Gdy McKinnon usiadła, zakręciło się jej w głowie. Uzdrowienie następowało powoli, ale działało – czuła wzbierającą w niej energię, bolało coraz mniej, mogła oddychać.
Morpheus poczuł ból, gdy jego prawa stopa zetknęła się z ziemią. Zsunął się na tyle niefortunnie, że coś musiało stać się z jego prawą kostką. Mógł iść, ale wolniej – przy każdym kroku czuł pulsująco-piekące kłucie w nodze.
Rozglądając się po komnacie nagrobnej (w średnicy sięgającej maksymalnie dziesięciu metrów) – tym w końcu było to miejsce, Longbottom zauważył to, co wcześniej dostrzegła Ambrosia. Mimo wcześniejszego braku światła słonecznego, to miejsce tonęło w bujnej roślinności. Kwiaty porastały ziemię dookoła kamiennej płyty i spoczywającej na niej Triony. Były różne: róże przeplatały się z dzwonkami z polnymi stokrotkami, z makiem, z fiołkami, etc. Ściany tego miejsca również były pokryte bogatą roślinnością. Widział krzak bzu nie mający prawa rosnąć w takim miejscu a jednak rosnący, rozkwitnięty, zapach fioletowych kwiatów uderzał w nos. Po ścianach pięły się bluszcze przeplatające się z korzeniami, trawą, kolorowymi pierwiosnkami. Nie widział tunelu – choć ten mógł gdzieś być, skryty za wodospadem zieleni.
Alexander dostrzegł dokładnie to samo, co wcześniej Ambrosia. Na płycie nagrobnej widniał napis: zielarka Triona. Tylko tyle. Choć spoglądając na sam owinięty w sukienkę szkielet, dostrzegał również, że po niego także sięgnęła natura. Pąki róż owijały się wokół kościanego nadgarstka; bluszcz rozrastał się pod czaszką, jakby próbował zrobić poduszkę.
Gdzieś między spojrzeniem Alexandra na nagrobną płytkę, kolejnym oddechem Ambrosii, błądzącym wzrokiem Morpheusa po kurhanie i sięgnięciem Peppy po notatki, coś uległo zmianie. Pozornie (jak bardzo miała się niedługo przekonać panna Potter) jakby nic się nie wydarzyło, ot niektórzy zaczęli zdawać sobie sprawę z irracjonalności własnych negatywnych emocji. Czemu dali się ponieść tym bredniom?
A potem Peppa podniosła wzrok w stronę jeziora. W notatkach miała tyle, że każdego roku miejscowi powtarzali zwyczaj palenia słomianej kukły na stosie. Ostatnią spalili w noc zniknięcia Bagshota. Jeśli więc nieświadomie powtarzali jakiś rytuał to właśnie nabrał on pełnię swojej mocy.
Jezioro zafalowało niespokojnie. Ktoś się chyba kąpał. A potem – w wyłaniających się z jeziora trzech sylwetkach, Peppa rozpoznała żywe trupy. Szły w jej stronę, choć raczej nie ona była ich celem.
@Peppa Potter @Ambrosia McKinnon @Alexander Mulciber @Morpheus Longbottom
rzuty kośćmi
/postacie, które w 1 etapie Windermere wylosowały negatywne emocje, właśnie zdały sobie sprawę z tego, jak bardzo te były nieprawdziwe