• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy

[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#51
08.07.2024, 20:14  ✶  
Kiedy Matthias pochwalił inwestowanie w biznes alkoholowy, Sophie zarumieniła się lekko i zerknęła na niego. Cała jej rodzina krytykowała ten pomysł i nie traktowała “Mulciber Moonshine” na poważnie. Matt był zupełnym ich przeciwieństwem. Mulciberówna nie była przyzwyczajona do komplementów, więc nie do końca wiedziała jeszcze jak na nie reagować. W domu zwracało się uwagę na to, co robiło się źle, a nie na to, co robiło dobrze.

Sophie nie spodziewała się, że wuj Richard od tak zgodzi się dać jej jakieś pieniądze. Kiedy zaproponował, że przejdą się razem żeby zakupić żetony, była pewna, że ją skarci. Oczywiście, że zrobi to, co Richard albo Lorien jej rozkażą.
JSpojrzała na Matthias'a żeby powiedzieć mu, że musi iść i porozmawiać z ojcem, jednak ten ją uprzedził i postanowił im towarzyszyć. Mulciberównę na chwilę  zatkało, i nie oponowała. Kolejne słowa również były zaskakujące. Wyglądało na to, że naprawdę traktował ją na poważnie i uznał za swoją towarzyszkę.
- Dziękuję, tato.- Mimo słów Matthias'a, przyjęła pieniądze od wuja i uśmiechnęła się lekko. Postanowiła zrobić coś bardzo szalonego, czego nie odważyłaby się wcielić w życie, gdyby Richard nie udawał jej ojca. Kochała wuja, mimo że był dla niej bardzo surowy. Podeszła bliżej i pocałowała go w policzek. Uśmiechnęła się do Lorien. Była zaskoczona, że kobieta zaakceptowała jej obecność na przyjęciu.- Tak, wszystko dobrze. I obiecuję.- Skinęła głową, ponownie zerkając na Matta, który zapewniał, że się nią zaopiekuje. To naprawdę jej imponowało. Czuła się trochę jak z panem Borginem, który również zawsze stawał po jej stronie, a na Nokturnie obronił własnym ciałem przed obślizgłym typem, który ją zaczepił.
Sophie zrobiło się ciepło na sercu. Lorien mogła zauważyć, że kiedy przyjęła kieliszek z szampanem, to podczas toastu patrzyła na Matthias'a maślanym wzrokiem. Zapomniała nawet o tym, żeby zapytać wuja, dlaczego mówi do żony swojego brata "kochanie" i udaje jej ojca. Czy tata o tym wiedział?
- Wymienię galeony na 10 żetonów. Tak w razie czego.- Powiedziała, ponieważ chciała dorzucić swoje żetony do ich wspólnej rozgrywki. Nieważne, że za pieniądze Ricka! Była gotowa żeby stanąć przy stole do ruletki.

Sophie ma 10 żetonów.



Postać opuszcza sesję
Modliszka
Pająki przypominają nam, że możemy swobodnie tworzyć, niszczyć i odtwarzać. Ostrożnie tkają sieć, a następnie czekają, aż ofiara do nich podejdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm szczupłej kobiety. Bardzo jasne włosy i cera zdradzają pochodzenie. Wyłupiaste, złociste oczy oraz szeroki uśmiech sugerują, że coś z nią nie tak. Nosi proste koszule, długie spódnice i szaty bez zbędnych zdobień, zawsze zwężone w nadgarstkach — dla wygody.

Urlett Reykjavík
#52
08.07.2024, 21:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 22:16 przez Urlett Reykjavík.)  

Rozmawia z Aryamanem

— Och, tak, dokładnie. — Niemal wysyczała zadowolona, że przybysz z daleka rozpoznaje bliskie jej symbole. — Salazar potrafił rozmawiać z wężami. To bardzo interesująca zdolność. Sama jej egzystencja sugeruje wyższą, niż sugerują badania, inteligencję u węży. Niektórzy sądzą, że to tylko legenda, ale udokumentowano istnienie potomków, którzy również posiadali tą zdolność. Mi niestety nie udało się nawiązać kontaktu z gadami, a szkoda.

