Gdy sytuacja przerasta czarodzieja to musi znaleźć sposób na wyładowanie frustracji. Jedni idą topić smutki w alkoholu, używkach. Inni robią coś szalonego, co przyćmiewa problemy i szokuje otoczenie. Ci najlepsi rozmawiają z przyjaciółmi, rozpracowują problem, stają mu naprzeciw. Co zrobił Castiel? Uciekł. Pod wodę.
Zabrał trochę skrzeloziela z kufra młodszego brata, zostawiając mu jedynie kartkę z wyjaśnieniem i butelkę piwa. Ubrał ciemnoszary kombinezon pływacki, kończący się przed łokciem i kolanami, pogryzł roślinę i nawet nie syknął kiedy wyrastały mu skrzela a między palcami błona. Wskoczył do wody kilka sekund później, a wybrał na cel jedno z jezior Doliny Godryka. Według broszury, którą wziął od Reginy jezioro było jedne z bezpieczniejszych, głębokich i nienajgorszych pod kątem czystości. Łatwo było się tu dostać jeśli ktoś szukał tego konkretnego miejsca. Wystarczyło iść szlakiem około godziny. Nie wybrał najczęściej odwiedzanych miejsc bo potrzebował samotności. Znał na pamięć około siedemnastu jezior nadających się do pływania. Większość z nich regularnie odwiedzał ale dzisiaj zamierzał tkwić tu do oporu aż wieczorny mróz nie wygna go w kierunku ciepła. Nie wynurzył się ani razu przez czas działania skrzeloziela. Pływał nieco nad dnem, oglądał podwodne rośliny, płoszył plumpki i inne pomniejsze stworzenia. Męczył mięśnie do takiego stopnia aż płonęły. Gdy nie dawał rady machać ramionami i nogami to luźno dryfował pod wodą Dopiero czując ból w skrzelach wynurzył się ponad taflę, zauważając, że musiały minąć może dwie godziny. Odczekał aż błona zniknie a płuca na nowo zaczną pobierać tlen, co nie trwało to długo. Niestety ale wciąż nie był gotów wrócić na ląd. Położył się na plecach, twarzą do nieba i zamknął oczy. Rozłożył ręce i nogi na wznak i pozwolił wodom się unosić. Nie słyszał nic, nie widział nic. Wyłączył się na świat. Był przygnębiony, usta odzwyczajały się od uśmiechu a oczy od wesołości. Zimne powietrze muskało policzki więc zirytowany nabrał dużo powietrza do płuc i obrócił się na brzuch, chowając twarz pod wodę. Tak sobie dryfował, nie myśląc o tym, że ktoś może pomyśleć, że utonął i to ciało pływa sobie na powierzchni jeziora. Póki skupiał się na nurkowaniu to nie miał czasu myśleć o tym, co zaszło i w jakiej sytuacji się znalazł.
A gdyby tak utonąć…?
Wystarczyłoby poddać się żywiołowi, który to tak kocha.