08.01.2023, 20:13 ✶
Wygrywanie było słodkie. Ale tutaj nie chodziło o wygranie z nią - bo przecież nie grali przeciwko sobie. Tu chodziło o wygranie z samym sobą. Przegra? Będzie czuć gorzki smak porażki, ale nadal będzie to dobra zabawa. I tak miało być. Jasne, będzie wtedy spełniał jej zachcianki! Zawsze mógł powiedzieć “nie”, ale jak mówił - wolał być słowny w pewnych obietnicach. Zakład to zakład! Trzeba się wywiązać, inaczej zabawy by nie było.
- Zastanawiam się, jak to się dzieje, że wszystkie rodziny czystej krwi są tak fuck upowo pojebane. - Karuzela się tutaj nakręcała, łatwo było powiedzieć. Rodzice byli okropni, przelewali to na dziecko, dziecko było okropne i tak dalej, i tak dalej. Z drugiej strony… - Zawsze mi się wydawało, że skoro twoi rodzice byli chujowi, to ty taki nie chcesz być. I nie chcesz taki być dla swoich dzieci. - Ale potem mieliśmy wszystkie te głęboko zakopane schematy, tradycję, specyfikę wychowania. Niektóre rzeczy TRZEBA było dziecku wpoić. Jak widać - w przypadku Sauriela - niektórych rzeczy też wpoić się nie dało inaczej niż siłą. Ponieważ nie każdy był spełnieniem marzeń swojego rodzica. Na przykład Vicrorii nie podobały się suknie jej matki. I nic z tym zrobić nie mogli. Prócz kłótni. A kłótnie miały na celu podporządkowanie świata pod swój reżim i swoje zdanie. Victorii nie musiała się podobać ta sukienka. Ona po prostu miała ją nosić.
- Wyczuwam tu klasyczną kobiecą podpuchę: wybierz jedno to wybiorę drugie. - Nudny związek czy związek z dawką emocji rollercosterowy? Wszystko zależało od tego, czy szukasz zupełnej stagnacji czy może jednak czego innego. Sauriel? Właściwie chyba nie bał się tego, że jego narzeczona będzie nudna. Bał się tego, że to będzie jego kotwica. I to nie taka, która ma utrzymać statek w miejscu, by było bezpiecznie. Raczej ta, do którego przywiązujesz człowieka, który ma się już nie wynurzyć. - Ooo, to ja ci będę przypominać sukieneczkę. Jaka szkoda, że nie mam ze sobą aparatu. - Tak, to było dziwne, ta zmiana. Ciągle czuł się nieswojo i ciągle nie bardzo wiedział, co właściwie robi. Trochę jakby był człowiekiem, którego wypchnięto z własnego ciała, żeby był biernym obserwatorem. Jej reakcje po prostu go ośmielały. Sprawiały, że naciągał i przeciągał tą strunę, żeby wrócić do własnego komfortu. Żeby przestać “siedzieć jak na szpilkach”. - To nieunikniona przyszłość zapowiedziana przez wróżbitę Sauriela. - Pokazał kły w uśmiechu.
- Zastanawiam się, jak to się dzieje, że wszystkie rodziny czystej krwi są tak fuck upowo pojebane. - Karuzela się tutaj nakręcała, łatwo było powiedzieć. Rodzice byli okropni, przelewali to na dziecko, dziecko było okropne i tak dalej, i tak dalej. Z drugiej strony… - Zawsze mi się wydawało, że skoro twoi rodzice byli chujowi, to ty taki nie chcesz być. I nie chcesz taki być dla swoich dzieci. - Ale potem mieliśmy wszystkie te głęboko zakopane schematy, tradycję, specyfikę wychowania. Niektóre rzeczy TRZEBA było dziecku wpoić. Jak widać - w przypadku Sauriela - niektórych rzeczy też wpoić się nie dało inaczej niż siłą. Ponieważ nie każdy był spełnieniem marzeń swojego rodzica. Na przykład Vicrorii nie podobały się suknie jej matki. I nic z tym zrobić nie mogli. Prócz kłótni. A kłótnie miały na celu podporządkowanie świata pod swój reżim i swoje zdanie. Victorii nie musiała się podobać ta sukienka. Ona po prostu miała ją nosić.
- Wyczuwam tu klasyczną kobiecą podpuchę: wybierz jedno to wybiorę drugie. - Nudny związek czy związek z dawką emocji rollercosterowy? Wszystko zależało od tego, czy szukasz zupełnej stagnacji czy może jednak czego innego. Sauriel? Właściwie chyba nie bał się tego, że jego narzeczona będzie nudna. Bał się tego, że to będzie jego kotwica. I to nie taka, która ma utrzymać statek w miejscu, by było bezpiecznie. Raczej ta, do którego przywiązujesz człowieka, który ma się już nie wynurzyć. - Ooo, to ja ci będę przypominać sukieneczkę. Jaka szkoda, że nie mam ze sobą aparatu. - Tak, to było dziwne, ta zmiana. Ciągle czuł się nieswojo i ciągle nie bardzo wiedział, co właściwie robi. Trochę jakby był człowiekiem, którego wypchnięto z własnego ciała, żeby był biernym obserwatorem. Jej reakcje po prostu go ośmielały. Sprawiały, że naciągał i przeciągał tą strunę, żeby wrócić do własnego komfortu. Żeby przestać “siedzieć jak na szpilkach”. - To nieunikniona przyszłość zapowiedziana przez wróżbitę Sauriela. - Pokazał kły w uśmiechu.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.