Skinęła entuzjastycznie głową, gdy wspomniał o kastach.

— Jakże to wygodne. Skoro ludzie zdecydowali już na podział społeczeństwa, to czemu wszędzie nie wprowadzono jednolitego i jasnego systemu? Zazdroszczę panu życia w tak uporządkowanym narodzie... Zastanawia mnie tylko, jak liczna jest pańska kasta, to znaczy jaką różnorodność genetyczną oferuje. Pańska przypadłość nie zwiastuje dobrych odpowiedzi na to pytanie, chociaż może się mylę i smocza łuska jest rzadkością w Indiach?

Aryaman nie mógłby się doszukać miękkości w materii Urlett. Była splotem chłodnych metali, drobnych zębatek o nieskończonych obrotach. Oczy obserwatora, jednocześnie były oczami drapieżnika, niemal jak odbicie lustrzane jego własnych. Mógł dostrzec, że coś tu nie pasowało, to nie była kobieta salonów, zbyt surowa w podejmowanych tematach, zbyt spieszna w wypowiadanych słowach, bezpośrednia niczym lekarz pierwszego kontaktu. Falbanki na jej szacie były jednocześnie wabikiem i kamuflażem, skrywającym misternie tkaną pajęczynę. Ale nie była jedną z dystyngowanych harpii, co wiecznie knuły spiski i wzburzały skandale. W tej skomplikowanej materii kryła się jakaś banalna prostota celu.


Skupiona na rozmówcy, nie zwróciła uwagi na przebywającego w pobliżu Alexandra, ale noc była jeszcze młoda. Czarodziej ciągle miał szanse wpaść w jej sidła.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#53
08.07.2024, 22:31  ✶  
Rozmowa z Lorien i Sophie. Późniejsze przejście do pomieszczenia z grami hazardowymi.

Planował osobiście przejść z Sophie do Lorien, ale nie podejrzewał, że ten cały Matthias się przyklei na dobre i będzie krok w krok obok jego bratanicy. Richard zaproponował Sophie przejście to odpowiedniego stolika, ale nie rozumiał, czemu ten chłopak proponował, to samo? Może ma problemy ze słuchem. Albo ze zrozumieniem.

- Właśnie zaproponowałem to swojej córce.
Odpowiedział także stanowczo, nie życząc sobie co prawda ingerowanie w sprawy rodzinne i jego decyzje.

Słyszał ponaglającego człowieka, zajmującego się wymianą galeonów na żetony, poświęcił kilkanaście swoich cennych monet i dał córce Roberta, w drodze do stolika. Nie spodziewał się, że mu podziękuje, w taki sposób. Jego reakcją było tylko spojrzenie na Sophie dość poważnie, jakby chciał jej przekazać, aby nie odwalała niczego głupiego, skoro już tutaj jest. Przy czym przerwał Lorien prowadzone dyskusje, aby do nich podeszła i wygłosiła swoje czułości rodem kochanej macochy.

Dając możliwość wymiany zdań swoim kobietom, rozejrzał się rozpoznając większość osób tutaj obecnych. Nawet wchodzących spóźnialskich. Jedynie Isaaca Bagsshota obdarzył chwilową niechęcią. Na co zwróciła widocznie uwagę Lorien. Sophie być może oddaliła się już ze swoim towarzyszem, kiedy niespodziewanie poczuł wciskaną mu tackę z żetonami. Spojrzał pytająco na Lorien, ale dostrzegł że najwidoczniej chciała mu coś dyskretnie powiedzieć, więc pochylił się na tyle by nie musiała za bardzo rozciągać swoich palców lub podwyższać szpilek.

"Odpuść." – tak brzmiała jej prośba. Spojrzał jej w oczy, słuchając wyjaśnienia, dlaczego ma jej posłuchać.
- Dobrze.
Odpowiedział krótko i ucałował ją w czubek głowy, jak kochaną żonę. Jakby chciał ją w ten sposób zapewnić, że wszystko będzie dobrze. A czy będzie, to się jeszcze okaże.

