewno było to słyszalne w jego głosie. Dobrze. Czasami rodzinie uderzała makówka do głowy i uważali, że mają prawo ustawiania swoich dzieci dokładnie tak, jak im się podoba. Jakby zapominali, że ich dzieci też są ludźmi. - Czego oczy nie widzą i tak dalej. - Tego sercu nie żal. - Nie rozumiem, czemu ci nie powiedzieli. Nawet jak na moje standardy uważam to za okrutne. - To znaczy - same te zaręczyny uważał za okrutne dla niej, ale robienie z tego tajemnicy to w ogóle… czemu? - Bali się, że zbuntujesz? Że ci układają życie z trupem? - Wampir. Brzmiało całkiem dumnie, tak szczerze mówiąc. Sauriel miał okazję przestudiować etymologię tego słowa i wierzenia z tym związane i wychodzi na to, że swoje początki miały gdzieś na słowiańskich ziemiach całe lata temu. Ale tyle teorii było na ten temat… Ciężko było z ich historią. Były zbyt porozbijane, zbyt ukryte.
- Ay, ale tylko napomknęłaś. Nie jestem pamiętliwy… zazwyczaj. To kolejna z moich wielu wad. - “Zazwyczaj” było tutaj słowo kluczem. Bo Sauriel był mściwy. Ale nie miał zapału i cierpliwości do planowania długich i wielkich zemst czy czegoś w tym rodzaju. - Nie ma to sensu i zdaję sobie z tego sprawę. Tylko na razie nie kojarzysz mi się za dobrze. Wypad do baru pomógł zakopać topór wojenny, ale przepracowanie niektórych rzeczy wymaga czasu. A nie pomaga mi fakt, że muszę się ciągle gryźć w język, żebyś się nie obraziła. - Naprawdę nie chciał źle. Tylko to było… trudne. - Jednak myślę, że świat zdąży wybuchnąć. Może na tyle wcześnie, żebyś nie została wdową.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
05.01.2023, 15:34  ✶  
To wszystko brzmiało jak niezła ironia. To ona powinna się bać jego, nie on jej. To ona powinna milczeć i próbować stąd uciec przy najbliższej nadarzającej się okazji, wymiksować się z tego układu. Ale jej wściekłość też już opadła – wtedy, gdy zorientowała się że jest możliwość z nim porozmawiać inaczej niż tylko warknięciami i obraźliwymi zwrotami. A tymczasem… to on się wycofywał, on się bał. Bo choć wiedział, że ona po prostu nie mogła przewidzieć tego, co się stało, to kij na głowie psa wciąż bolał.
- Zastanawiam się jak będzie im się podobać, kiedy się zorientują – kiedy nazywał to zemstą, to tylko na niego spojrzała, ale nie nie powiedziała. Miał jednak rację. To była zemsta. I to taka na zimno, a taka podobno smakuje najlepiej. Teraz po prostu bardziej wściekła była na swoją rodzinę niż na Sauriela – i to dużo razy bardziej niż na niego kiedykolwiek była. A do wściekłości doszło też złamane zaufanie. - Do głowy przychodzi mi mnóstwo powodów. Pierwszy to taki, że nie wiedzieli czego się po mnie spodziewać po takiej rewelacji, więc mogą to robić prewencyjnie. Albo dlatego, że gdybym zaczęła protesty, to powiedzieć mi, że już i tak za późno. To pierwsze dwa z brzegu, a są też inne. Nie mam jednak żadnego pojęcia – nie siedziała w ich głowach. Nie wiedziała, jakiego targu dobili – i to obie ze stron, skoro i jednym i drugim tak na tym zależało. A sami zainteresowani… rzuceni na głęboką wodę musieli się nauczyć pływać. I to bardzo szybko. - Tak jak nie wiem dlaczego mi nie powiedzieli, że znowu mi kogoś szukają i to tak szybko. Chociaż się domyślam – a teoria, jaka ostatnio w związku z tym urodziła jej się w głowie nie była zbyt ładna.
- Mówiłeś, że wiesz – że słyszał, czy coś tam takiego. - Ja też ciebie nie znam i nie wiem na co mogę sobie pozwolić – powiedziała po chwili. Póki co prezentowała mu na każdym spotkaniu swój dystans, chłód i pewną formę snobizmu wyniesioną z domu i przybieraną na twarz za każdym razem, kiedy dochodziło do jakiegoś oficjalnego spotkania, czy to na spotkaniach rodzinnych, nudnych jak flaki z olejem bankietach czystokrwistych albo właśnie… na tych spotkaniach z Saurielem. Sama miała problem jak to wyważyć. Co mówić, jak mówić, co mogła, czego nie, jak. Nie wiedziała kiedy on mówi serio, kiedy żartuje, kiedy próbuje ją obrazić… Więc ostrożnie założyła że cały czas, bo tak mówiła jego mowa ciała. Nie miała nawet zbytnio okazji spojrzeć na niego jak na mężczyznę. Od razu dostał na czoło nalepkę pod tytułem "niechciany problem / przyszły narzeczony", choć nie było to zbyt zdrowe. - Może gdybyś nie zaczął naszej znajomości od klaczy rozpłodowej, to nie uznałabym, że przy każdym słowie próbujesz mnie wkurwić i obrazić – te słowa jakby ustawiły ich relację na bardzo złym starcie. I tak, Victoria znała brzydkie słowa. - Może powinniśmy zacząć od początku. Jak chciałbyś mnie traktować? – skoro nie wiedział jak, to może chociaż wiedział czego by chciał? - Wdową? Prędzej ty zostaniesz wdowcem – nie była nieśmiertelna, ona się starzała, on nie. Plus była aurorem. W tej kombinacji naprawdę bardziej prawdopodobne było, że prędzej ona się przekręci niż on.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
05.01.2023, 16:40  ✶  
Ona się zastanawiała co się podzieje, gdy się zorientują, a on się zastanawiał, czy była mściwą osobą. I czy zemsta najlepiej smakowała na zimno. Czy może jednak lubiła ją przyprawiać. Albo wybierała właśnie drogę milczenia i unikania - ot, żeby sobie nie robić dalszych problemów. Swoje wiedziała - to jej wystarczyło. Nie potrzebowała niczego więcej. Pokrywało się to z tym, że przez miesiąc prawie mieli od siebie przerwę. Natomiast czy to była zemsta? Naah. Nie sądzę.
Money, money, money. Jak nie money, to inne inne śliczne sprawy i sprawunki. To, że był wampirem to jedno. Ale przecież w tym wszystkim tkwiło coś głębszego. Kurwa, nawet mroczniejszego od faktu, że sprzedali ją trupowi, nie wiedząc nawet, kim jest. Może znali o nim pogłoski - a te nie były zbyt ładne, coby nie powiedzieć. Nie bali się o nią? Co się z nią stanie? Bo, no właśnie - to ona jednak powinna się bać, siedząc przed drapieżnikiem, który naturalnie żywił się ludźmi. I byłoby kłamstwem, że Sauriel nie spoglądał na każdego jak na obiad. Nie było od tego ucieczki. Prócz ucieczek w alkohol, mikstury i używki, rzecz jasna. To zaś niekoniecznie było zdrowe dla umysłu. W końcu jego ciału i tak niewiele mogło zaszkodzić.
- A domyślasz się..? - Czego. Co podejrzewała? Tak, był tym zaintrygowany. To rozbudzało jego ciekawość świata. Była to ciekawość kontrolowana, bo kiedy spotkałby się ze ścianą to nie próbowałby jej obejść. Nauczył się, że ciekawość w jego świecie nie była mile widziana, chciana i zazwyczaj kosztowała więcej, niż mógł zapłacić.
Wywrócił oczami, kiedy wspomniała o klaczy rozpłodowej.
- To nie było nic osobistego. Taki jest fakt, nie zmienisz tego. Nawet jakbym to ładnie nazwał. - No ale fakt, ludzie się obrażali za takie rzeczy. Nie był debilem. - Wyglądałaś jakbyś miała skakać z ekscytacji z powodu ślubu. - Prychnął. Tak wyglądała, a jaka była prawda to wiedzieli. No, ale nie próbował zaprzeczać tutaj niczemu, bo no chociaż nie starał się specjalnie jej obrażać, to jednak dźgał ją paluchem i nie mół oczekiwać sympatii po swoim tonie. I nie oczekiwał tak naprawdę. - Jak chciałbym cię traktować..? - No właśnie - jak? Nie wiedział. Była opakowana w przejrzyste pudełko, które przesuwało się tylko dalej, chociaż wydawałoby się, że jednak znaleźli się minimum bliżej wzajemnego zrozumienia. Chociaż została podjęta próba. Była oblepiona nalepką: UWAGA! Ale ta uwaga ani nie odnosiła się do “szkło, delikatne!”, ani do “niebezpieczne zwierzę!”. Po prostu należało uważać. Tylko jak chcieć traktować kogoś, kogo nie chcesz w swoim życiu tak naprawdę? To nie było łatwe pytanie. Kiedy zastanawiał się, jak traktował niektóre kobiety to nie wiedział, czy mógłby tak traktować Victorię. Więc… jak? - Nie chcę, żebyś była kolejnym kagańcem w moim życiu. - Smyczą? Policjantem? … ograniczeniem? Zwał jak zwał. To wiedział. A to już mimo wszystko sporo mówiło.
Uśmiechnął się tylko na jej następne słowa, zaskakująco spokojnie i niemalże pogodnie.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
05.01.2023, 17:56  ✶  
Była mściwa, gdy ktoś zalazł jej za skórę zbyt mocno. Była mściwa, gdy ktoś złamał jej zaufanie. A że rzadko kiedy działała pod wpływem chwili i starała się opanować i kontrolować, to to nie były przypadkowe działania. Tylko wykalkulowane. Na Saurielu z kolei to nie była żadna zemsta, ledwie środek do celu – czyli do spokoju, bo czegokolwiek nie powiedziała, ten próbował wykorzystać to przeciwko niej i tylko bardziej ją denerwował. Z rodzicami nie będzie mieszkała całe życie, tak sądziła, a jej przyszły mąż… No cóż. Zakładała, że raczej tak, o ile wcześniej się nie pozabijają. Ale miała cichą nadzieję, że naprawdę jakoś się dogadają.
- To czego się domyślam jest dość paskudne i jeśli rzeczywiście zrobili co zrobili to… – pokręciła głową. - Nie wiem czy to jest odpowiednie miejsce na tą rozmowę – o śmierci byłego narzeczonego, o tym, że zaczęła podejrzewać, że już wtedy jej rodzice i rodzice Rookwooda zaczęli się dogadywać. O tym, że zwietrzyli lepszą ofertę, a na drodze stała przeszkoda… Dla niektórych cel uświęcał środki. Z pewnością za taką osobę miała swoją matkę. Victoria czasami się zastanawiała, czy ona ją w ogóle kochała – swoją córkę. Nigdy nie okazała jej czułości, przez całe życie. Ojciec nie, ojciec to co innego. Był znacznie łagodniejszy i lubił, kiedy Victoria, jako małe dziecko, przyglądała się z dziecięcą ciekawością, jak warzy eliksiry. Opowiadał wtedy o tym z taką pasją… A potem głaskał Tori po włosach i się do niej uśmiechał. W zupełnie inny sposób niż matka.
- Oczywiście, że było osobiste. Próbowałam nawiązać z tobą normalną konwersację – może nieudolnie, może była zbyt zszokowana, może oklumencja wtedy weszła jej w drogę. Ona po prostu nie wiedziała wtedy nawet jak się do niego zwrócić. Więc spróbowała neutralnie. - To przez szok. I oklumencję. Próbowałam się wtedy pozbierać po tej rewelacji – no i przez mróz, który szczypiąc w policzki zarysował na nich piękne rumieńce, które mogły zmylić Sauriela.
Dała mu chwilę na zastanowienie, w końcu nigdzie im się nie spieszyło, a kelner akurat przyniósł zamówione przez nich alkohole, tak na dobry początek. Victoria od razu sięgnęła po swój kieliszek z winem i umoczyła kształtne usta w trunku.
- Czemu miałabym być jakimkolwiek kagańcem? – zdziwiła się wyraźnie i przeniosła na niego spojrzenie brązowych oczu, tych samych, które okolone były ciemną firaną rzęs. - Nie jestem moją matką – Victoria nie miała takich zapędów. Nie czuła potrzeby kontroli, a już z pewnością nie osoby, która miała zostać jej narzeczonym, a później mężem. Nie chciała robić nic wbrew niemu, nie chciała, by to było więzienie tak dla niego jak i dla niej. Jakby… po co? Wierzyła, że jest w stanie nawiązać normalną, zdrową relację z osobą, z którą ma spędzić życie, a nie jakieś toksyczne uwiązanie i smaganie biczem po kostkach za źle użyty przymiotnik. No chyba, że tak lubił.
Z kolei to jego spojrzenie… Nie potrafiła go rozszyfrować. Zbyt mało się znali.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (5972), Victoria Lestrange (6938)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa