Brenna akurat nie zamierzała ich ochrzaniać, przynajmniej póki każdy był żywy i niepołamany – wychowana w Warowni, w stadzie dzieciaków, a potem obracająca się w towarzystwie, którego duża część zgromadziła się na tej plaży, przywykła do różnych wariackich wydarzeń. Ba, bywała ich prowodyrką. W dodatku znała kilku Prewettów, wiedziała, czego można się po takich spodziewać, i wiedziała też, że Basilius lubił nosić przy sobie kilka zestawów kart, a na „wspomaganiu” myślał o tym, żeby robić przewroty w bok. To że Basilius nagle postanowił polatać sobie na miotle, na której najwyraźniej absolutnie latać nie potrafił, nie klasyfikowało się nawet w jej oczach jako "drobna katastrofa" i przynajmniej dopóki mężczyzna nie był ranny, nie zasługiwało na zawracanie sobie tym głowy. O planowanym wyścigu miotlarskim też skupiona na szukaniu obrażeń i sprawdzaniu muszli nie usłyszała, ale gdyby nawet było inaczej, upewniłaby się tylko, że żaden z jego uczestników nie był pijany. Byli dorośli, jeśli chcieli ścigać się na miotłach, to niech się ścigają, przynajmniej póki nie planowali ustawiać morderczego toru przeszkód. Powstrzymać Heather przed szaleńczym lataniem na miotle? Brenna równie dobrze mogłaby próbować powstrzymać cykl przypływów i odpływów morskich albo jej brat mógłby próbować nakłonić ją do grzecznego siedzenia w domu i zajęcia się szydełkowaniem. Ba, mogła nawet obiecać skrzynkę piwa dla zwycięzcy.
– Nawet gdyby ręce były połamane i miał poważne obrażenia wewnętrzne? - spytała odnośnie słów Atreusa, że kuzyn musi powiedzieć, że wszystko w porządku, kompletnie nieświadoma, że obaj mężczyźni woleliby po prostu nie zwrócić na siebie uwagi krewnej, ale jakoś mimowolnie na uśmiech odpowiedziała uśmiechem, chociaż jej był raczej mało cwaniacki. A potem pstryknęła lekko palcami w muszlę, wiszącą na szyi Prewetta. – Ta zmniejsza zmęczenie i dodaje energii, ale to drobny efekt, może zniknąć dość nagle – ostrzegła, bo nie chciała, żeby Basilius przypadkiem przegapił ten moment, w którym zaklęty przedmiot utraci swoją moc, i w efekcie skończył na plaży nieprzytomny.
– W pobliżu jest jaskinia, która świetnie się nada, żeby go tam zamknąć – parsknęła na słowa Prewetta. – Nie przejmuj się, nad ranem wezwiemy na klify Błędnego Rycerza, mamy też drugi namiot, koce i poduszki, bo znając towarzystwo, część pośnie tutaj, wasza krewna chyba nie podeszła nawet do alkoholi, a w razie czego ja też nie planuję pić i będę odstawiała ludzi… hej, czy to że spadłeś z miotły, znaczy, że teraz ja muszę z jakiejś spaść? Chociaż... hm, właściwie to trzy miesiące temu z jednej skakałam – zastanowiła się, bo przecież to wszystko szło tak mniej więcej na przemiennie, włącznie z padaniem sobie nawzajem do stóp. I chciała zaraz dopytać, jak się bawią, i czy coś im przynieść, kiedy Basilius nagle pobladł…
…wskazał Sama.
Brenna zamrugała, a potem usiadła na piasku, i parsknęła krótkim śmiechem. Na litość Merlina! I pomyśleć, że ona napisała o tym niedźwiedziu w raportach! Uważała, że może naprawdę zaklęcie stworzyło jakiegoś magicznego niedźwiedzia z puszczy Inglewood!
– Bogini, a ja już sądziłam, że to był strażnik grobowca Triony – stwierdziła w końcu. – To Sam. Nie Thoran Yaxley, zastrzegam na wypadek, gdybyś o nim słyszał. Animag. Zamienia się w niedźwiedzia. Nie mam pojęcia tylko, co tam robił, rzadko opuszcza Dolinę.