Kelnerzy przemieszczali się z kieliszkami szampana, więc ujął w prawą dłoń, w lewej trzymając tackę z żetonami. Słuchając przemowy Agnes, wzrokiem podążał za każdym obecnym, na moment zatrzymując się na Camille, która najwyraźniej obserwowała jego osobę. Nie dawał po sobie poznać, że ją jakkolwiek zna. Będąc świadomym, że to on z nią załatwiał interesy a nie Robert. Nie skupiał się na niej zbyt długo i wrócił do obserwacji pozostałych, wysłuchania końcowej mowy Agnes i oczywiście, dołączając do toastu. Uniósł kieliszek, tak samo jak uczynili to inni, po czym upił spore łyki, aby opróżnić zawartość kieliszka. Bo przecież ”na trzeźwo nie da się tutaj przetrwać". Odstawił pusty kieliszek na tackę kelnerce i wraz z Lorien, przeszli do pomieszczenia gier hazardowych.


Postacie opuszczają sesję
Richard i Lorien
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#54
16.07.2024, 14:43  ✶  

Aryaman Birla


Rozmawia z Urlett i odchodzi do stolika

— Nie rozumiem tej tendencji do niedowierzania Anglików i mieszkańców Zachodu. Potrafimy przyciągnąć konkretne cząstki wszechświata i uformować je podług swojej woli, dlaczego więc nie rozmawiać z wężami? To czyni ich życie tak nudnym, stawiają samym sobie granice ze szkła — przyprawił swoją wypowiedź lekką niechęcią do Imperium Brytyjskiego. Było to jednocześnie wyrażenie części opinii Morpheusa na to, jak zamknięte na innowacje były umysły. Brak uniwersytetu chociażby, w zamian zaś Departament Tajemnic, najczęściej wypakowany miernymi synami i córkami rodziców, którzy mieli odpowiednie znajomości.

— Trzydzieści sześć rodzin w kaście Kshatriya, która, jak mniemam, jest odpowiednikiem angielskiej listy... Nie znam jej nazwy. Tyle samo ile mugolskich rodzin w tej kaście. Nie mieszamy się jednak, wiąże się to z ukryciem i lustrzanym odbiciem społeczeństwa. Deformacje  ciała są w moim kraju uznawane za błogosławione przez bogów, ale byłem jedynym z dzieci moich rodziców, który odziedziczył wężową łuskę po prababce.

Mówił, co mu ślina ja język przyniesie. Kilka rzeczy sprawdził i dopasował do historii Aryamana, lecz w przypadku dziedziczności choroby mógł pisać własną pieśń, na prędce. Wybrał osobę o takich cechach wyglądu przez upodobania estetyczne Antoniusza i dlatego, że miał fotografię pierwowzoru, co ułatwiło pracę osobie zmieniającej mu twarz.

Urlett Reykjavík. Już wiedział, kogo z tego wieczorku Zakon powinien mieć na oku, silne poglądy i nagłe pojawienie się w Londynie, to nie wróżyło dobrze jej podejściu i ewentualnemu zaangażowaniu w podzieloną socjetę.

— Niezmiernie miło słyszeć o kimś, kto szanuje naszą strukturę życia. Nie jest to częste. A teraz muszę panią pożegnać, chociaż z niechęcią, aby zająć miejsce dla pana Shafiq'a. Udanych zakładów.

Uśmiechnął się do kobiety i opuścił ją, po skłonieniu się jej, kierując się do sali gry w Pokera. Oddał kieliszek z szampanem kelnerowi i wziął whisky z lodem; pasowała mu jakoś do Aryamana. Grę należało zacząć.



Postać opuszcza sesję


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca około 160 cm blondynka, o czarnych oczach oraz ustach które praktycznie zawsze podkreśla czerwienią. Dba o swoją prezencje, zawsze stara się starannie dobierać stroje, fryzury, makijaż. Celine roztacza wokół siebie wyrazistą, ale i przyjemną woń, w której mieszają się ze sobą frezja, konwalia, wanilia, nuty drzewne i czarna porzeczka.

Celine Delacour
#55
16.07.2024, 15:04  ✶  
podchodzę do Urlett

Salon zaczynał świecić pustkami. Goście rozeszli się, zajmując miejsca przy stolikach. Zaczynając swoją przygodę z kartami bądź ruletką. Widząc to, Celine zakończyła wreszcie swój występ. Wstała od fortepianu, zamierzając skorzystać z tej okazji i chwilę sobie odpocząć. W pierwszej kolejności podeszła do stołu z alkoholem, wybierając dla siebie lampkę czerwonego wina. Chwilę się zastanawiała. Ostatecznie zdecydowała się na pół słodkie Leroux. Wybór z rodzaju tych sprawdzonych. Pewnych. W drugiej chwili natomiast, widząc pozostawioną przez swojego rozmówce Urlett, postanowiła podejść do znajomej kobiety. To ona zaprosiła ją na te przyjęcie. Z tej też przyczyny, Delacour czuła się za blondynkę do pewnego stopnia odpowiedzialna. Niestety, z racji na swoją role, nie mogła jej poświęcić dotąd tyle uwagi, ile powinna. Wyglądało jednak na to, że nadszedł odpowiedni moment, żeby to wreszcie naprawić.

- Mam nadzieje, że nie bawisz się najgorzej? - zapytała, przystając zaraz obok kobiety. Coś jej mówiło, że tego rodzaju przyjęcia nie były w stylu panny Reykjavík. Zarazem jednak ta potrzebowała wyjść do ludzi. Odpowiednich ludzi po prostu poznać. W Londynie była wciąż nowa. Skupiona na pracy. O lepszą okazje zapewne byłoby trudno. Poza tym Celine nie chciała też w tym aspekcie zawieść swojego ojca. - Wiem, że one są... nie do końca typowe, ale na pewno nie będzie źle. - dodała, jakby chcąc ją trochę zachęcić? Pokazać, że na pewno można było się tutaj dobrze bawić. Bo przecież Celine sama dobrze wiedziała, iż dobrze bawić można było się zawsze. Do tego potrzebne były jedynie chęci. Choćby w tych minimalnych ilościach. - Powinnam przedstawić Ciebie cioci Agnes i kuzynce Camille. Ah. I jeszcze naszemu kochanemu Matthiasowi. Nie rozmawiałaś chwilę temu przypadkiem z panem Shafiqiem?

Nie do końca była ze wszystkim na bieżąco. Gra na fortepianie wymagała skupienia. Precyzji. Dokładności. Sprawiała, że Celine nie do końca ogarniała, co działo się dokoła. Wiele rzeczy jej musiało umknąć. Po prostu.

Modliszka
Pająki przypominają nam, że możemy swobodnie tworzyć, niszczyć i odtwarzać. Ostrożnie tkają sieć, a następnie czekają, aż ofiara do nich podejdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm szczupłej kobiety. Bardzo jasne włosy i cera zdradzają pochodzenie. Wyłupiaste, złociste oczy oraz szeroki uśmiech sugerują, że coś z nią nie tak. Nosi proste koszule, długie spódnice i szaty bez zbędnych zdobień, zawsze zwężone w nadgarstkach — dla wygody.

Urlett Reykjavík
#56
17.07.2024, 22:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 22:17 przez Urlett Reykjavík.)  
Rozmawia z Celine.

— Dokładnie! Trudno jest udowodnić, że czegoś nie ma, dlatego dopóki się tego nie udowodni, nie można mówić, że coś nie jest prawdą, nie istnieje, jest "legendą".

Umysł naukowca był niesamowicie otwarty na tego typu kwestie. Tutaj nie istniało "tak" i "nie", tylko "to zależy", "być może" i "na chwilę obecną". Urlett zdawała sobie sprawę, że nawet, gdy jakaś prawidłowość wykazywała fałsz, wystarczyło czasem zmienić tylko jeden warunek, by efekt był zupełnie inny.

Szeroko uśmiechnięte usta wyrzuciły z siebie porcję powietrza ze świstem, niczym przełknięte parknięcie śmiechu. "Błogosławione przez bogów". Nie zamierzała tego komentować. Aryaman wydawał się rozsądnym człowiekiem. Z pewnością zdawał sobie sprawę z tego, jaką głupotą są jego lokalne wierzenia.

— Aż po prababce? Nie wiedziałam nawet, że taka przerwa zdarza się występować. Interesujące dane.

Już miała wprosić się na towarzysza przy grach, lecz pan Birla zdążył się już ulotnić, a obok Urlett pojawiła się Celine. Nieszczęsna sytuacja. Nie mogła jej zbyć. Panna Delacour była kluczem czarownicy do brytyjskiego towarzystwa.

— To bardzo przyjemne przyjęcie. Z przepychem, ale kameralnie — odpowiedziała z ciepłym uśmiechem. Być może posiadanie konkretnego celu zamienił nudne jak dotąd towarzyskie spędy w interesujący sposób spędzania czasu. — Oh tak, jest bardzo nietypowe. Nie byłam jeszcze na przyjęciu połączonym z grami hazardowymi.

Nie do końca zrozumiała, że Celine wyczuła zgrzyt jej osobowości z imprezami, ale i tak panna Delacour otrzymała zapewnienie o przeżywaniu dobrej zabawy przez czarownicę.

Poznać nowe osoby? Chętnie. Do poprzednich towarzyszy zdąży jeszcze wrócić.

— Nie do końca. Ledwie zdążyłam się przedstawić. Bardzo rozchwytywany człowiek. Za to udało mi się porozmawiać z jego towarzyszem, Aryamanem Birla — wyjaśniła. — Przedstaw mnie więc swojej rodzinie, panno Delacour. Bardzo chętnie ich poznam.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca około 160 cm blondynka, o czarnych oczach oraz ustach które praktycznie zawsze podkreśla czerwienią. Dba o swoją prezencje, zawsze stara się starannie dobierać stroje, fryzury, makijaż. Celine roztacza wokół siebie wyrazistą, ale i przyjemną woń, w której mieszają się ze sobą frezja, konwalia, wanilia, nuty drzewne i czarna porzeczka.

Celine Delacour
#57
19.07.2024, 18:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2024, 11:13 przez Celine Delacour.)  

Nie przeszło jej nawet przez myśl, że kiedy ona chciała kobiecie pomóc, zająć się nią tak, jak powinna, ta z jej towarzystwa cieszyła się... cóż, jakoś tak nieszczególnie. Całe szczęście niczego takiego nie dostrzegła. Kobieta jak to kobieta - raz przez kogoś urażona, tę urazę potrafiła trzymać w sobie naprawdę długo.

- Kiedyś musiał nadejść ten pierwszy raz, prawda? - odpowiedziała na wyznanie Urlett. Pierwsze razy, tak uważała, miały w sobie pewien urok. Warto było poznawać nowe rzeczy. Zanurzać się w nich. Dobrze bawić. Sama Celine nigdy się tego nie obawiała.

Aryaman Birla? Nic jej to imię i nazwisko nie mówiło. Czyżby kolejna maskotka Anthony'ego? W zasadzie mało zaskakujące. Nie zamierzała dzielić się tą myślą z Urlett. Kiedyś sama się we wszystkim tym połapie. Zauważy pewne prawidłowości. Wzorce. O ile oczywiście znajdzie dla siebie miejsce w towarzystwie.

- Myślę, że nasz drogi Anthony później bardzo chętnie spędzi z Tobą nieco czasu. - uśmiechnęła się grzecznie. Nie ciepło, a właśnie grzecznie. Uprzejmie. Na takie zachowania pozwalała sobie w towarzystwie blondynki najczęściej. - Ale nie przeciągajmy tutaj, chodźmy.

Upiła łyk wina, wina niemalże równie czerwonego co jej usta. Następnie gestem dała znać Urlett, aby za nią podążyła. Kilka chwil później zniknęła już za drzwiami prowadzącymi do pomieszczenia, w którym znajdywał się stół przeznaczony do gry w ruletkę.


Postacie udają się do pokoju z ruletką
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#58
21.07.2024, 20:50  ✶  

Należało utrzymać kontrolę nad sytuacją - zaprosił ładną dziewczynę na wieczorek hazardowy i zamierzał spędzić z nią czas. Wyłącznie z nią, nawet jak będą towarzyszyć im osoby postronne. Charakter spotkania wykluczał jakąkolwiek obecność nadopiekuńczego albo nawet apodyktycznego ojca i jego żony. Od tego typu spotkań dwójki młodych ludzi była jeszcze daleka droga do podejmowania decyzji mogących zawarzyć na całym życiu. Jak na razie wszystko układało się po jego myśli - świadczył o tym maślany wzrok wpatrzonej w niego Sophie. Wszystko tak naprawdę zależało od tego, czy uda mu się oszacować potencjalne zyski i straty, warunkujące jego działania. Tym co tak naprawdę warunkowało jego działania były pieniądze. Wszystkim Delacourom ich nie brakowało, ale doskonale wiedział, że pieniądze było dobrze czerpać z różnych źródeł.

— Dziesięć żetonów będzie dla ciebie wystarczające na początek. — Zapewnił swoją towarzyszkę. Obecna sytuacja wymagała od niego zachowania pozorów odpowiedzialności za tę dziewczynę, jakby naprawdę chciał ją ustrzec przed wpadnięcia w objęcia hazardu. W rzeczywistości nie miał na to wpływu i żadnej mocy sprawczej. To zawsze była kwestia silnej woli (której mu brakowało) i niekorzystnych okoliczności.

— Jak już wspominałem... pańska córka mi towarzyszy i to powinien być nasz wieczór. — Postawienie wprost tego rodzaju granic i zachowanie przy tym stosownej uprzejmości wymagało od niego wiele starań włożonych w zachowanie odpowiedniego tonu i dobieranie słów tak aby przekaz był wyraźny. Jako towarzysz Sophie też miał coś do powiedzenia. Nie był tłem. W dobrym tonie byłoby zapytać ich wspólnie.

Postawa pana Mulcibera nie rokowała dobrze w ich wzajemnych relacjach, jeśli będzie nadal trzymać się blisko jego córki i tej rodziny. Wszystko zależało od tego, ile tak naprawdę oni mają pieniędzy i czy dobrze oszacuje swoje szanse na uszczuplenie ich majątku. Wprawny oszust musi wiedzieć, kogo powinno się oszukać. Znacznie łatwiej było dokonywać tego rodzaju przekrętów z takimi osobami, jak Agnès.

Po otrzymaniu swoich żetonów skierował się wraz z Sophie w stronę sali, w której miała odbywać się gra w ruletkę.


***

Po przeproszeniu zgromadzonych tam osób i pozostawieniu na moment Sophie w towarzystwie, niejako pod opieką Agnès, powrócił zdecydował się powrócił do pomieszczenia, w którym można było wymienić pieniądze na żetony i zastawić przedmioty. Rozsądek powinien powiedzieć, że dla niego gra powinna zakończyć się przy ostatnich pięciu żetonach. W takich chwilach, jak ta, zdrowy rozsądek nie zabierał głosu. Dlatego teraz stał przed obliczem rzeczoznawcy Marcusa Flitwicka nie posiadając więcej pieniędzy w portfelu, tylko parę przedmiotów pod zastaw. Celowo nie zabrał ze sobą Sophie, gdyż przez konieczność zdobycia większej ilości pieniędzy w ten sposób mogłaby ucierpieć jego kreowanie się na bogacza.

— Bonsoir panie Flitwick. Potrzebuję więcej żetonów. Proszę wycenić ten przedmiot. Jest cenny i nie mówię tutaj o wartości sentymentalnej. Został wykonany z prawdziwego goblińskiego srebra, widzi pan jaki jest czyściutki i nawet nie zardzewiał a jest w mojej rodzinie od wielu pokoleń. Przekazywany z ojca na syna. Za jego wykonanie odpowiadał goblin Rochert Trzeci, przynależący do jednego znamienitszych goblińskich klanów rzemieślniczych. Jako bohater powstań stał się symbolem walki o wolność i godność goblinów. Chętnie opowiedziałbym całą historię do wyczerpania tematu, jednak czeka na mnie dziewczyna. — Nie zamierzając tracić czasu postanowił przejść do konkretów i przesunął w stronę tego mężczyzny srebrny kieszonkowy zegarek zdobiony podobizną smoka czarnego hebrydzkiego. Spoczywający na stole zegarek kieszonkowy w rzeczywistości nie miał tak barwnej historii, jaką starał się w tym momencie nakreślić. Historia magii nigdy nie była jego mocną stroną, jednak zdołał coś tam zapamiętać - chociażby to, że powszechne były bunty goblinów.

Oczywiście, nie pamiętał imion żadnych faktycznych bohaterów tych powstań to musiał jakiegoś wymyślić na rzecz podkręcenia historii tego zegarka. W rzeczywistości był zegarek kieszonkowy, podarowany mu przez ojca na ukończenie Akademii Beauxbatons. Srebro, z jakiego został wykonany, nie było srebrem goblinów. Czystość i dobry stan tego zegarka można było wyjaśnić tym, że o niego naprawdę dbał.


Używam rodowej przewagi
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#59
21.07.2024, 21:42  ✶  

Gdyby nie rozwiązywana krzyżowka, najpewniej byłby tym wszystkim śmiertelnie znudzony. Ludzie rozeszli się, zajęli grą w pokera i hazardem, a on... a on nie za bardzo miał tutaj co robić. Nie narzekał jednak. Nie marudził. 500 krzyżówek łebskiego czarodzieja skutecznie pomagało mu zabić czas. To właśnie nad jedną z tych krzyżówek, Marcus pochylony był w momencie, kiedy tuż przed nim pojawił się Matthias Delacour. Przenosząc na niego spojrzenie, poprawił okulary, które przez cały czas znajdywały się na jego nosie.

- Chwileczkę. Niech dokończę. - poprosił, chcąc wpisać cokolwiek w pola kolejnej krzyżówki. - Kolor skóry czarodzieja, który zjadł Jadowitą Tentakulę... hm... - zastanawiał się. Coś mu świtało, że kiedyś słyszał, ale co takiego mu wtedy wpadło do ucha? Albo oka? - Może niebieski? Albo... albo fioletowy? - zastanawiał się. Na długość obydwa kolory zdawały się pasować. Być odpowiednie. Po chwili wahania, Marcus wybrał ten drugi. - Już się panem zajmuje. Proszę wybaczyć.

Wysłuchał chłopaka, uważnie, przyjmując podany przez niego zegarek. Zaczął go oglądać z każdej strony. Sięgnął też po szkło powiększające. Czasem bywało przydatne. O coś trzeba się bowiem było podczas wyceny oprzeć.

- Rochert Trzeci? Można wiedzieć, który to klan? Nie miałem dotąd przyjemności o nim słyszeć. - zainteresował się, otwierając zegarek, upewniając się, że wszystko z nim było w porządku. Mechanizm należycie działał. Pokiwał przy tym głową, ale nie towarzyszył temu żaden komentarz. - Mogę zaoferować panu za to 300 galeonów.

Oczywiście, że cena była niska. Strasznie niska, jak na przedmiot, który wykonany został z wykorzystaniem goblińskiego srebra. Aczkolwiek czego innego spodziewał się człowiek chcący zastawić taką rodzinną pamiątkę w tym miejscu? Na potrzeby zdobycia żetonów do kolejnej gry hazardowej? Oczywiście, że nikt nie zaproponuje mu kwoty, która oddawałaby jego realną wartość. Nie na tym to polegało.

- Albo raczej 250. Tak. Myślę, że 250 galeonów to uczciwa propozycja, panie Delacour. - zaproponował, nie oddając jednak mężczyźnie zegarka. Czekał na odpowiedź. Na decyzję. Zgodzi się na ten rozbój w biały dzień czy może jednak będzie z nim negocjował?


@Matthias Delacour jeśli chcesz wynegocjować wyższą kwotę i więcej żetonów, rzuć na charyzmę
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#60
21.07.2024, 22:33  ✶  

Matthias sam uważał rozwiązywanie krzyżówek za znakomity sposób na zabicie nadmiaru wolnego czasu. Rozwiązał ostatni numer krzyżówek podczas swojej podróży do Wielkiej Brytanii. Jak na razie nie zamierzał poganiać tego czarodzieja, jeśli on nie będzie zwlekać z obsłużeniem go dłużej, niż przez parę minut. Samo to, po co do niego przyszedł mogło zająć sporo czasu.

— Fioletowy. — Zasugerował po tym jak przywołał z pamięci sylwetkę czarodzieja, który zasłużył na umieszczenie na kartach z czekoladowych żab spożyciem jadowitej tentakuli. Jak większość młodych czarodziejów kolekcjonował te karty kolekcjonerskie. — Panu również należy się odrobinę rozrywki. Nie ma tu pan wiele zajęć. — Odparł na słowa pana Flitwicka, od którego decyzji zależało tak wiele. Jeśli dokonana przez tego mężczyznę wycena nie będzie dla niego korzystna to dla niego skończy się gra.

— Przed nim był Rochert Pierwszy i Rochert Drugi. Ognistorękich. Ten grawer przedstawiający smoka to ich symbol rozpoznawczy. — Odpowiedział na pytanie tego czarodzieja bez chwili zawahania w głosie. Nazwa klanu nie była przypadkowa - przyszła mu na myśl przez wzgląd na widoczny na kopercie zegarka grawer. To miało pomóc mu uzyskać swój cel.

— Nie jest to za wysoka kwota jak na przedmiot z goblińskiego srebra. Poproszę taką kwotę. — Stwierdził z cichym westchnięciem, udając że doskonale rozumie to, że nie zastawia tego zegarka w miejscu, w którym mógłby uzyskać zawrotną kwotę. Takie były realia. Hazard rządził się swoimi prawami.

— Porozmawiajmy o tych brakujących pięćdziesięciu galeonach. Zegarek jest wart znacznie więcej, niż te dwieście pięćdziesiąt-trzysta galeonów. — Zwrócił się do tego czarodzieja, nie będąc sobą gdyby nie starał się z tego wyciągnąć jak najwięcej. Wiedział, że potem będzie chciał go odzyskać i to będzie znacznie trudniejsze zadanie, niż zastawienie tego zegarka. Nie posiadał takiej kwoty pieniędzy aby mógł ją oddać po zakończeniu tego wieczorku. Rzeczoznawca też w końcu zrozumie, że został przez niego oszukany. To problem dnia jutrzejszego.


Charyzma
Rzut Z 1d100 - 58
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (5830), Anthony Shafiq (4945), Atreus Bulstrode (1987), Bard Beedle (16677), Basilius Prewett (2132), Celine Delacour (1746), Eden Lestrange (3031), Erik Longbottom (3452), Geraldine Greengrass-Yaxley (3264), Isaac Bagshot (2600), Lorien Mulciber (7154), Lorraine Malfoy (3824), Morpheus Longbottom (4164), Richard Mulciber (6509), Severine Crouch (1162), Sophie Mulciber (3384), Urlett Reykjavík (2677), Viorica Zamfir (3888)


Strony (17): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 17 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa