• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert

[21-22.12.1970r.] Nastał Czas Ciemności | Richard & Robert
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#1
15.05.2024, 20:32  ✶  

21-22 grudnia 1970r.
Niemagiczny Londyn / Kamienica Mulciberów


Kolejny rok z rzędu, Richard pojawił się ze swoimi dziećmi na święta przesilenia zimowego - Yule. Robił to wyjątkowo dla dzieciaków. Dbając o ich kontakty z bliższą i dalszą rodziną, a także z kuzynostwem. Po śmierci żony, nie zamykał kontaktów z rodziną Malfoy, nie ograniczając kontaktu dzieciaków z tamtejszymi dziadkami. Musiał dzieli czas kompromisem pomiędzy swoją a tamtejszą rodziną. Czy to mu odpowiadało, czy też nie. Pewne sytuacje wymagały poświęcenia, dla dobra kontaktów.

Zgodnie z ustaleniami, na obiedzie był z dzieciakami u Malfoyów. W domu brata, pojawił się na kolację i na noc, oraz kolejne dni. Przynajmniej do końca roku, jeżeli pozwalał mu grafik w pracy i nie było problemu z wzięciem dłuższego wolnego. Zdarzały się jednak przypadkowe dni w ostatnich latach, że musiał na te kilka wrócić do siebie. Lecz dzieci, zostawił w Londynie, pod nadzorem brata. Kompromisowa wymiana, za to, że Robert podrzucał niejednokrotnie swoją córkę na wakacje.

W tym roku udało się wziąć dłuższe wolne z pracy i móc spędzić ten czas z bratem. Mieli okazję, aby omówić sytuację w tutejszym kraju, jaka niespodziewanie ”wybuchła” u końca jesieni. Niepokojące okazały się dochodzić wieści o licznych atakach w kraju, na wyspie. Ogłaszający się mianem Czarnego Pana czarnoksiężnik, wystosował swoje postulaty. Interesująca sprawa. Niewiele wiedział na temat tego, poza wyczytanymi informacjami dużych nagłówków brukowców i prasy codziennej.

Wracając do święta Yule, jak kiedyś ich rodzina była liczniejsza, tak teraz było ich mniej. Od śmierci ojca minęły trzy lata. Tuż przed nim obaj zdążyli zostać wdowcami. Nim skończyli Hogwart, odeszła matka. Te miejsca zastępowały ich dzieci. Brakowało jedynie obecności ich sióstr. Żaden z nich jednak nie planował ich ściągać i zapraszać. Miały swoje życie. Swoje sprawy.

Po spożyciu uroczyście przygotowanej kolacji. Wspólnych rozmowach, wymianie zdań w salonie. Spędzenia czasu z dziećmi, które o dość późnej porze udały się do swoich pokoi na odpowiednich piętrach. Richard z Robertem zostali w salonie sami. Godzina była już dość późna. Blisko granicy końca jednego dnia a początkiem kolejnego.

Młodszy z bliźniaków zapalił papierosa, któregoś z kolei tego dnia. Nie liczył. Już dawno można było zauważyć, jak wpadł w nałóg. Jeszcze jak żył ojciec. Paczka papierosów powoli się kończyła. Położył ją powrotem na ławę, gdyby brat chciał się poczęstować. Spojrzał w kierunku komody, na której leżał Prorok Codzienny. Najpewniej dzisiejszy. Podszedł do niej i sięgnął po gazetę. Pisano o kolejnych atakach. O dziwnych symbolach węża i czaszki na niebie.

- Ostatnio nie macie nudno w tym kraju.
Skomentował pół żartem, pół serio. Trzymając w dłoniach gazetę. Zaś papierosa między dwoma palcami wskazującym i środkowym lewej dłoni, uważając, aby gazety nie podpalić.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#2
19.05.2024, 15:19  ✶  

Z całej rodziny, spośród wszystkich jej członków, Richard zawsze był mu najbliższy. Byli bliźniakami. Od pierwszych dni razem. Od pierwszych dni blisko siebie. Następnie mieszkający również w jednym dormitorium podczas lat hogwardzkich. Osobno dopiero od tego momentu, kiedy obydwaj wkroczyli w dorosłe życia. Cały czas starali się jednak swoją relacje podtrzymać. Dbali o to, aby znacznie większa odległość nie zabiła więzi, która przez młodzieńcze lata zyskiwała coraz to bardziej na sile.

Śmierć ojca zapewniła im znacznie więcej swobody. Pozwoliła na to, żeby znacznie więcej czasu spędzali razem. Doszło do częstszych wizyt Richarda w Londynie. Do częstszych rodzinnych spotkań w londyńskiej kamienicy, w których poza nimi dwojga, uczestniczyły również ich dzieci. Jedno z takich spotkań miało miejsce właśnie teraz. W momencie, kiedy przez całą Wielką Brytanie zdawała się przechodzić nawałnica mająca odmienić oblicze tego kraju. Zaprowadzić w nim właściwy porządek. Ład. Dokładnie ten ład, który w ostatnich latach zdawał się być z wolna zapominany.

Dziesięć, a nawet i więcej lat temu, Robert Mulciber nie był człowiekiem, którego można byłoby podejrzewać o zaangażowanie w tego rodzaju sprawy. Choć jego poglądy od zawsze były zdecydowanie antymugolskie, zajęty był przede wszystkim własnymi sprawami. A także nauką. Kolejnymi projektami badawczymi. Cholernie ciężką pracą, która dla osób zatrudnionych w Departamencie Tajemnic stanowiła normę. Teraz jednak, kiedy brytyjska rzeczywistość zmieniła się w pewnych aspektach wręcz nie do poznania, musiał wybrać. Opowiedzieć się po jednej ze stron nadciągającego konfliktu.

Zdecydował się wybrać tę, która zdawała się móc pozwolić mu na powrót do tych miejsc, które wydawały się stracone dla kogoś o nazwisku Mulciber.

Siedząc w fotelu nie mógł doczekać się tego momentu, kiedy dzieciaki poczują wreszcie zmęczenie; kiedy udadzą się do swoich pokojów. Zostawią jego i Richarda samych, zapewniając im tym samym nieco czasu, który bracia mogli spędzić wyłącznie sami ze sobą. Szczerze porozmawiać na te tematy, które nie były przeznaczone dla tych nieco młodszych uszu. Być może jeszcze nie gotowych na to, aby o pewnych rzeczach usłyszeć.

W chwili, kiedy młodszy z synów brata zniknął na schodach, Robert podniósł się, żeby ruszyć w stronę barku. Wyciągnąć butelkę. Sięgnąć po szklanki. Napełniał właśnie drugi tumbler, kiedy uwaga brata przyciągnęła jego uwagę. Odwrócił się w jego kierunku, nie do końca pewny o czym ten mówił. Co konkretnie Richard miał na myśli. Zrozumienie pojawiło się w momencie, kiedy jego spojrzenie natrafiło na świeże wydanie Proroka Codziennego. Najpewniej dostarczone do kamienicy tegoż dnia z samego rana.

- Kiedy dzieje się źle, niezadowolenie ludności wzrasta, to w pewnym momencie musi dojść do większych lub mniejszych zamieszek. - odpowiedział, wyraźnie nawiązując tym samym do wszystkich tych szkód, do których doszło w następstwie rządów Nobby'ego Leacha. Do wszystkich zmian, które zaszły w kraju właśnie w tamtym okresie. To co działo się teraz było możliwe do przewidzenia. Nie trzeba było być jasnowidzem, żadnym cholernym wróżbitą. Wszystko wynikało z potrzeby walki o własne prawa, przywileje, tradycje, historię oraz tożsamość. - Nie powiesz mi chyba, że nie można było się tego spodziewać? - zapytał brata, sięgając zarazem po obydwie szklanki i z nimi w rękach wracając do niskiego stolika. Do foteli. Do sofy. Do miejsca, w którym wcześniej wszyscy siedzieli, ale na ten moment zostali już tylko oni dwaj.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#3
20.05.2024, 14:36  ✶  

Wieści o wydarzeniach w tym kraju, docierały także do innych państw za granicami. Przez prasę, Departamenty Międzynarodowych Kontaktów, czy przybywających a nawet i uciekających Brytyjczyków z wyspy. Od końca listopada tego roku, nie było dnia, żeby o tym nie słyszano, nie mówiono.

Tak teraz, mając już swobodę w podejmowaniu wszystkich możliwych tematów z bratem, mógł poruszyć sprawę jaka ostatnio była głośna w Anglii, kiedy dzieciaki poszły do siebie spać. Nikt im nie będzie przeszkadzał. A śmierć ojca uwolniła ich od ograniczeń. Dała bardzo dużo swobody. To pozwoliło Richardowi na nowo poczuć, że jest członkiem rodziny. Że do niej należy. Dzięki Robertowi. Przy ojcu tego nie czuł. Jakby był spychany na dalszy plan.

Zadając pytanie, a nie otrzymując od razu odpowiedzi, spojrzał na brata, który także wzrok skierował w jego stronę. Pokazał mu gazetę, do czego nawiązywał. Nowe wydanie Proroka. Nawet nie spojrzał na datę wydania, mając wrażenie, że te nagłówki są z każdym dniem takie same albo podobne? Wciąż pisano o tych samych atakach. Lecz zmieniały się nazwiska. Hasła typu przeżył, nie przeżył, ofiara i tak dalej.

- Szkoda, że nie miało to miejsca już wtedy jak na Ministra powołano Leacha. Ale jak to mówią. Lepiej później niż wcale.
Odniósł się do wypowiedzi brata. Sam protest w postaci zwolnienia się z pracy w Ministerstwie Magii, to było widocznie za mało. Nic z tego nie zrobiono, aby odwołać mugolskiego Ministra. Czasu nie cofną. A teraz? Zorganizowana grupa, czy nawet organizacja, z hukiem podjęła działania. Mając swojego przywódcę.

Z gazetą, Richard skierował się w stronę swojego miejsca, podnosząc wzrok na Roberta, który zadał pytanie.

- Można, można. Było do przewidzenia. Dożyliśmy ciekawych czasów.
Aż kącik ust mu się uniósł w lekkim uśmiechu. Sam popierał ideę czystości krwi. Dlatego nie ruszało go to, co czytał lub słyszał od innych. O ile nie dotyczyło to jego rodziny. Brata i dzieci.
- Pewnie potrzebowali kilku lat, aby się tak przygotować.
Dodał. Odkładając gazetę na ławę i wsadzając papierosa do ust, aby się zaciągnąć. Dostrzegł, że Robert przygotował dla nich alkohol, więc jeżeli jedna ze szklanek była dla niego, odebrał i usiadł na sofie. Gdzie wcześniej zajmował swoje miejsce.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#4
21.05.2024, 20:26  ✶  

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że o ostatnich wydarzeniach było głośno; że odbiły się one szerokim echem. Pisały o nich gazety. Mówili ludzie. Całkiem sporo usłyszeć dało się również w radiu, choć akurat na te, Robert nigdy nie tracił większych ilości czasu. Nie tracił czasu w jakichkolwiek ilościach. Jakoś tak nigdy nie przyzwyczaił się bowiem do pudła, z którego dało się usłyszeć głosy. Poza tym uważał je za wynalazek nazbyt mugolski. Taki, który nigdy nie powinien stać się częścią również ich rzeczywistości; rzeczywistości magicznej. Gdyby zatrzymać się przy tym temacie na dłużej, szerzej omówić ten problem, magiczne radio można byłoby uznać za jeden z przejawów choroby, która od lat zdawała się trawić ich społeczność. Zbytnia bliskość, a do tego zdecydowanie zbyt duża otwartość na to, co niemagiczne, zdaniem Roberta prowadziła do zmian. Do odrzucenia dawnych zwyczajów. Tradycji. Do stopniowego zatracania własnej tożsamości. Stawiania siebie na równi z tymi, którzy nie zasługiwali na to, aby stać w jednym szeregu z czarodziejami.

Siadając z powrotem na fotelu, słuchał słów Richarda. W tym jego odpowiedzi na zadane pytanie. Niby istotnej, ale przecież doskonale wiedział, w jaki sposób postrzegał to bliźniak. Własnego brata znał bardzo dobrze. Nie była w stanie zmienić tego nawet ta stosunkowo duża odległość, która ich obecnie od siebie dzieliła. Nie wpływał na to mocniej fakt zamieszkiwania w dwóch innych krajach.

Albo też Robert po prostu nie chciał tego zauważyć.

- Na wszystko potrzeba czasu. - skomentował jego uwagę. Tę dotyczącą Nobby'ego Leacha. Choć zgadzał się z twierdzeniem, że działania na podobną skalę, mające miejsce właśnie w tamtym czasie miałyby zapewne olbrzymie znaczenie, to zarazem rozumiał, że czarodzieje nie byli wówczas na to przygotowani. A przynajmniej nie wszyscy. Spora część spośród nich musiała bowiem dopiero zobaczyć, dokąd doprowadzi nas szlamowaty minister oraz wszystkie zmiany, jakie ten chciał zaprowadzić.

Jak okazało się z biegiem czasu, wiele z nich odznaczało się brakiem całkowitego zrozumienia względem czarodziejskiej historii, tradycji, zwyczajów.

Ciężko było nie zgodzić się z tym, iż przyszło im dożyć ciekawych czasów. Wiele bowiem wskazywało na to, że Wielka Brytania zmieniała się właśnie teraz - na ich oczach. Robert nie był do końca pewien, co powinien w tym momencie powiedzieć. Albo może raczej, jak wiele na ten temat zdradzić? Dlatego też nie śpieszył się z kolejnymi słowami, uwagami, twierdzeniami. Zamiast tego pozwolił sobie upić łyk alkoholu ze szklanki. Następnie jeszcze drugi oraz trzeci. Kiedy wreszcie odstawił naczynie, zdecydował się po prostu zadać pytanie.

- Dużo na ten temat słyszałeś? - padło z jego strony. Trochę mało konkretne. Trochę zbyt ogólne. Bo przecież usłyszeć chciał od brata więcej. Dowiedzieć się, co Richard o tym myślał. Na ile uważnie starał się to wszystko śledzić. Czy zastanawiał się nad tym, w jaki sposób ten konflikt się rozwinie. A także - czy miał w związku z tym swoje przemyślenia, może podejrzenia?

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#5
26.05.2024, 11:14  ✶  

Zdecydowana racja. Na wszystko potrzeba czasu. Wydarzenia z przed kilku lat, gdzie powołano mugolaka na Ministra Magii, mogło przyspieszyć proces przygotowawczy do gwałtownych zmian. Dożyli tych czasów, gdzie ta "rewolucja” mogła się zacząć. Domaganie się większych praw dla czarodziei, wykluczając mugolstwo na najniższe szczebla. Oby nigdy więcej nie popełniono tak radykalnego błędu jak kilka lat temu.

Prasa była najczęstszym przekazem informacyjnym, codziennym, choć nie zawsze też odpowiednio sprawdzonym. Potwierdzenia słyszało się z ust znajomych osób. Komentowano w Norweskim Ministerstwie Magii. Tam także pojawili się zwolennicy tutejszego Czarnoksiężnika. Była też pewna mniejszość, która wyrażała owe niezadowolenie, zaniepokojenie.

- Tyle, że Czarnoksiężnik ogłosił się Czarnym Panem, a jego organizacja to Śmierciożercy. Podobno ich znakiem rozpoznawczym jest mroczny znak? Specjalny ubiór? Teść pobieżnie mi wyjaśnił.
Odpowiedział na pytanie brata. Coś wiedział. Ale niezbyt zorientowany był w głębszych szczegółach.
- Jeżeli prasa też nie kłamie, to rozumiem, że oni stoją za tymi radykalnymi zmianami, porządkami i atakami na osobach, które podporządkowały się, czy nie zasłużyły aby żyć. Może wiesz coś więcej i zechcesz się podzielić? Ciekawi mnie także stanowisko tutejszego Ministerstwa. U nas, większość chwali zaistniałe działania.
Dodał. Wiedział może tyle, co inni. Malfoyowie też w końcu mieli poglądy podobne do nich. A przecież ich krewny, przyczynił się prawdopodobnie do upadku Leacha. Choć nie mówi się o tym pewnie zbyt głośno. Richard pochwalał te działania. Wyglądał na zainteresowanego tematem. Był też ciekaw, jakie jest stanowisko tutejszego Ministerstwa. Bo chyba w gazetach niewiele o tym pisali.

Jeżeli chodzi o radia, to prawie w ogóle nie słuchał. W domu nawet takowego nie powiadał. Żadnych mugolskich większych czy mniejszych urządzeń, którymi nawet i czarodzieje się inspirowali. Wystarczyło mu to, co znajdowało się w barach, Ministerstwie czy w innych publicznych miejscach, że chcąc nie chcąc, usłyszało się cokolwiek puszczane było z gadających skrzyń. Może kiedyś przekona się do przydatności tych przedmiotów?

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#6
02.06.2024, 17:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 07:31 przez Robert Mulciber.)  

Teść pobieżnie mu wyjaśnił. Wyglądało na to, że to właśnie u Malfoyów brat szukał informacji. Odpowiedzi na pytania związane z tą sprawą. Możliwe, że poczuł pewne z tego powodu pewne rozczarowanie. Dotąd Robertowi wydawało się, że to on był pierwszym wyborem Richarda. Teraz jednak nie miał pewności. I jakoś tak niekoniecznie mu się cała ta sytuacja podobała. Z tego też względu sam nie śpieszył się z jakimikolwiek wyjaśnieniami. Informacjami, których posiadał sporo. Zamiast tego pozwolił sobie na kolejny łyk alkoholu. Pozwolił na to, żeby pomiędzy nimi zagościła nieco dłuższa cisza.

- Nie pracuje już w ministerstwie. - padło z jego strony, kiedy wreszcie postanowił się odezwać. Brzmiał przy tym inaczej. W całej postawie Roberta wychwycić dało się nagle dużo większy dystans. Dystans, który na dokładkę wydawał nadal się powiększać. Podobnie jak wzrastała zazdrość, której nie zwykł odczuwać szczególnie często. Przypadki, kiedy takowa wystąpiła, mogliby zapewne policzyć na palcach jednej dłoni.

- Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Wiem o tym wszystkim tylko tyle, ile pojawia się w gazetach. - skłamał.

Tylko czy Richard, od lat mieszkający za granicą, spotykający się z bratem od święta, mógł te kłamstwo teraz wychwycić? Miał jakieś podstawy do tego, żeby Robertowi nie zaufać? Niewiele wiedział o życiu, jakie bliźniak aktualnie prowadził. Tak po prawdzie, to pierwszy wiedział o drugim dokładnie tyle, ile ten drugi chciał  chciał przekazać. I na odwrót wyglądało to tak samo.

- Twój teść pewnie jest w tym lepiej rozeznany. A i część z nich, Malfoyów, w dalszym ciągu pracuje w Ministerstwie. - zauważył, być może niepotrzebnie dodając te kolejne słowa. Wygłaszając tę uwagę. Gdyby się przy tym zatrzymać, nad tym pochylić, można byłoby zauważyć, że za wypowiedzianymi przez Roberta słowami stało coś więcej; że były one czymś podyktowane. Nieprzypadkowe. - Powinieneś wypytać go przy kolejnej wizycie. Sam zresztą również chętnie bym się dowiedział, co na ten temat myśli.

To powiedziawszy, dopił alkohol, który znajdywał się w szklance. Może trochę szybko, ale też przecież nie było go szczególnie dużo. Nalał wszak sobie ledwie tyle, co na dwa palce. Gdzieś może na wysokość jednej czwartej szklanki. Nieznacznie tylko mniej. Odłożył ją następnie na stolik. Podniósł się z zajmowanego miejsca.

- Nie wiem jak Ty, ale ja jestem już trochę zmęczony dzisiejszym dniem. - zasugerował tym samym, że zamiast pochylać się nad tym tematem, powinni byli rozejść się do swoich pokojów i odpocząć. 

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#7
21.06.2024, 11:31  ✶  

Nie szukał informacji u Malfoyów. Temat sam z siebie wyszedł od starego jego żony. Który szukał najwyraźniej słuchacza i rozmówcy, z którym podejmie jakikolwiek polityczny temat i społeczny. Co miał zrobić? Kultura nakazywała wysłuchać, dodać coś od siebie. Nie żeby się to podobało Richardowi, który bardziej takie sprawy wolał omawiać i dowiadywać od brata.

Robert zapytał, Richard odpowiedział. Temat jest ciągle wałkowany z każdej strony, gdzie w rodzinie czy w pracy się nie pojawimy. Kiedy zaś udzielił odpowiedzi, spojrzawszy na bliźniaka, wyczuł jakby coś nie pasowało. Ta niezręczna cisza była tego również dowodem.

A po chwili te słowa. Richard westchnął. Wiedział, że brat nie pracuje w Ministerstwie.
- Robert..
Chciał coś wyjaśnić, ale brat wtrącił swoje, jakoby nie miał nic do dodania w danym temacie. Kłamał? Obraził się? To było mocno solidne ucięcie tematu. Nie bez powodu go pytał o informacje. Czyżby coś zrobił źle, że niespodziewanie temat wyszedł nie w tej rodzinie co powinien? Że miał teścia lubującego się w dyskutowaniu o polityce? A może Richard powinien przestać odwiedzać rodzinę nieżyjącej już od lat żony? Uciąć zasięgi swoim dzieciom, aby nie widywali się już z jedynie żyjącymi dziadkami?

Prawda, Malfoyowie pracowali wciąż w Ministerstwie. Wyrażali swoje poglądy jasno i wyraźnie, nie kryjąc się z popieraniem działań czarnoksiężnika. Nie o nich mieli jednak rozmawiać. Prawie tak, jakby Richard miał zapytać brata jak jego kontakty z Bulstrode’ami. Czy coś się zmieniło po tamtym wydarzeniu.

- Teść wyraził się jasno, że ich działania popiera. Jeżdżę tam tylko ze względu na dzieciaki. Nie odwiedzam ich tak często jak Ciebie, więc kolejna wizyta byłaby dopiero za rok. Wolę czas spędzać z Tobą.
Obserwował brata, mówiąc szczerze. Lecz jeżeli Robert czuł się zmęczony, to najwyżej do rozmowy wrócą dnia następnego. Liczył iż dzisiaj posiedzą sobie sami dłużej. Choć dzień był męczący, to nie zatrzymywał Roberta.
- I tak nie zasnę od razu. Posiedzę trochę, może pójdę na nocny spacer.
Oznajmił. Dopali papierosa i dopije alkohol. Może przejdzie się ulicami Londynu, albo odwiedzi stare śmieci, niezależnie od tego jak zimno było na zewnątrz. To różnych warunków pogodowych, a tym bardziej zimnych, był już przyzwyczajony przez mieszkanie w surowym klimacie Skandynawii. 
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#8
28.06.2024, 16:32  ✶  

Patrzył na brata w dokładnie ten sam sposób, starając się ukryć wszelkie emocje, kiedy ten zaczął się ze wszystkiego tłumaczyć. Łatwo było zauważyć, że wypowiadane słowa nieszczególnie wpływały na jego postawę. Zachowanie. Nadal pozostawał odległy. Wyraźnie niechętny do tego, aby tę rozmowę kontynuować.

- Skoro tak twierdzisz. - padło jedynie z jego słowy.

Niby posiadał solidne podstawy, aby bratu uwierzyć, ale zazdrość nie działała w ten sposób. I przede wszystkim - nie zawsze była czymś logicznym. Dlatego też łatwo było odsunąć to teraz na bok i skupić się na samych negatywnych emocjach. Odczuwanej niechęci. Poczucia irracjonalnej przecież zdrady.

- Nie zapominaj, że Londyn nie jest ostatnio bezpieczny. - na odchodnym rzucił jeszcze tych kilku słów. Pozwolił sobie na tę przestrogę pod jego adresem. A następnie ruszył w kierunku schodów prowadzących na piętro. Tym razem już się nie ociągając, nie spoglądając przez ramię, nie zatrzymując nawet na krótką chwilę. Kilka chwil później, usłyszeć było można, jak zamykają się drzwi prowadzące do jego sypialni.


Sypialnie opuścił następnego dnia. Wczesnym rankiem. Tak jak to miał w zwyczaju. Nie czekając na pozostałych domowników, których obecnie było więcej niż zwykle, udał się do jadalni, gdzie zajął się przygotowanym przez Selar śniadaniem oraz najnowszym wydaniem Proroka Codziennego. Nieśpieszni zajmując się drugim tostem, przerzucił strony, szukając w gazecie czegoś choć trochę bardziej interesującego. Pojawienia się brata nawet nie zarejestrował. Albo udawał, że mu ono umknęło, chcąc jak najdłużej unikać wchodzenia z Richardem w interakcje? Jedno z tych dwóch na pewno miało tutaj miejsce.

Spojrzał na Richarda dopiero w momencie, kiedy zdecydował się sięgnąć po kawę. Trochę zdążyła wystygnąć, ale na całe szczęście nadal dało się pić.

- Selar jeszcze nie przygotowała śniadania dla wszystkich. - odezwał się, informując przy okazji o czymś, co było dość oczywiste. Stół bowiem nie był nakryty. Nie można było na nim uświadczyć nawet dzbanka z kawą. Aczkolwiek nie powinno to nikogo dziwić. Godzina była bowiem wciąż stosunkowo wczesna. Wyglądało na to, że zjawiając się w jadalni wcześniej, Robert chciał uniknąć towarzystwa.

No cóż, nie do końca mu się to udało. Przynajmniej tym razem.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#9
06.07.2024, 12:10  ✶  

Westchnął z rezygnacją. Zostawił jednak ten temat. Może wrócą do niego jutro, albo kolejnego dnia z rzędu. Ten dzień był męczący i może faktycznie lepiej, jakby Robert udał się odpocząć. Lecz Richard czuł się trochę niekomfortowo z tym, że mógł jakoś urazić brata. Sam był niekiedy o coś zazdrosny. Ale to mijało. Jemu też powinno przejść.

- Nie zapomnę.
Odpowiedział z zapewnieniem, doceniając w tym przypadku troskę. Odprowadził brata aż ten zniknął mu na zakręcie i na schodach.
W salonie zrobił to, co zaplanował. Aż zebrał się i podszedł do okna, aby spojrzeć na pogodę. Nie padało. O tyle dobrze. Skierował się do korytarza, gdzie ubrał buty i płaszcz. Wyszedł, niby z początku planując przejść się ulicami Londynu, to jednak ostatecznie, udał do Hogsmeade. Zakładał spacer na jakąś godzinę lub mniej, lecz mogło nie być go dłużej.

Richard nie przespał pozostałej nocy. Może z dwie godziny. Nawet nie sprawdzał. Wiedział już, że nie zaśnie, zatem pozbierał się z łóżka i ogarnął na tyle, aby z rana jakoś funkcjonować. Umył się, ale nie ogolił. Ubrał na siebie tradycyjnie koszulę i granatowy z kratkę sweter i ciemne spodnie. Rozruszał trochę kości, rozmasowując sobie lewe ramię. Ta noc nie tyle co była trudna w zaśnięciu ale i bardzo wysiłkowa, jeżeli nie powiedzieć, że wdał się w jakąś walkę. O tyle dobrze, że wrócił do domu cały.

Zszedł na dół, chowając ręce do kieszeni spodni, zjawił się w jadalni. Nie zdziwił go widok brata siedzącego już przy śniadaniu, na swoim szczytnym miejscu przy stole. Można było domyślić się, że chciał zjeść sam w spokoju.
Richard nie wyglądał na wyspanego a zmęczonego. Jakby noc miał ciężką.

- I tak wypiję tylko kawę. Zjem z dzieciakami.
Odpowiedział, informując tym samym, że na razie nie miał ochoty na jedzenie. Obszedł stół za siedzącym Robertem, aby zając swoje miejsce obok niego. Odsunął krzesło i usiadł tak, jakby wrócił z ciężkiego treningu.
- Piszą coś ciekawego?
Zagadał. Rejestrując, że czytał proroka. Być może zastanawiało go, czy opisywaliby coś, co miało miejsce w nocy. Czy raczej sprawa zostałaby zatuszowana? Wątpliwe, aby huk w jednej posiadłości, nie był słyszalny w tamtejszej okolicy.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#10
06.07.2024, 14:32  ✶  

Tłok, który w ostatnich dniach panował w kamienicy, dla nieprzyzwyczajonego do tego stanu rzeczy Roberta, na dłuższą metę był czymś odrobinę męczącym. Dlatego też, zamiast o wcześniej umówionej godzinie, śniadanie zdecydował się zjeść wcześniej. Zyskując tym samym kilka chwil utęsknionego spokoju, ciszy, potrzebnej mu samotności. Tej samotności, do której zdążył się w ostatnich latach przyzwyczaić. Tej samotności, która okazała się dla niego czymś aż nadto wygodnym.

Choć wczoraj zdecydował się przedwcześnie zrezygnować z towarzystwa Richarda, nie zamierzał na sam jego widok uciekać. Pozostawiać niedopitej kawy. Niedojedzonego śniadania. Szukać wymówki, która brzmiałaby choćby trochę wiarygodnie. Obydwaj byli wszak dorosłymi ludźmi. A nad tego typu kwestiami... nad tym trzeba było pracować. Należało nauczyć się tego, w jaki sposób radzić sobie z emocjami.

- Jasne, częstuj się. - odezwał się, starając wyrzucić z własnej głowy wszystko to, co dotyczyło wczorajszego wieczora. Nie wracać do tego. Nie skupiać się na tym. - Powinna być jeszcze ciepła.

Powinna było w tym przypadku słowem kluczem. Robert bowiem zdążył już spędzić na tyle dużo czasu w jadalni, aby to zapewnienie niekoniecznie musiało okazać się czymś prawdziwym. Mogło być zwyczajnie na wyrost. Wynikać z braku prawidłowej oceny tego, ile czasu upłynęło. Czasami łatwo było się nieco zapomnieć.

Wrócił do swojej gazety, przewracając kolejną stronę. Starając się czytać kolejny artykuł. Zmarszczył przy tym brwi. Znów nie udało mu się trafić na nic szczególnie interesującego. Święta miały niekoniecznie dobry wpływ również na zawartość Proroka Codziennego. Ciężko było przez to przebrnąć. I pomyśleć, że człowiek rok po roku tak samo głupio zakładał, że tego typu treści, to przede wszystkim działka czasopism typowo kobiecych. Takich jak chociażby Czarownica.

- Niewiele. Głównie świąteczne i noworoczne treści, jakby koniec roku wypadał już dzisiaj, a nie dopiero za tydzień z hakiem. - niezadowolenie wybrzmiało w jego głosie całkiem wyraźnie, kiedy udzielał odpowiedzi, jednocześnie składając gazetę i rezygnując z kontynuowania tych męczarni. Cokolwiek by o Robercie powiedzieć, to nie był przecież masochistą. Ani kurą domową, zainteresowaną zdobyciem kolejnych 50 przepisów na pyszny piernik. Fartucha nigdy nie nosił. Do kuchni zaglądał niezbyt często. - Jeśli chcesz, droga wolna. - dorzucił, tym samym dając bratu przyzwolenie na to, aby z gazety skorzystał. O ile tylko miał na to ochotę. Sam powinien wreszcie dokończyć śniadanie. Skupić się na przygotowanych przez Selar tostach, zanim te przestaną nadawać się do spożycia.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (4667), Robert Mulciber (5119)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa