• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki

[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
09.07.2024, 21:10  ✶  

Słowa krupiera były dla niego w pełni zrozumiałe. Wprawione w ruch koło ruletki przykuło jego uwagę, tak jak puszczona na nie kulka. Przez krótki moment będzie zaklinać rzeczywistość i liczyć na przychylność losu, tak aby poczuć słodki smak zwycięstwa jaki gwarantowało trafne wytypowanie koloru. Własny nałóg nie pozwalał mu widzieć w tym wyłącznie rozrywki. Tego wieczoru chciał grać do ostatniego żetonu.

Pochłoniętym w rozmowie trzem kobietom rozsądnie było nie przeszkadzać. Matthias, nawet jakby chciał wstrzelić się w ich rozmowę, to jak rzadko kiedy nie miałby nic do powiedzenia. Poza tym wieczorkiem hazardowym jak dotąd nie zdarzyła się okazja do trafienia na salony. Jeśli się nadarzy przez bycie krewnym Agnès to bez wahania z niej skorzysta. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że ten wieczór mógł otworzyć przed nim wiele drzwi i zagwarantować nowe znajomości.

Pierwsze losowanie. Los zdecydował na jego niekorzyść. Na początku rozgrywki to jeszcze nie było tak frustrujące, jak w późniejszym czasie, kiedy nie udawało mu się pomnożyć ilości swoich żetonów. Jeszcze miał na to sporą szansę, gdyż do kolejnej puli przeszło sporo żetonów.

Nie sposób nie zauważyć, że stojąca blisko niego dziewczyna spoglądała nerwowo w stronę swoich rodziców. Pod względem ich obecności lepszym rozwiązaniem wydawałby się poker, jednak gdyby się na niego zdecydował to musiałby poświęcić mu pełnię swojej uwagi i pozostawiać bardziej skupionym aby zwiększyć swoje szanse na wygraną. Podczas gry w ruletkę mógł się cieszyć towarzyszyć towarzystwem pięknej dziewczyny.

— Też jesteś bardzo ładna. — Wyszeptał do rudowłosej, z delikatnym uśmiechem. To, czy blondynki tak naprawdę były w jego typie czy nie były, nie miało teraz znaczenia. W tym momencie w jego typie były rudowłose i piegowate.

— Jeśli chcesz porozmawiać z moją ciocią albo Camille po prostu się odezwij do nich. — Zasugerował szeptem w ramach zachęty, wychodząc z założenia, że nie powinna ograniczać się wyłącznie do rozmowy z nim samym. Nie była jego tłem. Nie wiedział, czy dziewczyna była na tamtym weselu. On sam przysłuchując się dyskretnie zdobywał strzępki informacji o osobach, które wypadało znać. Po zakończonej rozgrywce mogą kontynuować ich rozmowy.

— Masz, zabaw się. Jakbyś potrzebowała pomocy to służę. — Matthias uśmiechnął się i nieznacznie nachylił się w stronę Sophie, przesuwając ku niej stosik swoich żetonów w liczbie dziesięciu żetonów. — Obstawię tym razem czerwony i... — Przesuwając swoje dziesięć żetonów na czerwone pole, zastanawiał się nad wyborem swoich szczęśliwych liczb. Na każdą z nich przeznaczył po 2 żetony. Były to: 3, 10 i 26. Na nie ustawił odpowiednią ilość żetonów. Po podliczeniu swoich żetonów zostało mu ich stosunkowo niewiele, ale to się może zmienić jeśli uda mu się wygrać.

Uchwycił spojrzenie swojej kuzynki, zanim ono skupiło się na towarzyszącej mu Mulciberównie. Jego rozmowa z kuzynką powinna odbywać się bez świadków, więc będzie musiał poczekać na zakończenie tego wieczorku. Nieuzasadniona niechęć ze strony Camille sprawiała mu sporo przykrości.


Przekazuję Sophie 10 żetonów.
Przeznaczam: 10 żetonów na kolor czerwony oraz po żetony na: 3, 10 i 26
Stan: 8 żetonów
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#12
10.07.2024, 17:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:07 przez Sophie Mulciber.)  
Lorien wygrała! Sophie podobała się ruletka. Obstawianie liczb oraz kolorów wydawało się ekscytujące. Obserwowała reakcję współgraczy i przyjęła żetony, które podsunął jej Matthias. Miała ich teraz dwadziescia. Nie potrafiła sobie wyobrazić, że na tacce faktycznie znajdują się jakieś pieniądze, więc nie miała wyrzutów sumienia, że nimi szasta. Chyba lekko będzie jej przychodziło wydawanie gładkich, przyjemnych w dotyku żetonów.
- Chciałabym obstawić trzy liczby, po pięć żetonów.-Powiedziała.-Moje liczby to - 29, 4, 17. Oraz kolor czarny za 5 żetonów.- Powiedziała, kładąc żetony tam gdzie ich miejsce. Zerknęła na Matthias'a i pokręciła lekko głową na jego propozycję.
- Wolałabym… na razie rozmawiać z tobą.- Powiedziała, wstydząc się zagadywać w towarzystwie wuja oraz Lorien. Nie chciała zrobić tego w niegrzeczny sposób albo palnąć jakiegoś głupstwa.
- Często przechodzisz w takie miejsca?- Zapytała, zerkając na niego.


Sophie obstawiła kolor czarny za 5 żetonów, oraz liczby - 29, 4, 17, po 5 żetonów za każdą liczbę.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#13
11.07.2024, 02:14  ✶  

Nie wtrącał się w rozmowę między kobietami, pozostając uważnym słuchaczem i obserwatorem ich zachowania, relacji ich łączących oraz poruszanych tematów. Zauważył z kolei, że Sophie przychodząc tutaj, była jakaś skryta? Zestresowana? Nic dziwnego, skoro pierwszy raz bierze udział w grach hazardowych. I to jeszcze w obecności "rodziców".

Temat wesela u Blacków. Powód, dla którego Mulciberowie nie byli, był po prostu jasny, ale tylko dla Roberta i Richarda. Stosunki z rodziną Rookwood trochę opadły, ze względu na jednego ich członka rodziny. Temat ten, nie był poruszany. Prawdę mówiąc i tak mieli sporo innych obowiązków na głowie, choćby po Lammas. Terminy wydarzeń, były zbyt blisko siebie.

Kiedy zaś padło pytanie o ich obecność na weselu, Richard spojrzał na Lorien spokojnie. Odpowiedź miał przygotowaną, ale Lorien dała sobie radę z jej udzieleniem. Rzucił więc przelotnie na ruletkę, która miała w sobie mało go interesującą skaczącą z pola na pole kuleczkę. Uwagę od niej oderwał, kiedy poczuł na swoim przedramieniu dotyk Lorien, a później charakterystyczny uścisk jej dłoni na swoim nadgarstku.

Wysłuchał opowieści plotek Camille, co takiego wydarzyło się w posiadłości Blacków na weselnej uroczystości. "Zwierzęta? Kura? Wiele bym dał dowiedzieć się, czy to Chestera przemienili…" – przeszło mu przez myśl, choć nawet nie wiedział ilu i kto z Rookwoodów był tam zaproszony.

"Kobiety zawsze są przyczyną problemów…" – pomyślał, wstrzymując się od rzucenia tego komentarza na głos… będąc w znacznej przewadze otoczonym kobietami. Nie chciał także komentować zachowania Atreusa i urażonej dumy Anthony’ego. Ten pierwszy już zapamiętany był z niespodziewanych zachowań na Lammas, czy miesiąc temu na widowisku randkowym.

Wyłapał spojrzenie Camille. Kwestia jego obrączki widocznie nie dawała jej spokoju, która spoczywała nie na tej dłoni, na której zapamiętała. Wyczuł wcześniej to przyglądanie się, ale nie zareagował jakkolwiek na tą sytuację. Udając iż nie rozumie, dlaczego mu się tak przygląda. Pozwolił sobie odnieść się do jej słów na temat wystawionej opinii na temat wesela Blacków, skoro o reakcję "prosiła" go Lorien.

- Trzeba przyznać, że dzisiejszą młodzież ponosi fantazja, jeżeli chodzi o samodzielne organizowanie przyjęć. Pozwoli się im samemu cokolwiek zorganizować.
"Podobnie jak prowadzenie własnego interesu." – dokończył w myślach, na krótką chwilę przenosząc spojrzenie w kierunku Sophie. W myślach, nawiązywał do jej bimbrownia cytrynówki. Możliwe, że pomyślał też o swoim młodszym synu. Ale nie było go tutaj. Tym samym Richard wtrącił się do rozmowy, kiedy "małżonka" i pozostałe damy obstawiały swoje kolejne zakłady.

Zwrócił uwagę na młodzież, oceniając postawę i zachowanie samego Matthiasa wobec Sophie. Być może w ramach przerwy, podpyta go i kilka spraw. Aby wiedzieć, z kim zadaje się córka jego brata.


Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#14
11.07.2024, 21:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2024, 22:15 przez Bard Beedle.)  

Agnès nie była kimś, kto przejmował się tym czy coś wypadało, czy może jednak niekoniecznie. Odkąd jej mąż, niech Matka ma tego cholernika pod opieką, odszedł z tego świata, wieloma kwestiami przestała się przejmować. Nie musiała już dłużej tego robić. Mogła natomiast żyć; żyć dokładnie tak, jak żyć chciała. Będąc kobietą wolną i niezależną. Należało jej się to za te wszystkie lata, które spędziła u boku Oswalda Prewetta. Tak po prostu. Nie miała żadnych oporów, żeby o tym mówić. Ale też - na mówienie o tym mogła sobie po prostu pozwolić. Bo tak po prawdzie nie była już od nikogo zależna. I ten brak zależności naprawdę bardzo, ale to bardzo jej odpowiadał.

- Zaczynasz, Kotku, czarować prawie jak nasz drogi Anthony. - zareagowała na otrzymany właśnie od Camille komplement. Uparcie twierdziła, że komplementów nie potrzebuje, ale zarazem z każdego się cieszyła. Było można to po niej zauważyć.


No tak, Oczywiście, że ktokolwiek stał się bohaterem skandalu, to tym kimś nie była Camille. Głupiutka Agnès, jak w ogóle mogła w ten sposób pomyśleć? Camille nie miała przecież w sobie tego czegoś. Nie była takim typem... nawet nie kobiety, prędzej osoby. Co innego natomiast wspomniany przez nią tych kilka chwil później Atreus.

- Camille, cheri, nie chcesz mi chyba powiedzieć, że ktoś skradł Twoje serce? - zapytała. Po cichu. Z trudem powstrzymując się przy tym, żeby z tej ekscytacji nie podnieść głosu. Wiedziała jednak, że takie ogłaszanie tego w towarzystwie innych osób, nie byłoby po prostu w stylu Camille. A cokolwiek by o Agnès powiedzieć - swoimi bliskimi się zawsze przejmowała. Starała o nich dbać.


Pokiwała głową w kierunku Lorien.

- Oh. To okropne. Nie zaprosili was? - z marszu zinterpretowała to w taki sposób. Bo skoro nie tej przyjemności, to zapewne zaproszenie do nich nie dotarło. Czyżby... coś jej zaświtało, że przecież w lipcu był jakiś proces, chyba właśnie Mulcibera? Chodziło więc zapewne o skandal. Nie dość dobre imię rodziny. - Blackowie zawsze uważali się za lepszych niż są w rzeczywistości. Zawsze czyści. Ha! Dobre sobie. - dodała, aczkolwiek niekoniecznie dlatego, że faktycznie tak uważała. Nie. Agnès to ten typ kobiety, która każdemu potrafiła powiedzieć coś innego. Zdecydować się na to, co jej zdaniem najlepiej odpowiadało sytuacji. Z reguły nie myślała przy tym o potencjalnych konsekwencjach. - Nie przejmowałabym się tym, kochanie. Na nich świat się nie kończy. - po tych słowach, pozwoliła sobie nawet położyć dłoń na ramieniu Lorien. Taka była dobra. Wspierająca. Okazywała dużo zrozumienia. Inni powinni to naprawdę docenić.

Elise, która akurat odwiedziła pokój, w którym się znajdywali, pozwoliła Lorien umieścić na tacy niedopitego szampana.

- Czerwone, wytrawne. Rozumiem. - potwierdziła tym samym przyjęcie tego prostego zamówienia. Spojrzała jeszcze przy okazji po pozostałych. Czy ktoś jeszcze czegoś potrzebował? Chciał poprosić? Nie dopytywała, nauczona, że to oni sami zwracali się do niej ze swoimi życzeniami. Nie przeszkadzała w rozmowie.

- Dla mnie też, kochanie. - Agnès dorzuciła swoją prośbę do zamówienia Lorien. - Czerwone, półsłodkie. Te co zawsze.

Jeśli ktokolwiek jeszcze dołączył się ze swoim zamówieniem, dziewczyna je przyjęła, opuszczając następnie pokój i udając się do głównego pomieszczenia. Trzeba będzie chwileczkę poczekać aż wróci.


Pozwoliła pozostałym, żeby postawili swoje żetony. Chwila przerwy, po której mogli kontynuować rozmowę. Wrócić do tematu nie tak dawnego wesela Blacków. Wysłuchała uważnie opowieści Camille. Kura?! Co za błazeństwo! Nawet ona, choć pozwalała sobie na wiele, nie chciałaby na własnych przyjęciach kur oglądać. Bądźmy poważni. Oczywiście o tym, że na jej przyjęciach bywały w przeszłości różne inne zwierzęta... o tym nie pomyślała nawet przez chwilę.

- Cóż. Czasy się zmieniają, ale jak widać niekoniecznie na lepsze. - skwitowała to wszystko. Odniosła się tym samym do słów Richarda. Nie chciała jednak tego kontynuować. Gadania o Blackach oczywiście. - Atreus ostatnio chyba miał jakieś ciężkie dni? Słyszałam, że trochę tych bójek w ostatnich tygodniach biedak zaliczył? - zainteresowała się. Doszło bowiem do jej uszu coś na ten temat. Chyba tłumaczyli to jakimś rozstaniem? Ot, musiał się ze wszystkim chłopak uporać. - Nie dość, że to całe Beltane, to chyba jeszcze w życiu uczuciowym nie bardzo ma szczęście. - westchnęła, zastanawiając się nad tym, co takiego się z tym biednym Bulstrodem podziało. Taki dobry chłopak był z niego. Zawsze dzień dobry mówił, a tu teraz skandal za skandalem, plotka za plotką! - Wiesz, moja dobra znajoma opowiadała mi o tym, jakoby ktoś mu dziewczynę odbił? Albo nawet narzeczoną? I że ta cała jego narzeczona mu dużo wstydu narobiła występując w jakimś... Widowisku Randkowym? I jakby tego było mało, to jeszcze na oczach wszystkich uciekła przed nim z Dziurawego Kotła razem ze swoim nowym kochankiem, zamiast to wszystko jakoś normalnie wytłumaczyć. Wiecie, dogadać się jak dorośli ludzie.- pokręciła głową z wyraźną dezaprobatą. - Chociaż... ta jego była panna, to chyba jakaś smarkula była? Ledwie po Hogwarcie? No cóż. - dokończyła. I nie, nawet przez myśl jej tutaj nie przeszło, że Mulciberowie mogli o tej sprawie wiedzieć więcej. A nawet, że byli jej naocznymi świadkami. Dostali miejsca w pierwszym rzędzie. Po prostu mówiła co wiedziała. Albo raczej - to co gdzieś tam miała okazje zasłyszeć.


Na temat Anthony'ego już odpowiedzieć niczego nie zdążyła. Peter bowiem kolejny raz dał im znać, że przyjmowanie zakładów dobiegło końca. Z jego ust ponownie padł tradycyjny już zwrot, wypowiedziany w języku francuskim. Poprawnie, choć z tym językiem styczności miał bardzo mało.

- Rien ne va plus.- wybrzmiało ponownie. Koło zostało wprawione w ruch. Kulka rzucona w przeciwnym kierunku. Sekunda. Jedna. Druga. Piąta. Kolejne pola. 33. 12. 1. 27. 5. Kulka wyraźnie zwalniała. Wytracała energię. 29. 21. 9. 17? Wydawało się, że Sophie mogła już zaczynać się cieszyć z wygranej; że szanse na to, iż kulka zatrzyma się na tym polu są naprawdę duże. Ostatecznie jednak ta postanowiła przesunąć się o jeszcze jedno do przodu. - Wypadła czerwona 30. - ogłosił  krupier, tym samym pozwalając wszystkim dostrzec, że młoda dziewczyna straciła za pierwszym podejściem wszystkie swoje żetony. Całe 20. Najwyraźniej faktycznie była to biedna Sophie. - Wygrywa pani Lorien. Camille oraz... Matthias - tutaj zawahał się, niby się poznali, ale zapamiętywanie nowych imion. Ono sprawiało czasem problemy. - wytypowali ponadto prawidłowy kolor pola. Pula w tej rundzie wynosiła 125 żetonów. 101 wygrywa pani z numerem 30. Matthias i Camille zyskują po 12.

Pozwolił im na spokojnie wszystkim się podzielić. Zabrać odpowiednie ilości żetonów z planszy. A także kontynuować rozmowę. Nikogo w niczym nie popędzał. Mieli bowiem czas. Cały wieczór. Całą noc? To drugie nawet bardziej odpowiadało.


- Zanim ten wieczór dobiegnie końca, sprawisz że będziemy mieli puste skrytki bankowe, słońce. - zwróciła się do Lorien. Nie przejmowała się swoją przegraną. Musiała po prostu spróbować ponownie. Mogła sobie na te kolejne próby pozwolić. Co innego natomiast ta młoda dziewczyna. Czy ojciec nie miał jej kupić większej ilości żetonów? Co za skąpiradło. Okropne. Dać własnemu dziecku ledwie 50 galeonów na takie przyjęcie? Gdyby ktoś tak ją urządził, to nie starczyłoby jej nawet na waciki. - Kochanie, spróbujemy jeszcze raz? - zaproponowała, tym razem zwracając się otwarcie do rudowłosej Sophie. Przesunęła w jej kierunku 20 swoich żetonów. Dokupi sobie później. Niech Lorien i Robert widzą. Niech się wstydzą tego, że do czegoś takiego dopuścili.

Tak. Agnès zrobiła to z pełną premedytacją. Przecież wcześniej wyraźnie dała mężczyźnie do zrozumienia, że tutaj idą większe sumy. A i Lorien? Ta kupiła sobie pełną tace żetonów, a dziecku to żałowała. Taka z niej matka! Nieistotne, że dla Sophie prawdziwą matką przecież nie była.

- No dobrze. Tym razem będzie pole czerwone. I do tego... pomyślmy. 18, 27 i 9. - zdecydowała po chwili namysłu. Na wymienione pola postawiła po 5 żetonów. Tak jak Sophie to zrobiła ledwie kilka chwil wcześniej. Przypadek?

 

Agnès stawia 20 żetonów, po 5 na pola: czerwone, 18, 27 i 9.
Kolejnych 20 żetonów oddaje Sophie.

Z racji na zlot, ta runda potrwa do czwartku, 18 lipca.

Kto ma ile żetonów po drugiej rundzie:
Agnes - 22 (+ 20 postawionych)
Lorien - 183
Camille - 15
Matthias - 20
Sophie - 20
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#15
15.07.2024, 23:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 08:27 przez Lorien Mulciber.)  
Na pytanie o brak zaproszenia nawet nie odpowiedziała. Zamiast tego spojrzała na gospodynię w niemym szoku, starając się go jak najszybciej zatuszować.
To o nich mówiono na salonach? Nie byli wystarczający na jakieś podrzędne wesele po którym… ganiały kury?
Już tej opowieści Camille słuchała z lekkim niedowierzaniem, próbując zrozumieć jaki pożytek mieli szanujący się czystokrwiści w cyrkowcach i zwierzynie. Rzeczywiście, jeśli główną atrakcją miały być bójki i słaniające się na Shafiq’a panny, to ciężko było tu mówić o sensownym przyjęciu. A jednak wciąż… Wyraźna insynuacja, że Mulciberowie stali się gorszym sortem wśród rodów zabolała.
- Nie jestem wielką fanką ptactwa hodowlanego.- Przyznała, całkiem nawet szczerze. Z reguły preferowała, żeby jej obiad nie biegał wcześniej pod nogami. Skupiła w pełni uwagę na stole przed sobą, analizując kolejne kroki i działania.

Zwłaszcza, że temat zszedł… na problemy związkowe Arteusa. Czy to kwestia zajętych myśli czy faktu, że Agnes skakała między wątkami jak szalona - Lorien w pierwszej sekundzie nie połączyła kilku istotnych kropek. Ba! Nawet zaczęła Bulstrode’owi naprawdę współczuć tego całego porzucenia i … cokolwiek wydarzyło się z nim najwyraźniej na Beltane. Ale potem padły magiczne słowa - Widowisko Randkowe, a osobowość tajemniczej, zdradliwej narzeczonej stała się jasna jak słońce.
Czy to był jakiś festiwal poniżenia i kłopotliwej ciszy?
- Agnes, kochana…- Kobieta przechyliła delikatnie głowę. Ruletka była zdradliwa, tu nie dało się schować za kartami i dać sobie choćby sekundy do namysłu. - Myślę, że Atreus sobie poradzi. Skoro to tylko jakaś głupiutka dziewczynka… Nie ma się co nią przejmować. Zresztą która z nas nigdy nie popełniła błędów z miłości.- Zaśmiała się, ale ten śmiech był tylko ładną przykrywką dla narastającej paniki.
Musiała odpowiedzieć, zanim to zrobi Sophie. Zanim owa “głupiutka dziewczyna” da pani Delacour kolejny powód do plotek, odzywając się i kierując na siebie uwagę. Nawet jeśli kładła głowę pod topór, Sophie miała mniejszą szansę na przetrwanie wśród tych piranii. Każdego dnia Lorien przekonywała się, że jej pasierbica jest… zupełnie inna. Delikatna, wrażliwa. Tak irracjonalnie łagodna Co ją podkusiło, żeby tu przyjść? Zaproszenie, zaproszeniem, ale…
To wciąż nie są kasyna na Nokturnie. Tam już by ją ktoś kupił.
Fakt. Mogli się tylko cieszyć, że działali we względnie kontrolowanym środowisku.

Wygrała? Wygrała! Znaczy... No oczywiście, że tak. Nie wyobrażała sobie innego rozstrzygnięcia.
Niemal automatycznie zebrała swoje żetony, czując to miłe mrowienie w palcach, smak zwycięstwa i słodki głosik mamiący wizją większego bogactwa. Ale nie urodziła się dzisiaj, żeby pozwolić się sprowokować. Na pewno nie przy ruletce. Poker był wojną charakterów. Tu o byciu i niebyciu decydowała głupia kulka.
- Postaram się opróżnić je co do knuta.- Obiecała. Ułożyła dłoń na piersi jakby miała złożyć na to przysięgę, równocześnie pozwalając światłu odbić się w drogich pierścionkach. Równocześnie poczuła kompletny zawód, gdy okazało się, że Sophie jest kompletnie spłukana. Zostać bez żetonów na samym początku wieczoru? Co następne? Zacznie się zastawiać z… Czy ona w ogóle miała co zastawić w razie czego? Zadłużenie się nie wchodziło w grę.
Lorien była wyraźnie daleka od zadowolenia, gdy Agnes zainterweniowała.
- Rozpuścisz moją małą księżniczkę.- Udała, że nic się nie stało. Ale cholera jasna stało się. I ciężko było teraz to odkręcić. - A to moje zadanie, amore mio.- Przesunęła w stronę Sophie część żetonów ze swojego stosika. Nawet nie liczyła ile, ot tylko przeleciała wzrokiem po żetonach, żeby liczba była konkretna i w miarę równa. Zamiast jednak rozwodzić się dalej nad pasierbicą przyjrzała się uważniej ruletce.
Te same liczby co rundę wcześniej
Interesujące. Ale z pewnością niegłupie. Zwłaszcza, że na szali stała spora ilość galeonów. Ale z drugiej strony, pieniądze stawiane przez Kasyno były pustymi pieniędzmi. Kusiło, żeby uwierzyć, że Agnes dokona jakiejś magii i uszczęśliwi dodatkowo biedne dziecko, któremu dała swoje żetony. Sophie zobaczy identyczne liczby, obstawi wysokie kwoty, wygra i będzie szczęśliwa. Albo, co bardziej prawdopodobne, rozwali się o ścianę, gdy znów wszystko straci. Pokręciła lekko głową, próbując nie rozwalać włosa na czworo.
A potem rzuciła na odpowiednie pola swoje żetony - 5 z nich na 9. Dodatkowe 3 na czerwony kolor.
Wyjątkowo łagodna zagrywka ze strony kogoś kto jak mały smok trzymał pazury na małej fortunie.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Przesuwa 25 żetonów do Sophie.
Stawia 5 żetonów na 9.
3 żetony na kolor czerwony - konsekwentnie.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#16
16.07.2024, 11:20  ✶  
Camille roześmiała się. Głośno, dźwięcznie i szczerze. Głównie dlatego, że czuła, że mimo iż przy stole nie były same, to jednak mogła dać sobie na luz, nie musieć aż tak kontrolować mimiki i nie być aż tak spiętą. Czuła się, jakby była u siebie, a przynajmniej częściowo.
- Z tą różnicą, że komplementy ode mnie są szczere i nie mają drugiego dna - mrugnęła do kobiety z rozbawieniem, a potem jej wzrok powędrował na ruletkę. - Nie wiem, ciociu. Być może moje serce zostało skradzione dawno temu i po prostu teraz znalazłam złodzieja?
Odpowiedziała półszeptem. Wyprostowała się jednak i kiwnęła na jedną z dziewczyn, wolną ręką unosząc kieliszek. Szampana nie zamierzała pić, nie trafiał w jej kubki smakowe, ale wino... Wino to było życie. Odpowiednio słodkie, by rozluźniać, a jednocześnie odpowiednio cierpkie, by język wysłał wiadomość do mózgu, że trzeba trzymać fason.
- To prawda - odpowiedziała Richardowi-Robertowi, posyłając mu lekki uśmiech, przerwany pojawieniem się dziewczyny, która wymieniła jej kieliszek na pełny. - Jednak nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego było tam tyle zwierząt... Ponoć też drinki i jedzenie zostały czymś doprawione. Ach... Panie Mulciber, proszę sobie wyobrazić, że był tam też cyrk. Zupełnie jakby to miała być wisienka na torcie publicznego upokorzenia wśród rodów czystej krwi.
Kiwnęła głową, nie mogąc ukryć grymasu, który pojawił się na jej twarzy. Nie widziała występów cyrkowców i nie żałowała, zwłaszcza że słyszała co nieco o osobach, które występowały. Ale to nie było potwierdzone, więc po prostu przemilczała jeden fakt. Albo i dwa.
- Nie macie czego żałować - odezwała się tym razem do Lorien, na nią przenosząc spojrzenie. Uniosła nieco kieliszek w geście nie przejmujcie się, oszczędziliście sobie potężnej dawki dziwactw. - Lecz jeżeli zaproszenie w ogóle do was nie dotarło... Cóż, młody Perseus wydawał się być pod mocnym urokiem swojej uroczej małżonki. Z kolei Vespera wydaje się dbać do przesady o dobre wrażenie, co - jak widać - nie do końca jej wychodzi. Robert ma rację, organizowanie czegokolwiek przez tak młodych ludzi wiąże się ze skandalami na różnym poziomie.
Nie miała pojęcia, czemu zaproszenie do Mulciberów nie dotarło, ale ona osobiście odczytałaby to jako potwarz. Policzek, skierowany w kierunku całej rodziny. I być może dodałaby coś jeszcze, ale Agnes rzuciła kolejne plotki. Te, o których nie wiedziała nic a nic. Spojrzała więc na ciotkę uważnie, z zainteresowaniem przekrzywiając głowę.
- Agnes, musisz powiedzieć więcej. Pierwsze słyszę, żeby Bulstrode miał narzeczoną. I to jeszcze odbitą na... Randce? - zmarszczyła brwi. O co chodziło z widowiskiem randkowym? To jakaś nowa forma parowania młodych czystokrwistych? Ach, Londyn... Dziwne mieli zwyczaje.

Spojrzała na ruletkę i na chwilę się zamyśliła. Daleko jej było do Lorien, która zdecydowanie wygrywała te starcia. Delacour obróciła jeden z żetonów w palcach. W końcu jednak zdecydowała. 5 żetonów na czerwone, 5 na 26, a kolejne 5 na 11. Nie przejmowała się tym, że może żetony przegrać - zawsze mogła wziąć ich więcej, ale noc była jeszcze młoda. Przecież nie planowała siedzieć przy ruletce całego wieczoru.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#17
16.07.2024, 21:43  ✶  

Nie spodziewał się, że w tym miejscu padną takie pytania, przepytywania? Wymiana informacji i przekazywanie między sobą pewnych plotek. Co prawda, ma to miejsce w każdym publicznym miejscu tego i innych podobnych spotkań rodów Czystokrwistych.

- Naturalnie, zaprosili. Jednakże Lorien nie była ostatnio w formie, więc nie myśleliśmy o uczestnictwie na uroczystościach pokroju wesel. Musieliśmy odpuścić.
Odniósł się do pytania Agnes, wyręczając tym samym Lorien. Nie zagłębiał się w szczegóły. Kłamcą był bardzo dobrym. Ale też w tych słowach było nieco prawdy. Lorien po powrocie ze Szkocji, mieszkając w ich rodzinnej kamienicy, dochodziła powoli do siebie. A może i szybko?

Słuchał dalszej wymiany zdań. Obserwował również ich obstawianie i wprawioną w ruch ruletkę. Komentowali zachowanie i działania Atreusa. Faktycznie mogło się wydawać, że miał jakieś problemy ze sobą. Interesujące, że jego zachowanie na lammas połączyli z wcześniejszą obecnością na Widowisku Randkowym. Tutaj Richard spojrzał na Sophie, aby ocenić jej reakcje. Tutaj się nie wtrącał.

Uwagę przeniósł na Camille, która opowiedziała jak to było na tym weselu Blacków. Drinki i jedzenie czymś doprawione? Zwierzyniec na miejscu? Cyrkowcy? Tego by się nie spodziewał po tej rodzinie. Nie wyglądali mu na takich, co by się tak poniżyli. Że rodzice tych młodych na to pozwolili.

- Słuchając, co się wydarzyło na weselu, jestem w stanie przyznać, że postąpiliśmy rozsądnie. Mojej małżonce, panująca tam atmosfera mogłaby nie pomóc.
Tutaj z czułością się wypowiedział o Lorien, kładąc dłoń na jej ramieniu, okazując jej swoje wsparcie, troskę i czułość. Jak na męża przystało. W końcu to była ich gra na pokaz. Przeszło mu nawet przez myśl, aby wykorzystać do wytłumaczenia się z nieobecności ich rodziny na weselu pod względem posiadanego daru Jasnowidzenia swojego drogiego kuzyna Alexandra, ale darował sobie. Już sam widok jego osoby tutaj w głównej sali, zastanawiał, czy on zbierał te pieniądze na fundację po to, aby przegrać je w pokera… Być może dzisiaj towarzyszy mu Czarnowidzenie. 

Skandale. Jak o tym pomyślał… A wolałby nie myśleć. Jego i brata dzieciaki przyprawiają ostatnio o zawał. Ze on jeszcze swojego nie zaliczył.

Ruletka stanęła. Lorien wygrała. Trzeba bardziej wesprzeć swoją "małżonkę".
- Wspaniale kochanie.
Szepnął jej z lekkim uśmiechem. Choć to był początek, niech potraktuje to jako mentalno-czułe wsparcie w dalszej grze. Z kolei dostrzegł po chwili, że jego bratanicę, Agnes wsparła swoimi żetonami.

Gdy Lorien zamierzała uczynić to samo, Richard położył na jej dłoni swoją, powstrzymując ją od tego ruchu.

- Matthias wspomniał, że Sophie mu towarzyszy. A tym samym zapewnił, że nie powinna się finansami przejmować, więc najpewniej użyczy jej swoich żetonów. Niech grają wspólnie. Zgodzisz się ze mną?
Zwrócił się do młodzieńca dość uważnie, ale też z uprzejmym tonem. Niech grają jako para. Tak jak Richard, wspierał Lorien. Obrazek rodziców, jaki najpewniej chciała widzieć Sophie. Skoro tak wpatrzona była w Matthiasa. Z tą prośbą skierował się spojrzeniem w kierunku Agnes. Czy szanowna dama będzie miała coś przeciwko, aby młodym pozwolić grać samodzielnie?

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#18
16.07.2024, 21:57  ✶  

Jako stały bywalec kasyn doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że łatwo wydawało się pieniądze w postaci tych żetonów. Zawsze odczuwał stosowną ekscytację na widok pokaźnych stosików tych krążków, satysfakcję z każdej wygranej i prawdziwą gorycz porażki, jak tylko szczęście się od niego odwróciło. Nie bez powodu mówi się, że fortuna kołem się toczy. Z tego co widział to Sophie całkiem sprawnie odnalazła się w meandrach zasad ruletki.

— W takim razie rozmawiajmy. Miałaś możliwość być jednym z gości na tym weselu? — Zapytał szeptem. Z poruszanych przy tym stole zdołał dowiedzieć się, że to wesele było jednym z tych przyjęć na którym bawiła się cała śmietanka towarzyska świata czarodziejów. Nawet jak sami rodzice jego towarzyszki mogli nie zostać zaproszeni, to może ich córka miała znajomych wśród innych gości i otrzymała możliwość bycia osobą towarzyszącą.

— Tylko, gdy chcę się trochę rozerwać. Podoba ci się taki wieczorek? — Ze wszystkich dostępnych odpowiedzi wybrał właśnie tę, która dotykała jak najmniej kwestii uzależnienia od hazardu. Nie był to ani czas ani miejsce na tego typu rozmowę. Starał się podtrzymywać rozmowę, licząc że w tym momencie Sophie bardziej się otworzy w towarzystwie. W cztery oczy nie miała z tym problemów, co już zdążył zauważyć. Obecność rodziców zdecydowanie nie pomagała.

— Moim zdaniem to bardzo dobrze, że jako młodzież bierzemy sprawy w swoje ręce, jeśli chodzi o tak poważne kwestie jak organizowanie chociażby wesel. — Postanowił wyrazić swoje zdanie na temat. Zdołał powstrzymać się od przewrócenia oczami na typowe ględzenie starszego pana, najwyraźniej nie odnajdującego się w nowoczesnych czasach. Nawet, jak na razie nie wspomniał o tym, jak to było za jego czasów. Dopełniało to obrazu zaborczego ojca. W swoim mniemaniu trafnie wyciągnął ten właśnie wniosek na podstawie ich wcześniejszych interakcji. Camille wyrażając zbliżone zdanie do stanowiska pana Mulcibera teraz wydała mu się stosunkowo staroświecka.

— Elise, proszę o dwa kieliszki szampana. — Zwrócił się do odbierającej zamówienia dziewczyny. Niewykluczone, że Sophie nie będzie chciała się napić szampana, jednak w dobrym tonie poprosić o dodatkowy kieliszek zamiast poprosić wyłącznie dla siebie.

Po tym jak zakończyła się ta runda ruletki, nie padło na obstawione przez niego liczby, jednak dobrze obstawił kolor i zdobył parę żetonów, zwiększając tym samym swoją pulę. Dwanaście żetonów to jednak niewiele, w porównaniu z wygraną pani Mulciber. Zwrócił też uwagę na to, że Sophie straciła wszystkie swoje żetony. Z pomocą przyszła właśnie Agnès, do której uśmiechnął się z wdzięcznością. Spojrzał też na swoją towarzyszkę, nie zamierzając za nią zabierać głosu.

— I jak widać, tak właśnie jest. Sophie nie musi przejmować się finansami. — Postanowił nie odnosić się do tego, że ojciec jego towarzyszki nie wyposażył swojej córki w odpowiednią sumę pieniędzy, przez co było konieczne przekazanie młodej czarownicy dodatkowych żetonów przez niego i Agnès, a ostatecznie macochę Sophie. Jeśli będzie trzeba to nawet zdobędzie dodatkowe pieniądze na to aby się dobrze bawili.

— Ja obstawię za osiem żetonów czerwony kolor oraz po cztery... 16, 22 i 7. — Powiedział i zgodnie z tym co powiedział rozdysponował swoje żetony. Teraz sam będzie musiał zdobyć ich więcej. Wygrana byłaby bardzo dogodna pod tym względem. Było za wcześnie aby mógł spasować. Ryzykując mógł sporo zyskać. Mógł też dużo stracić, ale kto o tym myślał w obliczu zdobycia całej puli?


Przeznaczam: 8 żetonów na kolor czerwony oraz po żetony na: 16, 22 i 7
Stan: 0
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#19
17.07.2024, 08:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 09:52 przez Lorien Mulciber.)  
- Mio carissimo marito…- Wymruczała, siląc się na niemal wzruszony ton. Jakże on się o nią troszczył! Jak martwił. Chciał zaprezentować Sophie cukierkowy obraz szczęśliwego małżeństwa, gdzie “mama” i “tata” (o ironio!) bardzo mocno się kochali? Jak w tych wszystkich tanich romansidłach? Uniosła ostrożnie dłoń układając smukłe palce na jego policzku, gdy tylko przysunął się, aby jej pogratulować zwycięstwa.
Zachowywali się jak prawdziwie zakochana para, która oczu od siebie oderwać nie może. Nawet jeśli w głębi duszy Lorien kipiała ze złości, gdy temat zszedł na wszelkie widowiska randkowe, czy fakt, że jej “niedyspozycja” została użyta jako argument dla którego opuścili kurze wesele. Równie dobrze mógł zrzucić winę na syna i jego ekstrawaganckie świeczki, przez które lepiej było się ludziom na oczy nie pokazywać.
Zdusiła w sobie chęć zepchnięcia dłoni Richarda ze swojego ramienia.
- “Nie była w formie” brzmi tak… poważnie. - Zaśmiała się cicho. Rozczulona. - To było tylko przejściowe osłabienie - na które więcej nie pozwolę- ale mój mąż jest… czasami trochę za bardzo się o mnie martwi, jakbym była delikatną ptaszyną. Jest bardzo premuroso.- Nawet na moment nie oderwała dłoni od policzka Richarda, teraz jeszcze spoglądając na niego z tą fałszywą miłością. Miała szczęście, że przy stoliku nie było teraz jej bliższych przyjaciół czy kogokolwiek, kto mógłby stwierdzić coś w stylu: “ale chwila moment. Co to za gierki pani Mulciber? Widziałem jak ta wiedźma się szczerzej uśmiecha do kubka nędznej kawy z Ministerstwa Magii niż do własnego męża!”. Dopiero po zdawałoby się ciągnących w nieskończoność minucie czy dwóch - zabrała rękę.

Nieświadomie cofnęła rękę z żetonów, które chciała przekazać Sophie. Postawił ją w niewygodnej sytuacji - miała grać dobrą żonę czy jednak prawie-że-matkę? Zamarła na sekundę, ale ostatecznie wysunęła dłoń spod jego. Porzucając przy okazji próbę obdarowania Sophie dodatkową gotówką.
- To bardzo szarmanckie panie… Delacour?- Zaryzykowała z nazwiskiem. Matthias wspomniał, że jest w jakiś sposób (zdążyła już zapomnieć jaki) powiązany z Agnes, więc może i nazwisko dzielili.- Niezwykłe, że młodzi ludzie wciąż jeszcze potrafią być tak czarujący i odpowiedzialni.- Odchyliła się wygodniej na krześle, zostawiając w spokoju swoje żetony. Mimo to nie zdołała powstrzymać lekkiego uśmieszku, gdy dostrzegła jak obstawia. Wszystko albo nic. Znała ten styl gry aż za dobrze.
Wielka wygrana i picie najdroższego mugolskiego szampana do białego rana na dachu jakiegoś wieżowca albo nocka w nędznej spelunie za ostatnie dwa funty, kiedy było się zbyt pijanym by teleportować do domu.
Pozwoliła sobie na ten moment mentalnego resetu, bezwiednie okręcając wokół palca złoty łańcuszek z przywieszką-wagą.

Odkryj wiadomość pozafabularną
po rozmowach i ustaleniach: jednak nie daję Sophie więcej żetonów.
Zakłady zostają bez zmian.
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#20
17.07.2024, 11:46  ✶  
Sophie wpatrywała się w stół od ruletki. Miała nadzieję, że wypadnie któraś z jej liczb.
- Trzymaj kciuki.-Szepnęła do Matthias'a, a na wynik zareagowała jedynie krótkim: "och". Nie przejęła się zbytnio, że straciła wszystkie żetony. Nie czuła, żeby grała za pieniądze, ponieważ fizycznie ich przed sobą nie widziała.

Mulciberówna nie przysłuchiwała się rozmowom toczonym przy stole. Dopiero kiedy usłyszała "widowisko randkowe",  zbladła i z przerażeniem spojrzała na Agnes. Poruszyła się niespokojnie, przenosząc wzrok na macochę oraz wuja. Pokręciła głową, jakby błagając ich, żeby jej nie wydali. Złapała Matthias pod ramię, żeby odwrócić jego uwagę od plotkujących gości.
-N-nic nie wygrałam, ale pech! Ale to nie szkodzi. Chyba spasuje i popatrzę jak ty grasz, dobrze?- Zaśmiała się lekko nerwowo i poprawiła grzywkę. Czuła, że poci jej się czoło. Przełknęła ślinę i chciała dodać coś więcej, ale wtedy Agnes podsunęła jej swoje żetony.
-Och! Dziękuję! Dziękuję...- Podziękowała kobiecie, uśmiechając się do niej z wdzięcznością. Nie wiedząc co zrobić z rękami, założyła włosy za ucho i zachichotała. Miała nadzieję, że Matt nie zauważył jej zdenerwowania. Potem odezwała się Lorien, która również chciała dać jej kilka żetonów. Sophie nawet nie pamiętała, jaką dokładnie miały wartość, ale brała wszystko co jej dawali. Tyle że odezwać się musiał wuj Richard, przez którego po raz kolejny "straciła" pieniądze. Sophie zmarszczyła lekko nos, jakby w niezadowoleniu, ale nie miała zamiaru oponować.
Na słowa Matthias'a, przygryzła lekko dolną wargę. Naprawdę się starał i brał za nią odpowiedzialność. A do tego wydawało się, że nie ma staroświeckich poglądów. Serce Sophie zabiło nieco mocniej i poczuła jak robi jej się trochę gorąco. Spojrzała na swojego partnera i nagle jakby cały stres z niej wypracował. Uśmiechnęła się lekko, obserwując jego profil.
- Dziękuję, ale w tej turze spasuje.- Powiedziała cicho do Matta, zerkając na swoje żetony.
-Mialam być gościem u pana Blacka, ale ojciec zarządził, że nie idziemy. Więc nie poszłam. Lubię pana Perseusza. Dorabiam sobie u niego w lecznicy dusz kilka razy w tygodniu.- Powiedziała cicho i miała nadzieję, że temat widowiska randkowego już się nie pojawi.
- Podoba mi się.- Ale byłoby lepiej, gdyby nie spotkała tutaj wuja ani Lorien, którzy udawali parę. To jak zachowywali się wobec siebie, zaczynało ją oburzać. Kiedy po raz kolejny okazali sobie czułość, Sophie spojrzała na macochę z miną mówiąca: "o co tutaj chodzi?! Co wy robicie?!"
-Mówiłeś, że będziemy później grali w karty?- Zapytała Matthias'a, żeby odwrócić jego uwagę od "niebezpiecznych" rozmów toczących się przy stole.

Sophie ma 20 żetonów

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (9501), Celine Delacour (632), Lorien Mulciber (3212), Richard Mulciber (2218), Sophie Mulciber (871), Urlett Reykjavík (535)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa