• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[27 grudnia 1960] Nasz sekret | Robert & Richard

[27 grudnia 1960] Nasz sekret | Robert & Richard
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#1
15.05.2024, 18:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2024, 18:57 przez Robert Mulciber.)  

wieczór 27 grudnia 1960
Robert & Richard


Wtorek. Ten cholerny wtorek, mający miejsce pod koniec grudnia 1960 roku, był jednym z najcięższych dni w jego dotychczasowym życiu. Nie był na to przygotowany. Na tę wiadomość, którą otrzymali wczesnym rankiem. Na wizytę brygadzistów. Na przesłuchania, mające na celu ustalenie ostatnich wydarzeń. Ostatnich godzin życia kobiety, która przez nieco ponad 10 lat, była jego żoną. 

To nie powinno było się wydarzyć. Zwłaszcza, że sam nie wykonał choćby jednego ruchu. Nie zrobił niczego, co miałoby wpłynąć na jej sytuacje. Zdrowie. Życie. Nie potrafił usunąć Grace Mulciber. Ostatecznie się jej pozbyć. Nie był w stanie zgasić tej słabej iskierki, która wciąż tliła się w jej oczach - aż do wczoraj. Świadomość wiążącego się z tym ryzyka, skutecznie go powstrzymywała. 

A jednak nie było jej tu.

Zarówno w tej kamienicy - ich rodzinnym domu - jak i pośród żywych.

Pytanie tylko w jaki sposób do tego doszło? Czy on sam zostanie z tym wszystkim powiązany? Czy istniało takie ryzyko?


Czekał. Wypatrywał momentu, kiedy będzie mógł porozmawiać z nim na osobności. Bez ojca, który z pewnością musiałby dodać do tego wszystkiego swoje trzy knuty. Nie były mu one teraz potrzebne. Nie był mu teraz potrzebny ten człowiek. Jedynie brat, co do którego był więcej niż pewny, że może z nim o wszystkim porozmawiać. W sposób otwarty. Bez zatajania niewygodnych faktów.

Kiedy wreszcie nadarzyła się ku temu okazja, dał mu dyskretnie do zrozumienia, żeby spotkał się z nim w bibliotece. Nie mieli w tym przypadku wielu opcji. Wszystkie pokoje znajdywały się blisko siebie. Poza tym, to właśnie w nich poszukiwaliby ich w pierwszej kolejności. Zwłaszcza w godzinach wieczornych. W otoczeniu książek, zdawali się być bezpieczniejsi. Ukryci pomiędzy regałami, mogli pozwolić sobie na chwilę szczerości.

Choć oczywiście dla bezpieczeństwa warto było posłużyć się kilkoma zaklęciami zabezpieczającymi. Wyciszającymi.

Poderwał się z fotela, kiedy wreszcie Richard do niego dołączył.

- Nareszcie. - odezwał się, po czym machnął różdżką raz, następnie drugi. Posłużył się sprawdzonymi zaklęciami. Upewnił, że wszystko się udało. - Musimy porozmawiać, Rick. Mam... pewne kłopoty.

Poinformował go o czymś, co z całą pewnością musiało być zaskakujące. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy Richard zdążył już pewne elementy ze sobą połączyć. Odpowiednio poukładać. I co za tym idzie - doskonale zdawał sobie sprawę, że cała ta depresja nie była normalna. Brat miał w tym wszystkim spory udział. Co za tym idzie, należało w pewnym momencie dokończyć dzieła, albo... albo udać się na darmową wycieczkę do samego Azkabanu.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#2
16.05.2024, 13:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2024, 15:34 przez Richard Mulciber.)  

Już od samego swojego pobytu na tegorocznym rodzinnym Yule, zauważył, że coś jest nie tak. Jego spostrzegawczość, analiza i obserwacja najczęściej w milczeniu, pozwoliła mu bez problemu połączyć pewne fakty. Dostrzec oczami aurora to, co dla innych mogło nie być widoczne. Być może te sytuacje, zachowania miały miejsce już wcześniej. Ale teraz, w tym długim tygodniu, znaki były bardzo wyraźne. Z Grace Mulciber nie było dobrze. Pomijając już sam fakt podejścia ojca do jego osoby. Niby Richard dla niego był obecny, ale traktował jak powietrze. Ani razu nie docenił jego starań, nie pomyślał zapewne ile i jak bardzo pomocne, może być posiadanie w rodzinie aurora.

Richard wiedział, jak wyglądała relacja tej dwójki. Wiedział, że brat nie był wstanie zrobić tego jednego, ostatniego kroku w kierunku swojej żony. Nie był wstanie tego zrobić. Zrobił to za niego. Dyskretnie dokończył to, co było zaczęte.

Zniknięcie szwagierki zostało dostrzeżone najpewniej z samego rana. Tej samej pory dnia, przyszła do nich informacja od Brygady o odnalezieniu jej ciała. Od tego zaczęła się seria pytań, przesłuchań, badań i przeszukań. Richard umiał odczytać dyskretny gest brata, kiedy nadarzyła się okazja, aby mogli porozmawiać. Sami. Bez osób trzecich. Bez obecności ojca.

Tego wieczora, kiedy Robert czekał na niego w bibliotece, Richard był na rozmowie z ojcem, który jakby w danej sytuacji, zaczął dostrzegać jego obecność. Potrzebę, jego wiedzy z prawa. Dopiero po tej napiętej i stresującej trochę rozmowie, opuszczeniu gabinetu z piekła rodem, mógł udać się do pomieszczenia, gdzie czekał na niego brat.
Richard w drodze odczuł potrzebę zapalenia papierosa, czego dokonał. Dotarł wreszcie do biblioteki, upewniając się dyskretnie, że nie był przez nikogo dostrzeżony. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do brata zaciągając się papierosem. Tym samym pozwalając Robertowi pierw wyciszyć pomieszczenie, zabezpieczyć. Podstawa ich każdych potajemnych rozmów, z dala od uszu rodzica i ich dzieci. Gdyby coś jednak poszło nie tak, poprawiłby zaklęcia.

W przeciwieństwie do Roberta, Richard był opanowany. Ostatni stres po rozmowie z ojcem zszedł z niego, jak tylko odpalił sobie szluga. Nawet jeżeli miał na sumieniu czyjeś życie, nie wyglądał na takiego co by się tym przejmował. Utratę członka rodziny, umiał dobrze rozegrać w obecności innych, jaka to wielka strata. Szczególnie dla córki brata.
Przed własnym bratem, w chwili obecnej, niczego nie ukrywał. Nie musiał. Ufał mu. Ufali sobie wzajemnie.

Zmarszczył brwi, uważnie patrząc na bliźniaka, kiedy szybko przeszedł do sprawy, że może mieć większe problemy?

- Wyglądasz jak wtedy, gdy zabili Martę Warren.
Pozwolił sobie skomentować jego podejście do sytuacji trochę żartobliwie. Jakby nie przejmował się faktem, że przecież tu chodzi o jego żonę. Problem, który został usunięty jak tamta uczennica. Jak bezużyteczna szlama.
- Gorzej już chyba być nie może. Mów.
Nie ponaglał, ale zachęcił żeby mu powiedział. Pozwolił bratu też zebrać myśli. Jeżeli ma mu pomóc, musi wiedzieć, zrozumieć o co chodzi. Czy było coś jeszcze, o czym nie wiedział, a powinien? Coś, co pomoże im, jeżeli nie jednemu z nich, uniknąć Azkabanu?
Prawie piętnaście lat doświadczenia w Departamencie Prawa. To nie pierwsze przypadki, w jakich Richard brał udział. Badając sprawę, przeszukując miejsca zamieszkania, przesłuchując domowników i świadków. Tym razem to on jest po tej drugiej stronie. Kiedy to śmierć poniósł członek jego rodziny. Ponownie.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#3
19.05.2024, 16:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2024, 19:11 przez Robert Mulciber.)  

Utknął. Prawda była taka, że utknął w małżeństwie, do którego nigdy nie powinno było dojść. Podporządkowany własnemu ojcu, nie potrafił odmówić. Sprzeciwić się. Postąpić wbrew oczekiwaniom Francisa. Żył więc tak, jak to zostało dla niego zaplanowane. Z każdym kolejnym rokiem będąc jednak coraz bardziej niechętny względem kobiety, która była matką jego dziecka; która była jego żoną. Świadomy zarazem tego, że nie istniała w ich przypadku żadna opcja mogąca pozwolić na to, aby zwrócić im wolność.

Czystokrwiści się nie rozwodzą, synu. Dokładnie pamiętał te słowa, które przed prawie dwoma laty usłyszał do swojego ojca. Ten nie zamierzał mu pozwolić na popełnienie takiego błędu. Na nadszarpnięcie dobrego imienia, jakim cieszyła się ich rodzina. Nie w ten sposób. Jeśli źle Ci z własną żoną, znajdź sobie kochankę. O rozwodzie jednak zapomnij. Postawił sprawę jasno. Nie zostawił miejsca na dyskusje. Na negocjacje. Nie zamierzał tych ostatnich nawet zaczynać. Było wręcz przeciwnie. Jeśli nie chcesz stracić wszystkiego, podporządkujesz się mi, Robercie. I stanęło na tym, że Robert kolejny raz podporządkował się swojemu ojcu. Tak jak to miało miejsce wcześniej. Tak jak to będzie miało miejsce jeszcze wiele razy w przyszłości.

Można w tym miejscu zastanowić się nad tym czy gdyby nie relacja jaka łączyła Roberta z ojcem; gdyby nie zakazy i nakazy Francisa, to czy cała ta historia nie potoczyłaby się inaczej? Nie doszłoby do kolejnych wydarzeń, a w efekcie tegoż również do morderstwa - popełnionego przez Richarda na żonie jego brata. Tego typu gdybanie nie miało jednak sensu. Nie teraz. Nie w chwili, kiedy należało działać. Przedstawić problem. Zacząć myśleć nad tym, w jaki sposób należało się go pozbyć. Pozbyć skutecznie. Raz na zawsze.

- Richard... to nie czas na tego rodzaju przytyki. - upomniał brata. Bo jemu nie było na ten moment ani trochę do śmiechu. W całej tej sytuacji nie widział niczego, co mogłoby wydawać się choćby trochę zabawnym. Poza tym był też bardzo zestresowany. Przekonany o tym, że za sprawą własnych, nieprzemyślanych działań, może zaliczyć bolesną wpadkę. I co za tym idzie, zaliczyć również bolesny upadek z wysokości. - Podejrzewam, że Grace zabiła się z powodu moich działań. W ostatnich miesiącach... wpływałem na nią z pomocą magii. Podejrzewam, że trwało to zbyt długo, było zbyt intensywne i... wreszcie zaowocowało jej samobójstwem. Ja... - nabrał powietrza w płuca, a następnie je wypuścił. Musiał. Naprawdę musiał podzielić się tym wszystkim z bratem. Potrzebował w jakiś sposób się zabezpieczyć. A kto mu pomoże zabezpieczyć się lepiej od bliźniaka, który co prawda nie w ojczystym kraju, ale jednak rozwijał karierę w odpowiednim do tego rodzaju pomocy zawodzie? No właśnie. - ...nie planowałem, że to tak się potoczy. Jeszcze nie teraz. I obawiam się, że brygada może coś zauważyć. Na ten moment nie powiedzieli wiele na temat okoliczności jej śmierci. I... Rick... muszę to wiedzieć, czy to normalne, że tyle informacji trzymają przed nami w tajemnicy? - wyrzucił z siebie wszystko, co siedziało mu teraz na wątrobie, duszy, na czymkolwiek. Podzielił się z bratem swoimi obawami, licząc że ten udzieli mu odpowiedniej pomocy. Właściwego wsparcia. Bo kto jeśli nie Richard? Komu innemu mógł w takim właśnie stopniu zaufać? Tak wiele zdradzić na swój temat?

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#4
22.05.2024, 00:32  ✶  

Doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Choć dorośli, to jednak Robert nadal nie potrafił odpowiednio podejść do czyjejś śmierci. Dlatego wspomniana była Marta Warren. Nic jej nie zrobił, a jednak odczuwał tamtego dnia stres. Tutaj sytuacja wyglądała inaczej, bowiem dotyczyła jego żony. Obaj mieli te same wpojone zasady przez ojca. Richardowi takie samo kazanie zostało przedstawione. Nie protestował. Dostosował się. Jego małżeństwo trwało tak długo, aż uwolniła go śmierć żony. Od sześciu lat był wdowcem. Ten status dzisiaj otrzymał jego brat.

- Dobrze.
Odpowiedział ze spokojem i nutą przeproszenia w głosie, nie chcąc przeciągać sprawy. Pozwolił bratu podzielić się problemem, jaki mu ciążył na duszy. Potrzebował go, potrzebował tego wsparcia, pomocy, rady.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, poruszając jedną, w której trzymał papierosa. Uważnie słuchał i analizował słowa Roberta.
- Niestety cały proces dotyczący zabójstwa czy samobójstwa może cię ciągnąć dniami i nocami. Czasami informacje dostaje się w pełni szybciej, innym razem cząstkowe i oczekiwania są dłuższe. Zależy od sytuacji, miejsca i przyczyny zgonu. Jestem w kontakcie z Michaelem. Jeżeli coś będzie wiedział, da mi znać.
Postanowił odpowiedzieć bratu od końca. Gdyż ta niewiedza niepokoiła Roberta. Rozumiał to.
- Czy ojciec wie, lub ktokolwiek inny o tym, co jej zrobiłeś?
Zapytał, dla pewności czy nie mają świadków. Jeżeli nie było takowych, lepiej dla nich. Nie będzie trzeba nikogo więcej się pozbywać, przekupywać, przekonywać do milczenia.
- I jeszcze jedno. Czy zauważyłeś jakieś niepokojące jej zachowanie, przed Twoimi działaniami? Jeżeli przejawiała już wcześniej jakieś niepokojące objawy, sygnały, można to powiązać z jej problemami. Skumulowało się wszystko i mamy efekt samobójstwa.Trzeba coś wymyślić, czego nie wie jej rodzina a Ty jako mąż tak. Jeżeli zajdzie potrzeba, mieć kogoś, kto potwierdzi jej problemy.
Chciał ustalić coś, co może pomóc w szybszym przyspieszeniu procesu sekcji zwłok, jeżeli do takowej chcieliby się zabrać lub przebadać ją inaczej. Ustalić przyczyny samobójstwa. Wiedział, że jego rodzina, specjalizowała się we władaniu umysłami. Robert też odziedziczył te dary i możliwe, że próbował je rozwijać. Za ofiarę wybierając sobie żonę.

Zaciągnął się papierosem, cały czas w głowie analizując to wszystko. Zrobił nawet obchód do biurka, aby w popielniczce strzepnąć papierosa. Jeżeli Robert potwierdzi mu, że z Grace już wcześniej było coś nie tak, jak z ich matką. Choć sytuacja trochę inna, ale też swoje przeszła z ich ojcem. Mimo prowadzonego śledztwa i podstawowego przesłuchania, mogą ich wziąć na szczegółowe. Tutaj także będzie trzeba poustalać, choćby alibi. Robert był w domu. On też powinien. Nikt nie widział go jak go opuszczał.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#5
30.06.2024, 19:36  ✶  

Czy faktycznie można było to nazwać problemem, który ciążył Robertowi na duszy? On sam by się z tym najpewniej nie zgodził. Nie określiłby tego w ten sposób. Miał problem. Owszem. Temu nie zaprzeczał. Aczkolwiek każdemu problemowi dało się zaradzić. Trzeba było tylko odpowiednio się do tego zabrać. Prosząc Richarda o spotkanie, właśnie to chciał zrobić. Właśnie w tym chciał uzyskać jego pomoc. Do kogo innego miałby się z tym zwrócić, jeśli nie do własnego bliźniaka?

- Nie wydaje mi się. Nigdy nie poruszaliśmy tego tematu. - odpowiedział, kręcąc przy tym głową. Przecież nie był durniem, który opowiadałby innym o tego rodzaju działaniach. Starał się być ostrożny. Starał się nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi. Z niczym nie przesadzać. Dobrze wiedział, że jeden fałszywy krok może kosztować go... może z jego powodu utracić wszystko. Miał plany. Cele. Chciał coś w życiu osiągnąć. I w zasadzie, to zdawał się być tego całkiem bliskim. Upadek w tym momencie, byłby bolesny. Nie tak jak upadek z wysokości, ale nadal.

- Cierpiała na bezsenność. Ponoć miało to jakiś związek z jej zdolnościami. Wiesz, co się mówi o Bulstrodach i trzecim oku? - odpowiedział. Wyjaśnił na ile był w stanie. To nie tak, że Grace nagle się całkowicie zmieniła; że nagle zaczęła mieć problemy, które pojawiły się praktycznie znikąd. Choć ryzyko istniało, było całkiem spore, to działania, jakich Robert się podjął, były naprawdę dobrze przemyślane. - Zadbałem o to, żeby przyjmowane środki, nie pomagały jej uporać się z problemami. Na początku efekty nie były szczególnie widoczne, dopiero z czasem dało się zaobserwować, że jest z nią coraz gorzej.

Siedząc na przeciwko brata, w zabezpieczonym pomieszczeniu, był w stanie mówić. Mógł wszystko odpowiednio nakreślić. Przedstawić. Wiedział, że Ricka nie musiał się obawiać. Był pewien, że brat zawsze będzie stał po jego stronie. Nie obawiał się tego, że nagle postanowi się od niego odwrócić. Może przeciwko niemu wystąpić. Nie. Tutaj zawsze była pewność, że oni dwaj grają do jednej drużyny. Tutaj zawsze było zaufanie, którym Robert nie potrafił obdarzyć innych. Albo może nie chciał?

- Miałeś już okazje rozmawiać o tej sprawie z Michaelem? - dopytał, samemu nie był bowiem nigdy tak blisko z Rookwoodem. To zawsze Rick zdawał się nadawać z nim na jednych falach. Odpowiednio się rozumieć. Czasami Robert bywał nawet o tę relacje zazdrosny. Może to z tego względu sam nigdy z Michaelem nie zdołał się zaprzyjaźnić? Nawet jeśli, to nie jest to temat na teraz.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#6
04.07.2024, 15:24  ✶  

Czyli nikt nie wiedział o sytuacji Grace. Z jakimi problemami się w ostatnim czasie zmagała. A Robert nie dawał po sobie niczego poznać, jakoby coś robił z jej osobą. Było im to w sumie na rękę.

- Czyli nikt nie wie. A ona najpewniej z nikim nie dzieliła się tym, czy coś ją dręczy.
Zauważył. Ze spokojem tę część informacji przyjmując do wiadomości. Bo to, że Robert był tajemniczy i działał z korzyścią dla siebie, nie zdradzając po sobie niczego, był absolutnie pewny. Ma przecież mądrego i ostrożnego brata.

Trzecie oko. Zdolność rodu Bulstrode. Jeżeli i Grace odziedziczyła ten dar, mogła mieć problemy z jego opanowaniem. Bezsenność mogła być w tym przypadku uzasadniona. Na to pytanie, jedynie kiwnął głową. Domyślał się, o co może chodzić. W połączeniu z tym, co ćwiczył na niej i rozwijał Robert, mogło mieć nieprzyjemny chyba skutek.

- Pytanie jeszcze, czy kontaktowała się z kimś z rodziny? Miała z nimi kontakt i jak częsty?
Dopytał. Bo to, co tutaj ustalą, aby wybrnąć czysto, zależało jeszcze od tego, czy państwo Bulstrode mieli kontakt z córką? Czy ona sama rozmawiała ze swoim rodzeństwem? Czy z kimkolwiek się kontaktowała? Czy był ktoś, kto mógłby im zaszkodzić? Jakaś przyjaciółka? Richard chciał mieć po prostu w tym przypadku pewność.
- Miałem.
Tutaj był już poważniejszy, strzepując papierosa do popielniczki, odkładając ją na stolik, po czym spojrzał na brata.
- Wstępnie powiedział, że aby upewnić się, że faktycznie popełniła samobójstwo, muszą wykluczyć udział osób trzecich. Będą prowadzić przesłuchania rodzin i osób, z którymi miała częsty kontakt. Jeżeli potwierdzą, że nie mieli pojęcia o jej problemach, a chociażby my i chcieliśmy jej pomóc. Szczególnie Ty. Byłeś jej mężem, powinni uwierzyć i zamknąć sprawę.
Dał chwilę Robertowi do namysłu, zaciągając się znów papierosem. Wypuścił dym i kontynuował.
- Potrzebuję mocnego alibi, że nie mam nic wspólnego z jej śmiercią. Że nie było mnie tam gdzie była ona. Nic nie znajdą. Ale jeżeli powiem, że nie wychodziłem z domu, ktoś musi to potwierdzić.
Tylko na brata mógł w tym przypadku liczyć. Zaufać. Dokończył za niego to, czego on nie mógł. Nie można było też czekać. To działało przecież w obie strony. Potajemne działania bliźniaków. Wzajemne wspieranie się w trudnych sytuacjach. Wspólne planowanie i doradzanie.

Jeżeli chodziło o relacje z Michaelem Rookwoodem, znajomość ta zrodziła się już w czasach Hogwartu, gdyż byli z tego samego rocznika. I choć Richard dogadywał się z Michaelem, planowali razem iść do tej samej pracy, to jednak nie nazwałby Rookwooda przyjacielem. Ich relację opisałby na zasadzie dobrej znajomości koleżeńskiej. Trzymając się tej zasady, aby dbać o kontakty, bo nie wiadomo, kiedy mogą się okazać potrzebne. Nawet na odległość.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#7
06.07.2024, 09:12  ✶  
Optymistyczne założenie. Aż chciało się w ten sposób skomentować słowa Richarda. O ile mógł w tym przypadku mówić za samego siebie, to pewności odnośnie działań Grace nie mieli w zasadzie żadnych. Mogli co najwyżej liczyć na to, że faktycznie nic nikomu nie powiedziała; że z nikim nie dzieliła się swoimi obawami.

- Nie wiem czy w tym przypadku nie zinterpretowałeś niewłaściwie moich słów. - zdecydował się to trochę naprostować. Choć może wcale tak nie było? Może to on uparcie starał się wynaleźć kolejne potencjalne problemy? Sam nie był tego do końca pewien. - To, że ja z nikim się tym nie dzieliłem nie znaczy, że Grace nigdy nikomu nie wspominała o swoich problemach.

I tutaj właśnie zaczynały się jego obawy. Albo może wchodziła już lekka paranoja? Jego żona nie była kimś na tyle mało istotnym, żeby tak po prostu ją zamknąć w kamienicy. Całkowicie odseparować od innych ludzi. Rodziny. Przyjaciół. Owszem, Robert starał się tego rodzaju kontakty w pewnym momencie znacząco ograniczyć. Zarazem jednak przez cały czas starał się możliwie najlepiej dbać o to, żeby nie przekroczyć tej cienkiej granicy, mogącej pokazać jego samego w niekorzystnym świetle.

- Regularnie odwiedzaliśmy jej rodziców. Zawsze we troje. Kiedyś w miarę często spotykała się z siostrą, ale w ostatnich miesiącach uległo to pewnej zmianie. Lekarzem Grace był znajomy jej brata, nie sądzę jednak aby był w stanie mi zaszkodzić. Raz za razem przepisywał Grace kolejne leki, które nie bardzo przynosiły efektów. - nakreślił sytuacje na tyle, na ile był w stanie. Najbardziej problematyczny z tego grona wydawał się lekarz, ale jeśli jego działania nie przynosiły większych efektów, można było spróbować wykorzystać jego obecność własną korzyść. Tak przynajmniej rozumował Robert, który znacząco uspokoił się w momencie, kiedy musiał to wszystko nakreślić, poukładać, omówić razem z bratem. Wszedł w zupełnie inny tryb działania. Tryb, który zdawał mu się po prostu służyć.

Słuchał cierpliwie tego, co Richard miał mu do przekazania; co zdołał uzyskać od Michaela. Zmarszczył przy tym brwi. Do jednej kwestii był niewątpliwie nieprzekonany.

- Naprawdę myślisz, że brak wiedzy o jej problemach u innych przesłuchiwanych, jej znajomych i rodziny, miałby być mi... nam na rękę? - zapytał, poddając to w wątpliwość. Gdyby to on miał szukać czegoś, co w tej sprawie śmierdzi, to tego typu dysonans uznałby za co najmniej podejrzany. Oczywiście sam nie był detektywem, przedstawicielem brygady, aurorem, ale... no tak mu podpowiadał rozum. Bo skoro problemy były od dawna, ale nikt inny ich nie zauważył, poza opiekującym się nią mężem, to ten mąż tak z miejsca staje się trochę bardzo podejrzany. Warto byłoby dokładniej mu się przyjrzeć.

Na całe szczęście, coś takiego nie miało w tym przypadku miejsca.

Nie potrzebował tego czasu do namysłu. No, chyba że do wynalezienia w tym wszystkim kolejnych dziur. Do zajęcia się tą sprawą osobiście. Do podziękowania Rickowi za pomoc, którą jednak uznałby za zbędną. Pozwolił jednak bratu zająć się tym papierosem. Poczekał chwilę. Może dwie. Albo jeszcze więcej.

Chwilę milczał, kiedy padły słowa o potrzebie uzyskania mocnego alibi. Kalkulował. Układał wszystko w swojej głowie. Jakby nie chcąc przyjąć do świadomości tego, co tym samym brat mu przekazał. Zaakceptować tej jednej informacji, która do niego dotarła, choć nie została wypowiedziana wprost.

- To Ty. Ty ją zabiłeś. - wreszcie jednak padło z ust Roberta. Nie było to jednak oskarżenie. Nie wybrzmiały w jego głosie też żadne pretensje. Najłatwiej było to określić mianem stwierdzenia faktu. Niekoniecznie wygodnego, ale wciąż faktu. Nagle poczuł, że potrzebuje się napić. Ewentualnie zapalić papierosa bądź cygaro. Zamknąć oczy na kilka chwil. Na moment się wyłączyć. Zrestartować.

Nie zapytał: dlaczego to zrobiłeś, Rick? Nie potrzebował bowiem tej wiedzy. Wcale. Liczyły się inne kwestie. Inne, potencjalne komplikacje, które mogły z tego wypłynąć.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#8
06.07.2024, 11:31  ✶  

Z nim na pewno Grace nie rozmawiała. A na pewno, nie żaliła z problemów. Nie chciała niepokoić? Albo zwyczajnie uznała, że sskoro bracia rozmawiają często ze sobą listownie, to pewne informacje są przekazywane. Richard co prawda udawał uprzejmego i miłego szwagra. Może i nawet ulubionego wujka przez ich córkę? To, czym kierował się Richard, podejmując tak radykalnego działania, wiedział tylko on. Nie żeby zazdrościł bratu posiadania żony. Kobiety były przecież problemem. Balastem, którego trzeba było się w pewnym momencie życia pozbyć. Czy ich ojciec nie postępował tak samo z matką? Czy oni nie wzięli z niego przykładu?

Być może Richard specjalnie zadawał bratu różnego pokroju pytania, aby dowiedzieć się, jak najwięcej o problemach Grace, jak wiele mogą wiedzieć inni, osoby spoza ich rodziny. Doceniał też to, że Robert sam przyznał się iż coś jej robił. Powiedzmy może, że jako mąż jej pomagał w inny sposób. Ale po prostu coś nie wyszło.

Gestem dłoni dał mu znać "że okej". Przyjął do wiadomości fakt, że Grace mogła faktycznie z kimś rozmawiać. Dalej Robert wyjaśnił, ze odwiedzali jej rodziców. Spotykała się z rodzeństwem. Miała swojego uzdrowiciela. I to właśnie przykuło Richardowi dużą uwagę. Przepisywane leki nie pomagały. Mogły pogarszać jej stan zdrowia. Ewentualnie kobieta nie chciała się przyznać iż je otrzymując, nie pomagały.

- To były jego słowa, nie moje. Może inaczej na to spojrzał, bo nie zna sprawy od środka. Jak mi teraz wyjaśniłeś, szczególnie o uzdrowicielu, może okazać się pomocne. 
Wyjaśnił. Wytłumaczył nieco. Może okrężnie, może nieodpowiednio podszedł do tematu. Brytyjski Departament Prawa mógł działać inaczej niż Norweski. Nie chciał bratu zaszkodzić. Chciał pomóc. A skoro Robert był z nim szczery, dlaczego nie zrobić tego w drugą stronę? Nie powiedział wprost, co zrobił. Okrężną drogą wyjaśnił, czego on sam potrzebuje. Dał Robertowi chwilę, nawet dłuższą na przetrawienie tej informacji.
- Tak. Zabiłem.
Przyznał się. Choć w słowach brata nie wyczuł oskarżenia. Tak z jego tonu nie wybrzmiało poczucie winy. Jakby nie było to niczym trudnym do wykonania.

Dopalił papierosa i zgasił w popielniczce. Dał bratu czas, aby poukładał sobie wszystko w głowie, przemyślał, zastanowił się co dalej. Tak jak Robert zaufał jemu, tak Richard zrobił to samo. Uwolnił brata od problemu. Ale też może liczył, ze i on go wesprze? Zdawał sobie sprawę z tego, jak taka strata matki wpłynie na dziecko. Przechodził to ze swoim starszym synem, po śmierci Rebecci. Bo czy do jej śmierci, Richard też się nie przyczynił?

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#9
06.07.2024, 13:10  ✶  

Nie oszukujmy się. Richard, nawet jeśli starał się odgrywać miłego, uprzejmego, życzliwego szwagra, dla Grace najpewniej nie byłby pierwszym, drugim, ani nawet trzecim wyborem, gdyby kobieta zaczęła szukać nagle kogoś, kto mógłby odegrać względem niej rolę powiernika bądź czegoś podobnego. Kogoś kto okazałby jej niezbędne wsparcie w całej tej niełatwej sytuacji. Odpowiedniej osoby poszukiwałaby zapewne wśród ludzi sobie bliższych, skupiając się na rodzinie oraz przyjaciołach. Aczkolwiek nie jest to temat, na którym powinniśmy się jakoś szczególnie mocno skupiać. Przejdźmy do dalszej części tej rozmowy.

- Oczywiście. - nawet tego nie kwestionował. Być może dlatego, że sam nigdy nie był blisko z Michaelem. Sam też nie uważał nigdy Rookwooda za szczególnie lotnego. Na to zresztą, przynajmniej na chwilę obecną, zdawał się wskazywać jego dotychczasowy przebieg kariery. - Uzdrowiciel to ktoś od Prewettów. O ile to ma znaczenie. - doprecyzował, skoro akurat na tę kwestie brat zwrócił faktycznie uwagę. Coś tam na jego temat wiedział, choć sam z usług mężczyzny akurat nie korzystał. Nie miał takiej potrzeby.

Kiedy brat potwierdził jego przypuszczenia, Robert przez dłuższą chwilę milczał. Nie mógł pozwolić sobie teraz na wycieczkę do salonu. Na udanie się po alkohol. Albo papierosy. Mógł oczywiście poczęstować się tym drugim od brata, ale na ten krok się nie zdecydował. Zamiast tego dłońmi potarł twarz. Myślał. Starał się zapanować nad chaosem, jaki zagościł teraz w jego głowie. Odpowiednio sobie wszystko uporządkować.

- Co zrobiłeś? - wreszcie padło z jego strony pytanie. Tylko czy faktycznie chciał wiedzieć, w jaki sposób to wyglądało? Przebiegało krok po kroku? Czy wykorzystał do tego zaklęcie? Czy zdecydował się po prostu posłużyć własnymi rękoma? Bez sięgania po magie? Czasami niewiedza bywała błogosławieństwem. Czasami zapewniała bezpieczeństwo. Bo skoro nie wiedziałeś, nie byłeś w stanie powiedzieć niczego, co mogłoby zwrócić na Ciebie uwagę. Wywołać pewne wątpliwości na temat Twojej osoby. Zapewnić bilet w pierwszej klasie, w pociągu jadącym bezpośrednio do Azkabanu. - Zresztą, nic nie mów. - Robert, zgodnie z tym właśnie tokiem rozumowania pokręcił głową. Doszedł do słusznego wniosku. Nie chciał wiedzieć zbyt wiele. Chciał natomiast pomóc. Tak jak zawsze pomagał bratu. Tak jak zawsze ten brat pomagał mu. - Czego konkretnie potrzebujesz? Jeśli te alibi ma być wystarczająco mocne, musimy zadbać o to, żeby nasze zeznania się zgadzały. A najlepiej... najlepiej byłoby, gdyby potwierdził to ktoś jeszcze. - tutaj ciężko westchnął. Na kim jeszcze mogliby się wesprzeć? W jaki sposób to zrobić? Czy może... powinien w tym przypadku zaryzykować, skorzystać z pewnych umiejętności, nad którymi cały czas pracował? Które przez cały ten czas starał się odpowiednio rozwijać? Nawet jeśli się nad tym zastanawiał, to na temat tej możliwości na chwilę obecną nie zająknął się choćby słowem.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#10
06.07.2024, 14:08  ✶  

Uzdrowiciel od Prewettów, to już była kolejna cenna informacja. Tylko za mało czasu mieli, albo jego brak, żeby go dobrze sprawdzić. Lecz sama kwestia leków była w sumie wystarczającym dowodem i informacją, że nie pomogły jak powinny żonie Roberta. Pytanie jeszcze, co właściwie kobieta mówiła swoim bliskim? Siostrze? Bratu? Rodzicom? Przyjaciółce? Tego się najpewniej nie dowiedzą.

Te ustalenia na razie pozostały samymi informacjami, kiedy Richard przyznał się Robertowi, do zabójstwa jego żony. Zapadła cisza, w której pozwolił bratu zebrać myśli. Miał przecież prawo być na niego zły, wściekły. Zamiast tego był opanowany? Przyjął tę informację spokojnie?

"Co zrobiłeś?" padło z ust Roberta. Nie, dlaczego ale co. Nie interesował go powód, dla którego Richard się do tego posunął. Lecz jak tego dokonał. Bratu nie chciał tego mówić. Miał na to inną odpowiedź. Co innego opowiedzieć o zabójstwie sąsiada czy innego mugolaka, a inaczej miało się to w przypadku członka rodziny. Kobiety, która do tej rodziny weszła.

Wyjął paczkę papierosów, otworzył usta, aby coś rzec, ale wtedy Robert zaprotestował słowami, aby jednak nic nie mówił. Zamknął zatem usta. Pozwolił mu kontynuować, słuchając go uważnie. Pomoże mu? Tak jak robił to zawsze. Starszy o parę chwil, wciąż wspierał młodszego.

- Wybacz, że zadziałałem od razu, nie rozmawiając z Tobą o zamiarach. Nie pytałem o zgodę. Uznałem, że w ten sposób pomogę Ci uwolnić się od niej.
Był mu to po części winny, więc pewnego stopnia przeprosiny bratu się należały. Zauważył także, że zrodziło to według Roberta kolejny problem.
- Mógłbym skłamać, że nigdzie w nocy nie wychodziłem. Nie teleportowałem się w domu, inaczej bym zwrócił na siebie uwagę.
Sam westchnął, może nie do końca przemyślał swoją sytuację? Może i także miał problemy ze snem, to mógł siedzieć w tej bibliotece całą noc. Tylko kto w to uwierzy? Richard i książki? Zdarzało się, ale niezbyt często.
Wyjął papierosa z paczki i rzucił ją na stolik. Może intuicyjnie wyczuł, że Robert także by się chciał poczęstować?
- Masz kogoś na myśli? Zrobię wszystko co trzeba.
Przystanął na przypuszczenia brata, który uznał, że poza tym, co między sobą ustalą, potrzebują jeszcze kogoś, aby potwierdził ich wersję zdarzeń. Jeżeli w ruch miałyby pójść umiejętności Roberta, czemu nie spróbować?

Wsadził papierowa do ust, którego obracał w palcach i zapalił ostatecznie korzystając z zapałek. Dzięki temu mniej się denerwował. Te również odłożył na stolik. Nikt z okolicy. kogo Richard znał, nie przychodził go głowy aby wykorzystać do sprawy. Szukał po znajomościach dalej. Być może Robert miał tutaj więcej kontaktów?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (2629), Robert Mulciber (3270)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa