Odchodząc od stołu do pokera, przypomniała sobie o drinku, który zamówiła. Pośpiesznie więc wróciła po niego i upiła odrobinę (aby w trakcie przenoszenia go nie uronić ani kropli), zostawiając przy tym czerwony odcisk ust na szklance. Do głównej sali wróciła więc sama i natychmiast skierowała się w stronę Isaaca oraz Basilliusa. Zdawało jej się, że gdzieś mignęła jej kuzynka Eden, ale nie była pewna, czy jej się nie przewidziało, zatem wolała się zatrzymać przy swoim dotychczasowym towarzystwie. Uśmiechnęła się do uzdrowiciela ponad ramieniem historyka i puściła do niego oczko, prosząc go niemo, aby nie zdradzał jeszcze jej obecności. Słuchając ciekawej, ale jakże przerażającej historii Bagshota, popijała więc swojego drinka i o mało się nie zakrztusiła, kiedy nazwał mężczyznę Basilkiem. Na pewno nie łączyło ich... coś więcej?
Odstawiła pustą już szklankę na najbliższy blat (nie zważając, czy był to stół, pianino, czy taca przechodzącego obok kelnera), a potem sięgnęła do torebki i wyjęła z niej papierośnicę zdobioną roślinnymi motywami.
— Poratujesz ogniem? — zapytała Isaaca, kiedy cienki długi papieros znalazł się pomiędzy jej równie cienkimi i długimi palcami.